Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Stukostrachy

Tłumaczenie: Łukasz Praski
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
6,15 (3289 ocen i 274 opinie) Zobacz oceny
10
136
9
167
8
348
7
733
6
871
5
533
4
200
3
203
2
47
1
51
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Tommyknockers
data wydania
ISBN
9788376480275
liczba stron
640
słowa kluczowe
powieść, groza, napięcie, miasteczko
język
polski

Inne wydania

Haven, idylliczne miasteczko w stanie Maine, przeobraża się w niebezpieczną pułapkę dla każdego nowego przybysza. Diabelską przemianę wywołuje na pozór błahe wydarzenie - Bobbi Anderson potyka się w lesie o dziwny metalowy przedmiot i bezskutecznie stara się go wykopać. Wkrótce tajemnicza rzecz, zagrzebana w ziemi od tysiącleci, zaczyna się rozrastać i zmieniać kształty, upodabniając się do...

Haven, idylliczne miasteczko w stanie Maine, przeobraża się w niebezpieczną pułapkę dla każdego nowego przybysza. Diabelską przemianę wywołuje na pozór błahe wydarzenie - Bobbi Anderson potyka się w lesie o dziwny metalowy przedmiot i bezskutecznie stara się go wykopać. Wkrótce tajemnicza rzecz, zagrzebana w ziemi od tysiącleci, zaczyna się rozrastać i zmieniać kształty, upodabniając się do ruin starożytnej budowli. Bobbi i jej partner popadają w dziwne uzależnienie od tego wykopaliska, a wszyscy mieszkańcy Haven zostają obdarzeni mocą nieznaną zwykłym śmiertelnikom...

Powieść doskonale łączy elementy fantastyki i grozy. Oprócz sporej dawki horroru, humoru i napięcia, czytelnicy znajdą w niej znakomite obrazki obyczajowe z życia amerykańskiej prowincji.

Wszystko to, za co kochamy horrory - autentyczny strach, wciągająca fabuła i tajemnica odkrywana bardzo, baaardzo powoli. Aż do ostatniej strony.
- Życie Warszawy

Nieprawdopodobnie przerażająca historia – od tej książki nie można się oderwać.
- Los Angeles Times

 

źródło opisu: Prószyński i S-ka, 2008

źródło okładki: http://www.proszynski.pl/Stukostrachy-p-30890-.html

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 699
Paulina | 2013-01-18
Przeczytana: 18 stycznia 2013

Oj, Stephen, Stephen... Co się stało, powiedz? Czy odkryłeś jakieś... magiczne zioło? Halucynogeny? Za dużo piłeś?
A może miałeś tzw. kryzys twórczy?
No, stary przyjacielu. Co Cię skłoniło do tego, by napisać, a następnie wydać, "Stukostrachy"?


W nocy, gdy cały dom już śpi,
Stukostrachy, Stukostrachy
stukają do drzwi.
Chciałbym stąd uciec, lecz boję się,
że Stukostrach zabierze mnie.

Zanim przejdę do recenzji muszę wyspowiadać się - niechętnie - z uczuć, jakie mną władały, gdy sięgałam po tę powieść. Po pierwsze - ciekawość. Po drugie - wątpliwości. A najgorsze ze wszystkiego jest to, że sugerowałam się licznymi opiniami na temat tej książki (dodam, że w większości negatywnymi). Uwielbienie Mistrza przeplatało się równocześnie z poczuciem heroizmu, objawiającego się zaciętością i niezłomnym przekonaniem, że Wszyscy Się Mylą. Bo jak to - Stephen King miałby napisać coś, co określane jest jako dno, banialuki, gniot...? Z duszą na ramieniu zabrałam się za lekturę jednej z najsłabszych powieści Mistrza z przekonaniem, że skoro powieść liczy sobie ponad 700 stron, to na pewno nie jest to Aż Takie Dno.

Szczerze? Gdyby "Stukostrachy" skrócić, wyrzucić liczne, odrębne historie kolejnych mieszkańców Haven i/lub związanie tych historii nieco bardziej ze sobą, aby przeplatały się wzajemnie, a nie sprawiały wrażenia urwanych z choinki, byłoby lepiej. W "Pod Kopułą" czy "Bastionie" również pojawia się mnogość bohaterów, jednak jedna historia wynika z drugiej, bohaterowie się znają i ich losy przeplatają się ze sobą. Jedna osoba spotyka drugą, druga trzecią i tak dalej - jest sens, jest logika, jest ciągłość. A w "Stukostrachach" poszczególne osoby to poszczególne rozdziały. Miałam wrażenie, że czytam nie spójną powieść, lecz zbiór opowiadań, w których jedyne, co łączy bohaterów, to czas i miejsce akcji. Żadnych powiązań, żadnych przeplatających się wątków. Równie dobrze King mógłby napisać o mojej wiosce.

Element wiążący wszystkie historie, czyli latający talerz, zakopany głęboko za domem Bobbi Anderson, to za mało. Niby tenże talerz wpływa na wszystkich mieszkańców Haven, ale efekt związania jest boleśnie nieudolny. To tak, jakby napisać o dwudziestu różnych mieszkańcach niewielkiego miasta po trzęsieniu ziemi - na każdego żywioł jakoś tam wpłynął, ale nic poza tym mieszkańców nie łączy. Przeciwnie było we wspomnianych wyżej grubaśnych tomiskach ("Bastion", "Pod Kopułą") - tam nic nie było zbędne, żaden bohater nie był wciśnięty na siłę w fabułę, tam wszystko jakoś pięknie się łączyło... A o samym latającym talerzu King pisze tak:

"Żaden szanujący się pisarz science fiction nie wspomniałby o latających talerzach w swojej powieści, żaden szanujący się wydawca nie chciałby mieć z nimi nic wspólnego. Latające talerze wyszły w tym gatunku literackim z mody mniej więcej w tym samym czasie, co Edgar Rice Burroughs i Otis Adelbert Kline. Stanowiły najstarszy i najbardziej oklepany motyw na świecie."

Więc dlaczego, Stephen? Dlaczego? Z przekory? Ze złośliwości? Dlaczego?

Zaczyna się naprawdę dobrze. Roberta Anderson potyka się o coś metalowego, co ma się okazać kawałkiem latającego spodka. Siła magnetyczna czy jak to nazwać zaczyna wpływać na nią, powodując znaczną utratę wagi i niemalże szaleństwo. Jej przyjaciel, Jim Gardener, zapijaczony poeta, telepatycznie czuje, że coś jest nie tak i jedzie Bobbi na ratunek. Do tego mamy psa Petera, który dziwnie się zachowuje i pod wpływem siły z niezidentyfikowanego obiektu zaczyna młodnieć... Martwe zwierzaki, dziwne wynalazki i obsesja to zachęcające wejście do, zdawałoby się, świetnej lektury. Ja osobiście bardzo lubię grube książki Kinga, którymi mogę się raczyć wiele godzin i znikać w stworzonej przez autora historii. Tym bardziej, że naprawdę miałam nadzieję, że tytułowe Stukostrachy to będą jakieś mordercze ludziki zamknięte w ścianach albo choć krwiożercze duchy... A czym są? Mieszkańcami wioski... Podobnie jak w "Desperacji", mamy przemianę, jednak nie tylko kilku osób, które unicestwiły resztę, lecz całego miasteczka. Wszyscy zmienili się w Stukostrachy.

"Uparcie wmawiali sobie, że wciąż są tacy sami jak zawsze - i to było najważniejsze kłamstwo."

Kilka razy odkładałam książkę, patrzyłam na nią, a wetknięta gdzieś w połowie zakładka krzyczała do mnie: "Daj mu szansę, to King, do jasnej ciasnej!". Więc otwierałam książkę na nowo i, po kolejnych stu stronach, po raz kolejny ją zamykałam. W międzyczasie przeczytałam "Pentagram" Jo Nesbø... Wierzcie mi, raz jedyny coś podobnego mi się zdarzyło podczas czytania Mistrza (przy "Historii Lisey"). I wówczas, po przeczytaniu książki do końca, żałowałam straconego czasu i braku wiary w swój instynkt. Tutaj było podobnie... Choć muszę oddać Kingowi sprawiedliwość - ciekawił mnie ciąg dalszy. Wiem, że to brzmi nieco niekonsekwentnie, bo dopiero co pisałam, że odkładałam książkę... Ale prawdą jest, że choć tłumiłam ziewanie i przewracałam z irytacją oczami, chciałam wiedzieć, co będzie dalej. Bo, mimo wszystko, ta książka wciąga. Czy sytuacja się pogorszy? Jak wszystko się ułoży? Dlatego ta książka ostatecznie znajduje się w moim prywatnym rankingu na miejscu drugim... od końca.

Co zauważyłam? Liczne odniesienia do innych pisarzy, między innymi Petera Strauba (z którym King napisał dwie powieści, niestety, póki co, nie znane mi), Deana Koontza (Bobbi czyta jego powieść "Opiekunowie"), Wellsa, Orwella czy poety - T.S. Elliota (do którego, notabene, Koontz odnosił się w "Apokalipsie", o której pisałam tutaj).
I jak zwykle King odnosi się także do swoich powieści - w "Stukostrachach" wychaczyłam odniesienie do Johniego Smitha, który po kilku latach w śpiączce budzi się ze zdolnościami parapsychicznymi. Ta historia została przez Kinga opisana w "Martwej strefie", kolejnej książce Mistrza z mojego stosiku, której jeszcze nie czytałam (poza, oczywiście, notką na okładce, dzięki której skojarzyłam).
Oraz - tutaj coś zabawnego - King odniósł się... do samego siebie!

"I pisała niezłe westerny, takie, co to czyta się jednym tchem, a nie jakieś pełne nieprzyzwoitych słów niestworzone historie o wymyślonych potworach, które pisał ten facet z Bangor."

Dla tych, co nie wiedzą - Stephen King mieszka w Bangor....

Podsumowując... Każdy, kto uważa się za fana Stephena Kinga, powinien znać jego twórczość. Zarówno tę lepszą, jak i słabszą. Nie mogę powiedzieć, że w ogóle żałuję, że przeczytałam "Stukostrachy" - nie. Nie żałuję. Ale w ogólnym rozrachunku postanowiłam sobie, że przeczytam wszystkie książki Stephena Kinga, jakie kiedykolwiek pojawiły się w języku polskim, więc pomimo marności "Stukostrachów" jestem zadowolona i z ulgą odhaczam kolejną przeczytaną powieść. Jest słaba - mówili mi o tym blogerzy, mówili użytkownicy portalu Lubimy Czytać, wreszcie - mówiła mi to intuicja. Ale należę do tych ludzi, którzy muszą sami się przekonać i sami wyrobić sobie opinię. Przeczytałam. Wyrobiłam. Wystarczy.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Chemik

Pierwsze kilka rozdziałów całkiem obiecujące. Jednak kolejne odzierają ze złudzeń o dobrym thrillerze. Akcja toczy się w niesłychanie powolnym tempie...

zgłoś błąd zgłoś błąd