Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Werfrand

Wydawnictwo: Smashwords
5 (1 ocen i 1 opinia) Zobacz oceny
10
0
9
0
8
0
7
0
6
0
5
1
4
0
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9781476277370
liczba stron
164
język
polski
dodał
alanskowron

Werfrand Stephen, wybitny reżyser, laureat Oscara, udziela ostatniego w życiu wywiadu. Jednak zamiast opowiadać o początkach kariery musi się zmierzyć z pytaniami, na które nigdy nie chciał znaleźć odpowiedzi. Tak rozpoczyna się opowieść o wrażliwym perfekcjoniście i wyrachowanym cyniku. Inteligentnym ambicjuszu i leniwym rozpustniku. O życiu spędzonym wśród pięknych, choć niezbyt wiernych...

Werfrand Stephen, wybitny reżyser, laureat Oscara, udziela ostatniego w życiu wywiadu. Jednak zamiast opowiadać o początkach kariery musi się zmierzyć z pytaniami, na które nigdy nie chciał znaleźć odpowiedzi.

Tak rozpoczyna się opowieść o wrażliwym perfekcjoniście i wyrachowanym cyniku. Inteligentnym ambicjuszu i leniwym rozpustniku. O życiu spędzonym wśród pięknych, choć niezbyt wiernych kobiet i niewiele lepszych przyjaciół.

„Prawda ciekawa jest tylko wtedy, gdy przykrywa ją gruba warstwa kłamstw i niedomówień” – te słowa Werfranda doskonale opisują charakter przyjemności, jaką daje odkrywanie jego tajemnic.

 

źródło opisu: http://www.smashwords.com/books/view/221261

źródło okładki: http://www.smashwords.com/books/view/221261

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 37
LeniwiecLiteracki | 2014-11-12
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 12 listopada 2014

Upolowane: Jakub Erbling „Werfrand”, e-book

Pokrzywnica: Czasem przytrafia się swoisty fenomen: książka taka sobie, która jednak porusza i daje kopa do dyskusji. „Werfrand” to właśnie taki przypadek, nie sądzisz?

Ciernik: Pierwsze skojarzenie, które nie chciało mnie opuścić do końca lektury, to film „Wielkie piękno” w reżyserii Paola Sorrentino. Podobny bohater – starzejący się playboy, który z niejednego pieca chleb wcinał, pracujący w kulturze, inteligentny, czarujący cynizmem i intelektem, rozpamiętujący młodość.

„Werfrand” to książka bardzo filmowa, nie tylko pod względem treści, ale też budowy i klimatu. Film w dzisiejszych czasach jest dominującym medium. Zacząłem się zastanawiać, czy nie jest tak, że przez to książki coraz częściej przypominają swoją budową filmy? Opisy przypominają kadry, dialogi są wręcz żywcem wycięte ze scenariusza, sposób i tempo prowadzenia akcji, cliffhangery, i tak dalej… Czy też może to my, konsumenci kultury obrazu, czytamy książki w taki sposób, że słowa przekładamy w głowie na obrazy i kadry?

Pokrzywnica: Nie widziałam „Wielkiego piękna”, ale zgadzam się, że pewna „filmowość” jest w prowadzeniu akcji widoczna. Tyle, że to uzasadnione i niemal oczywiste, skoro bohaterem jest reżyser. Moim pierwszym skojarzeniem była jednak książka: krótka, lecz treściwa powieść „Higiena mordercy” Amélie Nothomb. Ten sam pomysł, ta sama sytuacja, stary celebryta (u Jakuba Erblinga – reżyser, u Amélie Nothomb – pisarz) kontra młoda dziennikarka, wywiad-rzeka i mroczna tajemnica z przeszłości w tle. Tylko że to, co Nothomb zrobiła dobrze, Erbling zrobił, niestety, źle.

Ciernik: Dlaczego źle?

