Opinie użytkownika

Filtruj:
Wybierz
Sortuj:
Wybierz
Okładka książki Domy potępionych Ed Brubaker, Sean Phillips
Ocena 7,1
Domy potępionych Ed Brubaker, Sean Phillips

Na półkach: , ,

Mogła być to dobrze opowiedziana historia. Niestety zakończenie nie dopracowane. Za szybkie, nieprzemyślane.

Mogła być to dobrze opowiedziana historia. Niestety zakończenie nie dopracowane. Za szybkie, nieprzemyślane.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Ci którzy zaczytywali się w Grzebałkowskiej i chcieliby kolejnej opowieści o polskim artyście, niestety się zawiodą. Książka ma sztampową budowę: składa się z serii rozmów z ludźmi z którymi zetknął się zawodowo w swoim życiu K. Ścierański.
Dodam że często rozmowy te są umieszczone w książce na zasadzie kopiuj/wklej bez żadnej "obróbki". Więc mamy dużo kurtuazyjnych wstępów które są niezbędne w realnych rozmowach, ale tutaj nic nie wnoszą do tematu.
Przykłady: Dopytywanie się szwedzkiego wykładowcy jak wygląda praca ze studentami, lub rozmowa z dziećmi K. Ścierańskiego o ich pracy zawodowej, która nie ma nic wspólnego w muzyką.
Ciągną się te wstępy całymi stronami, a gdy już dochodzi do rozmowy o samym K. Ścierańskim, okazuje się że autorka nie potrafi sformułować pytań, które dałyby ciekawe odpowiedzi.
Zastanawiałem się dlaczego książka nie powstała w formie wywiad-rzeka z głównym bohaterem, ale tutaj mamy odpowiedź wyżej, czyli problemy z formułowaniem pytań, wokół których mogłaby powstać zajmująca rozmowa na całą książkę. Więc lepiej było przygotować listę z kilkoma pytaniami i zadawać je kilkudziesięciu osobom, które w większości miały epizodyczny kontakt z K. Ścierańskim.

Szczytem tych wszystkich wywiadów z mniej lub bardziej przypadkowymi osobami, była rozmowa z jakąś pianistką o nieznanym nazwisku, która nawet nie poznała osobiście Krzysztofa Ścierańskiego. Autorka książki chciała w ten sposób zrobić przyjemność swojej koleżance.

Ci którzy zaczytywali się w Grzebałkowskiej i chcieliby kolejnej opowieści o polskim artyście, niestety się zawiodą. Książka ma sztampową budowę: składa się z serii rozmów z ludźmi z którymi zetknął się zawodowo w swoim życiu K. Ścierański.
Dodam że często rozmowy te są umieszczone w książce na zasadzie kopiuj/wklej bez żadnej "obróbki". Więc mamy dużo kurtuazyjnych wstępów...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Pierwsza połowa to miłe zaskoczenie. Wyglądało to na dosyć sprawnie opowiedzianą historyjkę. Dziennikarz próbuje prześledzić życie zmarłego posła. Odpowiedzieć na pytanie czym ten człowiek się wyróżniał że z nizin społecznych zaszedł tak daleko? Lecz w pewnym momencie historyjka się rozjeżdża, główny wątek gdzieś powoli znika, zamiast niego wpychane są inne. Najbardziej doszywany na siłę to ten opisujący dzieciństwo głównego bohatera.
Co i dlaczego poszło nie tak:
1. Po pierwsze chyba autor zdał sobie sprawę że nie "dowiezie" tematu. Nie jest w stanie zgłębić i opisać tego co sprawia że człowiek osiąga cele, które dla innych jest niemożliwe.
2. Żeby opisać dobrą historię trzeba się się oderwać od otoczenia, zamknąć się w opisywanym świecie. Bez tego lepiej nie zaczynać. A gdy na pierwszym planie ma się pisanie politycznych felietonów, a pisanie książki ma się na drugim, czy trzecim planie, tym bardziej szkoda na to czasu.
3. Druga połowa książki to jakiś zbiór luźno powiązanych ze sobą scen, coraz bardziej mijających się z głównym wątkiem. Które powinny być przejrzane, połowa do wyrzucenia, a to co zostało należałoby umiejętnie połączyć z tym co zostało napisane z odpowiednią uwagą i wysiłkiem. Można się domyślać że już autor nie miała do tego siły i chęci. Zakończenie też takie na odwal się. Żeby jakieś było.

