W kinie panoramicznym

Okładka książki W kinie panoramicznym
Juraj Kováčik Wydawnictwo: Biblioteka Słów literatura piękna
208 str. 3 godz. 28 min.
Kategoria:
literatura piękna
Tytuł oryginału:
V panoramatickom kine
Wydawnictwo:
Biblioteka Słów
Data wydania:
2021-02-23
Data 1. wyd. pol.:
2021-02-23
Liczba stron:
208
Czas czytania
3 godz. 28 min.
Język:
polski
ISBN:
9788395886720
Tagi:
literatura słowacka proza zagraniczna opowiadania
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu
Średnia ocen

                7,0 7,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Podobne książki

Reklama
Tania Książka
bestsellery TaniaKsiazka.pl

Oceny

Średnia ocen
7,0 / 10
25 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
24
24

Na półkach:

„Niektórzy mówią, że książki są drogą poznania życia ludzi, których w innym wypadku nigdy byśmy nie spotkali. Dla mnie zawsze były sposobem, jak przynajmniej na chwilę przestać być sobą. Tylko głupi ludzie, ci, którzy nie potrafią zobaczyć samych siebie we właściwym świetle, nie czytają książek. Nie potrzebują przed sobą uciekać”[1].

„W kinie panoramicznym” to debiutancki zbiór opowiadań Juraja Kováčika. Słowacki pisarz przedstawia historie o samotności, śmierci i miłości. Przypadkowe, codzienne sytuacje stają się pretekstem do snucia intrygujących opowieści, do zatrzymania w kadrze niezwykłych obrazów, które prowadzą do wyprowadzenia zadziwiających wniosków. Kováčik niczym w kalejdoskopie obserwuje ludzi w ich codziennym życiu, które okazuje się być pełne tajemnic i osobliwości. Kolejne opowiadania łączą się ze sobą w jakiś, nie zawsze oczywisty sposób.

„Nigdy nie ufam fotografiom. Gdy widzę siebie na zdjęciu, to nie jestem ja. Wierzę słowom, nie obrazom”[2] – powie bohaterka jednego z opowiadań; „znał się na liczbach i wiedział, że może im zaufać. Liczby, w odróżnieniu od słów, nie kłamią”[3] – odpowie jej narrator innego z utworu. Zawtóruje mu bohaterka z „Tylko sen”: „w liczbach tkwi prawda. Tylko, jak w przypadku każdej prawdy, ważne jest to, kto ją panu prezentuje”[4]. Pozornie utwory łączy niewiele – czasem jest to osoba jednego z bohaterów, innym razem podobne przemyślenia czy sytuacje. Jednocześnie dorozumiana i metaforyczna rozmowa bohaterów i narratorów trwa przez jedenaście opowiadań, umiejscowionych w różnych czasach i przestrzeniach.

Kováčik nie boi się pisać o śmierci i chorobie, postacie z kolejnych historii dokonują rozliczeń z życiem, stają w obliczu wyborów i podejmowania decyzji. „Jak jesteś młody, jesteś nieśmiertelny. Później widzisz, jak umiera ktoś, kto był ci naprawdę bliski i zdajesz sobie sprawę, że ty też umrzesz”[5]. Nieuchronność śmierci przeplata się z poczuciem osamotnienia i doświadczenia zdrady i rozczarowania. „Może i jest tak, że drugi człowiek zawsze pozostanie dla nas obcy. Że nasza wiara w to, że kogoś znamy jest tylko iluzją, którą fabrykujemy, żeby nie zwariować od świadomości, że jesteśmy skazani na nieskończoną samotność”[6]. Jednocześnie daje nadzieję, że „samotność czyni mężczyznę silniejszym”[7], a w upływie czasu można odnaleźć zapomnienie.

