Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Blask księżyca

Wydawnictwo: Kotori
5,96 (111 ocen i 11 opinii) Zobacz oceny
10
5
9
5
8
9
7
23
6
26
5
23
4
9
3
6
2
4
1
1
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Gekkou
data wydania
ISBN
9788363650636
liczba stron
214
język
polski
dodał
d2b

Nonomiya nie należy do ludzi, którzy lubią coś zmieniać w swoim życiu. Zdystansowany i cyniczny, czerpie prawdziwą przyjemność z obserwowania otoczenia. Takie zabawy "w detektywa" dają mu wiele satysfakcji. Pewnego dnia znajduje notatnik należący do koleżanki z klasy, Yoko Tsukimori, a w nim złożoną na czworo kartkę zatytułowaną "Przepis na morderstwo". Szczegółowa instrukcja, jak dokonać...

Nonomiya nie należy do ludzi, którzy lubią coś zmieniać w swoim życiu. Zdystansowany i cyniczny, czerpie prawdziwą przyjemność z obserwowania otoczenia. Takie zabawy "w detektywa" dają mu wiele satysfakcji.

Pewnego dnia znajduje notatnik należący do koleżanki z klasy, Yoko Tsukimori, a w nim złożoną na czworo kartkę zatytułowaną "Przepis na morderstwo". Szczegółowa instrukcja, jak dokonać morderstwa doskonałego, stanowi dla niego niezwykle intrygujące znalezisko. Jednak kiedy kilka dni później w wypadku samochodowym ginie ojciec Tsukimori, Nanomiya zaczyna podejrzewać, że ta śmierć nie była przypadkowa, zaś urocza i idealna w każdym calu Tsukimori staje się główną podejrzaną.

 

źródło opisu: http://www.kotori.pl/

źródło okładki: http://www.kotori.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 2909

Notatniki to bardzo przydatne rzeczy, nie można temu zaprzeczyć. Dobrze jest zapisać swoje myśli, zanim znikną w krainie zapomnienia. Są jednak myśli, które nigdy nie powinny zostać przelane na papier... Nastoletni Nonomiya, cyniczny chłopak lubiący obserwować swoje otoczenie, znajduje pewnego dnia w szkole notatnik należący do pięknej koleżanki z klasy, Yoko Tsukimori, lokalnej celebrytki. Okazuje się, że ten niewinny z pozoru zeszycik jest prawdziwym Death Note, ponieważ wypada z niego kartka, na której zapisany jest... Przepis na morderstwo?

Jeszcze niedawno uważano, że light novel nie przyjmą się w Polsce i nigdy nie rozwinie się u nas rynek ilustrowanych japońskich książek dla młodzieży. Tymczasem nieoceniony pionier Kotori uraczył nas już drugą lekką powieścią, a w zanadrzu trzyma jeszcze kilka tytułów do wydania. Blask księżyca różni się znacznie od Sword Art Online, to jednotomówka, w dodatku nawet nie w jednej dwudziestej tak popularna. Większość mangowców nie słyszała zbyt wiele o tym tytule, jednak zapowiada się on bardzo zachęcająco...

Mam naprawdę wielką słabość do tytułów psychologicznych, a gdy okraszone są horrorem i tajemnicami, wprost nie potrafię się im oprzeć. Blask księżyca wydawał się spełnieniem wszystkich moich oczekiwań, opis mnie zaintrygował, do tego przeczytałam kilka pozytywnych opinii. Niestety, szybko zostałam sprowadzona na ziemię. Akcja książki toczy się powoli, w przypadku powieści psychologicznej zazwyczaj nie jest to wadą, ale tutaj naprawdę niewiele się dzieje. Przez większość czasu w zasadzie obserwujemy typowe scenki szkolnego życia, z dodatkiem gierek psychologicznych między dwójką głównych bohaterów. Niestety, nie są one zbyt błyskotliwe, w dialogach nie ma iskry, może zaledwie jakieś tlące się pod grillem węgielki.

Rozłożenie akcji także pozostawia wiele do życzenia. Dopiero pod koniec zaczyna dziać się coś więcej, a potem nadchodzi zakończenie, które jest tak niesatysfakcjonujące, jak rzadko. Autorka chyba za bardzo ufa czytelnikowi, albo sama nie wie, co właściwie dzieje się w jej własnej książce. Czytelnik odchodzi zaintrygowany, ale jednak głodny porządnej odpowiedzi.

Powiecie pewnie, że nie dla porywającej fabuły czyta się takie pozycje, ale dla postaci, ich zmian, motywacji, przemyśleń, relacji. Bohaterowie Blasku księżyca to w znaczniej mierze socjopaci, co raczej nikogo nie zdziwi. Nasz męski protagonista, z którego punktu widzenia śledzimy wydarzenia, to znudzony życiem nastolatek. Mimo młodego wieku, tonie we własnym cynizmie po uszy. To typ obserwatora, który siedzi sobie i czujnie śledzi poczynania innych ludzi. Robi za inteligenta, paradoksalnie, jest jednak rozczarowująco mało domyślny i czasem irytująco sztywny.

Femme fatale Nonomii jest najpiękniejsza dziewczyna w szkole, Yoko Tsukimori, która oprócz olśniewania urodą czaruje również inteligencją. Stworzenie tak do bólu idealne, że nawet jej teoretyczne wady czynią ją jeszcze wspanialszą. Mary Sue do szpiku kości, niebezpieczna manipulatorka, która nie ma żadnych skrupułów. Oczywiście, czuje słabość do naszego głównego bohatera, a jakże. Do Tsukimori można wzdychać podczas lektury, ale raczej nikt nie chciałby spotkać podobnej osoby w prawdziwym życiu.


