rozwińzwiń

Wrzesień

Okładka książki Wrzesień autora Tomasz Pacyński, 8391790428
Okładka książki Wrzesień
Tomasz Pacyński Wydawnictwo: Agencja Wydawnicza RUNA literatura piękna
291 str. 4 godz. 51 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2002-11-26
Data 1. wyd. pol.:
2002-11-26
Liczba stron:
291
Czas czytania
4 godz. 51 min.
Język:
polski
ISBN:
8391790428
Średnia ocen

6,6 6,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Wrzesień w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Wrzesień

Średnia ocen
6,6 / 10
117 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Wrzesień

avatar
272
195

Na półkach:

Dobre gówno.

Książka jest napisana jednym ciągiem mielonki bez miejsca na wytchnienie czy przerwę, wydarzenia są przedstawione w zbitej teraźniejszości przeplatanej retrospekcjami i opowieściami bohaterów przez co wszystko dzieje się jednocześnie teraz kiedyś i później - nie jestem fanem takiej szatkowanej prozy. Autor nie wyrzuca całej talii na stół tylko z premedytacją detonuje bombę po bombie - cały czas byłem miło zaskakiwany tym co odkrywało się przede mną. Mimo objętości to dalej według mnie tylko trzy opowiadania - w całym gigantycznym uniwersum na co najmniej kilka tomów są tu tylko wybiórcze wycinki z pamięci postaci a o świecie dowiadujemy się z opisówek, ciężko tez spiąć ze sobą te części lub wyznaczyć jakiś wektor progresji fabularnej. Humor grubo ciosany, przez militarny klimat może nawet nieco zbyt grubiański ale mi smakuje. Postacie top - jakbym czytał gównofanfik.

Naprawdę szkoda że jest to pojedynczy strzał a nie tom czegoś większego.

Dobre gówno.

Książka jest napisana jednym ciągiem mielonki bez miejsca na wytchnienie czy przerwę, wydarzenia są przedstawione w zbitej teraźniejszości przeplatanej retrospekcjami i opowieściami bohaterów przez co wszystko dzieje się jednocześnie teraz kiedyś i później - nie jestem fanem takiej szatkowanej prozy. Autor nie wyrzuca całej talii na stół tylko z premedytacją...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
119
5

Na półkach: ,

Sięgnąłem po „Wrzesień” z dwóch powodów. Po pierwsze, poczułem zmęczenia wałkowanym od kilku lat w publicystyce prawoskrętem polskiej fantastyki. Żeby jeszcze coś ciekawego z tego wynikało, a nie wałkowanie po raz n-ty trzech książek. Pacyński był tam czasem wspominany na marginesie jako ten, który stał w opozycji do hurrapatriotycznej, wolnorynkowej, religianckiej większości, ale żeby skorzystać z okazji i przypomnieć, co właściwie pisał — na to lewicowym koryfeuszom brakowało jakoś czasu. Zbyt zajęci są kolejnym demaskowaniem „Achai.”
Drugi zaś powód jest taki, że bardzo chciałem sprawdzić jak się czyta „Wrzesień” w drugim roku wojny na wschodzie. Rosja w najbrutalniejszy ze sposobów postanowiła powiedzieć „sprawdzam” wizjom płynącym z fantastycznych bojewików, a miałem niejasne wspomnienia sprzed dwudziestu blisko lat, że powypisywał w swoim opus magnum rzeczy proszące się o taką konfrontację.
Zacznijmy od tego, że Pacyński ewidentnie fazował na Sapkowskiego. „Wrzesień” ma podobną strukturę, jak dwa ostatnie cyklu wiedźmińskiego. Zasadnicza akcja jest przepleciona z szeregiem retrospekcji i zmian perspektywy, które zapętlają się coraz bardziej i bardziej. Pod koniec mamy wręcz tak (nie rozrysowywałem dokładnie),że główny wątek nieoczekiwanie staje się kolejną retrospekcją, tym razem finału, który z kolei został poszatkowany w sposób, który przypomina narrację filmową. Nie mam nic przeciwko takim zagrywkom, ale Sapkowski (którego i tak sporo czytelników krytykowało) zaczął się bawić formą dopiero kiedy całą resztę, od motywacji bohaterów po geopolitykę, wyłożył w sposób tradycyjny. Pacyński natomiast, mając ledwo 280 stron, wrzuca na karuzelę bez ostrzeżenia. Wyjątek stanową prolog i epilog, które mogłyby się obronić jako samodzielne opowiadania. Zwłaszcza prolog, który aż do ostatnich słów całkiem skutecznie utrzymuje w przeświadczeniu, że mamy do czynienia z rozrachunkowym utworem o 1939. Takim, jaki mógł powstać w Polsce tuż przed albo tuż po socrealizmie. Jednym zdaniem: przydałby się tu asertywny redaktor, nie zniechęcajmy się jednak, bo siłą Pacyńskiego nie są słowa, ale emocje, które wpakował na karty „Września.”
Fabularnie — to jest chyba podszyty goryczą retelling „Komu bije dzwon”, z Robertem Jordanem rozpisanym na dwóch bohaterów i właściwą mieszkańcowi naszej części świata konstatacją, że beznadziejnej akcji tyle nie wystarczy. Ona musi być jeszcze prowokacją.
Al przejdźmy do szczegółów, bo one są najciekawsze. Na przykład: kiedy toczy się akcja? Tropów mamy sporo: wspomniani z nazwiska jako żyjący są Łukaszenka i Ozzy Osbourne, a urodzony w 1970 Paweł vel Frodo nie jest staruszkiem, tylko sprawnym mężczyzną, więc nasze czasy, połowa trzeciej dekady, to raczej górna granica przedziału, który Pacyński obmyślił. Dolna granica jest jeszcze ciekawsza: polska agresja na Litwę zbiega się z Igrzyskami Olimpijskimi w Pekinie. Więc albo 2022 i porażająco trafna zbieżność z rosyjską agresją na Ukrainę, albo 2008, o których to igrzyskach Pacyński wiedział, bo ich organizację ogłoszono w 2001, czyli akurat wtedy, kiedy pisał powieść. Ta data jednak rodzi jednak pewien problem socjologiczny, bo oznacza, że Pacyński w środku rządów Leszka Millera zakładał, że tylko kilka wystarczy, by Polska zamieniła się w bojkotowaną przez świat narodowo-katolicką dyktaturę.
I chyba jest parę tropów, które tę chronologię potwierdza. Frodo mówi, że nasz „wypieprzyli z NATO i przedsionka Brukseli”, a były minister, brodaty staruszek z fajeczką, którego spotyka w obozie dla internowanych to ani chybi Bronisław Geremek (pytanie dodatkowe: kim jest zatem były prezenter telewizyjny, sługus reżimu, który popadł w niełaskę i wygrzebano mu nieprawomyślne pochodzenie? Domyślam, że też ktoś realny, ale nie potrafię się dodedukować). To by jednak znaczyło, że autor w swojej ocenie rzeczywistości był bardzo radykalny, nawet jak na dzisiejsze standardy.
Chyba dlatego właśnie młoda fantastyczna lewica nie kwapi się mianowania Pacyńskiego swoim patronem, albo chociaż prekursorem. To jest radykalizm, ale w swej zawziętości bardzo staromodny. Prawicowym fantastom zarzuca się, że są archaiczni w każdej koncepcji, która im się nie podoba (Unia, ekologia, feminizm itp.) widzą PRL w przebraniu. Pacyński podobnie, kiedy pisze o antysemickiej czystce w Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, po prostu przepisuje marzec 1968, tylko portret Gomułki zastępuje krucyfiksem. Młody fandom zapewnie skupiłby się na systemowej homo- i transfobii faszystowskiego reżimu, starszy kolega tę istotną sprawą zamyka jednym zdaniem (w którym nota bene wrzuca kryptocytat z tytułu katolickiego czasopisma „Powściągliwość i praca”). Nie ma u niego właściwie wcale o kapitalizmie, korporacjach czy wyzysku. Polskę do rozruchów głodowych doprowadziły pielgrzymki i etaty dla kapelanów.
Na marginesie: między słowami ukrył się jeszcze jeden rozdźwięk między nowym, lewicowym fandomem fantastyki, a fantastycznymi lewicowcami średnio-starszego pokolenia (do którego zaliczyłbym Sapkowskiego oraz... Ziemiańskiego). Starzy nie ufają społeczeństwu. Społeczeństwo u nich jest z reguły ciemne, gnuśne, a jak się powie na jakiś wysiłek, to przeważnie chodzi o pogrom. Stoją po stronie jednostki i to bardzo konkretnej: inteligenta, który długo stał z boku wydarzeń, ale w końcu sięga po miecz albo karabin pokazuje czynem, że ma moralną rację. Młodzi fantaści pokładają nadzieję w zbiorowości. Tym, co według nich ocali przed kapitalizmem, fanatykami i zmianą klimatu jest wspólnota (byle nie Kościół ani rodzina; te są na cenzurowanym). W wiedźminopodobnych samotnikach widzą raczej przykry spadek po dziadocenie.
Wszystko to jednak blednie przy najbardziej problematycznym aspekcie „Września”, który można sprowadzić do jednego słowa: Rosja. W słynnej negatywnej recenzji z Nowej Fantastyki 05/2003 Maciej Parowski zauważa z niechęcią, że Pacyński najgorsze przypisuje Polakom, a dla Rosjan znalazł ciepłe słowa. W jeszcze bardziej słynnej „Wyobraźni po prawej stronie” (2010) Jacek Dukaj komentuje, że „wg. Pacyńskiego (...) a zarzewia wolności i braterstwa szukać trzeba na Wschodzie.” To wszystko jednak głosy dość stare, a nam wszystko przewartościował poranek 24 lutego 2022.
I cóż, odpowiadając na pytanie zadane na początku, „Wrzesień” dzisiaj czyta się co najmniej dziwnie. I nie chodzi o oburzenie nikczemną rolą, jaką pełni w książce Polska, podczas gdy w realu, mimo wszystkich swoich wad, stanęliśmy po stronie demokracji, wolności, obronie słabszego i miłości bliźniego. To drobiazg, który wypominać mogą jedynie ludzie małostkowi. Naprawdę boli to, co Pacyński robi z Rosją. Kiedy powieściowa Rosja wchłania Krym i wasalizuje Ukrainę z Białorusią, jest to podane bez komentarza, jak naturalna kolej rzeczy, powieściowych Amerykanów za ich imperializm i żądzę ropy nienawidzą wszyscy łącznie z Izraelem (sic). W skali mikro podobnie: nierówności, grodzone osiedla dla nowej elity, czy kolaboracyjna przemoc z zabijaniem bezprizornych rumuńskich dzieci włącznie to domena amerykańskiej strefy okupacyjnej. Po rosyjskiej stronie Bugu natomiast, oddajmy głos autorowi: „swojski bałagan i nieudolność, z którymi dawało się żyć. Żadnego przywracania demokracji, reedukacji, śledztw i sądów. Sprawiedliwie rozłożona bieda, nie większa i nie mniejsza niż w całej Rosji, Wszyscy jednakowo wygłodzeni, rosyjscy żołnierze, litewscy osadnicy i miejscowi. Brak kontrastów jak w centralnej Polsce, ogrodzonych drutem dzielnic dla tych, którzy załapali się do nowej władzy, ochotniczych oddziałów policji, brak represji. Tylko wspólna bieda i wspólne złodziejstwo (...) Wybrałeś jednego okupanta, uważając, że jest lepszy. Bo jest…”
Dziwnie się to czyta, kiedy wiemy już, jak wygląda rosyjska sztuka wojenne w XXI wieku. Po Buczy, po Mariupolu, po bombach spadających na Kijów, Charków, Kramatorsk. Po rozstrzeliwaniu rannych jeńców w ruinach Awdiejówki. We „Wrześniu” Tomasza Pacyńskiego jedynych zbrodni wojennych dopuszczają się Amerykanie. Rosjanie są na to zbyt bałaganiarscy i pragmatyczni.
Przez tę gloryfikację Pacyński potyka się nawet tam, gdzie coś trafnie przewidział. Kończąca powieść wojna opiera się na podobnych założeniach, co agresja 2022 roku. Chcąc wywołać efekt zaskoczenia, Rosjanie pomijają podręcznikowe zasady, nie podciągają pod granicę składów paliwa i amunicji, a koncentrację ukrywają przedłużającą sie zimową wymianą jednostek. Jak w prawdziwym życiu, tylko, że powieści tylko Bradleye i Ambramsy nie mają szans w starciu najnowszymi osiągnięciami moskiewskiej techniki wojskowej, a co przeżyło, przemieli artyleria.
To też dziwnie się czyta w 2024.
Jaki jest więc „Wrzesień”? Na pewno wart lektury, choć pewnie nie z powodów, jakie wyobrażał sobie przedwcześnie zmarły autor. Na pewno jest powieścią szczerą i niewyrachowaną. Na pewno całkowicie osobną na tle polskiej fantastyki i przez to pomijaną. Publicyści od grzebania w szczegółach wolą proste diagnozy i jeszcze prostsze recepty. Być może lepiej się będzie „Wrzesień” czytać fandomowym konserwatystom (jeśli przetrawią początkowe oburzenia) niż fandomowym progresistom (którym, po początkowej aprobacie, zaczną się nasuwać niewygodne pytani). Pozostali natomiast mogą się zastanowić, gdzie literacko i światopoglądowo byłby Tomasz Pacyński, gdybyśmy nie stracili go u progu wielkiej kariery.
PS: w wspomnianej Nowej Fantastyce z 2003, recenzja „Września” dzieli stronę z ambiwalentnym przyjęciem „Achai” przez samego Jacka Dukaja. Ciekawe rzeczy działy się wtedy w światku SF/F.

Sięgnąłem po „Wrzesień” z dwóch powodów. Po pierwsze, poczułem zmęczenia wałkowanym od kilku lat w publicystyce prawoskrętem polskiej fantastyki. Żeby jeszcze coś ciekawego z tego wynikało, a nie wałkowanie po raz n-ty trzech książek. Pacyński był tam czasem wspominany na marginesie jako ten, który stał w opozycji do hurrapatriotycznej, wolnorynkowej, religianckiej...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
17
13

Na półkach:

Daje mocne 8, dlaczego? Bo....pamiętam do dzisiaj niektóre sytuację, zdania, określenia a minęło 15 lat od przeczytania. Przerażająco wbiła mi się w pamięć. Widzę odniesienia do aktualnej sytuacji. Tylko tyle i aż tyle.

Daje mocne 8, dlaczego? Bo....pamiętam do dzisiaj niektóre sytuację, zdania, określenia a minęło 15 lat od przeczytania. Przerażająco wbiła mi się w pamięć. Widzę odniesienia do aktualnej sytuacji. Tylko tyle i aż tyle.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

259 użytkowników ma tytuł Wrzesień na półkach głównych
  • 145
  • 109
  • 5
74 użytkowników ma tytuł Wrzesień na półkach dodatkowych
  • 53
  • 7
  • 4
  • 3
  • 3
  • 3
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Bajki dla dorosłych Ewa Białołęcka, Eugeniusz Dębski, Rafał Dębski, Jarosław Grzędowicz, Anna Kańtoch, Jacek Komuda, Maja Lidia Kossakowska, Magdalena Kozak, Tomasz Pacyński, Andrzej Pilipiuk, Wojciech Świdziniewski, Robert J. Szmidt
Ocena 6,3
Bajki dla dorosłych Ewa Białołęcka, Eugeniusz Dębski, Rafał Dębski, Jarosław Grzędowicz, Anna Kańtoch, Jacek Komuda, Maja Lidia Kossakowska, Magdalena Kozak, Tomasz Pacyński, Andrzej Pilipiuk, Wojciech Świdziniewski, Robert J. Szmidt
Okładka książki Deszcze niespokojne Rafał Chojnacki, Eugeniusz Dębski, Jarosław Grzędowicz, Szymon Kazimierski, Maja Lidia Kossakowska, Tomasz Pacyński, Andrzej Pilipiuk, Jerzy Roś, Paweł Siedlar, Mateusz Spychała, Szczepan Twardoch, Marcin Wroński
Ocena 6,2
Deszcze niespokojne Rafał Chojnacki, Eugeniusz Dębski, Jarosław Grzędowicz, Szymon Kazimierski, Maja Lidia Kossakowska, Tomasz Pacyński, Andrzej Pilipiuk, Jerzy Roś, Paweł Siedlar, Mateusz Spychała, Szczepan Twardoch, Marcin Wroński

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Cytaty z książki Wrzesień

Więcej
Tomasz Pacyński Wrzesień Zobacz więcej
Tomasz Pacyński Wrzesień Zobacz więcej
Więcej