Kronika w kamieniu

Okładka książki Kronika w kamieniu autora Ismail Kadare, 9788379631742
Okładka książki Kronika w kamieniu
Ismail Kadare Wydawnictwo: Wydawnictwo Akademickie SEDNO literatura piękna
310 str. 5 godz. 10 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Kronikë në gur
Data wydania:
2023-04-01
Data 1. wyd. pol.:
2023-04-01
Liczba stron:
310
Czas czytania
5 godz. 10 min.
Język:
polski
ISBN:
9788379631742
Tłumacz:
Marek Jeziorski
Średnia ocen

8,0 8,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Kronika w kamieniu w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Kronika w kamieniu



książek na półce przeczytane 153 napisanych opinii 148

Oceny książki Kronika w kamieniu

Średnia ocen
8,0 / 10
63 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Kronika w kamieniu

avatar
16711
3155

Na półkach: ,

„Kronika w kamieniu” Ismaila Kadare to dzieło, które wymyka się prostym klasyfikacjom gatunkowym, stanowiąc fascynujące skrzyżowanie sagi rodzinnej, powieści o dojrzewaniu oraz onirycznego reportażu z wnętrza miasta-twierdzy. Albański mistrz pióra zabiera nas do Gjirokastry – swojego rodzinnego miasta, które w tej opowieści przestaje być jedynie tłem, a staje się pełnoprawnym, surowym bohaterem. Kadare wykazuje się tu kunsztem wnikliwego obserwatora świata, a czyni to w sposób wyjątkowy, oddając głos dziecięcemu narratorowi. To właśnie to naiwne, a zarazem niezwykle bystre spojrzenie małego chłopca pozwala nam dostrzec życie w martwej materii; dla dziecka kamienne mury, dachy i strome uliczki nie są tylko budulcem, lecz istotami, które zdają się oddychać, pamiętać i cierpieć wraz z mieszkańcami.

Siłą tej powieści jest przede wszystkim jej niezwykła poetyckość prozy. Autor operuje językiem gęstym od metafor, w którym dziecięca perspektywa miesza się z brutalnością wojennej rzeczywistości. Obrazy spadających bomb, zmieniających się okupantów i codziennego trudu są filtrowane przez wyobraźnię chłopca, co nadaje im charakter magiczny, niemal baśniowy, choć podszyty nieustannym niepokojem. Dzięki temu zabiegowi to, co w innej literaturze byłoby jedynie suchą relacją historyczną, u Kadarego nabiera plastyczności i głębi. Narrator nie do końca rozumie mechanizmy wielkiej polityki, za to z ogromną czułością i precyzją rejestruje detale: fakturę skały, absurdalne zachowania dorosłych czy cienie przesuwające się po starych domach.

Mimo silnego zakorzenienia w konkretnym miejscu i czasie – Albanii okresu II wojny światowej – „Kronika w kamieniu” uderza swoją uniwersalnością. Kadare nie pisze jedynie o lokalnym konflikcie, ale o kondycji ludzkiej w obliczu chaosu. To opowieść o tym, jak tradycja zderza się z nowoczesnością i jak mała społeczność próbuje zachować godność pod presją historii. Miasto wykute w kamieniu staje się tu metaforą trwałości i niezmienności pewnych wartości, które trwają niezależnie od tego, jak wiele razy zmieniają się flagi na masztach. Lektura tej powieści to doświadczenie zmysłowe; dzięki dziecięcej ciekawości świata czujemy chłód kamienia i słyszymy echo kroków na bruku. Ismail Kadare stworzył literacki pomnik, który udowadnia, że wielka literatura rodzi się tam, gdzie lokalny detal spotyka się z uniwersalnym mitem, a wnikliwe oko pisarza potrafi dostrzec wieczność w okruchu skały.

„Kronika w kamieniu” Ismaila Kadare to dzieło, które wymyka się prostym klasyfikacjom gatunkowym, stanowiąc fascynujące skrzyżowanie sagi rodzinnej, powieści o dojrzewaniu oraz onirycznego reportażu z wnętrza miasta-twierdzy. Albański mistrz pióra zabiera nas do Gjirokastry – swojego rodzinnego miasta, które w tej opowieści przestaje być jedynie tłem, a staje się...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
273
243

Na półkach:

Światy odkrywamy wciąż nowe, kiedy czytamy książki!
„Kronika w kamieniu” to prawdziwe odkrycie literatury, której do tej pory nie znałam. O Albanii w ogóle wiedziałam niewiele, tym bardziej cieszę się na poznanie twórczości znakomitego pisarza, który ukazał mi ją poprzez tak wyjątkowe dzieło.

Świat przedstawiony w powieści to świat niezwykłej społeczności, mieszkańców historycznego kamiennego miasta, leżącego na zboczu góry w południowej części Albanii. Już sam opis miasta tworzy przestrzeń zjawiskową, kiedy to domy położone niżej stykają się dachami z podstawami budynków stojących wyżej, z górującymi nad miastem zamkiem i więzieniem na samym szczycie. Miasto nazywa się Gjirokastra i jest rodzinnym miastem pisarza. Czytelnik ogląda je oczami małego chłopca, alter ego autora. Kadare urodził się w roku 1936, więc w czasie trwania akcji powieści miał nie więcej niż 8 lat. Percepcja bohatera książki niekoniecznie pokrywa się z rzeczywistym wiekiem jej twórcy, co stanowi doskonały przykład na to, iż narrator nigdy nie jest tożsamy z autorem. Na przykład bohater czyta „Makbeta” i nawet rozumie treść sztuki Szekspira. Wrażliwe dziecko opowiada o swoim mieście jak o żywej istocie, czującej, myślącej i przeżywającej wszystko, co się dzieje wokoło. Żywy jest deszcz, radosne krople wody wpadają do zbiornika, gdzie mają spędzić nudny czas do chwili, kiedy ktoś wody nabierze. Żywe i humorzaste są przelatujące samoloty. Miasto trawi gorączka, reflektor wygląda jak oko Polifema. Działo przeciwlotnicze strzela, kiedy chce. Po ulicach snują się mędrczynie i prorokinie, które wychodzą z domu co kilkadziesiąt lat. Babcia odwiedza wynalazcę tworzącego model samolotu działającego bez napędu jak perpetuum mobile. Llukan Recydywa narzeka na to, że w czasie wojny zamknięto więzienie, w którym spędza większość czasu. Grecy sprowadzają krwawą Vasiliquę, wskazującą palcem, kogo natychmiast należy zabić. I tak dalej. Przedziwny, magiczny świat, do niczego niepodobny, pełen czarów, zabobonów i surrealistycznych uwag kolejnych postaci powieści wobec otaczającej ich rzeczywistości. A najcelniej komentuje rzeczywistość babcia narratora. Nie sposób odróżnić, co jest opisem, a co metaforą.

A rzeczywistość wcale nie jest taka czarowna i radosna. Akcja, jeśli można tu mówić o akcji, rozgrywa się w czasach wojny, miasto zajmują kolejno Włosi, Grecy, znów Włosi, na końcu Niemcy. Jest bombardowane, burzone, rabowane, wreszcie sterroryzowane przez komunistyczną partyzantkę. Okrucieństwa czasu wojny, przefiltrowane przez wyobraźnię dziecka i magiczną percepcją rzeszy dorosłych i starców, wydają się obrazami z baśni, choć przecież wiadomo, co działo się w czasie wojny na Bałkanach. Mityczni partyzanci, wprowadzający w końcu swoje porządki, to przecież nie kto inny, jak komuniści Envera Hoxhy, późniejszego krwawego dyktatora, który urodził się zresztą w Gijokastrze. Powieść ukazała się w roku 1971, za czasów dyktatury, która później jeszcze trzymała się jeszcze dziesiątki lat, kiedy to Albania była odcięta od świata. Poetycko-baśniowy świat powieści „Miasto w kamieniu” mógł być więc swoistym kamuflażem, obejściem restrykcyjnej cenzury, znacznie surowszej niż wówczas w Polsce.

Efekt tego kamuflażu jest olśniewający. A mistrzostwo językowe tłumacza, Marka Jeziorskiego, efekt ten zwielokrotnia!

Bardzo gorąco polecam!

Światy odkrywamy wciąż nowe, kiedy czytamy książki!
„Kronika w kamieniu” to prawdziwe odkrycie literatury, której do tej pory nie znałam. O Albanii w ogóle wiedziałam niewiele, tym bardziej cieszę się na poznanie twórczości znakomitego pisarza, który ukazał mi ją poprzez tak wyjątkowe dzieło.

Świat przedstawiony w powieści to świat niezwykłej społeczności, mieszkańców...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
2036
237

Na półkach:

Wspaniała. Opowieść małego chłopca o okrutnej wojnie w jego mieście. Opowieść, w którym miasto jest ukochanym bohaterem. Piękny język, niezwykła perspektywa, rzeczywistość jak magia. Prawdziwa, wielka literatura.

Wspaniała. Opowieść małego chłopca o okrutnej wojnie w jego mieście. Opowieść, w którym miasto jest ukochanym bohaterem. Piękny język, niezwykła perspektywa, rzeczywistość jak magia. Prawdziwa, wielka literatura.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

254 użytkowników ma tytuł Kronika w kamieniu na półkach głównych
  • 181
  • 71
  • 2
38 użytkowników ma tytuł Kronika w kamieniu na półkach dodatkowych
  • 20
  • 4
  • 4
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Kronika w kamieniu

