Doskonałe państwo policyjne. Wyprawa w głąb chińskiej inwigilacyjnej dystopii
(2021)
[The Perfect Police State: An Undercover Odyssey into China’s Terryfying Surveillance Dystopia of the Future]
„Niniejsza książka opowiada o tym [co dzieje się w Sinciangu], jak region ten stał się najbardziej zaawansowaną technologicznie inwigilacyjną dystopią na świecie – o tym, jak doszło do »Sytuacji«* i jaki może mieć ona wpływ na naszą przyszłość w epoce szybkiego rozwoju SI, algorytmów rozpoznawania twarzy, monitoringu i innych nowoczesnych technologii [służących analizom ogromnych zbiorów danych (Big Data),śledzeniu kontaktów, transakcji, wyborów konsumenckich, cenzurze]” (str. 17).
„W latach 2014-2016 działania antyterrorystyczne w Chinach drastycznie się wzmogły. Rząd sięgnął po stare, sprawdzone metody – policyjną brutalność i »sąsiedzką czujność« […]. W odczuciu władz wciąż było to jednak za mało, aby w pełni rozprawić się z groźbą terroryzmu.
W 2016 roku na czele regionalnych władz stanął autorytarny polityk Chen Quanguo, który został sekretarzem partii komunistycznej w Sinciangu [a przedtem piastował to samo stanowisko w Tybetańskim Regionie Autonomicznym]. To on zadecydował o zastosowaniu nowoczesnych technologii do monitorowania i kontroli ludności. Wykorzystując wielkie bazy danych, wprowadził program prewencji policyjnej umożliwiający zatrzymanie podejrzanego, który według SI dopiero miał popełnić przestępstwo [!]. Utworzył też setki obozów koncentracyjnych, w oficjalnej nomenklaturze nazywanych »zakładami przetrzymywania tymczasowego«, »zakładami szkolenia zawodowego« albo »zakładami reedukacji«. Do końca roku 2017 znalazło się w nich półtora z 11 milionów zamieszkujących Chiny Ujgurów.
Celem chińskich władz było wymazanie tożsamości, kultury i historii narodu ujgurskiego i całkowita asymilacja liczonej w milionach mniejszości etnicznej.
[…]
I tak właśnie Chiny stworzyły doskonałe państwo policyjne” (str. 18-19)**.
„[…] założenie, […] że metody inwigilacji wypróbowane w Sinciangu nigdy się nie rozpowszechnią w większej części globu – trąci naiwnym optymizmem” (str. 364).
__________________________
* „W regionie Sinciang w zachodnich Chinach ludzie nazywają swoją dystopijną rzeczywistość »Sytuacją«” (str. 13).
** „Chiny nie zamierzały tolerować buntowniczej i niespokojnej natury mieszkańców regionu. Dlatego stał się on oczywistym wyborem, gdy władze zaczęły szukać poligonu doświadczalnego dla państwowego systemu inwigilacji” (str. 117-118). Dziedzictwo dzikich ludów stepu, spotęgowane naukami islamu oraz obcość etniczna – to kombinacja nad wyraz niepożądana przez gremium KPCh.
•
Skrupulatne dziennikarskie śledztwo i trafna analiza sytuacji. Przeczytamy tu o represjach, jakie spotykają Ujgurów, oraz nowych technologiach, które w połączeniu z praktykami XX-wiecznych totalitaryzmów stopniowo prowadzą do realizacji marzenia o monoetnicznych Chinach i wszechwładzy reżimu, posiadającego pełną kontrolę nad swoimi obywatelami.
Czyta się dobrze, bez większych zgrzytów. Niestety, jako Amerykanin Geoffrey Cain (1986) ma bardzo szczątkowe pojęcie o geografii i historii – mimo zaangażowania w zgłębiany temat, umykają mu zupełnie podstawowe informacje i niuanse, przez co prowadzi czytelnika na niewłaściwe tory. Być może swoje dołożył miejscami tłumacz (Grzegorz Gajek) – fakt, że nie zdecydował się na żadną uwagę, sugeruje podobny stan wiedzy. W kilkunastu miejscach przydałyby się merytoryczne poprawki lub przypisy. Nie ma to wielkiego wpływu na wymowę książki, ale obniża jej walor edukacyjny.
Przymykając oko na wtopy kojarzące się z pośpiesznie kleconym wypracowaniem, można dać książce Caina 7/10. Zabrakło wątku dyskryminacji językowej i wpływu chińskiej popkultury.
•
Póki co tzw. System Zaufania Społecznego (Social Credit System) jest rozproszony na poziomie prowincji, miast i konkretnych branż (np. finansowej),ale nie jest wykluczone, że bazując na już istniejącej infrastrukturze i technologii doprowadzi do iście dystopicznego monitoringu obejmującego większość chińskiej populacji.
