Hawaikum. W poszukiwaniu istoty piękna

Okładka książki Hawaikum. W poszukiwaniu istoty piękna
Dariusz CzajaHubert Francuz Wydawnictwo: Seria: Poza serią popularnonaukowa
272 str. 4 godz. 32 min.
Kategoria:
popularnonaukowa
Seria:
Poza serią
Wydawnictwo:
Data wydania:
2015-09-02
Data 1. wyd. pol.:
2015-09-02
Liczba stron:
272
Czas czytania
4 godz. 32 min.
Język:
polski
ISBN:
9788380491175
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Poczekaj, szukamy dla Ciebie najlepszych ofert

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
6,6 / 10
136 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
1212
118

Na półkach:

Jest to mieszanka różnych tekstów, ale najbardziej zapadł mi w pamięć tekst o "kibolach/dresach". W pełni napisany bardzo naukowym, wręcz chwilami folozifcznym językiem, stąd nie wiedziałam czy się śmiać czy jednak skupić się na tych naukowych walorach :)

Połowa książki to tak na prawdę zdjęcia przedstawiające polskie dziwactwa dekoracyjne czy architektoniczne - jednak wielki minus za brak podpisów zdjęć. Niestety nie ma podanej też lokalizacji tych miejsc - szkoda, ponieważ byłam ciekawa w jakich rejonach Polski można takie "cuda" zobaczyć.

Jest to mieszanka różnych tekstów, ale najbardziej zapadł mi w pamięć tekst o "kibolach/dresach". W pełni napisany bardzo naukowym, wręcz chwilami folozifcznym językiem, stąd nie wiedziałam czy się śmiać czy jednak skupić się na tych naukowych walorach :)

Połowa książki to tak na prawdę zdjęcia przedstawiające polskie dziwactwa dekoracyjne czy architektoniczne - jednak...

więcej Pokaż mimo to

4
avatar
282
83

Na półkach: ,

Znużyła mnie, zmęczyła. Najsłabsza książka Springera jaką czytałem

Znużyła mnie, zmęczyła. Najsłabsza książka Springera jaką czytałem

Pokaż mimo to

1
avatar
111
21

Na półkach:

historie muzyczne sztos!

historie muzyczne sztos!

Pokaż mimo to

0
Reklama
avatar
194
4

Na półkach:

wszystko super, tylko rozdział o dresach żenujący..zestawianie dresiarzy z klasykami filozofii SERIO? zabieg na poziomie liceum

wszystko super, tylko rozdział o dresach żenujący..zestawianie dresiarzy z klasykami filozofii SERIO? zabieg na poziomie liceum

Pokaż mimo to

1
avatar
579
210

Na półkach: , ,

Ekscytujące jest szukanie śladów egzotyki w nas samych. I nauczyłam się od Hasiora, żeby nie używać słowa kicz, i dobrze.

Genialny początek - otwarcie Filipa Springera, sarmacka melancholia wg Tischnera, próba objęcia Europy Środkowo-Wschodniej ramami zwięzłej definicji (Jan Sowa), klasyfikacja zabudowań charakterystycznych dla współczesnego przydrożnego krajobrazu Polski (Marta A. Urbańska), aż po polskie zapędy kolonialne wg Ziemowita Szczerka.

Potem niezły esej o elementach orientalnych w polskiej piosence (Dariusz Czaja).

A dalej już tylko nudniej, a co gorsza przaśnie, impertynencko, a miejscami nawet chamsko (ordynarny kabareton na temat istoty dresiarstwa autorstwa Marcina Smerdy).

Na szczęście wieńcząca zbiór galeria pozostawia dobry smak w ustach. Dobry, choć przerażający. Lubię.

Ekscytujące jest szukanie śladów egzotyki w nas samych. I nauczyłam się od Hasiora, żeby nie używać słowa kicz, i dobrze.

