Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Triumf śmierci

Tłumaczenie: Stanisław Kasprzysiak
Seria: Seria Retro
Wydawnictwo: Czytelnik
7,05 (20 ocen i 3 opinie) Zobacz oceny
10
3
9
1
8
2
7
6
6
5
5
2
4
1
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Triomfo della morte
data wydania
liczba stron
489
kategoria
Literatura piękna
język
polski
dodała
nellanna

Chociaż było w nim tyle możliwości, nie korzystał z nich i próżnował. Nie robił nic poza namiętnym czytaniem, pochłanianiem muzyki i książek, gdyż był już przeświadczony o własnej nieprzydatności. Siłą drwiącej wewnętrznej ironii niszczył wszelkie zamierzenia. Skoro zaczął wątpić w siebie samego, powoli doszedł do tego, że zwątpił we wszystko. Skoro zaczął cierpieć z przyczyny siebie samego,...

Chociaż było w nim tyle możliwości, nie korzystał z nich i próżnował. Nie robił nic poza namiętnym czytaniem, pochłanianiem muzyki i książek, gdyż był już przeświadczony o własnej nieprzydatności. Siłą drwiącej wewnętrznej ironii niszczył wszelkie zamierzenia. Skoro zaczął wątpić w siebie samego, powoli doszedł do tego, że zwątpił we wszystko. Skoro zaczął cierpieć z przyczyny siebie samego, powoli doszedł do tego, że cierpiał z przyczyny wszystkiego. Czuł, że przytłacza go powszechna ludzka głupota, wszystko burzyło się w nim na widok tłumu...

[fragment książki]

 

źródło opisu: Czytelnik 1976

źródło okładki: www.conrada11.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 3025
nellanna | 2012-09-20
Na półkach: Zakręcone
Przeczytana: 20 września 2012

Dziś nikt już tak nie pisze...
Wybujały egotyzm i szczegółowe opisy emocji. Umiejętność posługiwania się słowem posunięta do granic wytrzymałości.Jak u prestidigitatora, który wyciąga sprawnie bukiety i króliki z kapelusza! A jednocześnie znakomite opisy, pełne energii albo melancholii. Wczuwałam się w tę prozę i co rusz doznawałam innych wrażeń. Bywało, że usypiała jak braki tlenu. A innym razem kojarzyła mi się z pudełkiem wykwintnych czekoladek. Aż dziw brał, że smakowanie trwało i trwało... Bo nie można było zjeść naraz więcej, niż...dwadzieścia stron.Teraz jestem rozkojarzona i poobijana, jak garnek, który spadł mi z szafy, gdzie miałam bałagan; i krążył kręcąc się po podłodze kuchni, czyniąc przy tym niesamowity hałas. Wciąż mi dudni w uszach echo po tej niezwykłej miłości, pełnej żaru i smutku, skazanej niejako od samego poczatku... Miłości dziwnej, bo zmiennej, chociaż bardzo stałej. W końcu to tylko o miłości można bezkarnie wymyślać paradoksy, wiedząc, że żaden nie będzie pozbawiony racji bytu!Dlatego sięgam po Whartona, z nadzieją, że zaleczy i zabliźni dziwne rany, jakie mi pozostały po tej zniewalającej lekturze.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka

Orwell i Korea Północna w jednym!!! Trudno uwierzyć ze 30 lat temu w Polsce dziłay sie takie rzeczy....Bardzo cie...

zgłoś błąd zgłoś błąd