W niektórych opowiadaniach Kováčik zdaje się dryfować w stronę realizmu magicznego, w innych zaskakuje puentą lub suspensem. Wszystkie zdają się być przemyślane i ułożone z misternie dobranych słów. Każdy utwór przykuwa uwagę już pierwszym zdaniem, ale także kolejne akapity zaskakują sposobem oddawania emocji czy opisywania miejsc i sytuacji. „Jakby całe życie mieszkała w dużym domu i nagle odkryła, że są w nim jeszcze jedne drzwi, o których dotąd nie wiedziała. Ale nie miała do nich klucza, a nie było już nikogo, kto by jej go dał”[8]. Opisy wyróżnia fotograficzne zacięcie – widać, że ich autor zajmuje się fotografią. Poszczególne miejsca zostały przedstawione w szerokich, nomen omen panoramicznych ujęciach i utrwalone jak na kliszy.

„W kinie panoramicznym” książki odgrywają niebagatelną rolę – zbiór opowiadań rozpoczyna scena w księgarni, a w kolejnych historiach często pojawiają się książki i refleksje, które wywołuje ich lektura. „Lubię czytać książki, ale teraz już tylko te, które znam. Zawsze tylko fragment, wystarczający do tego, żeby tych kilka zdań wciągnęło mnie w opowieść. To jak zaglądanie za kurtynę”[9].

Kováčik prezentuje intrygujące i piękne opowiadania, które wpisują się w myśl zasady, że „to podstawowa reguła wszechświata (…) Rzeczy muszą się komplikować”[10]. A te komplikacje wynikają ze zwykłego życia i zadziwiających zdarzeń, które potrafi za sobą nieść.

[Recenzja opublikowana na innych portalach czytelniczych]

[1] Juraj Kováčik, „Uwaga na marginesie” [w:] Juraj Kováčik, „W kinie panoramicznym”, przeł. Michał Wirchniański, Biblioteka Słów 2021, str. 88.
[2] „Na zachodzie bez zmian”, tamże, str. 9.
[3] „Dzień jak co dzień”, tamże, str. 72.
[4] „Tylko sen”, tamże, str. 121
[5] „Na zachodzie bez zmian”, tamże, str. 16.
[6] „Uwaga na marginesie”, tamże, str. 100.
[7] „Na zachodzie bez zmian”, tamże, str. 16.
[8] „Ostatnia Eva”, tamże, str. 63.
[9] „Uwaga na marginesie”, tamże, str. 87.
[10] „Tylko sen”, tamże, str. 122.

„Niektórzy mówią, że książki są drogą poznania życia ludzi, których w innym wypadku nigdy byśmy nie spotkali. Dla mnie zawsze były sposobem, jak przynajmniej na chwilę przestać być sobą. Tylko głupi ludzie, ci, którzy nie potrafią zobaczyć samych siebie we właściwym świetle, nie czytają książek. Nie potrzebują przed sobą uciekać”[1].

„W kinie panoramicznym” to debiutancki...

więcej Pokaż mimo to

avatar
270
137

Na półkach:

W książce autor zawarł 11 opowiadań które, choć krótkie momentami naprawdę zmuszały mnie do przeanalizowania tego, co właśnie przeczytałam. Czasami miałam wrażenie, że historie urywają się nagle, ostro, bez sentymentu. Był bohater, a zaraz go nie ma. Zostajemy tylko my i nasze myśli. To nie są trudne w odbiorze opowiadania, ale właśnie przez swoją pozorną prostotę tak mnie, porwały. Niektóre z tych historii mogły się zdarzyć naprawdę, nawet mi. I to chyba jest największa zaleta snucia opowieści przez Kovacika. Rozumiemy bohatera, potrafimy się z nim zidentyfikować. To nie znaczy, że się musimy z nim zgadzać, ale po ludzku możemy odczuwać to, co on.

To również książka przypominająca nam o losie, tak przecież przewrotnym. Wszyscy sobie zdajemy z tego sprawę, a jednak chyba każdy z nas chce wierzyć, że w jakimś stopniu umie przewidzieć i przygotować się na to, co będzie. Czy jednak faktycznie? Ile w naszym życiu znaczą poczynania innych ludzi i jak bardzo oddziaływają one na naszą teraźniejszość i przyszłość? Czy tak naprawdę da się uciec od przeznaczenia, czy może to my je kreujemy każdego dnia i popychamy w danym kierunku?

