Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Źródło twojej siły

Wydawnictwo: Toporzeł
7,14 (14 ocen i 2 opinie) Zobacz oceny
10
2
9
1
8
4
7
2
6
3
5
0
4
1
3
1
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
8305559051
liczba stron
204
język
polski
dodał
SavantDream

Jest w życiu o wiele więcej zasobów przyjemności, niż dotąd mniemano. Prawdziwe życie równa się trwałej i ciągle wzrastającej doskonałości. Życie jest rozwojem naszych sił i zdolności odczuwania uciech do granic nieodgadnionych. Jest ciągle rosnącą świeżością, przyjmowaniem wszystkiego, co wzniosłe, wielkie i cudowne w świecie, jak i rosnącą wrażliwoscią na takie szczęście. Życie znaczy tyle,...

Jest w życiu o wiele więcej zasobów przyjemności, niż dotąd mniemano. Prawdziwe życie równa się trwałej i ciągle wzrastającej doskonałości. Życie jest rozwojem naszych sił i zdolności odczuwania uciech do granic nieodgadnionych. Jest ciągle rosnącą świeżością, przyjmowaniem wszystkiego, co wzniosłe, wielkie i cudowne w świecie, jak i rosnącą wrażliwoscią na takie szczęście. Życie znaczy tyle, co wykrycie i doznawanie tych uciech. Ich źródła nigdy się nie wyczerpią.

 

źródło opisu: www.toporzel.pl

źródło okładki: www.toporzel.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1174
EwaWu | 2015-12-05
Przeczytana: 05 grudnia 2015

Po pierwszych stronach nieubłaganie towarzyszyła mi myśl: "Co za banał! Że niby afirmacje i pozytywne myślenie mają zapewnić nam wszechstronne powodzenie?!” Gdyby nie fakt, że myśli Mulforda nie są już pierwszej świeżości, stwierdziłabym, że jest to filozofia XXI wieku w najpłytszej postaci.

Jednak jakże musiałam wstydzić się za siebie po konfrontacji ze stronami kolejnymi… Jak bardzo kajałam się z powodu przedwczesnego wywyższenia się ponad myśl Mulforda. Okazało się bowiem, że nobilituje on nie tylko afirmacje, ale i dziesiątki innych metod, form i dróg nie tylko do osiągnięcia celu (bo to to tylko przypieczętowałoby moje wrażenie czytania kapitalistycznego manifestu), ale do doświadczenia życia całkowitego, harmonijnego, pełnowartościowego.

Z dzisiejszego punktu widzenia rozważania te mogą się wydać nieco naiwne tudzież zabawne – zwłaszcza w miejscach, gdzie autor próbuje przekonać wszystkich, że jedynym przeznaczeniem kobiety wcale nie musi być zmywanie garów; a zaznaczyć trzeba, że czyni to takim tonem, jakby odkrywał Amerykę i jakby nikt nie miał mu uwierzyć. Jednak cóż – wówczas rzeczywiście ją odkrywał, gdyż pisał to w czasach, gdy emancypacja kobiet dopiero pączkowała. W żaden sposób więc nie umniejsza to wartości jego rozmyślań.

Na tym kończą się wytknięcia ewentualnych uchybień w trafianiu w gust współczesnego czytelnika. Chciałam być uczciwa i zacząć od złych wiadomości, by potem móc skupić się już tylko na wychwalaniu i ostatecznie zostawić wrażenie pozytywne.

O ile afirmowanie wszystkiego mogło wydać się banalne i „zbyt współczesne”, o tyle idea skupienia wszystkich myśli i mięśni, całego umysłu i ciała na każdej wykonywanej czynności wcale nie jest już taka oczywista. Dajmy na to – buddyści dążą przecież właśnie do oddzielenia ducha od ciała, do zdystansowania jednego od drugiego. Metody inne, jednak cel jest ten sam – w buddyzmie odizolowanie umysłu/ducha od ciała ma wykształcić świadomość ich odrębności, aby ostatecznie mogły się wzajemnie dopełniać jako harmonizujące się przeciwwagi. U Mulforda również do harmonii mamy dążyć. Jednak nie poprzez skupienie na oddaleniu ducha od ciała (na medytacji), lecz wprost przeciwnie – poprzez koncentrację wszystkich cząstek siebie na tym samym; w jednym miejscu i w jednym czasie. Poprzez wysiłek każdej myśli i każdego mięśnia, włożony w aktualnie wykonywaną czynność. Myśliciel jest przekonany, że to właśnie oddzielanie ducha od ciała jest główną przyczyną nadmiernej eksploatacji życiowych sił, nadużywaniem ich źródła, a ostatecznie – niezrozumiałego przemęczenia i wygasania…

Gdy robimy jedno, a myślimy o drugim, tracimy naszą główną siłę napędową. Umysł nie przekazuje swojemu ciału energii potrzebnej do efektywnego wykorzystania siły mięśni, natomiast ciału nie wystarcza sił do realizacji potrzeb umysłu, gdyż nie nadąża za jego intensywnym oddalaniem się. Oto główna myśl, którą wyniosłam z dzieła Mulforda.

Jest ich więcej. Można ustosunkowywać się do nich różnorako. Jednak prowokują one do tego, by się do nich ustosunkowywać – już sam ten fakt neguje pierwotne wrażenie obcowania z banałem i (mam nadzieję) rekomenduje lekturę.

Ja na pewno jeszcze do niej wrócę.

Tymczasem idę pielęgnować źródło swojej siły... ;)

Dziękuję za uwagę.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Waleczna Czarownica

Szczerze przyznam, że tę książkę połknęłam w całości. Jeżeli chodzi o akcję w ostatniej części trylogii Jensen to rozgrywa się ona błyskawicznie. Napi...

zgłoś błąd zgłoś błąd