Ziemkiewicz często mówi że zaprzestał pisania beletrystyki, bo ma wrażenie że okrada rodzinę (nie chce się to sprzedawać). Czytając Żywinę mogę powiedzieć że nie dał on sobie szansy na to aby napisać coś co mogłoby być czymś dobrym, bo prawdopodobnie w końcowym rozliczeniu, kosztowałoby to zbyt dużo czasu.
W ostatnim czasie widać tez tę tendencję u Ziemkiewicza przy pisaniu publicystyki. Dla gwiazdy youtuba, poświęcenie na napisanie książki więcej niż 2-3 miesiące przestało być opłacalne.

Pierwsza połowa to miłe zaskoczenie. Wyglądało to na dosyć sprawnie opowiedzianą historyjkę. Dziennikarz próbuje prześledzić życie zmarłego posła. Odpowiedzieć na pytanie czym ten człowiek się wyróżniał że z nizin społecznych zaszedł tak daleko? Lecz w pewnym momencie historyjka się rozjeżdża, główny wątek gdzieś powoli znika, zamiast niego wpychane są inne. Najbardziej...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Żulczyk urzekł mnie swego czasu poprzez swoją umiejętność opowiadania wciągających historii. Poprzez takie tytuły jak "Radio Armageddon", "Ślepnąc od Świateł" i apogeum w postaci "Wzgórza Psów" - wciągającą od pierwszych stron, świetnie opowiedzianą historię z wieloma wątkami pobocznymi i zapadającymi w pamięć postaciami.

Potem był spadek formy. "Informacja Zwrotna" - prosta historia człowieka któremu urwał się film i próbuje dowiedzieć się co się wydarzyło danego dnia. Książka sztucznie rozdęta o wspomnienia autora z terapii alkoholowej. Po jej przeczytaniu byłem przekonany że została ona po prostu napisana za szybko. Że autor nie dał możliwości temu, aby historia którą chce opowiedzieć po prostu w nim dojrzała. Myślałem że gdyby poświęcił na jej stworzenie choćby 6 miesięcy więcej, mielibyśmy drugie "Wzgórze Psów". Ale może nie było na to czasu, bo ta książka była jedynie przerywnikiem pomiędzy pisaniem scenariuszy filmowych?

Teraz mamy "Dawno temu w Warszawie". I tutaj widać że autor poświęcił na tę książkę dużo pracy. Jednak nie powstała w jej wyniku wciągająca książka. Nie ma tutaj historii do opowiedzenia, którą można by zainteresować czytelnika. Mam wrażenie że jest to szkic do książki tej "właściwej". Która powstanie po kilkukrotnym przepisaniu, wyrzuceniu 80 % procent z tego co jest obecnie i po dołożeniu do niej "prawdziwej" historii. Autor ma tendencję do wydawania po latach poprawionych swoich książek. Może ze 3-4 lata ta też wyjdzie w nowej wersji? Może, ale obecnie mamy książkę taką jaka jest i skupmy się na niej. Tak jak wspomniałem, brakuje w niej historii, strukturą przypomina filmy Patryka Vegi, czyli jest to zbieranina luźno ze sobą powiązanych scen, z nadmierną ilością przerażonych bez zarozumiałego powodu ludzi. Sceny te są tak oderwane od rzeczywistości, a działania postaci tak nielogiczne, że co chwila zastanawiałem się po co ja to w ogóle czytam. Nie zdziwię się jeśli autor za kilka lat przyzna się że podczas pisania tej książki wspierał swoją kreatywność dziwnymi środkami.

Na koniec dotknę wątku LGBT przewijającego się w tej książce. Porównałbym go do tęczowej flagi na facebookowym "profilowym" wielu korporacji, dzięki której są one uważane za walczące ze wszelkimi niesprawiedliwościami dzisiejszych czasów, mimo że wykorzystują do niewolniczej pracy małe dzieci w krajach trzeciego świata. Podobną sytuację możemy mieć tutaj. Książka jest nudna, nie wzbudza zainteresowania przedstawianymi wydarzeniami, ale za to zwraca uwagę na "palące problemy współczesnego świata". I obawiam się że przez to, ta książka może zbierać wysokie oceny.

