Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Cujo

Tłumaczenie: Jacek Manicki
Wydawnictwo: Prima
6,54 (3342 ocen i 229 opinii) Zobacz oceny
10
118
9
226
8
420
7
1 061
6
785
5
449
4
117
3
122
2
17
1
27
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Cujo
data wydania
ISBN
83-85855-39-4
liczba stron
302
słowa kluczowe
pies, Cujo
kategoria
horror
język
polski
dodała
bythewoods

Inne wydania

W małym, cichym miasteczku Castle Rock pojawił się potwór : wygląda jak spokojny, przyjazny bernardyn, lecz w jego umyśle czai się szaleństwo. Stał się bezlitosną maszyną do zabijania tym groźniejszą, że zupełnie nieprzewidywalną. Cujo robi rzeczy straszne, ale reakcje ludzi, wstrząśniętych jego bezwzględnością, są nie mniej przerażające...

 

Brak materiałów.
książek: 905
K-czyta | 2014-11-22
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: listopad 2014

Gdyby ktoś powiedział mi, że „Cujo” to po prostu historia o wściekłym psie, to pewnie miałabym pewne opory żeby po nią sięgnąć. Natychmiast pojawiłyby się wątpliwości czy z takiego pomysłu da się wykrzesać coś naprawdę godnego uwagi. Faktem jest jednak, że nazwisko Stephena Kinga na okładce jakoś wzbudziło we mnie nadzieję na powieść skrywającą w sobie coś więcej. Okazało się, że z „Misery”, którą czytałam jakiś czas temu, równać się nie może, ale to nadal kawałek dobrej literatury.

Czteroletni Tad boi się potwora, który skrywa się w jego szafie. Nocą, gdy wszyscy śpią, z jej wnętrza dobiegają dziwne odgłosy, a w ciemności zobaczyć można czerwone ślepia przepełnione nienawiścią. Dziecięca wyobraźnia lubi płatać figle, ale może się też okazać, że w tych koszmarnych marach jest jednak jakaś prawda.

Bernardyn Camberów – Cujo – mimo swoich potężnych rozmiarów i pokaźnej wagi nie wydaje się groźnym psem. Przywiązany do swojej rodziny, miły w stosunku do obcych, nigdy nie sprawiał żadnego kłopotu. Do czasu, gdy jedno zadrapanie nietoperza spowoduje spustoszenie w jego organizmie, zamieniając go w bestię, której nie powstrzyma nikt.

Czytałam kilka książek Stephena Kinga i chyba mogę już stwierdzić, że naprawdę lubię jego powieści. Ta sympatia pewnie ma przełożenie na ocenę kolejnych dzieł amerykańskiego pisarza, ale nigdy też nie podchodzę do nich zupełnie bezkrytycznie. Pierwsze kilkadziesiąt stron „Cujo” to była swoista przeprawa – nie dlatego, że to powieść, którą źle się czyta (wręcz przeciwnie), ale z nieco innego powodu – nie miałam pojęcia do czego to wszystko prowadzi i czy w ogóle prowadzi do czegoś. Wydawało mi się, że zbyt dużo jest punktów zaczepienia i pomniejszych historii, z który żadna nie wydawała się wysuwać na pierwszy plan. Nie mogę napisać, że nagle w którymś momencie objawił się swoisty geniusz pisarza, który przewartościował wszystko co do pewnego momentu myślałam o książce, ale na pewno wraz z lekturą kolejnych stron bardziej doceniłam całą powieść.

W Castle Rock, gdzie w dużej mierze toczy się akcja, mieszkańcy troszczą się głównie o własny interes, chyba że życie innych może stać się pożywką dla plotek. Sąsiedzka uprzejmość pojawia się ewentualnie w chwilach, gdy można liczyć na coś lepszego niż zwykłe „dziękuję”. To tutaj mieszkają Trentonowie – Vic, Donna i mały Tad. Mężczyzna wraz ze wspólnikiem prowadzi agencję reklamową, ale akurat w tej chwili stoi nad zawodową przepaścią. Sfrustrowana małomiasteczkowym życiem żona coraz bardziej się od niego oddala, a dodatkowo oboje muszą walczyć z dręczącym syna potworem z szafy. Jeszcze mniej sielankowo jest u Camberów – Joe w warsztacie zorganizowanym w stodole naprawia na co dzień samochody, ale równie często jak po narzędzia, sięga też po alkohol. Ze względu na swój nałóg i ciężki charakter, nie jest najlepszym materiałem na głowę rodziny. Charity musi potulnie znosić jego humory, martwiąc się jednocześnie co wyrośnie z Bretta, mającego za wzór takiego ojca.

Pewnie nie wspominałabym o tym wszystkim tak szeroko, gdyby nie fakt, że to właśnie ta obyczajowa strona powieści wysuwa się na pierwszy plan, przynajmniej przez pewien czas. Groza pojawia się gdzieś mimochodem – to spojrzy na nas z szafy, to usłyszymy jej warknięcie. Dopiero znacznie później stanie się kluczowym elementem fabuły i to będzie ten moment, gdy od książki naprawdę trudno się oderwać. Złapałam się na tym, że im bliżej było finału, tym bardziej niecierpliwie czekałam jak to się wszystko zakończy, ba! miałam nawet ochotę od razu zajrzeć na ostatnie strony żeby wiedzieć natychmiast. Oczywiście odebrałabym sobie wtedy przyjemność z czytania, więc z napięciem śledziłam kolejne wydarzenia. Tak było jednak dopiero od pewnego momentu – wcześniej historia nie była aż tak zajmująca.

Trzeba oddać autorowi, że klimat potrafi budować perfekcyjnie i to nawet wtedy, gdy w pewnych momentach fabularnie jest mniej intrygująco. Czułam się tak, jakbym rzeczywiście była w Castle Rock i z bliska przyglądała się życiu jego mieszkańców. Stephen King niezwykle sprawnie dryfuje po miejscach i elementach przestrzeni, prezentując styl, którego nie sposób nie docenić. Trzecioosobowa narracja nie jest przeszkodą w poznawaniu najskrytszych myśli bohaterów, a ukazanie emocji, które są udziałem Cujo uważam za mocno przejmujące.

Nie do końca wiedziałam czego spodziewać się po jednej ze starszych powieści S. Kinga (wcześniej nie kojarzyłam nawet skąd taki akurat tytuł) i czułam się początkowo trochę rozczarowana fabułą. Cały czas ratował to wszystko styl pisania, ale nie wiedziałam na jak długo mi to wystarczy. Na szczęście dalej było zdecydowanie lepiej, bo świetnie skonstruowany klimat Castle Rock zaczął iść w parze z pełną napięcia akcją. Wydaje mi się zresztą, że poza motywem cierpiącego na wściekliznę psa liczą się tu także inne elementy, takie jak chociażby świetny rys społeczności zmagającej się z niełatwą codziennością. Nie poleciłabym może „Cujo” na pierwsze spotkanie z autorem, ale dla osób, które już trochę znają jego pióro, będzie na pewno intrygującym doświadczeniem.

http://k-recenzjeksiazek.blogspot.com/2014/11/stephen-king-cujo.html

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Świąteczne marzenie

Kilka dni temu swoją premierę miała urocza opowieść o uczuciu, które zjawia się niespodziewanie, otulając dwoje ludzi, a to wszystko w magicznej zimow...

zgłoś błąd zgłoś błąd