Fakt, że można zostać osadzonym bez procesu, trafić przymusowo do fabryki Nike i kleić buty, które trafią na eksport, albo pracować niewolniczo na polach bawełny – jest absurdalną powtórką rodem z poprzednich stuleci (XIX i XX).
Predykcja (odpowiednik prewencji) – system zapobiega protozbrodniom (jeszcze niedokonanym, ale spodziewanym – nie zawsze słusznie). Od razu staje przed oczami ekranizacja Raportu mniejszości [Minority Report] (2002) Dicka, przywoływana zresztą przez Caina, który wprawdzie nie ma zbyt szerokiej wiedzy na zagadnienia etnograficzne, ale filmy hollywoodzkie zna*.
Poza tym cyfrowa cenzura, analiza tendencji społecznych oparta na danych gromadzonych przez prywatne przedsiębiorstwa, monitorowanie mobilności i brak prywatności, zerowa anonimowość, śledzenie każdego kroku, każdego połączenia, postu i wiadomości tekstowej.
__________________________
* Masę też ma typowo amerykańską. Książka pisana z myślą o odbiorcy rodzimym (odwołanie do anglofońskiego kręgu językowego bez zrozumienia dla sytuacji na Wyspach Brytyjskich; porównanie do powierzchni Teksasu; do piłki do futbolu amerykańskiego; odwołania polityczne – czytelne z uwagi na światowy wpływ USA, omawiany w codziennych programach informacyjnych).
•
Losy zaradnego Ujgura „Polata” (pseudonim) możemy prześledzić w Kamieniach wróżebnych Petera Hesslera (2006),a informacje wstępne o kolonizacji Ujgurystanu polski czytelnik znajdzie w dwóch rozdziałach Zakazanych wrót Tiziano Terzaniego (1984). Nieco świeższe spojrzenie oferuje doktor Michał Lubina w Chińskim obwarzanku (2023),a trzy lata przed publikacją Caina ukazała się książka Kaia Strittmattera Chiny 5.0, opowiadająca o budowie nowoczesnego systemu inwigilacji w ChRL.
Chiny 5.0. Jak powstaje cyfrowa dyktatura (Die Neuerfindung der Diktatur – Wie China den digitalen Überwachungsstaat aufbaut und uns damit herausfordert, 2018, wyd. pol. 2020) wyszła na rynku polskim tuż przed książka Amerykanina, operuje tymi samymi danymi i przykładami. Dziś, kiedy rozwój AI ruszył z kopyta, problemy sygnalizowane przez niemieckiego dziennikarza (1965) stają się coraz pilniejsze. Mimo ośmiu lat jakie minęły od publikacji, nie zdezaktualizowała się – wręcz przeciwnie, autor prawidłowo wypunktował założenia reżimu i kierunek jaki obrała ChRL pod sterami Xi Jinpinga. Szybkie tempo narracji, duża dawka danych liczbowych, obserwacji i przemyśleń – tworzą wartościową publicystykę polityczną, obnażającą zamordystyczne praktyki chińskiej monopartii, która w oparciu o nowe technologie, zaczyna tworzyć system zaskakująco podobny do rozwiązań z realiów Paradyzji (1984) czy Limes Inferior (1982) Janusza A. Zajdla*.
Strittmatter, krok po kroku zwraca naszą uwagę na rozwiązania, które sygnalizują, jak w niedalekiej przyszłości i my możemy stracić prywatność, dotychczasową swobodę i anonimowość**. Po prostu: cyberpunk po chińsku.
_________________________
* Których Cain oczywiście nie zna, podobnie jak książki Zamiatina (Мы, 1920-21). Stale odwołuje się do Orwella, rzadziej pisze o Nowym wspaniałym świecie Huxleya (1932). W kontekście cyfrowego charakteru inwigilacji i systemu zaufania społecznego, literatura oferuje ciekawsze prognozy niż Orwell, odwołujący się do swoich czasów. Orwell jest XX-wieczny, zmarły przedwcześnie Janusz A. Zajdel (1938-1985),inspirujący się jego twórczością, wybiegał myślami nieco dalej.
** Właściwie już tracimy. A to co wydarzyło w ostatnim czasie w pracach nad AI, zmienia reguły gry. W zasadzie wszystkie rozwiązania z filmów science fiction, takie jak rozpoznawanie głosu (i odtwarzanie jego brzmienia),przekształcanie na tekst, automatyczne tłumaczenie na dowolny język, czy płynna rozmowa z komputerem, który jak Hal 9000 imituje logiczne myślenie – weszły do użytku za mojego życia (rocznik ’87). Grafiki i filmy AI kreujące realistyczne postacie – to Matrix w czystej postaci.
„Jesteśmy bardzo do tyłu. Jeśli chodzi o opracowanie odpowiedzialnych sposobów na zarządzanie technologią, która stała się w naszym życiu tak wszechobecna, że często nie zwracamy już na nią uwagi” (str. 364). Cain i Strittmatter skłaniają do identycznych pytań: kiedy, i w jakim stopniu podzielimy los inwigilowanych obywateli ChRL?; jak możemy się przed tym ustrzec, jakie regulacje cywilno-prawne powinny zostać uchwalone przed upowszechnieniem nowych rozwiązań?; czy nie przespaliśmy przełomowego momentu, czy nie jest już za późno?
•
„– Kochaj kraj swój, kochaj Partię […]” (str. 27).
„Kochajmy naszego przewodniczącego Xi Jinpinga! Kochamy Komunistyczną Partię Chin!” (str. 239).
Wymuszona deklaracja, która padła podczas procesu Gulbahar Haitiwaji, Ujgurki osadzonej w obozie reedukacji – „[…] zawsze będę kochała Chiny”* – brzmi podobnie jak podtytuł książki Piotra Bernardyna z 2022: Hongkong. Powiedz, że kochasz Chiny. Opresyjna miłość pragmatycznej Partii, egzekwująca uczucia gwałtem i represjami, konsekwentnie umacniająca przestarzały reżim, ma do tego teraz nowe narzędzia oraz sztuczną inteligencję rodem z futurystycznych dystopii.
Ta polityka ma również drugą stronę medalu, wpisaną w fałszywość i dwulicowość reżimu, który poprzez działania subtelniejsze niż makabryczne ludobójstwo, stara się obniżyć dzietność i wchłonąć Ujgurów, tak aby maksymalnie pomniejszyć ich liczbę. Chiny marzeń Xi Jinpinga to kraj monoetniczny i jednorodny kulturowo. Europejczykowi kojarzy się to jak najgorzej z nazistowskimi planami III Rzeszy i inżynierią społeczną Związku Sowieckiego**.
__________________________
* Rozenn Morgat, Gulbahar Haitiwaji, Ocalała z chińskiego gułagu, Warszawa 2022. (Historia Haitiwaji jest przykładem tego, że do obozów trafiają także osoby bierne politycznie, w przepadku których obciążającym jest sam fakt życia poza granicami kraju).
** The Uyghurs Tragedy: Inside China's quiet Genocide | Investigate Asia [2025]
https://www.youtube.com/watch?v=dPvfORR_qSQ
•
UWAGI MERYTORYCZNE (2024, tłum. Grzegorz Gajek):
Str. 24 – „[…] region zamieszkały głównie przez muzułmanów […]” – już nie, skoro w chwili pisania książki Chińczyków było tyle samo co Ujgurów*, nawet wliczając w to muzułmańską mniejszość Hui.
Str. 31 – „W latach po zamachu z 11 września [2001] obserwowałem, jak Chiny, […] zaczynają powoli sięgać na zachód poprzez region zwany Sinciangiem” – można by rzec, że Chiny robią to od stuleci…
Str. 32 – „Ujgurzy należą do grupy ludów turkijskich i mają wspólne korzenie z założycielami Kazachstanu, Kirgistanu, Azerbejdżanu i trzech innych państw” – założycielami trzech wymienionych byli Sowieci. Przy takiej narracji lepiej byłoby mówić o tworach sprzed ekspansji carskiej Rosji, np. Chanatach Buchary, Kokandu i Chiwy. Poza tym, ciężko oddalić myśl, że jako Amerykanin autor nie ma bladego pojęcia o historii i geografii. O tym, że większość Azerów mieszka w Iranie, na terenie Azerbejdżanu Południowego (vel Irańskiego, od 15 do 30 milionów; w niepodległym Azerbejdżanie żyje 9,5 miliona) i że ogromna część rosyjskiego Powołża oraz Syberii zamieszkana jest przez ludy tureckie, takie jak Tatarzy, Baszkirzy, Jakuci, Ałtajczycy czy Tuwińcy...
Str. 33 – „[…] ludy te wywędrowały ze stepów Syberii i Azji Centralnej i zeszły do Eurazji” – może „rozpierzchły się po Eurazji”? Rozeszły na wszystkie strony świata, opuszczając mityczny Turan, kolebkę ludów turkijskich? Tak Syberia jak i Azja Centralna znajdują się w Eurazji…
Str. 57 – „Miłuj prezydenta Xi Jinpinga” (przewodniczącego). W jednym z przypisów znajdziemy informację, że ChRL używa w angielskich komunikatach terminu „prezydent”, i najwyraźniej niektórym się to fałszowanie rzeczywistości udziela.
