Kolejność uczuć

Wydawnictwo: Magia Słów
5,35 (43 ocen i 8 opinii) Zobacz oceny
10
2
9
2
8
4
7
6
6
7
5
9
4
3
3
3
2
3
1
4
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
liczba stron
160
język
polski
dodała
Becky

Każdego ranka, po przebudzeniu, otrzymujemy kredyt w wysokości osiemdziesięciu sześciu tysięcy czterystu sekund życia na dany dzień. Kiedy wieczorem kładziemy się spać, niewykorzystana reszta sekund nie przejdzie na następny dzień; to, czego nie przeżyliśmy w ciągu dnia, jest na zawsze stracone, pochłonięte przez wczoraj. Każdego następnego ranka rozpoczyna się ta sama magia, znowu otrzymujemy...

Każdego ranka, po przebudzeniu, otrzymujemy kredyt w wysokości osiemdziesięciu sześciu tysięcy czterystu sekund życia na dany dzień. Kiedy wieczorem kładziemy się spać, niewykorzystana reszta sekund nie przejdzie na następny dzień; to, czego nie przeżyliśmy w ciągu dnia, jest na zawsze stracone, pochłonięte przez wczoraj. Każdego następnego ranka rozpoczyna się ta sama magia, znowu otrzymujemy taką liczbę sekund życia i wszyscy zaczynamy grać w tę nieodwracalną grę: bank może zamknąć nam konto w najbardziej nieoczekiwanym momencie, bez żadnego ostrzeżenia – w każdej chwili może zatrzymać nasze życie...

KOLEJNOŚĆ UCZUĆ to zbiór historii prawdziwych o miłości, życiu i śmierci.

o człowieczeństwie i jego braku.
o miłości, która jest ślepa, czasem niesprawiedliwa, kapryśna i zaskakująca, daje nam sile i przyprawia skrzydła, ale także sprawia ból, a my chcemy ją mimo to, przeżyć. o życiu, które jest darem i jedyną okazją , by czas, jaki został nam podarowany, wykorzystać jak najpiękniej.
o śmierci, która wkrada sie w nasze życie i wydziera z naszych objęć tych, których kochamy.
O tym, jak żyć po stracie dziecka, którego się nigdy nie widziało i dziecko, które przez wiele lat było całym naszym światem.
O tym, skąd wziąć siłę gdy odchodzi mężczyzna, kobieta, których kochamy do utraty tchu. Odchodzi różnie. Ale na zawsze.
O tym, że życie nas zawodzi, wystawia na próbę, wymaga podejmowania decyzji, które wydają się ponad nasze siły, ale także przynosi szczęście.
O tym, że wszystko jest względne i w każdej chwili może nabrać innego wymiaru.
O radości z promieni słońca o świcie i z blasku księżyca nocą.
W drugiej części książki pt. po drugiej stronie tęczy” znajdują się przepiękne, wzruszające listy, w których CZYTELNICY dzielili się z autorka refleksjami po lekturze jej wcześniejszych książek.

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 2982
Barbara | 2011-03-16
Przeczytana: 16 marca 2011

Na początku była obawa. Obawa przed tą książką. Przeprawa przez poprzednią była niczym katorga. Czy poziom literatury pani Sawickiej odbije się od dennych "Siedmiu kolorów tęczy" i wzrośnie do świetnego poziomu "Kruchości porcelany"?

Zaraz potem był rumieniec na twarzy - intymne zdjęcie na okładce. Czyli będzie o uczuciach. Najpewniej tych zmysłowych, skrywanych, pewnie trochę tabu. Potrzeba mi teraz nieco literatury bardziej dla serca niż umysłu.

Następnie było zdziwienie zmieszane z wypowiedzianym w myślach: "hej, to plagiat!". Na początku książki bowiem znajdują się przypowieści. Ja już je czytałam. Na pewno nie wykradłam ich z szuflady pani Sawickiej. Czytałam je już kiedyś w internecie. Ba! Kilka z nich rozsyłali moi znajomi w postaci pokazu slajdów. Jako wprowadzenie do zbioru opowiadań - nie przeczę - nadawałoby się doskonale. Jednak autorka w żadnym miejscu nie wspomniała o autorach tychże przypowieści! Nawet, jeśli jest nieznany, to podstawową zasadą czerpania z tekstów innych niż swoje jest podanie autora lub źródła pierwotnego. Przewertowałam książkę w poszukiwaniu jakiejś wzmianki na ten temat. Nic. Pustka. Widocznie autorka aż za bardzo wzięła sobie do serca krytykę poprzedniej powieści, która przynajmniej w pięćdziesięciu procentach składała się z cudzych tekstów oznaczonych niekończącymi się przypisami.

W ten oto sposób kolejnym uczuciem był... niesmak. Niesmak pozostawiony przez autorkę, która właściwie przywłaszczyła sobie czyjeś teksty. Nieświadomy niczego czytelnik spokojnie stwierdzi, że przypowieści wyszły spod pióra pani Sawickiej.

Wreszcie doczekałam się opowiadań. Pojawiło się więc westchnięcie ulgi: czas na coś, co jest autorstwem pisarki.

I w tym momencie... pojawiło się potworne deja vu. Ja już to znam. Znam te historie z opowiadań. No, może poza tym o zgwałconych kobietach. To z pewnością jest "nowe". Ale chociażby nowelka o uczuciach towarzyszącymi śmierci dziecka. Żona wraz z córką wyskakują przez okno tuż pod nogi męża. Syn ma jakiś wypadek w szkole, który okazuje się śmiertelny. Ewidentnie to pojawiło się już w "Siedmiu kolorach tęczy"! Gdybym miała czas i ochotę, to przewertowałabym opasły tom "Siedmiu..." i sprawdziła, czy przypadkiem nie zastosowano tu kopiuj+wklej, bo nawet pamiętam te zdania, ten układ słów. Gdyby opowiadanie zawierało jakieś nowe przesłanie, jakiś nowy morał, nowe wnioski. Nic. Powtórka przemyśleń z "Siedmiu...".

I choć dalsze opowiadania już deja vu nie wywołały, to i tutaj autorka się powtarza. Pojawia się bowiem bardzo wyzwolona bohaterka, która na każdym urlopie podrywa mężczyznę, zabawia się seksualnie, a potem z zimną krwią (a raczej zimnym sercem) odchodzi. Pojawia się bohaterka skrzywdzona przez zdradzającego mężczynę. Niby wszystko pisane "od nowa", ale znowu nic nowego z tego nie wynika. Żadnych nowych alternatyw dla bohaterów, autorka wyciąga te same wnioski. Tak, jakby życie intymne u wszystkich z podobnymi przeżyciami mogło się rozwijać (lub też zatrzymać) tylko i wyłącznie w tym samym miejscu.

Następnym więc uczucie jest takie, że nie można nie oprzeć się wrażeniu, iż niemal wszystkie opowiadania mówią o doświadczeniach autorki. Pani Sawicka utraciła (po "Serwantce" i "Mimo wszystko") gdzieś swój zmysł obserwacyjny i woli ciągle zanudzać (tak, w końcu dochodzi do znudzenia) nas opisywaniem swojej duszy, swojego serca, swojego rozumu.

Podobnie jest przy dość konkretnym kierowaniu tych opowiadań swoim tylko wybranym osobom, np. przyjaciółce pani Sawickiej, której losy w efekcie przyniosły założenie fundacji (począwszy od "Demi-Sec" - czytelnicy wiedzą, o jaką fundację chodzi). Nie od dziś wiadomo, że to bliska przyjaźń, nierzadko też wspominana otwarcie przez autorkę w jej książkach. Przypadkowy czytelnik może poczuć się ciut oszukany. Bo ja czuję, iż dwie, trzy ostatnie książki pani Sawickiej są kierowane wyłącznie do najbliższych znajomych, przyjaciół. A skoro chce się pisać, wydaje się książki i dystrybuje na całą Polskę, to jasne jest, że przeczytać je może każdy anonimowy człowiek.

W każdym bądź razie... zaraz po marnych opowiadaniach pojawiają się... listy od czytelników. Po co? Nie wiem. Widziałam podobny manewr u Janusza L.Wiśniewskiego, ale w jego książce pojawiły się z okazji poszerzonej o nowe zakończenie reedycji "Samotności w Sieci". Tam jeszcze byłam w stanie zrozumieć publikację prywatnych listów do autora. Tutaj... za czorta nie potrafiłam i nadal nie potrafię. I znowu: gdyby chociaż treść tych listów coś wnosiła do książki. Nic. Śmieję się po cichu, bo czuję się, jakby wychwalające pod niebiosa "Siedem kolorów tęczy" czytelniczki chciały MI pokazać, że mylę się w swojej bardzo krytycznej ocenie tej powieści.

Uff, dobrze, że na koniec pisarka poświęciła miejsce w swojej książce "debiutantom" oraz laureatom konkursu literackiego organizowanego przez wspomnianą fundację. Ma tu wolną rękę, bowiem książki wydaje własnoręcznie - Magia Słów to przecież wydawnictwo, której właścicielką jest pani Sawicka.

Tutaj z kolei pojawia się pytanie: dlaczego spod tego wydawnictwa nie wyszły książki innego autora?

Niemniej moja uwaga skupiła się na tekstach debiutantów i laureatów konkursu. Pewnie ktoś powie, że powinnam się wstydzić za takie odczucia, ale... niejeden z tych tekstów bił na głowę to, co napisała pani Sawicka. Szkoda tylko, że te pojedyncze debiuty (które mają miejsce od tomu "Demi-sec") do niczego nie prowadzą. Nie wydaje mi się, by wszystkie te osoby po tym jednym wydawniczym "razie" przestały pisać, przestały wysyłać swoje teksty do wydawnictw. Ot, pojawili się po prostu w średniej książce autorki i nic poza tym. Zero promocji, zero medialnego zwrócenia uwagi na ich obecność. Szkoda. Z niejednej tamtejszej osoby wykiełkowałby naprawdę dobry pisarz, czy poeta.

Na koniec więc poczułam ogólne zrezygnowanie połączone z rozczarowaniem. Kolejnym.

Po "Siedmiu kolorach tęczy" (której długo nie mogłam "zmęczyć", a w międzyczacie kupiłam tenże tom "Kolejność uczuć") obiecałam sobie, że zanim kupię następną książkę Moniki Sawickiej, to w księgarni dokładnie przejrzę jej treść. Mój czytelniczy nałóg wychwycił jednak na internetowej aukcji bardzo tani egzemplarz następnej książki pt. "Szeptem" (znowu opowiadania). I tylko niezwykle niska cena sprawiła, że jednak się skusiłam. Bardzo jednak się boję, że po raz trzeci pani Sawicka mnie zawiedzie.

Obawa, lekkie poczucie wstydu, ogromny niesmak, mikroskopijnie niewielka ulga, a zaraz potem deja vu i baaardzo długie znudzenie, następnie nieduże zadowolenie po treści tekstów innych autorów i w końcu kolejna obawa.

Taka jest moja... kolejność uczuć.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
My, dzieci z dworca ZOO. Christiane F

Kiedyś mój ojciec powiedział mi, że każdy młody człowiek powinien przeczytać tę książkę. Dzisiaj myślę sobie, że takie książki powinni czytać wszyscy...

zgłoś błąd zgłoś błąd