Żulczyk urzekł mnie swego czasu poprzez swoją umiejętność opowiadania wciągających historii. Poprzez takie tytuły jak "Radio Armageddon", "Ślepnąc od Świateł" i apogeum w postaci "Wzgórza Psów" - wciągającą od pierwszych stron, świetnie opowiedzianą historię z wieloma wątkami pobocznymi i zapadającymi w pamięć postaciami.

Potem był spadek formy. "Informacja Zwrotna" -...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Szkoda że książka nie uniknęła przymusu poprawności politycznej. To co mi najbardziej przeszkadzało to:
1. Lekceważące, żeby nie powiedzieć prześmiewcze podejście to tego co się działo w Polsce w związku z Sabatonem.
2. Wiadomo że społeczność lgbt jest prześladowana wszędzie więc i musi też tak być również w środowisku metalowym. Kiedy jednak autor przechodzi do konkretnych przypadków i opisuje reakcje fanów na "wyjścia z szafy" okazuje się że dla nikogo nie mają znaczenia czyjeś preferencje seksualne.
3. No i wiadomo że metalowcy przedmiotowo traktują kobiety.

No cóż, widocznie inaczej nie da się w "Czarnym". Przyjemniej mam nadzieję że autor został do napisania tych rzeczy nakłoniony, a nie był to pomysł jego autorstwa. Pytanie czy nie można było poszukać innego wydawnictwa?

Szkoda że książka nie uniknęła przymusu poprawności politycznej. To co mi najbardziej przeszkadzało to:
1. Lekceważące, żeby nie powiedzieć prześmiewcze podejście to tego co się działo w Polsce w związku z Sabatonem.
2. Wiadomo że społeczność lgbt jest prześladowana wszędzie więc i musi też tak być również w środowisku metalowym. Kiedy jednak autor przechodzi do konkretnych...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Okładka książki Szalona z Sacré-Coeur Jean Giraud (Moebius), Alexandro Jodorowsky
Ocena 8,0
Szalona z Sacré-Coeur Jean Giraud (Moebius), Alexandro Jodorowsky

Na półkach: , ,

Po pierwszej części wrażenia bardzo dobre. Jednak dalej robi się coraz mniej ciekawie. Czytanie trzeciej części to już męczarnia. Zakończenie jakieś takie wymuszone i nielogiczne. Porzucony bardzo ciekawy i mający duży potencjał wątek dotyczący poczęcia dziecka Maryji.

Po pierwszej części wrażenia bardzo dobre. Jednak dalej robi się coraz mniej ciekawie. Czytanie trzeciej części to już męczarnia. Zakończenie jakieś takie wymuszone i nielogiczne. Porzucony bardzo ciekawy i mający duży potencjał wątek dotyczący poczęcia dziecka Maryji.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Warto zaznaczyć że w oryginalnym tytule nie użyto słowa korpo. Ma to znaczenie, gdyż polski tytuł wprowadza błąd. Nie jest to kolejna książka opisująca mityczną kulturę korpo, lecz toksyczność firm z Doliny Krzemowej.

Warto zaznaczyć że w oryginalnym tytule nie użyto słowa korpo. Ma to znaczenie, gdyż polski tytuł wprowadza błąd. Nie jest to kolejna książka opisująca mityczną kulturę korpo, lecz toksyczność firm z Doliny Krzemowej.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Gdybyśmy chcieli wyciągnąć to co autor ma do powiedzenia w temacie "Wielkiej Polski", czyli możliwościach które stoją dziś przed naszym krajem, okazało by się mieści się to na 30 stronach, pozostałe 280 to są zapełniacze. Jest tam trochę historii, trochę krytyki UE, trochę pobocznych myśli. No i nieśmiertelne odwoływanie się do science fiction sprzed 40 lat.