Pokrzywnica: Na początku myślałam, że chciał po prostu wykreować buca, który zgrywa się na znawcę kobiet, a w rzeczywistości nimi gardzi. Gardzi zresztą ludźmi w ogóle: „…trudno wierzyć w opowieści o wielkich talentach, którym coś stanęło na przeszkodzie. Widocznie nie byli tak dobrzy, jak sądzili. Zabrakło ciężkiej pracy, determinacji, marzeń. Wyznaję teorię, że w świecie jest 200-250 tysięcy osób, które żyją naprawdę. Są twórczy, kreatywni, nie zadowolą się byle czym. Reszta? Tło, bezbarwne tło. Pionki na szachownicy, wypełniające polecenia, dbające o połączenia między prawdziwymi istnieniami”.

Buc, jak żywy! Dopóki nie porównasz go z wykreowanym przez Nothomb Pretextatem Tachem. O, to jest dopiero buc! Jest tak paskudny i obrzydliwy, że myślisz, iż bardziej już nie można, a tu wciąż okazuje się, że można i to jeszcze jak! A dlaczego to się belgijskiej autorce udało? Bo jej buc ma lustro, antagonistkę, a zarazem partnerkę, która pozwala mu się rozwijać ze zdania na zdanie! To jest porządnie zbudowana postać, prawdziwa kobieta, która atakuje, kontratakuje, zaskakuje. To jest rzeczywiście dialog, ba, prawdziwa wojna na słowa! Tymczasem u Erblinga, zamiast porządnej antagonistki, mamy jakąś atrapę, zaledwie cień postaci, dziunię tak głupiutką i tekturową, że nawet buc przy niej nie błyśnie bucowatością. I niestety to samo jest z innymi kobietami w „Werfrandzie”– to są uproszczone, wycięte z papieru sylwetki, a nie prawdziwe postacie, przez co główny bohater (paskudny czy nie) nie może rozwinąć skrzydeł. To wszystko przypomina zabawę dziewczynki urządzającej podwieczorek dla lalek: siedzą sobie nieruchome, plastikowe zabawki dookoła, a bohater w tym kręgu urojonych kobiet bawi się w playboya.

Ciernik: A mnie się ta bucowatość Werfranda podobała. Jego znajomość kobiet jest taka sama, jak umiejętność tworzenia związków. Czyli żadna. Wie jak uwieść, ale nic poza tym. I to rzeczywiście występuje często w komplecie z bucowatością. Spotykam takich facetów. Znają triki, sztuczki, ale gdy przyjdzie czas na prawdziwą relację, pojawia się problem i wtedy są kompletnie zagubieni.

Pokrzywnica: Do pewnego momentu myślałam, że tak ma być, że to wciąż jest kreacja bohatera, że Werfrand po porostu tak widzi świat i że ta kreacja postaci do czegoś prowadzi, coś ma z tego wyniknąć. Aż w końcu trafiłam na to zdanie: „On zauważył jej koronkową podwiązkę wieńczącą czarne rajstopy”. I ten błąd, ewidentnie autora, nie bohatera, spowodował, że moje zaufanie do niego rozsypało się w drobny mak. Czasem tak bywa, że prosta pomyłka, którą wychwyciłby pierwszy lepszy redaktor, ma opłakane skutki. W tym przypadku oznacza, że autor nie wie, o czym pisze. Pisze bowiem o kobietach, a nie wie, że podwiązek nie nosi się do rajstop. Podwiązki służą do podtrzymywania pończoch, bo pończochy kończą się w górnej części uda i trzeba je czymś przytrzymać, żeby nie zsuwały się z nóg. Rajstopy kończą się w pasie. Gdyby opisana kobieta miała „podwiązkę wieńczącą (czyli kończącą, por. koniec wieńczy dzieło) rajstopy”, to miałaby ją na wysokości pępka. W dodatku nie wiadomo po co, bo rajstop nie trzeba dodatkowo podtrzymywać. Obecnie pończoch też już zresztą nie, bo teraz używa się samonośnych. Podwiązka, z użytecznego elementu garderoby, stała się jedynie symbolem, gadżetem ślubnym albo erotycznym. Ale w żadnym przypadku nie zakłada się jej do rajstop. Playboy by o tym wiedział. A skoro nie wie, to nie wie nic o kobietach. Trudno się dziwić, że o ich psychice nie ma pojęcia, skoro nawet kobiece ciało jest dla niego tajemnicą. Przestał być wiarygodny. Całkowicie.

