Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

McDusia

Cykl: Jeżycjada (tom 19)
Wydawnictwo: Akapit Press
6,72 (2364 ocen i 267 opinii) Zobacz oceny
10
143
9
167
8
391
7
700
6
535
5
214
4
87
3
66
2
33
1
28
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788362199938
liczba stron
291
słowa kluczowe
Borejko, Jeżycjada
język
polski
dodała
Barbara

19. tom Jeżycjady. Książka w sam raz pod choinkę! Długo wyczekiwana kolejna część „Jeżycjady” pozwala znów zajrzeć do przyjaznego domu Borejków, akurat w okresie świąt Bożego Narodzenia. Przybycie Magdusi, córki Kreski, powoduje piorunujące zmiany w spokojnym życiu rodziny, a z okazji ślubu Laury uruchamia działanie osławionego Fatum. Śmieszna, miła, ale i refleksyjna powieść Małgorzaty...

19. tom Jeżycjady.

Książka w sam raz pod choinkę! Długo wyczekiwana kolejna część „Jeżycjady” pozwala znów zajrzeć do przyjaznego domu Borejków, akurat w okresie świąt Bożego Narodzenia. Przybycie Magdusi, córki Kreski, powoduje piorunujące zmiany w spokojnym życiu rodziny, a z okazji ślubu Laury uruchamia działanie osławionego Fatum. Śmieszna, miła, ale i refleksyjna powieść Małgorzaty Musierowicz jak zwykle podnosi na duchu i krzepi, bawi do łez i uczy, skłania do zastanowienia nad sprawami wielkiej wagi.
Premiera 3 października 2012 r. ! Na Jesień ;)

 

źródło opisu: http://www.akapit-press.com.pl/sklep/p-182-McDusia

źródło okładki: http://www.musierowicz.com.pl/glowna.html

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 263
Gothabella | 2013-08-04
Na półkach: Przeczytane

Tak się zastanawiam, w którym momencie "Jeżycjada" przestała być TĄ Jeżycjadą, a stała się sztuką dla sztuki, i dochodzę do wniosku, że już z "Kalamburką" coś było nie tak - coraz mniej autentyczności, coraz więcej pretensjonalności i moralizatorstwa... Acz "Kalamburka" była jeszcze na tyle udana, że przeczytałam ją więcej niż jeden raz. Kolejne części czytam już po prostu z sentymentu, ale nie wracam do nich (dla kontrastu: moje ukochane części serii, czyli większość tego, co wyszło do "Nutrii i Nerwusa" włącznie, po prostu zaczytuję na śmierć i cyklicznie odświeżam na poprawę humoru). "McDusia" nie tylko nie jest wyjątkiem wśród niechlubnych najnowszych pozycji, ale wręcz gromadzi i wypiętrza wszystkie cechy, które mnie w najnowszych częściach serii irytują.

A irytuje mnie:
1) pierwszoplanowa para "McDusi", czyli Laura i Adam. Laura mnie irytuje, bo z jednej z najbardziej wyrazistych postaci serii (zawsze miałam wobec niej ambiwalentne uczucia - trudno było ją lubić, bo była złośliwa i egoistyczna, a jednocześnie zawsze podziwiałam jej koci, niezależny charakter!) stała się galaretowatą masą bez osobowości, uwieszoną na swoim do wyrzygu idealnym ukochanym. Tenże ukochany też mnie irytuje, bo jest tak nierzeczywisty i jest takim Panem Perfekcyjnym, że czasem mam wrażenie, że to tylko wytwór wyobraźni biednej Laury, której się dłużą noce w szpitalu psychiatrycznym.

Naprawdę dziwny ten Adam; każda postać męska przed "Kalamburką" była wyrazista, nie idealna, ale (może właśnie dlatego) pociągająca, a niekiedy wręcz ultramęska; wymienić tylko Nerwusa (mój absolutny faworyt, brałabym! Ex promptu!), Baltonę, Tomka... A temu całemu Adamowi ma się ochotę powiedzieć, żeby spadał do raju i nie wracał

2) to, że pani Musierowicz (konsekwencja punktu pierwszego) stara się nam wmówić, że kobieta bez mężczyzny nie istnieje. Co dziwne, wcześniej jakoś nie dało się tego zaobserwować (nawet delikatna Natalia w końcu wgniata w ziemię Tunia, Ida - chociaż w dniu ślubu uwieszona na Marku - ciągle jest sobą mimo tego uwieszenia...). A tu co? Laura, utalentowana, piękna i z mnóstwem zainteresowań, nagle staje się mdłą kukłą, co by najchętniej podpięła się pod adamowy układ krwionośny; Gabriela, mimo że od lat jest w szczęśliwym małżeństwie z Grzegorzem, który jest przecież facetem całkiem do rzeczy i najwyraźniej do siebie pasują, wciąż nie może odżałować małżeństwa z Pyziakiem! Ja wiem, że Gaba jest wrażliwa, ale zawsze była silną babką, no i ileż można wciskać jej łzy nieszczęścia do tych mądrych brązowych ocząt? To już się zrobiło co najmniej przesadzone

3) coraz większe oderwanie od rzeczywistości. Pani Musierowicz nie czuje już młodzieży, która, przepraszam, ale raczej się wcale tak bardzo nie zmieniła na przestrzeni ostatnich czterdziestu lat. Tymczasem pani Małgorzata potrafiła stworzyć więcej niż przekonujące postaci nastolatków i młodych ludzi w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, a teraz nagle przeszła jej ta umiejętność. Szkoda. Może też wynika to z tego, że teraz częściej pisze w imieniu płci męskiej, niż żeńskiej, której to płci chyba nie czuje (zwłaszcza w realiach dwudziestopierwszowiecznych). Tak czy inaczej - nie wychodzi.

4) "McDusia" jest już właściwie tylko odcinaniem kuponów od poprzednich pomysłów. Zresztą może tego oczekują czytelnicy, którzy chcą dowiedzieć się, co u ulubionych bohaterów, ale ja chyba wolałabym czasem nie wiedzieć (może to i lepiej, że jedna z moich ulubionych par, Elka i Tomek, zostali pozostawieni w spokoju). Pobieżnie liźnięte wątki i postaci z poprzednich, kultowych już części serii, nowi bohaterowie albo mdli, albo irytujący, albo jedno i drugie (osobiście mam już dosyć zarówno Ignacego G., jak i Józinka)

5) zadziwiające zmiany charakteru cudnych onegdaj postaci. Wspomniana metamorfoza Gaby - z silnej, zasadniczej babki w rozmemłaną, rozklejoną i żyjącą przeszłością Kobietę Bez Wad. Ida - z narwanej, ale empatycznej przecież dziewczyny, która sama jako nastolatka miała wszak ogromne kompleksy - w złośliwą, antypatyczną heterę, która potrafi bezinteresownie dokuczać innym. Itede...

6) Coś pominęłam?

Ciekawe, o kim będzie "Wnuczka do orzechów", mam nadzieję, że Gaba, Ignacy Grzegorz i dzieci Idy gdzieś wyemigrują...

Tym, co cenię w nowych częściach serii, jest staranny język (choć humoru i autentycznie zabawnych, a także zabawnie autentycznych dialogów już brakuje) oraz ciekawe odwołania do kultury. Szkoda tylko, że nie współczesnej między innymi. Bohaterowie "Jeżycjady" obnażają swoją papierowość, a krzepiący świat stał się zbyt nierzeczywisty, żeby dalej pełnić swoją terapeutyczną funkcję.

PS Biedny Pyziak. I tak nadspodziewanie długo z tą Gabą wytrzymał, coś mi się widzi

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Królestwo kanciarzy

Leigh Bardugo znów nie zawodzi! Autorka powinna dostać Nobla za raczenie czytelnika tymi tekścikami Kaza Ta fabuła, akcja, bohaterowie znów porwali mn...

zgłoś błąd zgłoś błąd