Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Szaleństwo władzy

Wydawnictwo: Książnica
6,44 (32 ocen i 6 opinii) Zobacz oceny
10
1
9
4
8
2
7
6
6
12
5
4
4
1
3
2
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
March of folly
data wydania
ISBN
8385348549
liczba stron
495
kategoria
historyczna
język
polski

Autorka analizuje cztery przypadki, jako przykłady władzy absolutnej: mityczna opowieść o Troi, nieprawości papieży doby Renesansu, którzy prowokują zrodzenie się protestantyzmu, błędy Korony Brytyjskiej, które doprowadziły do utraty Ameryki przez Anglię w XVIII wieku, wojna domowa w Wietnamie i udział w niej Amerykanów. Jest to, swego rodzaju, parada pychy i okrucieństwa.

 

źródło opisu: Od Wydawcy

Brak materiałów.
książek: 3543
żabot | 2016-05-18
Przeczytana: 18 maja 2016

Pech chciał, że w tym samym momencie zacząłem czytać dwie książki, które po prostu są nudne i męczyłem je etapami, długo, nie rzadko z dłuższymi przerwami. Nudne do bólu, choć takie nie powinny być. Jedna z nich to „Szaleństwo władzy”. Absolutnie nie można odmówić autorce niesamowicie szerokiej wiedzy. Ilość faktów wymienionych na stronach książki wręcz przytłacza. Nazwiska, daty, miejsca, wypowiedzi… Trzeba wręcz encyklopedycznego umysłu, żeby to wszystko ogarnąć. I może właśnie to jest jednym z powodów mojej niskiej oceny. Dobra książka, jak film Hitchcocka, powinna zaczynać się od trzęsienia ziemi a potem napięcie powinno narastać. Tu nie tylko nie ma trzęsienia ziemi, ale trudno w jakimkolwiek momencie mówić o napięciu.
Książka składa się w pewnym sensie z czterech oddzielnych, połączonych dość luźno wspólną ideą. Dobór przykładów na „szaleństwo władzy” jest subiektywny. Myślę, że autor z innego rejonu geograficznego mógłby bez problemu dobrać liczne przykłady mu bliższe. Wszak historia wszelkich konfliktów to przede wszystkim historia niejednokrotnie absurdalnych posunięć polityków i narodów w imię honoru i urażonej dumy, bo przecież nie oddamy ani guzika. Potem jednak okazuje się, że oddano niemal wszystko i jedyne, co pozostało w dużej ilości to owe guziki. Polski podtytuł „Od Troi do Wietnamu” jest nieprawdziwy i mylący. Nie ma tu absolutnie żadnej ciągłości. Tuchman podejmuje temat zaślepienia władzy wbrew coraz częściej pojawiającym się znakom i ostrzeżeniom, brną w ślepą uliczkę błędnych decyzji doprowadzając siebie a czasem całe społeczeństwo do zguby. Autorka w jednej pracy zawiera cztery takie historie. Najbardziej problematyczna jest historia Troi. Problematyczna o tyle, że – choć Troja faktycznie istniała – historia jej upadku może być jedynie mitem, legenda. Przynajmniej, jeśli chodzi o szczegóły. Co ciekawsze, gdyby nie podstęp Odyseusza, być może Troja wcale by nie padła i to nie Trojańczycy byli by przykładem szaleństwa władzy, ale właśnie Grecy, którzy w obronie honoru ją oblegali latami i wykrwawiali się tylko po to, żeby plamę na owym honorze zmazać. Kto tu więc był szalony? Trojańczycy, którzy przez chwilowe zaślepienie w końcu dali się nabrać napastnikom, czy może jednak szaleństwem było marnotrawienie sił i środków przez oblegających w imię honoru swojego króla? Dostrzegam tu pewną analogię z czwartą częścią o wojnie wietnamskiej, gdzie USA uwikłało się na 20 lat w konflikt, który praktycznie nic nie przyniósł poza utratą prestiżu i setkami tysięcy poległych i rannych. Amerykanie „oblegali” swoją Troję, ale zabrakło Odysa nie tylko dla zwycięstwa, ale choćby dla wyciągnięcia z wojny jakiejkolwiek korzyści. Bo czy Grecy oblegając Troję odnieśli jakąkolwiek korzyść poza zemstą?