Inne książki autora

Okładka książki The Stranger Next Door: An Anthology from the Other Europe David Albahari, Vladimir Arsenijević, Bora Ćosić, Slavenka Drakulić, Drago Jančar, Miljenko Jergović, Ismail Kadare, Fatos Kongoli, Charles Simic, Biljana Srbljanović, Saša Stanišić, Luan Starova, Nenad Veličković, Dragan Velikić
Ocena 0,0
The Stranger Next Door: An Anthology from the Other Europe David Albahari, Vladimir Arsenijević, Bora Ćosić, Slavenka Drakulić, Drago Jančar, Miljenko Jergović, Ismail Kadare, Fatos Kongoli, Charles Simic, Biljana Srbljanović, Saša Stanišić, Luan Starova, Nenad Veličković, Dragan Velikić
Ismail Kadare
Ismail Kadare
Albański pisarz i poeta. Studiował literaturę na Uniwersytecie w Tiranie, a następnie w Instytucie Gorkiego w Moskwie. Pierwszy zbiór wierszy Frymëzime djaloshare opublikował w roku 1954. W 1960 r. zmuszony został do powrotu do kraju z powodu rozłamu radziecko-albańskiego. Po powrocie do kraju pracował jako dziennikarz, był także deputowanym do parlamentu albańskiego. W 1963 r. ukazała się powieść Generał martwej armii, która przyniosła mu sławę w Albanii, a następnie uznanie międzynarodowe. 24 października 1990 r. opuścił Albanię i uzyskał azyl polityczny we Francji. W 2005 r. otrzymał jako pierwszy nagrodę Man Booker International Prize, w 2009 Nagrodę Księcia Asturii w dziedzinie literatura, a w 2015 Nagrodę Jerozolimską. W roku 2007, w związku z nominacją powieści Pałac snów do Nagrody Literackiej Europy Środkowej za 2006 rok pisarz po raz pierwszy odwiedził Polskę, spotykając się z czytelnikami w Warszawie i we Wrocławiu. W roku 2011 kolejny przekład jego książki – Ślepy ferman znalazł się w gronie siedmiu finalistów Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus za 2010 rok. Nominowany po raz kolejny w 2014 roku za książkę Wypadek. Mieszka w Paryżu i w Tiranie. Jego żona, Elena także jest pisarką.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Zmierzchanie świata Werner Herzog
Zmierzchanie świata
Werner Herzog
Nie rozumiem fascynacji wojną. Czytania książek wojennych czy oglądania filmów. Oczywiście na pewno warto wiedzieć coś na ten temat, ale wracanie do tego tematu, maglowanie go z każdej strony i epatowanie cierpieniem to już nie dla mnie. Po co nurzać się w bólu kiedy nikomu to nie przyniesie ulgi, a nam odbierze dobry nastrój, spokój i chęć życia? Jak pisze Walter Benjamin w "Pasażach" historia pokazująca rzeczy, tak jak działy się naprawdę, była najsilniejszym narkotykiem stulecia". I niewątpliwie ja też zauważam pewien rodzaj uzależnienia u ludzi, którzy z przyjemnością, i jakby ulgą, sięgają po kolejną książkę o beznadziei, cierpieniu, śmierci, lęku i wszystkim co z tą sytuacją jest związane. "Zmierzchanie świata" jest opowieścią niby o wojnie, ale przede wszystkim o tym jak trudno czasem wrócić do normalnego życia. Czasem jest to wręcz niemożliwe i sama wojna, mimo że nieistniejąca realnie, jest już jedynym sensem życia. W książce unosi się jakby duch wojny, czuć zagrożenie i duchotę, ale przedstawione jest to w oszczędny, a jednocześnie obrazowy sposób. Łatwo zauważyć, że autor jest reżyserem. Pełno tu gotowych kadrów. Werner Herzog napisał książkę niewielką fizycznie, ale dała mi ona mnóstwo powodów do rozważań, m.in., że świat, w którym żyjemy jest jedynie naszą projekcją. Każdy z nas wybiera w jakim świecie żyje i czyim życiem. Mogłabym przytoczyć wiele wspaniałych fragmentów, ale to zaledwie 157 stron. Kilka chwil w lepkiej od wilgoci dżungli, która jawi się kadrami z filmu "Czas apokalipsy". Z tyłu głowy słyszałam czasem "This is the end"... A na końcu jest świetne posłowie, które tak zainteresowało mnie osobą Wernera Herzoga, że zapragnęłam dowiedzieć się więcej, przeczytać autobiografię, choć nikt nie przetłumaczył niestety, i w końcu obejrzeć jakiś jego film. Stary, ale zapewne wciąż aktualny. Cytuję za posłowiem Pawła Mościckiego:"Jak głosi (...) aforyzm z wczesnego filmu Herzoga:<<Wojny są dziś bardziej konieczne niż kiedykolwiek. Nawet przegrana jest lepsza niż nic.>> Prawdziwe szaleństwo wojny polega na tym, że staje się ona źródłem sensu, że wydaje się porządkować świat, który zarazem nieuchronnie niszczy." Nie dajmy się zatem oszukać. Kłamstwo lubi przebieranki.
Tusiak - awatar Tusiak
ocenił na91 rok temu
Skąd Saša Stanišić
Skąd
Saša Stanišić
„Pochodzenie to to, co się najpierw wymyśla! Pochodzenie to szatnia, ale zawsze ma się na sobie to, co się w niej włożyło” – ten cytat z książki Skąd Sašy Stanišicia idealnie oddaje istotę tej niezwykłej, nielinearnej narracji. Autor, laureat Niemieckiej Nagrody Książkowej, stworzył dzieło, które wymyka się prostym klasyfikacjom gatunkowym. To jednocześnie autobiografia, esej o pamięci, reportaż z nieistniejącego już kraju i gra literacka. Moja ocena to mocne 7/10 – to książka błyskotliwa i ważna, choć jej fragmentaryczna forma może być dla niektórych czytelników wyzwaniem. Stanišić zabiera nas w podróż do swojej młodości w Višegradzie, przerwanej przez brutalny wybuch wojny w Jugosławii, a następnie do Niemiec, gdzie jako nastolatek musiał na nowo zdefiniować swoje „ja”. Tytułowe pytanie „Skąd?” nie doczekuje się tu jednej, prostej odpowiedzi. Dla autora pochodzenie nie jest bowiem statycznym punktem na mapie, lecz dynamicznym zbiorem wspomnień, zapachów, anegdot i językowych potknięć. Kluczową postacią w tej opowieści jest babcia autora, chora na Alzheimera. Jej tracona pamięć staje się metaforą rozpadającego się świata i ulotności korzeni. Stanišić z ogromną czułością opisuje ich relację, pokazując, że pochodzenie to także wspólny język, który znika wraz z odchodzącymi bliskimi. Największym atutem książki jest jej styl. Stanišić pisze z niesamowitą lekkością, używając humoru i ironii jako tarczy przeciwko traumie wygnania. Jego fraza jest nowoczesna, pełna popkulturowych odniesień i błyskotliwych metafor. Autor bawi się formą – w pewnym momencie książka zmienia się nawet w grę paragrafową, pozwalając czytelnikowi decydować o losach bohaterów. To zabieg ryzykowny, ale w tym kontekście genialnie podkreślający, jak bardzo nasze losy zależą od przypadku. Z jednej strony doceniam wysoką jakość literacką i intelektualną głębię utworu. Stanišić stworzył jedną z najciekawszych diagnoz współczesnej emigracji. Dlaczego zatem nie wyżej? Momentami fragmentaryczność tekstu bywa nużąca. Autor tak mocno ucieka od chronologii i klasycznej fabuły, że niektóre rozdziały wydają się nieco oderwane od całości, przypominając raczej luźne notatki z szuflady. Dla czytelnika szukającego spójnej opowieści o wojnie na Bałkanach, ta literacka żonglerka może być momentami irytująca. Skąd to książka, która zmusza do refleksji nad własnymi korzeniami. To hołd dla wielokulturowości i dowód na to, że domem może być język, w którym decydujemy się opowiedzieć swoją historię. Solidna siódemka za innowacyjność, emocjonalną szczerość i udowodnienie, że o sprawach najtrudniejszych można pisać bez patosu.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na71 miesiąc temu
Komu ukazał się wiatr Carson McCullers
Komu ukazał się wiatr
Carson McCullers
Jesteśmy na południu Stanów Zjednoczonych, gdzie ciągną się pola bawełny, zapach ryby i kukurydzy miesza się z dymem, słyszmy dźwięki harmonijki wygrywającej smutnego bluesa a czarnoskóre pomoce domowe pieką ciasta. Jest w tym jakaś duszna małomiasteczkowość i chęć ucieczki z rodzinnych stron. Dużo tu ciężaru, np tytułowe opowiadanie to przejmujący obraz rozpaczy, samotności, beznadziei i grozy jaka czasem spotyka ludzi w związkach i autorka pisze o tym niezwykle przejmująco, jednak całość zbioru nie jest też pozbawiona lekkości i przebłysków humoru (zostanie ze mną aronia losu). Chociaż tematyka tych opowiadań jest różna, to dla mnie najbardziej wyróżniają się tu opowieści o dorastaniu. O tym bardzo specyficznym okresie, gdy w młodym człowieku miesza się jeszcze to co dziecięce z dobijającą się brutalnie dorosłością. To czas rozedrgania, metamorfozy i bolesnego czasem przepoczwarzania się. Czas strachów, irracjonalnych obawi osobliwego, niewytłumaczalnego smutku. Gdy bohaterowie czują się jakby już nie znali siebie, gdy pojawiają się pytania odnośnie świata, „w nerwach gra jazzowy smutek”, serce drętwieje i zamiera, nie można się pozbyć ucisku z piersi, pojawiają się uczucia, których nie umie się nazwać. Gdy czasem ma się serdecznie dosyć bycia sobą. Gdy budzi się seksualność. Carson McCullers opowiada o tym z niesamowitą wrażliwością i empatią i bardzo trafnie ujmuje w słowa to co nieuchwytne.
uczta_babette - awatar uczta_babette
ocenił na72 miesiące temu
Wizja świata. Opowiadania wybrane John Cheever
Wizja świata. Opowiadania wybrane
John Cheever
Rzadko daje “10” zbiorom opowiadań, ale dla takiego arcydzieła innej oceny być nie mogło. John Cheever kreśli porażający obraz amerykańskiej średniej klasy średniej oraz wyższej z nowobogackich suburbiów Wschodniego Wybrzeża, mieszkańców kredytowanych domów z samochodem na podjeździe, basenem i idealnie przyciętym trawnikiem. I tylko on jest idealny. Mamy tu wielką dekonstrukcję amerykańskiego mitu, który zawsze był nieco oszukańczy i mocno nieegalitarny, co dzisiaj rysuje nam się szczególnie wyraźnie. Z tych tekstów - bezlitosnych dla postaci świata przedstawionego, ale także dla osoby czytającej - jednoznacznie wynika, że American Dream to jedna wielka lipa, choć protagoniści uporczywie trwają w ułudzie, że jest inaczej. “Gości w salonie Farguarsonów zdawało się jednoczyć milczące przeświadczenie, że żadna przeszłość nie istnieje, żadnej wojny nie było – że na świecie nie ma zagrożeń ani problemów”. Większość bohaterów żyje w wiecznej niepewności, by nie powiedzieć: w strachu, przed utratą stanu posiadania: majątkowego, społecznego, rodzinnego - żadne inne uczucia, a już szczególnie wyższe , nie mają tu racji bytu… A już najgorzej, gdy ktoś, kto wierzy w wieczny wzrost i nieograniczony zysk, spotka się z klęską finansową, która pociąga za sobą wszystkie możliwe i niemożliwe pozostałe. “Są takie chwile, gdy zmarszczki wokół ludzkiego oka przypominają podmyte półki skalne, a wpatrujące się w nas źrenice mają w sobie coś tak po zwierzęcemu dzikiego, że nie wiemy, co począć”. Pustka życia tych wzorowych mieszczan, poza miastem mieszkających, poraża - choć rzadko ich samych. Odnajdujemy tutaj to wszystko, co możemy sobie sami wyobrazić: rasizm, obłudę religijną i seksualną, brak jakichkolwiek ideałów - oprócz kultu dolara, odmóżdżającą pracę oraz przede wszystkim: mizoginię. Kobiety nie mogą się odnaleźć w tym generalnie męskim świecie: “- Mam paskudne wrażenie, że jestem postacią w serialu komediowym – powiedziała. – To znaczy może jestem niebrzydka, nieźle ubrana, dzieci mi się udały, są dowcipne i urocze, ale mam paskudne wrażenie, że jestem czarno-biała i że każdy może mnie wyłączyć. Po prostu mam paskudne wrażenie, że można mnie wyłączyć”. Nikt tu nie jest szczęśliwy, relacje w małżeństwie to dramat. Mężowie mają zawsze kogoś na boku. Obowiązkowo niepracujące nieszczęśliwie bez reszty żony, nudzą się po całych dniach, wpadając w alkoholizm. “Wydaje ci się, że panie domu patrzą na ciebie z góry i są nieuprzejme.(...) Taki to już układ. Miało się wrażenie, że zachowują się tym godniej i dostojniej, im więcej piją”. Dzieci rzadko są kochanymi pociechami, zwłaszcza, że są fatalnie traktowane, nikt nie dba o ich formację, lecz tylko o formę. Praca - jakakolwiek i gdziekolwiek jest mocno toksyczna, ale i tak lepsze to niż nic: “— Daliśmy tę pracę komuś innemu, chłopcze — powiedział zachrypniętym, łagodnym tonem, jakby mówił do własnego syna. — Nie dzwoń więcej. Mamy ważniejsze sprawy na głowie niż odbieranie telefonów. Ten drugi facet po prostu bardziej się nadawał, synku. To wszystko. Nie dzwoń już więcej”. Toksyczne jest i jedzenie, jak to w Hameryce: “O pierwszej wrócili do domu na rozgotowane mięso i twarde jak kamień ziemniaki, czyli ich zwyczajowy niedzielny obiad”. Pułapka kredytowa wisi niemal nad każdym: “Próbował zdobyć pożyczkę, ale ani jego pensja, ani posiadany patent nie stanowiły wystarczającego zabezpieczenia, aby uzyskać kredyt na innych warunkach niż rujnujące”. “- Jeśli mam być całkiem szczery, bardzo się martwię o pieniądze. Wcale nie jestem pewien przyszłości. Zresztą nikt nie jest. Gdyby coś mi się stało, dostaniesz ubezpieczenie, ale to w dzisiejszych czasach na długo nie starczy”. Autor miał silne poczucie ironii: “Zachodzę w głowę, czemu w tym najzamożniejszym, najsprawiedliwszym i najznakomitszym ze światów, gdzie nawet sprzątaczki ćwiczą w wolnym czasie Chopinowskie preludia, wszyscy wyglądają na tak zawiedzionych”. Nie może się obyć bez rodaków: “Gotowała nam wynajęta na lato Polka, Anna Ostrowik. Była wspaniała – wielka, gruba, serdeczna kobieta, która swoją pracę traktowała poważnie. Lubiła gotować, lubiła, gdy się jej posiłki jadło i doceniało”. Jedno jest tam, o czym sam się przekonałem: wspaniałe: awifauna: “Śpiewały ptaki - kardynały i ostatnie drozdy wędrowne” (BTW: rybołowy wszędzie, gdzie tylko jest woda, nie to co u nas - ok. 70 par…). Największe natężenie frustracji, złych emocji, czyli wzajemnej nienawiści w rodzinach, występuje w opowiadaniu “Mąż na przedmieściach”. W kolei w “Ten o piątej czterdzieści osiem” przykładna lekcja dla mobbera z nowojorskiej firmy, który wykorzystał młodą pracownicę, dojeżdżająca tak jak ona jednym z dziesiątków “commuter trains” z suburbiów… I tenże pociąg staje się niewidoczną dla innych sceną zemsty Obraz mężczyzn jest tu dość jednoznaczny: “– Nie będę z tobą rozmawiać przez dwa tygodnie. Czyli do dziewiętnastego. (...) Po fizycznych wdziękach- jedynych, jakie miała do zaoferowania – nie było śladu. (...) Poróżnił się z małżonką – jak każdy mężczyzna z kobiety zrodzony. Ot, ludzka natura”. “Wiele spośród poznanych kobiet wybrał, ponieważ brakowało im poczucia własnej wartości”. “Życie wszystkich innych ludzi wyobrażała sobie chyba jako wspanialsze, niż było w rzeczywistości. Mieszkała w pokoju, który jemu wyglądał raczej na szafę”. “Kiedy jakąś godzinę później wkładała po tym ubranie, płakała. Zbyt mu było miło, ciepło, sennie, by się szczególnie przejąć jej łzami. (...) Kiedy wyszła na lancz, zadzwonił do kadr i kazał ją zwolnić. I wziął wolne popołudnie”. “Odsiecz nadejdzie już za minutę, myślał Blake; (...) ale pociąg się zatrzymał, ludzie wsiedli, wysiedli, a Blake wciąż był na łasce tej kobiety. Z ewentualnością, że odsiecz nie nadejdzie, nie umiał się zmierzyć”. “Ucisk lufy na brzuchu trochę zelżał. - Od życia chciałam zawsze tylko odrobinę miłości - powiedziała”. W “Olbrzymim radiu” zamiast programu ze studia, słychać to, co dzieje się w mieszkaniach sąsiadów. "Podsłuchała przejawy niestrawności, miłości fizycznej, bezdennej próżności, wiary i rozpaczy. (...) Dobywający się tego ranka z urządzenia bezpośredni, czasem nawet brutalny język zdumiewał ją i wprawiał w zakłopotanie". Wstrząsający jest tragikomiczny “Pływak” - bezwzględnie najlepsze opowiadanie zbioru. Neddy Merrill - nieświadomy że to podróż w ciemność - wraca do domu w luksusowej miejscowości, raz idąc, a raz płynąc przez kolejne baseny swoich sąsiadów. Tam i wtedy baseny poszczególnych posesji oddzielały tylko żywopłoty (sic!). “Jak gdyby w jednej chwili dojrzał – okiem kartografa – ów sznur basenów, półpodziemny strumień, przebijający się krzywizną przez całe hrabstwo. Poczynił odkrycie, oto jego wkład w nowożytną geografię; strumień postanowił nazwać Lucinda, na cześć żony”. “Była to jedna z tych niedziel w samym środku lata, gdy wszyscy mówią: +Za dużo wczoraj wypiłem+”. “Szwankowała mu pamięć? Czy też tak ją wytrenował w wypieraniu nieprzyjemnych faktów, że uszkodził sobie zmysł prawdy? Obstawał jednak przy własnej oryginalności i miał niejasne słynne poczucie, że jest postacią legendarną”. “Wracając do domu inną trasą niż zwykle, czuł się jak pielgrzym, odkrywca, człowiek niesiony przeznaczeniem, a wiedział że na całym szlaku znajdzie przyjaciół”. I nagle przyjemność staje się drogą przez mękę, nie tylko fizyczną. Raz basen jest pusty, a woda spuszczona, gdzie indziej wymagane są specjalne identyfikatory. Ned musi też przejść w slipkach autostradę. W jednym z domów ignorujący go czemuś “przyjaciele” milionerzy; w innym dawna, rozczarowana kochanka. “Wciąż by tylko gadała o pieniądzach. To jeszcze gorsze niż jedzenie groszku nożem”. Bohatera nie opuszcza jednak nadzieja - o pardon: wiara w obowiązkowy sukces. “Miłość – a raczej łóżkowa kotłowanina – to najwspanialszy eliksir, środek przeciwbólowy, kolorowa tabletka, która przywróci jego krokom sprężystość, jego sercu radość życia”. “Czemu czuł, że musi ukończyć przeprawę, choćby zagrażała jego życiu? W którym momencie ten dowcip, ten żart, ten wygłup przerodził się w coś poważnego.(...) Zawrócić nie mógł (..) Mniej więcej w godzinę pokonał taki dystans, że powrót stał się niemożliwy. Przepłynięcie całego dystansu okazało się zadaniem ponad jego siły– skąd jednak mógł o tym wiedzieć”. A gdy już stanie przed swym domem…… Od razu obejrzałem ekranizację tej noweli z lat 60., z Burtem Lancasterem w roli tytułowej. I przekonałem się po raz tysięczny, że jednak to, co najważniejsze, nie jest dostępne kinomanowi, w przeciwieństwie do czytelnika… To trzecia moja książka Wydawnictwa Czarne z serii “opowiadania amerykańskie” - po znakomitych “Ci, co nieśli” Tima O’Briana oraz “Instrukcji dla pań sprzątających” Lucii Berlin, a jeszcze od nich lepsza. Następne przede mną. PS Tłumacz używa gdzieś zwrotu “Salopczycy” - pojęcia, którego nie ma go w Internecie, czyli coś takiego zapewne nie istnieje (nie chodzi chyba o ludzi w salopkach, po cóż byłaby wtedy wielka litera). Ponadto kolejny tu przypadek bezsensownej przedmowy - i to samego Juliana Barnesa. Nie tylko mogłoby jej nie być, ale nawet i powinno….
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na102 miesiące temu
Raj Abdulrazak Gurnah
Raj
Abdulrazak Gurnah
Kiedy w 2021 roku Abulrazak Gurnah otrzymał literacką Nagrodę Nobla, jego twórczość w Polsce była zupełnie nieznana. Żadna z książek brytyjsko-tanzańskiego pisarza nie była tłumaczona na polski. (Na marginesie: To doskonale pokazuje intelektualną nędzę polskich wydawców, którzy tłuką amerykańskie kryminalne badziewie, a nie dostrzegają rzeczy naprawdę godnych uwagi. To samo zresztą działo się z innym afrykańskim noblistą Nadżibem Mahfuzem, o którym polscy wydawcy (i czytelnicy) dowiedzieli się w momencie uhonorowania go nagrodą) Zupełnie przypadkowo w końcu lat 90., będąc w Londynie, kupiłem „Paradise” (Raj) tego pisarza. Pamiętam, że fabuła wydała mi się raczej nieskomplikowana, chociaż różnokolorowość – etniczna, religijna, językowa – opisywanej Afryki Wschodniej mnie zafascynowała. Nie egzotyką, a bogactwem właśnie. A już urzekł mnie sposób opowiadania Gurnaha, który każdej scence, każdemu akapitowi dał smak, rytm, humor chociaż styl wydaje się prosty. Dzisiaj, prawie trzydzieści la później zakończyłem lekturę polskiego tłumaczenia „Raju”. Pierwsza uwaga – podziękowania i ukłony Krzysztofowi Majerowi. Nie zgubił się ani styl, ani koloryt powieści Gurnaha. Druga uwaga – dobra literatura nie starzeje się nigdy. „Raj” przyniósł mi dzisiaj równie wiele wzruszeń co trzy dziesięciolecia wcześniej. Tylko – potencjalnym czytelnikom uwaga: Nie sprowadzajcie przesłania powieści Gurnaha do egzotyki i problemu kolonizacji. Proza Gurnaha jest znacznie bardziej wielowymiarowa, wielopoziomowa. Czytając o dziejach Yusufa, za spłatę długu sprzedanego właściwie w niewolę przez własnego ojca wujowi Azizowi, i o przyjaźni Yusufa z Khalilem, nie zpominajcie o historycznym i społecznym tle tej opowieści – bo to właśnie tło stanowi istotę opowiadania
