Tam, gdzie nie ma coca-coli

Książka jest przypisana do serii/cyklu "Mój Prywatny Świat". Edytuj książkę, aby zweryfikować serię/cykl.
Wydawnictwo: Pascal
6,53 (73 ocen i 7 opinii) Zobacz oceny
10
1
9
5
8
8
7
25
6
21
5
9
4
1
3
2
2
1
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788375139570
liczba stron
320
słowa kluczowe
podróże, Afryka
język
polski
dodała
Ag2S

Relacja z wyprawy do Afryki (Republika Środkowoafrykańska, Republika Konga, Demokratyczna Republika Konga, Angola i Namibia) podróżnika zafascynowanego Czarnym Lądem. Osobisty ton, olbrzymia wiedza o opisywanym kontynencie połączona z odwagą i wrażliwością. To trzeba przeczytać! Marcin Mińkowski. Afryka to jego pasja. Publikował w magazynach "Voyage" i "Podróże". O sobie: Podróżnik. Był w...

Relacja z wyprawy do Afryki (Republika Środkowoafrykańska, Republika Konga, Demokratyczna Republika Konga, Angola i Namibia) podróżnika zafascynowanego Czarnym Lądem. Osobisty ton, olbrzymia wiedza o opisywanym kontynencie połączona z odwagą i wrażliwością. To trzeba przeczytać!

Marcin Mińkowski. Afryka to jego pasja. Publikował w magazynach "Voyage" i "Podróże". O sobie: Podróżnik. Był w wielu ciepłych i zimnych krajach, ale uzależniony od Afryki. Trochę od adrenaliny. Od adrenaliny w Afryce najbardziej. Odbył kilka podróży na Czarny Ląd i nie ma dość. Wierny przekonaniu, że ciekawość świata to pierwszy stopień do piekła - raczej w przeciwnym kierunku.

 

źródło opisu: http://ksiegarnia.pascal.pl/

źródło okładki: http://ksiegarnia.pascal.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1333
ZielonaCytryna | 2012-04-03
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 01 kwietnia 2012

Kiedyś myślałem, że stopień cywilizacyjnego rozwoju na danym obszarze można mierzyć indeksem coca-coli. Chodzi o to, że cola jest praktycznie wszędzie – w najmniejszych wioskach i w największych lasach. Trudno znaleźć na naszym globie miejsce, do którego nie dotarłby ten symbol zachodniego konsumpcjonizmu. Zresztą pojęcie „indeks coca-coli” funkcjonuje wśród globtroterów na całym świecie. „To ona jest wyznacznikiem prawdziwej dzikości. Tam, gdzie jej nie ma, są już tylko potwory” – myślałem, dopóki nie trafiłem do tej bezimiennej wioski.” (s. 109)

Jak dobrze znamy otaczający nas świat? Jak wiele wiemy o ludzkiej naturze? Być może myślimy, że niewiele jest nas w stanie zaskoczyć. Prawdopodobnie uważamy się za doskonale cywilizowanych i mających szerokie horyzonty. A już na pewno uważamy się za lepszych.
Jednak dopiero w miejscach, w których nie znajdziemy tego, co ułatwia nam codzienne funkcjonowanie, możemy przekonać się o tym, jak bardzo upośledzeni jesteśmy. Jak bardzo nasze życie zależne jest od techniki i pieniędzy.

"Tam, gdzie nie ma coca-coli" jest pewnego rodzaju opowieścią i podróżą przez świat, w którym wizja głodu i pragnienia zawsze istnieje gdzieś w pobliżu. I nigdy nie opuszcza. Tego typu reportaże czyta się z największą przyjemnością. Napisane starannym językiem, poruszające najbardziej interesujące kwestie, atrakcyjnie wydane. Mińkowskiemu udało się przekazać to, co chciał napisać, w naprawdę dobrym stylu. Tytuł książki: "Tam, gdzie nie ma coca-coli", sugeruje, że mamy przed sobą lekturę o miejscach nieskażonych do reszty cywilizacją. Nie da się jednak zapomnieć, że często oznacza to jednocześnie tak duże problemy, jak brak dostępu do czystej wody, czy żywności. Reportażu Mińkowskiego nie można traktować jak kolorowej, radosnej historii o pięknej Afryce, którą turysta wyjeżdżający na safari zobaczy z wnętrza terenowego pojazdu. To raczej wejście w głąb Czarnego Lądu, jazda nieutwardzonymi drogami, przeciskanie się przez gęstwiny, gryzące owady i obawa przed tymi, dla których biały człowiek jest łatwym łupem. Mimo to, nie brak tu dowodów na istnienie ludzi dobrego serca, potrafiących cieszyć się każdym dniem.


„I mężczyźni, z braku kobiet zaczęli nagle tańczyć w parach ze sobą. Nikt nie widział w tym niczego zdrożnego, kroki same się układały, brali się w ramiona i prowadzili jeden drugiego. W tym sawannowym tangu zmieniali się partnerami, brali na ręce. Nie było w tym niczego gwałtownego, niewiele krzyków, uniesień, szarpnięć. Czasem ktoś się serdecznie roześmiał. Wtedy, w środku nocy, na pustkowiu, ci ludzie dawali pokaz najczystszej, najpiękniejszej i niczym nieskrępowanej radości życia, jaką widziałem. Nie wstydzili się, nie dbali o ciemność, o mnie, o śpiących w najlepsze kierowców, smród w środku autobusu i swoje zmęczenie. Cały czas uśmiechnięci i szczęśliwi, rozkoszowali się tańcem, muzyką i harmonią. Pokazywali tkwiące w sobie, niezależnie od okoliczności, a czasem pomimo okoliczności, wielkie szczęście, radość z tego, że po prostu są. Sobie i mnie dawali nadzieję”. (s. 318)


Mnóstwo tu również pięknych zdjęć, które zwykle dodają atrakcyjności książkom tego typu. Reportaż Mińkowskiego naprawdę porusza. Daje do myślenia, skłania do zastanowienia się nad tym, jak wiele mamy i do czego dążymy. Uświadamia również, że są na świecie ludzie, którzy mimo, iż nie mają tego, co my (i nie są z tego powodu gorsi!), potrafią cieszyć się z każdego witającego ich dnia. Zdecydowanie polecam, gdyż jest to jedna z najlepszych podróżniczych książek, jakie czytałam w ostatnim czasie.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Mózg i serce. Magiczny duet

Kiedy Twój ojciec jest alkoholikiem, dla którego największą wartość stanowi kilka łyków trunków o cierpkawym smaku, na rodzinnym portrecie obok znajdu...

zgłoś błąd zgłoś błąd