Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Maminsynek

Wydawnictwo: Filia
6,74 (326 ocen i 100 opinii) Zobacz oceny
10
26
9
23
8
47
7
83
6
83
5
41
4
10
3
6
2
5
1
2
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788379883776
liczba stron
382
słowa kluczowe
literatura polska
język
polski
dodała
Ag2S

Matka Leandra wbiła we mnie spojrzenie, aż rozbolała mnie trzustka. Jej źrenice zrobiły się nienaturalnie wielkie, a długie palce postukiwały o filiżankę z kawą. Wwiercała się tak jeszcze z dziesięć minut, szczegółowo penetrując wszelkie zakątki mojego ciała, które mogłyby zdyskredytować mnie w jej oczach. Nierówne nerki? Koślawe serce? Zbyt zwinięte jelito cienkie? Zrozumiałam, że idealna...

Matka Leandra wbiła we mnie spojrzenie, aż rozbolała mnie trzustka. Jej źrenice zrobiły się nienaturalnie wielkie, a długie palce postukiwały
o filiżankę z kawą. Wwiercała się tak jeszcze z dziesięć minut, szczegółowo penetrując wszelkie zakątki mojego ciała, które mogłyby zdyskredytować mnie
w jej oczach. Nierówne nerki? Koślawe serce? Zbyt zwinięte jelito cienkie? Zrozumiałam, że idealna kobieta, która mogłaby zaopiekować się jej synem,
nie istnieje. Problemu nie stanowią trzy nowe pryszcze, które próbowałam ukryć pod pudrem, tylko ja sama. Ogólnie. Ja jako ja.

 

źródło opisu: http://www.wydawnictwofilia.pl/

źródło okładki: http://www.wydawnictwofilia.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 204
Kinga | 2016-03-24
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 24 marca 2016

„Gdzie są prawdziwi mężczyźni tacy,
Gdzie ci mężczyźni - u-u-u - na miarę czasów,
Gdzie, gdzie, gdzie, gdzie!?
Nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma,
gdzie te chłopy, gdzie te chłopy?[…]”
Danuta Rinn – Gdzie ci mężczyźni?

Podchodziłam z rezerwą do tej książki, bałam się, że nastawiona na moje wymagania, powieść okaże się niewypałem.
Ależ się zdziwiłam! Pozytywnie!

Powieść Nataszy Sochy składa się z dwóch części.
Pierwsza część dzieli się na narodziny głównego bohatera, jego matki, która postanawia otoczyć go tak wielką matczyną miłością, jaką jest wstanie sobie tylko wyobrazić kobieta będąca MAMĄ.

Druga zaś część składa się z dorosłego życia Leandra (cóż za nietypowe imię! Imię pochodzenia greckiego znaczące „Człowieczy Lew”? Mam ochotę zapytać matkę bohatera, co ją skłoniło do tak głupiego imienia?!? Jakieś kompleksy? No chyba, że ona ma być tą lwicą TEGO człowieka), jego życia obracającego się wokół pracy, mamusi, przelotnych związków, aż zakochuje się we wzajemności w Amelii.

Polubiłam Amelię i jej koleżankę. Bohaterka głupia nie jest, raczej przechodzi niezły sprawdzian ze sobą, z bohaterem i nieodciętą pępowiną w postaci matki.

Socha świetnie zastosowała tutaj techniki psychologii, obserwacji ludzi, stereotypów i ze zgrozą przyznaję jej rację, że panowie „maminsynkowie” mają od nas przyzwolenie na tego typu zachowania.

I wiecie, co? Bije brawa jednemu osobnikowi w powieści, który dobitnie wytłumaczył bohaterce, dlaczego mieszka z mamą.


[…]
– Jest coś jeszcze – usłyszałam głos Borysa.
– Tak?
– Nazwałbym to społeczną akceptacją dla pokolenia „maminsynków”.

Zagotowałam się.

– No nie! Właśnie, że nie ma takiego przyzwolenia. A już na pewno nie wśród kobiet! Czy ty myślisz, że nam podobają się faceci, którzy w wieku czterdziestu lat wiszą na maminym cycku? Że właśnie takich szukamy?

Borys zastanowił się przez chwilę.

– Ale z drugiej strony utrudniacie nam przemianę w prawdziwego mężczyznę. We wszystkim nas wyręczacie. Ja już nie mówię o rynku pracy, ja mówię o tym, co się dzieje w domach. Mieszkam z mamą, bo nikt nie wymaga ode mnie usamodzielnienia się. Nie wymagają tego rodzice, a potem wy.
– My?
– No, wy, kobiety. Wszystko robicie za nas, bo tak jest lepiej, szybciej i dokładniej. Od czasu do czasu macie zryw w stylu „na ciebie w ogóle nie można liczyć”, a potem wracacie do tradycyjnego modelu „pozwól, że ja to załatwię”. To po co my mamy dorastać?

Zastanowiłam się. Chyba rzeczywiście żyjemy w czasach rozmontowanej męskiej tożsamości. Coś w tym jest. Moja matka, z tego co pamiętam, pracowała zdecydowanie więcej niż ojciec, a jednak to ona rządziła domem. Tata nawet czasem pytał, czy w czymś pomóc, ale zawsze machała ręką i mówiła: „daj spokój, ja to zrobię szybciej”. No to siadał w fotelu i czytał gazetę. A kiedy ostatnio z nią rozmawiałam przez telefon, powiedziała: „kończę, bo muszę zrobić ojcu kolację”. Nawet mnie to specjalnie nie zdziwiło, w końcu niemal zawsze, kiedy nie miała dyżuru, robiła mu kolację.

„Z pomidorkiem?” – pytała ojca, a on kiwał głową.

Kiedy wychodził na spacer z psem, sprawdzała, czy się ciepło ubrał, i na wszelki wypadek wciskała mu do kieszeni czapkę. Dlaczego to ojciec nigdy nie upewniał się, czy matka ma podkoszulek wsadzony w gacie, kiedy szła zimą do pracy? I czy wzięła ze sobą drugie śniadanie?

– A moim zdaniem maminsynek to stan umysłu. Chcecie, żeby się wami opiekować – oznajmiłam, żeby mieć ostatnie słowo.

Ale to Borys ma rację. Jesteśmy skażone genem nadopiekuńczości. Nic dziwnego,
że współcześni faceci śpią z pluszowymi misiami, nawet jeśli tylko mentalnymi. Wróciłam do porządkowania grządek z truskawkami. Nałożyłam rękawiczki i zaciekle przerzucałam ziemię w poszukiwaniu zgnilizny wszelakiej. Chyba jestem w dupie. No bo co zrobi facet, który
z jednej strony ma kobietę smarującą mu kanapkę pasztecikiem, a z drugiej taką, która ową kanapkę wyrywa z rąk? Wybierze tę pierwszą. Żeby druga miała jakiekolwiek szanse, musi na kanapce położyć plasterek ogórka. I nakarmić dorosłe dziecko. Jednocześnie jednak nie może być zaborcza i ograniczać jego wolności. Jak to, kurwa, pogodzić?[…] s. 298-300

Jeśli ktoś ma ochotę poznać dalsze perypetie to szczerze polecam!
Uśmiałam się, aczkolwiek był to słodko – gorzki śmiech;)

Przyznam szczerze, że pozycja przydatna dla każdego. Bez wyjątku. Nie ważne, czy to ma być mama, teściowa, szwagierka, siostra, ja, babcia czy mąż. Albo w pierwszej kolejności, Ja – żona, mąż, a potem nasze matki…

Chociaż kwestia wychowania naszych facetów bierze się z tego, na jakich fundamentach dom był/jest zbudowany. Jedni biorą sprawy w swoje ręce, inni wolą być kaleką życiową i niańczone przez matki, a potem swoje kobiety, które o dziwo budzą się nieco później z wielkimi pretensjami. (PS. Przeczytajcie raz jeszcze cytat)

I strzeż mnie Panie Boże, bym nie była taką kwoką jeśli doczekam kiedyś syna ;)
Chociaż chciałabym kiedyś przeczytać książkę o córeczkach tatusiów czy też tak mają przechlapane?

Ps. Ps. O dziwo, proszę Państwa – mężczyźni zaintrygowani wymownym tytułem i śmiechem swojej partnerki też później kradną pozycję i czytają ;)

Ciekawe z jakim skutkiem na przyszłość?
Polecam i jeszcze raz polecam!

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Rywalki. Książę i gwardzista

W tej części mamy dwa opowiadania z perspektywy obu ukochanych Ameriki Singer .Przyznam że , obu bardzo lubię , obaj byli wspaniali i bardzo kochali A...

zgłoś błąd zgłoś błąd