Genialny początek - otwarcie Filipa Springera, sarmacka melancholia wg Tischnera, próba objęcia Europy Środkowo-Wschodniej ramami zwięzłej definicji (Jan Sowa), klasyfikacja zabudowań charakterystycznych dla współczesnego przydrożnego krajobrazu Polski...

więcej Pokaż mimo to

2
avatar
174
38

Na półkach: , ,

Przepiękne wydanie. Ciekawe obrazki. Świetna kampania promocyjna na facebooku. To elementy zawyżające ocenę książki (+2). One też sprawiły, że doczytałam do końca.
Teksty? Wyjątki, które czytało z przyjemnością i poczuciem, że ta lektura wzbogaca są tu niestety bardzo nieliczne... ze dwa może (+1). Przeważnie są przeintelektualizowane. Do granic absurdu. Albo ja mam jakieś braki, choć w szkole nieźle mi szło, a w testach inteligencji uzyskiwałam wysokie wyniki... W każdym razie ja jakiejś połowy nie zrozumiałam zupełnie. Większość pozostałych to biadolenie nad najgorzej kojarzoną polskością. Jak? Jako synonimem bezguścia, zacofania, małomiasteczkowości, bezmyślnej pogoni za zachodnimi, zwykle stosowanymi nieadekwatnie do miejscowej rzeczywistości, wzorcami. Ewentualnie biadolenie, że nad tymi sprawami biadolimy. Pewnym pocieszeniem było podsumowanie, gdzie zacytowano wypowiedź Władysława Hasiora, który w słowie "kicz" widzi wyraz arogancji i zadufania salonów. Odniosłam podobne wrażenie.

P.S. W jednym z tekstów wyśmiewano min. łabędzie z opon. Nie wiedziałam o co chodzi. Dowiedziałam się obejrzawszy obrazki nieco wnikliwiej. Dla mnie czad! I przy okazji świetna metoda dawania zużytym przedmiotom drugiego życia. Jeśli kiedyś będą miała ogródek, to na pewno sobie takiego zrobię! Dziękuję za inspirację! Za to też +1 gwiazdka w ocenie :-)

Przepiękne wydanie. Ciekawe obrazki. Świetna kampania promocyjna na facebooku. To elementy zawyżające ocenę książki (+2). One też sprawiły, że doczytałam do końca.
Teksty? Wyjątki, które czytało z przyjemnością i poczuciem, że ta lektura wzbogaca są tu niestety bardzo nieliczne... ze dwa może (+1). Przeważnie są przeintelektualizowane. Do granic absurdu. Albo ja mam jakieś...

więcej Pokaż mimo to

3
avatar
6
3

Na półkach:

Ciekawy motyw przewodni, trochę nierówna, niektóre teksty szczególnie trafne, szczególnie interesujące wydają mi się te dotyczące architektury.

Ciekawy motyw przewodni, trochę nierówna, niektóre teksty szczególnie trafne, szczególnie interesujące wydają mi się te dotyczące architektury.

Pokaż mimo to

2
avatar
448
8

Na półkach:

"Hawaikum" jest pozycją, która każe nam spojrzeć na rzeczywistość w odmienny sposób. Elementy nas otaczające takie jak budynki mieszkalne, obiekty gastronomiczne, rośliny doniczkowe, muzyka, a nawet subkultury, funkcjonują w naszym otoczeniu jako coś co po prostu jest, czemu na co dzień zdajemy się w żadnym stopniu nie dziwić. Jednak autorzy sugerują by zadać sobie pytania o to dlaczego tak jest, dlaczego akurat te a nie inne elementy tworzą krajobraz polskiej rzeczywistości. Próby dorównania do wzorów, w które jesteśmy bezrefleksyjnie zapatrzeni, powoduje że to, co tworzymy funkcjonować będzie zawsze w odniesieniu do tego, co obce.
Bardzo serdecznie polecam tę dość gorzką lekturę, dzięki której później niejednokrotnie rzeczy takie jak kaktus na parapecie na klatce schodowej, wywoła w nas uśmiech i wspomnienie słów autorów "Hawaikum".

