Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Tori 
victoriapisze.blogspot.com
Wiktoria, zwariowana książkoholiczka, która woli żyć w swoim własnym świecie.
18 lat, kobieta, Kraków, status: Czytelniczka, dodała: 2 cytaty, ostatnio widziana 1 tydzień temu
Teraz czytam
  • Dziwna i taki jeden
    Dziwna i taki jeden
    Autor:
    Nowa poruszająca powieść spod znaku LGBT dla nastolatków. Lula i Rory są najlepszymi przyjaciółmi. Chodzą do tej samej szkoły, uwielbiają Autostopem przez galaktykę, a po lekcjach pasjami oglądają se...
    czytelników: 512 | opinie: 30 | ocena: 6,4 (73 głosy)
  • Imperium burz
    Imperium burz
    Autor:
    Droga do tronu Terrasenu dopiero się rozpoczęła. I choć młoda królowa z każdym dniem coraz lepiej poznaje potęgę swojej magii, to wie, że nie wygra wojny z Erawanem w pojedynkę. Nadszedł czas szukania...
    czytelników: 4172 | opinie: 179 | ocena: 8,72 (1516 głosów) | inne wydania: 1

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-02-10 11:21:30
Zagłosowała w plebiscycie "Książka Roku 2017 lubimyczytać.pl"
Jakie książki były najlepsze i najpopularniejsze w roku 2017? Zagłosuj w Plebiscycie i wybierz Książki Roku 2017. Książki, Autorzy i Wydawnictwa czekają na głosy swoich czytelników. Zapraszamy!
 
2018-01-27 19:43:11
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

więta już za nami, jednak ja nie miałam wtedy czasu, by przeczytać tę wspaniałą historię. Zapewne wielu z Was zna „Był sobie pies” czy to z książki, czy to z ekranizacji. Autor postanowił napisać kolejną wspaniałą historię, tym razem jednak w klimacie świątecznym. Większość z nas kocha pieski, a małe pieski na święta? Oczywiście, że tak! Z chęcią więc sięgnęłam po tę książkę i nie zawiodłam... więta już za nami, jednak ja nie miałam wtedy czasu, by przeczytać tę wspaniałą historię. Zapewne wielu z Was zna „Był sobie pies” czy to z książki, czy to z ekranizacji. Autor postanowił napisać kolejną wspaniałą historię, tym razem jednak w klimacie świątecznym. Większość z nas kocha pieski, a małe pieski na święta? Oczywiście, że tak! Z chęcią więc sięgnęłam po tę książkę i nie zawiodłam się. Oczywiście znajdzie się kilka niedociągnięć, ale nie jest to wielki problem, zważywszy na to, że czytałam gorsze książki, a ta wypada naprawdę dobrze na tle innych.

Josh Micheales to główny bohater naszej opowieści. Mężczyzna, który swoje życie spędza właściwie sam. Jest typowym samotnikiem, pracuje jako informatyk, co także można było podejrzewać po jego stylu życia. Wszystko idzie według jego zaplanowanego życia. Wszystko komplikuje się, gdy sąsiad podrzuca mu suczkę, którą powinien się zaopiekować, niespodziewanie okazuje się, że Lucy jest ciężarna i spodziewa się małych szczeniąt. Trzeba jeszcze dodać, że nasz główny bohater właściwie nigdy nie miał zwierząt. Razem z nim przeżywamy narodziny małych, a także kilka smutnych sytuacji. Wydaje mi się, że do takiej książki jest to odpowiedni bohater. Nie potrzebujemy bohatera, który potrafi się zaopiekować tymi zwierzątkami, potrzebujemy kogoś, kto się tego dopiero uczy. Josh ma także swoje własne problemy w życiu, począwszy od ukochanej, która go porzuciła, a skończywszy na rodzinie z wieloma problemami. Poznajemy jednak wszystkie te aspekty jego życia i szczerze mu współczujemy, co więcej, kibicujemy mu, by wszystko, co robi udało mu się jak najlepiej.

