-
Artykuły
Nadciąga Gwiazdozbiór Kryminalny!
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Wiosna z książką – kwietniowe premiery, które warto poznać
LubimyCzytać11 -
Artykuły
"Dom bestii" - jak ofiara zamienia się w kata. Akcja recenzencka do nowej książki Katarzyny Bondy!
LubimyCzytać10 -
Artykuły
Umrę, jeśli tego nie polubisz - weź udział w konkursie i wygraj wspomnienia influencerki
LubimyCzytać39
Czytelnicze powroty, czyli dlaczego w dorosłości należy czytać książki z dzieciństwa
O ukochanych książkach z dzieciństwa rozmawiamy chętnie i często wspominamy je z prawdziwą czułością. Przywodzą na myśl tamte dawne zachwyty, pierwsze kroki w literackich światach, a do tego mamy świadomość, że to przecież one nas ukształtowały. Czasem zdarza się jednak, że ponowna lektura przynosi spore zaskoczenie, bo przecież dorosły znaleźć może w dziecięcej książce coś zupełnie innego.
I nie chodzi mi wcale o zmianę gustów czy oczekiwań, bo to zupełnie naturalne, że coś nam się kiedyś podobało, a po paru latach (albo dekadach) nie możemy pojąć, co w tym tekście widzieliśmy. I vice versa: coś, co kiedyś nas odrzuciło jako niezrozumiałe, po latach może odsłonić przed nami swoje uroki. Prosta sprawa. Bywa jednak tak, że z wydawałoby się dobrze znanej książki nagle wyczytujemy zupełnie nowe sensy.
Niedawno na łamach dwutygodnik.com Piotr Paziński ogłosił sporych rozmiarów tekst o „Akademii pana Kleksa” Jana Brzechwy. Przynajmniej dla generacji inicjujących się czytelniczo w PRL-u była to jedna z żelaznych pozycji lekturowych, generalnie lubiana, bo zabawna i pokazująca zupełnie fantastyczną szkołę, do jakiej każdy marzyłby chodzić (nadal posłałbym dziecko raczej do Akademii niż do Hogwartu, w którym przecież co chwilę dzieją się przerażające rzeczy i ciągle ktoś w dramatycznych okolicznościach umiera!). Tymczasem czytana w dorosłości powieść mocno niepokoi – sam odkryłem to parę lat temu, czytając ją na głos swoim dzieciom. Końcowe partie, w których pojawia się zagadkowy golarz Filip i jego dziecko-android Alojzy Bąbel, kiedyś budziły we mnie przyjemną grozę, dziś – niepokój. Pomijając całą tajemniczość tej sprawy – Brzechwa pozostawił wiele niedopowiedzeń, jego prawo – jako dorosłego czytelnika zdumiała mnie postawa Ambrożego Kleksa. Bąbel terroryzuje wszystkich uczniów i niszczy (fizycznie i w szerszym słowa tego znaczeniu) szkołę, a odpowiedzią Kleksa jest kompletna pasywność: oddani pod jego opiekę chłopcy muszą sobie radzić sami. W pewnym momencie jednak Kleks nie wytrzymuje i likwiduje Alojzego, przechodząc od pasywności do użycia nieumiarkowanej fizycznej siły. Katastrofy nic już jednak nie zatrzyma, a Kleks skończy jako guzik – nie byle jaki wprawdzie, ale jednak guzik. Od tego czasu nie umiem już myśleć o „Akademii pana Kleksa” jako o uroczej opowieści o bajkowej szkole, bo widzę w niej znacznie mroczniejsze i niejasne treści.
Poniekąd podobnym przypadkiem może być inny nasz narodowy klasyk, czyli „W pustyni i w puszczy” Henryka Sienkiewicza. Sienkiewicz w ogóle nie ma ostatnio lekkiego życia (literackiego, rzecz jasna), bo z bezdyskusyjnie kochanego pupila wszystkich czytających Polaków stał się nagle przedmiotem ideologicznego sporu: jedni nadal go wielbią za chlubną wizję narodowej historii, inni z kolei chłoszczą za zasadniczo to samo – czyli gruntowanie szkodliwych stereotypów narodowych. W przypadku opowieści o Stasiu i Nel problem ideologiczny stał się szczególnie jasny przy okazji ostatniej ekranizacji powieści (z 2001 roku, w reżyserii Gavina Hooda): w filmie w istotny sposób zmieniono postaci Kalego i Mei oraz słynną scenę z wizytą u Mahdiego, te bowiem, w świetle naszych dzisiejszych standardów, są u Sienkiewicza dalece rasistowskie. W przypadku ekranizacji sprawa jest prosta – to odrębne dzieło, będące dzieckiem swoich czasów, nikt rozsądny nie będzie się czepiał o takie korekty – ale co począć z tekstem literackim, mającym przecież określoną formę? Czytelnik dorosły, mierzący się z ową powieścią, odkrywa, że prócz bardzo sprawnej historii przygodowej, jest to zarazem celny obraz epoki i czasów kolonializmu. Pytanie brzmi, co z dziećmi: dawać im tę powieść czy lepiej schować na później? Komentować? Zadbać o kontekst? Czy założyć, że to przecież dzieło sztuki literackiej, a dzieł sztuki się nie poprawia? Spadkobiercy Hugh Loftinga, autora cyklu o przygodach doktora Dolittle’a, rozstrzygnęli tę kwestię jednoznacznie: zakończenie pierwszego tomu zostało zmienione tak, żeby postać afrykańskiego władcy oczyścić z rasistowskich tonów. Takie niespodzianki także czekają na tych, którzy sięgają po książki z dzieciństwa: czasami mogą się one okazać obiektywnie inne!
Frajda z czytelniczych powrotów miewa zazwyczaj dwa oblicza. Po pierwsze, ogromnie przyjemnie jest odkryć, że magia książki wciąż działa, że przynosi te same emocje, co kiedyś. Mam tak na przykład z „Opowieściami z Narnii” C.S. Lewisa, ale też na przykład ze znacznie mniej znaną powiastką „Joachim Lis, detektyw dyplomowany”, napisaną przez Ingemara Fjella. Pamiętam doskonale ciepłą i zarazem intrygującą atmosferę tego zwierzęcego kryminału, czytanego przed laty w Radiu Dzieciom przez Henryka Talara. Kiedy po latach poszukiwań zdobyłem wreszcie egzemplarz (krótko przed wznowieniem go przez wydawnictwo Dwie Siostry), okazało się, że jest to historia dokładnie tak urocza, jak ją zapamiętałem.
Po drugie, bywa tak, że książka wciąż działa, ale jednak nieco inaczej. Weźmy osławiony cykl o Mikołajku duetu Goscinny i Sempé. Czytany „na dorosło”, nadal śmieszy i bawi jak przed laty, tyle że dziś dostrzegam w nim różne, wcześniej niezauważalne wątki: chociażby relacje między rodzicami głównego bohatera, to, jak wygląda codzienność w ich domu – to interesujący kawałek prozy obyczajowej z dość w sumie odległej epoki.
Fascynującym przypadkiem książki dla dzieci, która robi kolosalne wrażenie w wieku dojrzałym, są także „Bracia Lwie Serce” Astrid Lindgren (powiedzmy sobie szczerze: szwedzka pisarka w ogóle doskonale daje sobie radę, niezależnie od tego, kiedy ją czytamy, podobnie jak jej koleżanka z sąsiedniej Finlandii Tove Jansson – acz tu można się spierać, czy „Muminki” są literaturą dla dzieci). Powieść ta wzbudza zachwyt u czytelników dziecięcych, uwielbiałem ją od pierwszego wejrzenia, ale czytana w dorosłości okazuje się – obiektywnie – wybitna. Jej literackie walory – to jedno. Tym, co robi kolosalne wrażenie, jest, po pierwsze, to, że z perspektywy dorosłego człowieka powieść ta łamie wszelkie zasady literatury dziecięcej: historia dla dzieci, w której główni bohaterowie umierają zaraz na początku? Jeden ginie, ratując brata przed pożarem, a drugi w wyniku przewlekłej choroby?! Potem akcja dzieje się w zaświatach?!! A na końcu giną jeszcze raz??!! I to śmiercią de facto samobójczą???!!! To robi wrażenie na dorosłych, bo dzieci, jak wiadomo, nie wiedzą, że istnieją rzeczy, które nie są dla nich, więc mają takie zasady w nosie. Drugim niesamowitym walorem „Braci Lwie Serce” jest to, że oferują absolutnie cudowną i oryginalną wizję życia po śmierci, która nie ma nic wspólnego z tym, czego się można dowiedzieć na katechezie czy gdziekolwiek indziej. Zawsze zdumiewał mnie fakt, że pewne kręgi odsądzają od czci i wiary w gruncie rzeczy zupełnie niewinnego „Harry’ego Pottera”, nie zająkując się nawet o pełnej cudownej heretyckości powieści wielkiej Szwedki (ojej, mam nadzieję, że nie podsuwam tak nikomu tropu…).
Jeszcze inną kategorię stanowią książki dla dzieci, które czytamy już jako dorośli, bez nostalgicznego wsparcia – dotyczy to literatury, która powstała – bądź dotarła do nas – po prostu później, kiedy już dziećmi nie byliśmy. Ja mam tak na przykład z całą twórczością Roalda Dahla oraz „Serią niefortunnych zdarzeń” Lemony’ego Snicketa. „Matylda”, „Wiedźmy” czy „Charlie i fabryka czekolady” tego pierwszego to po prostu znakomite, ogromnie satysfakcjonujące powieści, pełne świetnej fabuły i ciętej obserwacji; z kolei trzynastoksiąg o sierotach Baudelaire od pierwszych stron uwodzi literacką przekorą i wcale nie tak niewinnym, jak można by sądzić po rozmiarach tych książeczek, obrazem świata dorosłych ludzi, pełnych dobrych intencji i kompletnie niegodnych zaufania.
Czy czytać lektury z naszego dzieciństwa? Pewnie, że tak – i to nie tylko po to, żeby karmić swoją nostalgię. Zarazem jednak warto sięgać po rzeczy nowe i nieznane, nawet jeśli nie mamy alibi pod postacią własnych dzieci czy wnuków. W końcu każdy ma w sobie dziecko – zadbajmy, żeby miało co czytać!
A Wy, P.T. Czytelnicy, jakie macie własne wielkie powroty i dziecięce odkrycia?
komentarze [71]
Świetny artykuł.
Świetny artykuł.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam"osławiony" oznacza coś innego niż sławny :-) no, chyba że autor nie przepada za "Mikołajkiem" ;-)
"osławiony" oznacza coś innego niż sławny :-) no, chyba że autor nie przepada za "Mikołajkiem" ;-)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Czasem mnie przeraża jak artykuły na LC potrafią mnie "stalkować" ;)
Kilka miesięcy temu skończyłem, po siedemnastoletniej przerwie Rok 1984[bookLink]241181|Rok 1984[/bookLink]. Dawnej porywała mnie historia romantycznej miłości, ale męką był opis funkcjonowania Orwellowskiego społeczeństwa. Paradoksalnie przy ostatniej lekturze to właśnie ta część książki najbardziej mnie urzekła, a zarazem nastroiła do licznych refleksji.
Dosłownie w tym momencie jestem w trakcie kolejnego powrotu, czyli Winnetou[bookLink]266193|Winnetou[/bookLink]. Piękne sprawa! Tu przerwa trwała prawie dwadzieścia lat, a książkę poznaję niemal na nowo i zapewne z zupełnie innymi odczuciami. A ponoć wehikulik czasu nie istnieje :)
Czasem mnie przeraża jak artykuły na LC potrafią mnie "stalkować" ;)
Kilka miesięcy temu skończyłem, po siedemnastoletniej przerwie Rok 1984[bookLink]241181|Rok 1984[/bookLink]. Dawnej porywała mnie historia romantycznej miłości, ale męką był opis funkcjonowania Orwellowskiego społeczeństwa. Paradoksalnie przy ostatniej lekturze to właśnie ta część książki najbardziej mnie...
Polecam przeczytać jeszcze raz Dolinę Muminków w Listopadzie. Czytana przez osobę dorosłą, ujawnia nieoczekiwaną, psychologiczną głębię :)
Polecam przeczytać jeszcze raz Dolinę Muminków w Listopadzie. Czytana przez osobę dorosłą, ujawnia nieoczekiwaną, psychologiczną głębię :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamZdecydowanie to mój plan czytelniczy na najbliższy czas. Muminki już na mnie czekają na czytniku. :)
Zdecydowanie to mój plan czytelniczy na najbliższy czas. Muminki już na mnie czekają na czytniku. :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamBardzo dobra książka na listopad :) Również ją lubię, a z postaci szczególnie Tofta.
Bardzo dobra książka na listopad :) Również ją lubię, a z postaci szczególnie Tofta.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Książka pokazuje głęboką transformację głównych postaci, ich stopniowe dojrzewanie i odkrywanie siebie. Każdy z bohaterów ma inny probem, znajduje się w życiowym impasie, ale to zetknięce ich ze sobą, powoduje przełamanie impasu i uzdrowienie.
Psychologicznie, bardzo interesująca pozycja.
Książka pokazuje głęboką transformację głównych postaci, ich stopniowe dojrzewanie i odkrywanie siebie. Każdy z bohaterów ma inny probem, znajduje się w życiowym impasie, ale to zetknięce ich ze sobą, powoduje przełamanie impasu i uzdrowienie.
Psychologicznie, bardzo interesująca pozycja.
Ja ostatnio czytałam Muminki - uwielbiam ogromnie. Teraz połknęłam - ale celowo rozwlekałam w czasie - Kubusia Puchatka i Chatkę Puchatka w dwóch wersjach językowych (polsko-angielskie + cudowne rysunki oryginalne. Uczta dla ciała, samopoczucia i duszy. POLECAM.
Niesamowite wrażenie czytać po latach książki z lat dorastania. Inny odbiór, inne postrzeganie, inny jest też nasz ZACHWYT.
Ja ostatnio czytałam Muminki - uwielbiam ogromnie. Teraz połknęłam - ale celowo rozwlekałam w czasie - Kubusia Puchatka i Chatkę Puchatka w dwóch wersjach językowych (polsko-angielskie + cudowne rysunki oryginalne. Uczta dla ciała, samopoczucia i duszy. POLECAM.
Niesamowite wrażenie czytać po latach książki z lat dorastania. Inny odbiór, inne postrzeganie, inny jest też...
Nie czytam i nie wracam do książek z dzieciństwa. Tyle jest innych ciekawych książek. Przeczytałam część dwukrotnie, raz sama, drugi raz z moją córką. Część czytałam po raz pierwszy, gdyż starałam się czytać wszystko co czyta moja córka. W powtórnym czytaniu tych książek najfajniejsze były rozmowy o nich z moim dzieckiem. Sięgnę po nie gdy będę mieć wnuka lub wnuczkę. Wszystkie leżą zapakowane na pawlaczu.