W kinie panoramicznym narracja płynie powoli, autor nie spieszy się, nie szokuje nas niczym, nie zabiera w szaleńczą gonitwę po zdarzeniach. Bohaterzy opowiadań są zwyczajnymi ludźmi, różni ich wiek, płeć, miejsce zamieszkania, wykonywane zawody. Niektórych poznajemy w pracy, innych na joggingu lub kawiarni. Niekiedy stajemy się obserwatorami wyłącznie urywku z ich życia, czasami słuchamy dłuższej opowieści.



Kovacik stworzył zbiór opowiadań, które bardzo dobrze się czyta i choć mnie osobiście momentami zmusiły do refleksji, to jednak nie spowodowały, że poczułam się nimi przytłoczona. Historie przez to, że tak bardzo autentyczne i prawdopodobne wywołały we mnie swoiste przypomnienie, że tak przecież wygląda momentami życie. Bywa, że jeden czyn zmienia wszystko, czasami trzeba coś zaryzykować, aby być szczęśliwym, a niekiedy bezpieczna rutyna staje się niepostrzeżenie naszą klatką.

W kinie panoramicznym to bez wątpienia książka, której warto dać szansę. Choć nie wszystkie opowiadania spodobały mi się tak samo i mam swoich osobistych faworytów to jednak uważam, że jako całość publikacja jest na naprawdę wysokim poziomie. Myślę, że to idealna książka do tego, aby przekonać się do opowiadań, które nie wszyscy jak zdaję sobie sprawę lubią. Jestem przekonana, że te proste historie z głębią poruszą Was i skłonią do przemyśleń. Może przypomną o czymś ważnym o czym tak łatwo zapomnieć w gonitwie codziennego życia?

W książce autor zawarł 11 opowiadań które, choć krótkie momentami naprawdę zmuszały mnie do przeanalizowania tego, co właśnie przeczytałam. Czasami miałam wrażenie, że historie urywają się nagle, ostro, bez sentymentu. Był bohater, a zaraz go nie ma. Zostajemy tylko my i nasze myśli. To nie są trudne w odbiorze opowiadania, ale właśnie przez swoją pozorną prostotę tak mnie,...

więcej Pokaż mimo to

avatar
993
547

Na półkach:

Pierwsze wrażenie bywa bardzo ważne, nie raz już to podkreślałem. W przypadku najnowszej publikacji Biblioteki Słów zgadzało się wszystko. Tytuł zapowiadał powiązania z kinem, premierowe opowiadanie nazwane zostało jakoś tak znajomo („Na zachodzie bez zmian”), tom wydany został przez niszową oficynę i wreszcie ostatni czynnik – jest to zbiór opowiadań. A każdy kto czyta moje omówienia wie, że do krótkiej formy mam szczególną słabość. Tak więc napaliłem się na tę lekturę, jak za przeproszeniem Polacy na papier toaletowy podczas pierwszego lockdownu. I co otrzymałem w zamian?
Wspomniane „Na zachodzie bez zmian”, które z powieścią Remarque’a wiąże wyłącznie tytuł, rozpoczyna się w księgarni. Pewien młody Pan, narrator i bohater tej narracji, podpatruje atrakcyjną damę z książką w ręku. Od słowa do słowa, od jednego spotkania do kolejnego, ich relacja zaczyna kwitnąć, by ostatecznie przerodzić się w romans. Brzmi strasznie, ale uwierzcie, tak źle nie jest. Juraj Kováčik, mimo że tym zbiorem debiutuje, umie pisać. Udowadnia to zresztą w kolejnych historiach. Ciekawie jest na przykład ta zaprezentowana w „Kątem oka”. Protagonistą jest tu kolejny mężczyzna, który odkrywa w sobie dość nietypową umiejętność. Potrafi mianowicie przenosić różne rzeczy nie używając do tego siły. skupiając wzrok rabuje na przykład sklepy, bo czemużby nie miał zarobić na tej niebywałej właściwości? Z czasem pazerność wygrywa z jego dobrym sercem, a dobrotliwa naiwność przeradza się w coś niepożądanego.
Naiwny był też bohater „Nowego początku” (którego z panem od oczu łączy bardzo wiele). Przetrwał w katastrofalnych warunkach trzęsienie ziemi, czym pewnie nie pochwaliłby się ze światem, gdyby nie pewien agent. Ten, za drobną opłatą rzecz jasna, udziela wsparcia pogrążonemu w myślach niedoszłemu pisarzowi i pozwala przekuć traumatyczne wydarzenie w sukces medialny i bogactwo. Można by tak dalej mówić: o zwolnionym z pracy analityku, emerycie z psem, małżeństwie, wybierającym się na seans w kinie panoramicznym, pewnym biegaczu wspominającym swoje życie. Jedenaście opowiadań to tyleż samo sytuacji i charakterów. Ładnie napisanych, dobrze ustrukturyzowanych, każdorazowo kończonych jakąś mocną puentą.
Lektura „W kinie panoramicznym” Juraja Kováčika jest niezłą rozrywką. Obcowanie z książką daje radość zbliżoną do przyglądania się katalogowi jakiegoś egzotycznego miejsca urlopowego. Jest to po prostu fajne. Niewiele jednak oferuje ponad to. Każda opowieść, każde nakreślone tu zdarzenie jest w swojej pierwotnej formie szablonowe. Juraj Kováčik, mimo że sprawnie operuje językiem, nie potrafi wzbudzić emocji. Jego narracje są także przewidywalne, powierzchowne, zmierzają do końca, który musi nieść jakiś morał. W tym sensie krótkie formy słowackiego pisarza nie spełniają podstawowego założenia, jakie moim zdaniem spełniać powinny – nie intrygują. Nie zapadają też w pamięć. Bohaterów nie da się polubić ani znienawidzić. Wymyślone historie takimi pozostaną, gdyż przez brak wejścia w szczegół, trudno się z nimi identyfikować. To trochę jak czytanie bajki, przyjemne, ale mało angażujące. Opowiadania zebrane w zbiorze „W kinie panoramicznym” Juraja Kováčika są mało odważne, zupełnie nieodkrywcze, często banalne, dopowiedziane. Szkoda, bo szybko je zapomnę. Niestety nie tego szukam w literaturze.

Recenzja ukazała się pod adresem http://melancholiacodziennosci.blogspot.com/2021/04/recenzja-w-kinie-panoramicznym-juraj.html

Pierwsze wrażenie bywa bardzo ważne, nie raz już to podkreślałem. W przypadku najnowszej publikacji Biblioteki Słów zgadzało się wszystko. Tytuł zapowiadał powiązania z kinem, premierowe opowiadanie nazwane zostało jakoś tak znajomo („Na zachodzie bez zmian”), tom wydany został przez niszową oficynę i wreszcie ostatni czynnik – jest to zbiór opowiadań. A każdy kto czyta...

więcej Pokaż mimo to

Reklama
avatar
326
308

Na półkach:

Bardzo ciekawe i poruszające opowiadania. Każde z nich jest zupełnie inną dziejącą się historią z życia, która jest interesująca bez względu na wagę i powagę problemów czy zdarzeń. Autor nie stara się epatować traumami i i wyjątkowością (choć i takie opowiadania się znajdą) Ciekawi go dramaturgia ludzkich losów i buduje napięcie poprzez migawki błahych czynności, wydarzenia i emocje. Dodatkowym plusem dla mnie są ciekawe przemyślenia i spostrzeżenia . których wiele sobie zaznaczyłam

Bardzo ciekawe i poruszające opowiadania. Każde z nich jest zupełnie inną dziejącą się historią z życia, która jest interesująca bez względu na wagę i powagę problemów czy zdarzeń. Autor nie stara się epatować traumami i i wyjątkowością (choć i takie opowiadania się znajdą) Ciekawi go dramaturgia ludzkich losów i buduje napięcie poprzez migawki błahych czynności,...