Nonomiya i Tsukimori zdecydowanie są najważniejszą parą tancerzy, jednak oprócz nich mamy też trzy inne postacie, które pragną zostać zauważone. Jak na kryminał przystało, pojawił się detektyw z prawdziwego zdarzenia, o bardzo subtelnym imieniu Konan. Cieszyłam się, że wreszcie pojawi się jakaś inna ważna osoba, ale okazało się, że to najgorzej skonstruowana z postaci. Teoretycznie powinien być geniuszem-socjopatą, ale jednak wychodzi to tak sztucznie, że czytelnik nie może powstrzymać się od przewracania oczami. Autorka ma w głowie zbiór cech, które detektyw powinien posiadać, ale nie umie nam ich dobrze pokazać.


Oprócz idealnej we wszystkich możliwych dziedzinach Tsukimori, znajdziemy w książce jeszcze dwie żeńskie postacie. Mari to pracowniczka kawiarni, w której zatrudniony jest główny bohater, tak zwana ,,kobieta bestia". Jest porywcza, dość agresywna i prostolinijna, a także okropnie przerysowana. Bardziej wiarygodną postacią jest Chizuru Usami, typowa dziewczyna z ławki obok, szczera, sympatyczna, dość energiczna. Chłopaki z klasy Nonomii nazywają ją ,,sokiem pomarańczowym" i to naprawdę trafne określenie – panna jest świeża, naturalna i raczej dość zwyczajna.


Książka ma to do siebie, że zawiera więcej literek niż manga, a jak już jest dużo literek w jednym miejscu, to można zacząć mówić o stylu, w jakim są poukładane. Niestety, prawdę mówili, że SAO jak na light novel jest nieprzyzwoicie dobrze napisane – Blask księżyca prezentuje się pod tym względem znacznie gorzej. Dominują dialogi, które czasem wypadają całkiem zgrabnie, jednak nie ma w nich tej iskry, czegoś, co sprawiłoby, że czytelnik uśmiechnął się lub pomyślał ,,o, jak fajnie to ujęli". Opisy szału nie robią, przedmiotem ich lwiej części jest Yoko Tsukimori, naczytamy się o jej urodzie nie z tego świata, oj naczytamy. Od razu zorientowałam się, że Blask księżyca tłumaczyła inna osoba niż Sword Art Online. Język jest bardziej potoczny, dosadny i mniej gładki, w ten sposób, który wskazywałby raczej na inwencję tłumacza.

Lekkie powieści z Japonii łączy z mangami to, że zawierają ilustracje w mangowej stylistyce. Te w Blasku księżyca szału nie robią. Wiem, że postacie są ważne, ale praktycznie całkowite ignorowanie teł przez Shiromiso to przesada. Często naprawdę chciałoby się zobaczyć jakąś scenę z dalszej perspektywy, zwłaszcza jedną z końcowych, ponieważ są naprawdę dobrze opisane i utalentowany rysownik mógłby stworzyć w oparciu o nie piękną ilustrację. Niestety, czytelnik musi obejść się smakiem. Ogólnie rysunki są dość szkicowe i niezbyt dopracowane, jedynie kolorowe obrazki pozytywnie się wyróżniają.


Można spotkać się z naprawdę zróżnicowanymi opiniami na temat wydań Kotori, niektórzy ich nie znoszą, a inni kochają za skrzydełka i sztywne okładki. Zdecydowanie należę do tej drugiej grupy. Często pojawiającym się zarzutem odnośnie light novel od naszego yaoicowego wydawnictwa jest to, że książeczki mają niewielki format, jednak jeśli zrobić rozeznanie, okazuje się, że wiele zwyczajnych książek jest podobnej wielkości, nie wspominając już o wydaniach kiszonkowych, które cieszą się dużą popularnością. Taka jest w sumie idea light novel – nieduża, napisana lekkim językiem pozycja, którą można ze sobą zabrać do szkoły lub pociągu.


Papier, na którym wydrukowano książkę, jest nadal dobrej jakości, podobnie jak ten w późniejszych tomach SAO. Nie jest śnieżnobiały, co w wypadku obfitującej w tekst light novel mogłoby powodować zmęczenie naszych biednych oczu, ale lekko żółtawy i przyjemny w dotyku. Tomik nie faluje, jest odpowiednio zszyty, nie trzeba się specjalnie męczyć, żeby go rozgiąć, nie ma się też wrażenia, że kartki to dzikie zwierzątka, które chcą prędko uciec z książki. Na początku dostajemy kolorową stronę ze spisem treści i tu pojawia się problem – mamy literówkę. Najgorsze możliwe miejsce. Na szczęście potem chochliki już nie mieszały, ale niesmak pozostaje.

Miało być tajemniczo, intrygująco, błyskotliwie. Wyszło jak zwykle. Mary Sue poziomu kosmicznego, cyniczne nastolatki, Konany. Ech. Może zwyczajnie na starość mam za duże wymagania? (myszo, co ty wiesz o starości...)

https://mangowa-norka.blogspot.com/

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Gniew i świt

Co prawda bardziej niż "Baśnie z 1001 nocy" przypomina pewien serial (wcale nie taki wspaniały, za to ciągnacy się niczym stulecie...), ale...

zgłoś błąd zgłoś błąd