Nie czytam i nie wracam do książek z dzieciństwa. Tyle jest innych ciekawych książek. Przeczytałam część dwukrotnie, raz sama, drugi raz z moją córką. Część czytałam po raz pierwszy, gdyż starałam się czytać wszystko co czyta moja córka. W powtórnym czytaniu tych książek najfajniejsze były rozmowy o nich z moim dzieckiem. Sięgnę po nie gdy będę mieć wnuka lub wnuczkę....
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejI własnie przez ten tekst postanowiłam odświeżyć sobie książki o Panu Kleksie ;) A do książek z dzieciństwa czasami wracam i na pewno patrzę na nie z innej perspektywy. Przykład: Dzieci z Bullerbyn - pamiętałam, że bardzo mi się podobała w podstawówce, czytając ją niedawno obyło się bez zachwytów...
I własnie przez ten tekst postanowiłam odświeżyć sobie książki o Panu Kleksie ;) A do książek z dzieciństwa czasami wracam i na pewno patrzę na nie z innej perspektywy. Przykład: Dzieci z Bullerbyn - pamiętałam, że bardzo mi się podobała w podstawówce, czytając ją niedawno obyło się bez zachwytów...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamJa z miłych wydarzeń z bycia,dzieckiem.Pamiętam zabawy w Gestapo.
Ja z miłych wydarzeń z bycia,dzieckiem.Pamiętam zabawy w Gestapo.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamNigdy nie przestaniesz mnie zaskakiwać.
Nigdy nie przestaniesz mnie zaskakiwać.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Zastanawiam się jak daleko niektórzy są w stanie się posunąć, żeby tylko zaistnieć lub sprowokować.
"Kac morderca" czy jakaś równie "wyklęta" przypadłość ?
Zastanawiam się jak daleko niektórzy są w stanie się posunąć, żeby tylko zaistnieć lub sprowokować.
"Kac morderca" czy jakaś równie "wyklęta" przypadłość ?
Co ciekawe nawet jedna osoba popiera wypowiedź czytamcałyczas.
Co ciekawe nawet jedna osoba popiera wypowiedź czytamcałyczas.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamCiekawa jestem: na czym ta zabawa polegała?
Ciekawa jestem: na czym ta zabawa polegała?
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamW wjnę
W wjnę
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamDla mnie chyba każda książka przeczytana w dzieciństwie będzie miłym zaskoczeniem. Powód jest jeden, dziś będe czytał bo chce, a nie z przymusu okraszonego wszechwiedzą polonisty na temat "co autor miał na myśli". Dlatego w dzieciństwie/młodości prawie nie wyszedłem poza kanon lektur szkolnych, które i tak rozszarpałem genialnymi dla mnie streszczeniami z nie pamiętam już jakiej strony internetowej. Ale żebym nie został posądzony o hejt zparafrazuje pana Slavoja Žizka: w mojej młodości nie wymyślono lepszego sposobu na przerabianie literatury w szkole.
Dla mnie chyba każda książka przeczytana w dzieciństwie będzie miłym zaskoczeniem. Powód jest jeden, dziś będe czytał bo chce, a nie z przymusu okraszonego wszechwiedzą polonisty na temat "co autor miał na myśli". Dlatego w dzieciństwie/młodości prawie nie wyszedłem poza kanon lektur szkolnych, które i tak rozszarpałem genialnymi dla mnie streszczeniami z nie pamiętam już...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejKilka lat temu przypomniałem sobie serię Zbigniewa Nienackiego "Pan Samochodzik". Czytanie tych książek po kilkudziesięciu latach, było dużą przyjemnością. Zaskoczyło mnie to, że znowu tak dobrze je odebrałem. Wniosek ... faktycznie warto wracać do książek z dzieciństwa :)
Kilka lat temu przypomniałem sobie serię Zbigniewa Nienackiego "Pan Samochodzik". Czytanie tych książek po kilkudziesięciu latach, było dużą przyjemnością. Zaskoczyło mnie to, że znowu tak dobrze je odebrałem. Wniosek ... faktycznie warto wracać do książek z dzieciństwa :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamMyślę, że dobrym przykładem powinien być Mały książę. Książkę, którą każdy powinien przeczytać przynajmniej dwa rady: raz w młodości i raz jako dorosły.
Myślę, że dobrym przykładem powinien być Mały książę. Książkę, którą każdy powinien przeczytać przynajmniej dwa rady: raz w młodości i raz jako dorosły.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamPrzeczytałam ponad dziesięć razy (plus w innych językach) i za każdym razem jest to dla mnie nowsza i świeższa lektura niż niektóre nowości :)
Przeczytałam ponad dziesięć razy (plus w innych językach) i za każdym razem jest to dla mnie nowsza i świeższa lektura niż niektóre nowości :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamMnie "Mikołajek" nie śmieszy tak jak w dzieciństwie. Śmieszy mnie jeszcze bardziej!
Mnie "Mikołajek" nie śmieszy tak jak w dzieciństwie. Śmieszy mnie jeszcze bardziej!
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Ja też boję sięgać po lektury z dzieciństwa, żeby nie utraciły swojej magii. Podejrzewam że dziś twórczość np. Karola Maya (czytany po nocach Winnetou[bookLink]266193|Winnetou[/bookLink]) uznałabym pewnie za gniot...
Są jednak wyjątki, np. wiersze Brzechwy i Tuwima, które nadal obecne są w moim życiu, często przytaczane w odpowiednich chwilach (Ptasie radio, Lokomotywa, Idzie Grześ przez wieś, Okulary, Na straganie), a także Ania z Zielonego Wzgórza [bookLink]232649|Ania z Zielonego Wzgórza [/bookLink], po którą sięgam jak mam chandrę i Kubuś Puchatek[bookLink]107804|Kubuś Puchatek[/bookLink], którego też często cytuję, choć nie była to kultowa książka mojego dzieciństwa.
Na osobnej "dziecięcej" półeczce trzymam zachowane z dzieciństwa książki, aby kiedyś poczytać je wnukom. Miejsce szczególne zajmują na niej Dzieci z Bullerbyn[bookLink]293762|Dzieci z Bullerbyn[/bookLink]. Ta książka nigdy się nie zestarzeje!
Ja też boję sięgać po lektury z dzieciństwa, żeby nie utraciły swojej magii. Podejrzewam że dziś twórczość np. Karola Maya (czytany po nocach Winnetou[bookLink]266193|Winnetou[/bookLink]) uznałabym pewnie za gniot...
Są jednak wyjątki, np. wiersze Brzechwy i Tuwima, które nadal obecne są w moim życiu, często przytaczane w odpowiednich chwilach (Ptasie radio, Lokomotywa,...
A co sądzicie o "uwspółcześnionej" wersji "Dzieci z Leszczynowej Górki"? Natknęłam się na takie wydanie i.... nie było magii.
A co sądzicie o "uwspółcześnionej" wersji "Dzieci z Leszczynowej Górki"? Natknęłam się na takie wydanie i.... nie było magii.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Świetny temat! Obecnie rzadko wracam do książek z dzieciństwa (chociaż na półce stoją prawie wszystkie poza dziurami w serii o Tomku), wcześniej jednak tak bywało co jakiś czas. To zmieni się już niebawem, gdy za 2-3 lata postaram się niektórymi zainteresować synka. Nie mogę się doczekać. Mam nadzieję, że chwyci :).
Fundamenty mojej dojrzałości: Wodzu, wyspa jest twoja[bookLink]49190|Wodzu, wyspa jest twoja[/bookLink], Bracia Lwie Serce[bookLink]233476|Bracia Lwie Serce[/bookLink], O dwóch takich, co ukradli księżyc[bookLink]197261|O dwóch takich, co ukradli księżyc[/bookLink], O psie, który jeździł koleją[bookLink]309101|O psie, który jeździł koleją[/bookLink], Zew krwi[bookLink]11404|Zew krwi[/bookLink], Biały Kieł[bookLink]162701|Biały Kieł[/bookLink], seria książek o przygodach Tomka Wilmowskiego, które napisał
[authorPhoto]6125|Alfred Szklarski[/authorPhoto] Alfred Szklarski[authorLink]6125|Alfred Szklarski[/authorLink], i chyba jedna z najwcześniejszych moich książek Wędrówki Szyszkowego Dziadka[bookLink]107410|Wędrówki Szyszkowego Dziadka[/bookLink].
Kapitalne książki. Na bezludną wyspę zabrałbym wszystkie.
Świetny temat! Obecnie rzadko wracam do książek z dzieciństwa (chociaż na półce stoją prawie wszystkie poza dziurami w serii o Tomku), wcześniej jednak tak bywało co jakiś czas. To zmieni się już niebawem, gdy za 2-3 lata postaram się niektórymi zainteresować synka. Nie mogę się doczekać. Mam nadzieję, że chwyci :).
Fundamenty mojej dojrzałości: Wodzu, wyspa jest twoja...
[bookCover]49190|Wodzu, wyspa jest twoja[/bookCover]
[bookCover]233476|Bracia Lwie Serce[/bookCover]
[bookCover]197261|O dwóch takich, co ukradli księżyc[/bookCover]
[bookCover]309101|O psie, który jeździł koleją[/bookCover]
[bookCover]11404|Zew krwi[/bookCover]
[bookCover]162701|Biały Kieł[/bookCover]
[bookCover]107410|Wędrówki Szyszkowego Dziadka[/bookCover] Ja wracam od czasu do czasu do Musierowicz i Szklarskiego. Reszta dziecinnych fascynacji tak mnie teraz nie pociąga.
Ja wracam od czasu do czasu do Musierowicz i Szklarskiego. Reszta dziecinnych fascynacji tak mnie teraz nie pociąga.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Moją pierwszą zapamiętaną z dzieciństwa samodzielnie przeczytaną książką była Zima Muminków[bookLink]222906|Zima Muminków[/bookLink], po niej przyszła kolej na pozostałe części tej serii. Nie wyrosłem z niej do dzisiaj i obawiam się (kłamię, wcale się tego nie obawiam), że nigdy nie wyrosnę, a wręcz przeciwnie, będę wracał do niej coraz częściej. Obecnie czytam kolejne książki tej serii mojej małej bratanicy i widzę w jej sposobie odbierania Muminków samego siebie sprzed kilku dekad.
Pozwolę sobie zacytować fragment własnej opinii, w której odnoszę się do odbioru Muminków w zależności od wieku:
"Z każdym kolejnym czytaniem "Zimy Muminków" coraz bardziej dociera do mnie jak genialną pisarką była Tove Jansson, skoro wykreowała świat, w którym pięcioletnie dziecko spędzi godziny wypełnione przygodami bohaterów, nastolatek z nie mniejszym zainteresowaniem nauczy się wyrażania emocji i brania odpowiedzialności za innych, a czterdziestokilkulatek odkryje pokłady humanizmu, głębię psychologiczną relacji bohaterów, a także wiele aspektów filozoficznych. Aż mnie korci, żeby się zestarzeć i przy kolejnych czytaniach odkryć nowe wymiary mądrości życiowej zawartej w "Zimie Muminków" :)"
Moją pierwszą zapamiętaną z dzieciństwa samodzielnie przeczytaną książką była Zima Muminków[bookLink]222906|Zima Muminków[/bookLink], po niej przyszła kolej na pozostałe części tej serii. Nie wyrosłem z niej do dzisiaj i obawiam się (kłamię, wcale się tego nie obawiam), że nigdy nie wyrosnę, a wręcz przeciwnie, będę wracał do niej coraz częściej. Obecnie czytam kolejne...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejNiedawno czytałam synowi "Kometę nad Doliną Muminków". Mając świadomość, że została wydana w 1946r., po zrzuceniu bomb atomowych w Japonii, miałam zupełnie inny odbiór lektury, niż w dzieciństwie.
Niedawno czytałam synowi "Kometę nad Doliną Muminków". Mając świadomość, że została wydana w 1946r., po zrzuceniu bomb atomowych w Japonii, miałam zupełnie inny odbiór lektury, niż w dzieciństwie.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamWciąż kocham ponad wszystko Malutką czarownicę[bookLink]135622|Malutką czarownicę[/bookLink] i Bajarkę[bookLink]4852012|Bajarkę[/bookLink] które mogę nazwać "książkami mojego życia". Natomiast uwielbiany przeze mnie (nauczyłam się na nim czytać)i czytany w dziecięctwie wielokrotnie Gelsomino w Kraju Kłamczuchów[bookLink]49878|Gelsomino w Kraju Kłamczuchów[/bookLink] nie przetrwał próby czasu. Czytany w dorosłości własnym dzieciom nużył i nudził mnie przeokrutnie.
Wciąż kocham ponad wszystko Malutką czarownicę[bookLink]135622|Malutką czarownicę[/bookLink] i Bajarkę[bookLink]4852012|Bajarkę[/bookLink] które mogę nazwać "książkami mojego życia". Natomiast uwielbiany przeze mnie (nauczyłam się na nim czytać)i czytany w dziecięctwie wielokrotnie Gelsomino w Kraju Kłamczuchów[bookLink]49878|Gelsomino w Kraju Kłamczuchów[/bookLink] nie...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejTak! "Bajarkę" do tej pory mam na półce i czeka na moją córkę :) Na razie przerabiamy serię "Poczytaj mi mamo". Większość z tych historyjek jak dla mnie się nie zestarzała.
Tak! "Bajarkę" do tej pory mam na półce i czeka na moją córkę :) Na razie przerabiamy serię "Poczytaj mi mamo". Większość z tych historyjek jak dla mnie się nie zestarzała.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Ja do książek z mojego dzieciństwa wracałam z dziećmi i wracam z wnuczką. Wiersze Brzechwy i Tuwima uwielbiamy wszyscy. Karolcię- córka i wnuczka.
Jak ostatnio ją czytałyśmy z wnusią- czułam się, jakbym się cofnęła w czasie o...dziesiąt lat. Te same emocje! Ludwik Jerzy Kern i jego "Proszę słonia" i "Ferdynand Wspaniały" również nas łączą. Natomiast "Mikołajek" i jego przygody sprawiały nam frajdę przez całe dzieciństwo moich synów.
Ja do książek z mojego dzieciństwa wracałam z dziećmi i wracam z wnuczką. Wiersze Brzechwy i Tuwima uwielbiamy wszyscy. Karolcię- córka i wnuczka.
Jak ostatnio ją czytałyśmy z wnusią- czułam się, jakbym się cofnęła w czasie o...dziesiąt lat. Te same emocje! Ludwik Jerzy Kern i jego "Proszę słonia" i "Ferdynand Wspaniały" również nas łączą. Natomiast "Mikołajek" i jego...