więcej Pokaż mimo to

avatar
187
187

Na półkach:

Niepozorna, z nikomu nieznanym autorem na okładce, a umiejętnie opowiadająca codzienność. Jesteśmy z reguły w stolicy, albo jakimś dużym mieście. Bohaterowie wyłaniają się zupełnie nam nieznani, rozwijają tkankę duchową i co ciekawe nieraz po niecałej dobie już ich zapamiętujemy. To przydaje się później, kiedy taki czy inny bohater powraca w epizodzie. Czuć dobrze przerobioną lekcję ze współczesnej egzystencji, czuć dobre pisarstwo. Bardzo dobre opowiadanie otwierające o księgarzu, ale mistrzowskie jest opowiadanie o małżeństwie..., które się nie znało. Perła.

PS. Daję 6 bo opowiadania z natury swej nie zasługują na 9 i 10.

Niepozorna, z nikomu nieznanym autorem na okładce, a umiejętnie opowiadająca codzienność. Jesteśmy z reguły w stolicy, albo jakimś dużym mieście. Bohaterowie wyłaniają się zupełnie nam nieznani, rozwijają tkankę duchową i co ciekawe nieraz po niecałej dobie już ich zapamiętujemy. To przydaje się później, kiedy taki czy inny bohater powraca w epizodzie. Czuć dobrze...

więcej Pokaż mimo to

avatar
820
673

Na półkach: ,

Otwarcie zbioru opowiadań historią rozgrywającą się w księgarni zdaje się być zabiegiem banalnym. W tej banalności kryje się jednakże pewna cyniczna przebiegłość. Mało kto z osób czytających i zafascynowanych literaturą, obok takiego właśnie wątku, zwłaszcza, poprowadzonym z literacką czułością i zgrabnością, potrafiłby przejść obojętnie. Juraj Kováčik zdaje się być tego świadom, bez skrupułów wikła bohaterów pierwszego opowiadania Na zachodzie bez zmian w romans, rozpoczynający się w księgarni właśnie. Tym samym kusi czytelników, wciąga w przygodę z całym zbiorem, dając nadzieję, iż ten, do samego końca podtrzyma aurę otwierającej go miniatury.

W kinie panoramicznym splata jedenaście krótkich form literackich. Te, pozornie odrębne opowiadania łączy subtelna nitka powiązań. Odkrywanie jej jest swego rodzaju wartością dodaną do przyjemności naturalnie wpisanej w ich lekturę. Odkrywanie bowiem aluzyjnych sieci relacji pomiędzy bohaterami poszczególnych historii stanowi drobne wyzwanie. Współzależności pomiędzy poszczególnymi opowiadaniami choć symboliczne i czasem nieoczywiste, finalnie są wyczuwalne. Zabieg ten tworzy spójną i zgrabną całość.

Wszyscy się spieszą. Niech pan zobaczy, jak szybko chodzą. Im większe miasto, tym szybciej w nim chodzą.

Debiutujący w roli pisarza słowacki fotograf i publicysta w swoich opowiadaniach koncentruje się na zwyczajnych ludziach. Zwyczajność ich charakterów oraz powszedniość ich życiorysów skonfrontowana zostaje tutaj z decydującymi i kluczowymi dlań momentami, które ofiaruje los. Niezależnie od tego, czy będzie to zwolnienie z pracy (Dzień jak co dzień), zdrada małżonki (Uwaga na marginesie) czy trzęsienie ziemi (Nowy początek), każda z historii będzie miała decydujący wpływ na podjęte przez bohaterów decyzje. Czasem naznaczone będą swego rodzaju fatalizmem, jeszcze częściej kategoryczne w swych skutkach, wszystkie jednak spowodują wolę zatrzymania się na moment, wyłamania z egzystencjalnego pędu celem przeanalizowania swojego życia i domknięcia go czy też ułożenia od nowa (Na zachodzie bez zmian).

