Wiara i ojczyzna. Katolicyzm, nowoczesność i Polska

Okładka książki Wiara i ojczyzna. Katolicyzm, nowoczesność i Polska autora Brian Porter-Szűcs, 9788396447661
Okładka książki Wiara i ojczyzna. Katolicyzm, nowoczesność i Polska
Brian Porter-Szűcs Wydawnictwo: Wydawnictwo Filtry popularnonaukowa
576 str. 9 godz. 36 min.
Kategoria:
popularnonaukowa
Format:
papier
Data wydania:
2022-11-23
Data 1. wyd. pol.:
2022-11-23
Liczba stron:
576
Czas czytania
9 godz. 36 min.
Język:
polski
ISBN:
9788396447661
Średnia ocen

8,0 8,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Wiara i ojczyzna. Katolicyzm, nowoczesność i Polska w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Wiara i ojczyzna. Katolicyzm, nowoczesność i Polska

Średnia ocen
8,0 / 10
33 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Wiara i ojczyzna. Katolicyzm, nowoczesność i Polska

avatar
3628
1874

Na półkach: , ,

Analiza powiązań pomiędzy polskim katolicyzmem, a sprawami narodowymi jest o wiele bardziej szczegółowa, niż "Całkiem zwyczajny kraj" tego autora. Od głoszenia przez Kościół posłuszeństwa władzom przez powolne i w bólach włączanie kościelnych reform, po zmianę narracji z tradycyjnej, że sami sobie jesteśmy winni i że musimy pogodzić się z cierpieniem w życiu doczesnym (wina za rozbiory w XIXw. przypisywana była grzesznym Polakom, a Mickiewicz uważany był za heretyka z racji tego, że nadawał Polsce mesjanistyczne znaczenie) na narrację o tym, że toczy się walka dobra ze złem i Polsce zagrażają jakieś zewnętrzne wraże siły, które chcą zniszczyć i naród i naszą religię. Lub raczej wszystkie zakusy na religię i Kościół są równoznaczne z zamachem na naród, skoro ten naród tak bardzo związano z katolicyzmem, mitem Polak-katolik. Mitem, który powstał na początku XX wieku i nie brał pod uwagę tego, że Polska jednak była (jeszcze wtedy) państwem wielokulturowym i wieloreligijnym. Ten specyficzny narodowy katolicyzm piętnował już bardziej współcześnie arcybiskup Życiński: "Albo [Kościół] jest Kościołem katolickim jako Kościół Chrystusowy, albo też jest Kościołem polsko-narodowym i wtedy nie można go już nazywać katolickim". Bo przecież Kościół katolicki jest powszechny, nie rozróżnia czy ktoś jest Polakiem, Irlandczykiem czy Hiszpanem - tymczasem Polacy (i inne narody pewnie też) uzurpują sobie prawo do miana "specjalnie umiłowanych", nieomal skłonni uwierzyć, że Bóg jest Polakiem... Te wszystkie przemiany stosunku Kościoła do państwa i narodu zaszły już w XX wieku. Głosy "rozsądku" były, ale należały one do ludzi wykształconych, czyli do tzw. elit, więc nie miały szans się rozpowszechnić. I tak, jak pisze Porter-Szucs, "na początku XX wieku polski Kościół wyruszył na wojnę i jak dotąd z niej nie wrócił." Wrogowie jednak się zmieniali, byli to Żydzi, masoni, komunizm, ateizm oraz oczywiście wszelkie nowoczesne pomysły, pociągające za sobą rozluźnienie obyczajów. Od 20-lecia międzywojennego:

"Katolicy coraz częściej postrzegali świat jako pole bitwy Boga z szatanem, zacierając linie podziału między kategoriami religijnymi a kulturowymi, politycznymi i społecznymi. Opisane tu myślenie spiskowe miało to do siebie, że pozwalało w łatwy sposób powiązać problem występujący w jednej sferze z wrogiem z innej sfery, na koniec zaś ogłosić, ze tak naprawdę za wszystkim kryją się posłannicy diabła".

Zachodzące przemiany społeczne zatem także są ukazywane jako walka z Bogiem i religią - i tu nic się nie zmieniło, wszyscy to dobrze znamy, jak również syndrom oblężonej twierdzy, na jaki cierpi polski Kościół (choć aktualnie faktycznie może mieć on obawy, gdyż widmo sekularyzacji zagląda w oczy także Polakom i ławy kościelne zaczynają świecić pustkami). Znamienny jest rozdział o polskim antysemityzmie, jako że autor doskonale zdaje sobie sprawę, że jest to temat wyjątkowo w Polsce drażliwy. Co najbardziej zdumiewa to, że gdy nazizm hulał w najlepsze, przez drugą wojną światową, Polacy bardziej bali się Żydów, niż zagrożenia ze strony Niemców. Za komunizm też zresztą obwiniono Żydów (żydokomuna). Na tym tle można przyjrzeć się fikołkom logicznym, jakich dokonywał Kościół, zbliżając się do nacjonalizmu (który wcześniej był nieakceptowany jako że Kościół),a nawet głosząc, że nazizm był kolejnym narzędziem wykorzystywanym przez Żydów do niszczenia chrześcijaństwa i że to katolicy są tu ofiarami! (Nawiasem mówiąc w kontekście nauczania Kościoła, zwracania uwagi na to, że przemoc jest niedopuszczalna, a wszyscy katolicy równi, niezależnie od narodu, ciekawi mnie jak tłumaczyli sobie swój nacjonalizm - czyli nazizm - katolicy w Niemczech). Demitologizuje autor też rolę Kościoła w walce z ustrojem komunistycznym w PRL-u (Kościół był antypartyjny, gdyż partia była za mało katolicka, a nie dlatego, że była antydemokratyczna). To, że Kościół wcale tak chętnie nie popierał antykomunistów jest dziś zupełnie zapomniane, bo górę wzięła narracja, że to m.in. dzięki Kościołowi komunizm został obalony - i dlatego też powinniśmy być za to wdzięczni, co odzwierciedlane jest w szerokich prerogatywach, jakie dostał Kościół od władz III RP.

