Heaven. Miasto elfów

Wydawnictwo: Muza
6,52 (217 ocen i 65 opinii) Zobacz oceny
10
18
9
10
8
27
7
52
6
58
5
27
4
13
3
8
2
2
1
2
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Heaven
data wydania
ISBN
9788328701144
liczba stron
336
język
polski
dodał
ew_cia

Londyn jest jego miastem. Ponad dachami brytyjskiej stolicy osiemnastoletni David znalazł swój drugi dom. Tylko tutaj czuje się wolny i może zapomnieć o swojej niechlubnej przeszłości. Pewnej nocy na jednym z dachów spotyka dziwną i piękną dziewczynę. Ma na imię Heaven i błaga o pomoc. Twierdzi, że właśnie wycięto jej serce. Choć David nic z tego nie rozumie i nie dowierza słowom Heaven,...

Londyn jest jego miastem. Ponad dachami brytyjskiej stolicy osiemnastoletni David znalazł swój drugi dom. Tylko tutaj czuje się wolny i może zapomnieć o swojej niechlubnej przeszłości.

Pewnej nocy na jednym z dachów spotyka dziwną i piękną dziewczynę. Ma na imię Heaven i błaga o pomoc. Twierdzi, że właśnie wycięto jej serce. Choć David nic z tego nie rozumie i nie dowierza słowom Heaven, postanawia jej pomóc. W szpitalu lekarz potwierdza, że Heaven naprawdę nie ma serca. W ten sposób rozpoczyna się ich wspólna niebezpieczna przygoda. Przeżyją tylko wtedy, gdy uda im się poznać tajemnicę Heaven.

 

źródło opisu: http://muza.com.pl

źródło okładki: http://muza.com.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 14
Limonette | 2017-07-20
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 07 lipca 2017

Spiczaste uszy. Ewentualnie do tego długa czapa z pomponem. Wypisz wymaluj.. no, właśnie: elf. Nie wiedziałam, jak inaczej można wyobrazić sobie to stworzonko. Zwłaszcza, że kultura, literatura nie pozostawiały mi jakichkolwiek wątpliwości. Nie zapominajmy jednak, że to ciekawscy są perłami tego świata. Co nie zmienia faktu, że to dla mnie zdecydowanie nowe uczucie - wypożyczać książkę tylko dlatego, że jedyny wizerunek elfa, jaki przywodzi na myśl to słowo to niewielki skrzacik pomagający świętemu Mikołajowi w pakowaniu prezentów.


David Pettyfer jest 19-letnim chłopakiem, który największy spokój odnajduje chodząc po... dachach. Tym sposobem przemierza ulice zatłoczonego Londynu i dostarcza przesyłki do klientów antykwariatu, w którym mieszka. Któregoś razu, podczas swojej wędrówki spotyka dziewczynę. W tym samym momencie, w jego głowie rodzi się pytanie: co normalna dziewczyna może robić na dachu? Jak się okazuje, z tą nie wszystko pozostaje w porządku. Bo skoro twierdzi, iż wycięto jej serce, musi mieć jakąś tajemnicę na sumieniu.
Autor, w kreowaniu historii Davida i Heaven, postawił, odnoszę wrażenie, wszystko na jedną kartę: zaskoczenie połączone z ciekawością. Takie wrażenie ma zostać wywołane w czytelniku od początku, od pierwszych stron, poczynając od opisu z tyłu okładki. Sprawdźcie, czy tak nie jest:
"Pewnej nocy na jednym z dachów spotyka dziwną i piękną dziewczynę." - i okoliczność, w jakiej bohaterowie się spotykają, i sama postać dziewczyny wydaje się być osobliwa, niepewna tego, co może się wydarzyć w związku z takim zestawieniem. "Ma na imię Heaven i błaga o pomoc." - zostaje nam zapowiedziane, że coś się zadzieje. Skoro Heaven błaga o ratunek, już widzimy w wyobraźni monstrualne problemy, w jakie za chwilkę zostaniemy wciągnięci. "Twierdzi, że właśnie wycięto jej serce." - i takie BUM! jeśli chodzi o natężenie zadziwienia. Czytelnik bez namysłu stwierdza, że to musi być coś nowego, nigdy TAKIEJ powieści nie czytał, więc bierze ją w łapki i zaczyna.Niezła gra, prawda?
Dodatkowo, fakt, iż w tym wprowadzeniu do fabuły, otrzymujemy mały, maleńki skrawek całej akcji, podrzuca nam do głowy myśli: "o co właściwie chodzi?", "co tu się będzie działo?". A zasiane ziarenko zapytania kiełkuje. Niestety, z racji, iż jest podlewane ciut za często, zbyt dużymi dawkami informacji, czasem nawet wydawałoby się zbędnymi, napięcie nie narasta tak porządnie, jak by się tego spodziewano. Dla osób, które nie czytały jeszcze tej książki: radziłabym pomijać wszelkie preludia, czyli te najkrótsze rozdziały, jako jedyne nieobserwujące głównych bohaterów, a wtajemniczające, co się dzieje z osobnikami tropiącymi młodych, jakie intrygi wprowadzają, by złapać Davida i Heaven w pułapkę. Moim zdaniem, w żaden sposób nie wpływa to na poprawę rozumienia sytuacji, a co najwyżej obniża poziom emocji - właśnie dowiadujemy się, co za chwilę zastanie nasza główna parka.

Natomiast pomysłem znikającego fragmentu nieba nad Londynem powiązanym z nocnymi wędrówkami po londyńskich dachach, Christoph Marzi uwiódł mnie całkowicie! Gdy wyobraziłam sobie scenerię miasta tętniącego życiem, np. z perspektywy wagonika London Eye (a tam też zaprowadzi nas na moment fabuła!) i niezmierzoną dziurę w granatowym niebie opanowanym przez błyszczące gwiazdy, miałam ochotę natychmiast... po prostu wejść na ten moment do książki i zwyczajnie na to popatrzeć. Nie przejęliby mnie bohaterowie, sceny walki, nic! Dla samego poznania historii, która wprowadza nam ten motyw niepełnego nieba, zwłaszcza, iż opowiedziany z taką nutą realizmu (czy to mogłoby zdarzyć się naprawdę?), warto sięgnąć po "Heaven". Zachęcam również wszystkich marzycieli, mających czasem ochotę przemknąć w kilka minut nad korkami, tłumami i światłami sygnalizacyjnymi, wybierając drogę... dachową.

Pośród bohaterów trudno było mi odnaleźć swojego ulubieńca. Bynajmniej nie dlatego, że stały ich przede mną tabuny. Po prostu brakowało, zwłaszcza w tych głównych postaciach, ikry, tego błysku w oku bądź jakiegokolwiek innego zabarwienia, sprawiającego, że wyłowiłabym go spośród setek innych postaci. Niestety, każda osoba zaangażowana w fabułę została w nią właśnie zaangażowana w stu procentach. Ani jednego nie poświęcono na budowanie samego charakteru bohaterów. Wielka, ale to wielka szkoda! Chociaż na miano sympatycznych nastolatków i Heaven, i David sobie zasłużyli.
Jeśli natomiast chodzi o rolę czarnego charakteru, pan.. Drood, którego przydomek zupełnie nie mógł wbić mi się do głowy, wywoływał u mnie wyłącznie zirytowanie, gdyż nie znoszę intrygantów i depczących po piętach "szarych złoczyńców" tego pokroju.

Przechodząc od szczegółu do ogółu, sama kreacja elfów, ku mojemu niewielkiemu rozczarowaniu, została zepchnięta na daleki, daleki plan. Fakt, wiąże się z niebiańskim pomysłem autora, ma w sobie sporą dawkę magii, lecz spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Niekoniecznie krasnoludków ze spiczastymi uszami, ale przynajmniej większej porcji... fantazji.

"Heaven. Miasto elfów" określiłabym mianem... niszowej? Na pewno specyficznej. Prostej, acz bardzo specyficznej. Spośród wszystkich czytelników, na pewno kilkunastu odłoży tę powieść po pierwszym rozdziale, kilkudziesięciu może w połowie. Z tych, którzy dotrwają do końca, mniej więcej połowa okrzyknie ją przeciętną bądź nieudaną lekturą. Natomiast ci, pozostający na polu walki, do końca z wyrazem zaskoczenia na ustach, będą ją wspominać dobrze. A co najważniejsze: będą mieli co wspominać i z łatwością skojarzą sobie wydarzenia zapamiętane z losów Davida i Heaven z odpowiednim tytułem (trudno nie będzie :D). Wystarczy nawet spojrzeć w nocne niebo i docenić, że możemy je podziwiać w całości, a nie podzielone na fragmenty.

Blog: nad-okladke.blogspot.com :)

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Księżyc w nowiu

Przeczytane w trzeciej klasie gimnazjum, czyli wiele lat temu. Wypożyczyłem ze szkolnej biblioteki chyba dlatego, że coś słyszałem o filmach i o cały...

zgłoś błąd zgłoś błąd