Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Filip II August. Król Francji 1180-1223

Wydawnictwo: Napoleon V
6,67 (3 ocen i 2 opinie) Zobacz oceny
10
0
9
0
8
0
7
2
6
1
5
0
4
0
3
0
2
0
1
0
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788365746764
liczba stron
330
język
polski
dodała
Madame_Mozart

Praca Jima Bradbury’ego ma na celu oddanie sprawiedliwości Filipowi II jako człowiekowi i królowi oraz przywrócenie równowagi ocen w odniesieniu do jego współczesnych. Podkreślono słynną zręczność i zaradność Filipa w realizacji podstawowych zadań związanych z rządzeniem. Znacznie bardziej oryginalny wkład stanowi jednak przekonujące wykorzystanie ówczesnych wydarzeń i źródeł w celu...

Praca Jima Bradbury’ego ma na celu oddanie sprawiedliwości Filipowi II jako człowiekowi i królowi oraz przywrócenie równowagi ocen w odniesieniu do jego współczesnych. Podkreślono słynną zręczność i zaradność Filipa w realizacji podstawowych zadań związanych z rządzeniem. Znacznie bardziej oryginalny wkład stanowi jednak przekonujące wykorzystanie ówczesnych wydarzeń i źródeł w celu podkreślenia dużych umiejętności Filipa jako żołnierza i dowódcy. Wyraźnie ukazany został kontrast między jego umiarkowaniem i zwykłym humanitaryzmem a ostrym i otwarcie antypatycznym zachowaniem Ryszarda Lwie Serce w czasie III krucjaty i podczas wielkiego konfliktu o panowanie nad imperium andegaweńskim. Filip jawi się także jako religijny i nierzadko pryncypialny król sytuujący się w dawnej tradycji Kapetyngów. Nade wszystko jednak z książki Bradbury’ego wyłania się obraz wielkiej inteligencji Filipa, wyjątkowej umiejętności realistycznego oceniania sytuacji oraz determinacji, aby być skutecznym – która często przekraczała granice, przekształcając się w bezwzględność

 

źródło opisu: http://napoleonv.pl/opis/9118567/filip-ii-august-k...(?)

źródło okładki: http://napoleonv.pl/opis/9118567/filip-ii-august-k...»

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 8
historyk | 2017-05-16
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 16 maja 2017

