Afrodyzjak zewnętrzny albo Traktat o biczyku

Tłumaczenie: Krzysztof Rutkowski
Książka jest przypisana do serii/cyklu "10/17". Edytuj książkę, aby zweryfikować serię/cykl.
Wydawnictwo: słowo/obraz terytoria
6,09 (35 ocen i 1 opinia) Zobacz oceny
10
0
9
2
8
2
7
11
6
10
5
6
4
2
3
1
2
0
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Aphrodisiaque externe ou Traité du fouet et de ses effets sur le physique et l'amour
data wydania
ISBN
9788374530859
liczba stron
132
język
polski
dodała
Ola Loobeensky

Czytelnicy szlachetni i czuli! Wy, których ucho nigdy nie posłyszało ani słowa swawolnego, ani sprośnej frazy, miejcie odwagę mię wysłuchać! Miłość przypomina Marsa, w boju potrzeba osiłków. Wdzięk, dowcip i talenty się przydają, ale tylko moc miłość spełnić zdoła. Przeto wypełniając obowiązki gorliwego medyka, ku chwale Ojczyzny i Miłości za pióro chwytam, by najbardziej odpowiednie środki...

Czytelnicy szlachetni i czuli! Wy, których ucho nigdy nie posłyszało ani słowa swawolnego, ani sprośnej frazy, miejcie odwagę mię wysłuchać! Miłość przypomina Marsa, w boju potrzeba osiłków. Wdzięk, dowcip i talenty się przydają, ale tylko moc miłość spełnić zdoła. Przeto wypełniając obowiązki gorliwego medyka, ku chwale Ojczyzny i Miłości za pióro chwytam, by najbardziej odpowiednie środki dla pobudzenia miłosnych wyczynów wykazać. Nie zamierzam zachęcać do rozpusty i libertyństwa. Odsłaniam sekrety sztuki wyłącznie dla wspomożenia zmrożonych mężów i małżonek wzdychających próżno w małżeńskim łożu. Ze wszystkich środków wywołujących miłosne podniecenie najskuteczniejszym jest biczyk – zatem skutkom jego zażywania główną część mego dzieła poświęcam.

 

źródło opisu: słowo/obraz terytoria, 2012

źródło okładki: słowo/obraz terytoria, 2012

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
Ola książek: 756

Dłoń, która sięga

Oczekując na przybycie książki „Afrodyzjak zewnętrzny albo Traktat o biczyku”, wyobrażałam sobie, że będę miała do czynienia z rodzajem pisanej prozą literatury sowizdrzalskiej – pełnej rubasznego humoru i niewybrednych żartów – albo z utworem, którego głównym zadaniem jest zaopatrywanie spragnionych czytelników w literaturę specyficznie erotyczną. Myślę, że co do tego drugiego mogłam mieć nieco racji, bo mało to prawdopodobne, żeby w toku dystrybucji książeczka nie trafiła raz czy dwa w ręce jakiegoś dojrzewającego dziewczęcia albo chłopięcia, lecz jej zasadniczy zamysł był inny. Wydany w 1788 roku Biczyk ma bowiem cechy traktatu naukowego, chociaż chwilami zamienia się w „ciosanie kołków”, a cały obiektywizm na widok habitu zmienia się w proch i pył. Ale o tym za moment.

Tymczasem o treści: na osiemdziesięciu pięciu stronach François Amédée Doppet (znany z pierwszego wydania jedynie jako D*****, lekarz), francuski medyk wyjaśnia, zgodnie z ówczesnym stanem wiedzy, działanie intensywnego biczowania na organizm, a zwłaszcza na przyrodzenie, opisuje skalę zjawiska i przedstawia galerię poukrywanych po lupanarach (i nie tylko) nieszczęśników, dla których flagellacja jest jedynym ratunkiem przed zupełną impotencją. Potem robi się jeszcze ciekawiej. Zaprawiony solidną dozą osiemnastowiecznego racjonalizmu styl Doppeta nie oszczędza żadnej spośród wziętych na celownik postaci. Dostaje się – i to raz za razem! – duchownym, żyjącym w niezgodnym z naturą celibacie, czerpiącym...

Oczekując na przybycie książki „Afrodyzjak zewnętrzny albo Traktat o biczyku”, wyobrażałam sobie, że będę miała do czynienia z rodzajem pisanej prozą literatury sowizdrzalskiej – pełnej rubasznego humoru i niewybrednych żartów – albo z utworem, którego głównym zadaniem jest zaopatrywanie spragnionych czytelników w literaturę specyficznie erotyczną. Myślę, że co do tego drugiego mogłam mieć nieco racji, bo mało to prawdopodobne, żeby w toku dystrybucji książeczka nie trafiła raz czy dwa w ręce jakiegoś dojrzewającego dziewczęcia albo chłopięcia, lecz jej zasadniczy zamysł był inny. Wydany w 1788 roku Biczyk ma bowiem cechy traktatu naukowego, chociaż chwilami zamienia się w „ciosanie kołków”, a cały obiektywizm na widok habitu zmienia się w proch i pył. Ale o tym za moment.

Tymczasem o treści: na osiemdziesięciu pięciu stronach François Amédée Doppet (znany z pierwszego wydania jedynie jako D*****, lekarz), francuski medyk wyjaśnia, zgodnie z ówczesnym stanem wiedzy, działanie intensywnego biczowania na organizm, a zwłaszcza na przyrodzenie, opisuje skalę zjawiska i przedstawia galerię poukrywanych po lupanarach (i nie tylko) nieszczęśników, dla których flagellacja jest jedynym ratunkiem przed zupełną impotencją. Potem robi się jeszcze ciekawiej. Zaprawiony solidną dozą osiemnastowiecznego racjonalizmu styl Doppeta nie oszczędza żadnej spośród wziętych na celownik postaci. Dostaje się – i to raz za razem! – duchownym, żyjącym w niezgodnym z naturą celibacie, czerpiącym perwersyjną przyjemność z okładania się nahajkami, rodzicom oraz nauczycielom, których jedynym remedium na krnąbrność jest grzmocenie dzieci po tyłkach – czy to z powodu bezradności, czy też lubieżnej ciągoty do oglądania obnażonych zadków. Sam do rozpusty i libertyństwa – jak twierdzi – nie zachęca, napisane przez niego rozdziały wspomóc mają oziębłych małżonków, a poza tym doedukować cnotliwych ignorantów.

Tłumaczeniem książki z francuskiego zajął się Krzysztof Rutkowski, odpowiedzialny również za przekład „Sztuki pierdzenia” oraz „Niebezpieczeństw onanizmu”; oba tytuły zostały wydane przez słowo / obraz terytoria w ramach serii 10/15. Stylizowana polszczyzna zmienia „Afrodyzjak zewnętrzny” w klejnocik. Fani słów zapewne z wdzięcznością przyjmą 'krochmalca', 'struganie sterczydeł' i 'swędniki'. Język jest potoczysty, przepływa w naturalny sposób od tonu uczonego do zgryźliwej ironii. Całości dopełnia warstwa graficzna, mająca nawiązywać do estetyki wydań osiemnastowiecznych: z żywymi paginami zawierającymi pierwsze sylaby tekstu ze strony następnej, zdobieniami na początku i końcu każdego rozdziału oraz specyficznym krojem pisma.

Stanisław Salij, autor przycupniętego na końcu tomiku przeglądu ilustracji „Flagellacja w czterdziestu obrazach”,w posłowiu go zamykającym zauważa, że symbolika bata, neutralnego samego w sobie, zmienia się w zależności od ręki, która go dzierży. Podobnie jest z „Biczykiem”, pasującym akuratnie i do pracy naukowej, i do kieszeni podglądacza, który przez mały otworek w ścianie obserwuje kurtyzanę, grzmocącą starców pozłacaną dyscyplinką. Chociaż po prawdzie, format tej uciesznej książki wydaje się stworzony do ukrywania jej przed rodzicami i małżonkami po szafkach oraz zakamarkach.

Aleksandra Lubińska

pokaż więcej

Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (1)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 1314
Dociekliwy_Kotek | 2017-03-11
Przeczytana: marzec 2017

Przyznaję, że spodziewałam się po tej książeczce pikantnego traktaciku spod znaku (przynajmniej) Crebillona, tymczasem... ach, to nieszczęsne oświecenie. Książeczka bowiem jest na wskroś oświeceniowa: teorie medyczne dowodzące, dlaczego biczowanie tak dobrze działa na potencję, trochę krytyki katolickich instytucji katolickich, wreszcie garść uwag na temat edukacji. Obiektywnie, naukowo, higienicznie i z podejściem "nic, co ludzkie, nie jest mi obce".
Poszukiwaczom francuskiego pieprzyka odradzam, entuzjastom flagellacji polecam jako zbiorek argumentów użytecznych w dyskusjach.

Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Zapisując się na newsletter zgadzasz się na otrzymywanie informacji z serwisu Lubimyczytac.pl w tym informacji handlowych, oraz informacji dopasowanych do twoich zainteresowań i preferencji. Twój adres email będziemy przetwarzać w celu kierowania do Ciebie treści marketingowych w formie newslettera. Więcej informacji w Polityce Prywatności.
Cytaty z książki
zgłoś błąd zgłoś błąd