Bardzo to pouczająca lektura, analiza drobiazgowa, podparta wieloma źródłami, język tylko mógłby być przystępniejszy. Tyle tylko że autor rozpatruje głównie przemiany historyczne - omawia XIX wiek, początki XX wieku, lekko tylko zahaczając o czasy powojenne (a i to głównie dość już odległe, jak lata 50-te, 60-te); wydarzeń współczesnych, analizy III RP jest tu bardzo mało - a na to głównie liczyłam. Nie jest to wszak pozycja "stara", została ona wydana w 2022roku. Druga rzecz- cała ta optyka pokazana jest od strony Kościoła, reprezentujących go duchownych, ewentualnie przywódców/polityków, a nie wiadomo, co o tym wszystkim sądziły "owieczki".

Analiza powiązań pomiędzy polskim katolicyzmem, a sprawami narodowymi jest o wiele bardziej szczegółowa, niż "Całkiem zwyczajny kraj" tego autora. Od głoszenia przez Kościół posłuszeństwa władzom przez powolne i w bólach włączanie kościelnych reform, po zmianę narracji z tradycyjnej, że sami sobie jesteśmy winni i że musimy pogodzić się z cierpieniem w życiu doczesnym (wina...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
274
197

Na półkach:

Kompleksowe wyjaśnienie, dlaczego katolicyzm wygląda w naszym kraju tak jak wygląda. Autor podjął się tytanicznej pracy przekopania się przez kształtowanie w czasie każdego aspektu wiary, merytorycznie top i nie ma się naprawdę do czego przyczepić. Mnóstwo cytatów, przypisów, książka wypakowana wiedzą po brzegi bez zbędnego lania wody, ale też pełna suchego akademickiego tonu. Niestety lektura nie należy do łatwych - pojawia się dużo terminów nieznanych osobom bez zetknięcia z tematem etyki czy religii, sam miałem problem z niektórymi definicjami. Nie zaszkodziłoby też podzielić rozdziały na pomniejsze zagadnienia.

Polecam, ale tylko dla osób naprawdę zainteresowanych tematem. Dla reszty zaproponowałbym coś lżejszego i bardziej przystępnego.

Kompleksowe wyjaśnienie, dlaczego katolicyzm wygląda w naszym kraju tak jak wygląda. Autor podjął się tytanicznej pracy przekopania się przez kształtowanie w czasie każdego aspektu wiary, merytorycznie top i nie ma się naprawdę do czego przyczepić. Mnóstwo cytatów, przypisów, książka wypakowana wiedzą po brzegi bez zbędnego lania wody, ale też pełna suchego akademickiego...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
158
2

Na półkach:

Niestety, smutna prawda o polskim katolicyzmie.

Niestety, smutna prawda o polskim katolicyzmie.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

317 użytkowników ma tytuł Wiara i ojczyzna. Katolicyzm, nowoczesność i Polska na półkach głównych
  • 274
  • 35
  • 8
42 użytkowników ma tytuł Wiara i ojczyzna. Katolicyzm, nowoczesność i Polska na półkach dodatkowych
  • 25
  • 7
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Inne książki autora

