pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!
Shirley
Nigdy dotąd nie wydawana w Polsce powieść Charlotte Brontë, autorki „Dziwnych losów Jane Eyre”.
Borykający się z przeciwnościami losu młody przedsiębiorca, Robert Moore, sprowadza do swej fabryki no...
Nigdy dotąd nie wydawana w Polsce powieść Charlotte Brontë, autorki „Dziwnych losów Jane Eyre”.
Borykający się z przeciwnościami losu młody przedsiębiorca, Robert Moore, sprowadza do swej fabryki nowoczesne maszyny, czym naraża się lokalnej ludności do tego stopnia, że doczekuje się zamachu na swoje życie. By ratować podupadający interes, Moore rozważa poślubienie zamożnej i dumnej Shirley Keeldar, mimo że jego serce należy do nieśmiałej Caroline, żyjącej w całkowitej zależności od swego stryja. Tymczasem Shirley zakochana jest w ubogim Louisie, który zajmuje posadę guwernera w rodzinie jej wuja. Choć Louis odwzajemnia jej uczucie, ambicja i świadomość przepaści majątkowej, która ich dzieli nie pozwalają mu się do tego przyznać.„Shirey”, napisana przez Charlotte Brontë zaraz po „Dziwnych losach Jane Eyre”, to pełna pasji opowieść o konflikcie klas, płci i pokoleń, toczącym się wśród wrzosowisk północnej Anglii i na tle niespokojnej epoki wojen napoleońskich.
pokaż więcej.
źródło opisu: Wydawnictwo MG,
źródło okładki: http://www.wydawnictwomg.pl
Moja Biblioteczka
Gdzie kupić?
Oficjalna recenzja
Wspaniała Brontë!
Czytelniku, czy znasz siostry Brontë? Jeśli tak – wiesz co robić i żadne słowa nie zmienią faktu, że prędzej, czy później „Shirley” zagości na Twojej półce. Co słyszę? Nie znasz? Przed Tobą stoi możliwość wzbogacenia nie tylko swojego czytelniczego doświadczenia, ale całego życia.
Nie potrafię być bezstronna, nie potrafię wyzbyć się w pełni subiektywnych odczuć, które żywię do Charlotte Brontë. Jej „Dziwne losy Jane Eyre” to dla mnie niedościgniony ideał. Z niecierpliwością otworzyłam „Shirley” i poczułam to samo. Styl i klasa. Nic więcej się nie liczy. „Shirley” to literacka uczta, po której inne książki wydawać się będą niegodne tak znakomitej poprzedniczki.
Czy „Shirley” jest lepsza od „Jane Eyre” – to pytanie zadaje sobie niejeden ciekawski Czytelnik. Odpowiem szczerze – nie. Całość fabuły nie jest tak doskonale dopracowana, zdarzają się pewne niedociągnięcia. Ale to się nie liczy. Są bowiem w powieści fragmenty, które nawet wyrwane z kontekstu, tworzą maleńkie arcydzieła. Nie wierzysz? Przeczytaj pierwszy rozdział. Mistrzowsko dozowana satyra, groteskowe postaci, których nie powstydziłby się sam Dickens i humor – inteligentny i błyskotliwy.
Akcja powieści toczy się z należytą powolnością. Czytelnik zyskuje pełen obraz hrabstwa York i jego mieszkańców, a także ich zwyczajów. Nie będę opisywała fabuły powieści, polski wydawca uczynił to w sposób dostateczny, a może nawet zbyt mocny. Powiem tylko, że w książce spotkamy się ze wspaniałymi bohaterami; żywymi i pełnowymiarowymi.
I najważniejsze – przez całą powieść znakomita Autorka, wspaniała Charlotte zwraca się do mnie. Nie wysyła swej opowieści w nieokreśloną próżnię, nie stara się zadowolić wszystkich na raz. Zwraca się wprost do Czytelnika, nie stroni od własnych opinii i kąśliwych uwag, a czyni to w tak niezwykły sposób, iż mam wrażenie, że powieść została napisana specjalnie dla mnie, że nie czytam książki, a list od dobrej przyjaciółki. Czuję się, jakbym uczestniczyła we wszystkich wydarzeniach; czasem podpatruję bohaterów zza węgła – wówczas Charlotte szepcze mi do ucha ciekawostki, czasem jednak siedzę wygodnie rozpostarta w fotelu i uczestniczę w rozmowie dwóch eleganckich panów. To jest właśnie magia słowa pisanego! Doświadczyć jej może każdy.
„Jeżeli ten wstęp wzbudził w Tobie, Czytelniku, nadzieję na romantyczne wrażenia, czeka Cię zawód. Czy liczysz na sentymentalizm, poezję, rozmarzenie? Czy spodziewasz się płomiennych uczuć, ekscytacji i melodramatu? Ucisz swoje oczekiwania, sprowadź je na ziemię. Leży przed Tobą coś autentycznego, prozaicznego i namacalnego.”* - Ostrzega nas na pierwszej stronie Autorka. Droga Charlotte, ładnie to tak zakpić z czytelnika i odebrać mu nadzieję na to, co w Twej prozie najlepsze? Romantyczne uczucia wypływają z każdej strony Twojej historii. Wywołujesz nie tylko silne emocje, pokazujesz także cierpienie z powodu niemożności ich zrealizowania. Zgodzę się jednak, że „Shirley” obfituje w realizm. Konflikty płci i wieku, a także dobrze opisane zaplecze polityczne i społeczne przebijają się przez każde, nawet najbardziej romantyczne zdarzenie. To dobrze. Lektura zaspokoiła nie tylko moje serce, ale także umysł.
Czytanie „Shirley” to czysta przyjemność. Brontë reprezentuje sobą wszystko to, co w literaturze XIX-wiecznej najlepsze – idealny styl, język i bogactwo tematów. Ostrzegam jednak, że zanurzenie się w prozie tak wysokiej jakości spowodować może niechęć do wszystkiego (z samego założenia gorszego), z czym przyjdzie nam się zmierzyć w następnej kolejności.
Czytelniku, czy muszę zachęcać Cię do przeczytania „Shirley”? Jeśli znasz perypetie Jane Eyre albo śledziłeś zmagania Lucy Snow z Villette – również spotkanie z niepokorną Shirley Cię nie zawiedzie. Jeśli natomiast zaczynasz dopiero swoją przygodę z genialną Charlotte Brontë – w powieści odnajdziesz to, co złączy Cię z Nią na zawsze.
Zuzanna Szulist
-------
* Ch. Brontë, Shirley, Warszawa 2011, s. 7.
Opinie znajomych
-
74
-
373
-
49
Opinie czytelników
Drogi Czytelniku, biorąc do ręki książkę autorstwa Charlotte Brontё przeniesiesz się na wrzosowiska północnej Anglii. Dokładnie do fikcyjnej części Yorkshire, gdzie poznasz losy mieszkańców dwóch parafii Briarfield i Nunneley. A że „Shirley” jest powieścią społeczno-obyczajową –opis środowiska, w którym odbywa się akcja, będzie niezwykle barwny i dokładny. Począwszy od osób duchownych, poprzez przedsiębiorców, baronetów i damy, a skończywszy na robotnikach, służbie oraz chłopach. Przechodząc od fragmentów dotyczących jednej klasy społecznej do fragmentów dotyczących innej, zgłębisz konflikty, miłostki, uprzedzenia i wzajemne relacje mieszkańców borykających się z konsekwencjami wojen napoleońskich.
Główne wątki powieści dotyczą m.in. młodego przedsiębiorcy Roberta Moorea. Dżentelmen ten sprowadza do swojej fabryki maszyny, które według okolicznej ludności zabierają pracę i są powodem nędzy. Tym samym Moore naraża się na gniew mieszkańców – do tego stopnia, że jego życie staje w obliczu zagrożenia… Fabrykant nie poddaje się jednak łatwo – wypowiada wojnę swoim przeciwnikom, a dla ratowania majątku rozważa poślubienie dumnej panny Keeldar, mimo iż prawdziwym uczuciem darzy ubogą Caroline. Z kolei Shirley Keeldar zakochana jest z guwernerze rodziny wuja – Louisie i dobrze wie, że jej jako kobiecie zamożnej, taki związek nie przystoi. Jak potoczą się losy tej czwórki? Czy gotowi będą pogrzebać uprzedzenia i dumę w imię miłości…? Tego już nie zdradzę…
„Shirley” jest drugą opublikowaną powieścią pisarki, po przyjętej entuzjastycznie „Jane Eyre”. W Polsce doczekaliśmy się jej pierwszego wydania. Dobrze, że w końcu zdecydowano się na przekład z języka angielskiego, gdyż „Shirley” z pewnością jest lekturą wartą poznania. Zwłaszcza jeżeli lubi się książki nie stroniące od bujnych metafor, opisów charakteru, stanów ducha i dość odważnych oraz przykuwających uwagę dialogów. To z pewnością nie jest ten typ literatury, gdzie sensacja goni sensację, a akacja pędzi niczym kometa. Tutaj wszystko dzieje się powoli, ale na pewno nie monotonnie. Mimo braku niewiarygodnych zwrotów akcji, książka potrafi dostarczyć wielu emocji. Po prostu trzeba się lubować w tego typu opowieściach, by docenić ich urok.