Jest w tych fantazjach pewna ujmująca oniryczność. Często wyrwane z kontekstu, fragmentaryczne opowieści, są ledwie wycinkiem rzeczywistości, co autor oddaje w sposób sugestywny i plastyczny. Narracje te zaczynają się mimochodem, jakby lekceważąco, równie bezwzględnie też się kończą. Bohaterowie otwierającego zbiór opowiadania mówią o sobie, iż są pięknie patetyczni. Efemeryczność owa też taka właśnie jest: pięknie patetyczna, a przy tym urzekająca. I choć przebija przez nią pewna banalność, to jest ona wiarygodna i bliska czytelnikowi. Juraj Kováčik przekonująco zamyka ją w poszczególne kadry, które niczym kolejne fotografie dokumentują punktowość i nieprzewidywalność ludzkiej egzystencji, która niezależnie od kontekstu, czasu i przestrzeni w sposób nieustający i niezmienny zaskakuje człowieka.

www.bookiecik.pl

Otwarcie zbioru opowiadań historią rozgrywającą się w księgarni zdaje się być zabiegiem banalnym. W tej banalności kryje się jednakże pewna cyniczna przebiegłość. Mało kto z osób czytających i zafascynowanych literaturą, obok takiego właśnie wątku, zwłaszcza, poprowadzonym z literacką czułością i zgrabnością, potrafiłby przejść obojętnie. Juraj Kováčik zdaje się być tego...

więcej Pokaż mimo to

avatar
318
213

Na półkach:

Jeśli myślisz, że ta książka nie jest dla Ciebie, że nie przypadnie ci do gustu, bo to zbiór opowiadań i nowel, że historia kończy się wtedy, gdy właśnie zacząłeś przywiązywać się do bohatera, to zastanów się nad inną perspektywą odbioru. Życie różnych ludzi przeplata się ze sobą czasem w najmniej oczekiwanych momentach. Styczność trwa ułamek sekundy lub kilka minut, rzadziej kilka godzin, jeśli uznać, że ludzka egzystencja liczy tyle, co tarcza zegara. Juraj Kováčik podjął się wyzwania połączenia, z reguły w zaskakujących momentach, opowiadanych fabuł. Ktoś kogoś znał, ktoś o kimś opowiada, główny bohater jednej opowieści jest epizodycznym w drugiej. Autor obrał skomplikowaną drogę, nie połączył fabuł ani czasem, ani miejscem, ani nawet tematem, choć każde z opowiadań operuje pewną ostatecznością. Odbiorca zostaje wciągnięty do tego świata kalkulowania lub przeżywania uczuć, zahacza o oniryzm, alternatywne rzeczywistości i niepopularne teorie naukowe za jednym razem. I przyznaję, że ta symfonia gra i kończy się tam, gdzie było miejsce na jej zakończenie. Uwielbiam kontrapunkty fabularne podkreślone ostatecznością ukazania w zakończeniu książki.
W tym zbiorze dzieje się naprawdę dużo. Po pierwsze, jak już wspomniałam, ta książka jest nieprzypadkową całością, której zamysł jest zrozumiały dla odbiorcy, a nie tylko autora. Jest to bezdyskusyjna zaleta. Nie musimy doszukiwać się powiązań, dlaczego takie, a nie inne teksty znalazły się obok siebie, a z drugiej strony - brakuje powiązania tematycznego, które może się znudzić. Sporo w tym wycinku świata nieoczywistości. Autor nie idzie utartymi szlakami, a większość opowiadań zmierza w zaskakującym kierunku, choć zbiór rozpoczyna się dość niewinne. Im dalej w las, tym większa deformacja rzeczywistości, inspirowana raczej prozą psychologiczną i poetycką, a nie fantastyką. Nad wszystkim czuwa jakiś fatalizm, który wznieca kontrapunkty, rezonujące w ciele odbiorcy. Dreszcz wynikający z przeżywania tej prozy jest inny niż wtedy, kiedy przywiązani do bohatera przez kilkadziesiąt stron, drżymy o jego życie. Drżenie jest, ale to świat Kováčika drży w posadach.

Przyznaję, że nie spodziewałam się po tej książce tak wiele. Wydawca skromnie ją opisuje jako "zbiór opowiadań o miłości i śmierci", ale to, co odbiorca dostaje, znacznie wykracza poza ten zakres. Z tekstów wyłania się dużo więcej, a miłość i śmierć, a szerzej - uczucia w ogóle - nienawiść, cynizm, zainteresowanie, mściwość, satysfakcja - są po prostu elementem życia bohaterów, nic w tym odkrywczego. Odkrywcza jest forma, w której narasta fatalizm. Autor fabułami, bez uciekania się do wywodu filozoficznego, udowadnia odbiorcy, że cykl, wydarzenia, rytm i historia (traktowana jako schemat każdej opowieści) są absolutnie nadrzędne wobec jednostki. Bohaterowie, nawet ci demiurgiczni, nie tworzą historii. To historie się nimi wysługują.

Jeśli myślisz, że ta książka nie jest dla Ciebie, że nie przypadnie ci do gustu, bo to zbiór opowiadań i nowel, że historia kończy się wtedy, gdy właśnie zacząłeś przywiązywać się do bohatera, to zastanów się nad inną perspektywą odbioru. Życie różnych ludzi przeplata się ze sobą czasem w najmniej oczekiwanych momentach. Styczność trwa ułamek sekundy lub kilka minut,...

więcej Pokaż mimo to

avatar
251
133

Na półkach:

Najnowsza publikacja Biblioteki Słów to proza słowacka, znacznie mniej popularna niż czeska, ale równie ciekawa i warta uwagi. W zbiorze opowiadań Juraja Kováčika znajdziemy uniwersalną tematykę i fotograficzne, uważne spojrzenie skierowane na człowieka.

Jedenaście tekstów pozornie od siebie całkiem różnych, splecionych jest lekką pajęczynką powiązań, nie zawsze oczywistych. Czasem to tylko podobny motyw, zdarzenie, rzadziej ta sama postać. Nawet jeśli nie dostrzeżemy tych łączników, to łatwo odczuć, że te opowiadania po prostu pasują do siebie. Są jak kwiaty z jednego bukietu, starannie dobrane kolorystyką, rozmaite, ale uzupełniające się nawzajem.

całość pod linkiem:
http://zycieipasje.net/2021/03/szpieg-w-ksiegarni-w-kinie-panoramicznym-juraj-kovacik-recenz

Najnowsza publikacja Biblioteki Słów to proza słowacka, znacznie mniej popularna niż czeska, ale równie ciekawa i warta uwagi. W zbiorze opowiadań Juraja Kováčika znajdziemy uniwersalną tematykę i fotograficzne, uważne spojrzenie skierowane na człowieka.

Jedenaście tekstów pozornie od siebie całkiem różnych, splecionych jest lekką pajęczynką powiązań, nie zawsze...

więcej Pokaż mimo to

avatar
108
71

Na półkach:

„W kinie panoramicznym” to zbiorek opowiadań słowackiego autora Juraja Kováčika. Dawno nie czytałam tak dobrych miniaturek, z tak ciekawymi bohaterami. Ci bohaterowie przeważnie nie są młodzikami, pracują na etacie, ale nie można ich nazwać zwykłymi zjadaczami chleba, gdyż nie interesują się robieniem kariery, plotkowaniem ani żadnymi sprawami, które podniecają przeciętnych ludzi. To są postacie inteligentne, lubiące czytać, obserwować, rozmyślać. Często czują się samotne, zauważają, że nie znały dobrze swojego partnera życiowego. Przy tym niektóre z nich, umyślnie bądź przypadkowo, powodują śmierć innych osób.