Potem mamy jeszcze kolejną wpadkę: „ Słyszałem, że chce się pani czegoś dowiedzieć o Werfrandzie… – Adam uśmiechnął się delikatnie i pocałował ją w rękę”. Akcja toczy się (wnioskując z imion i nazwisk postaci) na bliżej niesprecyzowanym Zachodzie. Tam nie obowiązuje nasz żenujący, sarmacki obyczaj całowania obcych kobiet po rękach, ot tak, dla zasady. U nas też już, na szczęście, zanika. I dobrze, bo to nic przyjemnego – być całowaną przez obcych facetów, bo tak wypada i wszyscy tak robią. Gdyby Adam tak uczynił, to dziennikarka by pomyślała, że zwariował. I miałaby rację.

Są jeszcze inne, typowo językowe błędy – tutaj wystarczyłaby zwyczajna korekta, ale widocznie jej nie było. „…którą sukienkę ubrać?” Ubrać można choinkę, sukienkę się wkłada. Albo można ubrać się w sukienkę. „Awansowali go w drabinie dziobania” – odsyłam do słownika frazeologicznego, hasło: kolejność dziobania. „Targ został dobity”. Nie zawsze można sobie pozwolić na zmianę strony czynnej („dobić targu”) na bierną. Redaktor wytłumaczyłby, dlaczego. I sporo zdań ewidentnie nieprzeczytanych ponownie po poprawkach, na przykład „Co się stało – Karin rozczulił widokiem jego bezradności”.

Ale mimo wszystko, pewną prawdę o życiu, zwłaszcza o relacjach damsko-męskich w dzisiejszym świecie autor, moim zdaniem, uchwycił. Obawiam się jednak, że zrobił to niechcący.

Ciernik: A może wcale nie? Ta kreacja jest przecież konsekwentna. Są tacy ludzie.

Pokrzywnica: Tak, zabawa w podwieczorek dla lalek jest, niestety, prawdziwa. Ale nie wiem, czy w tej książce faktycznie chodziło o to, żeby ją ukazać. Przecież gdyby rzeczywiście chcieć, to można by o tym napisać bardziej wprost, ostrzej, boleśniej.

Ostatnio często natykam się w necie na wpisy mężczyzn o tym, że kobietom chodzi tylko o portfel, że powodzenie kobiety zależy wyłącznie od tego, czy jest ładna, a powodzenie mężczyzny od tego, czy ma pieniądze. I to jest samospełniająca się przepowiednia: chcesz kobiety ślicznej i tylko ślicznej? Tylko takie zauważysz. Posadzisz je wokół siebie jak dziewczynka lalki. I będziesz im nalewał udawaną herbatę z plastikowego czajniczka. A one stuprocentowo potwierdzą twoją wizję świata, bo dla nich rzeczywiście będzie się liczył twój portfel. Nie po to zredukowały się do lalek, żeby nic z tego nie mieć. Muszą dostać pieniądze. A wiesz dlaczego? Bo bycie śliczną kosztuje. Kosmetyki kosztują (obejrzyj sobie kiedyś na YT, jak się robi makijaż, skąd się biorą te śliczne oczka, te gładkie policzki), godziny na siłowni (ten zgrabny brzuszek) kosztują, te koronkowe bluzeczki, w których one tak ponętnie wyglądają, też kosztują. I to wszystko pochłania czas. Masę czasu, więc na dbanie o nic innego (na przykład o mózg) już go nie wystarcza. Zresztą to by była chybiona inwestycja, bo mózg cię przecież nie interesuje. Po co lalce mózg? Zatem kobieta, którą sobie wybierzesz, będzie lalką. I ciebie musi być stać na jej utrzymanie. Coraz więcej ludzi bawi się w taki podwieczorek i myślą, że coś wiedzą o świecie. Tak naprawdę nie wiedzą nawet, jak wygląda podwiązka. To działa w obie strony, bo kobiety tak samo niewiele wiedzą o mężczyznach. Zresztą mężczyźni sami o sobie też nie. Nie mają czasu o tym myśleć, bo zarabiają pieniądze, żeby kupić lalki.

Tymczasem poza pokojem dziecięcym istnieje świat i toczy się życie. Trzeba jednak mieć odwagę, żeby otworzyć drzwi. Buce płci obojga jej nie mają. Wolę już tchórzy, którzy potrafią uczciwie powiedzieć: wiem, że istnieje świat za moimi drzwiami, ale boję się tam pójść, niż nadętych Werfrandów, którzy wygłaszają swoje pseudomądrości o życiu, pozostając do śmierci na poziomie przedszkolaka.

Valeria Lukyanova: „Wszystkie kobiety będą wyglądały JAK JA”

Ciernik: Trafiłem na jeszcze ciekawszą wersję tego, o czym piszesz. Taka historia z życia wzięta: bogaty koleś sponsorował kobiecie, z którą zaczął się spotykać, terapię, żeby mogła poukładać swoje… życie? Popatrz: niby mamy dbanie o mózg, ale czy to również nie jest z jego strony inwestycja? Czy to nie jest układ? Ponaprawiaj sobie głowę za moje pieniądze albo do widzenia. Nawet jeśli to nie zostało wypowiedziane wprost, to przecież o to właśnie chodzi!

Problemem w tym wszystkim jest brak akceptacji, a nawet nieumiejętność zauważenia tej drugiej osoby, przebicia się poza swoje wyobrażenia o tym, jaka ona powinna być. Nie jesteś partnerem, jesteś dodatkiem do mojego świata, meblem, elementem, który w każdej chwili mogę wymienić na inny. Co to za różnica, czy mówimy o drogich kosmetykach i karnetach na siłownię, czy o drogim uczestnictwie w kulturze wysokiej i bilecie do opery? Jak dla mnie – żadna.

Pokrzywnica: Akceptacja, mówisz… Tylko żeby zaakceptować kogokolwiek, musielibyśmy najpierw przyznać, że świat to coś więcej niż różowy pokoik zabaw, a inni ludzie to nie plastikowe figurki, które mają służyć naszej przyjemności. Życie to nie jest udawany podwieczorek. Jeśli jednak jestem bucem (albo panią buc) to tego właśnie przyznać nie potrafię. Jedyne odkrycie, jakiego jestem w stanie dokonać, to: Och, jak to? Za zabawki trzeba płacić? Cóż za niesprawiedliwość! I głoszę z nadętą miną tę swoją rzekomą wiedzę o życiu, siedząc do późnej starości na puchatym dywaniku w pokoiku własnych wyobrażeń i oczekiwań. Samotnie. Bo buc nigdy nie zdobędzie się na odwagę, by otworzyć drzwi.

I taki właśnie jest Werfrand. Słaby bohater, książka irytująca, ale… jest o czym myśleć po lekturze.

www.leniwiecliteracki.pl

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Trupia Farma. Sekrety legendarnego laboratorium sądowego, gdzie zmarli opowiadają swoje historie

Książkę dostałam w prezencie w grudniu. Prawie pół roku czekała aż się za nią zabiorę. A mogłam to zrobić szybciej! ALE! Książka sprawiła mi zawód. T...

zgłoś błąd zgłoś błąd