W przeciwieństwie do „Jane Eyre”, losy „Shirley” poznajemy za sprawą bezimiennego narratora w trzeciej osobie (tzw. narrator wszechwiedzący) i co ciekawe zwracającego się czasami bezpośrednio do Czytelnika, np.: „Czytelniku - zajrzyj mu przez ramię i czytaj słowa, które zapisuje”, „Tak, Czytelniku, trzeba nam teraz uregulować wszystkie należności” i temu podobne wyrażenia. Nie brakuje także zwrotów francuskich z tłumaczeniem w tekście, bądź u dołu strony. Ogólnie rzecz ujmując –narracja jest spójna i losy bohaterów pióra pani Brontё czyta się bardzo dobrze. Warto tutaj wspomnieć, że autorka (jak to często bywa w powieści społeczno-obyczajowej) ubrała swoje postaci w cechy znanych jej osób, co zaznaczyła przy okazji jednego opisu: „Musisz myśleć czytelniku, że opisując panny Ainley, przedstawiam jedynie nierzeczywisty wytwór swojej wyobraźni - nic z tych rzeczy. Portrety przedstawionych tu przeze mnie osób szkicuję na podstawie oryginałów żyjących w prawdziwym świecie.”
Nie pozostaje mi nic innego, jak zaprosić was – Czytelnicy, do zapoznania się z tą pełną pasji opowieścią o życiu w trudnych czasach przemysłowej zapaści, czasach konfliktów klas, interesów i oraz płci. Zapraszam!
"Shirley" - dotąd nie wydawana w Polsce powieść Charlotte Bronte - przenosi nas w czasie i przestrzeni do dziewiętnastowiecznej Anglii, pochłania czytelnika na długie godziny i nie pozostawia go wolnym nawet po przeczytaniu ostatniej strony, a to za sprawą niezwykłych miejsc akcji i bohaterów, którzy nie tylko wypełniają myśli, ale też trafiają do serca...
"Proszę pana, najważniejszą wiedzą, którą człowiek powinien posiąść, jest znajomość samego siebie i kierunku, w którym on sam podąża."
Choć sam tytuł podpowiada czytelnikowi, że w trakcie lektury będzie on śledził akcję oczami kobiety, nie do końca oddaje atmosferę książki, bo "Shirley" to opowieść nie o jednej, ale raczej o dwóch postaciach różnych pod względem wyglądu i majątku, a przede wszystkim charakteru. Caroline Helstone, wychowywana przez wuja, od którego jest całkowicie zależna, to osoba skromna i raczej nieśmiała, a przy tym bardzo uczuciowa. Tytułowa Shirley Keeldar, choć sama nazywa siebie głupiutką, posiada silny charakter, nad którym nie łatwo jest zapanować. Obydwie panny już po kilku spotkaniach stają się przyjaciółkami. W rozmowach często wspominają o kuzynie Caroline, Robercie Moore. Troska o młodego dżentelmena jest ich cechą wspólną, ale sam mężczyzna to postać, która oddala je od siebie nawzajem, a to za sprawą uczucia, które powoli niszczy serce Caroline i licznych niedomówień ze strony Shirley...
Akcja książki została osadzona w hrabstwie Yorkshire. Za tło opowieści posłużył okres kryzysu przemysłowego, spowodowanego między innymi wojnami napoleońskimi. "Shirley" opowiada więc nie tylko o miłości czy przyjaźni, otwiera przed nami karty z historii Anglii poplamione cierpieniem, głodem, bezustanną i wyniszczającą walką klas.
"Każda radość musi zostać okupiona porcją bólu, każdy wojownik - nim głowę jego zwieńczy zwycięski wieniec. poczuć wpierw musi kroplę krwi na swym czole."
Jeśli mam być szczera, do "Shirley" byłam nastawiona bardzo pozytywnie jeszcze zanim trafiła ona w moje ręce, a to za sprawą "Dziwnych losów Jane Eyre". Ustawiona przeze mnie poprzeczka wisiała bardzo wysoko w powietrzu... całe szczęście, że nie spadła z hukiem na ziemię! Czytałam tę książkę z ogromną ciekawością, ale czy to kogoś dziwi? Opisywane miejsca były tak piękne, a postacie tak niesamowicie realistyczne, że nie sposób nie przerzucać kolejnych stron z przyjemnością. Najmocniejszą stroną książki są bez wątpienia wspomnieni przed chwilą bohaterowie. Autorka poświęca każdemu z nich wiele uwagi, a dzięki temu pozwala czytelnikowi na bardzo subiektywne ocenianie ich charakterów i zachowań. Jednych traktujemy jak przyjaciół, inni nas denerwują. W trakcie lektury polubiłam Caroline, Shirley natomiast raczej mnie nie zachwyciła, ale zdaję sobie sprawę z tego, że jeśli tę samą książkę przeczytałaby moja kuzynka, ciotka czy koleżanka, każda znalazłaby w niej innego ulubieńca. Jeśli cenicie klasykę literatury angielskiej, nie możecie przejść obok "Shirley" obojętnie, jeśli nie - warto się do niej przekonać choćby przy lekturze tej książki. Polecam każdemu, kto odnajduje się w klimatach dziewiętnastowiecznych miłości, przyjaźni, potyczek na słowa i tych prawdziwych konfliktów. Muszę jednak przyznać, że radość czytania zostaje po części zabita gdy przeczytamy opis znajdujący się z tyłu książki - zdradza on znacznie więcej niż powinien. Jeśli więc możecie, omińcie go wzrokiem!
"Ludzkie serce potrafi wiele ścierpieć. Potrafi pomieścić w sobie więcej łez, niż ocean mieści w sobie wody. Nigdy nie wiemy, jak głębokie - jak szerokie jest nasze serce, póki nieszczęście nie napędzi nad nie chmur i nie zacznie na nie spływać czarny deszcz."
Charlotte Bronte, angielska pisarka i poetka, jest jedną z trzech sióstr, których książki zostały zaliczone do klasyki literatury.
Podczas gdy Charlotte pisała "Shirley", trójka z jej rodzeństwa zmarła - najpierw brat Branwell, potem siostry - Emily i Anne (najprawdopodobniej ta ostatnia użyczyła charakteru postaci Caroline Helstone). Niektórzy uważają, że Charlotte planowała uśmiercić Caroline, ale po rodzinnych tragediach zrezygnowała z tego zamiaru, co wpłynęło na fabułę książki, a konkretnie jej zakończenie.
Bardzo mocno chciałam przeczytać jakąś książkę, która została napisana przez którąś z sióstr Bronte. Do tej pory miała okazję zapoznać się wyłącznie z "Wichrowymi Wzgórzami" autorstwa Emily, jednak niejednokrotnie, bo jest to jedna z moich ulubionych lektur, do której dość często wracam. Tym bardziej ucieczyłam się, gdy mogłam zajrzeć do "Shirley" Charlotte, która nie tylko zaskakuje objętnością, ale również treścią.
Podczas zagłębiania się w książkę poznajemy Roberta Moore'a - mldego, żywego i świetnie zapowiadającego się przedsiębiorce, ktory niestety pewnego dnia (kiedy sprowadza nowe maszyny) jego życie zaczyna lekko podupadać, a dokładniej kariera. Aby ratować swój dobytek rozważa poślubienie tytułowej bohterki, do której nie żywi tak gorącego uczucia, jak do młodziutkiej Caroline. Gdyby tego było mało to nasza kochana Shirley również nie kocha Moore'a.
"Shirley" opowiada głównie o tym, jak to jest żyć w społecznieństwie, w którym są określone zasady, a każde odstępstwo od normy jest krytykowane. Wydawało mi się, że dostanę bardzo dobrze skonstruowany romans, a trafiłam bardziej na powieść społeczną. Pokazuje nam ona jak ludzie różnych klas egzystują ze sobą i czasami dochodzi między nimi do iskrzenia. Bardzo dużą rolę odgrywają tutaj pieniądze i jakby taki obowiązek ich posiadania, ale romansików również nie brakuje - wystarczy popatrzeć na poplątane związki między bohaterami. Czytelnik czytając zadaje sobie wiele pytań i stara się na nie odpowiedzieć - Czy dla miłości i gorącego uczucia byłbyś w stanie zaprzepaścić wszystko? Co jest ważniejsze - pieniądze, dobre imię" czy miłość?
Bardzo podobało mi się to, że bohaterowie są tak dokładnie przedstawieni i opisami. W ten sposób mogłam się bardziej do nich przywiązać i poznać z każdej strony. Sama nie do końca potrafię sobie wyjaśnić dlaczego najbardziej polubiłam Roberta Moore'a. Może dlatego, że na początku nie mogłam zrozumieć dlaczego Caroline tak do niego ciągnie? Wydawał mi się lekko surowy, pesymistyczny, może okurty, ale z biegiem czasu jakoś się do niego przekonałam:) Świetne jest również to, że postacie są tak od siebie różne, np, Shirley i Caroline - różni je status społeczny, charakter, podejście do różnych spraw.