Brian Porter-Szűcs
Brian Porter-Szűcs
Brian Porter-Szűcs – urodzony w 1963 roku profesor historii na University Michigan-Ann Arbor, gdzie od 1994 roku wykłada historię gospodarczą, historię idei kapitalizmu oraz socjalizmu, a także historię katolicyzmu. Autor książek “Faith and Fatherland: Catholicism, Modernity, and Poland” (Oxford University Press, 2010) oraz “When Nationalism Began to Hate: Imagining Modern Politics in 19th Century Poland” (Oxford University Press, 2000). Ostatnia została przetłumaczona na polski pod tytułem „Gdy nacjonalizm zaczął nienawidzić: Wyobrażenia nowoczesnej polityki w dziewiętnastowiecznej Polsce” (Pogranicze, 2011). Napisał też kilkadziesiąt naukowych artykułów poświęconych polskiej religijności i najnowszym wydarzeniom politycznym w naszym kraju. W roku 2000 został odznaczony tytułem Amicus Poloniae. Również jego książki zyskały wiele wyróżnień, takich jak Metchie J. E. Budka Award Fundacji Kościuszkowskiej (1999),nagrodę im. Oskara Haleckiego Polskiego Instytutu Naukowego w Ameryce (2000) oraz nagrodę Kulczyckiego od Association for Slavic, East European, and Eurasian Studies (2012). Jakkolwiek urodził się i wychował w Stanach Zjednoczonych, ma polskie korzenie – jego rodzina ze strony matki pochodzi z Mławy. Po raz pierwszy na dłużej przyjechał do Polski pod koniec lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku i od tego czasu bywa tu regularnie. Mówi płynnie po polsku. W 2021 roku nakładem Filtrów ukazała się jego książka „Poland and the Modern World: Beyond Martyrdom” (Wiley Blackwell, 2014) pod tytułem „Całkiem zwyczajny kraj. Historia Polski bez martyrologii”, w której dystansuje się do cierpiętniczo-bohaterskiej opowieści o naszych dziejach, tak powszechnej w publicznym dyskursie, i oferuje świeże spojrzenie na to, jak kształtowała się idea polskiej państwowości, a także świadomość narodowa i społeczna po 1795 roku. Porter-Szűcs jako „zewnętrzny” badacz nie ma problemu z kwestionowaniem mitów dotyczących naszej historii, co dla ich wyznawców może okazać się zaskakujące lub trudne do przyjęcia. Czy faktycznie chłopi identyfikowali się z polskością? Czy na pewno II RP szanowała swoich niepolskich obywateli i przestrzegała ich praw? Czy życie w PRL było jedną wielką udręką? Czy Polacy mieli (i mają) wizję swojego państwa, czy kształtowało się ono niejako przez przypadek? Siłą książki jest nie tylko niezależność myślenia autora oraz odkrywcze przykłady, ale też żywo prowadzona narracja i przystępny język. W 2022 roku książka “Faith and Fatherland: Catholicism, Modernity, and Poland” ukazała się w Polsce pod tytułem „Wiara i ojczyzna. Katolicyzm, nowoczesność i Polska”. Autor prowadzi bloga o Polsce: http://porterszucs.pl
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Węgry na nowo. Jak Viktor Orbán zaprogramował narodową tożsamość Dominik Héjj
Węgry na nowo. Jak Viktor Orbán zaprogramował narodową tożsamość
Dominik Héjj
Początkowo dość ciężko wchodziło mi się w lekturę, ale z czasem dałem się pochłonąć całkowicie. Dużo podróżuję, uwielbiam Budapeszt (świetne miejsce na citybreak) i mam sympatię do Węgier, ale przyznam, że tamtejszych realiów politycznych do tej pory zbytnio nie znałem. Dzięki książce, która jest napisana w sposób bardzo ciekawy, zaczynam rozumieć bardziej węgierskie myślenie i podejście do stosunków międzynarodowych. Bliżej mi do prawicy i nie miałem złego zdania o Wiktorze Orbanie (cenię m.in. węgierską politykę prorodzinną czy postawienie się nielegalnej migracji),ale autor, którego od lat śledzę na Twiiter/X, fajnie wyjaśnia to, jak Fidesz zawłaszczył węgierskie państwo i jak rozgrywa społeczeństwo patriotyzmem (nieco zakłamanym) i sentymentami do utraconych terenów. Nie zmieniłem zdania o Orbanie o 180 stopni, ale widzę teraz w nim dużo hipokryzji i politycznego zakłamania. Nie miałem go za ideał polityka, ale wydawał mi się silnym przywódcą z zasadami, czego nie można powiedzieć o polskich liderach politycznych. Czasami czytając książkę, mam wrażenie, że autor nawet nie próbuje znaleźć jakiś pozytywów Orbana i jego ugrupowania, a wydaje mi się, że takie są, jeśli ten człowiek jest tyle lat u władzy. I odpowiedzią na to nie może być wyłącznie sprzyjający Fideszowi system wyborczy i medialna propaganda. Co mnie zaskoczyło, to to, jak różnią się od siebie nasze narody. Widziałem też wiele podobieństw w rządach Fideszu to czasu, gdy w Polsce rządził PiS. Warto przeczytać, jeśli chce się lepiej zrozumieć inne europejskie państwo i jego postępowanie. Autor oczywiście nie usprawiedliwia działań węgierskiego rządu, ale pokazuje jego tok myślenia i pokazuje inną perspektywę. Warto przeczytać, jeśli jest się po prostu ciekawym świata, zwłaszcza tego nam najbliższego, europejskiego. Węgierskich nazwisk i nazw politycznych nie idzie zapamiętać, ale nie to jest najważniejsze
