Czerwony rycerz

Tłumaczenie: Maria Gębicka-Frąc
Cykl: Syn zdrajcy (tom 1)
Wydawnictwo: Mag
7,22 (171 ocen i 30 opinii) Zobacz oceny
10
5
9
21
8
48
7
59
6
21
5
12
4
1
3
1
2
2
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The Red Knight
data wydania
ISBN
9788374806305
liczba stron
832
słowa kluczowe
fantasy, smoki
język
polski
dodał
Krzysztof

Zapomnijcie o Jerzym i smoku. Zapomnijcie o sir Lancelocie i rycerskich opowieściach. To będzie brudna robota. Poleje się krew, pofruną flaki. Oto najemny rycerz, jakiego jeszcze nie widzieliście. Dwadzieścia osiem florenów miesięcznie to wygórowana opłata dla człowieka, który ma stawić czoło Dziczy. Dwadzieścia osiem florenów miesięcznie to stanowczo za mało, kiedy w bitewnym tumulcie...

Zapomnijcie o Jerzym i smoku. Zapomnijcie o sir Lancelocie i rycerskich opowieściach. To będzie brudna robota. Poleje się krew, pofruną flaki. Oto najemny rycerz, jakiego jeszcze nie widzieliście.

Dwadzieścia osiem florenów miesięcznie to wygórowana opłata dla człowieka, który ma stawić czoło Dziczy.

Dwadzieścia osiem florenów miesięcznie to stanowczo za mało, kiedy w bitewnym tumulcie szczęki wiwerny zatrzaskują się człowiekowi na hełmie i potwór zaczyna mu odgryzać głowę. Sama taka walka to nie przelewki; dowodzenie kompanią ludzi – a nawet gorzej, kompanią najemników – w obliczu zabójczo przebiegłych bestii z Dziczy jest jeszcze trudniejsze. Trzeba mieć do tego odpowiednie urodzenie, wyszkolenie i diabelne szczęście.

Czerwony Rycerz dysponuje tymi wszystkimi przymiotami, na dodatek jest młody i żądny zarobku. Kiedy więc najmuje się wraz ze swoim oddziałem do ochrony żeńskiego klasztoru, traktuje to zadanie jako jedno z wielu zleceń. Klasztor jest bogaty, siostrzyczki zakonne śliczne, a zagrażający im potwór – wcale nie taki straszny.

Kłopot w tym, że to nie będzie zwykłe zlecenie. To będzie wojna…

 

źródło opisu: Wydawnictwo MAG, 2015

źródło okładki: mag.com.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 199
Maciek | 2017-03-06
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 06 marca 2017

Dawno już żadna książka nie wzbudziła u mnie tak skrajnie sprzecznych uczuć, nie dała tak mocno - jak się to mówi - do myślenia. A czytałem w swoim życiu sporo fantasy, w tym chociażby wymienianych, lubianych i podziwianych (jak najbardziej zresztą słusznie) przez autora gigantów pokroju Eriksona, Cooka, Tolkiena... Ale do rzeczy, czyli książki. Zaciekawiony opisem i osobą autora (o tym później) pożyczyłem, zacząłem czytać i ... Dosłownie po kilku pierwszych stronach odłożyłem, mając przyznaję ochotę rzucić nią o ścianę - pierwszy raz od czasu niesławnego (moim zdaniem) Metro 2035. Podejrzewając spartaczone tłumaczenie - jak się okazało nie bez racji - sięgnąłem po oryginał, angielską wersję i... Zrozumiałem problem, wyzwanie przed jakim stanęła pani Głębicka-Frąc (tłumaczka). O tym dlaczego, nieco dalej... Tak czy inaczej...Zaciekawiony postanowiłem dać książce i polskiej wersji drugą szansę i ... Poszło. Spodobała mi się, wciągnęła. Duży wpływ miała tu, o czym wspominałem wcześniej osoba autora... Dlaczego? Cóż...

Różni ludzie książki piszą... Weźmy dla przykładu tych których wymienia, lubi i podziwia autor (i nie jest w tym bynajmniej odosobniony). Taki Erikson chociażby to z wykształcenia archeolog i antropolog, Tolkien był filologiem i wykładowcą, Cook pracował w jednej z fabryk GM... Zwykle nie ma to znaczenia, taki na przykład pan Sapkowski, jest z wykształcenia ekonomistą, a nie historykiem, co nie przeszkodziło mu w napisaniu dość mocno ową historią okraszonej tzw. trylogii husyckiej. Czasem, tak jak w tym przypadku, ma i to duże.
Czy zastanawialiście się kiedyś co mogłoby z tego wyjść, gdyby za napisanie książki zabrał się rycerz? Pewnie nie... W końcu od jakiegoś już czasu, mało/rzadko się ich spotyka... A kiedyś, w czasach gdy było ich sporo, zawodnicy typu Zawiszy mieli zwykle inne rzeczy na głowie niż pisanie książek (nawet jeśli umieli pisać), a zwłaszcza nieznanej wówczas teoretycznie fantastyki. Jeśli tak, lub jeśli ów pomysł wydał się Wam intrygujący i chcielibyście się przekonać, dosłownie na własne oczy... Oto książka dla Was. Pan Cameron nim właśnie jest. Pasjonatem tzw. rekonstrukcji historycznej i/lub militarnej, uczestnikiem wielu turniejów rycerskich, osobą obeznaną nie tylko z walką (pieszo i konno), ale również historyczną bronią, ekwipunkiem i ogólnie rzemiosłem. I widać to, wpływ owej pasji, wiedzy w tej książce, co jest zdecydowanie jedną z jej większych zalet. Tym co odróżnia ją od wielu innych pozycji z tego gatunku. Znajomość rzeczy. Zwłaszcza jest to widoczne, jeśli chodzi o wszystko co związane z walką - a tej bynajmniej tu nie brakuje. Ale nie tylko. Autor ma zdecydowanie duże pojęcie, wiedzę o tym jak wyglądało życie tzw. codzienne w czasach późnego średniowiecza, erze pełni rozkwitu rycerstwa i wszystkiego co z nim związane. I to również widać/czuć.
Dorzućcie do tego ciekawego, wiarygodnie zarysowanego tła, świata "wątek" fantasy... Magię, Dzicz, różnego rodzaju fantastyczne stwory, irki, wyverny, demony... Okraście (o czym już wspominałem) sporą ilością akcji, scen walki i grupą barwnych postaci/bohaterów... Jak również wyraźny momentami wpływ ulubionych autorów tego gatunku, pana Camerona, na których momentami się wzorował (zwłaszcza wpływ "Czarnej kompanii" Cooka jest miejscami wyczuwalny, zauważalny) i ... Przynajmniej teoretycznie powinniśmy otrzymać porcję porządnej, innej nieco niż reszta fantasy. I tak też jest. Z naciskiem na "inna". Skąd więc ta początkowa niechęć i wręcz oburzenie. Gdzie tkwi haczyk?

Problemem jest dość specyficzny sposób w jaki książka jest napisana i/lub równie specyficzny styl autora. Dość trudny do sklasyfikowania, opisania... A zarazem - o czym już wspominałem - przetłumaczenia, oddania. Przy całym szacunku dla pani tłumaczki... Miejscami temu wyzwaniu nie podołała, pojedynek z panem Cameronem i Jego specyficznym stylem pisania, przegrała niestety. Początek zwłaszcza, czyli to co ma często wpływ na to czy czytamy dalej czy nie, wyróżnia się pod tym względem. Dalej jest lepiej znacznie, choć tu i ówdzie zdarzają się niestety znów słabsze fragmenty.
Przeczytawszy całą książkę, przywyknąwszy do sposobu pisania pana Camerona (i miejscami tłumaczenia) przestałem uważać go za wadę książki, doceniłem. Więcej... Wydaję mi się, że dodaje książce klimatu, nadaje specyficznego charakteru, nawet jeśli wymaga momentami skupienia i co tu dużo mówić, trzeba się do niego przyzwyczaić. ALE... Jest to jedna z tych książek, pomimo swych zalet, która za sprawą stylu, albo się komuś spodoba, albo mocno podniesie ciśnienie i zniechęci już po kilkunastu-kilkudziesięciu stronach. Tak jak mnie za pierwszym razem. Nie żałuję jednak, że wróciłem do niej, dałem panu Cameronowi nieco czasu, drugą szansę. Moim zdaniem warto. Zdecydowanie jedna z ciekawszych, innych i to zarówno ze względu na tematykę i wiedzę autora na ten temat, jak i właśnie styl, książka fantasy jakie od jakiegoś czasu czytałem.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Dziewczyna która wybrała swój los

Kasie West wkracza na nieznane wody, a to wszystko za sprawą książki „Dziewczyna, która wybrała swój los”. Typowy nastoletni romans przestaje być pods...

zgłoś błąd zgłoś błąd