Czasami może się wydawać, że książka strasznie się ciągnie, a akcja powieści nieco zwalnia i nic kompletnie się nie dzieje. Jednak Charolotte zapewnia nam tak niesamowite opisy epoki wiktoriańskiej, tego niesamowitego akresu w dziewiętnastowiecznej Anglii, że jestem w stanie jej to wybaczyć. Klimat, który daje odbiorcy jest niesamowity. Uwielbiam tego typu lektury, i mam nadzieję, że w końcu skuszę się na słynne "Dziwne losy Jane Eyre", które na pewno widziałam na półce w bibliotece:)
W XIX wieku urodziły się trzy siostry, które już od wczesnych lat pisały wiersze i opowiadania, które nielicznie przetrwały do dzisiaj. Ich dzieła zostały uznane za klasyki literatury angielskiej, a one same okryły się międzynarodową sławą. Działa Charlotte, Anne i Emily Jane Bronte, bowiem o tych kobietach mowa, do dzisiaj goszczą na szczególnym miejscu w biblioteczkach większości czytelników. Dotychczas czytałam jedynie książkę Charlotte – „Dziwne losy Jane Eyre”, której fenomen zrozumiałam dopiero na ostatnich stronach tej lektury. Sama autorka nie przeżyła nawet czterdziestu lat, gdyż zmarła przy porodzie swojego dziecka. W swoim życiu napisała cztery powieści – wyżej wspomniane „Dziwne losy Jane Eyre”, „Villette”, „The Professor” oraz „Shirley”, która kilka tygodni temu została wydana po raz pierwszy w Polsce.
Akcja „Shirley” rozgrywa się w północnej Anglii na początku XIX wieku. Jednym z głównych bohaterów jest Robert Moore – młody przedsiębiorca, który boryka się z przeciwnościami losu. Mężczyzna sprowadza do swojej fabryki nowoczesne maszyny, co nie budzi poparcia wśród lokalnej ludności, która postanawia zrobić zamach na życie mieszkańca tychże terenów. Aby uratować swoją firmę, która z każdym dniem coraz bardziej podupada, postanawia rozważyć możliwość poślubienia zamożnej Shirley Keeldar, która cechuje się nieco zbytnią pewnością siebie i ogromną dumą. Rozum podpowiada Robertowi, iż powinien starać się o względy Shirley, jednak jego serce całkowicie należy do Caroline – ubogiej i nieśmiałej dziewczyny, zależnej od swojego stryja. Pomimo chłodu, jaki bije od panny Keeldar, ona również pozwoliła wplątać się w miłosną grę. Wybrańcem kobiety jest Luis, biedny gubernator, pracujący w rodzinie jej wuja. Mężczyzna odwzajemnia uczucia Shirley, ale ich stan majątkowy i ambicje tworzą pomiędzy nimi mur, który ciężko przeskoczyć, powodując, że nie przyznają się do własnych rozterek. Jednak pomimo wszystko nie poddają się, myśląc o sobie nieustannie.
Charlotte Bronte wprowadziła czytelnika do świata, gdzie nie brakuje konfliktów klas, płci i pokolenia, mających miejsce na tle angielskich wrzosowisk. Czytając „Shirley” można zauważyć zamiłowanie autorki do przyrody, o czym świadczy fakt, że nieraz mogliśmy czytać o pięknych krajobrazach czy też innych wytworach natury. Pisarka tworzyła naprawdę fenomenalne opisy, sprawiając, że niekiedy aż czuć prowincjonalny klimat małego miasta, gdzie pomimo tego, iż panuje spokój – nie brakuje zawirowań, jak i też zazdrości. Łatwo stać się wiernym obserwatorem działań postaci, którzy pomimo tego, iż co chwilę na swojej drodze napotykają kłody, nie poddają się, starając się odnaleźć w swojej egzystencji radość oraz stabilizację. Pani Bronte potrafiła we wspaniały sposób wyrazić każdą myśl i wewnętrzną wariację mieszkańców północnej Anglii, dzięki czemu z czasem zaczynamy rozumieć ich tok myślenia. Każda chwila szczęścia lub cierpienia budzi emocje w duszy odbiorcy, ponieważ swoim słownictwem autorka niekiedy nas dotyka, powodując, że widzimy przed sobą roztargnienie prowincjonalnego człowieka. Dialogi również należą do wyjątkowych i przyznam, że nieraz uśmiechnęłam się, czytając rozmowy o Shirley z władzami kościelnymi, a kiedy indziej żałowałam bohaterów, którzy żalili się sobie z własnych rozterek. Niekiedy irytował mnie fakt, iż w książce opisy i dialogi są podzielone. Jeśli występuje ciągły monolog – to nie odnajdziemy chociażby krótkiej wymiany zdań. Natomiast, gdy pojawia się rozmowa – nie ma chociażby krótkiej myśli, oddającej przekonania Anglików. Najczęściej w dialogach pani Bronte starała się umieścić uczucia, jak i ważne racje, chociaż i tak mi w tym wszystkim czegoś zabrakło. W powieści występuje narracja trzecioosobowa, co jest przydatnym zabiegiem, ponieważ Charlotte Bronte nieraz ukazała rozwój akcji z kilku stron, sprawiając, że doskonale wiedzieliśmy, co planuje w jednym czasie Shirley, jak i dla przykładu – Robert. Czasami można poczuć się jakbyśmy czytali opowieść, bowiem narrator zwraca się często do czytelników, używając bezpośrednich zwrotów. Przyznam, że pisarka używając tego zabiegu spowodowała, że można jeszcze lepiej zrozumieć wszelkie wydarzenia, stając się na pewien sposób częścią tej historii.
Charlotte Bronte wykreowała intrygujących bohaterów, których tworząc, jak sama wyznała, kierowała się obserwacją ludzi, otaczających się w jej towarzystwie. Zapewne dzięki temu postacie wydają się być aż tak realne i przede wszystkim – szczere. Ogromną sympatią obdarzyłam tytułową Shirley, która swoją dumą i zadziornością nieraz pokazała, jak powinna wyglądać kobieta z temperamentem. Dziewczyna nie zważała praktycznie na słowa innych ani też nie pozwalała, aby jej płeć kolidowała z wyznaczonymi przez nią celami. Niekiedy ukrywała swoje uczucia pod maską stanowczości, lecz przyznam – robiła to w sposób słodki i zarazem delikatny. Czasami irytowała mnie Caroline, jednak to zapewne dlatego, że nie przepadam za osobami afiszującymi się skrajnymi emocjami i własnym nieszczęście. Pozytywne wrażenie natomiast wywoływała podczas jej rozmów z Robertem, które również były owiane tajemnicą, lecz zarazem bardzo prawdziwe, że ciężko było nie domyśleć się rozterek obydwóch tych bohaterów. Niewątpliwie, wariacje miłosne na tle angielskich pól wyszły autorce naprawdę kapitalnie.
„Shirley” to nie książka jedynie o miłości, bowiem Charlotte Bronte ogromną wagę przywiązuje do dyskryminacji z powodu płci czy też stanu majątkowego. Nie brakuje również nawiązania do wojen napoleońskich, co sprawia, że oprócz interesującej powieści możemy udoskonalić swoją wiedzę na temat kilku wydarzeń z historii. Również wyżej podane powody sprawiły zamęt w życiu postaci, które nie wiedziały czy kurczowo trzymać się zasad czy też walczyć o własną wolność, co pozostawało niespodzianką do samego końca. Ogromną wagę miał w tamtym czasie Kościół, w którym powoli zaczęła występować obłuda, dzielnie tępiona przez otwartą Shirley.
Charlotte Bronte posiadała lekki i przyjemny styl, chociaż oczywiście widać, że całkowicie różni się on od tych, które możemy zauważyć w obecnym wieku. Czytając „Dziwne losy Jane Eyre” nieco bardziej była widoczna ciężkość pióra, jednak to zapewne wina tłumacza. W tym przypadku historię przedstawioną w „Shirley” obserwuje się szybko, pomimo tego, iż książka liczy blisko 650 stron. Lekturę polecam wszystkim tym, którzy przede wszystkim – lubią Charlotte Bronte, romanse w XIX wieku oraz nutkę humoru, przeplataną z wewnętrznym roztargnieniem.
„Shirley” Charlotte Brontё z założenia musi się podobać …. bo to tak jakby nagle ktoś powiedział, że „Wichrowe wzgórza” są „do kitu”. Dokładnie z takim nastawieniem powoli i delikatnie wkraczałam w świat stworzony przez autorkę, opowiadany przez trzecio-osobowego narratora, niejednokrotnie zwracającego się do Czytelnika w bezpośredni sposób. Przez kilkanaście pierwszych stron było mi bardzo ciężko wczuć się w historyczny klimat. Północna Anglia kusiła swoim urokiem i niesamowitymi opisami cudownego krajobrazu … a ja nadal pozostawałam nieufna i pełna wątpliwości.
Poznajemy najpierw Roberta Moorea, dżentelmena i młodego przedsiębiorcę, który chce wprowadzić do swojej fabryki powiew nowoczesności w postaci maszyn ułatwiających pracę. Niestety całego entuzjazmu nie podzielają okoliczni mieszkańcy, którzy sądzą, iż maszyny pozbawią ich pracy, a bieda zaglądająca do ich domów wcale nie zniknie, a wręcz przeciwnie, jeszcze bardziej się rozgości.
Robert jednak wcale nie rezygnuje ze swoich marzeń. Pomimo licznych ostrzeżeń walczy o swoje …. ale cenę, jako przyjdzie mu zapłacić za swoje marzenia ciężko przeliczyć na pieniądze.
Autorka potrafiła zgrabnie połączyć losy czwórki bohaterów. Ich losy zazębiają się ze sobą pokazując jednocześnie czytelnikowi, czym jest prawdziwa miłość i jaki ma smak, jak głęboko mogą być zakorzenione zasady wpajane od pokoleń, jak wielką wartość stanowią pieniądze i tzw. dobra opinia.
Nie porwała mnie ta książka, nie urzekła i nie oczarowała, ale pozostawiła mimo wszystko niesamowicie miłe wspomnienia podszyte delikatnym romantyzmem wymieszanym z klimatem angielskiej prowincji z zapachem wrzosowisk i powiewem wiatru łaskoczącego skórę.
Polecam ją jednak miłośnikom powieści historycznych, wielowątkowych i ciągnących się momentami bez końca ….ja zdecydowanie wolę pozostawać przy powieściach osadzonych w naszych czasach, chyba łatwiej jest mi wczuć się w klimat i w opowiadaną historię.
Ta książka stanowiła dla mnie nie lada wyzwanie. Bo kiedyś poległam przy Villette. Wypożyczyłam ją z biblioteki i poddałam się na początku II tomu. Nudziłam się śmiertelnie, ale dziś wiem, że pewnie ja po prostu jeszcze wtedy nie dojrzałam do pióra tej autorki. A dodam ,że sytuacja miała miejsce ponad 10 lat temu. Nie czytałam "Wichrowych wzgórz " ani "Dziwnych losów Jane Eyre". No i sięgnęłam po "Shirley". Jeśli zadacie pytanie dlaczego , to odpowiem, że byłam zazdrosna o wrażenia jakich doznały osoby zachwycające się książkami Bronte . I super, że dałam szansę tej pisarce, bo tym razem lektura mnie zauroczyła. Rozsmakowałam się w niej po prostu i polubiłam klimat jaki w niej odnalazłam. Wcale nie dłużyło mi się czytanie opasłego tomiszcza. Ja sobie tę książkę dawkowałam jak przysmak i odpływałam od rzeczywistości.
Dzięki "Shirley " przeniosłam się do dawnej Anglii sprzed wielu lat , gdy w Europie wojował sobie Napoleon, a biedna jakby nie było Anglia borykała się z problemami. Wojna , cóż kosztowne przedsięwzięcie dawała się w kość narodowi. Z pracą najlepiej nie było. Stąd społecznie niezadowolenie i po prostu bieda. A to także czasy wkraczania postępu technicznego i cóż, eliminowanie ludzkich rąk maszynami. Łatwo przedsiębiorcom wtedy nie było. Tak jak nie było łatwo głównemu bohaterowi Robertowi Moore'owi - ambitnemu przedsiębiorcy, który za wszelką cenę stara się ratować od bankructwa dzierżawioną przędzalnię. Kulą u nogi są mu długi w spadku po ojcu, kłopoty z siłą roboczą, bunty zwalnianych robotników i dewastacja sprowadzanych maszyn. A on jest młody i bardzo ambitny, honorowy i pracowity. Mimo wszelkich kłopotów chce odnieść sukces. Jego sercu jest bardzo bliska dziewczyna żyjąca w cieniu swego stryja - proboszcza o imieniu Caroline. Niestety nie jest ona majętna, ale w pełni odwzajemnia uczucia Roberta. Nie zależy jej na bogatym mężu i koligacjach. Chce nieść codzienny trud z ukochanym. Ale on tłumi w sobie uczucia do Caroline. Nie chce jej wciągać w życie pełne trosk. A na horyzoncie pojawia się bogata panna Shirley, której majątek byłby dla Roberta zbawieniem. Tylko czy jego stać na małżeństwo dla pieniędzy ? A jak do tego miałyby się mieć jej uczucia względem Louisie' a ?
Tak, to bardzo zagmatwana sytuacja uczuciowa czwórki bohaterów, a dodam ,że wtedy panowały inne obyczaje i normy społeczne. Pannie jeśli chciała zachować reputację i honor nie wypadało się narzucać mężczyźnie, istniały przyzwoitki i szereg dziś już może śmiesznych konwenansów.
Uległam urokowi tej książki. Zasmakowałam niepowtarzalnego angielskiego klimatu sprzed lat dawnej prowincji kraju Szekspira i jej wrzosowiskom. I nawet nie wiem kiedy zaczytałam się solidnie w książce. A każda strona stawała się coraz bardziej interesująca. Może pierwszych 50 stron przeczytałam obojętnie, ale potem już ogarnęły mnie czytelnicze emocje i miałam ochotę szeptać na ucho Caroline, by miała więcej odwagi.
Czym jeszcze mnie Bronte mile zaskoczyła ? Świetnym oddaniem czasów, minionej już epoki w jakiej rozgrywa się fabuła, niesamowicie interesująco i kunsztownie wykreowanymi postaciami i to nie tylko tymi z pierwszego planu. Perfekcyjnym opisem i oddaniem stanu ducha bohaterów, ich uczuć, emocji i przeżyć. Miałam okazję poznać bardzo pięknie napisany opis ówczesnego angielskiego społeczeństwa, poznać przedstawicieli różnych klas - biednych i bogatych, prostych i wykształconych. Zwolenników wojny i jej przeciwników. To taka moim zdaniem bezcenna literacka lekcja historii, która pozostaje o wiele dłużej w pamięci niż sucha wiedza ze szkolnego podręcznika.
Szczegółowe opisy , wolna akcja, angielski klimat i zwyczaje - to po prostu oczarowało mnie. Nie spodziewałam się tak miłej niespodzianki po lekturze i dlatego polecam ją tym, którzy jeszcze piórem Bronte się nie zachwycili, tak takim malkontentom jak ja, którym Anglia wydawała się nudna.
Życzę przyjemnych wrażeń w trakcie lektury i takiego oderwania od rzeczywistości, tylu emocji jakie ja przeżyłam.
"Shirley" jest powieścią napisaną przez najstarszą z sióstr Bronte - Charlotte. Wydano ją w roku 1849. Przez lata uznawana ona była za gorszą "siostrę" wydanych wcześniej Dziwnych losów Jane Eyre. Jednak pomimo tego chłodnego przyjęcia i licznych niedoskonałości wskazywanych przez krytyków, książka posiada całkiem spore grono miłośników, do którego od niedawna dołączają polscy czytelnicy. Od niedawna, gdyż dopiero teraz - po 162 latach - Shirley została przetłumaczona i wydana w naszym języku.
Akcja powieści rozgrywa się w XIX-wiecznej Anglii, a dokładniej - w hrabstwie Yorkshire w latach 1811/12. Tłem historii zaś są protesty Ludystów, strajkujących przeciw ściąganiu do fabryk włókienniczych nowoczesnych maszyn, pozbawiających ludzi pracy. Jednak ów tło, jest gdzieś jakby z boku. Tak naprawdę, autorka nie poświęca zbyt wiele czasu sytuacji robotników. Jej uwaga skupia się raczej wokół innych wydarzeń - losów dwóch kobiet: sieroty i bratanicy pastora - Caroline Helstone oraz zamożnej dziedziczki - Shirley Keeldar. Obie kobiety, choć połączone przyjaźnią, różnią się od siebie praktycznie wszystkim - wyglądem, charakterem i pozycją społeczną. Shirley jest dumna, odważna i pewna siebie. Caroline z kolei - nieśmiała, delikatna i skromna. Obie też, kochają tego samego mężczyznę - Roberta Moora, młodego przedsiębiorcę, którego fabryka popada w coraz większe problemy finansowe.
Caroline darzy Moora prawdziwym uczuciem... takim, jakim kobieta może obdarzyć mężczyznę. Jednak, zdając sobie sprawę z przepaści klasowej, jaka ich dzieli, ukrywa swoją miłość. Z czasem zaczyna wierzyć, że przyszłość jej ukochanego należy do Shirley, która jak podejrzewa - skradła Robertowi serce. Nie wie ona jednak, że Shirley kocha Roberta, a i owszem, ale... jak przyjaciela, jak brata. Nic więcej do niego nie czuje, tym bardziej, że jej serce należy do innego mężczyzny, którego - jak na tamte czasy - nie wypadało jej kochać. Sam Robert zaś, zaczyna rozważać poślubienie Shirley, której majątek pomógłby stanąć mu pewnie na nogach.
Wszystko tutaj ma swój czas i miejsce, choć czasem wydaje się, że jest zupełnie inaczej. Idealny przykład to akcja powieści, która raz biegnie całkiem spokojnie i niespiesznie, by za chwilę mocno przyspieszyć. Sami bohaterowie zaś wydają się być niezwykle realni - żywi i prawdziwi. No i ten klimat... zachwycający klimat XIX-wiecznej Anglii, który przebija z każdej strony. Niestety odbiór książki utrudniają, i to dość skutecznie - licznie błędy, literówki. Zastanawiam się, czy tylko ja je wychwyciłam? I jeszcze jedno... opis z tyłu książki zdecydowanie zbyt wiele odkrywa.
Mistrzostwo! Kiedy dowiedziałam się, że "Shirley" zostanie przetłumaczona na polski, poczułam się tak, jakby dopiero co poznana przeze mnie autorka cudownych "Dziwnych losów Jane Eyre" wydała nową książkę. Od razu stwierdziłam, że muszę ją mieć, i się nie zawiodłam. Główny wątek powieści nie rozwija się co prawda w zbyt oszałamiającym tempie, bohaterów poznajemy na spokojnie i powoli. Ale jak to wszystko jest napisane! Może gdyby książkę na ten temat napisał ktoś inny, to szybko by mnie znudziła. Natomiast Charlotte Bronte pokazała swój prawdziwy pisarski kunszt! Piękny, barwny, dowcipny język powieści powoduje, że czyta się ją z ogromną przyjemnością i wręcz można delektować się każdym akapitem. Klasyka - nic dodać, nic ująć. Polecam gorąco, i jakby to powiedziała Autorka - drogi Czytelniku, zapraszam do lektury! :)
Do tej pory twórczość słynnych sióstr Brontë była mi obca. Oczywiście, takie tytuły jak 'Dziwne losy Jane Eyre' czy 'Wichrowe wzgórza' obiły mi się o uszy, jednak nigdy nie pałałam jakąś szczególną miłością do literatury typowo klasycznej, a do tego dziewiętnastowiecznej. Ale gdy natrafiła się okazja, i 'Shirley' autorstwa najstarszej z sióstr Brontë, Charlotte, wpadła w moje ręce, nie omieszkałam się z nią zapoznać. Mimo przybranej przeze mnie wcześniej sceptycznej postawy, ciekawość paliła mnie od środka, a to opasłe tomiszcze tak smakowicie wyglądało! Nie oparłam się urokowi tej książki, i wygodnie zasiadając na łóżku, rozpoczęłam fascynującą lekturę.
Młody przedsiębiorca, Robert Moore, sprowadza do swojej fabryki nowoczesne maszyny, czym naraża się na gniew lokalnej ludności, czego efektem jest zamach na jego życie. Na szczęście udaje mu się wyjść z opałów. By ratować podupadający interes rozważa poślubienie zamożnej Shirley Keeldar, pomimo tego, że skrycie kocha się w swej kuzynce, Caroline. Tymczasem wcześniej wspomniana panna Keeldar darzy głębokim uczuciem ubogiego Louisa. Ten, mimo że odwzajemnia jej uczucia, nie przyznaje się do tego z powodu nadzwyczaj prostego - jego honor, duma i ambicja nie pozwalają mu na to. Jak potoczą się losy bohaterów?
Klasyki od zawsze się obawiałam. Wydawało mi się, że jest to literatura typowa dla snobów i starszych ludzi. Dlatego właśnie przed sięgnięciem po 'Shirley', nawet pomimo żrącej mnie od środka ciekawości, miałam wiele obaw. 'A co, jeśli akcja będzie wlekła się jak żółw? Co, jeśli nie zrozumiem języka, którym napisana jest powieść? No a co, jeśli po prostu zanudzę się na śmierć?' - tego typu pytania i wątpliwości przychodziły mi do głowy. Postanowiłam jednak przełamać swój strach i rozpoczęłam naprawdę wspaniałą przygodę.
'Shirley' autorstwa Charlotte Brontë to subtelna, przepiękna opowieść o losach kilku młodych ludzi, dziejąca się w dziewiętnastowiecznej Anglii. Od pierwszej strony urzekł mnie styl pisania autorki: niesamowicie lekki i spójny, wciągający i taki... przyjemny. Wątki oraz dialogi prowadzone są z sensem, wyzbyte wszelkich wyjętych z kosmosu archaizmów, za to urozmaicone słowami i całymi zwrotami z języka francuskiego (które oczywiście w odnośnikach zostały przetłumaczone, coby czytelnik nie został wyrwany z kontekstu). Od pierwszej strony można poczuć, że książka została napisana przez osobę romantyczną, kochającą naturę, a także niezwykle pomysłową. Narracja prowadzona jest w formie trzecioosobowej, jednak ciekawym zabiegiem jest to, że narrator zwraca się w niektórych momentach bezpośrednio do czytelnika, np: 'Czytelniku - zajrzyj mu przez ramię i czytaj słowa, które zapisuje'. Czytanie tej książki to prawdziwa uczta dla umysłu i fantazji, 'Shirley' to znakomity kąsek. Napawałam się tą opowieścią, jak jeszcze nigdy żadną książką. Klasa i styl, tak w dwóch słowach to dzieło można opisać.
Charlotte Brontë stworzyła opowieść romantyczną, jednak nie zawarła w niej wątków jedynie miłosnych. Poruszyła wiele ważnych spraw, takie jak hierarchia między bogatymi a ubogimi, a także idealnie oddała klimat tamtych czasów. Czytając 'Shirley' miałam przed oczyma zielone wzgórza, cudowne wrzosowiska, a także ludzi ubranych stosownie do dziewiętnastowiecznej mody - panie w sukniach i czepkach na głowie, panowie zaś w płaszczach i ciężkich buciorach. Charlotte potrafiła pobudzić fantazję czytelnika, umiała zmusić do refleksji, a także do marzeń. Akcję zbudowała stopniowo, i choć fabuła nie jest w żadnym wypadku przewidywalna, autorka niczym specjalnym nie zaskakuje. No może jedynie umiejętnością wprowadzenia czytelnika w stan rozmyślania o niebieskich migdałach, w jak najbardziej pozytywnym tego zwrotu znaczeniu.
Pomimo, iż książka nosi tytuł 'Shirley', dziewczyna ta nie była jedyną główną postacią. Znaczącą rolę w tej opowieści odegrała również Caroline, jej dobra przyjaciółka. Obie bohaterki pokochałam od pierwszej chwili, jednak na faworytkę wybrałam Caroline. Te młode panny były radosne, umiały cieszyć się z życia, lecz cechowała je mądrość i rozumność. Brontë świetnie skomponowała ich charaktery, które w znaczącym stopniu się uzupełniały. Na pierwszy rzut oka niewinne, eleganckie i próżne, w rzeczywistości jednak zabawne, przebiegłe i potrafiące zawalczyć o swoje. Autorka naprawdę dobrze dopracowała swoich bohaterów, nie tylko Shirley i Caroline - jednak nie będę się tu nad nimi pastwić bądź wychwalać pod niebiosa, gdyż mijałoby się to z celem. Każdy bohater czy też bohaterka jest starannie zarysowany i wykreowany. Nie ma tu miejsca na sztuczne i nierealne postacie: każdy człowiek występujący na kartach powieści 'Shirley' jest równie autentyczny, co przechodzeń, który mija nas na ulicy. Może ci dwaj różnią się jedynie wyglądem...
Czy po przeczytaniu tej lektury jestem zadowolona? A i owszem. Dzięki dziełu Charlotte Brontë od podszewki poznałam dziewiętnastowieczne obyczaje, ludzkie zachowania czy też zasady. Autorka wprowadziła mnie w świat marzeń. Ubrała swoją opowieść w szczyptę romantyzmu, który nie był przesadzony, a jedynie subtelny i piękny, za co chwała Bogu. Zdziwiłam się lekko, że powieść napisana tak dawno temu została przyswojona przez mój umysł tak łatwo; myślę jednak, że tłumacz delikatnie maczał w tym palce i przełożył z języka delikatnie staroświeckiego, na polski. A może tylko wydawało mi się, że będą problemy z przyswojeniem tekstu. Kto wie.
'Shirley' autorstwa najstarszej ze sławnych sióstr, Charlotte Brontë, to opowieść opiewająca w subtelny romantyzm, a także realia dziewiętnastego wieku. Przepiękna opowieść, pełna uczuć i emocji, napisana łatwym do przyswojenia językiem. Nawet jeżeli jesteście na bakier z literaturą klasyczną, serdecznie polecam. Bo warto.
O niektórych książkach wiemy wiele, zanim trafią w nasze ręce. Winne jest temu przeczucie. W tym wypadku nie zawiodłam się. Patrząc na okładkę, zerkając na przypadkowe strony... Byłam pewna, że Shirley przypadnie mi do gustu.
Czytałam lekturę z ogromnym zaciekawieniem. Niezbyt często zdarza się tak, że zachwycają mnie opisy. W tym wypadku Charlotte Brontë mogłaby ciągnąć je w nieskończoność. Nie stanowiłoby to dla mnie wielkiej przeszkody, a wręcz przeciwnie, byłabym bardzo zadowolona.
Czytaniu towarzyszyła specyficzna atmosfera, którą trudno mi nazwać. Zupełnie tak, jakby znikał codzienny pośpiech. Razem z głównymi bohaterami przeżywałam wszystkie emocje. Od tych mniej pozytywnych, do całkiem optymistycznych.
Naszły dwa takie momenty, kiedy liczyłam (a nawet byłam pewna), że za chwilę nastąpi niespodziewany zwrot akcji. Czy nastąpił, czy nie... Każdy krok autorki był dobrym posunięciem. Każde wyjście doprowadziłoby do świetnego rozwiązania.
Charlotte Brontë jest jedną z tych pisarek, do których wraca się bezustannie. Jest najstarszą z sióstr i odważę się powiedzieć, że najbardziej utalentowaną. W 1847 roku powstała, chyba najbardziej znana, jej powieść - "Dziwne losy Jane Eyre". Ten debiut namieszał w świecie literackim i sprawił, że Charlotte należy dziś do kanonu literatury klasycznej. Niestety pisarka nie dożyła nawet 40 lat.
"Shirley" powstała w 1849 roku i po raz pierwszy w Polsce została wydana zaledwie rok temu. Zupełnie nie rozumiem, czemu wydawcy odwlekali tę decyzję, bo książka zachwyca! Urzeka nie tylko romantycznymi i nostalgicznymi opisami dworskiego życia XIX wieku, wytwornymi manierami panien, tradycjami i obrządkami tamtejszej ludności, ale przede wszystkim dobrze znanym, unikalnym stylem samej pisarki.
Otwierając powieść już od pierwszych stron przeniesiemy się do północnej Anglii, do rozległych wrzosowisk, pachnących chlebem, mlekiem i konfiturami domostw. Głównymi bohaterami są 18-letnia Caroline, nieco starsza, Shirley i obiekt westchnień tej pierwszej - przystojny i tajemniczy Robert Moore. Caroline jest wchodzącą w dorosłe życie, nieśmiałą, zagubioną, delikatną marzycielką. Raczej stroni od towarzystwa (poza świętami religijnymi), pobiera lekcji języka francuskiego, zaczytuje się w literaturze i ukradkiem wzdycha do Roberta. Sam Robert, będąc młodym przedsiębiorcą, musi zmierzyć się z poważnym kryzysem, który może doprowadzić go do bankructwa. Jedynym wyjściem wydaje się być poślubienie zamożnej i dystyngowanej Shirley, mimo ogromnej i skrywanej miłości do Caroline. Także miłość Caroline do Roberta niestety okupiona jest cierpieniem.
"W wieku osiemnastu lat nic nam o tym nie wiadomo, toteż gdy w naszą stronę uśmiech posyła Nadzieja, jej obietnice przyjmujemy z bezwzględną ufnością, a kiedy na naszym progu niczym zbłąkany anioł pojawia się Miłość, bierzemy ją wnet w objęcia i witamy w naszym sercu, nie pojmując jej kruchości. Ugodzenie strzałą tego uczucia jawi się nam jako upajający dreszcz nowego życia, jednak skoro trucizna wsiąknie w ranę, nie wydobędzie jej już z nas żadna pijawka"
Los styka obie panie i sprawia, że początkowo nawiązuje się między nimi nić porozumienia. Stają się serdecznymi przyjaciółkami i powiernicami. Do czasu, kiedy Caroline zauważa, że relacje między jej ukochanym a Shirley stają się coraz bliższe. Do gry wchodzi także Louis, który, pomimo wyraźnej różnicy klasowej, nieoczekiwanie podbija serce Shirley.
Caroline jest bohaterką cierpiącą. Z całych sił próbuje odwrócić swe myśli od nieszczęśliwej miłości i zająć swój umysł innymi, bardziej rozwojowymi sprawami.
"Po powrocie do domu panna Helstone ułożyła sobie harmonogram zajęć i powzięła stanowcze postanowienie, by nigdy od niego nie odstępować. Pewną część swojego czasu przeznaczyła na dokształcanie się, i pewną na zadania, które mogła zlecić jej panna Ainley. Resztę dnia zamierzała spędzić na świeżym powietrzu - tak, by nie została jej ani jedna chwila na oddawanie się myślom, podobnym do tych, które zatruły jej ubiegły niedzielny wieczór."
Autorka z aptekarską dokładnością analizuje zachowania, emocje i uczucie bohaterów swej powieści. Postawa samej Shirley zaskakuje. Jej dumna, niezależność, twarde zasady, dobroduszność zasługują na uznanie i dzięki nim, staje się tytułową bohaterką. Caroline natomiast jest pełna lęku, cierpienia i bólu. Mimo tak małej różnicy wieku między paniami, (około 2 lat) widać w Caroline niedojrzałość. Emocje aż kipią z każdej strony powieści. Styl pisarki oczarowuje, targa naszymi uczuciami i pozostaje głęboko w naszych myślach. Nie ulega wątpliwości, że to właśnie kobiety są siłą tej powieści i ich sylwetki, relacje między nimi i osobowości są w niej najważniejsze.
Fabuła przeplata się także z wydarzeniami historycznymi, które maja w powieści dość kluczowe znaczenie. Wojny napoleońskie wprowadzą nieco chaosu w dotychczasowe życie bohaterów - co jest dodatkowym atutem dla wielbicieli historii.
Polecam ją przede wszystkim miłośnikom, a raczej miłośniczkom literatury klasycznej. Tym, którym do gustu przypadły "Dziwne losy Jane Eyre" czy "Vilette", z pewnością odkryją kolejną perełkę. Osobiście jestem zauroczona powieścią i mimo, iż liczy sobie aż 650 stron, bardzo żałuje, że moja lektura dobiegła końca.
Miłość czy Rozsądek. Kto wygra tę bitwę?
Nazwisko Brontë jest przede wszystkim kojarzone z Emily i jej Wichrowymi Wzgórzami. A tu się okazuje, że miała ona dwie siostry, które również pisały. Charlotte znałam tylko z Dziwnych losów Jane Eyre. A że ostatnio na nowo zainteresowałam się dziełami sióstr Brontë, to sięgnęłam po Shirley.
Charlotte Brontë w oryginalny sposób snuje narrację. A na czym on polega? Co jakiś czas pojawiały się w niej zwroty wprost do Czytelnika. Sprawiały one, że miałam wrażenie, iż autorka siedzi nieopodal mnie i zwraca się do mnie. Bardzo mi się to spodobało.
Pewnego dnia Robert Moore sprowadza do swojej fabryki nowoczesne maszyny, co nie spotyka się z aprobatą „tubylców”. Pragną oni zemsty i buntują się przeciwko niemu. Tonący w długach Moore dzielnie walczy z przeciwnościami losu, ale czy wystarczy mu siły, by przeskoczyć przez wszystkie kłody, które pod jego nogi rzuca życie? A może pójdzie na łatwiznę i zdecyduje ożenić się z Shirley dla pieniędzy? Uczucia Caroline do Roberta zostaną wystawione na próbę, czy przeżyje ona miłosne rozczarowanie?
W Shirley mamy tak naprawdę czwórkę głównych bohaterów. Oczywiście oprócz nich pojawia się wiele innych postaci i tych wywołujących uśmiech, i tych budzących odrazę, ale jest ich za wiele, by wszystkie wymieniać. Wracając do tych najważniejszych osobistości, mamy Caroline, Shirley, Louisa i Roberta. Między nimi wywiązują się relacje o przeróżnych charakterach, a także budzą się uczucia pełne namiętności. Moją ulubienicą zdecydowanie została dumna, żywa, pełna pasji Shirley, która nie miała zamiaru wychodzić za mąż z rozsądku. Skromna Caroline też urzekała swoją dobrocią i pełną empatii postawą. Moim zdaniem damskie charaktery były zdecydowanie ciekawsze niż męskie.
Czytanie Shirley nie zawsze było łatwe, czasem lektura tej powieści dłużyła mi się. Wydaje mi się, że winy nie ponosi starodawny język, gdyż lubię taki, a ta powieść to nie jedyne XIX–wieczne dzieło, z jakim miałam do czynienia. Wydaje mi się, że po prostu niektóre opisy były przydługaśne. Polecam tę powieść osobom lubującym się w XIX-wiecznych historiach, przyzwyczajonym do stawiania czoła wymaganiom języka XIX-wiecznej prozy.
Trudno stwierdzić mi jednoznacznie, czy owa powieść mi się podobała. Na pewno nie przebiła mistrzowskich Dziwnych losów Jane Eyre. Mimo to bardzo się cieszę, że ją przeczytałam i poznałam inne dzieło Charlotte Brontë. W przyszłości mam zamiar zapoznać się z Villette. Czytelnikom prozy sióstr Brontë i ta powieść na pewno się spodoba.
swiat-rosemary.blogspot.com
Siostry Bronte to kultura sama w sobie. Ikony nie tylko angielskiej, ale i światowej literatury. Czytelniku, czy znasz je? Czy choć raz dałeś się wziąć za rękę i prowadzić przez bezkresne wrzosowiska słuchając opowieści? Nie? I naprawdę nie masz zamiaru? Nie czujesz wyrzutów sumienia, mówiąc o tych książkach „romanse”, „klasyka” i myśląc „czyli nie dla mnie”? Zastanów się dobrze…
„Leży przed Tobą coś autentycznego, prozaicznego i namacalnego. Rzecz tak nieromantyczna, jak poniedziałkowy poranek, gdy wszyscy posiadający miejsce pracy mają obowiązek powstać i do niego się udać.”*
Taki to opis możemy znaleźć już na pierwszej stronie „Shirley”. Wyrzucasz ze swoich myśli słowo „romans”, lecz cały czas krzywisz się z niechęcią? Posłuchaj dalej:
„Nie jest kategorycznie stwierdzone, że nie skosztujecie emocji – być może na drugie danie i deser – ale już postanowione, że pierwsza potrawa będzie przypominała posiłek, który w Wielki Piątek znalazłby się na stole w katolickim domu. Jak zimna soczewica z octem, lecz bez oliwy. Jak przaśny chleb z gorzkimi ziołami. I żadnej pieczeni.”*
Z jednej strony taki opis może Ciebie, Czytelniku głęboko zniechęcić. Z drugiej – widząc jakim językiem posługuje się autorka zachęcić dogłębnie.
Charlotte wcale nie ma zamiaru raczyć Cię opisami samej książki. Ograniczyła się do jednego. Potem zaczęła snuć historię. Lekką, pełną barwnych postaci, pięknych krajobrazów, ciekawych wydarzeń historycznych.
Pytasz o fabułę? Grzechem byłby Ci ją teraz opisywać w kilku krótkich zdaniach. Już sama notka na okładce pokazuje, że nie da się jej streścić, bo wychodzi wtedy coś oderwanego od rzeczywistości. Dlatego uprzedzam, nie sugeruj się tym co wypisali na obwolucie.
Za to o fabule można powiedzieć tak: każdy z rozdziałów, każda z postaci to małe arcydzieło składające się w jedną całość. Jak to się dzieje? – pytasz. Cóż, wydaje mi się czasem, że najstarsza z sióstr Brönte to czarodziejka w tym względzie. Chcesz dowodów? Już pierwszy rozdział jest jak małe mistrzostwo świata, groteskowe, a zarazem subtelne. Dopracowane w formie i obrazie.
Poza tym wyżej wspomniani, bohaterowie. Każda postać, nawet epizodyczna ma tu swoje pięć minut. Dokładne, zajmujące, ciekawe. Autorka przypomina, że żaden człowiek nie jest czarno-biały, zwyczajny. Kreśli postać swoim lekkim piórem tak umiejętnie, że wydaje Ci się, Czytelniku, że każda z nich jest żywa. Na uwagę zasługuje w szczególności tytułowa Shirley – wzorowana podobnież na Emily Bronte (autorce „Wichrowych Wzgórz”). Bystra, inteligentna, piękna, bogata, trochę wścibska. Świetna.
Jednak jak wiadomo od lat wielu nie ma rzeczy idealnych. Nie ma ludzi piszących rzeczy bez skazy (chociaż „Jane Eyre”…). Tak więc „Shirley” również ich się nie ustrzegła. O ile cała książka była utrzymana na świetnym poziomie, to mam duże zastrzeżenia do jednego fragmentu pod sam koniec. Tutaj Charlotte troszkę za bardzo puściła wodze. Troszkę przesłodziła. Jednak, jak ma się te dziesięć stron do całości? Do tych sześciuset? Nijak. Niektórzy nawet nie zauważą.
Poza tym, osoby bardziej wyczulone wyłapią małe niedociągnięcia(prawie niewidoczne).
Zapewne nie wytknęłabym tych błędów jednej z moich ulubionych autorek, gdyby nie fakt, że znam Jane Eyre (niektóre fragmenty na pamięć). „Shirley” nie ma szans w starciu z „Dziwnymi losami…”. Tego porównania nie dało się uniknąć. Jednak musisz wiedzieć, Czytelniku, że mimo to recenzowana książka trafiła na listę moich ulubionych. Jest po prostu jedną z tych do których zaraz po przeczytaniu ostatniego zdania chce się wrócić.
*"Shirley" str.7
Do czytania "Shirley" zabrałam się w październiku. I tak mnie ta książka znudziła, że odłożyłam ją po 200-tu stronach (mniej więcej 1/3). Wydawało mi się, że już do niej nie wrócę, ale moje nastawienie zmieniło się po lekturze biografii sióstr Bronte pt. "Na plebanii w Haworth".
Zaczęłam ponownie jakiś czas temu, zbrojna w nową wiedzę... i poszło jak z płatka. Nagle każda wypowiedź, każda reakcja, nabrały nowego znaczenia.
Szkoda, że Charlotte Bronte zdecydowała się napisać "Shirley". Gdyby postanowiła napisać "Wspomnienia o moich siostrach", książkę czytałoby się zupełnie inaczej - i byłaby znacznie ciekawsza.
"Shirley" nie jest nawet w połowie tak dobra jak "Dziwne losy Jane Eyre". Muszę przyznać, że raczej mnie rozczarowała. Po Bronte spodizewałam się znacznie więcej. Książce ni emożna odmówić ilości stron, bo ma ich ona ponad 600, tymczasem tytułowa Shirley pojawia się dopiero w połowie tej powieści, a wspomniany w recenzji książki Louis znacznie później. Jak na tak opasłe tomisko, naprawdę niewiele dzieje się w tej powieści. Czytałam ją dość długo i dopiero 150 ostatnich stron było dość wciągające, przy czym słowo "dość" ma tu ważkie znaczenie :-)
Wszystkim czytelnikom zdziwionym faktem, że oto ukazał się polski przekład powieści Charlotte Brontë, Shirley (MG 2011), należałoby powiedzieć: dziwne jest raczej to, że się dotąd nie ukazał. Charlotte Brontë była bowiem do niedawna - w sposób niepojęty - znana u nas w kraju niemal wyłącznie jako autorka Dziwnych losów Jane Eyre. Może to poniekąd wina kinematografii. Angielskie „kino dziedzictwa”, zasłużone dla dziewiętnastowiecznej klasyki powieściowej, z upodobaniem ekranizuje Jane Eyre, natomiast Shirley ma tylko jedną wersję filmową z lat dwudziestych minionego wieku, a zatem z czasów kina niemego. Nie bardzo właściwie wiadomo z czego to wynika, ponieważ Charlotte Brontë, w odróżnieniu od swych uzdolnionych sióstr, Emily (Wichrowe wzgórza) i Anne (Agnes Grey), z pewnością nie była autorką jednej powieści. Nie mówiąc o tym, że jeśli chodzi o portretowanie kobiet i głębię psychologiczną, to Shirley, czy późniejsza Villette, są być może lepsze od osławionych Dziwnych losów Jane Eyre.
Dla obecności twórczości Charlotte Brontë w świadomości polskiego czytelnika rok 2011 okazał się przełomowy. Świat Książki przypomniał Villette w dawnym (i z dzisiejszej perspektywy nieco archaicznym) tłumaczeniu Róży Centerszwerowej, natomiast Shirley ukazała się po raz pierwszy – we współczesnym przekładzie Magdaleny Hume. Jest podstawą wiedzy translatologicznej, że każde pokolenie powinno mieć swój własny przekład klasyki (choć w związku z sytuacją rynkową jest to zawsze postulat czysto teoretyczny), więc choćby z tej perspektywy ukazanie się Shirley jest wydarzeniem. Przekład Magdaleny Hume ma dwie podstawowe zalety: ani nie archaizuje powieści, ani jej nadmiernie nie uwspółcześnia. Innymi słowy: oddaje styl w sposób wierny, a nie retro-komiczny, jak to czasem jest praktykowane. Jeśli ktoś uzna, że powieść momentami czyta się trudno, to dlatego, że proza Brontë nie jest – i nie miała być w założeniu - stylistycznie łatwa.
Akcja powieści osadzona jest w okresie, jaki nastąpił tuż po wojnach napoleońskich. Młody przedsiębiorca Robert Moore chce za wszelką cenę zainstalować w swojej fabryce nowe maszyny, chociaż robotnicy gwałtownie się temu sprzeciwiają. To echo wystąpień ludytów, robotników, którzy z obawy przed bezrobociem niszczyli nowoczesne urządzenia, zjawisko często opisywane w angielskiej prasie, stąd nieobce samej Charlotte Brontë, żyjącej w Północnej Anglii, gdzie takie przypadki były nagminne. Robert Moore jest tak oddany idei unowocześnienia fabryki, że nie baczy ani na los robotników, ani na zagrożenie własnego życia. Jednocześnie uważa, że małżeństwo z bogatą Shirley Keeldar rozwiązałoby jego problemy. Prawdziwym uczuciem pała wprawdzie do swej nieśmiałej kuzynki, Caroline, ta jednak nie jest osobą mogącą samodzielnie dysponować swoim losem. Shirley Keeldar z kolei jest zakochana w ubogim guwernerze pracującym u wuja, co grozi skandalicznym mezaliansem. Przyjaźń między dwoma bohaterkami i różnica w ich sytuacji życiowej stanowi podstawę akcji powieści. Czytelnik znajdzie też w książce charakterystyczne cechy światopoglądu Charlotte, uwidocznione już w Jane Eyre, a mianowicie, że kobieta ma takie samo prawo do satysfakcji zawodowej jak mężczyzna, że kobieta i mężczyzna mogą być szczęśliwi w związku tylko wówczas, jeśli opiera się on na równości i zaufaniu, a nie na merkantylnych kalkulacjach.
Być może nie ma w Shirley aż takiej intensywności uczuć, z jaką mamy do czynienia we wcześniejszym arcydziele wiktoriańskiej autorki, za to zdecydowanie bardziej niż w Jane Eyre akcentowane są te elementy, które pominięto w poprzedniej powieści, a mianowicie społeczno-polityczne konsekwencje rewolucji przemysłowej. Shirley należy do nurtu znanego jako „powieść o kondycji Anglii”. Należą do tego nurtu tak znane utwory jak Ciężkie czasy Dickensa czy powieści Elizabeth Gaskell. Pisarka nie unika tematu napięć społecznych, antagonizmów między klasami, nierówności płci oraz konfliktów między pracodawcami, a robotnikami. Nie przemilcza też kwestii kolonialnej, co uczyniła w Jane Eyre. Czytelnik zauważy też zapewne pewien pesymizm w utworze. Dla biografów jest on wytłumaczalny, ponieważ kiedy Brontë tworzyła Shirley, zmarła trójka jej rodzeństwa: brat Branwell i obie siostry-pisarki: Emily oraz Anne. Zdaniem pierwszej biografki Charlotte, Elizabeth Gaskell, sama Shirley Keeldar była wzorowana na postaci Emily Brontë i jest w pewnym sensie złożonym jej hołdem.
W obecnej edycji Shirley doczekała się nie tylko bardzo dobrego przekładu, ale także pięknego wydania w atrakcyjnej szacie graficznej. Elżbieta Chojna przygotowała projekt subtelny, estetyczny i adekwatny do charakteru tekstu, a jednocześnie uniknęła nader modnego i powielanego bez umiaru wzorca, który tak często widzimy na plakatach do filmów Jane Austen, czy na okładkach książek wystawianych w kioskach (choćby (nie)sławnych Harlequinów)).
Historyczno-obyczajowa powieść Charlotte Brontë zasługuje na troskliwe i jednocześnie poważne traktowanie i świetnie się stało, że właśnie tak została potraktowana w Wydawnictwie MG.
O siostrach Brontë słyszałam wielokrotnie, ale jakoś nigdy nie miałam okazji bliżej się z nimi zetknąć. Zdaje sobie sprawę, że dzięki prowadzeniu tego bloga odkrywam nowe tytuły oraz poznaje interesujących pisarzy. Podobnie było z "Shirley" .... gdyby nie urzekająca okładka zapewne książka nadal leżała by na bibliotecznej półce. Niestety na samym początku nie było tak różowo. Zdarzały się momenty tak wielkiego znudzenia, szczególnie przez pierwsze 300 stron. Moje myśli krążyły wokół planu jak najszybszego pozbycia się tej powieści.
Chciałabym sprecyzować kto jest tutaj głównym bohaterem, ale sama do końca nie jestem pewna. Tytułowa postać pojawia się jakoś w połowie książki. Nim ją spotkamy poznajemy między innymi Caroline i Roberta. Ona to bratanica proboszcza, nigdy nie poznała swoich rodziców. On to fabrykant z masą kłopotów na głowie, szczególnie tych finansowych. Nie dajcie się zwieść temu co pisze wydawca na okładce. Przez całą książkę szukałam oznak miłości Roberta do Caroline i nie udało mi się ich znaleźć.
Kiedy do Hollow przybywa Shirley wraz ze swoją guwernantka by objąć we władanie rodzinny majątek Caroline się z nią zaprzyjażnia. Przyjaźń rodzi się nie tylko między dziewczętami, ale i panią na włościach, a jej skromnym dzierżawcą. W obliczu kryzysu jaki wywołują wojny napoleońskie w gospodarce Robert staje przed trudnym zadaniem utrzymania swojego interesu. Rozważa poślubienie Shirley, mimo że nie darzy jej żadnym uczuciem. W tym samym czasie Caroline przeżywa śmiertelne katusze darząc fabrykanta nieopisaną miłością. Z kolei Shirley zakochana jest w swoim byłym nauczycielu. Nie jest to miłość nieodwzajemniona. Ten mężczyzna także ja kocha, ale duma ubogiego człowieka nie pozwala mu na związek z kobietą z wyższych sfer. Może się teraz to wydać chaotyczne, ale tylko z pozoru.
Shirley to nie tylko opowieść o drodze do spełnienia w miłości. Jest też obrazem panujących stosunków społecznych, różnic między poszczególnymi warstwami klasowymi. Fabuła zostaje przedstawiona na tle buntu, nienawiści bezrobotnych do pracodawców, niechęci do stopniowego uprzemysłowienia gospodarki, która zabija miejsca pracy. Tuż obok dostatku, pięknych jedwabnych sukien istnieje ubóstwo i głód.
Z kolei bohaterowie są wyraźnie zarysowani co z pewnością stanowi, moim zdaniem, jeden z plusów powieści. Z pozoru wydają się być zdystansowani i chłodni, a i tak wzbudzają naszą sympatię. Choć wyniośli i zapatrzeni w siebie mają dobre serca, a pewne sytuacje ukazują nam jak bardzo.
Muszę to napisać - Caroline strasznie mnie miejscami irytowała. Ciągłe ukazywanie swojej słabości, delikatności, dziewczyna, która bardziej przypomina bóstwo aniżeli człowieka -doskonałość doskonałości. Świetny materiał na potulną żonę i cichą towarzyszkę życia. Naprzeciw niej jej przeciwieństwo - zdecydowana, "twarda", z ciętym językiem gotowa powiedzieć najgorsza prawdę, a w duchu krucha i wrażliwa. Potrzebująca kogoś kto poskromiłby jej nadpobudliwy charakter - oto obraz dziedziczki.
Panowie jak panowie: zapatrzeni w swoje interesy, nie w głowie im amory. Dziewczyna wzdycha do mężczyzny,a ten nie jest w stanie jej się nawet odwzajemnić jakimś drobnym gestem. W końcu robi się nużące czytanie ciągle o tym samym. Autorka jednak zrehabilitowała się pod koniec. Tak jak nie mam w zwyczaju wzruszać się przy książkach tak w scenie spotkania matki i córki nie mogłam powstrzymać łez. Dla tego momentu warto było się poświęcić.
Moje serce podbiła szczególnie jedna postać, aż żal, że było jej tak mało na kartach powieści. Mam tu na myśli pastora Hall'a. Jak dla mnie ideał duchownego ;) Dobry, opiekuńczy, wyrozumiały - wspaniały człowiek. Mogłam się nad nim rozpływać bardzo długo... zawsze jak się pojawiał roztaczał niesamowitą aurę ciepła i nieopisanej dobroci.
Pisząc o książce Charlotte Brontë nie sposób nie wspomnieć o jej stylu. Barwne opisy przyrody. Malownicze operowanie słowem, nietuzinkowe porównania i metafory. Jak dla mnie mistrzostwo! Uwierzcie mi z mojej strony to wielki komplement bo nie cierpię rozwlekłych opisów dolin, wąwozów i łąk. A tu ... .po prostu czysta przyjemność. Zostaje tylko by delektować się formą i treścią.
Kiedy tylko dowiedziałam się, że niedługo ma mieć premiera nowej książka Bronte, postawiłam sobie za punkt honoru przeczytanie jej w jak najszybszym czasie. Wciąż pamiętam mój zachwyt nad "Dziwnymi losami Jane Eyer" dlatego tak bardzo pragnęłam móc porównać obie książki, by stwierdzić, czy następna będzie lepsza od poprzedniej. Z czystym sumieniem stwierdzam, że skala 6/6 jest zbyt mała przy powieści "Shirley".
Akcja książki dzieje się na początku XX w północnej Anglii, gdzie jednym z głównych bohaterów jest Robert Moore - młody przedsiębiorca, który ma masę problemów. Głównym z nich jest sprowadzenie do swojej fabryki nowoczesnych maszyn, które wzbudzają protest i dezaprobatę miejscowej ludności która knuje zamach na jego życie. Aby ratować się przed złym losem, rozważa poślubienie z zamożnej rodziny nieco pewnej siebie i nazbyt dumnej Shirley Keeldar, mimo iż jego serce całkowicie należy do Caroline - nieśmiałej i ubogiej dziewczyny, która nie może uwolnić się od władzy stryja. Po mimo chłodu Shirley wciąga się w miłosne perypetie i zakochuje się w biednym Lousie który jest guwernerem u jej wuja. Luis odwzajemnia uczucia dziewczyny jednak sytuacja majątkowa i różnice w niej stawiają miedzy nimi mur nie do przebicia przez co nie przyznają się do swoich uczuć. Jednak nie poddają się zbyt łatwo, wciąż myśląc o sobie wzajemnie.
Moim zdaniem ta książka, jest równie dobra jak "Jane Eyer" - pełna klasy i stylu. Satyra i groteska postaci sprawiają, że aż chce się ciągle wracać do owej lektury. Błyskotliwość i inteligencja zieją z każdej strony, by wciągnąć czytelnika w miłosne uniesienia bohaterów.
Cała akcja powieści toczy się prostym i spokojnym tempem, dzięki czemu niemal namacalnie możemy wyobrazić sobie obraz hrabstwa York, obyczaje mieszkańców i styl ich życia. Autorka - to jest plus, ogromny. Jej styl w jakim zwraca się do czytelnika jest pełny bezpośredniego kontaktu - nie brak tutaj kąśliwych uwag, własnych opinii na dany temat jak i poczucia tego, że jesteśmy częścią tejże historii jaką ona sama stworzyła. Zwraca się do nas w prostym, nieco przyjacielskim języku do którego każdy, od pierwszych stron zapała sympatią i będzie chciał więcej.
Cała historia jest bardzo emocjonalna. Bronte przekazuje nam wiele romantycznych uniesień a także cierpienia przez to, że nie mogą wszystkie być spełnione do końca. Uczucia są widoczne na każdej kartce, płyną do nas, czytelników i wciągają w swoje sidła. Dzięki różnorodności postaci, wieku w jakim są ich poglądy polityczne i społeczne zaciekawiają i intrygują przez co książkę nie tylko czyta się sercem, ale i umysłem.
Przeczytanie "Shirley" było dla mnie czysta przyjemności. Idealny styl pełen klasy i wysokiego połysku, bogactwo językowe jak i fabularne przyciągają do tej książki. Polecam z całego serca każdemu, kto kocha się w książkach o wysokich progach, pełnych refleksji i zadumy, a także miłości zawartej w niekończącym się cierpieniu niespełnienia jej.
Ocena: 6/6
larysa-recenzuje.blogspot.com
Odkąd się dowiedziałam,że na reszcie jest polskie wydanie powieści z zapartym tchem czekałam, aż dorwę je w swoje ręce. Niestety troszkę się zawiodłam, nie do końca wciągnęły mnie losy głównej bohaterki :(
Nie przepadam za romansidłami. Ale byłam miło zaskoczona zarówno bohaterami jak i tłem historycznym caly czas przewijającym się w książce. Na koniec trochę przesłodzona.

Weltbild
Albertus
Zinamon
Selkar
Empik
Matras