Mam kilka książek z dzieciństwa do których boję się wrócić. Boję się, że nie odnajdę w nich tego czegoś, co urzekło mnie wówczas, że rozczarują mnie bohaterowie, ich problemy, zachowania. Dlatego do tej pory szczerze unikam ponownego spotkania szczególnie z dwoma bohaterkami: Kilmeny Dziewczę z sadu[bookLink]91449|Dziewczę z sadu[/bookLink] i z Emilką z serii Emilka ze Srebrnego Nowiu[bookLink]4862090|Emilka ze Srebrnego Nowiu[/bookLink]
Natomiast nie dotyczy to Ani Shirley, może dlatego, że odarłam ją z dzieciństwa w momencie gdy musiałam kilkakrotnie omówić na lekcji z dzieciakami, a może wówczas, gdy po raz setny obejrzałam jej ekranizację z Megan Follows?
Mam kilka książek z dzieciństwa do których boję się wrócić. Boję się, że nie odnajdę w nich tego czegoś, co urzekło mnie wówczas, że rozczarują mnie bohaterowie, ich problemy, zachowania. Dlatego do tej pory szczerze unikam ponownego spotkania szczególnie z dwoma bohaterkami: Kilmeny Dziewczę z sadu[bookLink]91449|Dziewczę z sadu[/bookLink] i z Emilką z serii Emilka ze...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Fascynującym przypadkiem książki dla dzieci, która robi kolosalne wrażenie w wieku dojrzałym, są także „Bracia Lwie Serce”
Na mnie ta książka zrobiła kolosalne wrażenie w dzieciństwie, właśnie z powodu który podałeś. Do dziś pamiętam ten szok poznawczy o_O
Fascynującym przypadkiem książki dla dzieci, która robi kolosalne wrażenie w wieku dojrzałym, są także „Bracia Lwie Serce”
Na mnie ta książka zrobiła kolosalne wrażenie w dzieciństwie, właśnie z powodu który podałeś. Do dziś pamiętam ten szok poznawczy o_O
Ja ją czytałam jako nastolatka, i miałam podobnie. Kochany, mądry, opiekuńczy brat ginie na pierwszych stronach? A młodszy zaraz potem umiera? I potem umierają znowu? O, niech to motyla noga...
Ja ją czytałam jako nastolatka, i miałam podobnie. Kochany, mądry, opiekuńczy brat ginie na pierwszych stronach? A młodszy zaraz potem umiera? I potem umierają znowu? O, niech to motyla noga...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam"Chłopcy z Placu Broni" Ferenca Molnára. Szokujące okazały się zmiany w tekście wprowadzone przez polską tłumaczkę. Oryginał wszędzie na świecie, za wyjątkiem Polski, nosi tytuł "Chłopcy z ulicy Pawła", ale to najmniej ważne. Książka została wyprana ze wszelkich wartości patriotycznych, a było ich wiele. Na przykład nie ma w niej mowy o żadnych czerwonoskórych! Byli i są "czerwonokoszulowi" - chłopcy Feriego Acza nie bawili się w Indian, ale w garibaldczyków.
"Chłopcy z Placu Broni" Ferenca Molnára. Szokujące okazały się zmiany w tekście wprowadzone przez polską tłumaczkę. Oryginał wszędzie na świecie, za wyjątkiem Polski, nosi tytuł "Chłopcy z ulicy Pawła", ale to najmniej ważne. Książka została wyprana ze wszelkich wartości patriotycznych, a było ich wiele. Na przykład nie ma w niej mowy o żadnych czerwonoskórych! Byli i są...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejMam wydanie z 2017 w innym przekładzie, i to wszystko właśnie jest wyjaśnione, są również przypisy, chociaż ja nie wyobrażam sobie innego tytułu jak Chłopcy z Placu Broni.
Mam wydanie z 2017 w innym przekładzie, i to wszystko właśnie jest wyjaśnione, są również przypisy, chociaż ja nie wyobrażam sobie innego tytułu jak Chłopcy z Placu Broni.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Nie, no co wy? Nie mieszajmy dwóch systemów walutowych.
Dziecko: niewinność, wyobraźnia = Dorosły: naiwność, infantylizm.
To jak mit szlachetnego dzikusa - nie da się powrócić do tej "niewinności" będąc dorosłym. Wrażliwość dziecka a dorosłego jest zupełnie inna, nieporównywalna. Jesteśmy bowiem sumą naszych doświadczeń. Jakie doświadczenie wobec życia ma dziecko? Dlatego świat dzieci jest zupełnie inny. W omawianej kwestii stawiałbym raczej na sentymentalizm i marzenia powrotu w prosty, "bezpieczny" świat dzieciństwa. Tym marzeniom z reguły oddajemy się na osobności lub w zaufanym gronie. Bo to delikatna część naszej natury, natury dorosłego. Dorosły wie, że świat nie jest taki prosty, ani kolorowy. Dziecko może sobie pozwolić być niewinna = naiwne, dorosły raczej nie.
Sam używam terminu "wewnętrzne dziecko" (tak się nazywa nawet jedna z moich półek na LC). Ale właśnie "WEWNĘTRZNE". To cześć bardzo intymna.
Nie zgadzam się również, że jako dorośli tracimy wyobraźnię. Raczej jest ona urealniona. Podświadomie wykonujemy analizę SWOT, czego "niewinne" dziecko nie robi i za zwyczaj kończy się to na marzeniach, pomyśle czy zebraniu podstawowych surowców (pamiętam próby zbudowania pojazdu zebrawszy tylko 4 opony). Dzieci mogą tak trwonić surowce i energię - dorosły... raczej nie.
Ale też jestem za tym by czytać książki z dzieciństwa. Niektóre z nich nawet nie rażą swoją infantylnością i prostotą. Z przyjemnością wracam do Narnii, Pana Kleksa czy książek dla starszych ale jednak dzieci, Niziurskiego.
Podsumowując: czytać książki z dzieciństwa - TAK, "wrócić do dzieciństwa", "patrzeć na świat oczami dziecka" - NIE.
PS: Murzynek Bambo.
Nie, no co wy? Nie mieszajmy dwóch systemów walutowych.
Dziecko: niewinność, wyobraźnia = Dorosły: naiwność, infantylizm.
To jak mit szlachetnego dzikusa - nie da się powrócić do tej "niewinności" będąc dorosłym. Wrażliwość dziecka a dorosłego jest zupełnie inna, nieporównywalna. Jesteśmy bowiem sumą naszych doświadczeń. Jakie doświadczenie wobec życia ma dziecko?...
Tracimy wyobraźnię ,tak to prawda.Przynajmniej ja tak mam.Pamiętam,z czasów bycia dzieckiem ( nie było to miłe chwile ),że mogłem sobie wyobrażać co tylko chciałem.Dziś tego już nie ma,nie umiem tego ćwiczyć. Wyobraźnia po prostu odeszła.
Dziś jednak,też sięgam po książki.Które żaden 40 latek,nawet by nie spojrzał.Choć cykl Drużyna Flanagana.
Tracimy wyobraźnię ,tak to prawda.Przynajmniej ja tak mam.Pamiętam,z czasów bycia dzieckiem ( nie było to miłe chwile ),że mogłem sobie wyobrażać co tylko chciałem.Dziś tego już nie ma,nie umiem tego ćwiczyć. Wyobraźnia po prostu odeszła.
Dziś jednak,też sięgam po książki.Które żaden 40 latek,nawet by nie spojrzał.Choć cykl Drużyna Flanagana.
Powroty do lektur z dzieciństwa - temat rzeka...
Najfajniejsze i najciekawsze są nowe odkrycia, gdy - będąc już doświadczonym czytelnikiem - spogląda się na tematykę książek w zupełnie inny sposób.