AdamKrokowski - awatar AdamKrokowski
ocenił na81 miesiąc temu
Narodziny wszystkiego. Nowa historia ludzkości David Graeber
Narodziny wszystkiego. Nowa historia ludzkości
David Graeber David Wengrow
Książka ta jest często używana na amerykańskich uniwersytetach jako materiał do dyskusji. Problem w tym że tezy jakie stawiają autorzy są bardzo kontrowersyjnie a często sprzeczne ze źródłami. Często fakty historyczne mówią coś innego niż obaj uczeni twierdzą: Na przykład wszystko co wiemy o społecznościach Rdzennych Amerykanów żyjących na Prerii i o ludzie Janomami z Amazonii potwierdza że były to społeczeństwa bardzo brutalne toczące wojny niemal bez przerwy a status wojownika i duma która wynikała z bycia wojownikiem były tam podstawą hierarchii społecznej u mężczyzny i wzbudzały szacunek nawet u wrogów. Nasi uczeni wszystko to bagatelizują i pomniejszają z powodu swoich lewicowych przekonań. Dzieło które dyktowała Helena Valero w pełni uzasadnia przekonanie o radykalnej przemocy panującej wśród Janomami i autorzy chyba tej książki w ogóle nie przeczytali chociaż powołują się na nią. Także tezy że pełnym Średniowieczu Europa miała być zaściankiem fanatyków religijnych (Jakby gdzie indziej na przykład w Islamie też się nie zdarzali ) pogardzaną przez inne wyżej rozwinięte ludy jest poważnie kontrowersyjna podobnie jak pogląd jakoby Europa ustępowała w cywilizacyjnym rozwoju innym kulturom aż do lat 30 XVIII wieku Praca jest ciekawym nowym spojrzeniem na dzieje ludzkości ale wymaga najwyższej ostrożności przy przyjmowaniu tez autorów
Aztek_Anonim - awatar Aztek_Anonim
ocenił na67 miesięcy temu
Ciemniejący wiek. O niszczeniu świata klasycznego przez chrześcijan Catherine Nixey
Ciemniejący wiek. O niszczeniu świata klasycznego przez chrześcijan
Catherine Nixey
Pisała babeczka więc dziwić nie ma się czemu, iż słowa plotkarskie i emocjonalne dobrała była. Gdy pod uwagę weźmiemy, iż dzieckiem dwóch zakonników jest byłych, już wszystko układać się zacznie nam w naszej głowie życiem styranej. Tekst cały to jeden artykuł długi gazetowy w prasie lewicowej. "Wysokie Obcasy" przyjęły by go z rękoma otwartymi. Częstotliwość powtórzeń przywołuje na myśl książki składane z artykułów owych. A podobno jest to samodzielna książka pisana na podstawie notatek. Zawiodła redakcja, czy może..? Pełno tu gawędziarskiego zamieszania chronologicznego, wartościowania amatorskiego i dopowiedzeń niepotrzebnych, by wątki skleić jaśniej dla umysłów płochych. Jest to książka dla motłochu, ale i najwięcej motłoch jej potrzebuje. Napisana ażeby, nie odrywając od doczesności kieratu, bezmyślnie wciągniętą zupełnie być mogła. Przedmiot podszeptuje, że plotkara zainteresowanie wzbudzić chciała, i pewnie po części prawdą jest, iż potrzeby nakaz z wnętrzności był płynął. Nie będziemy się nad tym przebiegłem ruchem pastwić jednako. Zagadnienia poruszane tutaj na ustach wszystkich być powinny, rozbijając łby zakute, które, tak zabawnie, się w swym kołtuństwie, o tę książkę potykają rozumowo i moralnie. Ich napaści żarliwe, urazą i srogim unoszeniem się przeplatane, świętą arogancją zaprawione, zaprawdę przywołują obrazy z którymi przyjdzie nam obcować czytając. Ocena moja ze stanowiska rozumu wychodzi. Gdyby motłochowe czułości stanowić o niej miały najwyższą ocenę były by wystawiły. Pozdrawiam psycholi wąglikiem chrystianizmu zarażonych. Niechaj dusza wasza spokoju zazna kiedyś, którego sami siebie ochoczo tak pozbawiacie.
ahenathon - awatar ahenathon
ocenił na66 dni temu
Akcja Wisła '47. Komunistyczna czystka etniczna Grzegorz Motyka
Akcja Wisła '47. Komunistyczna czystka etniczna
Grzegorz Motyka
Burzliwy rok 1947 – o akcji „Wisła”. „Mówiąc inaczej, nasz stosunek do akcji „Wisła” mówi wiele o tym, kim jesteśmy, jakie mamy spojrzenie na państwo i relacje międzyludzkie. Czy bliżej nam do ciasnego nacjonalizmu, czy też do ideałów liberalno-demokratycznego społeczeństwa otwartego? Jak definiujemy swoich a jak obcych? Co naprawdę sądzimy o stalinowskim systemie?” Po II wojnie światowej powstała tak naprawdę nowa Polska. Jak inaczej powiedzieć o kraju z zupełnie nowymi granicami, strukturą ludnościową i nową władzą. Władzą komunistyczną, władzą totalitarną, wiernie realizującą polecenia Stalina. W tej komunistycznej Polsce w 1947 roku miało miejsce wydarzenie, o które spory trwają tak naprawdę do dziś. Mam tu na myśli oczywiście akcję „Wisła”. Generalnie zgodni jesteśmy co do tego, że wszystkie poczynania komunistów są godne potępienia. Sfałszowane referendum, sfałszowane wybory itp. Jednak czy równie jednoznacznie ogół społeczeństwa ocenia akcję „Wisła”? Dlaczego na to wydarzenie patrzymy nieco inaczej? Dlaczego ciągle dajemy się nabierać na komunistyczną propagandę? Na te i wiele innych pytań odpowiada niezwykle interesująca monografia Grzegorza Motyki pod tytułem „Akcja Wisła '47. Komunistyczna czystka etniczna”. Ukazała się ona nakładem wydawnictwa Literackiego. Autor jest profesorem PAN i jednym z najwybitniejszym specjalistą historii polsko-ukraińskiej. Jego najnowsza książka zdecydowanie to potwierdza. Moim zdaniem jest to pozycja rzetelna, napisana przy tym możliwie prostym językiem, skierowana do szerokiego kręgu odbiorców. Profesor Motyka patrzy na akcję „Wisła” z wielu perspektyw. Patrzy oczami komunistycznych decydentów i zwykłych ludzi, oczami wysiedlanych i wysiedlających. Pokazuje, jak wielką krzywdę komuniści wyrządzili obywatelom własnego państwa. Stara się przy tym być możliwie jak najbardziej obiektywny, co oczywiście może na niego sprowadzić różne ataki. Już we wstępie autor daje odpowiedź na pytanie, dlaczego akcja „Wisła” jest ważna? Czy warto wracać dziś do tamtych dramatycznych wydarzeń? Czy trzeba rozdrapywać kolejną trudną kartę w polsko-ukraińskiej historii? Osobiście książkę czytało mi się bardzo dobrze. Grzegorz Motyka płynnie przechodzi od jednego wątku do drugiego, prostując przy tym wiele funkcjonujących do dziś mitów. Czy „Wisła” była naprawdę zemstą za śmierć generała Karola Świerczewskiego? Dlaczego komuniści zdecydowali się na przesiedlenie Ukraińców, Łemków i Bojków z południowo-wschodniej Polski na zachód? Czy była to jedyna droga – jak utrzymywały ówczesne władze – do rozprawienia się z bandami UPA? Gdzie zapadła decyzja o wysiedleniach – w Warszawie czy w Moskwie? Profesor Motyka kilkukrotnie przypomina, że za akcję „Wisła” odpowiada totalitarna władza. Komuniści nie musieli więc tłumaczyć się ze swoich poczynań przed społeczeństwem, nie musieli obawiać się niezadowolenia obywateli. Zadbali jednak o mocną oprawę propagandową dokonywanej operacji. Trzeba pamiętać, że ostatecznie przesiedlono około 140 tysięcy osób. Autor dokonuje szczegółowej analizy ofiar tej specjalnej operacji, stwierdzając iż akcja „Wisła” miała twarz kobiety. Dlaczego? Otóż co najmniej połowę wysiedlonych stanowiły kobiety i dzieci. Jak zatem – mając na uwadze te fakty – może bronić się teza, że nie było innej drogi aby zwalczyć bandy UPA? Z lektury książki jasno wynika, że jest to nieprawda. Oczywiście autor rozumie, że ukraińską partyzantkę należało zlikwidować. Jednak jego zdaniem można było tego dokonać po prostu siłami wojskowymi. Nie przekonuje go oficjalna narracja „władzy ludowej”. Oprócz przebiegu samej akcji sporo przeczytamy o jej następstwach. W jaki sposób zniszczono ukraińskie podziemie w Polsce? Dlaczego na Ukraina czci UPA jako swoich bohaterów? Czym był obóz w Jaworznie? Jak przebiegała ewolucja polityki PZPR w latach 1947 – 1952? Przez całą publikację przewija się również wątek pamięci. Czy dziś Polacy pamiętają o akcji „Wisła”? Jaki mają do niej stosunek? Czy możliwe jest prawdziwe polsko-ukraińskie pojednanie w przypadku tak skomplikowanej wspólnej historii? „Akcja Wisła '47. Komunistyczna czystka etniczna” to bez wątpienia bardzo ważna i potrzebna praca. Zdecydowanie polecam jej lekturę wszystkim interesującym się historią Polski. Wojciech Sobański
Wojtek - awatar Wojtek
ocenił na811 miesięcy temu
Koniec ruskiego miru? O ideowych źródłach rosyjskiej agresji Piotr Skwieciński
Koniec ruskiego miru? O ideowych źródłach rosyjskiej agresji
Piotr Skwieciński
Interesująca analiza tego co sprawia, że Rosja i Rosjanie są... inni. W dawnych wiekach też byli, ale - na ówczesnym tle - nie aż tak bardzo. A w miarę upływu czasu ich inność - i to na bardzo wielu płaszczyznach - staje się coraz bardziej jaskrawa. I dotkliwa. Nie jest może tak pogłębiona i wnikliwa, jak podobnego typu analiza autorstwa Rosjanina, Władysława Inoziemcewa - Nienowoczesny kraj, ale oferując inny punkt widzenia (z zewnątrz a nie od wewnątrz rosyjskiego społeczeństwa) i odmienną metodykę, naświetla pewne zjawiska z nieco innej strony. Można uznać ją za komplementarną do ww. pozycji, a czas poświęcony na jej lekturę nie jest czasem straconym. To książka wyraźnie o zacięciu publicystycznym, nie naukowym (krytycy krzywią się na brak źródeł cytatów) ale czyta się szybko i dobrze. Żeby jednak nie była to bezkrytyczna laurka, wypada wspomnieć także o problemach. Można przyczepić się choćby do nieco dyskusyjnej (chwilami) stylistyki - na przykład powtarzanego w kółko „rosyjskiego genu kulturowego”. Niby intuicyjnie wiadomo o co chodzi, ale do autora, jako dyplomaty a nie genetyka, taka kolokwialność trochę nie pasuje. Co jakiś czas, w nie budzącej większego sprzeciwu narracji, pojawiał się znienacka zgrzyt - twierdzenia tak jaskrawo na bakier z faktami, że aż budzące niedowierzanie. Nietrudno znaleźć dla nich wspólny mianownik. Jest nim - w mojej opinii - stara, banalna polska megalomania. Na przykład, rozwodząc się o rzekomych sukcesach w asymilacji narodowości podbijanych przez rosyjskie imperium: „Rosja zanotowała tylko jedną