"Hawaikum" jest pozycją, która każe nam spojrzeć na rzeczywistość w odmienny sposób. Elementy nas otaczające takie jak budynki mieszkalne, obiekty gastronomiczne, rośliny doniczkowe, muzyka, a nawet subkultury, funkcjonują w naszym otoczeniu jako coś co po prostu jest, czemu na co dzień zdajemy się w żadnym stopniu nie dziwić. Jednak autorzy sugerują by zadać sobie pytania...

więcej Pokaż mimo to

5
avatar
199
113

Na półkach: , , ,

Zbiór felietonów różnych autorów opisujących polską.... rzeczywistość(?) (szczerze powiedziawszy, ciężko opisać o czym jest ta książka, promuje się, że jest o architekturze, aczkolwiek jest to tylko jej dość skromna część).

Założenie jest takie, że w Polsce rządzą kicz i tandeta, i jest brzydko. Niestety, takie założenie zgadza się z moim osobistym poczuciem estetyki: sądzę, że brak planowania rozbudowy miast, WSZĘDZIE widoczne banery reklamowe, ograniczona ilość zadbanej zieleni itd. są bardzo krzywdzące dla naszego otoczenia. Dlatego też, byłam niesamowicie pozytywnie nastawiona na książkę, która wreszcie rozumie mój światopogląd i potrafi go ubrać w słowa, ba, nawet ma może diagnozę na to wszystko! Niestety się przeliczyłam....

Zauwazyłam, że autorzy używają bardzo mądrych i wysublimowanych słów, lecz treść i forma wypowiedzi nie mają nic wspólnego z jej merytoryką. Tak jakby użycie słów, których nie używa "plebs" powodowała automatyczną rację wypowiedzi i wyższość autorów. I tak na przykład autorzy twierdzą, że powszechna brzydkość wynika z nadmiernego zamiłowania polskiego społeczeństwa do egzotyki. Jak to tłumaczą? Nie tłumaczą. Podają przykład, że 2 piosenki o Hawajach zostały hitami i postawiono palmę w Warszawie (!!!).
Jeden z rozdziałów opowiada... właściwie nie pamiętam o czym, ale poziom nienawiści, "hejtu" oraz wywyższania się autora doszedł do takiego stopnia, że nie potrafiłam uwierzyć, że wykształcona osoba jest w stanie coś takiego napisać, wypuścić to w świat i się tego nie wstydzić.

Gdyby ta książka była po prostu kiepska, potrafiłabym to jakoś przeboleć, ale ciągłe wywyższanie się autorów wywołuje u mnie negatywne emocje.

I, powtórzę: brak merytoryki, dyskusji, argumentów, statystyki, logicznego myślenia... po prostu bełkot "filozofów". Nie polecam.

Zbiór felietonów różnych autorów opisujących polską.... rzeczywistość(?) (szczerze powiedziawszy, ciężko opisać o czym jest ta książka, promuje się, że jest o architekturze, aczkolwiek jest to tylko jej dość skromna część).

Założenie jest takie, że w Polsce rządzą kicz i tandeta, i jest brzydko. Niestety, takie założenie zgadza się z moim osobistym poczuciem estetyki:...