A oto kilka przykładów:
- "Akademia Pana Kleksa" - w dzieciństwie marzyłam, by być uczennicą tytułowego bohatera i wcale nie zniechęcało mnie to, że przyjmował do swej szkoły tylko chłopców; jako dorosła osoba zaczęłam doszukiwać się w treści akcentów seksistowskich (no bo niby dlaczego TYLKO chłopcy? pytanie nasuwające się nachalnie, nawet jeśli ma się świadomość, że w czasach autora koedukacja w szkołach praktycznie nie istniała:))
- "Dziwne losy Jane Eyre" - w dzieciństwie skupiłam się na wątku miłosnym i nastroju grozy; jako dorosła czytelniczka szukałam w książce elementów autobiograficznych i na pewno zupełnie inaczej, bardziej dojrzale odebrałam emocje tytułowej bohaterki
- "Nędznicy" - pierwszy raz przeczytałam tę powieść, mając 13-14 lat, więc byłam jeszcze dzieckiem:) wówczas interesował mnie przede wszystkim wątek miłosny; po latach dostrzegłam, że to jedna z najlepszych i najpiękniejszych powieści, których bohaterem jest miasto...
Oj, można by wymieniać i wymieniać...
Powroty do lektur z dzieciństwa - temat rzeka...
Najfajniejsze i najciekawsze są nowe odkrycia, gdy - będąc już doświadczonym czytelnikiem - spogląda się na tematykę książek w zupełnie inny sposób.
A oto kilka przykładów:
- "Akademia Pana Kleksa" - w dzieciństwie marzyłam, by być uczennicą tytułowego bohatera i wcale nie zniechęcało mnie to, że przyjmował do swej...
Wstyd, że autor artykułu Pan Tomasz Pindel popiera cenzurę utworów literackich, w tym wspaniałej powieści Henryka Sienkiewicza "W pustyni i w puszczy". Poprawność polityczna odbiera rozum.
Murzynek Bambo, murzynek Bambo, murzynek Bambo, murzynek Bambo...
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4724047/451-fahrenheita
Wstyd, że autor artykułu Pan Tomasz Pindel popiera cenzurę utworów literackich, w tym wspaniałej powieści Henryka Sienkiewicza "W pustyni i w puszczy". Poprawność polityczna odbiera rozum.
Murzynek Bambo, murzynek Bambo, murzynek Bambo, murzynek Bambo...
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4724047/451-fahrenheita
Też popieram,byl Murzynek ,ma być murzynek.
Też popieram,byl Murzynek ,ma być murzynek.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamO co chodzi z tą cenzurą?
O co chodzi z tą cenzurą?
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Wstyd, że autor artykułu Pan Tomasz Pindel popiera cenzurę utworów literackich, w tym wspaniałej powieści Henryka Sienkiewicza "W pustyni i w puszczy". Poprawność polityczna odbiera rozum.
A gdzie popiera? Bo ja nie zauważyłam.
Ja sama jestem przeciwna przerabianiu dzieł tak, by pasowały do współcześniejszych standardów, uważam, że co i jak autor stworzył, takim powinno pozostać, bo jest nie tylko rozrywką, ale także zapisem historycznym, a przepisywanie historii nigdy mi się nie podobało.
Ale jednocześnie uważam, że nie każdy i nie wszystko powinien czytać, a już zwłaszcza nie powinno się wmuszać i zachwalać jako wychowawczych tych dzieł, które wychowują w duchu dalece sprzecznym z obecnymi standardami.
Dla mnie niech sobie "W pustyni i w puszczy" pozostanie bez zmian, bo tylko takie pozostać powinno, ale niech zbiera kurz na zapomnianych półkach, a czytane niech będzie tylko przez tych, których ciekawi historia literatury lub mentalność naszych przodków, a nie przez niewinną młodzież, która dzięki takim lekturom nieświadomie nasiąka rasistowskimi i w inny sposób ułomnymi poglądami przeszłych pokoleń. Won z listy lektur szkolnych!
Natomiast zupełnie nie rozumiem o co chodzi z "Murzynkiem Bambo", bo ja w tym wierszu nie widzę nic, absolutnie nic, co by było rasistowskie, paternalistyczne, europocentryczne czy co tam jeszcze Tuwimowi zarzucano. Mamy tam dziecko, które jest w oczywisty sposób różne od nas, ale jednocześnie jest całkiem takie samo, podobnie się zachowuje, podobne ma problemy, równie dobrze mogłoby być jednym z nas, więc chcielibyśmy się z nim kolegować - to moim zdaniem głos przeciwko rasizmowi, zachęta do nawiązywania kontaktu i poznawania odległych kultur, a nie wszystko to, co przeciwnicy tego wiersza w nim widzą. Bronić obecności w szkole nie będę, bo może mamy coś lepszego, ciekawszego, współcześniejszego, ale bronić samego wiersza jestem gotowa w każdej chwili.
Wstyd, że autor artykułu Pan Tomasz Pindel popiera cenzurę utworów literackich, w tym wspaniałej powieści Henryka Sienkiewicza "W pustyni i w puszczy". Poprawność polityczna odbiera rozum.
A gdzie popiera? Bo ja nie zauważyłam.
Ja sama jestem przeciwna przerabianiu dzieł tak, by pasowały do współcześniejszych standardów, uważam, że co i jak autor stworzył, takim powinno...
Lektury są lekturami właśnie m.in. dlatego, żeby można było poznać sposób widzenia świata przez przeszłe pokolenia. Inżynieria umysłów robiona na zasadzie "nie podoba mi się to, co pisarz myślał, won z lektur" nie jest czymś dobrym.
Lektury są lekturami właśnie m.in. dlatego, żeby można było poznać sposób widzenia świata przez przeszłe pokolenia. Inżynieria umysłów robiona na zasadzie "nie podoba mi się to, co pisarz myślał, won z lektur" nie jest czymś dobrym.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
@Bartlox
Nie wszystkie lektury są lekturami z tego samego powodu, te późniejsze rzeczywiście są po to, żeby poszerzać horyzonty, ale te w klasach młodszych mają po pierwsze służyć rozwijaniu umiejętności czytania i po drugie wychowywać. Wychowywać w zgodzie z aktualnie panującym porządkiem społecznym, z wartościami wyznawanymi lub deklarowanymi przez rodziców i ogół społeczeństwa. Jaki rodzic chciałby, żeby jego dziecko przebywało w towarzystwie osób o poglądach znacząco niezgodnych z jego własnymi i od tych osób uczyło się norm społecznych? Czy katolicy posyłają swoje dzieci do meczetów, żeby poznawały inny sposób widzenia świata? Czy prawicowiec lub lewak pozwoli wujkowi zabrać dziecko na wiec wyborczy partii przeciwnej?
A dlaczego nie?
Bo mógłby młody umysł nauczyć się nie tego, czego chciałby rodzic, bo mógłby nieświadomie nasiąknąć ideologią, której rodzic nie pochwala i której nie chce wpajać swojemu dziecku. Dlatego najpierw pokazujemy to, co uważamy za dobre, potem pozwalamy na ograniczony i kontrolowany kontakt z tym, co uważamy za niewłaściwe, przy czym dbamy o pokazanie dziecku, że i dlaczego jest to niewłaściwe, a dopiero umysł wstępnie ukształtowany wypuszczamy na szerokie wody i pozwalamy mu oglądać wszystko, doświadczać wszystkiego i samodzielnie spośród tego wybierać i decydować o dalszym rozwoju. Nie pokazujemy dziecku tego, czego nie pochwalamy, jako czegoś najlepszego, najwspanialszego i godnego naśladownictwa. Jeśli coś takiego pokazujemy, to tylko okazując należne temu czemuś niezadowolenie. A lektury dzieciom wmuszamy i zachwalamy - jeśli tak, to powinny prezentować to, co pochwalamy, nie coś przeciwnego.
Inżynieria umysłów? Owszem. Ale prowadzona w ten sam sposób od milionów lat, na długo przedtem, zanim pierwsza małpa zeszła z drzewa, a pewnie nawet wcześniej, niż pierwsza małpa na nie wlazła.
Nie chodzi o to, czy i komu lektura się podoba lub nie podoba. Podstawowymi pytaniami przy weryfikacji listy lektur powinny być:
1. Czemu dane dzieło lekturą zostało? Jakim celom dydaktycznym służyło?
2. Czy nadal się w tej roli sprawdza? Czy wciąż skutecznie pomaga te cele realizować?
Opcjonalnie można dodać pytanie trzecie:
3. Czy z czasem dzieło nabrało dodatkowej wartości, czy skutecznie pomaga w nauczaniu w jakimś innym zakresie niż ten pierwotnie zakładany przez decydentów, którzy dany tytuł uczynili lekturą szkolną?
Jeśli odpowiedź na pytanie drugie jest negatywna, to wypad z listy lektur, zrobić miejsce na coś, co lepiej pomoże realizować te same cele dydaktyczne.
Jeśliby na pytanie trzecie padła odpowiedź pozytywna, wtedy można rozważyć, czy jest wystarczająco mocna, by przywrócić ten sam tytuł, ale już w nowej roli, jako pomoc przy realizacji tych innych celów, tych, do których dane dzieło się nadaje.
Prosta analiza, żadne osobiste widzimisię, żadne podoba się lub nie podoba, a tylko możliwie obiektywna ocena przydatności w procesie edukacyjnym.
I teraz zadaj sobie pytania:
1. Po co Sienkiewicz do lektur trafił? Po co aż tyle dzieł jego autorstwa? Czy dla zapoznania się ze sposobem widzenia świata przez niego i jego współczesnych potrzebne było aż tyle próbek? Nie wystarczyłaby jedna? A jeśliby wystarczyła, to jaki był inny powód umieszczenia tych książek na liście lektur?
2. Czy wszystkie te książki nadal się przydają do tego, do czego pierwotnie zostały w szkole zatrudnione?
3. Czy przydają się do czegoś innego?
Zastanów się nad tym uczciwie, a dopiero potem zacznij mnie przekonywać, że "W pustyni i w puszczy" jest właściwą książką na właściwym miejscu i że powinno na liście lektur pozostać na wieki.
@Bartlox
Nie wszystkie lektury są lekturami z tego samego powodu, te późniejsze rzeczywiście są po to, żeby poszerzać horyzonty, ale te w klasach młodszych mają po pierwsze służyć rozwijaniu umiejętności czytania i po drugie wychowywać. Wychowywać w zgodzie z aktualnie panującym porządkiem społecznym, z wartościami wyznawanymi lub deklarowanymi przez rodziców i ogół...
Człowiek zmienia się z wiekiem. Niektórzy znawcy tematu są nawet zdania, że co siedem lat stajemy się innymi ludźmi (umieranie komórek i zastępowanie ich przez nowe).
Wydaje się oczywiste, że czytając jakąś książkę po latach od pierwszej styczności z nią będziemy posiadać zupełnie inny punkt odniesienia. Dzieci z racji na dopiero co rozpoczętą drogę czytelniczą nie wychwycą wielu ukrytych sensów przyswajanych książek. W ich przypadku chodzi bardziej o to, by wyrobić sobie pewne nawyki czytelnicze, jakąś bazę do przerabiania kolejnych, bardziej skomplikowanych treści.
Literatura dziecięca, zwłaszcza tej starszej daty miała przede wszystkim przyciągnąć uwagę, nierzadko z założenia miała szokować. Czasy były inne, bo cięższe, to i literatura była do nich przystosowana. Sytuacje przedstawiane w literaturze dziecięcej i młodzieżowej miały pobudzać wyobraźnię, podawać przykłady kontrowersyjne, a nawet - z dzisiejszego punktu widzenia - patologiczne, ponieważ taka lektura mogła stać się pretekstem do przeprowadzenia dyskusji pomiędzy młodzieńcem a dorosłym, skrócić dystans między nimi, nawiązać więź, porozmawiać o trudnych sytuacjach, które przecież każdemu mogą się przydarzyć w życiu. Urządzając sobie czytelniczy powrót do lektur sprzed dekad trzeba mieć to na uwadze.
Człowiek zmienia się z wiekiem. Niektórzy znawcy tematu są nawet zdania, że co siedem lat stajemy się innymi ludźmi (umieranie komórek i zastępowanie ich przez nowe).
Wydaje się oczywiste, że czytając jakąś książkę po latach od pierwszej styczności z nią będziemy posiadać zupełnie inny punkt odniesienia. Dzieci z racji na dopiero co rozpoczętą drogę czytelniczą nie...
Mnie także od pewnego czasu nachodzi na powroty do dzieciństwa. Ostatnio padło na Tolkiena - Hobbita[bookLink]144863|Hobbita[/bookLink], Władcę[bookLink]4815740|Władcę[/bookLink] i Silmarillion[bookLink]4805786|Silmarillion[/bookLink] czytałam po raz pierwszy mając lat jedenaście czy dwanaście. Zaskoczył mnie zwłaszcza Silmarillion[bookLink]4805786|Silmarillion[/bookLink], którego nie umiałam jeszcze wtedy docenić. Dzisiaj jestem zachwycona.
Z okazji zakończenia kolejnego, rekordowo długiego arcu w 36 tomie Thorgala[bookLink]21937|Thorgala[/bookLink] zdecydowałam się też na powrót do komiksu dzieciństwa, jednak nowi, zmieniający się scenarzyści nie dali rady. Prawdziwy Thorgal skończył się na Ofierze[bookLink]245740|Ofierze[/bookLink].
Zaś u babci wykopałam jakiś czas temu moją starą Nie kończąca się historię[bookLink]297218|Nie kończąca się historię[/bookLink]. Druga część książki, po przybyciu Bastiana do Fantazjany, podobała mi się tym razem dużo bardziej niż kiedyś. Za to przygody Atreju okazały się dużo krótsze niż pamiętałam. Musiały urosnąć w mojej wyobraźni.
Z jeszcze wcześniejszych czasów pamiętam i dobrze wspominam właśnie Braci Lwie Serce[bookLink]233476|Braci Lwie Serce[/bookLink] oraz Ronję, córkę zbójnika[bookLink]228043|Ronję, córkę zbójnika[/bookLink]. Właśnie odkryłam, że to ta sama autorka! Szok. Trzeba je dopisać do listy książek przeczytanych w dzieciństwie, do których chcę wrócić. Czekają już:
Eragon [bookLink]5338|Eragon [/bookLink] Ostatnie życzenie [bookLink]240310|Ostatnie życzenie [/bookLink] Uczennica maga [bookLink]4425|Uczennica maga [/bookLink] Opowieści z Narnii, cz. 1 [bookLink]91824|Opowieści z Narnii, cz. 1 [/bookLink] Kolor magii [bookLink]4560|Kolor magii [/bookLink]
Ja wiem, że nie wszystko powyżej to książki dla dzieci, ale jak to mądrze stwierdził autor artykułu: dzieci nie wiedzą, że istnieją rzeczy, które nie są dla nich.
