Książka o śmieciach

Okładka książki Książka o śmieciach
Stanisław Łubieński Wydawnictwo: Agora publicystyka literacka, eseje
288 str. 4 godz. 48 min.
Kategoria:
publicystyka literacka, eseje
Wydawnictwo:
Agora
Data wydania:
2020-05-01
Data 1. wyd. pol.:
2020-05-01
Liczba stron:
288
Czas czytania
4 godz. 48 min.
Język:
polski
ISBN:
9788326832499
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Książki autora

Okładka książki Czyżyk na drogę. Rozmowy o przyrodzie Piotr Brysacz, Krzysztof Czyżewski, Lechosław Herz, Stanisław Łubieński, Adam Robiński, Adam Wajrak, Magda Wiśniewska-Krasińska
Ocena 6,9
Czyżyk na drog... Piotr Brysacz, Krzy...
Okładka książki Bluszcz, nr 6 (45) / czerwiec 2012 Joanna Bator, Rafał Bryndal, Sylwia Chutnik, Łukasz Drewniak, Katarzyna Enerlich, Jan Gondowicz, Gerald Gustavsson, Ignacy Karpowicz, Szymon Kloska, Katarzyna Kolenda-Zaleska, Wojciech Krzyżaniak, Wojciech Kuczok, Stanisław Łubieński, Marek Łuszczyna, Tomasz Pindel, Dominika Płońska, Redakcja magazynu Bluszcz, Dawid Rosenbaum, Beata Rudzińska, Anna Saraniecka, Elif Shafak, Izabela Stachowicz, Marta Szarejko, Maliwna Wapińska, Agnieszka Wolny-Hamkało, Liao Yiwu, Wioletta Zatylna, Robert Ziębiński
Ocena 7,7
Bluszcz, nr 6 ... Joanna Bator, Rafał...

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
7,2 / 10
243 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
432
387

Na półkach:

„Książka o śmieciach” Stanisława Łubieńskiego jest jak niebotycznych rozmiarów wyrzut ludzkiego sumienia. Śmieci nie znają granic, „panoszą” się po całym świecie, doprowadzając do ogromnego skażenia środowiska. I jakby nie patrzeć nie są temu winne. Jak zwykle zawodzi czynnik ludzki i jego ignorancja wespół z egoizmem. Każdy z nas jest wytwórcą śmieci, ale nie wszyscy wiemy co należy z nimi robić, aby były one jak najmniej uciążliwe dla naszej planety. Czytając tę książkę i propagując, wydawać by się mogło niby proekologiczną postawę, z każdą przeczytaną stroną narastał we mnie poziom frustracji. Osobiście segreguję własne śmieci, kompostuję odpady, staram się rozkładać pewne opakowania złożone na pojedyncze struktury… Szkoda tylko, że w ogólnym rozrachunku, w sensie w skali globu, ta praca na nic zupełnie się zdaje… Taka bolesna prawda. Łubieński wielokrotnie w swym eseju zwraca na ten kluczowy fakt uwagę. Tu oczywiste śmieci wcale takie nie są, a o tych nieoczywistych tak naprawdę niewielu ma blade pojęcie. W kozi róg zapędzi nas gwałtownie zachodzący proces globalizacji, rozwój nowych technologii, konsumpcjonizm, chęć szybkiego bogacenia się przez wielkie koncerny tego świata. A wystarczyłoby ograniczyć produkcję tych wszystkich naszych dóbr doczesnych i byłoby nieco lepiej. Lepiej w sensie przyhamowania procesu zaśmiecania, bo powstrzymać się go nie da. Swoją drogą jesteśmy takimi geniuszami… Stworzyliśmy pewne formy materialne – niezniszczalne, a nie potrafimy tego procesu w żaden skuteczny sposób odwrócić, aby nie mógł on w tak szalonym tempie przyczynić się do apokalipsy Ziemi. O śmieciach w fascynującej opowieści Łubieńskiego można by było czytać bez końca, choć książka ta wzmaga stres w człowieku. Jedna publikacja tego typu nas nie zbawi, ale dobrze byłoby, gdyby każdy spróbował do niej zerknąć i przejrzeć się śmieciom własnym nieco bliżej. Polecam interesującą lekturę.

„Książka o śmieciach” Stanisława Łubieńskiego jest jak niebotycznych rozmiarów wyrzut ludzkiego sumienia. Śmieci nie znają granic, „panoszą” się po całym świecie, doprowadzając do ogromnego skażenia środowiska. I jakby nie patrzeć nie są temu winne. Jak zwykle zawodzi czynnik ludzki i jego ignorancja wespół z egoizmem. Każdy z nas jest wytwórcą śmieci, ale nie wszyscy wiemy...

więcej Pokaż mimo to

avatar
612
7

Na półkach: , ,

8,5 ode mnie :) Warto warto warto!

8,5 ode mnie :) Warto warto warto!

Pokaż mimo to

avatar
73
73

Na półkach: ,

Bardzo trudna tematyka, z którą Autor doskonale sobie poradził. Co ważne, nie ma tu łatwego moralizowania, pouczania, wskazywania winnych. To książka o nas o, i o tym jak bardzo się "nie da" nic zmienić. Jej wydźwięk jest przygnębiający - śmieci są nieodłącznym atrybutem naszego życia, a w kontekście hiperprodukcji dóbr i ich hiperkonsumpcji staja się także mimowolnie hiperproblemem współczesnego świata.

Bardzo trudna tematyka, z którą Autor doskonale sobie poradził. Co ważne, nie ma tu łatwego moralizowania, pouczania, wskazywania winnych. To książka o nas o, i o tym jak bardzo się "nie da" nic zmienić. Jej wydźwięk jest przygnębiający - śmieci są nieodłącznym atrybutem naszego życia, a w kontekście hiperprodukcji dóbr i ich hiperkonsumpcji staja się także mimowolnie...

więcej Pokaż mimo to

Reklama
avatar
238
113

Na półkach: , ,

Nigdy nie powiedziałabym, że tak dobrze będzie się czytało książkę o tematyce śmieci. Dobrze, ponieważ "Książka o śmieciach" Stanisława Łubieńskiego jest mała objętościowo, za to porusza bardzo ważne tematy. Autor przytacza anegdoty, istotne informacje na temat śmieci i materiałów skąd one pochodzą. Analizuje historię konsumpcjonizmu i throwaway culture. Powiem tylko jedno, każdy z nas powinien ją przeczytać, wywołać refleksję i realną zmianę w naszym życiu. Polecam bardzo!

Hmm... tak się zastanawiam, czy jednostkowe starania zdziałają cuda skoro cały system zawodzi?

Nigdy nie powiedziałabym, że tak dobrze będzie się czytało książkę o tematyce śmieci. Dobrze, ponieważ "Książka o śmieciach" Stanisława Łubieńskiego jest mała objętościowo, za to porusza bardzo ważne tematy. Autor przytacza anegdoty, istotne informacje na temat śmieci i materiałów skąd one pochodzą. Analizuje historię konsumpcjonizmu i throwaway culture. Powiem tylko jedno,...

więcej Pokaż mimo to

avatar
388
242

Na półkach: ,

Kolejny hit tego roku, jeśli to się utrzyma to nie wiem co wybiorę na moje ulubione książki tego roku :)
Książka w bardzo ładny sposób wrzuca nas do śmieci. Do naszych śmieci, do naszego rozwoju społecznego, do konsumpcji i tego jak nieciekawie wykorzystujemy zasoby naturalne. Nie myślałam, że o śmieciach będę czytać. Ale książka jest warto obecności w głowie, może uda mi się ją złapać do domu. :) Chociaż po co kolejny element w domu, który dla kolejnego pokolenia może stać się kolejnym śmieciem.

Polecam ciekawy zapis cyrkulacji powstawania śmieci w głowie, kończąc na śmieciach w oceanach w żołądkach organizmów.

Kolejny hit tego roku, jeśli to się utrzyma to nie wiem co wybiorę na moje ulubione książki tego roku :)
Książka w bardzo ładny sposób wrzuca nas do śmieci. Do naszych śmieci, do naszego rozwoju społecznego, do konsumpcji i tego jak nieciekawie wykorzystujemy zasoby naturalne. Nie myślałam, że o śmieciach będę czytać. Ale książka jest warto obecności w głowie, może uda mi...

więcej Pokaż mimo to

avatar
695
579

Na półkach:

Lekturą lutego 2022 roku w Dyskusyjnym Klubie Książki w Rawie Mazowieckiej był zbiorek esejów Stanisława Łubieńskiego, współczesnego (rocznik 1983) polskiego pisarza publicysty i kulturoznawcy. Nazwisko autora było mi dotąd kompletnie obce, a i tytuł, Książka o śmieciach, sami przyznacie, niezbyt zachęcający. Szata graficzna okładki tym bardziej…

Człowiek trochę się chyba w tej ekologii i różnych sprawach orientuje – cóż może być ciekawego w Książce o śmieciach? Otóż okazuje się, że nie tylko może, ale i jest. I to nie tylko trochę…

Pierwszym, co zaskakuje, jest wątek o myśliwych. To co nam przychodzi do głowy, gdy słyszymy zestawienie myślistwo-ekologia, nie ma jak się okazuje niczego wspólnego, nawet w najmniejszym stopniu, z rzeczywistością. Zapewniam, że ta część książki Was zszokuje i w mojej ocenie, po jej przeczytaniu, porządny człowiek już nigdy nie poda ręki myśliwemu. Gdyby ta wiedza była powszechną, myśliwy byłby postrzegany nie lepiej niż ten, którego biznesy polegają na sprowadzaniu nielegalnych zabójczych odpadów i paleniu śmieci na składowiskach.

Kolejnym tematem, który może niejednego wprawić w osłupienie, jest historia przejścia od cywilizacji oszczędności, trwałości, niezawodności i naprawialności do kultury jednorazowości, bylejakości, creative waste. Przejścia, które trwało zaledwie mgnienie oka! W ciągu kilku lat społeczeństwa od pokoleń wychowane w proekologicznej, jak byśmy to dziś nazwali, kulturze szanowania każdego produktu, dały sobie mózgi zorać marketingiem nowej mody do tego stopnia, że gdy nadszedł Wielki Kryzys z biedy szyli ubrania z bawełnianych worków, ale kupowali nowe chłodziarki.

Przy okazji historii walki, którą toczył General Motors z koncernem Forda, gdy GM zaczęło wprowadzać, w opozycji do tego drugiego, co chwilę nowy model do oferty sprzedażowej, oświeciło mnie po co to było i po co zaraz zaczęto rozprowadzać katalogi z wykazem modeli oraz roczników, w których poszczególne konstrukcje były wprowadzane na rynek. Poza opisanymi przez Łubieńskiego aspektami był i jeden, który uciekł autorowi, a który pokazuje geniusz i perfidię marketingowców GM. Gdy bowiem ktoś kupował Forda, nikt nie wiedział, czy to nowy samochód, czy stary, bo poszczególne modele były produkowane przez całe lata, a na początku nawet dziesięciolecia. Jednak kupując najnowszy model ze stajni General Motors mogłeś dokładnie pokazać wszystkim, że stać cię na to, by co roku kupować nowe auto, bo każdy wiedział z reklamy i katalogów, który to rocznik. Pewnie Ford po pewnym czasie też przyjął tę taktykę...

Absolutnie podziwiam i popieram ludzi, którzy z każdego spaceru do lasu, jak prezes naszego DKK, za każdym razem przynoszą do domu co najmniej jedną torbę pełną cudzych śmieci. Nie wierzę jednak, by to było w stanie cokolwiek zmienić. Jak słusznie zauważa autor Nasze jednostkowe wyrzeczenia, pozytywne ekologiczne praktyki, słuszne nawyki mają oczywiście znaczenie, ale głównie dla nas samych.

W dużej mierze cały recykling to jedno wielkie pieprzenie. Gospodarka, zwłaszcza państw rozwiniętych, opiera się na produkcji śmieci, a postęp na jeszcze większej produkcji śmieci. Co tu mówić o ich zbieraniu i recyklingu, skoro nie mówimy o zmniejszeniu ich produkcji. W dodatku produkcji odpadków coraz trudniejszych do utylizacji. Wystarczy porównać wyzwania, jakie stawia utylizacja malucha, do tego, jakie są z utylizacją samochodu hybrydowego czy elektrycznego, w dodatku niemal w całości wykonanego z tworzyw sztucznych.

Czy to nie paradoks, że stworzyliśmy niemal niezniszczalne materiały, by robić z nich jednorazowe przedmioty?

Jakby tego było mało, co też autorowi uciekło, boom na media społecznościowe jeszcze nakręca popyt na jednorazową tandetę, no bo przecież w mediach za każdym razem trzeba się pokazać w czymś nowym. Ja ostatnio już nawet nie kupuję ciuchów na promocjach, bo jeszcze taniej można kupić w necie niemal nieużywane lub faktycznie nie używane „używki” i chodzić w nowych markowych ciuchach, a płacić ułamek ceny.

Napisałem powyżej, że recykling to ściema. Ściema obliczona na to, że podbuduje nas moralnie i skłoni do następnych zakupów, do kupowania kolejnych niepotrzebnych gadżetów. Czy wiecie, że korzyści ze stosowania tworzyw biodegradowalnych są, delikatnie mówiąc, wątpliwe? Że zebrane przez Was w terenie tworzywa sztuczne w większości w ogóle nie nadają się do recyklingu, więc i tak trafią do pieca albo na wysypisko? I że nawet w optymalnych warunkach coś takiego jak stuprocentowy recykling nie istnieje?

Bardzo fajnym wątkiem jest też krytyka sztuki nowoczesnej, ale nie będę tutaj tematu rozwijał – doczytacie sami.

Książka, choć skromna objętościowo, jest kopalnią interesujących tematów, ważkich informacji i zadziwiających ciekawostek. Może być też źródłem bon motów związanych z ekologią. O jej niezwykłej wartości może świadczyć fakt, iż choć nasze spotkanie w DKK jej poświęcone miało miejsce już po ataku Putina na Ukrainę, to przez pierwsze niemal trzy godziny (sic!) rozmowa kręciła się tylko wokół lektury i poruszanej przez nią tematyki, a dopiero potem, gdy większość pań nas opuściła, zboczyła na sprawy wojny. Wszyscy zgodnie orzekliśmy, że Książka o śmieciach powinna być lekturą obowiązkową w szkołach i niech to będzie najlepsza czytelnicza rekomendacja.

Moje refleksje niestety są znacznie bardziej pesymistyczne, niż autora książki oraz większości klubowiczek i klubowiczów. Zarówno jeśli chodzi o Polskę, jak i w wymiarze globalnym.

Weźmy na przykład kary za śmiecenie. Nie chodzi tylko o wysokość kar, co oczywiście też ma znaczenie, ale o nieuchronność kary. A raczej, w przypadku Polski, o pewność bezkarności. Kontrast choćby z Niemcami jest przerażający. Kto próbował choć raz zgłosić na naszą policję, że ktoś śmieci, ten wie o czym mówię. Choć mądrej głowie wystarczy pooglądać telewizję…

Druga sprawa polska wiąże się niejako z wojną na Ukrainie. Od lat, a od lektury Blackoutu Marca Elsberga szczególnie, próbuję upowszechniać modę na posiadanie pewnych zapasów, przygotowanie plecaka ewakuacyjnego, itd., co od lat jest promowane na Zachodzie. Tym bardziej, że nie wymaga to żadnych niemal nakładów. Większość artykułów spożywczych, które kupuje przeciętny rodak, to produkty średnio i długoterminowe. Po co jeździć co dzień na zakupy? Tracić czas, paliwo, być narażonym na pokuszenie i zakup rzeczy nieplanowanych? To wszystko marnowanie pieniędzy. Planowe, systematyczne zakupy „na zapas” to same plusy. I dla nas (pieniądze i czas) i dla środowiska – mniej zużytego paliwa, mniej zużytych opakowań (bo rzadziej robiąc zakupy możemy zrezygnować z najmniejszych opakowań, które generują największą ilość odpadów). Mimo jednak tego, że codzienne zakupy są nieekologiczne i nieekonomiczne, zdecydowana większość je właśnie preferuje i w ogóle nie przejmuje się najmniejszymi nawet przygotowaniami „na wszelki wypadek”. Polacy po zapasy do sklepów i na stacje benzynowe ruszają, gdy w telewizji powiedzą, że już jest wojna i wszystkich ogarnia panika. Zadziwiające, jak na naród, który w ostatniej wielkiej wojnie tyle wycierpiał.

A inwestycje Polskiego Ładu? Ile z tych wybudowanych obiektów jest kompletnie niepotrzebnych? Stadiony na których nikt nigdy nie zagra, trybuny na których nigdy nikt nie usiądzie, urządzenia do ćwiczeń na świeżym powietrzu z których nikt nigdy nie skorzysta? Ale być może staną się kosztem, którego utrzymania samorządy na dłuższą metę w wielu przypadkach nie udźwigną i, jak stadiony olimpijskie w Brazylii, będą tylko popadać w ruinę. A po co? Żeby lepiej wyglądały statystyki? Żeby nie „zmarnowały się” wirtualne pieniądze, marnotrawione są realne dobra, realne materiały i surowce. I produkowane są kolejne śmieci.

Te nasze krajowe problemy tak naprawdę też nie mają znaczenia. Ziemia skazana jest na zagładę. Łubieński pisze: Przedstawiciele zamożnych społeczeństw będą w stanie amortyzować skutki katastrofy przez wiele lat, tylko biedacy nie będą mieli gdzie się przed nią skryć. Jednak to nie do końca jest prawdą. Coraz większa ilość chorób, problemy z płodnością już są widoczne i to narasta. Nawet jeśli będziemy w stanie, jak bogaci, wywalać swe śmieci za płot, i tak nic to nie pomoże, bo też będziemy jeść coraz mocniej zatrutą żywność, pić coraz gorszą wodę, a przede wszystkim, gdyż tego na dłuższą metę już kompletnie się nie da uniknąć, oddychać coraz gorszym powietrzem. Paradoksalnie - całe szczęście, że większość ludzkości żyje w biedzie, a znaczna część przymiera głodem. Gdyby dziś wszyscy ludzie na ziemi osiągnęli poziom posiadania choćby taki, jak nasza średnia krajowa, wszystkie te domy, samochody, obiekty sportowe, kulturalne, autostrady, fabryki i inne elementy infrastruktury, a przede wszystkim śmieci, nie pomieściłyby się na naszym globie.

Oczywiście, moda na ekologię i recykling, pod warunkiem, że najwięksi truciciele się do niej przyłączą, na co się wcale nie zapowiada, spowolni nieco proces zagłady. Ale nie zatrzyma, tylko nieco spowolni tempo wydarzeń. Według mnie warunkiem wystarczającym nieuchronności tej katastrofy jest to, że jak mawiają badacze mózgu i socjologowie, mamy ambicje i technologie ludzi z XXI wieku, ale mózgi takie same, jak nasi przodkowie z epoki kamienia łupanego. Mieć więcej! Więcej wszystkiego – pieniędzy, władzy, dzieci, domów, samochodów, ciuchów, jedzenia… Rozmnażajcie się i czyńcie sobie Ziemię poddaną..

Wyobraźcie sobie nie Ziemię, bo jej skończoności większość tak naprawdę nie potrafi sobie wyobrazić, poczuć jej tak, by była dla nich rzeczywista, lecz jakąś wyspę. Taką niedużą. Taki Bornholm na przykład. Ilu ludzi może na nim żyć gospodarząc się samodzielnie, bez przywożenia niczego ani bez wywożenia śmieci? Sto, tysiąc? Ileś. Ale na pewno ich liczba nie może rosnąć w nieskończoność, prawda? A my wszyscy żyjemy na takiej wyspie, z której ani śmieci nie można wywalić, ani niczego nowego przywieźć. Ta wyspa nazywa się Ziemia, a my wciąż się rozmnażamy i każdy z tych nowych chce więcej. Nikt nie chce się ograniczać. W niczym. A przede wszystkim w posiadaniu. Posiadaniu wszystkiego - od dzieci, pieniędzy i władzy poczynając, a na wszystkim innym, co tylko mają inni, skończywszy. Ba, przede wszystkim na posiadaniu rzeczy kompletnie zbędnych, które służą tylko do tego, by je mieć, często tylko przez chwilę.

Sam staram się być ekologiczny, choć bez szaleństw. Przy każdej okazji popieram też tych, którzy podejmują NAPRAWDĘ pozytywne ekologicznie działania. Lecz się nie oszukuję. Wiem, że to i tak niczego nie zmieni, poza dynamiką procesu. A pewnie i tej dynamiki też za bardzo nie naruszy. Bez globalnej kontroli urodzin i wielkości naszej populacji można co najwyżej odwlec nieuniknione. Wiem jednak, że z tym proekologicznym stylem życia lepiej się czuję, więc robię wszystko co trzeba, choć wiem, że to nic nie da. I to na tyle. A książki już chyba polecać nie muszę. I tak niczego nie zmieni…

recenzja pierwotnie opublikowana na blogu https://klub-aa.blogspot.com/2022/03/ksiazka-o-smieciach-stanisaw-ubienski.html

Lekturą lutego 2022 roku w Dyskusyjnym Klubie Książki w Rawie Mazowieckiej był zbiorek esejów Stanisława Łubieńskiego, współczesnego (rocznik 1983) polskiego pisarza publicysty i kulturoznawcy. Nazwisko autora było mi dotąd kompletnie obce, a i tytuł, Książka o śmieciach, sami przyznacie, niezbyt zachęcający. Szata graficzna okładki tym bardziej…

Człowiek trochę się chyba...

więcej Pokaż mimo to

avatar
377
81

Na półkach:

Wysłuchałem darmowy fragment na audiotece. Mimo zainteresowania tematem z zakupu zrezygnowałem. Egzaltacja autora przekracza moją wytrzymałość.

Wysłuchałem darmowy fragment na audiotece. Mimo zainteresowania tematem z zakupu zrezygnowałem. Egzaltacja autora przekracza moją wytrzymałość.

Pokaż mimo to

avatar
353
60

Na półkach:

Bardzo kiepska książka na bardzo ważny temat. A raczej tak wydawać by się mogło, niestety jednak tytuł nie do końca zgodny jest z tematem. Raczej to nudnawe anegdotki, mało interesujące historyjki mało interesujących znajomych i egzaltowany język nakładany na szaro-zwyczajne sytuacje. Trudo dowiedzieć się z książki ani czegokolwiek interesującego, ani czegokolwiek, co nie byłoby w miarę ogarniętemu człowiekowi doskonale znane.
Tymczasem tematyka i problematyka śmieci jest barwna, smutna i na poziomie krytycznym. Jednak lektura tej książki nie spowoduje, że zechcemy się nim przejąć, a tym bardziej z nim zawalczyć...

Bardzo kiepska książka na bardzo ważny temat. A raczej tak wydawać by się mogło, niestety jednak tytuł nie do końca zgodny jest z tematem. Raczej to nudnawe anegdotki, mało interesujące historyjki mało interesujących znajomych i egzaltowany język nakładany na szaro-zwyczajne sytuacje. Trudo dowiedzieć się z książki ani czegokolwiek interesującego, ani czegokolwiek, co nie...

więcej Pokaż mimo to

avatar
442
314

Na półkach:

Ta książka to zbiór reportaży dookoła tematu śmieci. Podchodzi do tematu całościowo, nie moralizuje. Ale cały jej urok w osobistym podejściu autora. Poznajemy nieoczywiste źródła odpadów i ich zarządzanie przez pryzmat pana Łubieńskiego, którego lekkie pióro i bezpośredniość pochłaniają bez reszty. Temat poważny i istotny, ale jak nie dać się zwariować? Czytając Łubieńskiego

Ta książka to zbiór reportaży dookoła tematu śmieci. Podchodzi do tematu całościowo, nie moralizuje. Ale cały jej urok w osobistym podejściu autora. Poznajemy nieoczywiste źródła odpadów i ich zarządzanie przez pryzmat pana Łubieńskiego, którego lekkie pióro i bezpośredniość pochłaniają bez reszty. Temat poważny i istotny, ale jak nie dać się zwariować? Czytając Łubieńskiego

Pokaż mimo to

avatar
546
546

Na półkach: , ,

184/180/2021
Wyzwanie LC listopad 2021 - Eko / przyroda
Przytłacza ilością faktów oraz specjalistycznych nazw. Wygląda na to, że śmieciem jest wszystko i śmiecie szkodzą na wszystko. Niby to już wiemy nie od dziś, ale tu mamy na konkretach. I nawet są zdjęcia, chociaż rzadkie.
Nie bardzo tylko do mnie przemawia struktura tej książki - nie kumam sensu rozdziałów, tzn. nie rozróżniam głównej myśli w każdym z nich. No ale nie to jest najważniejsze.

184/180/2021
Wyzwanie LC listopad 2021 - Eko / przyroda
Przytłacza ilością faktów oraz specjalistycznych nazw. Wygląda na to, że śmieciem jest wszystko i śmiecie szkodzą na wszystko. Niby to już wiemy nie od dziś, ale tu mamy na konkretach. I nawet są zdjęcia, chociaż rzadkie.
Nie bardzo tylko do mnie przemawia struktura tej książki - nie kumam sensu rozdziałów, tzn. nie...

więcej Pokaż mimo to


Cytaty

Więcej
Stanisław Łubieński Książka o śmieciach Zobacz więcej
Stanisław Łubieński Książka o śmieciach Zobacz więcej
Reklama
Więcej
Reklama
zgłoś błąd