Str. 230 – „Mao ogłosił rewolucję kulturalną […] – narodził się kult jednostki” – rewolucja kulturalna stanowi apogeum kultu jednostki w ChRL, a nie jej początek. Ten wystartował jeszcze przed ustanowieniem komunistycznych Chin, a zyskał na sile szczególnie podczas Wielkiego Skoku Naprzód (1958–1962).
Str. 136 – „W zamożnej niegdyś Eurazji również rozgorzały wojny, fanatyzm religijny, a region popadł w ruinę” – Eurazja to ogromny kontynent, a nie jakiś konkretny region (jak np. Azja Centralna, Bliski bądź Daleki Wschód itd.). Na terenie Eurazji, na przestrzeni tysiącleci, powstało kilka kręgów cywilizacyjnych, którym powodziło się z różnym szczęściem, gorsza sytuacja w jednym z nich nie musiała odbijać się na innych… Co autor miał na myśli?
Str. 230 – Tybet „[…] zwany czasem »dachem świata« ze względu na masyw Himalajów […]” – bardziej z uwagi na fakt, że Płaskowyż Tybetański jest najwyższym terenem na Ziemi (przejął to miano po Pamirze).
Str. 238 – „[…] do celi o powierzchni 30 metrów kwadratowych, czyli rozmiarów nie za dużego salonu” – ciekawe czy Geoffrey zdaje sobie sprawę, że mieszkania wielu ludzi liczą mniej, lub mają niewiele więcej… Amerykański punkt widzenia, oderwany od europejskich standardów.
Str. 317 – „Ludzie pochodzenia turkijskiego nazywają go Atatürk, co znaczy »ojciec Turków«” – zdanie brzmi tak, jakby Atatürk był tytułem honorowym, przydomkiem, istotnym dla całej panturkijskiej społeczności. Fakty są takie, że jest to nazwisko, które Mustafa Kemal wybrał sobie sam, po części kierowany pychą, po trosze dlatego, że jak można domniemywać, chciał zapisać się w historii jako mąż narodu, symbol – co z resztą mu się udało, i choć Turcja odeszła w pewnym stopniu od jego ideałów, wciąż funkcjonuje jako tamtejszy Piłsudski.
Autor nie rozumie, że jego bohaterka, marząc o niepodległym Turkiestanie Wschodnim, odwołuje się myślami do Republiki Tureckiej jako nowoczesnego, sprawnego państwa wymodelowanego na wzorzec zachodni. Postrzega Atatürka nie tyle jako jakiegoś lidera Wielkiego Turanu, ale światłego człowieka, który trzeźwo zerwał z przeszłością, budując nową Turcję na miarę swoich czasów, zdolną współistnieć z sąsiadami i prowadzić z nimi dyplomatyczny dialog. Tego, który uleczył „chorego człowieka Europy” i skierował jego oczy na Zachód.
„Kemal jako pierwszy przywódca w świecie islamu dokonał oddzielenia prawa islamskiego od świeckiego, co uczynił 4 października 1926 roku wprowadzając wzorowany na szwajcarskim kodeks cywilny, w którym prawa kobiet i mężczyzn w sprawach takich jak dziedziczenie i rozwód zostały zrównane. Okres jego rządów był też okresem rozwoju kultury tureckiej. Sam Kemal uważał, że »kultura jest podstawą Republiki Tureckiej«. W 1927 roku otworzył Muzeum Sztuki i Rzeźby, w którym znalazł się szereg rzeźb, które dotychczas w islamskiej Turcji były wykonywane bardzo rzadko (w islamie były one uważane za bałwochwalstwo). W połowie lat 20. przeprowadził dalszą reformę edukacyjną, która zakładała upaństwowienie szkół. W ramach dalszej europeizacji wprowadził kalendarz gregoriański, alfabet łaciński, przeprowadził reformę języka tureckiego, usuwającą z niego słowa pochodzenia arabskiego i wprowadził nazwiska. Sam wybrał dla siebie nazwisko: »Atatürk«, czyli »Ojciec Turków«, którego nie wolno było nosić żadnemu innemu Turkowi” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Mustafa_Kemal_Atat%C3%Bcrk).
Współczesna Turcja rości sobie prawo do roli lidera państw turkijskich, i stawia się jako wzorzec. Stąd też jej zażyłość z bratnim Azerbejdżanem i wsparcie w likwidacji ormiańskiej republiki Górskiego Karabachu.
Str. 363-364 – na liście dystopii (a właściwie antyutopii) zabrakło klasycznej powieści My Zamiatina (1920-21),napisanej przez Rokiem 1984 (1949) i Nowym wspaniałym światem (1932).
