Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Pakt Ribbentrop-Beck. Czyli jak Polacy mogli u boku III Rzeszy pokonać Związek Sowiecki

Wydawnictwo: Rebis
7,59 (1048 ocen i 150 opinii) Zobacz oceny
10
83
9
200
8
332
7
245
6
115
5
24
4
23
3
10
2
6
1
10
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788375109214
liczba stron
368
słowa kluczowe
II Wojna Światowa
kategoria
historia
język
polski
dodał
Michał

W dziejach narodów są chwile, gdy trzeba zacisnąć zęby i iść na bolesne koncesje. Ustąpić, aby ratować państwo przed zniszczeniem, a obywateli przed zagładą. W takiej sytuacji znalazła się Polska w 1939 roku. Piotr Zychowicz konsekwentnie dowodzi w tej książce, że decyzja o przystąpieniu do wojny z Niemcami w iluzorycznym sojuszu z Wielką Brytanią i Francją była fatalnym błędem, za który...

W dziejach narodów są chwile, gdy trzeba zacisnąć zęby i iść na bolesne koncesje. Ustąpić, aby ratować państwo przed zniszczeniem, a obywateli przed zagładą. W takiej sytuacji znalazła się Polska w 1939 roku.

Piotr Zychowicz konsekwentnie dowodzi w tej książce, że decyzja o przystąpieniu do wojny z Niemcami w iluzorycznym sojuszu z Wielką Brytanią i Francją była fatalnym błędem, za który zapłaciliśmy straszliwą cenę. Historia mogła się jednak potoczyć inaczej.

Zamiast porywać się z motyką na słońce, twierdzi autor, powinniśmy byli prowadzić Realpolitik. Ustąpić Hitlerowi i zgodzić się na włączenie Gdańska do Rzeszy oraz wytyczenie eksterytorialnej autostrady przez Pomorze. A następnie razem z Niemcami wziąć udział w ataku na Związek Sowiecki. 40 bitnych polskich dywizji na froncie wschodnim przypieczętowałoby los imperium Stalina.

Czy w 1939 roku na Zamku Królewskim w Warszawie należało podpisać pakt Ribbentrop-Beck...?

 

źródło opisu: http://www.rebis.com.pl

źródło okładki: http://www.rebis.com.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 806
Allen | 2014-12-12
Na półkach: Przeczytane, Posiadam, Z opinią

Książkę wybrałem sobie jako jeden z prezentów gwiazdkowych i cieszę się bardzo, że … jako pozostałe prezenty pod choinką czekać będą trzy inne książki, bo w przeciwnym razie święta wesołe by nie były.

Bardzo rzadko się zdarza bym porzucał książkę w trakcie czytania. Tutaj jednak doczytałem do mniej więcej połowy dziesiątego rozdziału i mam dość.

Spodziewałem się normalnej książki historycznej- wprowadzenia, przedstawienia wydarzeń i osób w nie zaangażowanych, potem dopiero postawienia określonej tezy i metodycznego przedstawienia argumentów za i przeciw. Nie ukrywam, że do lektury siadałem pełen optymizmu i ciekawości, gdyż ta tematyka niewątpliwie zasługiwała na dokładne zbadanie i opisanie.Jak się okazało w tym założeniu od początku był błąd, a ciekawość i optymizm szybko uciekły. Aby jednak oddać sprawiedliwość postaram się wskazać zarówno aspekty pozytywne jak i negatywne.

Przede wszystkim autorowi należy się uznanie za podjęcie trudnego i budzącego spory tematu, oraz próbę przełamania pewnych, funkcjonujących od dawna poglądów i twierdzeń. Na pewno nad wieloma zagadnieniami poruszonymi w książce warto się zastanowić, również w kontekście wydarzeń politycznych dnia dzisiejszego.

Zgadzam się co do zasady z główną tezą stawianą przez autora, mimo że jest ona w wielu aspektach kontrowersyjna.

Teraz czas na uwagi krytyczne.

To nie jest, w każdym razie dla mnie, publikacja historyczna, a wyprowadzono mnie z błędu dopiero w drugim rozdziale gdzie autor stwierdza, że to książka polityczna. Bliżej jej do książek W. Suworowa, związku z czym wypada przytoczyć zdanie p. Ziemkiewicza zawarte na wewnętrznej tylnej okładce, że ta książka to „nowy Lodołamacz”. Oczywiście każdy ma prawo do swojego zdania, jednak według mnie do poziomu książki Suworowa „Paktowi” bardzo daleko.

Bez względu na to czy jest to książka historyczna, polityczna, science fiction czy political fiction, trzeba pamiętać, że bardzo wiele osób w naszym kraju nie zna i nie lubi historii i polityki. Tworząc tego rodzaju książkę warto więc było przedstawić, na samym początku, nawet pokrótce, obiektywną charakterystykę sytuacji politycznej w tamtym czasie, oraz sylwetki ludzi którzy brali udział w tych wydarzeniach. Chyba, że z założenia książka ma trafić do mniejszego kręgu odbiorców.