Moje najulubieńsze opowiadania noszą tytuły „Nowy początek”, „Kątem oka” i „Uwaga na marginesie”. Pablo z tego pierwszego aż przez piętnaście dni był uwięziony pod gruzami. Ocalał. Ponieważ zawsze lubił ciemność i samotność, okresu przymusowej izolacji nie odbiera jako traumy. Autor opisuje jego emocje, refleksje. A mężczyzna z „Kątem oka” przypadkowo dokonuje pewnego odkrycia i z zapałem eksperymentuje, nie zrażając się ani skrupułami moralnymi, ani bólem powodowanym przez doświadczenia. Te dwa opowiadania zazębiają się ze sobą, aby w pełni zrozumieć zakończenie pierwszego i powody trzęsienia ziemi, trzeba przeczytać historię o domorosłym wynalazcy. Nawiasem mówiąc, powiązanych tekstów jest w tym zbiorku więcej, na przykład drugoplanowa postać z „Dnia jak co dzień” odwiedza dziewczynę z „Tylko sen”.

„Wiem, że niedługo umrę i wiem, że mam tego pecha, że rozum będzie ostatnią rzeczą, która mnie opuści” – wyznaje staruszek z „Uwagi na marginesie”, męczony przez niechciane wspomnienia. Ciągle przypomina sobie noc, podczas której wydarzyło się coś strasznego i zrozumiał, że właściwie nie zna własnej żony. To odkrycie podkopało w nim całą wiarę w siebie. Jakie ma prawo, by wydawać sądy o świecie, skoro nawet swojej wieloletniej towarzyszki nie zdołał poznać? Dochodzi do smutnego wniosku, że „nasza zdolność do rozumienia drugiego człowieka rozwinęła się w toku ewolucji w tę najprostszą, najprymitywniejszą formę, która wystarcza do przetrwania”.

Juraj Kováčik ma swoje ulubione tematy, do których należy na przykład śmierć (kilka postaci umiera, kilka o niej rozmyśla). Często też pisze o teleportacji – bohaterowie rozmawiają o przesuwaniu przedmiotów i ludzi, a w „Kątem oka” ten temat jest wiodący. I wreszcie słowacki autor lubi motyw czytania. W prawie wszystkich opowiadaniach pojawiają się postacie, które coś czytają lub obserwują czytających. Richard z „Pustej kartki” pisuje recenzje książek, Pablo z „Nowego początku” usiłuje zostać pisarzem, Artur z „Na zachodzie bez zmian” pracuje w księgarni, a podobająca mu się kobieta to edytorka tekstów. Ktoś martwi się, że ludzie coraz rzadziej czytają, ktoś inny narzeka, że księgarnia zmienia się w zakład produkcyjny, bo dla kierownictwa najważniejsze są efektywność i opłacalność.

Akcja toczy się w niewymienionych z nazwy miastach, współcześnie albo nieco dawniej, kiedy kino panoramiczne oraz czytnik dokumentów elektronicznych były jeszcze nowinkami. Opowiadania napisane zostały spokojnym tonem, co nie znaczy, że nie poruszają. Każdym chyba wstrząśnie historia cudem ocalałego Pabla, recenzenta stykającego się z groźbami windykatora czy tragedia pracownika biurowego, który nieoczekiwanie przekonuje się, że dla pracodawcy znaczy tyle co pyłek kurzu i że dla ludzi mało kreatywnych, niezdolnych do zmian nie ma przyszłości. Zbiorek zawiera też teksty kojące – przykładem niech będzie „Na zachodzie bez zmian” o dwojgu niemłodych ludziach, przyzwyczajonych do samotności, a mimo to mających odwagę spróbować, jak im będzie żyło się razem.

Jak napisałam na początku, opowiadania Kováčika są bardzo ładne i godne polecenia. Dają do myślenia. Będę do nich wracać.

https://koczowniczkablog.blogspot.com/2021/03/w-kinie-panoramicznym-juraj-kovacik.html

„W kinie panoramicznym” to zbiorek opowiadań słowackiego autora Juraja Kováčika. Dawno nie czytałam tak dobrych miniaturek, z tak ciekawymi bohaterami. Ci bohaterowie przeważnie nie są młodzikami, pracują na etacie, ale nie można ich nazwać zwykłymi zjadaczami chleba, gdyż nie interesują się robieniem kariery, plotkowaniem ani żadnymi sprawami, które podniecają przeciętnych...

więcej Pokaż mimo to


Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki W kinie panoramicznym


Reklama
zgłoś błąd