Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Ojciec Chrzestny

Tłumaczenie: Bronisław Zieliński
Cykl: Ojciec chrzestny (tom 1)
Wydawnictwo: Albatros
8,72 (7672 ocen i 501 opinii) Zobacz oceny
10
2 508
9
2 212
8
1 725
7
888
6
269
5
43
4
19
3
6
2
1
1
1
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The Godfather
data wydania
ISBN
9788378855323
liczba stron
480
język
polski
dodał
Ivomir

Inne wydania

Don Vito Corleone jest Ojcem Chrzestnym jednej z sześciu nowojorskich rodzin mafijnych. Tyran i szantażysta (słynne powiedzenie „mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia”), a zarazem człowiek honoru, sprawuje rządy żelazną ręką. Jego decyzje mają charakter ostateczny. Wśród swoich wrogów wzbudza respekt i strach, wśród przyjaciół – zasłużony, choć nie całkiem bezinteresowny szacunek. Kiedy...

Don Vito Corleone jest Ojcem Chrzestnym jednej z sześciu nowojorskich rodzin mafijnych. Tyran i szantażysta (słynne powiedzenie „mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia”), a zarazem człowiek honoru, sprawuje rządy żelazną ręką. Jego decyzje mają charakter ostateczny. Wśród swoich wrogów wzbudza respekt i strach, wśród przyjaciół – zasłużony, choć nie całkiem bezinteresowny szacunek. Kiedy odmawia uczestnictwa w nowym, intratnym interesie, handlu narkotykami, wchodzi w ostry, krwawy konflikt z Cosą Nostrą. Honor rodziny może uratować tylko najmłodszy, ukochany syn Vita Michael, bohater wojenny. Czy okaże się godnym następcą Ojca Chrzestnego?

 

źródło opisu: materiały wydawnictwa

źródło okładki: materiały wydawnictwa

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1229

Jeździłem sobie Christine po Nowym Jorku. Klimat tych lat 50-tych niezwykły. Lecz wszystko co dobre, kiedyś się kończy. Miałem już trochę dość Lebaya, mojego współpasażera. Jego demoniczny humor chyba źle na mnie zaczął wpływać. Czułem się martwy od środka...Christine to cudowne auto, ale sam Lebay już nie do końca...
Na szczęście zadzwonił do mnie Don Vito. Z tego, co mówił słyszał o mnie wiele dobrego. Przez telefon jego asystent powiedział mi, że Vito Corleone ma dla mnie propozycję nie do odrzucenie. Strach było odmówić Ojcu chrzestnemu, a trochę o nim słyszałem.
Zgodziłem się i powiedziałem Lebayowi, że podjadę pod rezydencję rodziny Corleone i tam już zostanę... a on niech sobie sam już dalej jeździ. Z pewnością znajdzie kolejną ofiarę, zdolną poprowadzić Christine.
Pierwsze spotkanie z Don Vito było czymś niezwykłym. Na samo wejście do jego gabinetu włosy stają dęba. Rzeczywiście złożył mi propozycję nie do odrzucenia. Nie miałem wyjścia. Musiałem się zgodzić.
Jego Consigliere zaprowadził mnie do pokoju, kazał się rozgościć i rozpakować. Pokój robił wrażenie...
Wychodząc przypomniał mi jedynie, abym nie spóźnił się na kolację. Don Vito miał mi jeszcze do przekazania kilka ważnych rzeczy odnośnie sprawy, którą mi powierzył. Nie śmiałbym się spóźnić. Zanim jednak udałem się na tę kolację musiałem jeszcze zadzwonić do mojej znajomej, która również kiedyś spotkała Don Vito. Zawsze wspominała o nim, gdy mieliśmy okazję się zgadać i podyskutować. Podobnie jak ja, odkąd go poznała była pod wielkim wrażeniem jego osoby i imperium jakie udało mu się zbudować. Załatwił jej pilot o niezwykłych, nieziemskich funkcjach, ale więcej na ten temat powiedzieć nie mogę:)
Swoją drogą i tak wiele ryzykowałem dzwoniąc do niej, ale nie mogłem się powstrzymać, by się nie pochwalić. To właśnie dzięki niej, trochę już wiedziałem o Don Vito. Miała rację, warto było go spotkać...
Będąc wśród jego bliskich nawet przez tak krótki okres udało mi się zasmakować tej niezwykłej włoskiej mentalności. Imponujące są ich żelazne zasady, które są wyznacznikiem ich podjeścia do życia i załatwiania niektórych spraw. Może nie wszystko załatwiają zgodnie z prawem, moralnością, to jednak nie mi to oceniać. Nie chce im podpaść. Mogłoby to się dla mnie nie za dobrze skończyć.
Nasyciłem się wartościami, których pełno w rodzinie Corleone. Świat o niektórych już zapomniał. Oni jednak są im wytrwali i to może budzić podziw.
Najbardziej chyba zapamiętam to, jak wiele Don Vito opowiedział mi o swojej rodzinie, jak w ogóle wielkie znaczenie powinna mieć w życiu każdego człowieka...te słowa zapamiętam, wrzucę do swojej pamięci...