Na ostatnich stronach autor jako usprawiedliwienie sam przyznaje że nie czuje się kompetentny w geopolityce. Nakreślić ogólne zarysy - tak. Zainteresowanych szczegółami odsyła raczej do innych książek.

Podsumowując, tytuł wprowadzający w błąd. Książka jest kolejnym po "Strollowanej Rewolucji" strumieniem nieuporządkowanych myśli, podzielonych dla niepoznaki w rozdziały. Chyba ostatnie książki Pan Rafał pisze za szybko, bez weryfikacji jaką wartość ma to co się w nich znajduje. Czy powróci styl znany z "Polactwa", czy choćby z "Myśli nowoczesnego endeka"? Chciałbym bardzo, ale już tracę nadzieję.

Gdybyśmy chcieli wyciągnąć to co autor ma do powiedzenia w temacie "Wielkiej Polski", czyli możliwościach które stoją dziś przed naszym krajem, okazało by się mieści się to na 30 stronach, pozostałe 280 to są zapełniacze. Jest tam trochę historii, trochę krytyki UE, trochę pobocznych myśli. No i nieśmiertelne odwoływanie się do science fiction sprzed 40 lat.

Na ostatnich...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Okładka książki Desperado. Autobiografia Rafał Księżyk, Tomasz Stańko
Ocena 7,7
Desperado. Autobiografia Rafał Księżyk, Tomasz Stańko

Na półkach: ,

Pan Stańko klnie podczas wywiadu niczym 13-letni youtuber. Bardzo mi to przeszkadzało. Taki niedojrzały sposób ekspresji stawia pod znakiem zapytania głębię wypowiedzi.

Pan Stańko klnie podczas wywiadu niczym 13-letni youtuber. Bardzo mi to przeszkadzało. Taki niedojrzały sposób ekspresji stawia pod znakiem zapytania głębię wypowiedzi.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Pod względem merytorycznym jest OK. Ale to powtarzające się "ubrać" zamiast "założyć" jest denerwujące.

Pod względem merytorycznym jest OK. Ale to powtarzające się "ubrać" zamiast "założyć" jest denerwujące.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Zdecydowanie brakuje przypisów.

Zdecydowanie brakuje przypisów.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Brakuje dla mnie w książce kilku ważnych rzeczy:
1. Informacji o materiałach budowlanych. na co zwracać uwagę? Jakie tak naprawdę są wady "wielkiej płyty"? Jakie technologie są używane współcześnie (ich wady i zalety)? Jakich sztuczek używają developerzy żeby przyoszczędzić?
2. Czego należy dopilnować aby się nie dać oszukać? Jakie dokumenty należy sprawdzić, aby mieć pewność że nie stracimy pieniędzy, a to co kupimy będzie tym czym miało być. Jest to szczególnie ważne w świetle rozdziału opisującego obowiązki notariusza, który tak naprawdę musi tylko sprawdzić tożsamość sprzedającego i kupującego, poprzez obejrzenie ich dowodów osobistych. Jeśli robi on coś więcej jest to tylko jego dobra wola.

Trochę kiepsko że autor w celu weryfikacji czy z kupowaną nieruchomością jest wszystko OK, zaleca korzystanie z agencji nieruchomości, nawet jak sam znalazłeś daną nieruchomość. Przecież po to się kupuje takie książki żeby samemu zadbać o to aby nie stracić dorobku całego życia (a czasem dorobku całej rodziny do trzeciego pokolenia wstecz).
Daje trzy gwiazdki, gdyż i tak lepsza ta książka niż filminki na youtube.

Brakuje dla mnie w książce kilku ważnych rzeczy:
1. Informacji o materiałach budowlanych. na co zwracać uwagę? Jakie tak naprawdę są wady "wielkiej płyty"? Jakie technologie są używane współcześnie (ich wady i zalety)? Jakich sztuczek używają developerzy żeby przyoszczędzić?
2. Czego należy dopilnować aby się nie dać oszukać? Jakie dokumenty należy sprawdzić, aby mieć...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

"Informacja Zwrotna" to pierwsza dobra książka o alkoholizmie z jaką się zetknąłem. Niewykluczone że jest pierwszą taką książką na naszym rynku.
Co ją wyróżnia? Przede wszystkim mamy tu zerwanie ze schematem, w którym alkoholik to miły, sympatyczny człowiek, którego z niewiadomych powodów "ciągnie do butelki". Tutaj alkoholik jest kawałem ch...ja. Pozostaje nim również wtedy gdy nie jest pod wpływem alkoholu, a nawet ten kawał wtedy staje się jeszcze większy.