Str. 384 – „[…] prodemokratyczne powstanie na placu Tiananmen w czerwcu 1989” – nie powstanie, a pokojowy protest, brutalnie stłumiony przez reżim.
Str. 387 – „[…] »turkijskiego świata«, którego oazy, step i góry ciągną się od zachodnich Chin przez Azję Środkową i obszar pomiędzy Morzem Kaspijskim a Morzem Czarnym aż po Turcję” – ludy tureckie zamieszkują również Syberię i Powołże. Autor nie ma o tym najwyraźniej pojęcia, nie wie, że na terenie FR, w jej europejskiej części, znajduje się Tatarstan i Baszkiria, a za Uralem Tuwa (dawny Urianchaj) i Jakucja (Republika Sacha, największa na świecie jednostka terytorialna obejmująca 3 083 523 km² – co odpowiada prawie dziesięciokrotnej powierzchni Polski),oraz szereg innych terenów zamieszkałych przez ludy turkijskie.
UWAGI TECHNICZNE I WARSZTATOWE: W cytacie z Kirkus, po wewnętrznej stronie okładki, po opuszczonym fragmencie tekstu, oznaczonym wielokropkiem w nawiasie kwadratowym – powinna być kropka; str. 84 – stu procentową (stuprocentową); str. 102 – proroka (tu: guru, mistyka); str. 178 – tracie (trakcie); str. 203 – 2 x informacja o tworzeniu profili genetycznych Ujgurów i Kazachów; str. 206 – czytamy o „[…] najważniejszych mniejszościach etnicznych w Chinach: Ujgurach, Kazachach i Kirgizach” – co stanowi o ich kluczowości?, wedle jakiego kryterium dokonano tego wartościowania?; str. 213 – doświadczeniu (doświadczenie); str. 267 – „star-” i „tup” – niewłaściwe rozbicie przy przeniesieniu do kolejnego wersu (błąd zecerski); str. 305 – „Cały ten rok, od końca 2016 do 2017 roku […]” – no to nie rok, tylko kilka miesięcy (cały ten czas?); str. 320 – „Krążyły plotki, że Huawei – firma nie tylko […]” (Krążyły plotki, że firma Huawei – nie tylko…); str. 340 – „łamanie i nadużywanie praw człowieka” – nadużywanie!?; str. 342 – „spół-” i „ek” (błąd zecerski); str. 349 – władzy (władze);
__________________________
* Wedle danych z roku 2000, na osiem milionów Ujgurów przypadało osiem milionów Chińczyków: Stanley Toops, Demographics and Development in Xinjiang after 1949. East-West Center, 2004 (https://web.archive.org/web/20070716193518/http://www.eastwestcenter.org/fileadmin/stored/pdfs/EWCWwp001.pdf).
Opinie i dyskusje o książce Skarby Ziemi. Sześć surowców, które zadecydują o przetrwaniu naszej cywilizacji
Genialna książka, w której autor po prostu płynie przez historię Ziemi. Czytając kolejne kartki nie sposób co chwilę sprawdzić w telefonie mapy danego miejsca lub użyć google street view aby jeszcze lepiej zrozumieć skalę procesów geologicznych czy wpływu człowieka na naszą planetę. Dla mnie ta pozycja to perełka z tego roku.
Genialna książka, w której autor po prostu płynie przez historię Ziemi. Czytając kolejne kartki nie sposób co chwilę sprawdzić w telefonie mapy danego miejsca lub użyć google street view aby jeszcze lepiej zrozumieć skalę procesów geologicznych czy wpływu człowieka na naszą planetę. Dla mnie ta pozycja to perełka z tego roku.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOto sześć surowców, na których Ed Conway opiera swoją fascynującą opowieść o fundamentach współczesności: piasek, sól, żelazo, miedź, ropa naftowa oraz lit. Te pozornie pospolite substancje stanowią kręgosłup naszej cywilizacji, a ich zrozumienie pozwala spojrzeć na historię i przyszłość ludzkości z zupełnie nowej perspektywy.
W swojej książce „Skarby Ziemi” Conway wykonuje tytaniczną pracę, za którą przyznaję mu mocne 8/10. To reportaż totalny, który zabiera nas w miejsca zazwyczaj niedostępne dla oka przeciętnego konsumenta: od ultra-czystych kopalni kwarcu w Karolinie Północnej, przez gigantyczne huty stali, aż po solniska w Ameryce Południowej. Autor nie tylko opisuje procesy wydobywcze, ale przede wszystkim tłumaczy skomplikowaną sieć zależności, która sprawia, że bez piasku o specyficznej ziarnistości nie mielibyśmy ani wieżowców, ani procesorów w naszych smartfonach.
Największą siłą tej książki jest sposób, w jaki Conway demitologizuje naszą „cyfrową” rzeczywistość. Często wydaje nam się, że żyjemy w świecie niematerialnym, opartym na chmurze i algorytmach. Autor brutalnie przypomina, że każda linijka kodu i każde połączenie wideo wymagają fizycznego podłoża: miedzianych kabli, krzemowych wafli i ogromnych ilości energii. Lektura uświadamia, że przejście na „zieloną energię” wcale nie oznacza ucieczki od górnictwa – wręcz przeciwnie, wymaga ono jeszcze intensywniejszej eksploatacji złóż litu czy miedzi niż kiedykolwiek wcześniej.
Książka jest napisana stylem niezwykle przystępnym nawet dla laika, niemal przygodowym. Conway ma dar opowiadania o skomplikowanych procesach chemicznych i geologicznych w sposób, który angażuje emocjonalnie. Kiedy opisuje trudności w uzyskaniu idealnie czystego krzemu, czytelnik zaczyna doceniać technologię nie jako magię, ale jako owoc wieków ludzkiej determinacji i walki z materią. To właśnie ta historyczna perspektywa – łączenie epoki brązu z nowoczesną elektroniką – sprawia, że „Skarby Ziemi” czyta się jednym tchem.
Dlaczego jednak 8, a nie 10? Mimo ogromnej wiedzy, Conway momentami zbyt mocno skupia się na detalach technicznych, co może nieco nużyć czytelnika mniej zainteresowanego inżynierią. Ponadto, choć autor dotyka kwestii ekologicznych i geopolitycznych, chwilami odnosi się wrażenie, że optymizm technologiczny przesłania mu mroczniejsze aspekty eksploatacji planety. Brakuje tu nieco głębszej refleksji nad etycznymi kosztami wydobycia w krajach trzeciego świata, choć autor ich całkowicie nie ignoruje.
„Skarby Ziemi” to lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce zrozumieć, jak działa świat. To książka o pokorze wobec zasobów, które uważamy za oczywiste, i o niebezpiecznej kruchości łańcuchów dostaw. Ed Conway udowadnia, że niezależnie od tego, jak bardzo zaawansowani się staniemy, nasze przetrwanie zawsze będzie zależeć od tego, co uda nam się wygrzebać z ziemi pod naszymi stopami. To trzeźwiące, błyskotliwe i niezwykle potrzebne dzieło, które zmienia sposób, w jaki patrzymy na przedmioty codziennego użytku. Od teraz zwykła szczypta soli czy kawałek szkła nigdy nie będą już dla Ciebie tym samym.
Oto sześć surowców, na których Ed Conway opiera swoją fascynującą opowieść o fundamentach współczesności: piasek, sól, żelazo, miedź, ropa naftowa oraz lit. Te pozornie pospolite substancje stanowią kręgosłup naszej cywilizacji, a ich zrozumienie pozwala spojrzeć na historię i przyszłość ludzkości z zupełnie nowej perspektywy.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW swojej książce „Skarby Ziemi” Conway...
Bardzo ciekawa, dobrze napisana, przystępna nawet dla laików. Polecam!
Bardzo ciekawa, dobrze napisana, przystępna nawet dla laików. Polecam!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie pamiętam kiedy ostatnio tak długo czytałam książkę. "Skarby ziemi" to potężna dawka wiedzy na temat sześciu ważnych surowców dla rozwoju ludzkości, śledzimy tutaj historię każdego z nich od początków wydobycia aż do najnowszych nowinek technicznych czy zastosowania. Niestety ta wiedza mnie pokonała i im dalej tym bardziej czułam się jakbym czytała podręcznik z materiałoznawstwa, myślę więc że jest to pozycja tylko dla mocno zainteresowanych czytelników.
Nie pamiętam kiedy ostatnio tak długo czytałam książkę. "Skarby ziemi" to potężna dawka wiedzy na temat sześciu ważnych surowców dla rozwoju ludzkości, śledzimy tutaj historię każdego z nich od początków wydobycia aż do najnowszych nowinek technicznych czy zastosowania. Niestety ta wiedza mnie pokonała i im dalej tym bardziej czułam się jakbym czytała podręcznik z...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDawno nie czytałem czegoś tak dobrego. Ogrom informacji z różnych dziedzic, pełno ciekawostek i wszystko w bardzo przystępnej i literacko dobrze napisanej formie. Tradycyjnie przy takich książkach, polecam każdemu kto chce trochę lepiej zrozumieć otaczający nas świat :)
Dawno nie czytałem czegoś tak dobrego. Ogrom informacji z różnych dziedzic, pełno ciekawostek i wszystko w bardzo przystępnej i literacko dobrze napisanej formie. Tradycyjnie przy takich książkach, polecam każdemu kto chce trochę lepiej zrozumieć otaczający nas świat :)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzedstawiając sześć kluczowych - zdaniem autora - dla naszej cywilizacji pierwiastków - Ed Conway uświadamia nam ogromną złożoność tej cywilizacji: skomplikowane mechanizmy działania większości urządzeń czy systemów, w ramach których funkcjonujemy oraz sieć wzajemnych powiązań, której rozplątanie jest w zasadzie niemożliwe bez rozerwania jej delikatnej tkanki. Niezbędne surowce czerpane są z różnych miejsc kuli ziemskiej, a zaawansowane technologie są własnością tylko nielicznych firm. Wyprodukowanie jednego produktu wymaga zaangażowania aktorów z wielu sektorów i wielu krajów. To dlatego deglobalizacja nie jest taka prosta, jak by się to niektórym wydawało, a marzenia mocarstw o samowystarczalności są raczej mrzonkami. Zarazem autor delikatnie wbija wszystkim nam szpilę, bo co my tak naprawdę wiemy o tym, jak działają te wszystkie cuda techniki, które wydają się nam tak zwyczajne i oczywiste?
Celem Eda Conwaya jest zatem pokazanie przeciętnemu człowiekowi jak mało wie o tym, jak “działa świat”, w tym rzeczy, których używamy na co dzień, nie zastanawiając się przecież z czego i jak zostały zbudowane. I to chyba robi wrażenie na wielu czytelnikach. Ale w tak skomplikowanej rzeczywistości nie można przecież się temu dziwić i absurdem byłoby wymagać od nas takiej wszechwiedzy, w zasadzie do niczego nam niepotrzebnej. Dyskomfort budzi natomiast myśl, jak kruche to wszystko jest (co widzimy po raz kolejny, kiedy USA rozpętało wojnę z Iranem) oraz że wydaje się niemożliwe, żeby rozmontować ten system, co tak naprawdę jest kluczowe dla tego, byśmy mogli uratować samych siebie przed zmianami klimatycznymi.
Tak, przyznaję, że trochę czegoś innego spodziewałam się po "Skarbach Ziemi". Myślałam, że będzie to bardziej o wydobyciu surowców i jego konsekwencjach, tymczasem autor bardziej idzie w stronę pokazania oszałamiających zdobyczy postępu i tłumaczenia jak funkcjonuje nasza cywilizacja, w tym licznych technikaliów, związanych z produkcją tego, czego potrzebujemy. Bardziej interesują go możliwości, jakie daje przetwarzanie tych surowców (w tym na przykład ropy, której pochodną jest plastik) i ludzka innowacyjność - co faktycznie jest imponujące, jeśli spojrzeć na to z tej perspektywy. Niektóre fragmenty były dla mnie wręcz zbyt techniczne, np. niespecjalnie interesowało mnie jak produkowane są baterie. Jednocześnie kwestie ekologii są tu potraktowane raczej marginalnie, jako “skutki uboczne” - tzn. Conway wspomina, że górnictwo i przemysł nieuchronnie wiążą się z zanieczyszczeniem środowiska, ale nie rozwija tych tematów i nie zajmuje stanowiska wobec tych kwestii. Jasne, nie wszystko musi być o ekologii, ale wydaje mi się, że w obecnych czasach trudno tak naprawdę zachwycać się postępem, skoro mamy wiedzę, jaką niesie on "cenę". A przecież już na wstępie Conway przytacza dane, które przytłaczają - dane, z których wynika, że wydobywamy surowców coraz więcej (a nie mniej),więcej niż w całej historii ludzkości. Tymczasem my okraszamy to kolejną narracją o tym, że to "niezbędne" dla "ratowania planety", gdy tak naprawdę chodzi jak zwykle o pieniądze. Zarazem nie do końca zgadzam się też z takim stawianiem sprawy, że “wszyscy jesteśmy winni” temu, że nasza planeta pustoszona jest w poszukiwaniu surowców naturalnych i powodowanym przez ich wydobycie szkodom w środowisku. Wszyscy korzystamy z dobrodziejstw cywilizacji, owszem, ale tak naprawdę jaki mamy wybór? Tak naprawdę nikt nie jest w stanie się uniezależnić w pełni i funkcjonować poza tą cywilizacją, jak by się nad tym zastanowić. I jaki mamy wybór jeśli chodzi o sposób w jaki rzeczy czy nawet usługi są wytwarzane? Wydaje mi się też, że Conway popełnia klasyczny błąd, utożsamiając postęp z kapitalizmem, myląc też wymianę handlową i wymianę know-how z tym ustrojem. Efekt jest taki, że z jednej strony sławimy inteligencję ludzką, pomysłowość, a z drugiej nie umiemy zaprząc jej do zmiany myślenia o naszej przyszłości (i do pokonywania oporu przed zmianą). Czego dowodzą "Skarby Ziemi" oraz liczne dość jednokierunkowe narracje o tym, że transformacja energetyczna wymaga kolejnych “poświęceń” ze strony planety oczywiście i ze strony ludzi, doświadczających skutków środowiskowych. To dlatego, mimo, że książka jest naprawdę ciekawa, nie podobała mi się aż tak, jak innym czytelnikom.