Możemy w tej historii poznać Kerri, bardzo miłą panią wolontariusz, która pomaga bohaterowi poradzić sobie ze szczeniakami i samą Lucy. Jest to postać na tyle drugoplanowa, że pojawia się w życiu Josha, ale niezbyt wiele o niej wiemy w ciągu jej całego życia. Może pojawiają się tylko jakieś urywki. Rozumiem jednak sens, dlaczego została tutaj wprowadzona, bo szczerze mówiąc, bez niej mężczyzna by sobie raczej nie poradził. Wydaje mi się, że jest dla niego kimś, kto w końcu w jego życiu ma zdrowy rozum i próbuje mu to udowodnić. Świetnie się jej to udaje. Żałuje tylko tego, że jest jej tak mało i niezbyt dużo mamy o niej informacji.

Na pierwszym planie tego wszystkiego są jednak szczeniaczki i Lucy. Pieski są tutaj przedstawione w tak uroczy sposób, że nie można się oderwać od książki. Czytałam i czytałam, chcąc wiedzieć co wydarzy się dalej. Cameron ma już wprawę w pisaniu takich książek, więc dalej wychodzi mu to równie dobrze, jak za pierwszym razem. Widać, że świetnie się bawi, a język, który jest prosty tylko działa na jego korzyść. Każdy piesek jest unikatowo opisany i wiadomo, że każdy z nich jest wyjątkowy.

Jeśli wątek z psami jest bardzo interesujący, tak niektóre wątki, które działy się za szybko niezbyt przypadły mi do gustu. Rozumiem jednak, że w historii w czasie Bożego Narodzenia nie można nie dodać wątku romantycznego, ale jeśli on byłby, chociaż lepiej nakreślony, całość wypadałaby zdecydowanie lepiej i nie można by się do niczego przyczepić. Spędziłam miło czas czytając tę książkę i wiem, że prawdopodobnie w każde święta będę do niej powracać, gdyż właśnie na taki okres to bardzo przyjemna książka do czytania. Dla osób, które mają wolny wieczór w te zimowe noce naprawdę gorąco polecam usiąść pod kocykiem, z herbatą i książką w ręce. Nie zajmie Wam czytanie jej wiele dni, dla wielu będzie to tylko kilkugodzinna przygoda, ale bardzo dobra.

pokaż więcej

 
2018-01-02 18:03:26
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:
Cykl: Traitor''s Trilogy (tom 1)

Na rynku wydawniczym pojawia się miesięcznie wiele książek, jednak nie warto porównywać je do siebie. Nie można przecież porównywać Twojego ukochanego autora, który napisała ponad dwadzieścia książek do osoby, która właśnie zadebiutowała. Okazuje się, że można, jeśli takowa książka będzie pierwszą powieścią autorki, ma szansę stać się hitem. Każdy przecież jakoś zaczyna. Udowodniła nam to... Na rynku wydawniczym pojawia się miesięcznie wiele książek, jednak nie warto porównywać je do siebie. Nie można przecież porównywać Twojego ukochanego autora, który napisała ponad dwadzieścia książek do osoby, która właśnie zadebiutowała. Okazuje się, że można, jeśli takowa książka będzie pierwszą powieścią autorki, ma szansę stać się hitem. Każdy przecież jakoś zaczyna. Udowodniła nam to autorka książki, o której chcę Wam dzisiaj coś więcej powiedzieć. Na okładce ta książka jest porównywana do „Rywalek”, lecz szczerze mówiąc nie mam swojego zdania, gdyż nigdy w życiu nie sięgnęłam po tę książki. Jednak Erin Beaty świetnie sobie poradziła i pokazała coś, czego na przykład brakowało mi w „Dworze skrzydeł i zguby”, a chodzi przede wszystkim o wspaniałą taktykę i delikatny wątek romantyczny. Co do samej okładki tej książki, no cóż, mojego wzroku by w sklepie nie przykuła, ale jej opis już owszem.

Sage Fowler jest jedną z niewielu chyba kobiet w okolicy; dziewczyna postanawia, że nie będzie niczyją żoną, dopóki w tym kimś się nie zakocha. Trudna rzecz dla czasów podobnych do średniowiecza, zważywszy na to, że rodzina o niej determinacje, która być może pojawia się ze względu na prawdziwą miłość jej rodziców, którzy sami siebie wybrali, nikt ich nie połączył. Darnessa, która jest najbardziej znaną swatką i wiele dam pragnie zostać połączone ze swoim małżonkiem przy jej pomocy, postanawia zatrudnić u siebie Sage, by ta była dla niej szpiegiem. Zadanie wydaje się idealne dla naszej bohaterki, gdyż jest to naprawdę bardzo mądra dziewczyna, która ma swoje zdanie i nie pozwala innym sobą manipulować. Jak na swoje możliwości w tym świecie, pokazuje, że kobiety nie służą tylko do tego, by dobrze wyglądać, ale mogą być w równym stopniu użyteczne co mężczyźni, a nawet lepiej. Cieszę się, że nie jest jedną z tych mdłych bohaterek, do których nie mam już cierpliwości, bowiem Sage jest wykształcona, a przede wszystkim skora do pomocy, w obronie swojego kraju, a to robi z niej wspaniałą bohaterkę.

Z drugiej strony barykady mamy tajemniczego kapitana Alexandra Quinna, który wydaje się chłodnym i opanowanym perfekcjonistą, a pomyłka w życiu nie wchodzi w grę. Kiedy jednak wybiera się na misję i zmienia się wszystko. Pozornie łatwe eskortowanie dam na specjalną ceremonię okazuje się dużo bardziej skomplikowane i zawiłe niż wydawało nam się wcześniej. Kilka rozdziałów pojawia się z jego perspektywy, jednak dla mnie to wciąż za mało, chciałabym kiedyś w końcu wrócić do czytania dobrych książek z perspektywy chłopaka, ale takie zdaje się pisać tylko Riordan. Sage na początku świetnie opisała tego kapitana, który nawet zgodził się z tymi słowami. W jednym momencie, gdy prawda wychodzi na jaw, kilka osób mogłoby go znielubić, ale dla mnie to nie miało większego znaczenia, gdyż chłopak miał zadanie, a chwalenie się tym na prawo i lewo nie należało do jego obowiązków. Cieszę się też, że nie walczy bez sensu, z głową dedykuje czy dana sytuacja się opłaca, najpierw na trzeźwo podejmuje decyzje, nawet w chwilach, kiedy rozpacz najbardziej go dosięga.

Wątek romantyczny jest tutaj lekko przeplatany, choć bardzo dosadnie pokazany. Przede wszystkim nie jest on najważniejszy i będę lubić tę serię, dopóki tak się nie stanie. Najważniejsze jest ocalenie kraju, niby zwykła rzecz, która pojawia się w wielu książkach, ale niezwykle istotna, zważywszy na to, że nie będzie w niej wciskania na siłę wszystkim bohaterom drugiej połówki, bo nie zawsze to jest najważniejsze. Całość fabuły jest niezwykle ciekawa, a ja z niezwykłą przyjemnością śledziłam losy Sage i Alexandra, zastanawiając się, jakie napotkają ich jeszcze przeszkody. W wielu chwilach ta historia łamała mi serce, ale także w wielu mi je sklejała. Nie było w niej humoru, jednak nie wiem, czy takie coś pasowałoby powadze sytuacji. Tajemnice są tutaj dosłownie w każdej postaci. Znajdziemy także kilka barwnych postaci drugoplanowych, które postanawiają się wyłamać ze schematu panującego tam przekonania i udaje im się.

pokaż więcej

 
2017-12-29 11:00:50
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Ostatnio wydaje mi się, że każdy może wziąć i napisać książkę. Widzi się na rynku wydawniczym mnóstwo książek napisanych przez ludzi znanych z internetu. Tutaj różnica jest znacząca. Cara Delevingne to znana na całym świecie modelka oraz początkująca autorka, której występy możemy podziwiać w, chociażby „Legionie Samobójców” czy „Valerian i miasto tysiąca planet". Szczerze mówiąc nie za... Ostatnio wydaje mi się, że każdy może wziąć i napisać książkę. Widzi się na rynku wydawniczym mnóstwo książek napisanych przez ludzi znanych z internetu. Tutaj różnica jest znacząca. Cara Delevingne to znana na całym świecie modelka oraz początkująca autorka, której występy możemy podziwiać w, chociażby „Legionie Samobójców” czy „Valerian i miasto tysiąca planet". Szczerze mówiąc nie za bardzo, lubię szum, jaki się wokół niej wytwarza, ale rozumiem, że ludzie mają inny gust. Sięgnęłabym po tę książkę z czystej ciekawości, chcąc się dowiedzieć co, jest w niej tak niezwykłego. Okazało się, że wnętrze było wspaniałym doświadczeniem, którego na długi czas nie zapomnę. Okładka tej książki także jest wspaniała, choć gdyby było mniejsze imię dziewczyny to, może, wyglądałoby to estetyczniej.

Wszystko zaczyna się powoli, z perspektywy dzieciaka o przezwisku Red, który razem z dwójką przyjaciół szukają Naomi, znikającej, kiedy chcę nastolatki, która dla wielu chcę przyciągnąć swoją uwagę. Przyjaciele przez bardzo długi czas jej szukają, choć inni dali sobie już z tym spokój. Dla nich to nic nowego, a ona jest prawie pełnoletnia. Red, Leo i Rose starają się żyć normalnie, ale bez najlepszej przyjaciółki nic nie trzyma się tak, jak wcześniej. Zespół pod nazwą „Mirror mirror” powoli dąży ku upadkowi i nic nie jest w stanie chyba tego powstrzymać. Jednak wszystko zmienia się w chwili, w której Naomi zostaje znaleziona, ledwie żywa i wyciągnięta z Tamizy. Dziewczyna trafia do szpitala i leży tam w śpiączce. Wydaje się, że to koniec tej opowieści, prawda? Nie można być w większym błędzie. Red odkrywa, że to nie musiała być zwykła ucieczka, a porwanie. Od tamtej chwili odkrywamy sekrety głęboko zaszyte w każdym bohaterze, których nie chcę nikomu pokazać. A Ty, co widzisz, kiedy spoglądasz w lustro?

Mamy szansę poznać każdego z tych bohaterów w różny sposób i dowiedzieć się o ich prawdziwym „ja”, który każdy z nas ma głęboko w sobie i nie zawsze chcemy to komuś pokazać. Najwięcej jest jednak o Red i przy tej postaci warto się zatrzymać i przemyśleć co właściwie ten bohater przeżywa. Największy szok jednak dla mnie pojawił się w chwili, w której następuje punkt kulminacyjny tej postaci i wszystko na jej temat wychodzi na jaw. To naprawdę był dla mnie niezły szok, ale to odważny krok w stronę tolerancji. Najbardziej kontrowersyjną postacią według mnie jest Rose. Ja chciałabym się na niej bardziej skupić i pokazać, że to intrygująca postać, która dostałą dla siebie za mało czasu na rozwinięcie się. Na pewno nie jest tak próżna, za jaką się podaje i właśnie jej perspektywy mi brakowało. Co do Leo to myślę, że o jego losie wiemy tyle, ile nam właściwie wystarczy i nic więcej nie jest nam potrzebne. Jego życie nie było bardzo istotne, choć on również ma swój udział w tej historii.

Oczywiście mamy też kilka pośrednich postaci, które bardziej lub mniej łączą się z tą opowieścią, ale zwrot akcji w ostatniej chwili zwalił mnie z nóg. Naprawdę. Nie spodziewałam się tego, ale rozumiem co, miało to zasugerować. W prawdziwym życiu nie krzywdzą nas tylko nieznajomi. Historia wymyślona przez autorkę ma na celu nauczenie nas, by nie bać się swojej osobowości, bo każdy jest wspaniały na swój sposób. Nie da się zrezygnować z bycia sobą, by inni Cię akceptowali. Każda z tych postaci ma na celu pokazanie tego i bardzo mi się to podoba, bo bałam się, że zawiodę się tą książką. Na samym początku myślałam, że historia jest rodem skopiowana z "Papierowych miast", w których zresztą autorka grała, ale wszystko później się skomplikowało i nie dało się obojętnie odłożyć tej książki. Ja czytałam ją niemal z prędkością światła. Relacje pomiędzy trójką tych bohaterów są świetne i na każdą z nich poświęcono trochę czasu, a to się ceni w takich książkach.

Mogę tylko powiedzieć, że jeśli lubicie historię o nastolatkach z problemami i rozwiązywaniem zagadek to ta pozycja jest dla Was. Myślę, że jest to coś podobnego w stylu „13 powodów". Ile tej książki napisała Cara, a ile nie to nie mi sposób oceniać, ale wyszła ona całkowicie dobrze. Jak na fakt, że naprawdę za autorką nie przepadam.

pokaż więcej

 
2017-12-25 13:01:29
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:
Cykl: The Perfect Game (tom 1)

Każdy z nas ma jakieś pasje, jedni angażują się bardziej, a drudzy mniej, ale one nas kształtują. To samo dzieje się z bohaterami J. Sterling. Stworzyła ona całkowicie dwie różne postacie, jak zazwyczaj bywa przy takich książkach. Nie można się jednak spodziewać wiele po romansach, mówią inni ludzie, ale ja niezbyt się z tym zgadzam. Ta książka ma swoje plusy i minusy, nie jest idealna, ale... Każdy z nas ma jakieś pasje, jedni angażują się bardziej, a drudzy mniej, ale one nas kształtują. To samo dzieje się z bohaterami J. Sterling. Stworzyła ona całkowicie dwie różne postacie, jak zazwyczaj bywa przy takich książkach. Nie można się jednak spodziewać wiele po romansach, mówią inni ludzie, ale ja niezbyt się z tym zgadzam. Ta książka ma swoje plusy i minusy, nie jest idealna, ale nie ma takich książek. Możemy się jednak z niej dowiedzieć na temat tego, jak Ci bohaterowie odbierają swoje pasje i jest to jak najbardziej na plus. Na początku czytania książka wydawała się jak każda inna z tego gatunku. Typowy bad boy i szara myszka, na którą on zwraca uwagę, mimo że wcześniej nie angażował się w nic. Jednak głębszy sens tych bohaterów poznajemy na kolejnych kartkach ich historii.
Cassie, nasza główna bohatera, kocha fotografię i wiąże z nią swoją przyszłość. Jej dość specyficzna rodzina nie pomaga jej w utrzymaniu się na studiach, a poszła tam tylko z dobroci innych ludzi. Dość wycofana ze społeczeństwa potrafi jednak uchwycić najlepsze kadry według wielu osób. Niestety nie przypadła mi w ogóle do gustu, jest jedną z tych bohaterek, które szczerze działają mi na nerwy. Jej ciągłe zmienianie decyzji nie działało dobrze na jej korzyść, a bycie zazdrosnym już w ogóle. Poza tym jest ona dość bezpłciowa, nie można wiele o niej powiedzieć oprócz tego, że interesuje się fotografią i rozpacza po tym, co straciła. Nie jest złożona jednak z samych negatywnych cech, bowiem jej docinki w stronę Jacka bywały jak najbardziej zabawne no i oczywiście polubiłam ją przez pasję. Sama uczęszczam na taki sam zawód, co ona, więc w tym też jest wielki plus.
Jack to nasz tytułowy bad boy tej opowieści. Przyznam się szczerze, że choć takich postaci jest mnóstwo w książkach, to bardzo lubię takie postacie. Wiem, że staną się one miękkie później, ale zawsze lubię sprawdzać, czy ich sarkastyczny charakter zostanie na zawsze. On oddał się pasji na całego i do pewnego momentu jest dla niego najważniejsza. Ma jednak wiele swoich wad i nie boi się tego pokazywać. Jack jest tą dobrze poprowadzoną tutaj postacią, bowiem można zobaczyć w nim głębie, a to, co pokazuje światu, to nie jest do końca prawdziwy on. Na wielki plus można zaliczyć jego relacje z bratem i dziadkami, sceny z ich wspólnym udziałem były takie naturalne, że czytałam je z niemałym uśmiechem na ustach, bo ta rodzina mimo wielu problemów nadal bardzo się kocha i można im dopingować.
Cała historia niewiele różni się od innych romansów, ale znam wiele osób, które pomimo tego, że schemat się powtarza to nie potrafią się oderwać od takich książek. Autorka stworzyła lekko gorszą główną bohaterkę, ale nie zepsuła całkowicie tej książki. Prosty język idealnie oddał fakt, że oni są tylko nastolatkami, a brak przydługich opisów nie sprawił, że zasypiałam nad książką. Może gdyby popracować troszeczkę nad Cassie to oceniałabym te książkę jeszcze lepiej. Jednak najgorszym błędem, nie mogę powiedzieć czy w tłumaczeniu, czy w oryginale był fakt, że dziewczyna ściągała z aparatu błędem. Strasznie nie mogłam tego przeboleć, bowiem na z obiektywu nie ściąga się blendy, a dekielek czy zwykła osłonka na obiektyw. Raczej większość osób nie zwraca na to uwagi, ale fakt, że ja mam po prostu dużo do czynienia z takimi rzeczami nie pozwalał mi przejść obok tego obojętnie. Najbardziej podobało mi się jednak zamieszanie z wyjazdem chłopaka i tym, co się tam stało. Spodziewałam się, że ta historia się tak zakończy, ale nie mogłam sobie pozwolić na to, by nie dowiedzieć się jak Jack się tego dowie.
Ta książka jest dla osób, które lubią romanse, bo jeśli ktoś nie może znieść tego gatunku to po prostu nie ścierpią tego, bo dla nich schemat będzie się powtarzał. Kiedy zaczynałam czytać tę książkę osobiście myślałam, że jest to jakaś jednotomowa książka, a okazało się, że to jest seria, z czterema częściami. Nie jestem pewna co można tu jeszcze kontynuować, ale jeśli wydawnictwo postanowi wydać te książki po polsku to pewnie z ciekawości je przeczytam.