Powtarza się tutaj opinia że "Informacja Zwrotna" to najdojrzalsza książka Żulczyka, trudno byłoby mi z tą opinią dyskutować, nie zmienia to jednak faktu, że pod względem literackim, jest to jedna z jego słabszych książek.
Bardzo cenię sobie "Radio Armageddon", "Ślepnąc od Świateł", "Wzgórze Psów", gdyż trudno znaleźć inne polskie powieści, w których byłyby wykreowane równie ciekawe światy, doprawione wciągającą, ciekawie opowiedzianą historią.

Lecz w "Informacji Zwrotnej" zdecydowanie tego już nie ma. Zabrakło tutaj wciągającej historii. Jest jakiś pomysł na nią, jest jej zalążek, który nie został jednak rozwinięty. Nie ma też tego rozmachu widocznego w trzech wymienionych przeze mnie tytułach. Myślę że ta książka została wydana po prostu za wcześnie. Autor nie dał sobie szansy aby historia którą chciał opowiedzieć dojrzała w jego głowie. Fabułę którą tutaj mamy można podsumować: Koleś się upił, urwał mu się film, nie wie co robił wieczorem, ma jednak przebłyski w pamięci, które próbuje interpretować i wypełnić domysłami czarne plamy. Czy mu się to uda, czy jego domysły okażą się trafne, dowiemy się na końcu.

Patrząc na to ile czasu poświęcił on na napisanie dwóch ostatnich książek, trudno oprzeć się wrażeniu że ilość, przesunęła się u niego na pierwsze miejsce, kosztem jakości. Pozostaje mieć nadzieję że z kolejną powieścią autor nie będzie się już tak spieszył.

"Informacja Zwrotna" to pierwsza dobra książka o alkoholizmie z jaką się zetknąłem. Niewykluczone że jest pierwszą taką książką na naszym rynku.
Co ją wyróżnia? Przede wszystkim mamy tu zerwanie ze schematem, w którym alkoholik to miły, sympatyczny człowiek, którego z niewiadomych powodów "ciągnie do butelki". Tutaj alkoholik jest kawałem ch...ja. Pozostaje nim również...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Okładka książki Kapitan Żbik. Portret pamięciowy Max Suski, Mateusz Szlachtycz
Ocena 5,8
Kapitan Żbik. Portret pamięciowy Max Suski, Mateusz Szlachtycz

Na półkach: ,

1. Tak naprawdę o samym Żbiku jest w książce niewiele. Jest to raczej książka o prlu. "Teczka Personalna" była pod tym względem lepsza.
2. Denerwuje marginalizowanie Jerzego Wróblewskiego, który był najlepszym rysownikiem Żbika i był twórcą największej ilości zeszytów. Rosiński i Polch przy Żbiku dopiero się uczyli swojego fachu, a z książki można odnieść wrażenie że to właśnie zeszyty stworzone przez nich były najlepsze.
3. Posłowie, w którym autor komentuje bieżące wydarzenia w Polsce było już naprawdę zbędne.

1. Tak naprawdę o samym Żbiku jest w książce niewiele. Jest to raczej książka o prlu. "Teczka Personalna" była pod tym względem lepsza.
2. Denerwuje marginalizowanie Jerzego Wróblewskiego, który był najlepszym rysownikiem Żbika i był twórcą największej ilości zeszytów. Rosiński i Polch przy Żbiku dopiero się uczyli swojego fachu, a z książki można odnieść wrażenie że to...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Jedynie ostatnie opowiadanie zbliża się klimatem do "Zbyt głośniej samotności".

Jedynie ostatnie opowiadanie zbliża się klimatem do "Zbyt głośniej samotności".