Mnie także od pewnego czasu nachodzi na powroty do dzieciństwa. Ostatnio padło na Tolkiena - Hobbita[bookLink]144863|Hobbita[/bookLink], Władcę[bookLink]4815740|Władcę[/bookLink] i Silmarillion[bookLink]4805786|Silmarillion[/bookLink] czytałam po raz pierwszy mając lat jedenaście czy dwanaście. Zaskoczył mnie zwłaszcza Silmarillion[bookLink]4805786|Silmarillion[/bookLink],...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejTeraz już nie, bo książek tak dużo, a czasu mało... Ale w czasie studiów, głównie w czasie wakacji, seriami przypominałam sobie książki z dzieciństwa. Często więc na moim biurku leżały stosy - a to seria o Ani z Zielonego Wzgórza, a to książki Astrid Lindgren albo seria Szklarskiego o Tomku Wilmowskim. Bezcenne były miny i pytania koleżanek mojej młodszej siostry, które z niedowierzaniem pytały ją: ,,Mówiłaś, że ile twoja siostra ma lat...?!'' ;)
Teraz już nie, bo książek tak dużo, a czasu mało... Ale w czasie studiów, głównie w czasie wakacji, seriami przypominałam sobie książki z dzieciństwa. Często więc na moim biurku leżały stosy - a to seria o Ani z Zielonego Wzgórza, a to książki Astrid Lindgren albo seria Szklarskiego o Tomku Wilmowskim. Bezcenne były miny i pytania koleżanek mojej młodszej siostry, które z...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Jak to się zmienia postrzeganie; sama pamiętam jak kiedyś, lat mając trzynaście, dziwiłam się studentkom na wyjeździe z klubu sportowego, że oglądają bajki Disneya! Co więcej, rozmawiały o tym publicznie, zero wstydu czy co...
Dziś mam tyle lat co one wtedy i doceniam stare, dobre kreskówki. Oraz nowe dobre kreskówki. Oraz animce. I bynajmniej się tego nie wstydzę! :D
Jak to się zmienia postrzeganie; sama pamiętam jak kiedyś, lat mając trzynaście, dziwiłam się studentkom na wyjeździe z klubu sportowego, że oglądają bajki Disneya! Co więcej, rozmawiały o tym publicznie, zero wstydu czy co...
Dziś mam tyle lat co one wtedy i doceniam stare, dobre kreskówki. Oraz nowe dobre kreskówki. Oraz animce. I bynajmniej się tego nie wstydzę! :D
Ja mam stwierdzony infantylizm
Ja mam stwierdzony infantylizm
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamJa też z przyjemnością wracam do lektur z dzieciństwa: Ani z Zielonego Wzgórza, Przygód Tomka Sawyera i innych książek Marka Twaina, powieści Julesa Verne'a, Frances Hodgson Burnett czy Astrid Lindgren. A z naszych właśnie W pustyni i w puszczy, Akademia Pana Kleksa i cykl o Tomku Wilmowskim, ale także Słoneczko Buyno-Arctowej oraz książki Janusza Korczaka. Nie przypuszczam, żeby to było starcze zdziecinnienie, bo właściwie przez całe życie w sytuacjach trudnych, depresyjnych wracałam do swoich ulubionych, dziecięcych lektur. Na szczęście w swojej domowej biblioteczce mam półki z książkami z dawnych lat, więc łatwo mi po nie sięgać :)
Ja też z przyjemnością wracam do lektur z dzieciństwa: Ani z Zielonego Wzgórza, Przygód Tomka Sawyera i innych książek Marka Twaina, powieści Julesa Verne'a, Frances Hodgson Burnett czy Astrid Lindgren. A z naszych właśnie W pustyni i w puszczy, Akademia Pana Kleksa i cykl o Tomku Wilmowskim, ale także Słoneczko Buyno-Arctowej oraz książki Janusza Korczaka. Nie...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejWieczorami czytam synkowi (3 lata) baśnie braci Grimm i niektóre momenty omijam, bo uświadamiam sobie sens, jakiego nie widziałam będąc sama dzieckiem. W ostatniej historii ojciec wysłał swojego głupiego syna na nauki, ale ten niczego przydatnego się nie nauczył, więc ojciec zlecił go zabić i dla potwierdzenia przynieść jego język i oczy. Leśniczy zlitowal się jednak nad dzieckiem i wydłubał oczy sarnie i odciął jej język, by zmylić tym zleceniodawcę.
Wieczorami czytam synkowi (3 lata) baśnie braci Grimm i niektóre momenty omijam, bo uświadamiam sobie sens, jakiego nie widziałam będąc sama dzieckiem. W ostatniej historii ojciec wysłał swojego głupiego syna na nauki, ale ten niczego przydatnego się nie nauczył, więc ojciec zlecił go zabić i dla potwierdzenia przynieść jego język i oczy. Leśniczy zlitowal się jednak nad...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejLepiej mu czytaj wiersze Brzechwy i Tuwima. Moje bliźniaki uwielbiły wiersz o trzech kaczuszkach w tym wieku. Myślę,że wiersze braci Grimm to dla małych dzieci zbyt wcześnie. W ogóle, jak się im przyjrzeć to sa zbyt krwawe nawet dla starszych dzieci.
Lepiej mu czytaj wiersze Brzechwy i Tuwima. Moje bliźniaki uwielbiły wiersz o trzech kaczuszkach w tym wieku. Myślę,że wiersze braci Grimm to dla małych dzieci zbyt wcześnie. W ogóle, jak się im przyjrzeć to sa zbyt krwawe nawet dla starszych dzieci.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamCzytam braci Grimm, bo to mam akurat pod ręką i chcę żeby oswajał się ze słownictwem, ale masz rację, wierszyki chyba będą lepsze. Do tej pory nie zdawałam sobie sprawy z tego ile okrucieństwa zawierają baśnie. Dziękuję za sugestię.
Czytam braci Grimm, bo to mam akurat pod ręką i chcę żeby oswajał się ze słownictwem, ale masz rację, wierszyki chyba będą lepsze. Do tej pory nie zdawałam sobie sprawy z tego ile okrucieństwa zawierają baśnie. Dziękuję za sugestię.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamWróciłam właśnie do braci Grimm, ponieważ przyjaciółka dała mi na urodziny świetną wersję książki po hiszpańsku (swoją drogą - jeśli ktoś uczy się języków, to bardzo polecam te wersje ze słownikiem). I szczerze powiedziawszy - naprawdę nie widziałam tego okrucieństwa będąc dzieckiem. Mam wrażenie, że to przeszło gdzieś obok, tak zupełnie bez reakcji. Dopiero teraz w pełni uświadamiam sobie, jak okrutne były niektóre z tych opowieści. Dlatego popieram Betsy. Lepiej na razie pozostać przy Brzechwie i Tuwimie. Ja jako dziecko uwielbiałam jeszcze Andersena (chociaż to takie cholernie depresyjne historie, więc nie wiem czy się dla 3-latka nadają) i Perraulta (i w sumie tej bajki wydają się całkiem odpowiednie, chociaż już naprawdę nie do końca pamiętam ich treść).
Wróciłam właśnie do braci Grimm, ponieważ przyjaciółka dała mi na urodziny świetną wersję książki po hiszpańsku (swoją drogą - jeśli ktoś uczy się języków, to bardzo polecam te wersje ze słownikiem). I szczerze powiedziawszy - naprawdę nie widziałam tego okrucieństwa będąc dzieckiem. Mam wrażenie, że to przeszło gdzieś obok, tak zupełnie bez reakcji. Dopiero teraz w pełni...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej











