O chłopcu, który szukał domu

Okładka książki O chłopcu, który szukał domu
Anita GrabośIrena Jurgielewiczowa Wydawnictwo: Nasza Księgarnia literatura dziecięca
240 str. 4 godz. 0 min.
Kategoria:
literatura dziecięca
Wydawnictwo:
Nasza Księgarnia
Data wydania:
2018-08-22
Data 1. wyd. pol.:
1957-01-01
Liczba stron:
240
Czas czytania
4 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788310133489
Tagi:
chłopiec przygoda Piotruś pakiwaje

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.

Patronaty LC

Książki autora

Mogą Ciebie zainteresować

Oceny

Średnia ocen
7,8 / 10
128 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
680
603

Na półkach:

Wyjątkowa historia dla każdego, i tego małego i dużego. Przepięknie napisana – tak prosto, z serca, ale nie infantylnie. Jurgielowiczowa ma niebywały dar do poruszania moich najczulszych strun. Tak było i w przypadku „Tego obcego” i teraz. Autorka w metaforyczny sposób pokazuje nam świat po wojnie i próby odnalezienia się w nim. To książka o samotności, potrzebie bliskości, stracie. To historia o niebywałej sile miłości i przyjaźni. Jest tutaj również odwaga, wytrwałość i dążenie do celu w imię dobra. Autorka przekazuje nam za pomocą historii Piotrusia i jego przyjaciół te najważniejsze wartości, które są tak potrzebne w naszym życiu. Myślę, że każdy czytelnik, zwłaszcza ten najmłodszy wiele wyniesie z tej powieści. A piękne ilustracje i baśniowy klimat dopełniają całości.

Wyjątkowa historia dla każdego, i tego małego i dużego. Przepięknie napisana – tak prosto, z serca, ale nie infantylnie. Jurgielowiczowa ma niebywały dar do poruszania moich najczulszych strun. Tak było i w przypadku „Tego obcego” i teraz. Autorka w metaforyczny sposób pokazuje nam świat po wojnie i próby odnalezienia się w nim. To książka o samotności, potrzebie bliskości,...

więcej Pokaż mimo to

avatar
267
121

Na półkach:

Przeurocza książka dla dzieci. Ma w sobie pewien element fantastyki. Pełna dobra i ciepła. Wzruszająca.

Przeurocza książka dla dzieci. Ma w sobie pewien element fantastyki. Pełna dobra i ciepła. Wzruszająca.

Pokaż mimo to

avatar
651
616

Na półkach: , ,

Piękna. Bardzo prostolinijna w najlepszym tego słowa znaczeniu. Książka od lat 5 do 105. Może z jakąś przerwą na lat naście kiedy pewna wrażliwość się dopiero kształtuje i niekoniecznie doceni się w pełni tę historię :)
Wciągająca akcja, dobrzy bohaterowie, wartościowy przekaz.
Czytałam w z przyjemnością. Wzruszyłam się na koniec. Nie wiedziałam, że autorka Tego Obcego napisała tak piękną książkę dla dzieci więc tym bardziej się cieszę że wydawnictwo NK wydało ją ponownie i miałam dzięki temu okazję po nią sięgnąć. Zdecydowanie polecam

Piękna. Bardzo prostolinijna w najlepszym tego słowa znaczeniu. Książka od lat 5 do 105. Może z jakąś przerwą na lat naście kiedy pewna wrażliwość się dopiero kształtuje i niekoniecznie doceni się w pełni tę historię :)
Wciągająca akcja, dobrzy bohaterowie, wartościowy przekaz.
Czytałam w z przyjemnością. Wzruszyłam się na koniec. Nie wiedziałam, że autorka Tego Obcego...

więcej Pokaż mimo to

avatar
320
320

Na półkach:

Żeby nie było, że tylko dla dziewczyn książki czytamy, to jest też coś dla chłopaków...no i dla dziewczyn ;-) Bardzo ciekawą fabułę ma ta fantastyczna powieść. Właściwie to pierwsza powieść fantastyczna, którą przeczytałam córeczce, no i naprawdę nas wciągnęła tak, że szukałyśmy chwil w ciągu dnia, by chociaż stronę...chociaż dwie. Na motyw wojny i sieroctwa u mojego emocjonalnego dziecka jest jeszcze za wcześnie, akurat tutaj zostało to przedstawione w delikatny, subtelny sposób. Do ogarnięcia.
Chodzi mniej więcej o to, że Piotruś stracił rodziców i jest na świecie zupełnie sam. Kiedy przygarnia go przypadkowo poznana kobieta i kiedy chłopiec dowiaduje się, że podczas wojennej zawieruchy zaginęły jej dwie córeczki - z wdzięczności postanawia je przyprowadzić do domu. W tym celu udaje się w pełną niebezpieczeństw i przygód podróż, w której towarzyszą mu zwierzęta. Ludzka dobroć, empatia, współpraca i troska o drugiego (nieważne, czy to zwierzę, czy człowiek) - wszystko to sprawia, że życie w końcu wskakuje na właściwe tory. A dzielny Piotruś dostaje to, o czym marzył.
Osobiście jestem zafascynowana stylem tej książki. Dzisiaj mało kto tak pisze. Literatura w najczystszej postaci, choć książka ma ponad siedemdziesiąt lat!

Żeby nie było, że tylko dla dziewczyn książki czytamy, to jest też coś dla chłopaków...no i dla dziewczyn ;-) Bardzo ciekawą fabułę ma ta fantastyczna powieść. Właściwie to pierwsza powieść fantastyczna, którą przeczytałam córeczce, no i naprawdę nas wciągnęła tak, że szukałyśmy chwil w ciągu dnia, by chociaż stronę...chociaż dwie. Na motyw wojny i sieroctwa u mojego...

więcej Pokaż mimo to

avatar
105
50

Na półkach:

Przypadkowo znaleziona w bibliotece, zwróciła moją uwagę ilustracjami - znanymi nam dobrze ze starych wydań Karolci i Dzieci z Bullerbyn (w małej, żółtej wersji). Książka jest wspaniała, uważam że to skarb, niedoceniany z jakiegoś powodu (może to się zmieni?). Opowiada metaforycznie o tym, jak składa się na powrót świat po wojnie, zwłaszcza świat relacji - i jak dzielny chłopiec wyrusza w daleką podróż, by wszystko wróciło na właściwe miejsce. Mamy tu bardzo baśniowe ujęcie, są i gadające zwierzęta i wróżka - ale z jakim czarem, smakiem i jak ładnym językiem zostało to napisane! Cudo, dla lubiących prawdziwą, nie masową,nie przekombinowaną literaturę dziecięcą. Wypróbowałam na moich trzech chłopakach, czytam im do snu, słuchają z wypiekami na buziach, protestując, gdy nadchodzi koniec czytania. A to nie udało się żadnej nowej pozycji w ostatnim czasie. Wiwat starocie!

Przypadkowo znaleziona w bibliotece, zwróciła moją uwagę ilustracjami - znanymi nam dobrze ze starych wydań Karolci i Dzieci z Bullerbyn (w małej, żółtej wersji). Książka jest wspaniała, uważam że to skarb, niedoceniany z jakiegoś powodu (może to się zmieni?). Opowiada metaforycznie o tym, jak składa się na powrót świat po wojnie, zwłaszcza świat relacji - i jak dzielny...

więcej Pokaż mimo to

avatar
430
182

Na półkach:

Tekst powstał w roku 1947 i został po raz pierwszy wydany drukiem w 1957. W tamtym czasie o dzieciach i do dzieci mówiło się zupełnie inaczej. Współcześnie książka ta, we fragmentach, obroniłaby się może jako lektura dla dzieci w wieku przedszkolnym.
Niestety w tym roku jest to lektura w Ogólnopolskim Maratonie Czytelniczym, dla klas 4-6, co uważam za wielkie nieporozumienie! Czytelnikom, w tej grupie wiekowej, nie ma ona kompletnie nic do zaoferowania...

Tekst powstał w roku 1947 i został po raz pierwszy wydany drukiem w 1957. W tamtym czasie o dzieciach i do dzieci mówiło się zupełnie inaczej. Współcześnie książka ta, we fragmentach, obroniłaby się może jako lektura dla dzieci w wieku przedszkolnym.
Niestety w tym roku jest to lektura w Ogólnopolskim Maratonie Czytelniczym, dla klas 4-6, co uważam za wielkie...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1349
1069

Na półkach: , , ,

Czy każdy z nas gdzieś przynależy? Czy każdy ma swój dom, który bez wahania nazwie domem? Czy rodziną jest się tylko, gdy łączną nas więzy krwi, czy nie są one wcale takie istotne? I w końcu, czy zagubiony dom można odnaleźć?

Powieść Ireny Jurgielewiczowej to lektura, która bez dwóch zdań zapada w pamięć. Pomimo iż od jej napisania upłynęły siedemdziesiąt dwa lata, wydaje się bardziej współczesna, niż można by pomyśleć. Ponadczasowa. Prawdziwa. Głęboka.

Pierwsze, co czuje się czytając powieść Ireny Jurgielewiczowej, to wszechogarniający smutek i pustka, która porusza do głębi, szarpiąc struny duszy tak dokładnie skrywane przez nas na co dzień. I ten smutek towarzyszy czytelnikowi przez całą lekturę skrywając się między wierszami, oczywiście w większym lub mniejszym natężeniu. Na równi z tymi emocjami czuć nadzieję, która sprawia, że historia Piotrusia nie maluje się tak całkowicie w szarościach, pozwalając gdzieniegdzie przebić się kolorom zwiastującym dobre zakończenie.

O chłopcu, który szukał domu czyta się niezwykle szybko, pomimo iż opowieść snuje się nieśpiesznie, przenosząc czytelnika w wykreowane przez autorkę realia. Opisy działają na wyobraźnię delikatnie niczym muśnięcia skrzydeł motyla, wprawiając ją w ruch, pozwalając zobaczyć to, co bohaterowie. Irena Jurgielewiczowa ma przyjemny, lekki styl i w pewnym sensie magiczny, słowa bowiem wydają się żyć, jakby pulsowały tajemniczym światłem, wokół którego unosi się fascynująca mgiełka zapraszająca do podróży w nieznane.
Całość uzupełniają liczne dialogi.

Irena Jurgielewiczowa w swojej powieści wykreowała nie tylko ludzkich bohaterów, ale także zwierzęcych. Zwierzęta odgrywają bardzo ważną rolę w tej historii. Autorka obdarowała psa, kota i inne stworzenia ludzkimi przymiotami, które z pewnością zafascynują młodych czytelników. Główny bohater jest sierotą, małym, sympatycznym i rezolutnym chłopcem, który wierzy, że gdzieś na świecie jest dom, w którym będzie czuł się kochany i zrobi wiele, by ten dom odnaleźć.

Autorka na kartach powieści pokazuje, że zwierzęta mogą być najlepszymi przyjaciółmi człowieka i, że należy im się szacunek tak samo, jak ludziom. Pokazuje także, że empatia i dobro są kluczem do rozwiązania wielu przeciwności.
Historia Piotrusia ukazuje również to, że miłość dziecko może znaleźć w ramionach kobiety z nim niespokrewnionej. Że „obca” kobieta może obdarzyć nieswoje dziecko miłością równą miłości wobec biologicznego potomstwa.

Myślę, że powieść O chłopcu, który szukał domu powinna znaleźć się w każdym domu i spisie lektur miast takiego tytułu jak Mały Książę. Książka ta przedstawia ponadczasowe wartości, porusza do głębi, a jednocześnie jest fascynującą lekturą, w której zwierzęta mówią ludzkim głosem, a miłość przezwycięża wszelkie zło. To książka dla dużych i małych. Dla wszystkich.

Gorąco polecam!

Czy każdy z nas gdzieś przynależy? Czy każdy ma swój dom, który bez wahania nazwie domem? Czy rodziną jest się tylko, gdy łączną nas więzy krwi, czy nie są one wcale takie istotne? I w końcu, czy zagubiony dom można odnaleźć?

Powieść Ireny Jurgielewiczowej to lektura, która bez dwóch zdań zapada w pamięć. Pomimo iż od jej napisania upłynęły siedemdziesiąt dwa lata, wydaje...

więcej Pokaż mimo to

avatar
3
3

Na półkach:

Bardzo ciekawa trochę smutna historia.

Bardzo ciekawa trochę smutna historia.

Pokaż mimo to

avatar
3740
2617

Na półkach:

Samotność i poszukiwanie domu to tematy przewodnie wielu książek. Irena Jurgielewiczowa zabierając nas do baśniowego świata, którego bohaterzy borykają się z realnymi i poważnymi problemami, do których należy także wojna wojna. Na początku książki poznajemy wędrującego przez las Piotrusia, który stracił rodziców i dom. Wojna zniszczyła jego beztroskie dzieciństwo i zmusiła do wyruszenia w świat, poszukiwania ludzi, z którymi i wśród których mógłby mieszkać. Bardzo długi marsz sprawił, że chłopiec jest zmęczony i głodny. Jego niezaplanowana i przymusowa podróż wyczerpała jego siły, a doświadczenia nadszarpnęły ufność do ludzi. Będąc u kresu sił dostrzega w oddali kobietę siedzącą na przydrożnym kamieniu. Nie potrzebuje zachęty, aby do niej podejść poza widokiem jedzonego przez nią chleba. Dla kawałka jedzenia jest w stanie zaryzykować. I tak właśnie zaczyna się bardzo pouczająca i sentymentalna opowieść o tworzeniu domu, zdobywaniu rodziny, walki o nią, a wszystko bardzo metaforyczne, niesamowicie symboliczne.
Dom u Kowalowej stającej się ciocią Martą, która w czasie, kiedy zyskuje nowe dziecko w domu traci swoje. Jej córeczki – Kasia i Trusia – znikają z domu, który kobieta zastaje w nieładzie po napaści. W małej osadzie nikogo nie ma. Najeźdźcy albo uprowadzili jej mieszkańców albo sąsiedzi Kowalowej uciekli. Ze względu na panującą dookoła pustkę nie wiemy nic o tragicznych wydarzeniach. W tej ciszy, samotności, odcięciu od świata ma powstać nowy dom. Jednak matka nigdy nie może zapomnieć o dzieciach, dlatego podejmie próby poszukiwań, z których wraca przybita, ponieważ nie udało jej się zaleźć własnych córek. Piotruś pragnąc jej pomóc podejmuje ważne wyzwania: mierzy się z własnymi słabościami i robi wszystko, aby dowiedzieć się, gdzie są dziewczynki, a później przyprowadzić je do domu. Prosi Miłoradę, czarodziejkę, o której opowiadała mu baśni jego mama, o pomoc: możliwość rozmowy ze zwierzętami, aby z ich pomocą mógł znaleźć to, czego chce. Przemiana wiąże się ze zmianą rozmiarów, a tym samym wystawieniem się na wiele niebezpieczeństw oraz zagrożenie, że na zawsze pozostanie w nowej postaci. Jak się możecie domyślać wszystko oczywiście kończy się dobrze i wszyscy żyją razem długo i szczęśliwie. Nim do tego dojdzie bierzemy udział w niebezpiecznej i bardzo pouczającej przygodzie.
Misja Piotrusia to nie tylko uwolnienie dziewczynek. Po drodze chłopiec jest bardzo uczynny i stara się pomóc każdej napotkanej istocie.
„O chłopcu, który szukał domu” Ireny Jurgielewiczowej to bardzo refleksyjna opowieść o naszym życiu, poszukiwaniu swojego miejsca, trudach, konieczności podejmowania wyzwań, wielkim nieszczęściu, jakim jest wojna oraz niewola i utrata bliskich. Wszystko to było bardzo bliskie i namacalne w czasach, kiedy książka po raz pierwszy została wydana tuż po II wojnie światowej. Połączenie baśniowości z poważnymi tematami pomagało oswoić codzienność. Wzbogacenie akcji o magię dawało siły i wiarę w cud odnalezienia bliskich oraz wyciągania pomocnej dłoni do innych jak to z namysłem robi bohaterka. Proste słowa „Daj rękę” są tu początkiem tworzenia domu dla dziecka i dawania sobie szansy na przyszłość bez samotności. Z opowieści płynie ważne przesłanie: warto sobie dawać pomocną dłoń, bo dzięki temu sami możemy uzyskać pomoc w trudnej sytuacji, której jeszcze nie jesteśmy świadomi. Autorka zabiera nas do świata, w którym dom to nie budynek, ale relacje społeczne, jakie stworzymy z innymi ludźmi. Myślę, że warto po nią sięgnąć.
Nowe wydanie to także uczta dla oczu. Do naszych rąk trafia książka w pięknej, grubej, solidnej oprawie ze śliczną i subtelną ilustracją. Zszyte strony, czarno białe, proste, ale bardzo wymowne ilustracje Anity Graboś dopełniają całość, dzięki czemu książka jest estetyczna i trwała. Ze względu na bodźce wizualne i dotykowe bardzo przyjemnie się ją czyta.

Samotność i poszukiwanie domu to tematy przewodnie wielu książek. Irena Jurgielewiczowa zabierając nas do baśniowego świata, którego bohaterzy borykają się z realnymi i poważnymi problemami, do których należy także wojna wojna. Na początku książki poznajemy wędrującego przez las Piotrusia, który stracił rodziców i dom. Wojna zniszczyła jego beztroskie dzieciństwo i zmusiła...

więcej Pokaż mimo to

avatar
276
263

Na półkach:

Istnieją takie książki, do których wracamy z ogromnym sentymentem, poznane w dzieciństwie, zostały nam głęboko w pamięci. Gdy jako dorośli bierzemy je do ręki na nowo wydane, boimy się czy nasza wrażliwość nie zmieniła się, czy pozwoli nam na również równie fantastyczny odbiór danej lektury. „O chłopcu który szukał domu” to książka, którą czytałam bardzo dawno temu, i ogromnie miło ją wspominałam, Irena Jurgielewiczowa była zresztą moją jedną z ulubionych wtedy pisarek, często wracałam do jej powieści i towarzyszyły mi przez wiele wiele lat. Nowe wydanie „O chłopcu, który szukał domu” zwróciło moją uwagę przede wszystkim z powodu ilustratora. Prace Anity Graboś całkowicie podbiły moje serce już za zakupem pierwszej książki, głównie do kolorowania ale też z piękną historią, pod tytułem „Wyspy”. Pamiętam jak razem z dzieckiem przez wiele godzin oglądaliśmy i kolorowaliśmy wspaniałe rysunki. Dlatego teraz, właśnie pierwsze co zrobiłam, to zaczęłam od wpatrywania się w ilustracje. Wspaniała, delikatna kreska, jakaś ogromna w nich tęsknota spowodowała, że z lekkim niepokojem powróciłam do treści lektury. Główny jej bohater -Piotruś nie ma rodziny, jest samiuteńki na świecie, kiedyś mama mówiła mu, że jak będzie w potrzebie, to najlepiej zwrócić się o pomoc do wróżki Miłorady. Chłopiec wędruje od dłuższego czasu przez las, mając nadzieję że w końcu uda mu się ją spotkać. Wydaje się, że już chyba nikt nie może być smutniejszy od niego a jednak okazuje się, że na swojej drodze spotka osoby, których smutek będzie tak wielki, że Piotrusiowi jego własny wyda się maciupkim. Bardzo będzie chciał zmienić ten smutek innych na radość. Poddaje się zaklęciom wróżki i staje się tak Malusieńki lecz rozumiejący mowę zwierząt. Wraz z pieskiem Kiwajem, największym przyjacielem jakiego można mieć i kotką Pamelą, wyrusza w podróż, by odnaleźć zaginione córeczki kobiety, które podobno źli ludzie zabrali. Podróż będzie bardzo trudna, trzeba będzie nie tylko wykazać się dużą sprawnością fizyczną ale również bardzo wielką pomysłowością i przebiegłością. Czy Piotruś sprosta zadaniu, czy na twarzy kobiety zawita uśmiech, a najważniejsze, czy spotka kogoś, kto pokocha również jego? Irena Jurgielewiczowa napisała te powieść w 1947 roku. Wydawałoby się, że to bardzo dawno i że poruszane w niej problemy nie będą aktualne. Okazuje się jednak, że temat wojny, prześladowań nigdy nie staje się przedawnionym, tak samo cały czas budzi ogromne emocje i trudno o nich dyskutować. W ogromnej mierze jest to opowieść o sile przyjaźni, o tym, że jeżeli ma się kogoś przy sobie kto zna nasze myśli jak i nas samych, zawsze możemy czuć się bezpieczni. Historia o ogromnej bezinteresowności, nadziei, która jest tak wielka, że przesłania wszelkie napotkane problemy i trudy. Nie spodziewałam się, że ten tekst po tylu latach tak bardzo do mnie dotrze i tak głęboko w mojej pamięci pozostanie. Ktoś powie – cóż, to tylko bajka. A ja odpowiem - to jest właśnie życie.

Istnieją takie książki, do których wracamy z ogromnym sentymentem, poznane w dzieciństwie, zostały nam głęboko w pamięci. Gdy jako dorośli bierzemy je do ręki na nowo wydane, boimy się czy nasza wrażliwość nie zmieniła się, czy pozwoli nam na również równie fantastyczny odbiór danej lektury. „O chłopcu który szukał domu” to książka, którą czytałam bardzo dawno temu, i...

więcej Pokaż mimo to


Cytaty

Więcej
Irena Jurgielewiczowa O chłopcu, który szukał domu Zobacz więcej
Więcej
zgłoś błąd