pokaż więcej

 
2017-11-20 20:17:28
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

Czuję, że to powoli staje się obsesją. Z wytęsknieniem, zapisuje w kalendarzu te terminu. Czekam. Marzę. Zastanawiam się, co będzie w środku. Kiedy pojawia się na rynku, połykam niemalże w jeden dzień. Nie degustuje się. To nie dla mnie. Połykam, chłonę historię zapisaną na kartach tej książki. Pragnę poznać co dalej. To wszystko dzieje się za każdym razem, gdy czytam książki Riordana. Nie... Czuję, że to powoli staje się obsesją. Z wytęsknieniem, zapisuje w kalendarzu te terminu. Czekam. Marzę. Zastanawiam się, co będzie w środku. Kiedy pojawia się na rynku, połykam niemalże w jeden dzień. Nie degustuje się. To nie dla mnie. Połykam, chłonę historię zapisaną na kartach tej książki. Pragnę poznać co dalej. To wszystko dzieje się za każdym razem, gdy czytam książki Riordana. Nie umiem tego zmienić. To wielkie uwielbienie względem jego, które narodziło się w mojej głowie i nie potrafi zniknąć. Nawet jeśli historia się już kończy. Tak, jak ta. Magnus Chase właśnie się skończył, kolejna wspaniała trylogia, do której będę chętnie wracać. Tak, jak do każdej książki tego autora. Jednak jestem świadoma, że ta książka ma całkiem inne znaczenie dla mnie, a wszystko to za sprawą dziwnie innego środka historii, które urzekło mnie, pokazując, że wujek Riordan się jeszcze nie skończył. Zapraszam Was na wcześniejsze, o wiele krótsze recenzje poprzednich części, czyli „Miecz lata” oraz „Młot Thora".
Trzeba pamiętać, że Magnus Chase jako główny bohater jest jedyny w swoim rodzaju. Pokazuje, że ludzie nie zawsze są tacy wspaniali i idealni jak Percy, Jason, Annabeth oraz reszta tych postaci, które zdążył wymyślić mój ukochany autor. Nasz bohater nie jest zbytnio w niczym dobry, jego gadający miecz Jack tak naprawdę walczy za niego, on zbytnio nie radzi sobie w tej dziedzinie. Wszyscy jego przyjaciele są uzdolnieni, a on w całym tym zamieszaniu jest przeciętnym chłopakiem. To coś, co warto zaznaczyć, bowiem rzadko zdarza się taki bohater w książkach fantasy. Inni są raczej wspaniali, posiadający swoje wady, ale doskonale radzą sobie w walce, nie uciekają przed nią. Magus zrobiłby wszystko, by nie doszło do feralnego Ragnaroku. Wszystko, byleby tylko nie walczyć i zawieść przyjaciół. On widzi w sobie tylko wady, żadnych zalet. Jak zwykły chłopak, który przez całe swoje życie nie wiedział, w jakim naprawdę świecie żyje ma sobie poradzić? No cóż, ma on swój spryt, swoje wartości w życiu i to one go ratują, pokazują nam, że choć nie radzi sobie z walką, jest dobry w innych rzeczach. Wybija go to na tle innych i to zdecydowanie na plus.
Chciałabym jeszcze wspomnieć o wielu innych postaciach, ale boję się, że recenzja ciągnęłaby się w nieskończoność. Alex to moja ulubiona postać z tej serii, taka żywa, pokazująca siebie i nieukrywająca tego. Ma w sobie coś, co przyciąga jak magnes i nie pozwala uciec, więc rozwinięcie tej postaci było dla mnie bardzo ważne, podoba mi się to, że autor nie boi się tworzyć kontrowersyjnych postaci. Siostra Alex też jest warta uwagi, bowiem Samira pokazuje, że będąc córką Lokiego można także wierzyć w normalne życie, w Boga, który istnieje. Samira jest bowiem muzułmanką, ze swoimi tradycjami, a na misję wybiera się w czasie ramadanu, co według mnie pokazuje jej wiarę, jaka ona jest dla niej ważna, a to nadaje jej autentyczności. To chyba postacie, które zapadną w mojej głowie na zawsze, choć tak naprawdę każdego da się tutaj polubić. Muszę tylko przyznać, że Loki wypadł dość mdłe i żałośnie na tle nich wszystkich, nie za bardzo chyba wszystko ogarnął, ale doskonale wiemy, dlaczego właśnie tak się stało w akcji.
Cała opowieść wkręcona w tę książkę jest typowym wątkiem u Riordana. Pokonanie zła, wyprawa, zdobywanie po drodze ważnych rzeczy i wielki finał. Tutaj jest jednak inaczej. Lepiej niż w innych książkach według mnie. Punkt kulminacyjny to było coś. Nie spodziewałam się takiego czegoś, czekałam na typowego Riordana, a dostałam przepiękny zabieg, który wprowadzał na moje usta uśmiech. Dlatego też nie mogłam przestać patrzeć się na to zdziwiona. Rozwinięcie bohaterów, zamknięcie wielu wątków, niektóre sceny były wręcz smutne, nie do zniesienia, inne niż zwykle zabawne do bólu, sprawiające uśmiech na twarzy. To jest to, co uwielbiam w tych książkach. Muszę przyznać, że nic się nie zmieniło w stylu pisania autora, ale to dobrze, przyzwyczaiłam się go już i uwielbiam go. Rick Riordan dalej zostaje w mojej trójce ulubionych autorów i chyba nigdy z niego nie zrezygnuje. A Wy mieliście możliwość przeczytania jakiejś jego książki. Podobały się Wam?

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
354 46 226
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (10)

Ulubieni autorzy (4)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (18)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd