Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Gujana. Spotkałem szczęśliwych Indian

Wydawnictwo: Poznaj Świat
6,87 (158 ocen i 13 opinii) Zobacz oceny
10
8
9
8
8
26
7
58
6
35
5
19
4
3
3
1
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788373807945
liczba stron
288
język
polski
dodał
Łukasz Kuć

Ja też byłem w Gujanie, tyle że prawie pół wieku po Arkadym Fiedlerze. I też spotkałem tam szczęśliwych Indian, lecz... byli to Indianie ostatni, nieliczni, zanikający. Była to podróż do ostatniej wioski plemienia Wai Wai - daleko na południe, w dżunglę na pograniczu Gujany i Brazylii. (Opisałem tę wyprawę w książce "Gringo wśród dzikich plemion" wydanej w tej samej serii). Świata opisanego...

Ja też byłem w Gujanie, tyle że prawie pół wieku po Arkadym Fiedlerze. I też spotkałem tam szczęśliwych Indian, lecz... byli to Indianie ostatni, nieliczni, zanikający. Była to podróż do ostatniej wioski plemienia Wai Wai - daleko na południe, w dżunglę na pograniczu Gujany i Brazylii. (Opisałem tę wyprawę w książce "Gringo wśród dzikich plemion" wydanej w tej samej serii). Świata opisanego przez Arkadego Fiedlera już nie ma. Świata opisanego przeze mnie kilkadziesiąt lat po Fiedlerze też już nie ma. Coraz trudniej spotkać szczęśliwych Indian. Coraz rzadziej udaje się spotkać Indian w ogóle..."

[Wojciech Cejrowski]

 

źródło opisu: Wydawnictwo Poznaj Świat, 2010

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 171
Książkozaur | 2012-01-14
Na półkach: Przeczytane

Książka została wydana po raz pierwszy w 1968 roku, po podróży do Ameryki Południowej w latach 1963-1964. Autor opisuje spotkania z kolejnymi indiańskimi plemionami, aż dociera do tych ostatnich, jeszcze broniących się przed naporem cywilizacji - Wajwajów. Nie mogłam jednak oprzeć się wrażeniu, że książka jest bardziej o podróżującym Fiedlerze niż o tych, których na swojej drodze spotyka - a nie tego oczekiwałam. Sięgając po książkę podróżniczą chcę poznać odmienną kulturę, odwiedzić miejsca i ludzi, których w rzeczywistości nigdy nie będzie dane mi zobaczyć. Znacznie mniej interesuje mnie sam podróżujący, który tutaj starał się być chyba w centrum opowieści. Dowiadujemy się, co jadł na obiad (przy czym jest to mało egzotyczny łosoś z ryżem i ziemniakami), jak spał i co robił, i jakoś cały czas brakuje skupienia na świecie zewnętrznym. A gdy już się pojawi, to raczej w postaci opisu flory i fauny (z naciskiem na motyle) - trudno mieć to za złe przyrodnikowi, niemniej jednak taka perspektywa mnie nie zachwyca, zwłaszcza że podtytuł - Spotkałem szczęśliwych Indian - sugeruje, że czegoś się o tych plemionach jednak dowiemy. Tymczasem, o ile autor szczerze podziwia kolejne gatunki motyli, o tyle o ludziach mówi bez ciekawości i niejako przy okazji. Ta tendencja ustępuje dopiero gdzieś koło dwusetnej strony, kiedy to wraz z Fiedlerem docieramy wreszcie do tytułowych "szczęśliwych Indian", Wajwajów. Temu plemieniu autor rzeczywiście poświęca więcej uwagi i czyta się te ostatnie osiemdziesiąt z przyjemnością. Dobre i to.

Jeśli chodzi o język, pierwsze wrażenie - bardzo pozytywne: Fiedler opowiada w sposób żywy, dowcipny, barwny; jednym słowem - trudno uwierzyć, że książka powstała pół wieku temu. To na plus. Daleko tej opowieści do gawędy: narrator szybko przechodzi od jednego obrazu do drugiego, opowieść jest skondensowana, przez co współczesny czytelnik ma wrażenie, że ówczesne tempo życia niewiele się różniło od naszego. Ciekawie w tej kwestii wypada porównanie z książkami Wojciecha Cejrowskiego - gdy on odwiedza Indian, czas się niemal zatrzymuje. Tutaj tego nie ma. Ma to swoje minusy: czytając, miałam nieodparte wrażenie pobieżności i lekkiego chaosu; nim zdążyłam spojrzeć na jeden obraz, narrator już kierował moją uwagę na następny. Świat można było zobaczyć, a nie się w nim zanurzyć i go poczuć, i tej ogólnej atmosfery bardzo mi brakowało. Nie można za to odmówić autorowi imponującej wiedzy ogólnej, właściwej wykształconym ludziom poprzednich pokoleń, ujawniającej się w sposób nienachalny, głównie w ciekawych porównaniach, i czyniącej książkę bardziej interesującą.

Cała recenzja na moim blogu: http://ksiazkozaur.blogspot.com/2011/11/arkady-fiedler-gujana-spotkaem.html

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Prądy przestrzeni

Gwiazdy jak pył to była jakaś absurdalna pomyłka Asimova, jakieś wynaturzenie pisarskie, może Asimov cierpiał przez chwilę na pomroczność jasną? Prądy...

zgłoś błąd zgłoś błąd