Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Ekspozycja

Cykl: Tetralogia z komisarzem Forstem (tom 1)
Wydawnictwo: Filia
6,87 (4113 ocen i 755 opinii) Zobacz oceny
10
303
9
372
8
850
7
1 108
6
764
5
321
4
138
3
128
2
73
1
56
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788380750210
liczba stron
480
język
polski
dodała
Natalia-Lena

Termin "ekspozycja" ma przynajmniej pięć znaczeń. Podobnie wieloznaczny jest każdy krok mordercy. Pewnego ranka turyści odkrywają na Giewoncie makabryczny widok – na ramionach krzyża powieszono nagiego mężczyznę. Wszystko wskazuje na to, że zabójca nie zostawił żadnych śladów. Sprawę prowadzi niecieszący się dobrą opinią komisarz Wiktor Forst. Zanim tamtego ranka stanął na Giewoncie, wydawało...

Termin "ekspozycja" ma przynajmniej pięć znaczeń. Podobnie wieloznaczny jest każdy krok mordercy.
Pewnego ranka turyści odkrywają na Giewoncie makabryczny widok – na ramionach krzyża powieszono nagiego mężczyznę. Wszystko wskazuje na to, że zabójca nie zostawił żadnych śladów.
Sprawę prowadzi niecieszący się dobrą opinią komisarz Wiktor Forst. Zanim tamtego ranka stanął na Giewoncie, wydawało mu się, że widział w życiu wszystko. Tropy, jakie odkryje wraz z dziennikarką Olgą Szrebską, doprowadzą go do dawno zapomnianych tajemnic… Winy z przeszłości nie dadzą o sobie zapomnieć. Okrutne zbrodnie muszą zostać odkupione.

 

źródło opisu: http://www.wydawnictwofilia.pl/Ksiazka/100

źródło okładki: http://www.wydawnictwofilia.pl/Ksiazka/100

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 999
evi | 2016-10-08
Przeczytana: 15 września 2016

Ależ rozczarowanie!