Druga cześć to historia rozpasania renesansowych papieży. Jak wiadomo, władza demoralizuje a władza absolutna demoralizuje absolutnie. Temat jest dość dobrze znany. Zaślepienie, hedonizm, rozpusta, zajmowanie się doczesnymi przyjemnościami i masa innych grzechów ówczesnego kościoła katolickiego (nie oszukujmy się, owo szaleństwo nie dotyczyło jedynie samych papieży) doprowadziło do zguby władców Watykanu i w prostej linii do reformacji. Zabrakło mi tu jednak – podobnie, jak w pozostałych częściach – refleksji autorki, na ile takie a nie inne postępowanie władzy było produktem epoki. Czy to nie przypadkiem my sami, z perspektywy czasu wiedząc znacznie więcej niż wiedzieli ówcześni, widzimy szaleńcze mechanizmy władzy prowadzące do zguby a na ile mogli to przewidywać dawni włodarze. Czy rozpusta papiestwa jakoś specjalnie różniła się od pychy i rozpusty włoskich książątek czy innych władców ówczesnej Europy? Na ile często w danym tu i teraz bohaterowie wydarzeń mogli przewidzieć zgubę i odpowiednio wcześniej się wycofać a na ile my z wygodnej perspektywy czasu chętnie pouczamy antenatów.
Trzecia część mówi o tym, jak zadufanie Anglii doprowadziło do utraty zamorskich kolonii i powstania USA. Autorka przyznaje, że obraz od strony osadników w Ameryce i Ojców Założycieli jest na tyle dobrze znany, że temu aspektowi nie będzie poświęcać większej uwagi skupiając się na tym, co działo się w Anglii. Takie podejście – niestety – negatywnie odbiło się na książce. Mamy nudnawe opisy parlamentarnych dyskusji, zakulisowych rozgrywek, ale nie w szerokiej perspektywie a właśnie jednostronnie. Brakuje dynamiki starć politycznych i militarnych. Jedna strona zrobiło to i tamto, druga strona odpowiedziała tak i tak. Wyglądało to trochę tak, jakby autorka opisywała walkę bokserską skupiając się niemal całkowicie na jednym zawodniku i na jednym rejonie ringu po macoszemu traktując drugą stronę walki. Nie neguję dogłębności analizy przypadku i znajomości faktów, ale takie podejście rozłożyło dramatyzm opisywanych wydarzeń na łopatki.
Nie inaczej jest z główną częścią książki zajmującą circa 1/3 objętości. Tuchman koncentruje się niemal całkowicie na reakcjach i postępowaniu amerykańskich polityków na wydarzenia w Wietnamie, praktycznie ignorując zachowania strony drugiej a zwłaszcza mniej lub bardziej oficjalnych sojuszników Hanoi. A przecież w konflikt były zaangażowane tak samo Rosja i Chiny. Bardziej zakulisowo, ale sugerowanie, że to tylko dzięki tytułowemu szaleństwu władzy, na początku Francuzów a potem kolejnych prezydentów USA, wojna w Wietnamie trwała tyle lat to spore naciąganie faktów. Gdyby północ nie miała solidnego wsparcia technicznego ze strony bloku komunistycznego, Hanoi nie było by w stanie opierać się tak długo i w efekcie nie odniosło by tak dużego zwycięstwa. Wojna w Wietnamie przedstawiona jest praktycznie jako rządza władzy USA przeciwko komunistycznemu nacjonalizmowi Ho Chi Minha. Ale niech tam. Można się domyślać, że autorce raczej trudno było by zdobyć – zapewne nadal tajne – dokumenty zakulisowych rozgrywek ZSRR, Chin i Wietnamu Północnego i ich pomniejszych sojuszników. Jeśli jednak ktoś spodziewa się po opowieści Tuchman czegoś na kształt trzymającej w napięciu historii opowiedzianej w doskonałym filmie „Waszyngton za zamkniętymi drzwiami”, tu srogo się zawiedzie. Tu, jak i w pozostałych częściach zabrakło mi sensownej analizy tego, co faktycznie wiedziano, co faktycznie jasno dawało do zrozumienia, że dane postępowanie jest zgubne. W każdym czasie i w każdym państwie znają się ludzie pokroju Kasandry wieszczący zgubę, niezależnie, czy przepowiednia się sprawdzi. Na ile oni swą wiedzę czerpią z analizy dostępnych faktów i z nauki dziejów minionych a na ile z przeczucia, tego w książce nie uświadczy. Historia Troi, renesansowego papiestwa, amerykańskich kolonii Anglii czy Wietnamu mogły potoczyć się zupełnie inaczej niż się potoczyły. Czy jednak wynikało by to z mądrości władców, czy jeszcze większego szaleństwa, pozostaje w zakresie gdybologii stosowanej.
Jeśli ktoś jest mocno zainteresowany konkretnym okresem w dziejach, na pewno powinien sięgnąć do odpowiedniej fragmentów książki, bo może tam znaleźć sporo informacji. Ale jako całość książka jest monotonna i męcząca. Wielokrotnie przerywałem lekturę na dłużej i wracałem bez poczucia, że muszę przy powrocie cofać się o więcej niż kilka stron, żeby odzyskać utracony wątek.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Kaznodzieja

Książki Pani Lackberg czyta się wyśmienicie i nie sposób się od nich oderwać. Nie czytam ich w kolejności powstawiania, ale bohaterowie są tak charakt...

zgłoś błąd zgłoś błąd