Radosław Gabinek 
osinskipoludzku.blogspot.com, https://www.instagram.com/psc79, https://www.facebook.com/Osinski-792203237555679
"W dzieciństwie nauczyłem się całować chleb i książki" - Salman Rushdie
39 lat, mężczyzna, Żywiec, status: Czytelnik, dodał: 7 książek i 5 cytatów, ostatnio widziany 1 dzień temu
Teraz czytam
  • Inni ludzie
    Inni ludzie
    Autor:
    Miasto zatrute smogiem i pogardą, drogie auta, tanie relacje, wysokie aspiracje i najniższe pobudki. Z dzikich potoków hiphopowej nawijki wyłania się wizja współczesnej Warszawy najwyższej literac...
    czytelników: 713 | opinie: 55 | ocena: 7,49 (260 głosów)
  • Najlepszy trener na świecie. Wywiad rzeka z Jackiem Gmochem
    Najlepszy trener na świecie. Wywiad rzeka z Jackiem Gmochem
    Autorzy:
    Trener Gmoch, który z taką swadą komentuje najważniejsze piłkarskie rozgrywki na antenie stacji telewizyjnych, to jedna z największych osobowości w środowisku piłkarskim, nie tylko w skali Polski. O...
    czytelników: 54 | opinie: 5 | ocena: 6,45 (20 głosów)
  • Przedawnienie
    Przedawnienie
    Autor:
    Przeniesiony dyscyplinarnie z dochodzeniówki do archiwum młody policjant Tomáš Volf trafia na nierozwiązaną sprawę z 1991 roku. W zapomnianej przez świat wiosce przy granicy czesko-austriackiej doszło...
    czytelników: 61 | opinie: 7 | ocena: 7,33 (15 głosów)
  • Stając się sobą. Pamiętnik psychiatry
    Stając się sobą. Pamiętnik psychiatry
    Autor:
    Stając się sobą to autobiografia Irvina D. Yaloma, emerytowanego profesora psychiatrii kalifornijskiego Uniwersytetu Stanforda. Słynny psychoterapeuta o ogromnym doświadczeniu zawodowym i talencie pis...
    czytelników: 39 | opinie: 2 | ocena: 6,67 (3 głosy)
  • Vernon Subutex. Tom 3
    Vernon Subutex. Tom 3
    Autor:
    Życie Vernona przyspieszyło jak transfer danych w internetowym gniazdku. Subutex, który sprzedawał płyty z muzyką, wolny ptak lat dziewięćdziesiątych, trafia do klatki XXI wieku. Ekran smartfona odebr...
    czytelników: 54 | opinie: 0 | ocena: 8 (2 głosy) | inne wydania: 1

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-07-17 21:16:06
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
 
2018-07-17 21:15:39
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
 
2018-07-17 21:02:01
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
Cykl: Vernon Subutex (tom 3)
 
2018-07-09 23:54:43
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018 rok

Osinskipoludzku.blogspot.com

Wszystko ma swój koniec i tenże koniec przyszedł też na jedną z najbardziej znanych profilerek polskiego kryminału. O Saszy Załuskiej - bohaterce serii autorstwa Katarzyny Bondy wiele się pisało, z tego co zdążyłem zauważyć to niestety głównie źle. Przyznam szczerze, że trudno mi zrozumieć dlaczego tak wielu czytelnikom nie przypadła do gustu saga Katarzyny Bondy....
Osinskipoludzku.blogspot.com

Wszystko ma swój koniec i tenże koniec przyszedł też na jedną z najbardziej znanych profilerek polskiego kryminału. O Saszy Załuskiej - bohaterce serii autorstwa Katarzyny Bondy wiele się pisało, z tego co zdążyłem zauważyć to niestety głównie źle. Przyznam szczerze, że trudno mi zrozumieć dlaczego tak wielu czytelnikom nie przypadła do gustu saga Katarzyny Bondy. Ja natomiast należę do fanów tej serii i bardzo polubiłem tą postać.



"Czerwony pająk" okazał się być uwieńczeniem dzieła na miarę oczekiwań. Już od samego początku, poraz kolejny już zresztą autorka zwraca uwagę ogromem pracy włożonym w budowanie tła dla toczącej się akcji. To co dla niektórych jest wadą tej powieści, czyli mnogość szczegółów i opisów, w moim odczuciu dodaje specyficznego klimatu tej powieści. Mi nie przeszkadzają te dłużyzny i wątki poboczne i nie bardzo rozumiem jak można się przy nich nudzić. Ilość bohaterów może i jest w stanie się równać z "Grą o tron" Martina, ale podobnie jak u niego otrzymujemy tu intrygę najwyższych lotów. Warto więc skupić się i zpamiętać te wszystkie postacie, aby potem czerpać satysfakcję z łączenia tych wszystkich nici.



Katarzyna Bonda stworzyła taką polską "Gomorrę" i pewnie gdyby był to scenariusz serialu bądź filmowy to wszyscy byliby zadowoleni. Problem w tym, że to książka i w związku z ogromem materiału jest mocno obszerna, a to niektórych przeraża. Nie polecam więc "Czerwonego pająka" tym którzy poszukują czegoś łatwego i przyjemnego, bo jest to bardziej wyrafinowana literatura wymagająca uwagi i ciągłej koncentracji. Nie znaczy to jednak, że nie ma tu miejsca na rozrywkę, elementy humorystyczne, czy też słodko-gorzkie aluzje do efektów nie do końca udanej transformacji ustrojowej. Bonda jednym razem z przekąsem, a innym razem potępiajaco ukazuje stopień patologii w polskim życiu publicznym. Różnica pomiędzy politykiem, policjantem, a gangsterem ma charakter tymczasowy, a czasem można się wręcz pogubić w tym kto jest dobry, a kto zły. Zainteresowani zmieniają strony, rozwiązują sojusze i zawiązują nowe, a wszystko to przy udziale służb bezpieczeństwa. Pomimo, że zmieniają się rozgrywający to układ trwa, a każdy niemal jest umoczony. Takie polskie bagienko doskonale narysowane przez królową polskiego kryminału.



Sasza tym razem zaczyna gdzieś w tle toczących się zdarzeń. Zostaje przyćmiona przez walkę gangów o wpływy i kontrolę nad kanałem przerzutowym narkotyków biegnącym przez nasz kraj. Na arenę wkraczają coraz to nowi gracze, kolejni bohaterowie zaznaczają swoją nieobecność, a centralna postać sagi gdzieś jakby w tle. Szybko jednak może się okazać, że zostaliśmy zrobieni w bambuko i Sasza ciągle jest obecna i stanowi ważne ogniwo wydarzeń. Co ma wspólnego główna bohaterka z wojną gangów na Wybrzeżu? Tej frajdy wynikającej z rozwiązania zagadki nie będę nikomu zabierać, zaznaczam jednak ze niemal każdy bohater ma znaczenie dla rozwiązania zagadki i jeśli chcecie mieć naprawdę satysfakcjonujący finał tej książki to należy uważnie śledzić losy każdej z postaci. Zważając na fakt, iż Katarzyna Bonda pisze tę historię z różnych perspektyw i poraz kolejny stawia na wielowątkowość to tylko najwytrwalsi będą w stanie poskładać wszystko do kupy i należycie zinterpretować to co leży za zbrodnią w "Czerwonym pająku". Tym większa satysfakcja z jej uważnej lektury.



Mocno polecam cykl "Cztery Żywioły", który Katarzyna Bonda kończy "Wodą" udowadnia w finale czym jest i powinien być dobry kryminał. Nie sugerował bym zniechęcać się po nieprzychylnych opiniach, gdyż to co dla kogoś jest wadą, to dla wytrawnego czytelnika będzie prawdziwą ucztą. Miłej lektury!

pokaż więcej

 
2018-07-09 11:50:51
Ma nowego znajomego: Galene
 
2018-07-07 20:51:39
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Autor:
 
2018-07-02 11:24:15
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018 rok
Autor:

Osinskipoludzku.blogspot.com

Ehhh...stary jestem już, bo kiedy czytałem książkę Anny Cieplak to zobaczyłem że język jakim posługują się jej bohaterowie to już całkiem inna bajka niż to jak porozumiewaliśmy się w młodości ja i moi rówieśnicy. Zresztą nie chodzi tylko o sam język, ale również o rodzaj emocjonalności, świat wartości i ogólnie wizję świata. Spokojnie, nie będę tu szedł w banały...
Osinskipoludzku.blogspot.com

Ehhh...stary jestem już, bo kiedy czytałem książkę Anny Cieplak to zobaczyłem że język jakim posługują się jej bohaterowie to już całkiem inna bajka niż to jak porozumiewaliśmy się w młodości ja i moi rówieśnicy. Zresztą nie chodzi tylko o sam język, ale również o rodzaj emocjonalności, świat wartości i ogólnie wizję świata. Spokojnie, nie będę tu szedł w banały typu "kiedyś było lepiej", bo pewnie na fali sentymentu każde pokolenie, które dojrzeje ma przekonanie że ich dzieciństwo było wyjątkowe.



"Ma być czysto" to historia o dojrzewaniu, zbyt szybkim, wręcz pospiesznym, które z pewnością utrudnia budowanie tożsamości w oparciu o zdrowe poczucie własnej wartości. W książce Anny Cieplak dzieci chcą być dorosłe ale nie bardzo wiedzą jak. W międzyczasie pochłania ich nieustanna rywalizacja o szukanie akceptacji za wszelką cenę, nawet kosztem własnych granic, które nomen omen są mocno zatarte. Dzieci są tu pozostawione sami sobie przede wszystkim z uwagi na brak rodziców, wzorców, jasnych autorytetów. Anna Cieplak świetnie kreśli obraz polskiego społeczeństwa że wszystkimi jego bolączkami i robi to tak, że książkę czyta się dosłownie jednym tchem. Obnaża przy tym bezduszność i niesprawiedliwość systemu, który uderza w tych którzy bronić się nie potrafią, a ci którzy nauczyli się pływać po powierzchni funkcjonują na innych zasadach i ich zdają się nie dotyczyć te same problemy z którymi zmagają się ci naznaczeni metką "dysfunkcja".



Blisko mi do tematów poruszanych przez Annę Cieplak w tej książce gdyż szlag mnie trafia kiedy zamiast konkretnej diagnozy problemów dzieci i młodzieży w Polsce podejmowane są działania po omacku. Nie można według mnie inaczej postrzegać spłycania trudności w sferze systemu szkolnictwa do kwestii obecności bądź nie gimnazjów w polskiej szkole. Najlepiej chyba odzwierciedlającymm problem określeniem, które przychodzi mi do głowy w tym aspekcie są "pozory". Rodzice w "Ma być czysto" pozorują oddziaływania wychowawcze, dziecię udają że liczą się z tym co mówią rodzice, rodziny tylko z pozoru zaspokajają poczucie bezpieczeństwa, a relacje w nich są tylko w deklaracjach oparte na bliskości i zaufaniu. Pedagodzy, kuratorzy i opieka społeczna reagują na to wszystko sztampowo i z wyłączeniem indywidualizmu gdyż nie ma na to czasu i prościej jest władować wszystkich do jednego wora. Wszyscy jakby za wszelką cenę chcieli zapomnieć, że ryba psuje się od głowy.



Nie wiem czy taki miała zamiar autorka, ale wzbudziła we mnie jako czytelniku nastroje niemalże anarchistyczne. Chciałoby się rozpieprzyć ten system od środka i nie pozwolić by jego twórcy nadal udawali, że działa bez zarzutu. Ostrzegam bowiem lojalnie, iż lektura "Ma być ciepło" to gwarantowany koktajl uczuciowy o zabarwieniu bezsilności i frustracji z uwagi na bardzo mocy wydźwięk niesprawiedliwości społecznej. Całe szczęście, że są jeszcze autorzy, którzy nie mają zgody na tę rzeczywistość i kontestują rzeczywistość w której przyszło nam żyć.

pokaż więcej

 
2018-06-29 22:21:38
Ma nowego znajomego: bsuk
 
2018-06-24 09:05:30
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018 rok

Osinskipoludzku.blogspot.com

Kiedy sięga się po książki Wojciecha Tochmana to nie ma co liczyć na piękno i pokrzepienie serca, ale przecież nie taka rola reportera. Jego zadanie polega na przedstawieniu faktów i z tego zadania Tochman wywiązuje się znakomicie, a że przy okazji konfrontuje on czytelnika z ludzkim okrucieństwem... no cóż tacy też potrafimy być choć trudno nam przyznać się do...
Osinskipoludzku.blogspot.com

Kiedy sięga się po książki Wojciecha Tochmana to nie ma co liczyć na piękno i pokrzepienie serca, ale przecież nie taka rola reportera. Jego zadanie polega na przedstawieniu faktów i z tego zadania Tochman wywiązuje się znakomicie, a że przy okazji konfrontuje on czytelnika z ludzkim okrucieństwem... no cóż tacy też potrafimy być choć trudno nam przyznać się do tej części naszej natury.

"Dzisiaj narysujemy śmierć" to bodaj najtrudniejsza pozycja autorstwa Wojciecha Tochmana, którą dane mi było czytać, a jednocześnie uważam że jest to lektura obowiązkowa, z gatunku tych ku przestrodze. Należę do pokolenia dla którego Rwanda już na zawsze będzie się kojarzyć z maczetą i krwawymi wydarzeniami, które rozegrały się pomiędzy dwoma zantagonizowanymi plemionami Tutsi i Hutu. W roku 1994 kiedy dochodziły do nas informacje o ludobójstwie, które odbywało się właśnie w tym małym afrykańskim kraju, pamiętam jak dziś że widok tych tabunów uchodźców budził przerażenie i trwogę niemal wszystkich. Sporo się zmieniło od tego czasu gdyż obecnie jako społeczeństwo nie jesteśmy tak jednomyślni na widok uchodźców z Syrii i innych państw naznaczonych wojną, którzy stoją u wrót Europy. Obecnie wielu z nas włącza się zimna kalkulacja na temat tego kto zasługuje na pomoc a kto nie koniecznie, dlatego też wznowienie książki Wojciecha Tochmana nie mogło mieć miejsca w lepszym momencie. Pytanie tylko czy nawet tak bezpośredni i twardy reportaż ma szansę obudzić empatię w społeczeństwie tak mocno zfokusowanym na własnej wygodzie i coraz to bardziej egoistycznych potrzebach. W każdym razie zawsze znajdzie się choć garstka tych, którzy będą czytać książki tego typu i oburzać się na niesprawiedliwość na tym świecie i dla nas właśnie ta książka jest adresowana.

Wojciech Tochman jedzie do Rwandy, aby lata po krwawych wydarzeniach badać piętno jakie zaznaczyły one na tym narodzie. Pamięć jest instrumentem mocno zaznaczajacym się na tożsamości każdego narodu. Nie inaczej jest w przypadku Rwandy i choć istnieje presja rządzących co do tego co można, a nie można mówić odnośnie wydarzeń z przed lat, to zapomnieć nakazać się niczego nie da. Rozmówcy Tochmana pamiętają jak to w momencie próby jedni zdawali egzamin z człowieczeństwa, a inni nie. Podczas gdy instytucje zawiodły niemal bez wyjątku, to na pojedyncze jednostki można było liczyć w chwili zbliżającej się śmierci. Obok bowiem tych, którzy poddali się masowej histerii i ulegli bratobójczej patanoji, znaleźli się również i tacy ludzie u których Tutsi znaleźli schronienie i ratunek przed maczetami Interahamwe. Znaleźli się więc i tacy, którzy wprost sprzeciwiali się przemocy, znaleźli tacy którzy na swych strychach trzymali kobiety w ciąży, znaleźli i tacy którzy brali pod protekcję dzieci Tutsi. Więcej jednak było tych, którzy egzaminu z człowieczeństwa nie zdali i kiedy trzeba było wstawić się za słabszym nie tylko nie pomagali, ale i przykładali rękę do rzezi. Co do wspomnianych instytucji to zarówno ONZ jak i Kościół jak i rządy najbardziej wpływowych państw na świecie bardziej pozorowały działania niż realnie działały na rzecz zapobiegania toczącej się rzezi. Poczucie opuszczenia, krzywdy i żalu to dominujące uczucia u rozmówców Wojciecha Tochmana.

Ciężko czytało mi się tę książkę. Raz po raz towarzyszyła mi wściekłość i oburzenie na to co jak mi się wydawało przebrzmialo przez te ponad dwadzieścia już lat i należy już do przeszłości, do historii. Jak się jednak okazuje dopóki żyją ludzie, którzy pamiętają co się wydarzyło, dopóki nie zostaną wprost nazwane winy, zaniedbania, jak również zwykła obojętność wśród uczestników ludobójstwa w Rwandzie, dopóty pozostanie poczucie krzywdy na tyle silne, że uniemożliwi rozwój i pójście do przodu. Mocno czuć z kart książki "Dzisiaj narysujemy śmierć", że są tacy którzy próbują na siłę zmusić wszystkich do skupienia na przyszłości podczas gdy wciąż w przestrzeni publicznej żyją zarówno sprawcy jak i ofiary. Uniemożliwia się im prawdziwe zadośćuczynienie i żałobę w imię szeroko pojętych partykularnych interesów. Próbuje się sztucznie wpływać na naturalne procesy, które powinny wynikać z tej najważniejszej, czysto ludzkiej perspektywy. Nie da się natomiast oszukać pamięci i to w jej imieniu wypowiada się w tej książce Wojciech Tochman.

Zachęcam mocno do lektury "Dzisiaj narysujemy śmierć" także z innego powodu. Książka ta rzuca bowiem również światło na trudne tematy dotyczące historii organizacji międzynarodowych, w tym przede wszystkim Kościoła. Czytelnik ma okazję samemu wyrobić sobie zdanie na temat moralnego prawa do społecznej krytyki tych, którzy ze sporą łatwością ferują wyroki i pouczają o tym co dobre i złe, a samo raz po raz zawodzą w obliczu kryzysu i nie są przejrzyści moralnie patrząc choćby na to jakie priorytety kierowały nimi podczas wydarzeń w Rwandzie.

pokaż więcej

 
2018-06-22 13:07:42
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018 rok

Osinskipoludzku.blogspot.com


Wrażliwości tego marokańskiego pisarza zdążyłem już doświadczyć wcześniej, kiedy to objaśniał islam z perspektywy dziecka. Jeśli ktoś jest ciekawy to wystarczy poszperać na blogu za opinią. To był początek pięknej przyjaźni. Teraz kiedy leżę na plaży na tunezyjskiej Djerbie, a Maroko nigdy nie było bliżej, przyszła idealna pora na zapoznanie się z jego...
Osinskipoludzku.blogspot.com


Wrażliwości tego marokańskiego pisarza zdążyłem już doświadczyć wcześniej, kiedy to objaśniał islam z perspektywy dziecka. Jeśli ktoś jest ciekawy to wystarczy poszperać na blogu za opinią. To był początek pięknej przyjaźni. Teraz kiedy leżę na plaży na tunezyjskiej Djerbie, a Maroko nigdy nie było bliżej, przyszła idealna pora na zapoznanie się z jego najbardziej znanym dziełem. "To oślepiające, nieobecne światło" jest książką, która głęboko wchodzi w duszę i pewnie na długo w niej pozostaje. Jej lektura to wydarzenie metafizyczne, prawdziwa duchowość której nie doświadczycie przy pomocy żadnej zinstytucjonalizowanej formy kultu religijnego.

Ta historia zdarzyła się naprawdę. Podczas nieudanego przewrotu i próby obalenia króla Maroka Hassana II, która to próba skończyła się klęską, do celi o wielkości grobu trafia Salim i jak się później okaże przyjdzie mu tam spędzić 18 lat. Pobyt w tajnym więzieniu Tazmamart to liczne tortury zmierzające do odczłowieczenia, do złamania ducha i sprowadzenia uczestników przewrotu do roli żywych trupów. Bohater tej powieści postara się tym zakusom przeciwstawić i pozostać człowiekiem przy pomocy siły ducha, wiary w Allaha. Salim kieruje się przy tym bardzo silnym pragnieniem aby przetrwać i dać świadectwo o wszystkim tym co spotkało jego i jego towarzyszy niedoli. W przeciwnym wypadku może się okazać, że nikt nigdy nie dowie się o tym, że tajne więzienie istniało, a śmierć wszystkich tych którzy nie zdołali przetrwać zostanie wymazana na kartach historii. Salim stara się więc nie tylko dla siebie, ale dla wszystkich tych z którymi tworzył specyficzną wspólnotę podczas pobytu w Tazmamart.

Czytałem wiele książek traktujących o tym do jakich okropieństw zdolny jest człowiek wobec drugiego człowieka, ale takiej jak ta jeszcze nigdy. Tahar Ben Jelloun dokonał czegoś niebywałego, gdyż pisząc o rzeczach które zwykle powodują u mnie wściekłość, zrobił to w tak nietypowy sposób iż bardziej niż na nienawiści wobec oprawców skupiłem się na uznaniu dla Salima, a jest za co go podziwiać. Przemiana duchowa jakiej dokonuje on po uwięzieniu wydaje mi się czymś niedoścignionym. Na początek wyzbywa się nienawiści do swoich politycznych przeciwników, w tym do ojca który go porzucił a w obliczu kryzysu wyrzekł się go. W dalszej kolejności uczy się oddzielać ducha od ciała, aby nie pozwolić go zbrukać, zniszczyć jak powłokę, która tego ducha przechowuje, a ulega coraz to bardziej postępującej degeneracji. Ponadto uczy się pokory wobec świata w którym przyszło mu żyć, a jak się okazuje nawet w celi wielkości grobu i w odcięciu od zewnętrznego świata człowiek nigdy nie jest zupełnie sam i nawet skorpion zasługuje na prawo do istnienia. Salim na nowo odkrywa też wagę i znaczenie najbardziej przyziemnych czynności i uczy się tego jak ważna może być jego opowieść dla drugiego człowieka, jak pozwala podtrzymać nadzieję, pozostać przy życiu. Mógłbym tak jeszcze wymieniać długo, jednak zamiast wyręczać was w szukaniu własnego przesłania, poprzestanę na tym iż w toku lektury osobiście zacząłem doświadczać czegoś na kształt duchowego przeżycia. Jestem za to ogromnie wdzięczny autorowi, bo chyba nie ma lepszej rekomendacji dla pisarza ponad to, iż lektura jego dzieła staje się wydarzeniem o wymiarze transcendentnym.

"To oślepiające, nieobecne światło" jest opowieścią o tym, jak czasem musimy stracić, aby zyskać. Jest świadectwem tego czym tak naprawdę powinna być wiara, która w swej prawdziwej postaci jest afirmacją miłości, a nie zaproszeniem to nienawiści. Jeśli kiedykolwiek blisko mi jest do poszukiwania wiary to jedynie w takiej formie jak proponuje to właśnie Tahar Ben Jelloun. Cudnie się to czyta, z jednej strony jakoś tak nieśpiesznie a jednocześnie pochłonąłem to książkę za jednym zamachem. Na sam koniec pozostałe z refleksją, iż czasem wstyd mi za swoje wygórowane potrzeby i oczekiwania podczas gdy ciągle są tacy, którzy chcieliby jedynie godnie żyć. Jeśli zdecydujecie się na lekturę tej książki i przypadnie wam do gustu to jeszcze raz mocno zachęcam do sięgnięcia również po "Co to jest islam? Książka dla dzieci i dorosłych".

pokaż więcej

 
2018-06-22 04:01:40
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018 rok

Osinskipoludzku.blogspot.com

Książka Pawła Fleszara dostępna jest tylko w formie elektronicznej i można ją pobrać za darmo.Nie ukazała się dotychczas w żadnym wydawnictwie, a o jej istnieniu dowiedziałem się od samego autora, który zagadnął mnie na Facebooku z prośbą o opinię na temat jego niewydanego jeszcze debiutu.

Sformułowanie tej opinii było dla mnie o tyle trudne, że muszę przyznać,...
Osinskipoludzku.blogspot.com

Książka Pawła Fleszara dostępna jest tylko w formie elektronicznej i można ją pobrać za darmo.Nie ukazała się dotychczas w żadnym wydawnictwie, a o jej istnieniu dowiedziałem się od samego autora, który zagadnął mnie na Facebooku z prośbą o opinię na temat jego niewydanego jeszcze debiutu.

Sformułowanie tej opinii było dla mnie o tyle trudne, że muszę przyznać, iż napisanie książki to marzenie, które zawsze mi towarzyszyło i dlatego podziwiam każdego kto doprowadził swoje marzenia do skutku. Tym bardziej trudno mi podchodzić krytycznie do pasjonatów, którzy oddają się w całości debiutanckiemu materiałowi. Z drugiej jednak strony myślę, że zasługuje on na konstruktywną krytykę, gdyż przynajmniej moim zdaniem nie wszystko było w tej książce tak jak powinno być. Tak czy inaczej Paweł Fleszar zasługuje na czytelników, którzy docenią pracę jaką wykonał przy "Wyśnionej jedenastce", gdyż ogrom wysiłku przy kompletowaniu materiału na tę książkę jest godny podziwu. Pomysł połączenia wątków kryminalnych ze sportem także wydaje się być strzałem w dziesiątkę. Debiutanci mają jednak to do siebie, że ich warsztat wymaga doszlifowania i nawet taki Jo Nesbo kiedy pisał "Człowieka nietoperza" momentami nie potrafił jeszcze wykorzystać potencjału intrygi którą obmyślił, a w dalszych częściach cyklu robił to genialnie. Mam nadzieję, że tak samo będzie w przypadku Pawła Fleszara i że mimo problemów ze znalezieniem wydawcy to jednak dopnie on swego i napisze kolejne książki. Mimo, że znalazłem w "Wyśnionej jedenastce" kilka niedociągnięć to książka może się podobać i pewnie znajdzie swoich fanów. Ja z chęcią poczekam na kolejne książki jego autorstwa i myślę że wtedy będzie już dużo lepiej.

Pierwsze dwa rozdziały książki zapowiadają się całkiem obiecująco i dlatego podjąłem się dalszej lektury. Im dalej w głąb lektury tym niestety historia się bardziej gmatwa i zmierza w innym kierunku niż można by się było spodziewać. Dla jej przebiegu z pewnością niekorzystne są dłużyzny w wątkach pobocznych, kiedy to bohaterzy zamiast otrzymać swego rodzaju charakterystyczny rys, toczą w nieskończoność rozmowy o historii futbolu. W rezultacie akcja trochę ślimaczy się i można pogubić się we wszystkich tych wątkach, tym bardziej iż poruszamy się w dwóch przestrzeniach czasowych. "Wyśniona jedenastka" reklamowana jest jako powieść kryminalna ze sportem w tle, kryminału jednak tu mało z uwagi na brak napięcia, a sportu jest bardzo dużo i fan piłki nożnej jak na ten przykład ja odnajdzie tu coś dla siebie. Myślę jednak, że osoby które w ogóle się piłką nożną nie interesują, a nawet te które wprawdzie lubią football, ale nie siedzą głębiej w jego historii i całej tej otoczce, takie osoby zwyczajnie mogą się nudzić i stracą ochotę do śledzenia intrygi. Paweł Fleszar jest dziennikarzem sportowym i mocno zaznacza się to w tej książce. Byłem pełny podziwu nie tylko dla jego znajomości historii piłki nożnej, ale też i dla wszystkich układów, ciekawostek, legend i anegdot że środowiska. Zastanawia mnie czy na korzyść nie wyszło by mu gdyby porzucił wątek kryminalny i skupił się właśnie na sporcie. Ten romans z kryminałem wyszedł właśnie na niekorzyść moim zdaniem, bo trudno było utrzymać tempo akcji.

Jest w tej książce kilka smaczków dla mnie osobiście bardzo istotnych, między innymi urzekło mnie miejsce gdzie autor umiejscowił akcję "Wyśnionej jedenastki". Często bywam w ostatnim czasie w Krakowie i czułem się jak bym wraz z bohaterami przemierzał Podgórze, Grzegórzki czy też Kazimierz. Doskonale znam te wszystkie miejsca i myślę, że taki zabieg że strony Pawła Fleszara to strzał w dziesiątkę, bo pewnie nie jedna osoba poczuje się swojsko i tym bardziej z ochotą będzie śledzić losy bohaterów w takiej scenerii. Fajne były też wątki redakcyjne i studenckie, trochę jakoś nie kupiłem tych siatkarskich jak również końcówka jakoś tak trąciła Danem Brownem, a nikt poza nim nie umie tak sprawnie tworzyć teorii spiskowych. Słowem podsumowania wystawiam "Wyśnionej jedenastce" ocenę przeciętną i mam nadzieję, że autor sam wie co można było zrobić lepiej i wyciągnie wnioski przy kolejnych książkach, bo zdecydowanie jest to ktoś ze świeżą głową jeśli chodzi o polską literaturę rozrywkową. Dajcie szansę Pawłowi Fleszarowi i sami oceńcie. Ja natomiast bardzo dziękuję mu za możliwość przeczytania tej książki, bo pewnie nawet bym nie wiedział, że powstała gdyby nie dał mi znać o sobie.

pokaż więcej

 
2018-06-11 17:39:57
Ma nowego znajomego: Alexandraa
 
2018-06-10 22:13:07
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
Seria: Czeskie krymi
 
2018-06-09 08:24:33
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018 rok

Osinskipoludzku.blogspot.com

"Opowiadania bizarne" Olgi Tokarczuk są trochę jak serial "Czarne lustro". Autorka podobnie jak flagowiec Netflixa zagląda w najgorsze lęki człowieka przed sobą samym i tym do czego może doprowadzić w niedalekiej przyszłości. Formy, choć krótkie i czasem niepozorne stawiają raz po raz pytania o charakterze egzystencjalnym. To właśnie uwielbiam u Tokarczuk, że nie...
Osinskipoludzku.blogspot.com

"Opowiadania bizarne" Olgi Tokarczuk są trochę jak serial "Czarne lustro". Autorka podobnie jak flagowiec Netflixa zagląda w najgorsze lęki człowieka przed sobą samym i tym do czego może doprowadzić w niedalekiej przyszłości. Formy, choć krótkie i czasem niepozorne stawiają raz po raz pytania o charakterze egzystencjalnym. To właśnie uwielbiam u Tokarczuk, że nie da się po lekturze tak łatwo zapomnieć i człowiek nadal myśli, mieli, stawia pytania.



Od kiedy tylko usłyszałem o premierze "Opowiadań bizarnych", wiedziałem że chcę przeczytać tę książkę. Tokarczuk w połączeniu z bizarre - to musi być dobre. Jeszcze bardziej mój apetyt się zaostrzył kiedy przeczytałem wywiad z autorką na łamach Krytyki Politycznej. Nie zawiodłem się gdyż zbiór opowiadań autorstwa Olgi Tokarczuk wciąga od pierwszego do ostatniego, a mimo że są to opowieści zróżnicowane pod względem miejsca, czasu akcji jak również gatunku to łączy je apel ze strony autorki o opamiętanie. Nie zauważamy natury, gardzimy nią, jesteśmy jako ludzie zbyt zadufani w sobie żeby zadać pytanie: Na jakiej podstawie przyznaliśmy sobie prawo do zdominowania natury i traktowania jej przedmiotowo? Nie bierzemy pod uwagę jej prawa do istnienia w innym celu niż nasze własne korzyści. Nie okazujemy szacunku nie tylko do innych form życia, ale również nie szanujemy siebie nawzajem w ramach swojego gatunku. Taka oto kondycja człowieka pojawia się według mnie w opowiadaniach Olgi Tokarczuk i stanowi spoiwo wszystkich tych z pozoru zgoła innych historii.



Nie będę tu opisywał treści wszystkich tych opowiadań, bo trochę wpisał bym się w to co kontestuje sama autorka. Piętnuje ona bowiem brak refleksyjności nad tym co nas otacza, co na nas wpływa, na co wpływamy my sami. Staliśmy się wygodni i leniwi, coraz bardziej roszczeniowi i egoistyczni. Tym bardziej myślę sobie dokonywanie wszelkiego rodzaju streszczeń, skrótów i gotowców nie stanie się moim udziałem jeżeli chodzi o moją osobę i liczę na to, że moja opinia o tej książce zachęci choć jedną osobę to przeczytania choć kilku z tych krótkich opowiadań o zadania sobie pytań w rodzaju tego postawionego wyżej. Taka też jest i rola zaangażowanej literatury, aby stawiać pytania, zachęcać do szukania odpowiedzi i w taki sposób zmieniać świat na lepsze. Niestety niewielu takich twórców jest w stanie przebić się ze swoją misją w gąszczu całej tej rozrywkowej, czasem bezmyślnej pseudoliteratury którą karmią nas Ci którym zależy na tym żebyśmy właśnie nie myśleli.



Natura - to ona dostaje głos w "Opowiadaniach bizarnych". Natura jest bowiem bardziej uduchowiona niż religia w obecnym wydaniu. Przeciwstawia się ona w swej prymitywnej, tajemniczej wciąż dla człowieka formie stworzonym przez nas systemom, które dokonują na niej od wieków gwałtu. Przypomina o sobie i swojej niezastąpionej roli dla funkcjonowania i przetrwania tego świata. Kiedyś człowiek potrafił żyć w harmonii z naturą, potrafił się komunikować ze zwierzętami i roślinami. Potrafił czytać pogodę, szanować siły drzemiące w naturze, kierował się sygnałami że świata i co najważniejsze szanował swoich współtowarzyszy w egzystencji. Cywilizacja oduczyła człowieka szacunku do innych gatunków, wpoiła mu dominującą rolę i sprawiła że rości sobie prawo do korzystania z tego świata bez pytania innych o zgodę. Człowiek zatracił w ten sposób samokontrolę i krok po kroku zmierza nie tylko do samozagłady, ale pragnie pociągnąć za sobą wszytko co spotka na swojej drodze. "Opowiadania bizarne" to nie pierwsza książka Olgi Tokarczuk, która porusza te właśnie kwestie, ale kolejny raz robi to inaczej, znowu pięknie.



Nie będę polecał tej książki tym którzy znają i cenią Olgę Tokarczuk, bo oni i tak sięgną po "Opowiadania bizarne" Bardzo mocno polecam natomiast najnowszą pozycję Olgi Tokarczuk wszystkim tym, którzy nie idą za tłumem i brzydzą się wszechobecną konsumpcją i przemocą. Nie dajcie się propagandzie tych, którzy próbują wam obrzydzić pierwszą polską laureatkę Międzynarodowej Nagrody Bookera. Ataki na jej osobę są oznaką prymitywizmu i często tej autodestrukcyjnej głupoty przed którą ostrzega autorka w swoich książkach. Znane przysłowie mówi "Uderz w stół..." więc wszystko staje się od razu jasne.

pokaż więcej

 
2018-06-08 06:09:36
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
 
Moja biblioteczka
682 552 10719
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (96)

Ulubieni autorzy (13)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (71)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd