Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Sekret twoich oczu

Wydawnictwo: Białe Pióro
9 (8 ocen i 8 opinii) Zobacz oceny
10
4
9
2
8
1
7
0
6
1
5
0
4
0
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788364426391
liczba stron
70
kategoria
poezja
język
polski
dodał
yky7kyuk

"Mimo że po pierwszej zwrotce "Uranowego zalewu..." pochopnie stwierdziłem, iż mam do czynienia z przeintelektualizowanym piórem i nadmierną kombinacją w stylu. Ochoczo jednak przyznaję się do błędu, albowiem już przy drugiej i trzeciej strofie moje postrzeganie poezji Tomasza Kowalczyka zmieniło się diametralnie o 180 stopni. A to za sprawą niebywałego wyczucia języka polskiego i fantazji w...

"Mimo że po pierwszej zwrotce "Uranowego zalewu..." pochopnie stwierdziłem, iż mam do czynienia z przeintelektualizowanym piórem i nadmierną kombinacją w stylu. Ochoczo jednak przyznaję się do błędu, albowiem już przy drugiej i trzeciej strofie moje postrzeganie poezji Tomasza Kowalczyka zmieniło się diametralnie o 180 stopni. A to za sprawą niebywałego wyczucia języka polskiego i fantazji w jego użyciu, za sprawą których Kowalczyk robi z polszczyzny prawdziwe dzieło sztuki. Z tak kapitalnie koronkowym, ażurowym wręcz układem liter, sylab, słów i wersów spotykam się bodaj po raz pierwszy! Podobnie jak i z tak żywym, fantazyjnym i kreatywnym, a przy tym niepretensjonalnym słowotwórstwem. Toż to rzecz wprost niespotykana!"
/Mateusz Koprowski Angora/


"Każdy z nas po trosze pozostaje dzieckiem przez całe życie, uciekając myślami do pięknego świata baśni niczym do "Tajemniczego ogrodu", by doznać niezwykłych wrażeń. Nie poskąpił ich czytelnikowi Tomasz Kowalczyk, wprowadzając go w zaczarowany świat swoich utworów. Znajdziemy w nich absolutnie unikatowe obrazowanie, zawoalowane treści ukryte w licznych symbolach, misternie skonstruowane metafory, pełne dżwięku i melodii strofy. Owa muzyka wyłania się z idealnie dobranych rymów. Wersy tętnią własnym przebogatym życiem. Płaczą, tęsknią, wołają, proszą, miłują lub... ulatują motylim szelestem. A wszystko wyrażone jest niezwykłą symboliką, bowiem autor jest przedstawicielem tego właśnie nurtu literackiego. Nie znaczy to jednak, że skorzystał z utartych wcześniej ścieżek. Wręcz przeciwnie, rzucił wyzwanie poetyckiemu światu i stworzył zupełnie odmienną symbolikę, w której aż się roi od zaskakujących oryginanoscią neologizmów. Tomasz Kowalczyk czerpie natchnienie z prawdziwej skarbnicy własnego serca, własnej wrażliwości. Świat przez niego postrzegany odzwierciedla stan duszy, podświadomości, gdyż ten własnie świat poeta uznaje za prawdziwy, a nie postrzegany zmysłami. Zatem w jego utworach natkniemy się na wiele zagadek, szyfrów, tajemnic, a zadaniem czytelnika będzie je odgadnąć, zrozumieć, rozszyfrować. Nie zawaham się stwierdzić (a nie jestem w tym stwierdzeniu odosobniona), że narodził się nam GENIUSZ na miarę stuleci!"
/Alicja Łuniewska filolog, poetka/

"Autor tomiku, to artysta widzący ostrzej. Trzyma w ręku poetycki aparat, wpływając swoją poezją niezwykle sugestywnie na nasze zmysły. Poezja sensualna, rozmalowana, momentami rozmyta w metafizyczny niepokój. Poezja elegancka, z odpowiednią estymą do otaczającej rzeczywistości. Dźwięczna, pisana według określonych wcześniej wzorów sylabotonicznych. Nie znam autora, ale będzie o nim głośno!"

/Agnieszka Krizel - nietypowerecenzje.blox.pl/

 

źródło opisu: Wydawnictwo Białe Pióro, 2015

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 950
Eudaimonia | 2016-01-27
Na półkach: Przeczytane, Posiadam

Dawno już wzięłam rozbrat z poezją. Dawno ją pożegnałam, gdy po dwóch tomach Pawła Wojciechowskiego, które bez echa minęły i w nikim poza mną chyba nie rezonowały, po tym przełomie gwałtownym uznałam, że nie ma czego szukać u poetów rówieśnych i w prozie się ukryłam, i w prozie ocalenia poczęłam szukać. Stanisław Barańczak na osłodę mi został. I mistrzowie przebrzmiali, do których nikt nie wraca, odtrąceni, wyszydzeni, zapomniani.

Aż nagle w mrokach poetyckiej nocy gwiazda zajaśniała nowa, planeta tak gorejąca, że z niej galaktyka cała zdaje się wypromieniać. Nadzieją niepospolitej urody. Nadzieją dla rodzimej literatury, obumarłej i spłaszczonej w jednobrzmieniu.

I kto to do drzwi mistrzów odrzuconych zapukał? Kto wziął sobie, co mieli najlepsze i przetoczył przez głuche dekady do ponowoczesności? Kto się nie uląkł krytyki, kto sobie za nic miał szyderców? Kto Kasprowicza, Leśmiana i Lechonia w niebach dalekich ucieszył, piękno polszczyzny na nowo odkrywając? Kto ze strofami Rilkego gawędził, aby im własnym głosem odpowiedzieć? Kto wreszcie prostotę wiersza wolnego precz cisnął i z klasycznymi formami jął się mierzyć?

Kto?! Biada wam, rodzimi poeci, bo to młode pióro wszystkich was wespół i każdego z osobna na leksykalne oraz na formalne, a najbardziej na frazeologiczne łopatki rozkłada. Bardzo młode pióro. Zuchwałe tak, jak tylko młodość jest zuchwała. Niepokorne. Uskrzydlone dziecięcą odwagą. I obok niej powagą mędrca. Zuchwałość wytrąca język z kolein. Kpi z gramatyki. Gardzi jej prawami. Bierze sobie słowa i układa je w nowym ordynku. Mówi: „Ów drżenie” („Świt nad Burgundią”). I jak dziecko wylewa strumień słów w każdą zakładkę rzeczywistości. Zagląda w jej plisy, przetrząsa zakamarki. Nie boi się poszukiwań. Nie ma przestrzeni tabu. Rzeka słów wartko pędzi między życiem z miłością i spełnieniem, a śmiercią z rozczarowaniem i klęską. Rozbieganemu, krzykliwemu dziecku pomaga wewnętrzny starzec. To on nazywa rzeczy właściwym imieniem. To on osuwa się w odwieczną samotność artysty. To on opowiada o alienacji kochających. To on kreśli ramy świata, który z trudem daje się objąć. Młodzieniec podaje starcowi słowa, dla których znalazł nowe miejsca, starzec układa je w mandalę. Mandalę z symboli. Wibrującą, płomienną. Każda fraza coś odsłania. Przez symbolonośną kurtynę prześwieca prawda o kondycji człowieka pozbawionego złudzeń, czującego zanadto i zanadto zakorzenionego w świecie.

Podmiot tych muślinowych strof jest uwikłany we własne doznania. Mości się w rzeczywistości. Żeby odkryć bezradność i żeby na nią przystać. Pogodzić się z nią. Zaprzestać szamotaniny.

„ Mam marne krótkie życie i dwie zmęczone dłonie,
Nikt nie wie nic i nicość ma wiedzę niezupełną”. („Biała zaduma”)

Wędruje przez dookolność i prześwietla ją. Dostrzega szczegóły, syci się szczegółami.

„Opodal okienko drzewiny mchem mlaśnie,
Rozparta na piętrze żylasta skakanka”. („Prześcieradła”)

Świat, którego złożoności nadaje imiona, odbija jego nastroje. Współgrają z nim biografie artystów, potwierdzają, że jeśli jest szalony, to każda nadwrażliwość jest szaleństwem. Chylą się ku niemu w każdym tętniącym życiem przejawie.

„Słonecznik – łzawą kulą, miota się i płacze, (…) „ („Vincent van Gogh”)

Dookolność, choć już oswojona, nie przestaje przerażać. Wzmożonej wrażliwości doskwiera przemoc, zbyt często doświadczana od tych, którym się zaufało. I wówczas obok wiary pojawia się bunt rozpaczy. Anima lachrymans, tak czysto i boleśnie brzmiąca w poezji Jana Kasprowicza wraca w strofach ponowoczesnego poety. Bo i on wadzi się z Bogiem.

„Od przedwczoraj mroczność barłożąca śni się,
A dnie wstecz puszczałem… w marzeniach latawce…” („Ochrona”)


I on, jak egzystencjaliści, czuje, że w niebie jest pusto. Nikt nad człowiekiem nie czuwa. Nie ma komu się pokłonić. Nie ma nic poza cieniem anioła, który też być może jest tylko pobożnym życzeniem.

„Raz, słyszałem, anioł me imię zapamiętał,
I odtąd go spostrzegam, gdy smutny wiatr kołysze.” („Czarny”)

Co może ocalić, poza przystaniem na własną nadczułość? Miłość? Miłość jest krucha i być może daremna. Bohater wpływa w nią, chce zacumować, oddać jej swe insygnia, żeby tylko była, została, nie okazała się kolejnym złudzeniem.

„Wspinam się w mlecz gwiezdny, w hejnał nocy kruchej,
Na drabinie z duszy, nad ziemską kołyską,
Półsenny, niczyi…półstwórcą, półduchem…
Po księżyc dla ciebie, po gwiazdy… po wszystko…” („Czy się uda?”)

„ … I tylko twe oczy, twe oczy z ochotą
Oglądam, gdy mroki wietrzeją w bezdenność”. („Sekret twoich oczu”

I choć także wybór serca zawodzi, choć zamiast miłości jest nieobecność i trzeba znów otulić się jedynym, co oswojone: samotnością:

„W miejscu, gdzie stałaś, powietrze przycichło (…)” („Motyli okrucieństwo”)

„Wytrwale czekam na twoje nieprzyjście…”(„Nie przyszła”)

Nie można się poddać. Semantyczny ornament na to nie pozwoli. Jest jeszcze dorastanie do miłości. Cierpliwość jest. I czekanie wbrew.

„Ruszyłem, lecz przeciwnie do skrzydeł jej skakanki,
Może gdzieś w przyszłości tak samo spojrzy na mnie…
I w puch się kamień zmienia, a w mgłę piaskowe zamki…
Świat gubi czasem liście…I gasną w krąg latarnie…” („Zuzanna”)

Bywa, że czekanie skropli się w nowe oblicze miłości. Bywa, że się zdarzy spełnienie. Z pewnością jednakże, że nawet ono nie wiedzie ku życiu.

„A ja z uśmiechem gładkim, bo uśmiech koi drogę
Tę już pokonaną i tę, co nas pożera,
Przytulę cię do piersi… bo cóż tu więcej mogę…
W świecie, w którym ciągle nas coraz więcej nie ma”. („Przewinienia”)

Poezja Tomasza Kowalczyka przynosi głęboką refleksję nad losem wędrowców, którzy po złote runo idą własną drogą. Nie wybierają ścieżek za cudzym światłem. Nie szukają potwierdzenia w cudzych oczach. Nie chcą się w nikim odbijać, nie pragną uzasadniać własnego istnienia czułym odruchem innego serca. Patrzą i widzą, rozumieją, czują. Pomimo. Z rzadka „dla”.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Odwykownia

Sympatyczna, dość ciekawy pamiętnik z odwyku. Tylko, czy ma przełożenie na rzeczywistość? Jak na mój gust, albo bohater nie był jeszcze alkoholikiem &...

zgłoś błąd zgłoś błąd