Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Kult Amatora – Jak Internet niszczy Kulturę

Wydawnictwo: Wydawnictwa Akademickie i Profesjonalne
5,78 (54 ocen i 9 opinii) Zobacz oceny
10
1
9
0
8
3
7
11
6
21
5
9
4
5
3
3
2
0
1
1
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The Cult of the Amateur. How Today's Internet Is Killing Our Culture
data wydania
ISBN
978-83-60807-25-5
liczba stron
198
słowa kluczowe
Internet, kultura, web 2.0
język
polski
dodała
Magdalena Bród

W książce tej Andrew Keen pisze, że wszelkie blogi, wikipedia, myspace.com oraz youtube.com to zguba współczesnej kultury. Jego zdaniem to właśnie tego typu serwisy niszczą to, na co wcześniej pracowano przez długi czas. Uważa, że obecnie w sieci profesor równy jest uczniowi szkoły średniej. W taki sam sposób mogą zmieniać fakty (na przykład na wikipedii).

 

Brak materiałów.
książek: 679
Kaysh | 2015-01-16
Na półkach: Przeczytane, 2015, Non-fiction
Przeczytana: 16 stycznia 2015

W każdym pokoleniu znajdzie się grupa twierdząca, że za ich młodych lat było lepiej. Jasne. Tęsknota za dziecięcymi latami, beztroską i takimi tam jest znana każdemu; zdanie „za moich czasów było lepiej” jest naładowane ogromnym ładunkiem emocjonalnym. I właśnie dlatego ciężko tutaj o zadowalające ilości obiektywizmu.
Dlaczego mówię o tym w przypadku książki o Internecie?
Bo autor oparł tezę zawartą w tytule na tego właśnie typu tęsknocie.
Ja to rozumiem, też przechodziłam przez etap wygłaszanie twierdzeń, że moje dzieciństwo było super, bo oglądałam Power Rangers i spędzałam całe dnie w lesie. Ale jakoś w szkole średniej (czyli bardzo niedawno) zwyczajnie z tego „wyrosłam”.
Tę tęsknotę za „starymi, dobrymi czasami” widać na każdej stronie książki.

Drugim filarem o który opiera się książka, jest założenie, że tradycyjne media (prasa, radio, telewizja) gwarantowały wysoką jakość informacji, oraz pełen obiektywizm. Z autora wyłania się zatwardziały reakcjonista. Mimo krótkiej deklaracji, że nie jest przeciwnikiem technologii, nie mogłam się pozbyć wrażenia, że to tylko w ramach formalności. Cała książka prezentuje inny punkt widzenia, Internet przedstawiony został jako apokalipsa, zło, ostateczny koniec cywilizacji białego człowieka.

Autor wiele razy wypowiada się pogardliwie o społeczeństwie, nazywa je małpami (odwołanie do twierdzenia o nieskończonej liczbie małp, które miało być inspiracją dla książki. Odniosę się do niego za chwilę). Przy okazji mocno przesadza z wartościowaniem wykształcenia twierdząc, że człowiek bez studiów nie może się zwać ekspertem. I tutaj właśnie dochodzę do momentu, w którym Keen krytykuje Wikipedię za absolutną niewiarygodność, samemu twierdząc, że Thomas Huxley (dziadek Aldousa) był autorem twierdzenia o nieskończonej liczbie małp. Sprawdziłam to, zaczynając od wikipedii, która podaje że autorstwo błędnie przypisuje się Huxleyowi. Wikipedysta powołuje się na artykuł z „Nature”. Wychwalana przez autora Britannica w biogramie Huxleya nie podaje ani słowa o tym twierdzeniu, to samo strona BBC i polska encyklopedia PWN.
Rozumiem skąd brała się ostra krytyka Wikipedii, dziś o ile są na niej porządne mechanizmy kontroli, to w czasach kiedy powstawała książka (2007) faktycznie mogło być z tym gorzej. O ile to jestem skłonna zrozumieć, to powyższy przykład z Huxleyem jest po prostu zabawny w zestawieniu z ostrą krytyką Webu 2.0.

Nie twierdzę że cała książka jest zła, przyznaję że autor miał kilka trafnych spostrzeżeń. Między innymi w zakresie dostępu do pornografii oraz łamaniu praw autorskich. W przypadku pornografii Internet faktycznie naraża dzieci na kontakt z nieodpowiednimi treściami, nie ma żadnej kontroli wieku, poza okienkami z pytaniem, czy masz ukończone tyle a tyle lat. Skwituję to krótkim huehuehue.
W pewnym momencie autor przytacza wywiad z 12-latką, która deklaruje że lubi gotyckie porno. I dzisiaj takie wyznanie zszokowałoby o wiele mniejszą liczbę osób niż w 2007 roku.
Zakładam, że wszystkie przykłady przytoczone na potwierdzenie tego, że po Webie 2.0 nie będzie Webu 3.0, tylko apokalipsa, Sodoma i Gomora, są raczej niechlubnymi wyjątkami, wytłuszczonymi w celu ugruntowania tezy.
W kwestii praw autorskich – faktycznie, Web 2.0 spowodował zagrożenie dla dotąd jasnych przepisów prawa autorskiego. Przykład? Głośny proces który Góglowi wytoczył Związek Zawodowy Amerykańskich Autorów. Oskarżono Google, o naruszanie praw autorskich przez publikację fragmentów książek w Google Books. Tymczasem gigant odparł zarzuty twierdząc, że to dozwolony użytek. Zgadnijcie kto wygrał. Internet powoduje pewne rozmycie i zmiany w świadomości, ale nie jest to proces który można odwrócić. Można go jedynie próbować naprostować i zmodyfikować prawo, na prawo 2.0.

Książka ma być prognozą. Prognozowanie nigdy nie jest łatwe, ale to nie usprawiedliwia autora w tym, że porwał się z motyką na słońce. Trudno mi uwierzyć, że człowiek który posiada wykształcenie historyczne i z zakresu nauk politycznych wykazuje się taką krótkowzrocznością i kompletnym niezrozumieniem np. gospodarki. W pewnym momencie, przy okazji krytyki internetowych „amatorów” (tj. ludzi którzy nie są ekspertami a tworzą treści i dzielą się nimi) opisując konkurs pewnej firmy na reklamę. Autor twierdzi, że korzystając z materiałów amatorskich od uczestników konkursu firma nie zatrudniła profesjonalistów od reklamy, montażu i tym podobnych, co spowodowało że X dolarów zostało wyssane z gospodarki. W tym momencie szczęka mi rąbnęła o ziemię a po głowie kołatały się wyłącznie dwa słowa: co ku**a?

Pan Andrew nie zdaje sobie sprawy z tego, że technologia nie spowoduje upadku czegokolwiek. Spowoduje za to zmiany. Boleje nad tym, że społeczny Internet odbiera ludziom pracę. Tylko że przy tym daje inną, innej grupie ludzi. Stwarza szerokie pole do zarobku przez Internet, poszerza możliwości działalności gospodarczej. Zarzuca, że internetowe giganty jak Amazon sprawiają, że zamyka się stacjonarne sklepy z płytami muzycznymi, gdzie można było znaleźć niszową, ciekawą muzykę. Za kilkanaście stron jęczy, że YouTube i MySpace zalewają Internet amatorskimi nagraniami i filmami z garażu. Ja się może nie znam, ale dla mnie właśnie to jest świetny kanał dystrybucji muzyki spoza głównego nurtu. Choć przyznaję, że żeby się do niej dokopać trzeba włożyć w to nieco energii.

O ironio, właśnie skrytykowałam książkę, która krytykuje Web 2.0 i ludzi jak ja, piszących o czymś, w czym nie są ekspertami, bo nie posiadają formalnego wykształcenia z tejże dziedziny.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Maverick: pěšec na odpis

W czterech opowiadaniach: Egzamin, Droga, Pocałunek miasta i Cytadela Žamboch przedstawia prosta historię ucznia szkoły magów - sierotę i znajdę, nie...

zgłoś błąd zgłoś błąd