"Należy mieć nadzieję, że nasz zwięzły opis pokazał, że nawet jeśli Filip nie był jednym z wielkich dowódców średniowiecza, to by przynajmniej dowódcą kompetentnym. Skutecznie rozmieścił swoje oddziały, pomimo presji czasu i okoliczności. zmuszony do podjęcia walki wbrew swej woli, wybrał odpowiednie miejsce, chronione z tyłu przez rzekę, po lewej i prawej stronie przez lasy i mokradła" - jest-że bardziej słusznym wyborem spotkanie z nową książką i jej bohaterem, jak poprzez pozytywną ocenę tegoż na polu bitwy pod Bouvines (1214)? Pierwotnie chciałem wykorzystać jakiś opis samej potyczki, aliści doszedłem do wniosku, że ten wart jest osobistego poznania. Trzeba sięgnąć po książkę, którą napisał Jim Bradbury pt. "Filip II August król Francji 1180-1223", w tłumaczeniu Idalii Smoczyk-Jackowiak (Wydawnictwo Napoleon V).
Przeciętny miłośnik średniowiecznej historii Europy ma rzadką okazję poznać panowanie jednego z Kapetyngów. Już samo kojarzenie JKM z tą dynastią należy potraktować jako wielki sukces. Ja nie ironizuję. Stwierdzam fakt. Zachodzę w głowę, co ostatnio o czasach tego monarchy ukazało się na rynku księgarskich i poza monografią "Bitwa pod Bouvines" G. Duby, w tłumaczeniu M. Tournay-Kossakowskiej oraz A. Falęckiej, która ukazała się w 1988 r. staraniem Państwowego Instytutu Wydawniczego - nic mi nie przychodzi do głowy. Ludwik Stomma poświęcił monarsze jeden rozdział swoich "Królów Francji wzloty i upadki", Twój Styl Wydawnictwo Książkowe, Warszawa 2004. Oczywiście można szperać w różnych syntezach (czytaj: historiach powszechnych średniowiecza, dziejach wypraw krzyżowych), ale to i tak będzie jak zwykle tylko kilka podstawowych informacji. Innymi słowy Wydawnictwo Napoleon V z Oświęcimia wypełnia zaniedbaną książkowo lukę. I ja się z tego powodu bardzo cieszę.
Czytelnik zainteresowany epoką powinien stęknąć: "No! nareszcie!". Ja osobiście przecierałem ze zdziwienia oczy. Jakie skojarzenia cisną się na usta: krucjata! Ryszard Lwie Serce! Saladyn! No i bitwa z 1214 roku. Czasy rodzinnego nam rozbicia dzielnicowego, to tak gwoli umiejscowienia tematyki na linii chronologicznej.
O samym Autorze dowiadujemy się niewiele zapisu na okładce: "Jim Bradbury, znany przede wszystkim jako historyk wojskowości okresu średniowiecza, w niniejszej pracy porusza szeroki wachlarz zagadnień - od polityki przez kulturę po religię. Jego książka stanowi pożądane uzupełnienie serii wydawniczej dotyczącej świata średniowiecza dzięki temu, że stawia on sobie za cel dokonania osobistej, a zarazem zrównoważonej i krytycznej oceny postaci ważnego średniowiecznego władcy". Jak dobrze policzyłem sześć wyrazów określających zakres pracy naukowej. Zerknięcie do Internetu rozjaśnia nam umysł o tyle, że był pracownikiem naukowym Brunel University of London, a 27 lutego tego roku skończył 80. lat. Może dane nam będzie kiedyś przeczytanie tegoż monografii o bitwie pod Hastings, angielskich łucznikach czy samym Robin Hoodzie.
Mamy przed sobą jedenaście rozdziałów na przeszło trzystu stronach. Mapy i tablice genealogiczne (przy braku ikonografii) umożliwiają zrozumieć zawiłości familijne bohatera. Na szczęście polski czytelnik nie musi wpadać w panikę, że XII-wieczna historia Francji, to trochę dla niego kosmos. Jim Bradbury najpierw wprowadza nas do świata poprzednika Filipa II Augusta, jakim był jego ojciec Ludwik VII (1131-1180). Tu wypada wspomnieć, że ów był mężem najpierw Aliénor d'Aquitaine (Eleonory Akwitańskiej). Ta po rozwodzie wyszła za Henryka Plantageneta (przyszłego Henryka II, króla Anglii, tego, co to kazał Tomasza Becketa porąbać) i stała się matką m. in. Ryszarda Lwie Serce oraz Jana bez Ziemi. Prawda jakie interesujące towarzystwo. Jeśli do tego dorzucimy pontyfikat bodaj najwybitniejszego papieża średniowiecza, Innocentego III (1198-1216) - to nie mamy innego wyjścia: musimy przeczytać biografię Filipa II Augusta! Dla mnie, to będzie, jak spotkanie grona starych znajomych. A do tego wszystkiego III krucjata! Kroi się naprawdę niezwykła podróż historyczna.
Już samo poznanie Robertynów-Kapetyngów budzi naszą ciekawość. A Jim Bradbury w kilku akapitach (przecież nie mógł rozpłynąć się w wykładzie tylko na ich temat) cudownie przeprowadza nas przez to kim byli, czego dokonali, co było ich atutem, a co porażką. Ja też ograniczę się tylko do kilku zdań : "Robertyni byli potężnymi książętami terytorialnymi, ale stali się słabymi monarchami. Jak mówiono: «Najpotężniejsi diukowie okazali się najsłabszymi królami». Państwa średniowieczne szczyciły się swymi historycznymi zwycięstwami odniesionymi pod wodzą królewskich dowódców. Kapetyngowie nie posiadali takiej tradycji. Nawet jeśli wcześni Kapetyngowie nie byli szczególnie pobożni, to z pewnością byli cnotliwi w porównaniu z innymi rodami królewskimi swoich czasów. Kapetyngowie byli długowiecznymi monarchami i zawsze mieli męskich potomków - przez dwa stulecia syn następował po ojcu, przez co na trwałe ustanowiona została dziedzina sukcesja". Dla przejrzystości czytających usunąłem nawiasy wskazujące na "wycięcia" teksu. Zdania wyłuskałem ze stron 31-33.
"W całym wielkim mieście był taki hałas i dzwonienie dzwonów, takie mnóstwo świec woskowych płonących we wszystkich otwartych przestrzeniach miasta, że nie wiedząc, co może oznaczać taki harmider i niezwykły zamęt, z takim blaskiem świateł w nocy, mogło się wydawać, że nad miastem zawisła groźba wielkiego pożaru" - mamy, jak u mistrza Alfreda H.! Tak w 1165 r. w Paryżu witano narodziny następcy tronu, syna Ludwika VII. A opis nie pochodzi od Autora biografii, a został sporządzony prze Geralda Walijczyka (1146-1223), naocznego świadka opisywanego zdarzenia. Adela z Szampanii spełniła pokładane w niej nadzieje. Trudno nie zgodzić się ze stwierdzeniem Autora książki, kiedy napisał: "Ludwik VII i cała Francja z całego serca dziękowali Bogu za narodziny następcy tronu. Fakt, że król nie miał potomka, stanowił zagrożenie dla przyszłości dynastii". O podobnych sytuacjach mówi się, że spadł kamień z serca. To musiał być dość gromki łomot!
"To kuriozalne, że w naszych czasach, kiedy potępiamy działania wojenne, jednocześnie rezerwujemy najwyższą pochwałę dla tych władców z przeszłości, których triumfy były głównie militarnej natury, i nie doceniamy tych, którzy odnosili sukcesy na inne sposoby/ Jeśli mamy docenić Kapetyngów, musimy zrewidować wartości, które cenimy w przeszłości" - kto wie czy ta myślę na dłużej nie zapadnie w mej nauczycielskiej pamięci. Często słyszymy, że preferujemy militarną historię wobec osiągnięć kulturalnych czy przemysłowych (gospodarczych). Muszę przyznać, że im więcej czytam (za sprawą tej biografii) o Ludwiku VII, tym bardziej rośnie mój podziw dla niego i mogę tylko żałować, że mam marne szanse na bardziej dogłębne poznania biografii JKM. Chyba, że Wydawnictwo Napoleon V pójdzie "za ciosem" i zaskoczy nas kolejnym tytułem. Warto zacytować za czytaną książką inskrypcję z grobu Ludwika VII:

Ty, który go przeżyłeś, jesteś następcą jego godności;
Umniejszysz jego ród, jeśli umniejszych jego sławę.

Jim Bradbury doskonale wie, jak rozpalić naszą ciekawość. Mając mgliste pojęcie o Filipie II Auguście nagle jesteśmy niemal magicznie wciągani w jego świat: "Filip II niestety nie stał się inspiracją dla licznych barwnych portretów dotyczących jego wyglądu bądź charakteru. Dla współczesnego historyka jest więc postacią trudno uchwytną". A ja bym dodał: tym bardziej godną poznania i podążania za młodym królem w jego życie, w jego świat. Zwracam uwagę na bogatą oprawę naukową książki (przypisy, bibliografię) - niestety dla większości z nas... nieprzydatną, bo u nas nie do zdobycia. Proszę mi wierzyć, to boli! Szkoda.
I znowu muszę się bronić przed samym sobą. Pochłaniam kolejne strony, spotykam władców Flandrii, Szampanii, królewskich wujów i pociotków - muszę uważać, aby miast kolejnego "Przeczytania..." nie odmalować biografii Filipa II Augusta. Nie wiem czy to dla Autora byłby komplement, czy wręcz potwarz, ale biografię panującego w latach 1180-1223 króla czyta się, jak powieść. Dla mnie cudowne dopełnienie Maurice Druona. Że "Królowie przeklęci" otwiera panowie praprawnuka Filipa II Augusta, Filipa IV Pięknego? Może literatura francuska ma dla nas niespodziankę w formie powieści o Auguście? Nie wiem. Moje tu pisanie może być wybranym freskiem (niczym kadry ze średniowiecznego witrażu) panowania tak malarsko opisane przez J. Bradburego.
Powinna nam przypaść do gustu opowieść o... winie i wodzie: "...kiedy był chory, poprosił o wino, ale medycy zalecali, żeby ograniczył się do wody. Król przekonał ich aby pozwolili mu wypić trochę wina, obiecując, że popije je wodą. Następnie wypił całe wino, po czy odmówił wody, twierdząc, że nie jest już spragniony". Ciekaw, bo tego nie dowiadujemy się, jak JKM przywitał pojawienie się na świecie w 1187 r. syna Ludwika, przyszłego Ludwika VIII (1223-1226). Nie odnajduję wiadomości o narodzinach i zgonie synów-bliźniaków. Jest tylko o śmierci ich matki, a królewskiej żony Izabelli z Hainaut (1170-1190), którą dzieci (Filip i Robert) przeżyły o kilka dni.
Nie wiedziałem, że na barki tego Kapetynga spada brzmię odpowiedzialności za wydanie edyktu przeciwko Żydom. Stosowny dokument wystawiono w 1181 r.: "W 1182 roku Żydzi zostali wypędzeni z domeny królewskiej; lipiec wyznaczono jako ostateczną datę, kiedy wraz ze swoimi rodzinami mieli opuścić ziemie królewskie; pozwolono im jednak sprzedać dobra ruchome. [...] Własność Żydów została skonfiskowana, synagogi przejęte i niekiedy przekształcone w kościoły. Wzbogacając nowych chrześcijańskich właścicieli kosztem Żydów, Filip mógł zyskać ich życzliwość. Podobno okup nałożony na Żydów przyniósł 15 000 marek". Że pozwalam sobie na dłuższe cytowanie wynika z pewnej dla mnie praktyczności: mam, co cytować na własnych lekcjach czy zajęciach. Stąd proszę nie być zaskoczonym, że tak ochoczo cytuję wykorzystane przez Autora książki zapiski kronikarskie.
Nie można odmówić plastyczności pióra Autora. Dam jeden z przykładów, a mianowicie kres żywota króla Anglii Henryka II Plantageneta (1154-1189) i okoliczności upokorzenia monarszego w Azay, przeciwko któremu wespół wystąpili jego syna Ryszard (Lwie Serce) i Filip II August: "Kiedy imperium Henryka II waliło się wokół niego w gruzy, król dał odpoczynek swemu zmęczonemu ciału w Chinon. zmusił się, aby wsiąść na konia i stanąć twarzą w twarz ze swymi wrogami w Ballon, ale był to z jego strony brawura. Tego dnia niebo było bezchmurne, a dzień gorący, lecz gdy zbliżał się Henryk, zagrzmiało i między nich uderzył piorun. kiedy posuwał się naprzód, grzmot zabrzmiał ponownie, tak że król niemal spadł z konia". Widzimy, jak cynicznie zachowywał się Ryszard, jak przyzwoicie (na ile to wybieg dyplomatyczny - nie wiemy) Filip. A potem życiowy grom: wiadomość o odstępstwie syna Jana (bez Ziemi), kolejny udar i zgon: "Gdy Ryszard przybył, aby zobaczyć ciało, z nosa ojca wypłynęła krew, co oznacza na znak, że to Ryszard ponosił odpowiedzialność za jego śmierci".
Relacje Filipa II Augusta z Ryszardem Lwie Serce (a i potem Janem bez Ziemi) mogłyby stanowić kanwę oddzielnego tomu, opowieści. Przede wszystkim wpisuje się tu udział w kolejnej krucjacie do Ziemi Świętej, a potem walki na terenie Normandii i całej domeny andegaweńskiej we Francji. Stosunki między obu monarchami już w drodze ku Jerozolimie (de facto Akce) trudno określić, jako zadowalające lub nawet poprawne. Na ile źle układało się można prześledzić widząc, co działo się na Sycylii: "Francuski król przybył na Sycylię po cichu, jednym statkiem, gotów zaakceptować status quo, nie chcąc wywoływać konfliktów ani z Tankredem, ani z cesarzem rzymskim Henrykiem VI, który dążył do przejęcia kontroli nad wyspą. [...] Ryszard przybył na wyspę z większym przepychem i ostentacją. Od razu zaczął zachowywać się agresywnie, domagając się opłaty z tytułu spadku po ojcu i zwrotu posagu swej siostry. [...] Zaatakował tych, którzy mu się sprzeciwili lub okazali lekceważenie". To na rozkaz tego monarchy w okolicach Mesyny postawił szubienicę, bynajmniej nie dla strachu i przestrogi... Podsumowaniem tych dziwnych relacji między Kapetyngiem i Plantagenetem niech stanowi, to co dalej napisał Jim Bradbury: "Ich osobiste relacje wyraźnie się pogorszyły, choć nie bezpowrotnie. Ryszard był bardziej agresywny wobec miejscowych,a Filip bardziej ostrożny, zaś każdy z nich nieufny co do działań drugiego wobec Tankreda. Obaj mieli jednak wystarczająco dużo rozsądku, żeby wiedzieli, iż krucjata wymaga współpracy". Filip II August przybył do Akki 20 IV 1191 r., Ryszard I dopiero 8 VI. Trwało już oblężenie Akki!... I twierdzę wspólnymi siłami zdobyto, choć jak się dowiadujemy, władcy podupadli na zdrowiu (szkorbut?) : "Obaj królowie uparli się, aby walczyć z łoża boleści i strzelać z kusz, schronieni pod ochronną osłoną. Nie jest pewne, na ile każdy z nich wyzdrowiał do końca lipca. [...] Kronikarz Filipa pisze, że choroba króla przebiegła tak gwałtownie, że podejrzewano podanie trucizny".
Filip II August odstąpił od udziału w marszu na Jerozolimę! Jego uwagę skupiały sprawy francuskie. Zarzucano królowi porzucenie szczytnego celu. Pielgrzymka (takiego sformułowania używa w pewnym momencie sam Autor) stawiała sobie z cel odzyskanie Grobu Pańskiego. Jim Bradbury przypomina: "Filip II odegrał istotną rolę podczas krucjaty. Nawet angielski kronikarz uważał, że «podejmował [on] odpowiednie działania podczas oblężenia, wydawał pieniądze i udzielał właściwej pomocy, tak że został słusznie uznany za najpotężniejszych z chrześcijańskich królów»". 3 sierpnia1191 r. król odpłynął z Tyru. Na kartach biografii odnajdziemy ciekawą ocenę owej krucjatowej wyprawy: "Dzięki krucjacie Filip, podobnie jak jego ojciec, wiele zyskał we własnym kraju. Wyprawa krzyżowa dodała królowi splendoru. [...] zdobył cenne doświadczenie wojenne oraz wiedzę o świecie poza granicami Francji. Nigdy więcej nie wyruszył już na krucjatę, ale nie stracił zainteresowania samym ruchem czy też sprawą chrześcijańską". Czy to oznacza, że JKM zapomniał o Ziemi Świętej? Proszę zerknąć do biografii.
Jim Bradbury wciąga swoją narracją. Bardzo szybko przekonujemy się, że "Filip II August król Francji 1180-1223)", że to tak niezwykle skomponowana książka, że boimy się, aby zbyt szybko nie skończyła się. W końcu to nie jakaś zmyślona fabuła, ale kawał rzetelnej roboty autorskiej, kwerend i wykorzystania dostępnych publikacji. Moje pisanie powinno być bardziej powściągliwe, ale tak się nie da. Jak tu oddać choć cień z przebiegu walk z Ryszardem i jego bratem Janem? Obok opisów bitew, potyczek, obleganych zamków można też znaleźć cenne uwagi na temat głównego bohatera, który staje się nam coraz to bliższy (bez wątpienia budzi się jakaś nić sympatii wobec tego Kapetynga): "Średniowieczna monarchia w znacznym stopniu uwzględniała w swej polityce prowadzenie wojen, ale na początku wieku XIII Filip położył jeszcze większy nacisk na możliwość prowadzenia wojny. Król zainwestował poważne środki w poprawienie obronności miast i zamków. Stał się również największym pracodawcą najemników, przyciągając liczne i wysokiej jakości oddziały". Tak Filip II August uszczuplał kontynentalne władztwo Plantagenetów. i trzeba to oddać robił to z żelazną konsekwencją. Stąd nie zdziwmy się, że w rozdziale "Upadek imperium andegaweńskiego" znajdziemy podrozdział "Filip Zdobywca". Stąd czytamy dalej: "Filip, oprócz kampanii w Normandii, rozpoczął teraz operacje wojenne na południu. Uległy one nasileniu w latach 1203-1204, gdy król posuwał się wzdłuż Loary i zdobył Saumur. Zdobycze francuskiego monarchy w Normandii miały wpływ na ludzi z południa, którzy obserwowali te wydarzenia. [...] W ciągu kilku tygodni po upadku Rouen filip szedł naprzód, w sierpniu i wrześniu błyskawicznie zdobywając andegaweńskie fortece w rejonie Loary". Bez wątpienia serducho rośnie we francuskich sercach, kiedy czytają o podobnych triumfach swego władcy. Dla polskiego czytelnika, to tylko kolejne fakty. Na szczęście nie do opanowania przed kolejnym egzaminem ze średniowiecza powszechnego. Podziwiam zasoby archiwów zachodnich, kiedy czytam, że zachowały się np. rozliczenia finansowe z początku XIII w. Z ciekawostek natury nie-wojennej panowania Filipa II Augusta warte jest odnotowania, że to JKM przyczynił się do... wybrukowania niektórych ulic stołecznego Paryża.
"Filip stał się władcą bardziej szanowanym, bogatszym i potężniejszym. Wszyscy musieli zrewidować swoją ocenę jego osoby i królestwa, a ona sam stał się jednym z wielkich władców swoich czasów. Wydaje się, że nie ma powodu, żeby odrzucać tytuł «Filipa Zdobywcy», nadany mu w XV wieku, choć od tamtej pory rzadko używany" - tyle tych ocen władcy pióra J. Bardburego, że nie wiem którą tu zostawić. Aby temat zamknąć podam jeszcze jedno zdanie: "Filip udowodnił, że posiada umiejętność gromadzenia zaopatrzenia, zbierania odpowiednich sił wojskowych oraz przeprowadzania niezliczonych i często trudnych oblężeń podczas walki z najlepszymi dowódcami swoich czasów". Pomijam to tu teraz w tym zapisie, ale nie zapominajmy, że JKM planował inwazję na... Anglię! I to całkiem realnie. Jan bez Ziemi sprytnie uniknął zbrojnego najazdu. Mam skojarzenie z Mieszkiem I, który...
Szeroko zarysowany został obraz relacji pomiędzy Filipem II Augustem, a niezwykłym papieżem Innocentym III. Sam jestem tą postacią zafascynowany od czasu lektury książki Z. Kossak "Bez oręża". Jim Bradbury tak kreśli sylwetkę ówczesnego Ojca Świętego: "Urodził się około 1160 roku, a wybrano go na papieża w roku 1198, w wieku 37 lat. Był silniejszym papieżem, jeśli chodzi o siły witalne i zdrowie fizyczne, niż to wówczas zwykle miało miejsce. Miał bystry umysł i gruntowną wiedzę prawniczą". I dodajmy mądrość, że wysłuchał Franciszka z Asyżu, a nie za namową swoich zauszników skazał na potępienie czy wręcz stos! Relacje obu władców doskonale oddają ich wypowiedzi, które cytuje nam Jim Bradbury. Król do papieża: "Nie jest w mocy Rzymu wydawać wyrok na króla lub królestwo Francji za chwycenie za broń w celu ukarania zbuntowanych poddanych". Papież do króla: "Nie zamierzamy wydawać wyroków w sprawie opata (...), lecz zdecydować w kwestii grzechu". O jakiego opata rzecz szła i jakowy grzech, to zachęcam do lektury. Niezwykłym faktem jest dotrwanie do naszych czasów korespondencji obu tych mężów stanu. Oto papież tak pisał o błędzie wsparcia cesarza Ottona IV (1198-1209-1218): "Gdybym tylko, najdroższy synu, znał charakter Ottona, który teraz zwie się cesarzem, tak dobrze jak ty znałeś (...). Ze wstydem piszę o tym do ciebie, który tak trafnie przewidziałeś to, co faktycznie się stało (...), nigdy nie opuścimy Francji". To właśnie z Ottonem IV starł się Kapetyng na polach pod Bouvines (1214).
Proszę się nie zdziwić, że Autor biografii w kilku miejscach powraca do podkreślania pokojowego charakteru swego bohatera: "Filipa powinno postrzegać się jako króla, który przedkładał dyplomację nad wojnę, czyli szedł ścieżką preferowaną przez Kościół". W rozdziale "Triumf pod Bouvines" znajdujemy choćby takie opinie: "Jak wszyscy wielcy dowódcy tej epoki Filip na ogół bitew unikał. Dążył do dominacji i kontroli w drodze negocjacji i wojny oblężniczej", a w innym "Najważniejszą decyzją Filipa było zatrzymanie marszu i podjęcie walki. Choć niemal na pewno jego początkowym zamiarem był wycofanie się [...]". Chciałbym być świadkiem podobnych decyzji, momentu, kiedy JKM wdziewał zbroję i ruszał w pole: "...wskoczył na konia, krzycząc: «Naprzód!» i namawiając swych ludzi, aby szli na pomoc swoim przyjaciołom. Następnie ruszył na czoło armii,aby rozmieścić oddziały po swojej stronie rzeki". Jakżeż boleję, że nie daję tu choć zarysu opisu bitwy. Nią zacząłem to pisanie, nią też rozstaję się z niezwykłym królem. Widzę go w otoczeniu swych rycerzy, łopoczące chorągwie (w tym ten z opactwa Saint-Denis), konie co kopytami ryją grunt, słyszę okrzyki "Śmierć Francuzom!". Nie potrafię sobie wyobrazić dramaturgii: "Filip został zrzucony z konia halabardą, którą wymierzono między jego klatkę piersiową i głowę, i upadł z kopią nadal zwisającą z jego kolczugi". Taką dramaturgię odnajdziemy pod Hastings (1066) lub nad Mozgawą (1195).
Tak, jestem zauroczony i postacią Filipa II Augusta, i narracją Jima Bradburego. To doskonale napisana książka. Bouvines miało zamknąć to "Przeczytanie...", ale postanowiłem zacytować kilka opinii o niezwykłym Kapetyngu i jego państwie, administracji czy wojsku:

Dawniej Filip miał opinię przebiegłego i podstępnego manipulatora, człowieka lękliwego, a nawet tchórzliwego.
Jednym z głównych celów skutków ekspansji terytorialnej Filipa był wzrost dochodów, i tego zjawiska na pewno nie da się kwestionować.
Nie ulega wątpliwości, że transformacja monarchii Kapetyngów, którą udało się przeprowadzić Filipowi, zależała w dużym stopniu od większej kontroli królewskiej nad administracją w ogóle, a nad finansami i wymiarem sprawiedliwości w szczególności.
...Filip nie tylko wykorzystał aparat administracyjny do swoich celów, ale i ukierunkował jego rozwój.
Interesujące jest to, że exempla ukazują Filipa przede wszystkim jako sprawiedliwego króla.
We Francji, podobnie jak w Anglii i Rzymie, praktyka sądu bożego i pojedynku sądowego traciły na znaczeniu.
Za panowania Filipa obserwujemy praktykę zwoływania zgromadzeń, na przykład w Chinon w 1205 roku, w Soissons w 1213 czy Melun w 1216. Zostały one nazwane "zalążkiem" Stanów Generalnych.
Nawet z niekompletnej dokumentacji jasno wynika, że w okresie panowania Filipa dochód królewski sukcesywnie rósł, i to w znacznym tempie, osiągając od początku panowania do 1203 roku wzrost o 72 %.
Wiedza dotycząca szczegółów finansów królewskich pochodzi głównie z analizy zachowanych ksiąg rachunkowych.
Filip coraz częściej zatrudniał jako urzędników pomniejszą szlachtę z obszaru domeny - ludzi, których głównym zadaniem życiowym była służba królowi w roli administratorów, a nie opieka nad wielkimi księstwami.
Pod panowaniem Filipa Augusta to monarchia odpowiadała za obronność całego kraju i stało się to oczywiste i realne.
Tworzenie flotylli w 1213 i 1217 roku dało początek francuskiej flocie królewskiej, którą miał następnie rozbudować Filip IV (1285-1314).
Dwór Filipa stanowił centrum dowodzenia, z nim jako dowódcą, konetablami i marszałkami posiadającymi określone obowiązki militarne oraz około połową dworu składającego się z rycerzy, których w razie potrzeby można było użyć do celów wojskowych.
Filip osobiście interesował się pracami budowlanymi, na przykład wyborem lokalizacji [zamków - przyp. KN].
Pod względem architektonicznym program fortyfikacji Filipa był bardzo interesujący.
Dziedziną, której Filip poświęcał wiele uwagi, była obrona przeciw faktycznym i potencjalnym wrogom.
Sugerowanie, że Filip prowadził jasno sprecyzowaną politykę miejską lub ekonomiczną, byłoby nadużyciem, ale wiele aspektów jego rządów wiązało się z jego relacji z miastami [...].
Czasy Filipa to okres, w którym bardziej powszechne stało się sporządzanie pisemnych dokumentów i stąd szybki wzrost liczby edyktów.
Uznanie władzy królewskiej było celem wielu edyktów Filipa.
"Feudalizmu" z czasów Filipa nie można nazwać klasycznym; prawdopodobnie nie ma okresu, w którym taki by był.
Samo słowo "Francja" zaczęło oznaczać całe królestwo, a także ziemie, którymi bezpośrednio rządził król.
Filip był człowiekiem bezkompromisowym, w przeciwnym razie nie byłby tak wielkim królem.
Filip prowadzi wojny, tak jak robił to każdy przywódca jego czasów, lecz on bardziej niż inni skłonny był szukać pokoju i go zawierać.
Filip czasami tracił nad sobą panowanie, ale z reguły prowadziło to do jakiegoś celu, na przykład gdy ściął wiąz rosnący na granicy normandzkiej, pokazując bardziej czynem niż słowem, że nie akceptuje dłużej stanowiska Plantagenetów w kwestii prawa do sprowadzenia francuskiego króla na skraj ich terytoriów przed przystąpieniem do rozmów.
Rządy Filipa były świadkiem wielu stopniowych i ważnych zmian, lecz w większości nie były one anie gwałtowne, ani rewolucyjne.
Mimo wszystko Kościół francuski był konsekwentnie lojalny wobec Filipa.
Kiedy biskupi Paryża i Senlis przestrzegali nałożonego na Francję interdyktu, Filip ukarał ich, pustosząc ich ziemie.
Filip był gorliwym obrońcą Kościoła w przypadku prześladowań ze strony świeckich.
Publicznie okazywana pobożność, wsparcie dla monastycyzmu, elastyczny stosunek do kościelnych nominacji - to przykłady, które pokazują, dlaczego Filip był dobrze postrzegany przez krajowe duchowieństwo.
Filip potrzebował wsparcia papieża dla ekspansji terytorialnej i podczas licznych konfliktów.
Król udzielał darowizn nowym i reformowanym domom zakonnym, a wśród jego beneficjentów byli cystersi.
Filip zakazał przeklinania, a ci, którzy nie przestrzegali tego zakazu, byli albo karani grzywną w wysokości 20 sous, która miała być zapłacona biednym w Chrystusie, albo wrzuceniem do rzeki.
Do końca pierwszej dekady XIII wieku Filip August zgromadził w swoich rękach władzę większą niż którykolwiek poprzedni król z dynastii Kapetyngów.

Chciałbym wierzyć, że wydawnictwo Napoleon V pójdzie za ciosem i zaskoczy nas kolejnymi biografiami francuskich królów. Chciałbym rzetelnej lektury o Filipie IV Pięknym czy z francuskiego punktu widzenia Henryka III Walezjusza, że o Henryku IV Wielkim nie wspomnę. Obawiam się jednak, że wolę zdobycia tych cennych książek może być... cena. Wydawco zrób coś, żeby to nie była zapora dla miłośników historii.
Źródło:
http://historiaija.blogspot.com/2017/05/przeczytania-214-jim-bradbury-filip-ii.html

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Zło konieczne

Ta książka była po prostu... dobra... To już piąta część przygód naszej kochanej agentki FBI i powiem szczerze, że dopiero niedawno zauważyłam poważny...

zgłoś błąd zgłoś błąd