Zaczyna się dobrze. Morderstwo na Giewoncie, tajemnicza moneta w ustach. Ale dalej jest tylko gorzej. Najpierw odsuwają jakiegoś szeregowego (ale podobno dobrego, inteligentnego i wnikliwego) śledczego od sprawy (podobno, żeby przypadkiem nie rozwiązał tej zagadki). Potem ten wyjęty spod prawa (bo na przesłuchanie dyscyplinarne, które pojawia się ni z tego, ni z owego, się nie stawia, oczywiście) bohater znajduje pomoc (i w zamian ofiaruje swoją) w dziennikarce (która oczywiście na tej historii chce się wybić). Uciekają przed jeszcze przed chwilą kolegami Forsta (bo tak się zwie ten główny bohater) i ukrywają się u niczego niepodejrzewającej staruszki (niczego tzn. tego, że ukrywa hm... dwoje zbiegów? Jak zwał, tak zwał). Za chwilę odnajduje ich CBA, CBŚ czy bóg jeden wie, co za jednostka ze snajperami (bo na jednego śledczego trzeba od razu wysyłać cały szwadron snajperów), ów śledczy przestrzeliwuje dłoń swojego szefa (który za dobrze zna Forsta, żeby nie czuć, że coś tu śmierdzi). Oczywiście cały czas Forst chce jedynie odnaleźć tajemniczego mordercę z Giewontu. Uciekają (jakimś cudem), jednak niedługo zostają odnalezieni. I to przez taką osobistość! Sam minister (spraw wewnętrznych, a nie sprawiedliwości, a to ciekawy myk) zleca Forstowi i jego prawej ręce Oldze poszukiwanie sprawcy. Wyjeżdżają zatem na Białoruś (a to ich zagnało aż za wschodnią granicę), a tutaj długo sobie nie pochodzą na wolności. Jedno uderzenie w brzuch, trzy kopnięcia w nerki, kilka razy pięścią w twarz i Forsta rodzona matka by nie poznała. Ale oczywiście udaje mu się jakąś bajeczkę sprzedać Białorusinom i już go wiozą (oczywiście z Olgą) do Moskwy. Tam odkrywają, że z monetami (bo, och, nie wspomniałam? Trupów z monetą w ustach było więcej i to rozsianych po całej wschodniej Europie!) to jakaś grubsza sprawa się wiąże. Jakaś sekta religijna i zaginione zwoje z Jordanii (albo Izraela, Iraku, Egiptu czy gdzie to tam było, nieistotne). No, ale Olga i Forst są w Rosji, to co ich tutaj może czekać? Oczywiście Olga staje przed sądem (jakieś zmyślone zarzuty, ale spokojnie, uniewinniają ją i wraca do Polski, prosto w objęcia pana ministra). Forst tymczasem budzi się w więzieniu dla największych recydywistów (oczywiście znowu zostaje zbity, że aż dziw, że wyżył i nawet planuje ucieczkę). Ucieka, rzecz jasna, znajduje się w Kazachstanie, a Kazachowie okazują się bardzo przyjaźni. I pomagają mu dostać się do Polski. Tymczasem Olga poleciała do Stanów (chyba samolotem ministra, Skarbowi Państwa się powodzi), pogadała z pastorem o tym, że treść zwojów przewróciłaby do góry nogami chrześcijańską wiarę. Forst dostaje nowe zęby (oczywiście już w Polsce i na rachunek Skarbu Państwa). Coś z Olgą kombinują, trop wiedzie na Ukrainę. Tam trafiają do domu Łowotara, zbrodniarza banderowskiego. On im, oczywiście, opowiada całą prawdę. Forst strzela mu w głowę (oczywiście) i zakopują gdzieś w lesie. Fantastyczny z Forsta policjant, zazdrościć takiego w szeregach, każdy obywatel może czuć się bezpieczny. Wracając do historii, Łowotar zakopany, ale trzeba szukać mordercy z Giewontu, Białorusi, Ukrainy (płodny, że tak to ujmę, ten morderca). Morderca jednak dociera do Olgi i Forsta pierwszy (albo pierwsza). Ładują ich do samochodu i wywożą. Dokąd? Tego się nie dowiemy, bo Forst z Olgą przewracają samochód, Olga zostaje przedziurawiona jakimś żelastwem (ale spokojnie, wyżyje), Forst strzela raz, drugi, trzeciego nie, bo jeden z szajki opryszków musi przecież przeżyć. Potem na sygnale jadą do szpitala, operacja, hurrra! Olga żyje, a Forst liczy na to, że coś tam się między nimi zadzieje. Aż tu nagle obuchem w łeb dostaje (metaforycznie), bo Olga zostaje uduszona (chyba) w szpitalnym łóżku. I ma monetę w ustach. Forst dostaje wścieklizny. Koniec.

Cała historia jest tak nieprawdopodobna, że aż śmieszna. Nie wiem, jakim cudem doczytałam do końca, bo to rzeczywiście musiał być cud. Po drugą część ("Przewieszenie") chwyciłam tylko dlatego, że Olga ginie na końcu pierwszej i właściwie byłam ciekawa, co się dalej wydarzy i jak to autor wszystko rozwiąże. Bo strasznie kombinuje. I przekombinował. Drugą książką rzuciłam o ścianę (a miałam ochotę wyrzucić przez okno jadącego 130 km/h pociągu), taka straszna miazga. Nie, nie, nie, nadal czasami śni mi się po nocach, że mnie zmuszają do jej czytania. Nie przyswoję sobie, chociażby mi zapłacili. Ale to nie o drugiej, a o pierwszej części jest recenzja. A zatem - nie, nie, po stokroć nie podobało mi się. Miałam wrażenie, jakbym oglądała jakiś tandetny amerykański film sensacyjny. Żaden z tego kryminał. Po prostu sensacja (goni sensację). Ja wiem, że książka to świat odmienny i wydarzyć się wszystko może, ale żeby trącało aż fantastyką? Tego się nie spodziewałam. Zdecydowanie NIE polecam.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Apteka marzeń

"Apteka marzeń" to najnowsza powieść Nataszy Sochy od Wydawnictwo PASCAL. Znam i czytałam wszystkie powieści Nataszy, lecz przyznam szcz...

zgłoś błąd zgłoś błąd