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Niesamowita liczba insynuacji, nie poparta czymś co by mogło je potwierdzić. Dodatkowo całość napisana prymitywnym i wulgarnym językiem. "Resortowe dzieci" to przy tym szczyt profesjonalizmu. Nic dziwnego że żaden z bohaterów tego dzieła (jak nazywa je sam autor), nie zechciał nawet go skomentować.

A informacja o tym że Michnik blokował dwukrotnie kandydaturę Łysiaka do literackiej nagrody Nobla, przebiła wszystkie sensacje opisane w tej książce.

Niesamowita liczba insynuacji, nie poparta czymś co by mogło je potwierdzić. Dodatkowo całość napisana prymitywnym i wulgarnym językiem. "Resortowe dzieci" to przy tym szczyt profesjonalizmu. Nic dziwnego że żaden z bohaterów tego dzieła (jak nazywa je sam autor), nie zechciał nawet go skomentować.

A informacja o tym że Michnik blokował dwukrotnie kandydaturę Łysiaka do...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Chciałoby się rzec autorowi:
"Rafał daj sobie spokój z beletrystyką. Literatury nie stworzysz, a jedynie pogłębiać się będzie Twoja niechęć do Sapkowskiego".

Chciałoby się rzec autorowi:
"Rafał daj sobie spokój z beletrystyką. Literatury nie stworzysz, a jedynie pogłębiać się będzie Twoja niechęć do Sapkowskiego".

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Okładka książki Resortowe dzieci. Media Dorota Kania, Maciej Marosz, Jerzy Targalski
Ocena 6,4
Resortowe dzieci. Media Dorota Kania, Maciej Marosz, Jerzy Targalski

Na półkach: ,

Poniżej co zabawniejsze fragmenty:

"Wróblewski opisywał w prowadzonych przez siebie pamiętnikach spotkania masońskie, w których uczestniczył w 1956 roku. Brali w nich udział: (...). Wymienieni zbierali się co niedziela w kawiarni Europa. Toczono rozmowy przede wszystkim o polityce."

"W TVP rozpanoszyła się ideologia gender i powrócili lewicowi publicyści."


Cytaty te pokazują że książkę należy czytać przez pewnego rodzaju filtr.

Gdybym nie zapłacił za tę książkę, zapewne zniechęciłbym się do niej już w słowie wstępnym, gdzie podczas dzielenia ludzi na dobrych i złych, ci drudzy określeni są jako ci w których "domach nie śpiewało się kolęd, nie chodziło na pasterkę" oraz nie wiedzą że "na bochenku chleba warto zakreślić krzyż przed pokrojeniem"

Poniżej co zabawniejsze fragmenty:

"Wróblewski opisywał w prowadzonych przez siebie pamiętnikach spotkania masońskie, w których uczestniczył w 1956 roku. Brali w nich udział: (...). Wymienieni zbierali się co niedziela w kawiarni Europa. Toczono rozmowy przede wszystkim o polityce."

"W TVP rozpanoszyła się ideologia gender i powrócili lewicowi publicyści."


Cytaty te...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Książka napisana w zadziwiająco współczesnym stylu. Naprawdę wyróżnia się na tle innych naszych twórców literatury.

Książka napisana w zadziwiająco współczesnym stylu. Naprawdę wyróżnia się na tle innych naszych twórców literatury.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Przyznam się że poczułem zaskoczenie gdy autor opisywał poczynania "hakera" który używał PGP aby uniemożliwić namierzenie swojej lokalizacji podczas włamania do bazy danych. Wydawałoby się że nazwisko Forsyth jest pewnego rodzaju gwarancją jakości. Wydawałoby się że jak wchodzi w nową dla siebie tematykę, którą chce włączyć w akcję swojej powieści, powinien przynajmniej porozmawiać z kimś kto ten temat zna (idealnie byłoby jakby sam coś poczytał). Dziwne, naprawdę dziwne.

Przyznam się że poczułem zaskoczenie gdy autor opisywał poczynania "hakera" który używał PGP aby uniemożliwić namierzenie swojej lokalizacji podczas włamania do bazy danych. Wydawałoby się że nazwisko Forsyth jest pewnego rodzaju gwarancją jakości. Wydawałoby się że jak wchodzi w nową dla siebie tematykę, którą chce włączyć w akcję swojej powieści, powinien przynajmniej...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to