Przedstawiając sześć kluczowych - zdaniem autora - dla naszej cywilizacji pierwiastków - Ed Conway uświadamia nam ogromną złożoność tej cywilizacji: skomplikowane mechanizmy działania większości urządzeń czy systemów, w ramach których funkcjonujemy oraz sieć wzajemnych powiązań, której rozplątanie jest w zasadzie niemożliwe bez rozerwania jej delikatnej tkanki. Niezbędne...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie ma chyba lepszego momentu na przeczytanie tej książki gdy cieśnina Ormuz jest zablokowana.
Jednak mam problem z tą książką ponieważ poza solą każdy z tych surowców wydaje jasny i jak bardzo jesteśmy zależni od niego. Autor według mnie zbyt dużo czasu poświęca opowiadaniu o wpływie na lokalne społeczności a zbyt mało wchodzi w szczegóły każdej substancji.
Oczywiście że wydobywanie surowców wiąże się z efektami dla środowiska ale dzięki temu mamy świat tak rozwinięty.
Zabrakło mi trochę większej opowieści o tym jak bardzo jesteśmy jako Europa zależni od zewnętrznych dostawców surowców.
Książka dobra, wiele ciekawych opowieści czy historii jak każdy z tych surowców był używany i jak się zmieniało to zużycie w czasie.
Nie ma chyba lepszego momentu na przeczytanie tej książki gdy cieśnina Ormuz jest zablokowana.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJednak mam problem z tą książką ponieważ poza solą każdy z tych surowców wydaje jasny i jak bardzo jesteśmy zależni od niego. Autor według mnie zbyt dużo czasu poświęca opowiadaniu o wpływie na lokalne społeczności a zbyt mało wchodzi w szczegóły każdej substancji.
Oczywiście...
Są dla nas jak powietrze - tak powszechne i oczywiste, że ich nie zauważamy, ale bez nich nasza cywilizacja by runęła. W dobie zachwytu nad niematerialnym światem AI warto przez chwilę stanąć twardo na Ziemi i docenić jej skarby.
Są dla nas jak powietrze - tak powszechne i oczywiste, że ich nie zauważamy, ale bez nich nasza cywilizacja by runęła. W dobie zachwytu nad niematerialnym światem AI warto przez chwilę stanąć twardo na Ziemi i docenić jej skarby.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŚwietna książka! Bardzo dużo informacji o najważniejszych surowcach budujących nasz świat. W zasadzie o grupach surowców. Dobrze napisana, łącząca historię i przyszłość. Pierwszy rozdział o piasku jest imho najlepszy, ale kolejne dużo mu nie ustępują. Zdecydowanie warto poświęcić czas na tę książkę
Świetna książka! Bardzo dużo informacji o najważniejszych surowcach budujących nasz świat. W zasadzie o grupach surowców. Dobrze napisana, łącząca historię i przyszłość. Pierwszy rozdział o piasku jest imho najlepszy, ale kolejne dużo mu nie ustępują. Zdecydowanie warto poświęcić czas na tę książkę
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTreści jest sporo, widać research stojący za tą książką. Możemy wejść wgłąb geografii, historii, technologii oraz całej polityki.
Jest jednak kiepsko napisana, nieuporządkowana, kręci się i powtarza, naprawdę sporo jeśli chodzi o zjawiska i procesy rządzące światem surowców. W ten sposób mimo interesującej treści, potrafiła mnie sobą znudzić. Myślę, że to też kwestia braku ambicji i traktowania czytelnika jako bezrefleksyjnego i nic nie zapamiętującego.
Treści jest sporo, widać research stojący za tą książką. Możemy wejść wgłąb geografii, historii, technologii oraz całej polityki.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJest jednak kiepsko napisana, nieuporządkowana, kręci się i powtarza, naprawdę sporo jeśli chodzi o zjawiska i procesy rządzące światem surowców. W ten sposób mimo interesującej treści, potrafiła mnie sobą znudzić. Myślę, że to też kwestia...