Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Jadę sobie. Azja. Przewodnik dla podróżujących kobiet

Wydawnictwo: Poradnia K
6,59 (331 ocen i 31 opinii) Zobacz oceny
10
7
9
23
8
41
7
116
6
84
5
38
4
7
3
12
2
2
1
1
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
978-83-929512-9-2
liczba stron
264
słowa kluczowe
Azja, podróże, blog
język
polski
dodała
Kanarek

Tytuł książki "Jadę sobie" może sugerować, że jest to kolejny przewodnik opisujący turystyczne atrakcje. Ale nic bardziej mylnego. To opis tego, co widać z okna zdezelowanego autobusu albo hoteliku na ruchliwym bazarze, o czym rozmawiają klienci lokalnych restauracji, czym się emocjonują miejscowe nastolatki. Część I Jest utrzymana w konwencji blogu. Marzena Filipczak opowiada o ludziach...

Tytuł książki "Jadę sobie" może sugerować, że jest to kolejny przewodnik opisujący turystyczne atrakcje. Ale nic bardziej mylnego. To opis tego, co widać z okna zdezelowanego autobusu albo hoteliku na ruchliwym bazarze, o czym rozmawiają klienci lokalnych restauracji, czym się emocjonują miejscowe nastolatki. Część I Jest utrzymana w konwencji blogu. Marzena Filipczak opowiada o ludziach spotkanych po drodze, drewnianych autobusach, którymi jeździła, przydrożnych knajpach, w których jadała, małpach, które ją pogryzły i szpitalach, które ją potem leczyły. Część II Jest bardziej praktyczna i traktuje o bezpieczeństwie samotnej (i nie tylko) kobiety w podróży. To odpowiedzi na najczęstsze pytania, które autorka zadawała sama sobie przed wyjazdem, i które inni zadawali jej po powrocie. To opowieść z podróży
oraz poradnik w jednym.

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 724
Cyfranek | 2013-02-25
Na półkach: Przeczytane, Posiadam, Indie
Przeczytana: 24 lutego 2013

Czytałem i słyszałem wcześniej kilka opinii o książce Marzeny Filipczak „Jadę sobie. Azja. Przewodnik dla podróżujących kobiet”. Z tych uwag wyłonił się obraz książki lekkiej, dość przyjemnej ale i zbyt powierzchownej i niedopracowanej. Książki, w której nie uchodzi to, co na blogu jest jak najbardziej akceptowalne. Niektórym się podobało bardziej, innym mniej.

I faktycznie, można odnieść wrażenie, że o ile do bloga autorka się przyłożyła, o tyle w wydaniu książkowym warto było trochę poprawić, a może i uzupełnić, może się dokształcić tu i tam. Nie czytałem samego bloga w oryginale, szukałem go w sieci, ale jakoś nie trafiłem. Trudno mi więc określić na ile tekst książkowy jest przetworzony.

Mnie książka się jednak po prostu podobała. Dlaczego? Przede wszystkim przynajmniej kilka razy się uśmiechnąłem a w duchu zaśmiałem. W pierwszej części podróży czuć było zmęczenie i lekką panikę. Ale widać, że po jakimś czasie, autorkę zaczyna podróż bawić i wciągać. Pojawia się więcej dowcipnych komentarzy, objawów przystosowania, trafnych obserwacji. A o to przecież również w wyjazdach chodzi.

Tak, tekst można dopracować i to w wielu miejscach. Trochę się zdziwiłem, na przykład, kiedy wyczytałem, że Budda osiągnął oświecenie leżąc. Dla sprawdzenia przeglądnąłem trochę materiałów w internecie i wszystko zdaje się potwierdzać, że oświecenie nastąpiło podczas medytacji na siedząco pod drzewem Bodhi. W „Jadę sobie...” można jednak przeczytać o rzeźbach przedstawiających Buddę, że „prezentowany jest w czterech pozach, które odzwierciedlają konkretne chwile jego życia, a więc: leżący (moment, w którym doznał objawienia), siedzący (naucza albo medytuje), stojący (błogosławi), spacerujący (powrócił z ziemi do nieba).”. Na szczęście więcej takich wpadek nie zauważyłem i zdecydowaną większość obserwacji, uwag i porad dla podróżujących po Azji można uznać zwyczajnie za przydatne. Podróżowałem krótką chwilę po Indiach samotnie i mogę potwierdzić trafność uwag autorki.

Tak więc spokojnie mogę polecić „Jadę sobie...” jako lekturę wprowadzającą dla wszystkich tych, którzy chcą się samodzielnie wybrać do Indii (niekoniecznie samotnie). Oczywiście należy sięgnąć po inne, „klasyczne” przewodniki, a książkę Marzeny Filipczak traktować jako uzupełnienie. Uzupełnienie trochę w pierwszej części nieuporządkowane, lekko napisane, jednak w sumie ciekawe i pouczające.

Ilustrowana wersja recenzji dostępna na http://cyfranek.booklikes.com

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Chirurg

Recenzja dostępna także na blogu www.nieksiazkowy.blogspot.com Fabuła „Chirurg” to, wbrew pozorom, powieść wielowątkowa. Na dobrą sprawę nie skupia...

zgłoś błąd zgłoś błąd