więcej Pokaż mimo to

7
avatar
12002
451

Na półkach: , , ,

Dość nierówna antologia tekstów: esejów, reportaży i... felietonów publicystycznych różnych autorów - ogólnie na temat poczucia smaku Polaków, głównie w architekturze, ale też o ich przemożnym pociągu do egzotyki w różnych dziedzinach życia. O dziwo wszystkie artykuły zostały opatrzone takim samym "aparatem" przypisów, co przy felietonach niekiedy śmieszy, ponieważ taki przypis wygląda przy nich jak nie przymierzając filodendron w M2 na blokowisku albo marmurowy lew przy "kostce" z lat 7o-tych. Autorzy tego nie widzą. Próbują za to z mniejszym lub większym wdziękiem odpowiedzieć sobie (i innym), skąd się bierze w Polsce ta potrzeba egzotyczności - dlaczego fikus i palma są dla większości (?) z nas "lepsze" niż rodzima roślinność, z jakiego powodu motywy architektoniczne widziane w tygodniowej podróży po basenie Morza Śródziemnego wydają się Polakom bardziej atrakcyjne, niż tradycyjne budownictwo, a wreszcie skąd się bierze to, że dla nadwiślańskiego tubylca Hawaj z Hawaju jest o niebo bardziej uroczy od powiedzmy Zenka z Pcimia czy Beaty z Jastrzębia.
We wstępie Springer definiuje tytułowe pojęcie i stawia tezę, iż nie mieliśmy nigdy bezpośredniej styczności z korzeniami europejskiej cywilizacji, tylko za pośrednictwem importowanych stamtąd świecidełek, które czasem nieudolnie próbowaliśmy podrabiać. "Nie mieliśmy udziału w żadnej wielkiej cywilizacji przeszłości, więc musimy pożyczać od innych" (s.9). Stąd importy motywów "zdobniczych", naśladowanie ich i markowanie podszyte przekonaniem, iż sami nic lepszego nie mamy. Dodatkowo więc samobiczujemy się tym zapożyczaniem, że jesteśmy gorsi. Ciekawe: to panujące w Polsce poczucie bycia gorszym wynika przecież głównie z narracji, że co obce to lepsze, a przecież Springer w swym tekście ją tylko utwierdza i powtarza. Gdyby może skuteczniej promować dziedzictwo słowiańszczyzny, może powstałby pozytywny jego obraz, powstałyby może i bliższe rodzimym wzorce do naśladowania?

Całość otwiera dość nieoczekiwanie filozoficzny esej ks.Józefa Tischnera (najstarszy tekst w zbiorze, bo z z 1972 roku) na temat sarmackiej melancholii uosobionej w postaci chochoła u Wyspiańskiego. Dla Tischnera polska melancholia polega na tęsknieniu do jakiejś wielkiej, szlachetnej Utopii przy jednoczesnej niewierze, że można ją zrealizować, więc akceptuje się odległe od ideału bytowanie - życie "mniej więcej", zamiast realizowania wartości, konsekwentnego dążenia do nich. Jest to więc w gruncie rzeczy wyrzekanie się tego ideału, a zaraz potem pozwalanie sobie na rzewność, że się go nie osiągnęło. To wybieranie łatwego wariantu "życia zdegradowanego", niekonsekwentnego - poza wiarą i niewiarą. Efektem tej nie-wiary jest to, że człowiek nie dąży do Boga, do wcielania jego wartości, lecz zdaje się na przypadek ("a może samo przyjdzie?"), wyobrażając sobie, iż Bóg co najwyżej tym przypadkiem zarządza. Tischner widzi w Polakach chęć do łatwego rozgrzeszania się, że im nie wychodzą wielkie rzeczy, bo tak naprawdę do nich nie dążą. Przy czym pisze raczej o inteligencji, bo to rzecz o melancholii sarmackiej, więc szlachecko-inteligenckiej, nie chłopskiej. Nie jestem pewiem więc, czy ten esej tu pasuje.

Tezą tekstu Jana Sowy jest stwierdzenie, że obszar Europy Środkowej (na wschód od limesu Imperium Rzymskiego, czyli od Turyngii) jest obszarem, na którym ludzie definiują się przez negację: nie chcą być jak ci ze Wschodu, a raczej tacy jak ci na Zachodzie. Nie mają ugruntowanej własnej tożsamości, więc aby się określić oglądają się na innych, a to oznaka niedojrzałości społeczno-kulturowej. Dla uzasadnienia tej tezy Sowa rzuca ewentualnym adwersarzom w twarz: pokażcie mi styl w architekturze, prąd w malarstwie, który narodził się w Polsce! Ale cóż to za kategorie?! Pachnie to jakby takim bismarckowskim strychulcem: Wasserpolnisch (śląski dialekt polskiego) to nie język, bo nie wytworzył literatury. Absurd. Równie dobrze moglibyśmy powiedzieć, że murzyni w Afryce nie wytworzyli żadnej kultury, gdyż nie stworzyli trwałej architektury. Więc mamy tu do czynienia raczej nie z dyskursem naukowym, lecz publicystycznym - to krytyka kultury. Wyrażona słowami Gombrowicza brzmi: "Ten naród bez filozofii, bez świadomej historii, intelektualnie miękki, duchowo nieśmiały, naród, który zdobył się tylko na sztukę "poczciwą" i "zacną". rozlazły naród lirycznych wierszopisów, folkloru, pianistów, aktorów, w którym nawet Żydzi się rozpuszczali i tracili jad". Czyżby kryteria Gombrowicza po 60 latach nie były dziś jednak nieco...passé? Były przecież gdzie indziej narody z filozofią, duchowo śmiałe, ze sztuką też w większości poczciwą, niestety, w których Żydzi nie tracili jadu, ale za to zostali rozpuszczeni (czy może raczej "sproszkowani") przemocą - tak niby jest lepiej?

Marta A.Urbańska swój tekst wywodzi z pełnego egzotyki obrazu Witkacego: "Marysia i Burek na Cejlonie". Zastanawiając się dlaczego dziś tyle Cejlonu wśród naszych Burków i Maryś podaje repertorium typowych przykładów egzotyki w architekturze: kostka postmodernistyczna, abstrakcja kolorystyczna fasad, rozbuchane w formach domy weselne, zajazdy prześcigające się w udziwnieniach przyciągających uwagę, tzw.parki tematyczne, gigantomania rezydencji - i dopasowuje do nich źródła ich inspiracji. W tym polskim "bziku tropikalnym" widzi jednak i pewien pozytyw: chyba jest jednak fantazja i poczucie wolności, a w każdym razie duch przygody w narodzie...Podobnie postrzega rzecz Marta Miskowiec, poświęcająca swój artykuł polskiemu zamiłowaniu do egzotycznych roślin, gdy zauważa, że "nadkoloryzm jest pozytywną reakcją na komunistyczną szarość zalegającą pod ołowianymi chmurami naszej strefy klimatycznej"(s.98).

Językowo, stylistycznie i humorystycznie wybijają się w tomie reportaż Smerdy i prześmiewczy felieton Szczerka. Pierwszy pisze o pędzie do egzotyki przywołując mało znaną historię polskich usiłowań w kwestii posiadania kolonii, drugi "bierze na warsztat" subkulturę dresiarską, wrzucając jednak do jednego worka dresiarzy z kibolami, graficiarzami i narodowcami, uzasadniając to jakąś mistyczną "logiką tekstu". Pośmiać się można, ale nie zazdrościłbym Szczerkowi fanów, gdyby dresiarze czytali...

Już przez temat interesujący jest tekst piszącej o egzotyce kulinarnej menu z polskich barów i restauracji Moniki Kozień. Sięga ona do Krasickiego, upatrując źródła pomieszania różnych tradycji w zmaganiu się w Polsce wrogich obozów "tradycjonalistów" (co obce to złe i moralnie zepsute) i "nowinkarzy" (bezrefleksyjnie uwielbiających co zagraniczne i światowe). Przy czym, jak trafnie chyba zauważa autorka: "Paradoksalnie mimo wszystkich różnic pomiędzy obiema wymienionymi postawami łączyła je ta sama tendencja do ulegania fantazjom oraz braku kontaktu z realiami, zaprawione piorunującym miksem megalomanii i głębokich kompleksów"(s.81-82)

Różowy tom pełen ciekawych fotografii kończy zbiór zdjęć Agaty Pankiewicz i Marcina Przybyłko zajmujący niemal pół książki, a poprzedzony krótkim, acz wielce znaczącym odwołaniem do Tadeusza Kantora, który tak mówił o kiczu prowincji: "Proszę w tym domu nawet nie wymawiać słowa kicz. Nigdy! (...) To wyraz arogancji, oceny z pozycji salonów, zadufania. Słowo, które obraża, dyskwalifikuje, A co dyskwalifikuje? Zjawiska cudowne, najbliższe ziemi, wyrastające z potrzeby piękna. (...) prywatne światy (...) głośno mówiące do przechodnia, któremu ofiarują tę swoją wizję piękna".(s.135) Nic dodać, nic ująć. Może lepiej zaakceptować, bo pewnie i tak przyjdzie nam to piękno (kicz?) uszanować - zabronić się chyba nie da... Zdjęcia są naprawdę ciekawe, dowcipne, choć niekiedy chyba robione pod pewną tezę, a w każdym razie bez oglądania się na kontekst. Bo np. różowa plastikowa palma w ogródku pod Jelenią Górą to nie dążenie jej właściciela do piękna czy egzotyki, tylko dość powszechnie w Polsce stosowany szyld agencji towarzyskiej.

Podsumowując tom wart lektury, choćby dla Tischnera, Smerdy i zdjęć Pankiewicz/Przybyłko. Mimo, że niektórzy autorzy mieszają porządki, jak Dariusz Czaja, który hasło "Aby Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej" (Gierek) umieszcza na "początku lat 60".

Dość nierówna antologia tekstów: esejów, reportaży i... felietonów publicystycznych różnych autorów - ogólnie na temat poczucia smaku Polaków, głównie w architekturze, ale też o ich przemożnym pociągu do egzotyki w różnych dziedzinach życia. O dziwo wszystkie artykuły zostały opatrzone takim samym "aparatem" przypisów, co przy felietonach niekiedy śmieszy, ponieważ taki...

więcej Pokaż mimo to

23

Cytaty

Więcej
Józef Tischner Hawaikum. W poszukiwaniu istoty piękna Zobacz więcej
Józef Tischner Hawaikum. W poszukiwaniu istoty piękna Zobacz więcej
Józef Tischner Hawaikum. W poszukiwaniu istoty piękna Zobacz więcej
Więcej
Reklama

Ciekawostki historyczne

XIX wiek | 2022-05-17
Belgijska Wyprawa Antarktyczna
W sierpniu 1897 roku Adrien de Gerlache i Roald Amundsen na pokładzie statku Belgica ruszyli na kraniec Ziemi – pokryty lodem...
awatar
Julian Sancton
Czytaj więcej
Co zabijało na południu Francji w XVIII wieku?
awatar
Paweł Czarnecki
Czytaj więcej
Średniowiecze | 2022-05-16
Jan Hus. Heretyk i bohater
6 lipca 1415 roku w czasie soboru w Konstancji spalono na stosie Jana Husa. Jego śmierć pchnęła Czechów do wzniecenia rewolucji...
awatar
Michał Procner
Czytaj więcej
XIX wiek | 2022-05-15
Historia wozu Drzymały
Za sprawą cyrkowego wozu Michał Drzymała zapisał się w historii jako symbol narodowego sprytu i uporu. Kim był? I o co właściwie...
awatar
Gabriela Bortacka
Czytaj więcej
Nowożytność | 2022-05-14
Czemu Aztekowie zjadali wrogów?
Aztekowie składali ofiary z ludzi na naprawdę ogromną skalę. Co roku ku czci bóstw zabijali tysiące swoich wrogów. Ale dlaczego ich...
awatar
Michał Piorun
Czytaj więcej
Historia najnowsza | 2022-05-13
Czym są trupie farmy?
W tych miejscach rozkładające się ciała leżą na ziemi pod okiem uczonych kryminalistyków. Oto najbardziej makabryczne placówki...
awatar
Michał Procner
Czytaj więcej
W roku 1974 na Sardynii miejscowi rolnicy przypadkowo odkryli coś, co później zostało nazwane stanowiskiem Mont’e Prama.
awatar
Herbert Gnaś
Czytaj więcej
Druga wojna światowa | 2022-05-12
Śmierć Ottona Wächtera
Otto Wächter był zastępcą Hansa Franka, gubernatorem dystryktu krakowskiego i Galicji. Ścigano go za zbrodnie na 100 tys. Polaków,...
awatar
Philippe Sands
Czytaj więcej
9 maja 1960 roku Food and Drug Administration (FDA) zatwierdziła pierwszą na świecie, komercyjnie produkowaną pigułkę...
awatar
Paweł Czarnecki
Czytaj więcej
zgłoś błąd