jednoznaczną porażkę na dużą skalę - nie udało jej się mianowicie asymilować ani narodowo, ani państwowo elit polskich. Porażka, jako się rzekło, dotkliwa, ale jedyna.” Że co? Autor najwyraźniej NIC nie wie o rozmiarach lojalizmu i integracji polskich elit w zaborze rosyjskim przed 1914 rokiem. Ich prawdziwy obraz, skrupulatnie zamieciony pod dywan po roku 1918, byłby pewnie dość niewygodny dla mitotwórców „kraju bez Quislingów” itp. Swoją drogą ciekawe, jak w takim razie Skwieciński wywiódłby odrębności w tym względzie (które koniecznie wynikałyby z powyższego twierdzenia) pomiędzy elitami polskimi a fińskimi? I tak, jak ciekawie opisuje Rosjan, niepotrafiących sobie wyobrazić innej optyki i motywacji, niż ich własne, i niemogących przez to pojąć, dlaczego Polska nie anektuje zachodniej Ukrainy, skoro pojawiła się po temu okazja, tak nieco dalej sam Skwieciński podobnie nie może pojąć, dlaczego w różnych okresach historycznych - aż po współczesność - Rosja ani razu nie próbowała sojuszy z Polską, choć (według niego) mogły być dla niej korzystne. No cóż: Po pierwsze - sam wcześniej opisał organiczną niezdolność Rosjan do jakiegokolwiek szczerego partnerstwa w polityce i ich absolutną niewiarę w możliwość odniesienia z tego korzyści. Ich wyobrażony świat zewnętrzny jest jednoznacznie i wyłącznie wrogi. Można jedynie próbować go przechytrzyć, ale nie oswoić. Podobnie jak w kilku innych przypadkach (jak choćby opis splątania pojęć dobra i zła),po przedstawieniu licznych symptomów, Skwieciński ma problem z ich syntezą i postawieniem kropki nad i. A po drugie - choć sam opisuje rosyjski bezmiar ignorancji i niewiedzy o Polsce - najwyraźniej nie potrafi dopuścić myśli, że jesteśmy dla nich jedynie małym, niewiele znaczącym pionkiem na geopolitycznej szachownicy. I choć - w stosownych ruchach i konfiguracjach - pionki się wykorzystuje albo zbija, to nie wchodzi się z nimi w sojusze.
Krzysztof - awatar Krzysztof
ocenił na71 rok temu
Efekt niszczący. Jak dezinformacja wpływa na nasze życie Anna Mierzyńska
Efekt niszczący. Jak dezinformacja wpływa na nasze życie
Anna Mierzyńska
Jest to ważna książka, zajmująca się zjawiskiem boleśnie aktualnym, rozpisanym przez autorkę na sześć rozdziałów, nazwanych przez nią historiami. Sądzę, że odbiór i ocena tych historii każdorazowo zależeć będzie od wcześniejszej wiedzy indywidualnego czytelnika na temat faktów i ich interpretacji zawartych w każdej z sześciu opowieści. Jeśli na przykład - podobnie jak mnie - od dawna kogoś interesował wpływ rozmaitych teorii spiskowych na realia społeczne, nie tylko w Polsce, szczegółowa ich egzemplifikacja przez autorkę może nieco znużyć, a próby racjonalnego wyjaśnienia tego fenomenu nadal trudno uznać za w pełni satysfakcjonujące. Jeśli zaś o fakty w tej dziedzinie chodzi, wdzięczna jestem za przypomnienie roli Rosji w wojnie szczepionkowej, pewnie trochę dlatego, że jest to jedyna potyczka w ostatnich latach, którą Kreml zdecydowanie przegrał. Natomiast niewątpliwie najciekawsze, a przy tym najsmutniejsze, były dla mnie dwa ostatnie rozdziały książki. Historia o obnażeniu. Państwo, które wpadło w sieć - to doskonały tytuł klęski ówczesnych polskich władz i służb w zderzeniu z rosyjsko-białoruską operacją, która w potocznej świadomości funkcjonowała jako afera z mailami Dworczyka. Przyznaję, że był to okres mojego bojkotu polskiej polityki, dlatego o niuansach całej operacji, o jej znaczeniu i o prognozach na przyszłość pojęcie miałam marne. Na dodatek dla kogoś, kto temat cyberterroryzmu czy wielu innych wariantów cyberprzestępczości znał jedynie z literatury i publicystki, lektura o konkretach, na przykład o ujawnianiu tajemnic „wrogiego” państwa, do łatwych nie należy. Jeszcze gorzej i, niestety, coraz bardziej rozwojowo przebiega zawartość ostatniego rozdziału, czyli: Historia o agresji. Rosyjski przemysł fałszowania rzeczywistości. Warto zwrócić uwagę, że termin ‚przemysł’ nabiera obecnie coraz bardziej złowrogiego znaczenia. Powody takiego stanu rzeczy wiążą się z upływem czasu od ostatnich wydarzeń uwzględnionych w książce przez autorkę, czyli od drugiej połowy roku 2022. Wygląda na to, że teraz, trzy lata później żyjemy w zupełnie innej epoce. Bezsilność wobec kreatorów fałszywych rzeczywistości narasta, a grozę potęgują ich zamiary przeniesienia wirtualnych obrazów świata do realu. Anna Mierzyńska, na stałe związana z redakcją OKO Press, jest również aktywna w mediach społecznościowych. Jej analiza składów amerykańskiej i rosyjskiej delegacji, które negocjowały putinowsko-trumpowski wariant tzw pokoju w Ukrainie skłoniła mnie do sięgnięcia po „Efekt niszczący”. Polecam.
Nina - awatar Nina
oceniła na84 miesiące temu
Sztuczna inteligencja 2041. 10 wizji przyszłości Chen Qiufan
Sztuczna inteligencja 2041. 10 wizji przyszłości
Chen Qiufan Kai-Fu Lee