Jacek Jarosz - awatar Jacek Jarosz
ocenił na91 miesiąc temu
Tysiąc księżyców Sebastian Barry
Tysiąc księżyców
Sebastian Barry
Świetna tematyka, ale nie będzie to moja ulubiona powieść tego irlandzkiego pisarza. Czasy po wojnie secesyjnej, stan Tennessee, trafiamy na jedną z farm, gdzie żyją bohaterowie powieści, a więc Winona Cole, która pochodzi z plemienia Lakotów i jest narratorką w tej książce, są wyzwoleni niewolnicy, są też i byli żołnierze. W ogóle w tej powieści widzimy całą amerykańską mozaikę ludnościową, z naszej perspektywy warto chociażby wspomnieć o jednym z bohaterów, czyli Jasiu Jońskim, który jest Polakiem. Jak to u Barry'ego, jest ciężka i duszna tematyka związana z zemstą i wyrównaniem rachunków ("Czas starego Boga" mi się przypomniał). Skoro widzimy Amerykę drugiej połowy XIX wieku, to oczywiście za każdym rogiem czai się zło, drogami poruszają się bandy maruderów i bandytów, mnożą się napady i morderstwa, na drzewach wiszą powieszeni ludzie, a prawo jest egzekwowane w sposób delikatnie mówiąc średni. Nie trudno się domyśleć, że w tej sytuacji niektórzy nasi bohaterowie ze względu na kolor skóry nie znajdują się w dobrym położeniu i spotykają ich niemiłe rzeczy. Mój największy zarzut jest taki, że kiedy Barry sugeruje nam, że za chwilę będzie wielkie starcie, to czytelnik jednak liczy na jakieś fajerwerki w akcji, a tutaj kończy się to wszystko kapiszonem. Sporo jest tu takich meandrów, sugestii, że postać x zrobiła coś y, ale w sumie to nie wiadomo czy to faktycznie ona czy ktoś inny, trochę jak w nienajwyższej jakości kryminale. Bohaterowie mierzą się z demonami, ale jest to w dużej mierze walka wewnętrzna, związana z przebytymi traumami. Zakończenie jest pozytywne, ale jednocześnie tak prostolinijne i na zasadzie, że na ostatnich trzech stronach autor nam wyjaśni wszystkie tajemnice, więc wydaje mi się, że niektórzy czytelnicy będą zgrzytać zębami. Ta książka ma bardzo fajny, taki mętny i brudny klimat Ameryki, pełnego zła, alkoholu, niesprawiedliwości i przestępstw. Jednocześnie fajny jest zabieg, że narratorka mówi niezbyt wyrafinowanym językiem z jakimś tam specyficznym słownictwem, a już na przykład bogatsza warstwa miasteczka włada łaciną. Mimo wszystko, fabularnie był tu chyba potencjał na coś więcej.
Balcar - awatar Balcar
ocenił na71 miesiąc temu
Odwiedziny Isaac Bashevis Singer
Odwiedziny
Isaac Bashevis Singer
Isaac Singer zaiste płodnym pisarzem był. Ta powieść nie była tłumaczona z jidysz za życia autora na angielski. Polskiemu czytelnikowi dane było ją czytać dopiero niedawno. Rzecz jasna, „Odwiedziny” wpisują się w charakterystyczny styl i charakterystyczną wymowę utworów Singera. Znów mamy akcje umiejscowiona w dawnej Warszawie, po rewolucji 1905 roku, ale przed I wojną światową. Opis życia przede wszystkim na ulicy Krochmalnej, która była zamieszkała przez żydowski półświatek, ale i w innych rejonach żydowskiej dzielnicy, a nawet poza jej granicami (Hotel Bristol, Miedzeszyn, Starówka). Postaci nieustannie jeżdżą dorożkami, co stanowi okazje do opisów topografii miasta w szerszej perspektywie. Miasta, którego już nie ma, ale żyje na kartach powieści Singera. Widać, że autor dobrze pamięta tamtą scenerię i tamte klimaty. Akcja „Odwiedzin” jest wręcz sensacyjna, czyta się szybko, mamy tu i zbrodnię, i handel żywym towarem, i rewolucjonistów (tu: anarchistów) przygotowujących zamach, i ucieczki przed policją, i śmierć. Chociaż w gruncie rzeczy powtarza się motyw znany z innych dzieł Singera: grzech, wyrzuty sumienia, pokuta (no, powiedzmy),a na końcu kara za grzechy. Mimo że bohaterowie, Maks, Mejer, Lea, Flora i inni dalecy są od świętości i uprawiają różne przestępcze procedery, autor ogranicza się do opowiadania o nich i do zapisywania ich moralnych rozterek, kłamstw i kłamstewek, wyrzutów sumienia, przygotowań do takich czy innych procederów. Unika moralizowania i wartościowania, bohaterów przedstawia wręcz z sympatią. Nie rozgrzesza ich oczywiście, ale opisuje ich jako osoby niepozbawione umiejętności odróżniania dobrego od złego. Toteż klimat tej łotrzykowskiej prozy jest bardzo barwny, obfituje w niespodziewane zwroty akcji i bliższy jest na przykład „Opowiadaniom odeskim” Izaaka Babla czy Francois Villonowi niż „Sztukmistrzowi z Lublina” i innym singerowskim moralitetom. Polecam!
Ewa Szulc - awatar Ewa Szulc
ocenił na723 dni temu
Babel. Człowiek bez losu Aleksander Kaczorowski
Babel. Człowiek bez losu
Aleksander Kaczorowski
Tak właśnie powinno się pisać biografie. Jest rzeczą oczywistą, że gdy pisarz napisze „dzienniki”, „moje życie”, „pamiętnik czasu dowolnego” – to bez wątpienia jest to kreacja literacka. Oparta w znacznym procencie na wydarzeniach prawdziwych, ale z domieszką fikcji, własnego zdania na ten czy ów temat, bez wątpienia z większą lub mniejsza dozą przemilczeń. Człowiek, gdy pisze o sobie, to swój auto przekaz kreuje i jest to całkowicie zgodne z wiedzą o psychologii człowieka. Dopiero biograf ma przed sobą trudne zadanie weryfikacji tego przekazu poprzez dokumenty, relacje innych osób, zdjęcia, wreszcie wiedzeę historyczną. Są to dość podstawowe mechanizmy krytycznego podejścia do źródeł. I tak właśnie napisał Kaczorowski. A przy tym było mu dużo trudniej niż w wypadku innych biografii. Izaak Babel żył i zginał w czasach zamętu, wojny, rewolucji, terroru stalinowskiego, kiedy trudno było o weryfikację faktów. W dodatku aparat Rosji radzieckiej szeroko posługiwał się dezinformacją, zacierał informacje o faktach, wymuszał od uwięzionych przyznania się do win absurdalnych, niszczył dokumenty, wymazywał postacie z powszechnie znanych fotografii. A do tego sam bohater biografii, Izaak Babel, robił co mógł, by pozacierać za sobą ślady, kluczył i kłamał, trochę z oportunizmu, ale przede wszystkim w dobrze pojętym własnym interesie. Na podstawie własnych doświadczeń sam najlepiej wiedział, że prawda może zabijać lepiej niż granat. Kaczorowski zdołał odkłamać wiele faktów z życia Babla. Niektóre