Temat może wydać się banalny, zwyczajny..., no właśnie dlaczego?
Otóż rozchodzić się będzie o rodzinę...
Jak ważna jest dla nas. Być może perspektywa, poprzez którą patrzę na tę kwestię dotyczącą rodziny, nie jest może spojrzeniem optymistycznym. Nie ma powodu, by tak było.
Każdy swoje poglądy buduje na podstawie własnych przeżyć i doświadczeń. Dlatego te opinie są tak różne..
Być może nie mam prawa, aż tak narzekać na swoją rodzinę, bo jest całkiem spoko, patrząc na pierwszy rzut oka. Jednak, gdy przyjrzę się jej bliżej widzę mnóstwo rzeczy do poprawy, które z miejsca bym zmienił. To trochę jak walka z wiatrakami albo próba złapania pędzącego wiatru w dłonie. Jednak są rzeczy, które chciałbym zmienić. Nie zamierzam oczywiście wywlekać rodzinnych brudów, bo tak nie należy, tak nie przystoi.
W ogólnym rozumieniu kwestii rodziny najbardziej przeszkadza mi w niej, że jest przeźroczysta dla większości z nas. Czasami obserwuje sobie otoczenie, relacje między ludźmi. W tych relacjach szukam też rzeczy blisko związanych z rodziną. Robię to po to, by odpowiedzieć sobie na pytania, które siedzą mi w głowie.
Czy rodzina jest dla nas ważna? Czy ją dostrzegamy? Czy stawiamy ją ponad naszych znajomych, przyjaciół, kolegów, koleżanki?
Czas tak strasznie pędzi. Staramy się znaleźć czas na wszystko...; a ile tego czasu poświęcamy rodzinie?
Często odkładamy relacje z bliskimi, łudząc się, że jeszcze zdążymy nadrobić zaległości. Pragniemy ustabilizować własne życie, by jego poziom i jakość nas zadowalała. Gdy to osiągniemy, możemy myśleć o bliskich. Nie wcześniej...
Nie zdajemy sobie sprawy z naszego przemijania. Każda chwila jest ważna. Być może pisze o rzeczach banalnych. Lecz czy o nich nie należy mówić. Dzisiejszy świat wychodzi z założenia, że nie warto rozmawiać o rzeczach z pozoru prostych.
Z tego właśnie powodu śmiało mogę uznać się za człowieka niedzisiejszego. Znam parę osób o takiej mentalności, więc wiem, że nie jestem w tej opinii samotny. Miałem okazję spotkać takie osoby również tutaj, na naszym portalu miłośników słowa pisanego...
Coś takiego cieszy. Przytulamy się do nadziei, która buduje w naszych umysłach coś optymistycznego. Świadomość istnienia takich ludzi, pozwala nam przypuszczać, że staną się inspiracją i przykładem dla innych. Bo czasem wystarczy ziarenko, iskierka światła, promyk słońca, by coś zaczęło się rodzić, rosnąć w górę, zmieniać się...
Jestem świadomy na jakich wartościach oparty jest dzisiejszy świat, ale daleko mi do niego...
Wiem, że nie każdy z tym wszystkim się zgodzi. Z pewnością są rodziny, które w moich oczach stałyby się wzorem do naśladowania. Tylko dlaczego jest ich tak mało? Dlaczego system wartości tak bardzo się zmienia? Moim zdaniem jego ewolucja idzie w bardzo złym kierunku.
"Ojciec chrzestny" Mario Puzo podkreśła grubą, podwójną linią kwestię rodziny oraz to ile powinna znaczyć dla człowieka...

Teraz nie dziwię się, dlaczego tak wielu, odnosi się do książki, ale również i do samego filmu z wielkim uznaniem.
Dzieło nieprzeciętne, ponadczasowe. Wsiąka się w ten klimat, traci się poczucie czasu.
Poszczególne postacie, a jest ich całe mnóstwo odciskają na czytelniku piętno niezwykle głębokich w swym wyrazie emocji. W emocjach czytelnika pojawia się złość, nienawiść, współczucie, podziw, zazdrość. Na każdego ta książka wpłynie w inny sposób. Z pewnością wiele nauczy, przypomni o ważnych rzeczach. Zaskoczy, zauroczy i wstrząśnie rzeczywistością naszej wyobraźni.
Jeszcze jest jedna rzecz, która zwróciła moją uwagę i wzbudziła jeszcze większy podziw dla tej fantastycznej powieści.
Na oczach czytelnika czołowe postacie przechodzą wielką metamofroze. Czy to będą dobre przemiany, każdy oceni sobie według własnego uznania.
Co do pewnej postaci miałem wyrobione już w pewnym stopniu zdanie. Lecz zmieniłem trochę swój punkt widzenia. Ktoś zwrócił mi uwagę na coś, co w pewnej chwili nie dostrzegałem, a może nie chciałem dostrzec. Czasami słuszna uwaga, wymiana opinii może wiele zmienić w postrzeganiu kwestii, o której przykładowo się rozmawia..

Składam wszystkim propozycję nie odrzucenie. Niech no tylko ktoś nie przeczyta...Już ja pogadam sobie z Don Vito. Nie chciałbym być wówczas w skórze takiej osoby:)

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Dom na wyrębach

Stefan Darda książką Dom na Wyrębach mnie nie powalił, ale też nie rozczarował...a to dlatego że nie spodziewałam się nie wiadomo jakich zwrotów akcji...

zgłoś błąd zgłoś błąd