Z przyjemnością sięgnęłam po kolejną pozycję Kai-Fu Lee, tym razem we współpracy z innym pisarzem. Chen Qiufan stworzył 10 opowiadań sci-fi z dynamicznym rozwojem technologii w tle. Lee skupił się na analizie opowiadań z punktu widzenia obecnej technologii, przyszłych prognoz, a także możliwego wpływu na ludzi, ich relacje, a także dotknął ważnego tematu sensu życia w obliczu ogromnej transformacji, której doświadczamy. Format i tematyka bardzo przypadły mi do gustu. Książka jest dobrze wydana, technologia opisana czytelnie (myślę, że nawet dla laika),tłumaczenie jest bardzo dobre, choć przy użyciu terminów technologicznych życzyłabym sobie by w nawiasie zawsze był odpowiednik angielski, gdyż polskie sformułowania często utrudniają odniesienie się do pełnego obrazu czy też pogłębianie informacji. W kilku miejscach zwroty takie zostały użyte i moim zdaniem to bardzo wygodny zabieg edukacyjny. Książkę czytałam na raty, dozowałam sobie opowieści, w między czasie poszerzając wiedzę technologiczną. Z pewnością wrócę do niej ponownie, przede wszystkim do części analitycznej Lee. Opowiadania sci-fi to nie jest kunszt tego gatunku i momentami miałam wrażenie, że są lakonicznie, jednak nie odbierają wartości całości dzieła, a też są dobrym wprowadzeniem do pogłębionej analizy. Bardzo ciekawy zabieg i z przyjemnością sięgnę w przyszłości po książki w takim formacie.
Marique - awatar Marique
ocenił na811 miesięcy temu
Światło i płomień. Odrodzenie i zniszczenie Rzeczypospolitej (1733–1795) Richard Butterwick
Światło i płomień. Odrodzenie i zniszczenie Rzeczypospolitej (1733–1795)
Richard Butterwick
Czy była szansa na uniknięcie 123. lat? Z upadku można się sporo nauczyć, jeśli chociażby zobaczyć w Stanisławie Auguście Poniatowskim człowieka. Można tę lekcję przejść z Brytyjczykiem, który robił doktorat z Poniatowskiego w Cambridge. Profesor Richard Butterwick momentami ożywczą interpretacją opisuje polsko-litewskie państwo późno-nowożytne akcentując polityczno-społeczne uwarunkowania. „Światło i płomień. Odrodzenie i zniszczenie Rzeczypospolitej (1733-1795)” w dużym stopniu jest oparte o osobowości wpływające na losy milionów. Lekturę akurat tej wersji zdarzeń, które Polacy znają w swoim mniemaniu świetnie, bardzo dobrze uwypukla kontekst najnowszej historii (posłowie do polskiego wydania powstało latem 2022). Wszelkie problemy wewnętrzne, które z ekspansjonistycznej wizji jutra tworzą niepewność, najlepiej eksternalizować. Rzeczpospolita była świetnym poligonem i buforem dla militaryzacji sąsiadów, bo nie potrafiła (i nie mogła) własnej anarchii wyplenić. Książka nie jest w treści nowatorska, poza kilkoma odcieniami interpretacji, przywołanymi relacjami obywateli brytyjskich z epoki i grupą materialnych odkryć z ostatnich lat. Wyszła interesująca alternatywa dla ‘narodowej autobiografii’ i przede wszystkim dla ‘swojskich kolein’, które nam utrudniają grupowanie przyczyn i okoliczności czy proces separacji detali od punktów zwrotnych w dziejach. Książka podtytułem trochę wprowadza w błąd. Okres panowania Augusta III stanowi jakieś 10% objętości tekstu głównego. Stąd jest skupiona na świetle (oświeceniowych reformach za rządów ostatniego króla) i płomieniu (konfliktach, przemocy zbrojnej i rozbiorach). Historyk z takiej periodyzacji uczciwie i sensownie tłumaczy się w posłowiu. Sama praca ma sporo atutów. Dzięki specyficznemu autorstwu, wprowadza oczywistą świeżość. Rodzime historie okresu upadku (chociażby słynna synteza Rostworowskiego przywołana przez Brytyjczyka wielokrotnie) referują dzieje z perspektywy emocjonalnej, którą uformowała kultura, chociażby romantyzm. Kościuszko, Kiliński, Virtuti Militari, obiady czwartkowe,… - tu wszystko zostało pozbawione bagażu mitotwórczego. W jakimś stopniu nasze kompleksy można podleczyć, gdy chwali ktoś z zewnątrz czy prostuje nieuzasadnioną dumę. Przez całą książkę powraca motyw wpisania polskiego trudu reform w kontekst otoczenia. Niesamodzielność rządów Wettinów, gdy imperialna Rosja pilnowała bez skrupułów interesów, a jeszcze bardziej rola swoistego kondominium epoki rozbiorów, wzmacnia unikatowość zrywu reformatorskiego. Butterwick na tym kontraście utkał główną narrację. Rozbudowane analizy reakcji różnych koterii i prądów schyłkowej magnaterii na ogólnym poziomie to odtworzenie ‘typowego szkolnego dyskursu’ z areną w postaci Sejmu. W skali bliższej jednostkom, Butterwick bardzo dobrze opisał nastroje reformatorów i magnaterii. Przywołał sporo z ich korespondencji publicznej i prywatnej. Budując napięcie ostatnich dekad istnienia kraju, odtworzył zagubienie, strach i niedowierzanie (chociażby emocje roztrzęsionego Potockiego i innych Targowiczan na wieść o II rozbiorze) upadających rodów. Warto chyba sobie jeszcze raz zrekapitulować postawy, pośród których były takie, gdzie ważniejsze od tego w jakim kraju się budowało klientelę, było to, ile wiosek oddawało hetmanowi/wojewodzie pańszczyznę. Warto jeszcze wspomnieć o kilku nowościach w historiografii europejskiej. Profesor sporo miejsca poświęcił na dyskusje polskiego republikanizmu, w szczególności wpisując go w europejską myśl nowożytną filozofii politycznej. Nie zapomniał również o przywołaniu kilku badań dotyczących percepcji konfederacji targowickiej w kręgach imperialnych, gdy na kilka lat otwarto archiwa rosyjskie. Interesujące spostrzeżenia czy dobrze dobrane zestawienia politycznych zjawisk nie zastąpią jednak kilku poziomów istnienia I RP, których jest zbyt mało. Obyczajowość jest nieco zdawkowa, nawet jeśli pojawia się nieco zdań o życiu biedoty na warszawskiej Pradze. Perełki w postaci opisu zaczątków policji państwowej czy pierwsze pra-partie typu nowoczesnego – to raczej wyjątki. Istotne różnice historyczne między Koroną i Litwą nie doczekały się wzmiankowania. Historyk książkę napisał jakby była kontynuacją wcześniejszej historii szlacheckiej. Jeśli tekst miał trafić na rynek brytyjski jako zamknięte dzieło, to pozostawia sporo zagadek. Ponieważ dużo miejsca zajmują opisy reform i kolejne etapy ustawodawstwa Rzeczypospolitej, to przemilczenia o wielu mechanizmach mogą dezorientować. Sejmiki, ich relacje z sejmem, rodzaje konfederacji, typy sejmów i proces elekcji – to wszystko jest nieusystematyzowane i pojawia się wprost, jeśli akurat jest potrzebne w wywodzie. W przypadku gospodarki, również wprowadzanej tylko wtedy, gdy stanowiła element próby konkretnych reform, jest tylko nieco lepiej. Na szczęście przy odrobinie wyobraźni, można sobie dopowiedzieć niewolnicze konsekwencje stwierdzenia: „Gospodarczy wpływ reform na majątki szlacheckie średniej wielkości, z których wiele nie mogłoby funkcjonować bez darmowej pracy, mógł okazać się zabójczy.” Wciąż jednak brakowało mi danych liczbowych, które urealniałyby opisy. System walutowy kraju i dodatkowo trzech państw zaborców komplikują ocenę wartości kroplówek uzyskiwanych przez Skarb w wyniku reform i zawieszają w próżni imperialistyczne wydatki Prus, Rosji czy ich poziomu pasożytowania na I RP. Nieco zawiodłem się na wątku mieszczańskim. W książce ‘czarna procesja’ formalnie się nie pojawia, a postulaty najmłodszej warstwy społecznej rozpłynęły się w uniwersałach, napomnieniach czy kolejnych artykułach Konstytucji. Być może Brytyjczyk obiektywnie ocenił ‘mizerię’ tego zrywu Dekerta i innych i jako detale po prostu zignorował? „Światło i płomień” nie jest przełomem. To raczej ‘powtórka z historii’. W kilku jednak punktach bardzo przydatna naszej martyrologii, być może słusznym poglądom wielu Polaków, które w wielości alternatyw sami w sobie czasem deprecjonujemy. Butterwick nie słodzi historii, nie jest też ‘po angielsku zdystansowany’. Szeroką wiedzą o epoce, sumiennie relacjonuje fakty. Sam Poniatowski w ostatecznej ocenie pozostaje nowoczesnym władcą, pracowitym monarchą świadomie korzystającym z prerogatyw. Warsztat pisarski profesora zaowocował ciekawym dynamizmem opowieści, więc lektura nie jest monotonna. Okres 1772-1795 jest w zasadzie jednorodnie (bez wyczuwalnych momentów szczególnie wyróżnionych, poza Sejmem Wielkim) prowadzonym dyskursem nad polską polityką wewnętrzną i zagraniczną. Z elementów technicznych, zabrakło indeksów i być może słowniczka kluczowych pojęć (głównie w związku z mechanizmami parlamentaryzmu szlacheckiego, o czym wspomniałem wyżej). W zasadzie to dobry podręcznik licealny, jako lektura przed maturą. Może nieco karmić nasze ego piękne wpisanie historii XVIII-wiecznej Rzeczypospolitej Obojga Narodów w poetykę greckiego dramatu w podsumowaniu: „Publiczne spory między reformatorami a tradycjonalistami stały się katalizatorem ożywienia kulturalnego, ale też rozbudziły naiwny optymizm co do przyszłych perspektyw Rzeczypospolitej, nieznajdujący bynajmniej uzasadnienia w sytuacji międzynarodowej. Wszystko to zostało osiągnięte dzięki wyborowi umiarkowanego kursu między Scyllą absolutnej monarchii a Charybdą rewolucyjnego terroru. W 1792 roku Rzeczpospolita budziła obawy sąsiadów, gdyż była statkiem dobrze przygotowanym do wypłynięcia na globalne wody XIX wieku. Statek ten został więc wielokrotnie ostrzelany z dział i zatopiony.” Zapewne z kolejnymi wiekami ta epoka będzie zyskiwać nowe warstwy nieuchronnego odrealnienia. Wciąż jednak musimy przepracowywać te kilka dekad upadku, jako lekcję dla zbiorowości; przynajmniej w czasie, gdy dane nam żyć akurat w środkowoeuropejskich nizinach z dość krótkimi i labilnymi tradycjami demokratycznymi. 7.0 - DOBRE z mini plusem
Carmel - awatar Carmel
ocenił na73 miesiące temu

Cytaty z książki Wiara i ojczyzna. Katolicyzm, nowoczesność i Polska

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Wiara i ojczyzna. Katolicyzm, nowoczesność i Polska


Ciekawostki historyczne