dały się ustalić dopiero kilkadziesiąt lat od śmierci pisarza. Wiele listów, notatek, rozpoczętych utworów, które mogłyby rzucić trochę światła na wydarzenia, bezpowrotnie przepadło po aresztowaniu Babla. Wielu faktów można się było tylko domyślić na podstawie innych przekazów (na przykład tego, co robiono z nim po aresztowaniu i jakimi metodami zmuszono go do przyznania się do szpiegostwa). Nie czytałam za dużo Babla, bowiem jego proza bywa tak wstrząsająca, że nie do przebrnięcia nawet przez niezbyt wrażliwego czytelnika. Podobnie jak z Cormakiem McCarthy: fizycznie nie dałam rady. Naturalizm jego prozy, krótkie, skondensowane frazy, ozdobny język, nie mówiąc już o samej treści, tym bardziej rażą jak obuchem. A przecież Babel przeżył wojnę światową, rewolucję, wojnę 1920 roku, wojnę domową w Rosji, czystki stalinowskie, aresztowania, represje, więc widział wiele i jeszcze więcej wiedział. Tego, co widział, na ogół nie mógł przelać na papier, bo jego kariera literata mogłaby się skończyć dużo wcześniej. Jednak dokumenty mówią, że ze swoją wiedzą na temat systemu stalinowskiego nie zawsze się krył, że z jego ust informacje przedostały się na Zachód. Nawet anonimowe relacje, przekazane zaufanym osobom, narażały go na represje i w końcu doprowadziły do więzienia i na śmierć. Czytając te części biografii Babla z przerażeniem uzmysłowiłam sobie, że ten system przecież wciąż trwa; że nadal za nic nie znaczącą, prywatną wypowiedź na temat posunięć władzy można w Rosji trafić do łagru. Jakiż ten kraj musi być zastraszony! I jakże skuteczna jest to metoda podporządkowania ludzi i całych narodów. Tym bardziej nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego Babel, tyle razy wyjeżdżając za granicę, zawsze jednak wracał do ZSRR. Po co? Czy naprawdę nie bał się, że i jego dopadną represje? Czy nie miał pokusy, by ratować życie? Jedno go tylko może tłumaczyć: do końca chciał wiedzieć, co się dzieje w jego kraju i móc weryfikować tę wiedzę. Wiarygodność stanowiła o sile jego twórczości. Zapłacił za to życiem. Aleksander Kaczorowski napisał biografię Babla uczciwie, więc nie pominął i tych fragmentów jego prozy, w których pokazywał on okrucieństwo wojny z obu stron, nie pomijając opisów barbarzyństwa rosyjskiego, kozackiego, polskiego, represji wobec miejscowej ludności, gwałtów, prześladowania Żydów, niszczenia dóbr materialnych, przyrody, zwierząt. Sam fakt pokazania wojny polsko-bolszewickiej, która z naszej strony zakończyła się „cudem nad Wisłą” przy ingerencji sił nadprzyrodzonych, taką, jaka była naprawdę, wymagał odwagi i narażenia się na krytykę. Biograf okazał się godny swojego bohatera. Polecam!
Ewa Szulc - awatar Ewa Szulc
ocenił na101 rok temu
Złota dziewczynka z Jassów Cătălin Mihuleac
Złota dziewczynka z Jassów
Cătălin Mihuleac
„Pamięć to nie tylko archiwum faktów; to żywa rana, która domaga się albo soli prawdy, albo balsamu przebaczenia, by przestać krwawić na kolejne pokolenia”. 📖 Fabuła i świat przedstawiony Fabuła powieści „Złota dziewczynka z Jassów” autorstwa Cătălina Mihuleaca to epicka, a zarazem boleśnie intymna podróż przez najmroczniejsze rozdziały rumuńskiej historii XX wieku. Autor konstruuje narrację na dwóch płaszczyznach czasowych, które zazębiają się w sposób mistrzowski, tworząc pomost między współczesnością a tragicznymi wydarzeniami pogromu w Jassach z czerwca 1941 roku. Z jednej strony śledzimy losy współczesnej, zamożnej rodziny Oxenbergów, handlarzy luksusową odzieżą używaną, których życie wydaje się ucieczką od przeszłości w stronę materialnego dostatku. Z drugiej strony Mihuleac rzuca nas w sam środek przedwojennych Jassów – wielokulturowego, tętniącego życiem miasta, które w ciągu kilku dni zamienia się w piekło na ziemi. To opowieść o tym, jak w cieniu wielkiej polityki i wojennej pożogi niszczone są mikroświaty zwykłych ludzi, i o tym, że złoto, które miało być przepustką do wolności, często staje się przekleństwem. Fabuła nie oszczędza czytelnika, prowadząc go przez „pociągi śmierci” i duszne zaułki getta, by ostatecznie zmusić do refleksji nad trwałością traumy i ironią losu. 🎭 Bohaterowie Sylwetki głównych bohaterów są nakreślone z niezwykłą psychologiczną głębią, unikając przy tym łatwych czarno-białych podziałów. Centralną postacią retrospektywną jest tytułowa „złota dziewczynka” – Golda, postać symbolizująca niewinność i kruchość świata skazanego na zagładę. Jej losy splatają się z historią rodziny Oxenbergów, których portret jest jednym z najciekawszych elementów książki. Współczesna Dora Oxenberg to kobieta silna, cyniczna, a jednocześnie tragiczna, która pod maską pragmatyzmu ukrywa nieprzepracowany ból i tajemnicę swojego pochodzenia. Mihuleac kreuje bohaterów, którzy są ludźmi z krwi i kości – pełni słabości, małostkowości, ale i heroizmu objawiającego się w najmniej oczekiwanych momentach. Autor daje głos zarówno ofiarom, jak i katom, a także tym, którzy wybrali milczącą obserwację, tworząc zbiorowy portret społeczeństwa w obliczu ostateczności. Każda postać w tej powieści niesie na barkach ciężar, który definiuje jej relacje z otoczeniem i samą sobą. ✨ Piękno opisów i niezwykły klimat To, co wyróżnia prozę Mihuleaca, to niezwykły, niemal oniryczny klimat połączony z brutalnym realizmem. Autor posiada rzadki dar opisywania rzeczy najstraszniejszych w sposób poetycki, co paradoksalnie wzmacnia ich tragizm. Opisy przedwojennych Jassów są nasycone kolorami, zapachami i dźwiękami – czytelnik niemal czuje smak kawy w żydowskich kawiarniach i słyszy gwar jarmarku. Ten plastyczny język zostaje jednak brutalnie przełamany w scenach pogromu. Klimat książki balansuje między ironią a głębokim smutkiem; Mihuleac często posługuje się czarnym humorem i groteską, by ukazać absurd okrucieństwa, co nadaje tekstowi unikalny, środkowoeuropejski ton. Opisy pociągów wywożących ludzi w nieznane są jednymi z najbardziej wstrząsających i pięknych literacko fragmentów współczesnej literatury o Holokauście. Autor nie boi się drastyczności, ale zawsze ubiera ją w formę, która zamiast epatować przemocą, skłania do głębokiego, metafizycznego drżenia. ✨ Zalety tekstu Oryginalność narracyjna: Połączenie satyry społecznej we współczesnych wątkach z tragicznym reportażem historycznym jest zabiegiem ryzykownym, który u Mihuleaca sprawdza się wyśmienicie. Językowa wirtuozéria: Przekład oddaje całe bogactwo stylu autora – od barokowych opisów po krótkie, dosadne frazy uderzające w samo sedno ludzkiego cierpienia. Rozliczenie z historią: Książka jest ważnym głosem w rumuńskiej debacie o odpowiedzialności za Holokaust, robiąc to bez dydaktyzmu, za to z ogromną siłą literackiego wyrazu. ⚠️ Uwagi i niedociągnięcia Przyznając wysoką ocenę 8/10, należy wspomnieć o pewnych dysproporcjach w tempie narracji. Współczesny wątek rodziny Oxenbergów, choć fascynujący i pełen gorzkiej ironii, momentami wydaje się zbyt rozbudowany w stosunku do porażającej siły partii historycznych. Niektórzy czytelnicy mogą również poczuć dyskomfort w obliczu czarnego humoru autora, który w kontekście tak wielkiej tragedii bywa ryzykowny, choć moim zdaniem stanowi on niezbędny pancerz ochronny przed czystą rozpaczą. 💡 Myśl przewodnia „Złoto nie rdzewieje, ale krew, która na nie padła, wsiąka w ziemię i woła o pamięć nawet wtedy, gdy wszyscy inni wybrali milczenie”. „Złota dziewczynka z Jassów” to arcydzieło współczesnej prozy rumuńskiej, które rzuca nowe światło na tragedię wschodnioeuropejskich Żydów. Cătălin Mihuleac napisał książkę totalną – piękną, okrutną, mądrą i niemożliwą do zapomnienia. To lektura dla tych, którzy nie boją się spojrzeć prawdzie w oczy i szukają w literaturze czegoś więcej niż tylko rozrywki. To literacki pomnik wystawiony światu, który spłonął, i przestroga dla świata, który wciąż bawi się zapałkami nienawiści.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na82 miesiące temu
Dostatek Jakob Guanzon
Dostatek
Jakob Guanzon
Dostatek to dobrobyt, wystarczająca ilość czegoś. Motywem przewodnim powieści jest niedostatek. Raz mniejszy, raz większy, ale w sumie permanentny. Bohaterowie rzadko mają dostęp do podstawowych wygód, nie zawsze są najedzeni, a jeśli nawet, to krótko i śmieciowym jedzeniem. Henry, po odsiedzeniu wyroku za handel narkotykami, mieszka z ośmioletnim synem, Juniorem, w przyczepie, a kiedy zostają z niej wyrzuceni, śpią w starym Fordzie pikapie. Henry szuka pracy, Junior jeszcze chodzi do szkoły lub jest do niej wożony przez ojca. Tytuły rozdziałów autor skonstruował z kwot, jakie akurat z różnych źródeł ma do dyspozycji Henry, na przykład: 7 dolarów 55 centów, 300 dolarów, 11 dolarów 40 centów, 0 dolarów, 20 dolarów itd. Takie tytuły rozdziałów wydają się ekscytować krytyków, a lepiej opłaconych nawet wprawiać w euforię. Wyraźnie upatrują w tym geniuszu debiutującego autora. Przy okazji wyraźnie widać, jak zmieniają się uczucia, emocje, postawy życiowe i przekonania Henry’ego w zależności od posiadanej akurat gotówki. „Dostatek” obejmuje dwa nurty czasowe, to jest teraźniejszość, a w niej codzienną walkę o przetrwanie, co często sprowadza się do zdobywania niewielkich kwot, za doraźnie wykonywane prace, kwot co najwyżej starczających na benzynę i najtańsze fastfoodowe jedzenie. Drugi nurt to przeszłość i wyjaśnienia, jak do tego doszło, że Henry z Juniorem wylądowali w starym Fordzie, jak zakończył się związek z Michelle oraz jak i dlaczego urwały się narkotykowo-pijackie, szalone eskapady z Alem, kolegą, do czasu może nawet przyjacielem. Książka mocno przypomina „Elegię dla bidoków” – USA to straszne miejsce, głód, smród, ubóstwo, bezdomność, brak opieki medycznej, ale głównie rażąca niesprawiedliwość. I w tym miejscu właśnie robi się ciekawie, wręcz intrygująco. Nie ulega bowiem wątpliwości, że Junior na taki los nie zasłużył. Żadne dziecko nie zasługuje, bo niby za co. Natomiast ogrom współczucia niektórych czytelników dla Henry’ego uruchomił moją przekorę, której efekt mógłby wyglądać tak: handlarz narkotyków tygodnie i miesiące zaledwie po opuszczeniu więzienia nie może znaleźć dobrej pracy? Oj jakież to jest niesprawiedliwe i jakie straszne! Henry’ego właściciel wyrzuca z przyczepy mieszkalnej, bo ten nie płaci za jej wynajem? Oj, dlaczego, przecież to takie niesprawiedliwe i okropne! W taki sposób też można spojrzeć na niektóre wydarzenia opisane w książce. Henry najwyraźniej nie jest w stanie pojąć w żaden sposób, że piękny „amerykański sen” kończył się na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, co oznacza też, że państwo jest współcześnie znacznie mniej opiekuńcze, niż to miało miejsce pół wieku temu. „Stracił panowanie nad sobą. Źle zrobił, że wyrwał i zniszczył Juniorowi książkę, ale trudno, stało się. Przestał liczyć wypite piwa, więc z czystym sumieniem poszedł po następne, bo chuj z tym”*. Jeżeli w „Dostatku” polski czytelnik potrafi znaleźć odniesienia do życiowych postaw i oczekiwań niektórych młodych Polaków, to widocznie dzieło Jakoba Guanzona dobrze spełniło swoje zadanie. --- * Jakob Guanzon, „Dostatek”, przekład Jacek Żuławnik, wyd. Pauza, 2023, s. 349.
Meszuge - awatar Meszuge
ocenił na71 rok temu
Złap zająca Lana Bastašić
Złap zająca
Lana Bastašić
Zaczęłam czytać ją w e-booku, a po kilkunastu stronach zamówiłam wersję papierową, żeby móc wyłapywać wszystkie piękne cytaty, które zachwyciły mnie w tej poetyckiej opowieści. Lana Bastašić, bośniacka pisarka, zadebiutowała z prawdziwym przytupem, bowiem powieść „Złap zająca” przyniosła jej Nagrodę Literacką Unii Europejskiej i błyskawicznie została przetłumaczone na kilkanaście języków. Wewnątrz znajdziecie... wszystko! Mnóstwo emocji i zdarzeń, mnóstwo plastycznych metafor, mnóstwo ostrych jak brzytwa słów, podsumowujących życie w Bośni i trudną przyjaźń. Narratorką historii jest Sara – młoda kobieta, która na skutek jednego telefonu porzuca życie w Dublinie i wskakuje w króliczą norę swojej przeszłości. Relacja z powrotu Sary do Bośni przeplatana jest z jej wspomnieniami dotyczącymi dzieciństwa, dorastania i wchodzenia w dorosłość w towarzystwie nieodłącznej Lejli – przyjaciółki od najwcześniejszych lat. „Złap zająca” to powieść drogi – na której końcu czeka na nas swoiste katharsis. To także opowieść o poszukiwaniu tożsamości z dala od ojczyzny. O rozliczeniu z przeszłością. O zderzeniu wspomnień z rzeczywistością. O budowaniu siebie na nowo na słabych fundamentach. To po prostu opowieść o życiu. Kobieca, gorzka, prawdziwa, bolesna. Niby zwyczajna, ale mająca w sobie jakąś magię. Niesamowita. Myślę, że długo nie będę umiała się z niej otrząsnąć. Wielki szacunek dla debiutującej autorki, bo utkała tę opowieść niczym artyści najwyższej klasy.
Klaudyna Maciąg - awatar Klaudyna Maciąg
ocenił na96 miesięcy temu

Cytaty z książki Kronika w kamieniu

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Kronika w kamieniu