Uwielbiam historię i chociaż preferuję inny rodzaj książek historycznych to wśród moich ulubionych autorów poruszających kwestie historyczne i polityczną są m.in. Suworow i Wołoszański, a ci jak wiadomo w swoich książkach spekulują, przedstawiają w jak odmienny sposób historia mogła się potoczyć. Robią to jednak w sposób bardziej wyważony, przekonujący i prawdopodobny. Czym innym są bowiem określone, wynikające z siebie nawzajem założenia, a czym innym wielostopniowe spekulacje. Jeżeli bowiem chce się puścić wodze fantazji, przy jednoczesnym luźnym osadzeniu treści w realiach historycznych to znacznie lepszym środkiem byłaby na pewno powieść historyczna- coś w rodzaju „Twierdzy szyfrów”, „Sieć- ostatni bastion SS” Wołoszańskiego.

A tak, wizja Moskwy z głową Lenina nabitą na szablę jest tak samo prawdopodobna jak wizja Moskwy po wybuchach atomowych w „Metro 2033”. No bo przecież jeżeli USA i Rosja mają broń atomową, i jeżeli doszłoby do dużego konfliktu, i jeżeli … i jeżeli … i jeżeli… a wtedy to już na pewno, bo chociaż mogłoby być inaczej to „cytat” „cytat” jest to mało prawdopodobne.

Zwracam uwagę, że w hipotetycznym scenariuszu historii Polski, który przedstawia autor mnóstwo jest okoliczności w oparciu o które można tworzyć setki kolejnych spekulacji i hipotez. Niewątpliwie byłoby to ciekawe i chciałbym kiedyś odbyć dłuższą rozmowę z autorem. Kartka po kartce, argument po argumencie, bez cytatów, dyskutować i rozważać sprawę z różnych punktów widzenia. Brzmi to jak zaleta, ale tylko wtedy gdy książkę potraktujemy jako materiał do rozważań.

Kilka opiniujących osób wcześniej zwróciło już na to uwagę, ale podkreślę że również dla mnie książka pisana jest w sposób chaotyczny, z mnóstwem powtórzeń, zwracaniem się do czytelników na przemian w liczbie pojedynczej i mnogiej . Szczerze też jestem ubawiony wielokrotnie powtarzanymi stwierdzeniami, że pogląd przeciwny wyrażono pod wpływem emocji . Autor wielokrotnie przybierać chce wtedy pozę kata „poglądów przeciwnych”- w makiawelicznym kapturze i toporem (swoją tezą) w dłoniach.

Po pierwsze, zwracam uwagę, że autor popiera swoją tezę stwierdzeniami które też odwołują się do emocji.

Po drugie: właściwie po co to robi? Czy nie lepiej byłoby, nawet jak w szkolnej rozprawce, postawić tezę a potem po kolei analizować ją we wszystkich aspektach podając argumenty za i przeciw? Poza tym, pamiętać trzeba, że nawet w polityce emocje potrafią grać istotne role, a dokonanie „analizy bez emocji” zawsze prowadzić będzie do odmiennych wniosków. Autor jest osobą młodą, która nie wydała jeszcze wielkiej ilości fachowych i cenionych publikacji historycznych więc oceny typu „niewiele jest merytorycznych i kompetentnych, a nie emocjonalnych głosów w dyskusji na temat polskich wyborów w 1939 r.” wydają mi się troszkę na wyrost. Dodam też, że każdy ma prawo do własnego zdania i twierdzenie że w związku z tym nie rozumie polityki, lub jest „uczniem historyków marksistowskich” porównam trochę przekornie do opisanego przez D. Wołkogonowa w biografii Stalina, sposobu w jakim Stalin przyznał sobie wyłączne prawo do interpretacji dzieł Lenina.

W kontekście języka wspomnę, że używanie sformułowań typu „wersja soft – wersja hard”, „sojusznicy jedli by nam z ręki”, „zachowanie cnoty w II wojnie światowej” nawet w przypadku tego typu książki uważam za niezbyt fortunne.

Przytoczę też jeden cytat szczególny „ (…) Na poparcie tezy o zawarciu przymierza z Niemcami mam kilka milionów argumentów. Argumentem takim jest bowiem każdy zamordowany przez okupantów obywatel Polski”. Uważam że tego typu wypowiedź bardziej pasuje do, by posłużyć się kinematografią, filmu „Django” gdzie uśmiechnięty Ch. Waltz zapewniał D. Johnsona, że chcąc kupić czarną niewolnicę „ma co najmniej 5 tysięcy argumentów” by go przekonać, bądź jednego z odcinków serialu „House of cards” gdzie R. Tusk stwierdza, iż R. Danton „właśnie zapewnił sobie 42 miliardy wrogów”, a więc bardziej do określenia pieniędzy, a nie ofiar wojennych lub ludzi którzy stracili życie w czasie okupacji podczas II wojny światowej.

Może to głos wyszydzanej przez autora emocji, ale pamiętać należy że decyzje polityczne wpływały bezpośrednio na losy ludzkie, które wielokrotnie kończyły się tragicznie, bez względu na to czy dokonali tego naziści czy komuniści, których jednakowo potępiam. Skoro jednak książka potępia komunizm to nie sprowadzajmy życia ludzkiego do argumentów, gdyż to podobno Stalin miał mówić, iż „śmierć jedno człowieka to tragedia. Śmierć milionów to statystyka”.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Ból

,,Ból" pani Shalev to typowo kobieca literatura, zapewne wiele osób przekona, ale ja nie rozumiem rozterek głównej bohaterki w kontekście Ejta...

zgłoś błąd zgłoś błąd