Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Atlantyda pod Krakowem

5,56 (16 ocen i 4 opinie) Zobacz oceny
10
0
9
0
8
1
7
4
6
3
5
4
4
3
3
1
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788379424078
liczba stron
340
słowa kluczowe
literatura polska, zagadka
język
polski
dodała
Kasiulek

To powieść niczym Kod Leonarda, choć tym razem skarb ukryty jest w podziemiach Nowej Huty. Jest lipiec 2023 roku. Architekt Daniel Cisowski pozornie ma wszystko, czego potrzeba do szczęścia – pasję, którą realizuje, kochającą rodzinę, znajomych, pieniądze. Niespodziewanie mężczyzna, próbując walczyć o najmłodszą dzielnicę Krakowa – Nową Hutę, zostaje wciągnięty w tajemnicę ukrytego skarbu. W...

To powieść niczym Kod Leonarda, choć tym razem skarb ukryty jest w podziemiach Nowej Huty.

Jest lipiec 2023 roku. Architekt Daniel Cisowski pozornie ma wszystko, czego potrzeba do szczęścia – pasję, którą realizuje, kochającą rodzinę, znajomych, pieniądze.

Niespodziewanie mężczyzna, próbując walczyć o najmłodszą dzielnicę Krakowa – Nową Hutę, zostaje wciągnięty w tajemnicę ukrytego skarbu. W więziennej celi zdesperowany Daniel próbuje uciec w nierzeczywisty świat. Okazuje się, że ma on do wypełnienia misję, której celem jest odnalezienie zakopanych niegdyś skrzyń i przywrócenie pamięci o poprzednich pokoleniach. Musi się spieszyć, bo ktoś depcze mu po piętach.

A jeśli to prawda, że żyłeś już wcześniej? Czy nie wykorzystałbyś w obecnym życiu wiedzy z przeszłości? To jak sen, który śnisz i dzięki któremu możesz zmienić bieg wydarzeń w swoim prawdziwym życiu, nie popełnić błędów, poświęcić sobie więcej czasu, kochać mocniej, rozmawiać więcej, by nie żałować, że jest już za późno. Wiedza z przeszłości być może pozwoliłaby ci zyskać coś lub kogoś wyjątkowego w przyszłości. Zastanawiałeś się kiedyś nad tym?

 

źródło opisu: Wydawnictwo Novae Res, 2014

źródło okładki: http://novaeres.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 457
Miyako | 2015-08-12
Na półkach: Przeczytane, 2015
Przeczytana: 10 sierpnia 2015

Mieszkam w Nowej Hucie, wychowałam się tu i kocham tę dzielnicę całym sercem. Nic więc dziwnego, że na książki, których jest ona tłem, albo wręcz jednym z bohaterów, rzucam się jak szczerbaty na suchary. Dokładnie tak samo było z ‘Atlantydą pod Krakowem’, która wpadła mi w oczy na jakimś portalu. Reklama porównująca ją do ‘Kodu Leonarda da Vinci’, jednej z najbardziej wciągających powieści na przestrzeni ostatnich dziesięciu czy piętnastu lat, zachęcała dodatkowo. Sięgnęłam, przeczytałam i… Hmm…
Główny bohater, Daniel, jest wziętym architektem, który wychował się i mieszka w Nowej Hucie oraz stara się zmieniać ją na lepsze. Z jakiegoś powodu, ktoś mianuje go poszukiwaczem skarbów i podrzuca mu liściki i mapę wraz z obietnicą odnalezienia nowohuckich, nikomu nie znanych skarbów. Daniel, zaintrygowany, daje się wciągnąć w tę zabawę, która okazuje się być bardziej niebezpieczna niż początkowo sądził.
Brzmi ciekawie? No jasne. Sama koncepcja nie jest odkryciem roku. To taki trochę Robert Langdon wymieszany z kryminałem i niecodziennym [jak to w wielu książkach bywa] romansem. Stary sprawdzony przepis na dobrą książkę. Osobiście czułam się rozczarowana tym, że książka nie opiera się na Nowej Hucie, którą ja znam i jej tajemniczych schronach, a na historii ziem, gdzie ją wybudowano, z czasów, gdy nikomu jeszcze nie przyszło do głowy, że coś takiego kiedykolwiek tu stanie. Każdy ma jednak swoją wizję, a i wizja autorki, nawiązania do tych wcześniejszych czasów miała w sobie sporo uroku. Pomysł odkrywania skarbów ukrytych gdzieś na terenie NH z całą otoczką towarzyszących temu niebezpieczeństw i przyjemności miał naprawdę duże szanse się sprawdzić.
W czym więc problem? W tym, że książka wydaje mi się pierwszym szkicem, nad którym autor dopiero będzie dokładnie pracował. Wszystko dzieje się tu zbyt szybko w sposób, który bardziej uniemożliwia zatopienie się w lekturze niż do tego zachęca. Śmiem twierdzić, że część ludzi będzie miała wrażenie czytania tej książki po łebkach, szczególnie że autorka upchnęła tu taką ilość wątków, że spokojnie wystarczyłoby ich na stworzenie dzieła grubości poszczególnych książek z serii ‘Millenium’ Larssona [kto miał w rękach, ten wie jakie to cegły]. W rezultacie prawie żadnego z nich nie zgłębia dostatecznie. Masa z nich pojawia się w książce nagle, bez żadnego sensownego powodu, po to aby potem tak samo nagle zniknąć i wypłynąć znów bez ładu i składu. Brakuje w tym wszystkim logiki i płynnych połaczeń. O mniejszych lub większych bzdurkach zahaczających o tematykę, która nie jest konikiem autorki już nie wspominam – widać jak autorka przemyka nad zagadnieniami cichaczem, przechodząc do tematów o niebo lepiej jej znanych [np. architektura].
Do tego do szału doprowadzały mnie postacie. Naprawdę miałam ochotę co jakiś czas kopnąć Daniela w cztery litery, za to że był nieporadny jak dziecko we mgle, niesamowicie naiwny i tak wyrozumiały, że aż zęby bolą. W ogóle bohaterowie w tej książce są bezpłciowi. Nawet zbiry są tu w wersji ugrzecznionej i cenzurowanej. Odrobinę wybijał się ponad to towarzystwo współpracownik Daniela, Oskar, któremu jednak nie poświęcono zbyt wiele miejsca.
Odłożyłam książkę naprawdę mocno rozczarowana i z przeświadczeniem, że ktoś mógłby z niej zrobić o niebo lepszy film. Autorce wyraźnie zabrakło warsztatu zarówno w kwestii dopracowania fabuły, jak i języka, którym pisze. Miałam trochę wrażenie, jakbym czytała moje własne książki z czasów gimnazjalno – licealnych, których nigdy w życiu nie pokazałabym wydawnictwom zdając sobie sprawę, jak wiele mają niedostatków w kwestii fabuły, logiki, języka i całej masy innych rzeczy, które sprawiają, że książka jest czymś więcej niż literami wydrukowanymi na papierze. Niestety, do ‘Kodu’ i poziomu Browna wiele autorce jeszcze brakuje. Chociaż potencjał ma. Bo pomysł na książkę miała naprawdę ciekawy.

PS. Pomysł ze zmianą nazwy 'Nowa Huta' na 'Modra Woda' wyjątkowo chybiony. To wyglądało tak, jakby chciano odebrać NH jej tożsamość i historię, które stworzyły ją taką, jaką wielu z mieszkańców kocha, zamiast wyłuskania tego co najpiękniejsze i najlepsze.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Pan Przypadek i Kobietony

Pierwszą, jakże fascynującą i frapującą randkę z Panem Przypadkiem odbyłam ponad rok temu. Swoją przygodę w jego towarzystwie rozpoczęłam od piątego t...

zgłoś błąd zgłoś błąd