Kojarzycie to zdjęcie z grupą mężczyzn siedzących na metalowej belce gdzieś ponad rozrastającym się miastem? To jeden z tych obrazów, który żyje już własnym życiem, stał się popkulturową ikoną wyjętą poza rzeczywisty kontekst. Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się, kim są ci ludzie, jak się tam znaleźli, powinniście przeczytać rewelacyjną powieść graficzną Giant, w której za scenariusz i rysunki odpowiada Mikaël Suivre.
To rewelacyjna historia osadzona w czasach wielkiego kryzysu, kiedy do Nowego Jorku wciąż napływały fale imigrantów, a jednocześnie o pracę było coraz trudniej. W tym świecie załapanie się do pracy na budowie drapacza chmur, bez kwalifikacji, było jak manna z nieba. Mikael wciąga w tę historię, zaczynając od mocnego akcentu, jakim jest śmierć jednego z robotników. Motyw ten jest nie tylko próbą uchwycenia uwagi czytelnika, ale i punktem wyjścia do całej opowieści.
Autor świetnie buduje klimat swojej opowieści. Po pierwsze - graficznie, decydując się na utrzymanie całej opowieści w palecie barw kojarzonych ze starymi zdjęciami w sepii, ale też kreską nieco przypominającą szkice rysowników z gazet. Mikaelowi udaje się też w oszczędny sposób ożywić całe tło fabularne, pojedynczymi scenami oddając atmosferę czasów - nędzne mieszkania robotników, często zbiorowe, proste przyjemności, popijawy i inne "uciechy" w kontaktach towarzyskich. Wystarczy kilka kadrów, by odwołać się do tego, co czytelnik już wie, widział, o czym czytał, a dzięki temu sama historia pozostaje nieprzegadana.
To opowieść, która paradoksalnie mocno wybrzmiewa właśnie teraz, kiedy obserwujemy wszystko, co dzieje się w Stanach Zjednoczonych. Ponieważ opowieść Mikaela przypomina, że Ameryka to kraj budowany rękami imigrantów, zasilany ich marzeniami i pracą. Choćby dla tak banalnego przypomnienia warto po tę historię sięgnąć.
Ale nie tylko. Obok obrazu codzienności najniżej w hierarchii stojących robotników budowlanych, pracujących bez zabezpieczeń, za marne stawki, ale wdzięcznych za jakąkolwiek pracę, mamy też historię samotnego mężczyzny, który izoluje się od wszystkich. Nieprzystępny, wzbudzający ciekawość wielkolud, skrywa wrażliwe wnętrze i z czasem objawia się jako człowiek zamknięty we własnym bólu. Jego historia osobista jest przypomnieniem też o bolesnych kartach historii Irlandii i ranach, które zmęczeni walką imigranci zabrali ze sobą do nowego świata.
Mikael zdaje się operować na znanych schematach fabularnych, ale operuje nimi z takim rozmysłem, że udaje mu się stworzyć opowieść emocjonalnie angażującą i wciągającą. To opowieść, która jest przypomnieniem przeszłości, uniwersalnym odbiciem historii, a jednocześnie pozostaje jednostkowa. Przepięknie wybrzmiewa w niej ludzka niedoskonałość, samotność, która staje się skorupą odgradzającą od bólu, ale też potrzeba relacji z drugim człowiekiem, nawet jeśli ze świadomością, że jest ona złudna.
W strukturze opowieści ujawnia się scenariuszowy talent autora, który zamyka historię robotników w klamrze radiowego głosu komentującego rzeczywistość. Jednocześnie autor nie napędza biegu wypadków przesadnym nagromadzeniem twistów. W tej historii rozwija się społeczno-obyczajowe tło, jak i tajemnica skrywana przez tytułowego bohatera. Oba te plany ze sobą współgrają, przeplatają się i rozwijają w nieco gawędziarskim rytmie, podkręconym choćby przez pojawienie się dociekliwej dziennikarki. Mikael postawił na proste emocje, na historię, która wyda się znajoma nam wszystkim, jednocześnie oddając autentyzm zamknięty w fikcji.
Wizualnie komiks również przemawia prosto, ale dobitnie. Kolorem, kreską, ale też kadrami. Udaje się w nich zamknąć zarówno codzienną rutynę, jak i dynamiczne, zaskakujące zdarzenia. Starannie rozłożone akcenty i pomniejsze sceny budują autentyczne tło dla fikcyjnych zdarzeń i nie ma tu miejsca na przypadkowe, zbędne sceny. Kadry wizualnie osadzają czytelnika w strukturze opowieści i jej atmosferze. Niemal filmowo zderzają ze sobą metaforyczną przyziemność życia budowniczych Nowego Jorku z rozpasaną, sięgającą nieba ambicją możnych.
To komiks przypominający czytelnikowi o tym, że ambicje jednych okupione były często ciężką pracą innych. O zderzeniu nadziei z rzeczywistością. O jednostkowych tragediach, które wpływały na wielu ludzi. Świetnie opowiedziana obrazem i słowem historia.
OPINIE i DYSKUSJE o książce Queenie. Matka chrzestna Harlemu
Bardzo przyjemny komiks. Klasyczna historia mafii walczącej o władzę opowiedziana z perspektywy Harlemu. Oprócz rozrywki komiks niesie ze sobą wartość historyczną.
Bardzo przyjemny komiks. Klasyczna historia mafii walczącej o władzę opowiedziana z perspektywy Harlemu. Oprócz rozrywki komiks niesie ze sobą wartość historyczną.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSpodziewałem się tłustej historii o królowej Harlemu, a dostałem pocztówkę z kilkoma ledwie zarysowanymi postaciami w ładnej czarno-białej scenerii. Strasznie to wszystko powierzchowne i nieangażujące. Tak jakby wziąć "Ojca Chrzestnego" i spróbować go streścić na 150 stronach komiksu. Same postacie i relacje między nimi są ledwie zarysowane, a całość nie wychodzi niestety poza schemat opowieści o porachunkach mafijnych i dążeniach do przejmowania władzy. Próba oddania klimatu epoki sprowadza się do wprowadzania kolejnych postaci historycznych, ale żadnej z nich nie pozwolono zagościć na przestrzeni większej niż dwa kadry. Retrospekcje, które miały budować postać Queenie, tak naprawdę były równie jałowe i schematyczne co cała reszta. Ładnie wydane, ładnie narysowane i w zasadzie tyle
Spodziewałem się tłustej historii o królowej Harlemu, a dostałem pocztówkę z kilkoma ledwie zarysowanymi postaciami w ładnej czarno-białej scenerii. Strasznie to wszystko powierzchowne i nieangażujące. Tak jakby wziąć "Ojca Chrzestnego" i spróbować go streścić na 150 stronach komiksu. Same postacie i relacje między nimi są ledwie zarysowane, a całość nie wychodzi niestety...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCiekawe komiksy są często wytworem niezwykłej wyobraźni autorów, lecz także świetnego researchu, czy chociażby inspiracji prawdziwymi zdarzeniami. Jednym ze świetnych przykładów historii, które oparte są na faktach jest opowieść o kobiecie, która stanęła w szranki z największymi mafiosami lat 30. ubiegłego wieku. Oto Queenie Matka chrzestna Harlemu.
Na początek słów kilka o Harlemie, bez których trudniej będzie nam odnaleźć się w historii opowiadanej przez duet Aurelie Levy–Elizabeth Colomba. Dowiadujemy się z niego jak wygląda sytuacja ekonomiczna, społeczna i kulturowa Stanów Zjednoczonych, a przede wszystkim Harlemu, w którym rozgrywa się lwia część akcji komiksu.
Queenie Matka chrzestna Harlemu zabiera nas do czasów końca prohibicji. Na pierwszych stronach komiksu wita nas poglądowa mapa większej części Nowego Jorku, gdzie rozgrywają się przedstawione tu wydarzenia. Dzięki niej zdajemy sobie sprawę co będzie stawką rozgrywki, która za chwilę się rozpocznie. Co ciekawe, całość opowieści prezentuje się w czarno-białych barwach, co wydaje się być idealnym wyborem autorek.
Dość szybko poznajemy charakter głównej bohaterki. By równać się z bezwzględnymi mężczyznami musi mieć odpowiedni temperament. Przede wszystkim musi posiadać niezwykłą inteligencję, umiejętność przetrwania za wszelką cenę oraz dostrzegania większego obrazu toczącej się gry. I Stephanie St. Clair wszystkie te cechy posiada, ale i tak musi uważać na chcących pozbawić ją wpływów rywali.
Queenie Matka chrzestna Harlemu – klimatyczna opowieść oparta na faktach
Ciekawe, że w komiksie źli mężczyźni z mafii są do bólu źli i przekraczają granice, których zwyczajna osoba nigdy nie odważyłaby się przekroczyć. Uświadamia nam to w jakim położeniu znajduje się Queenie, która nie dość, że jest kobietą, to na dodatek czarnoskórą, co w tamtych czasach normalnie skazywałoby ją na samo dno hierarchii społecznej.
Queenie Matka chrzestna Harlemu świetnie oddaje klimat 1933 r. Roztaczająca się na kartach komiksu atmosfera przypomina mi świetny serial, pt. Zakazane Imperium. Opowiadał on bowiem o podobnych kwestiach, choć bohater był mężczyzną. Jest tu odpowiednia ilość mroku i tajemnicy, a zarazem dramatu, a nawet akcji.
Znajdziecie tutaj idealnie rozplanowaną historię. Oddając się lekturze odnosimy wrażenie, że autorki nie pominęły żadnego jej fragmentu. Każdy kadr komiksu, czy to zapchany dialogiem, czy przedstawiający dynamiczną akcję, czy zaznaczający tło historii jest na swoim miejscu. To samo tyczy się retrospekcji, które w pewnym czasie przerywają główny wątek, ale wcale nie wyprowadzają nas z równowagi.
Oryginalni bohaterowie oraz piękne ilustracje
Fakt, że nie od razu poznajemy pochodzenie i korzenie Queenie czyni odkrywanie kolejnych etapów historii roku 1933 o wiele ciekawszym. Czytamy i zastanawiamy się dlaczego myśli i postępuje w dany sposób? Czy w jej przeszłości miały miejsce jakieś traumatyczne wydarzenia, które popchnęły ją do nielegalnej działalności? Skąd wzięła się w Nowy Jorku? Pytania się mnożą i na większość z nich z czasem otrzymujemy satysfakcjonujące odpowiedzi.
Rysunki w Queenie Matka chrzestna Harlemu są pełne życia, choć czarno-białe. Komiks przedstawia nie tylko silną i charyzmatyczną kobietę, lecz również bezwzględną i nie bojącą się postawić samemu „Lucky’emu” Lucianu królową mafii. Oprócz głównego wątku, skupiającego się na intrydze mającej pozbawić bohaterkę władzy, autorkom udało się przybliżyć nam afroamerykańską kulturę Harlemu. W ich opowieści znalazły się prawdziwe postaci tamtych czasów, np. Duke Ellington.
Podsumowanie
Jak zatem widzicie, mamy tu nie tylko wciągającą historię i barwnych bohaterów, ale także świetny klimat zainspirowany prawdziwymi wydarzeniami. To pozycja dla nieco starszego, dojrzałego czytelnika, która odkrywa przed nami świat na granicy dobra i zła. Fascynująca opowieść, która porusza, zaskakuje i nie zawodzi ani na moment.
Ciekawe komiksy są często wytworem niezwykłej wyobraźni autorów, lecz także świetnego researchu, czy chociażby inspiracji prawdziwymi zdarzeniami. Jednym ze świetnych przykładów historii, które oparte są na faktach jest opowieść o kobiecie, która stanęła w szranki z największymi mafiosami lat 30. ubiegłego wieku. Oto Queenie Matka chrzestna Harlemu.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNa początek słów kilka...
Stéphanie St. Clair, niesławna i wybitna Afroamerykanka, która w latach trzydziestych stała się legendą Harlemu. Na początku XX wieku prowadziła liczne przedsiębiorstwa w Nowym Jorku, opierała się interesom mafii przez kilka lat po zakończeniu prohibicji, stała się lokalną legendą dzięki publicznemu sprzeciwowi wobec skorumpowanej policji i kontroli mafii. Prowadziła udaną grę liczbową w Harlemie i była aktywistką dla swej czarnoskórej społeczności. Znana była pod wieloma pseudonimami: Queenie, Madame Queen, Madame St. Clair czy Queen of the Policy Rackets. Zmarła po cichu, w 1969 roku, na krótko przed jej 73. Urodzinami, ale jej czyny na zawsze odcisnęły się w społeczności. Na podstawie jej życia powstało wiele historii, a ona sama była inspiracją do wielu postaci. Jedną z takich historii jest komiks Aurélie Levy i Elizabeth Colomba, który ożywia postać Queenie.
Biografia komiksowa, to coś z czym spotykam się pierwszy raz. I jak na pierwsze spotkanie z taką formą opowiedzenia czyjegoś życia i historii, mam trochę mieszane uczucia. O ile samej powieści nie brak dramatyzmu i przedstawiona jest w sposób klimatyczny, a jej atmosfera gęsta i mroczna, nie ubarwia i nie zakłamuje przeszłości, to odnoszę wrażenie, że sama historia St. Clair została potraktowana powierzchownie i skrótowo, a niektóre wątki zepchnięto na drugi plan. Ale jeśli taką cenę mamy ponosić za poznanie tej niezwykłej kobiety, to śmiem twierdzić, że warto ją ponieść. Bo St. Clair to niezwykle barwna i dynamiczna postać i tak właśnie została przedstawiona. Dzięki swojemu sprytowi i intelektowi potrafiła osiągnąć wiele, a jej determinacja została tutaj uchwycona w perfekcyjny sposób. Sama opowieść o bohaterce snuje się niczym filmowa adaptacja, pełna emocji, ludzkich dramatów i bezlitosnych aktów przemocy. A całości doprawia fantastyczna oprawa wizualna. I nie, nie piszę tutaj o samym wydaniu, ale o rysunkach Elizabeth Colomba, które dopełniają historii. Bo te małe czarno białe dzieła sztuki perfekcyjnie uchwyciły klimat lat trzydziestych, ale też sedno całej historii. I mimo tych małych zgrzytów, to pozycja warta uwagi, chociażby ze względu na postać samej Queenie.
Stéphanie St. Clair, niesławna i wybitna Afroamerykanka, która w latach trzydziestych stała się legendą Harlemu. Na początku XX wieku prowadziła liczne przedsiębiorstwa w Nowym Jorku, opierała się interesom mafii przez kilka lat po zakończeniu prohibicji, stała się lokalną legendą dzięki publicznemu sprzeciwowi wobec skorumpowanej policji i kontroli mafii. Prowadziła udaną...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW dobie wszechobecnej superbohaterszczyzny bardzo miło jest wziąć w ręce komiks oparty na faktach, opowiadający o jakiejś interesującej karcie historii. W Non Stop Comics od czasu do czasu pojawia się tytuł tego typu – ostatnimi czasy wydawnictwo „upodobało” sobie Stany Zjednoczone, niedawno dostaliśmy „Dni piasku” traktujące o Wielkim Kryzysie, teraz zaś ukazuje się album biorący na tapet inny temat, mniej depresyjny, za to bardziej wybuchowy. Oto przed państwem opowieść o kobiecie, która rządziła Harlemem w czasach, kiedy o Nowy Jork walczyły mafijne potęgi.
Kiedy ktoś zapyta nas o słynnych gangsterów, nietrudno wymienić kilka najbardziej rozpoznawalnych nazwisk. Mało kto wie jednak, że swego czasu półświatkiem Harlemu trzęsła czarnoskóra kobieta. Queenie, a właściwie Stephanie St. Clair, zarządzała nielegalną loterią, na który to biznes, po wprowadzeniu w USA prohibicji, łakomym okiem zaczęła spoglądać włoska mafia. Walka o wpływy była kwestią czasu…
Podczas lektury „Queenie. Matki chrzestnej Harlemu” uwagę zwraca przede wszystkim tempo prowadzenia historii. Scenarzystka nie gna do przodu na złamanie karku, ale pozwala czytelnikowi na wyrobienie sobie własnego zdania o bohaterach. Interesująca jest nie tylko protagonistka, ale i szereg postaci drugoplanowych, a nawet zupełnie pobocznych. Interesującą ciekawostką jest na przykład kilka nawiązań do ówczesnego świata rozrywki, że wspomnę tylko o pojawiających się na arenie wydarzeń Theloniousie Monku czy Jacku Johnsonie. Czy zawarta tu historia odpowiada w stu procentach życiu Stephanie Saint-Clair – tego nie wiem, pewne jest jednak to, że autorka świetnie opisała tło historyczne i obyczajowe, bardzo uwiarygadniając fabułę.
„Matka chrzestna Harlemu” w interesujący sposób pokazuje konflikt pomiędzy różnymi grupami przestępczymi Nowego Jorku. Scenarzystka kreśli szerszą panoramę miasta, unaoczniając, jak wiele zależało w tamtych dniach od tego, kto kogo przekupi, zyskując tym samym odpowiednie wpływy i sprawiając, że odpowiednie służby na to i owo przymkną oko. Tym samym z narracji wyłania się obraz czasów mocno zdeprawowanych i jakkolwiek początkowe dekady zeszłego wieku faktycznie sprzyjały w Ameryce rozwojowi przestępczości zorganizowanej, to w tym miejscu powstaje też pytanie – czy rzeczywiście mafie były tak bardzo wpływowe? Lektura „Queenie” zachęca do samodzielnego researchu w tej kwestii, bo komiks skutecznie rozbudza ciekawość.
Jakkolwiek na przestrzeni dekad przyzwyczailiśmy się już do takiego stanu rzeczy w popkulturze, to warto mimo wszystko pamiętać, że „Matka chrzestna Harlemu” traktuje o przestępczyni. I choć nie każda historia biograficzna opowiadająca o kryminaliście od razu taką postać gloryfikuje, to nadzwyczaj często wizerunek takiej osoby jest mimo wszystko ocieplany. Nie inaczej dzieje się na kartach „Queenie”. Główna bohaterka jest przedstawiona jako osoba zmuszona od dziecka do walki o swoje, a to, że obecnie trzęsie nowojorskim półświatkiem, jest ukazane jako naturalna konsekwencja drogi, jaką przeszła. Brakuje mi w tym obrazie odcieni szarości, odautorskiego zasugerowania (a takowe wcale nie musi być przesadnie nachalne),że zarabianie na życie przestępstwem nie jest w porządku. I to nawet mimo faktu, że bohaterka należała do uciskanej wówczas czarnoskórej mniejszości. Kolor skóry i trudna historia nie mogą być przecież usprawiedliwieniem dla łajdactwa. Takie romantyczne przedstawianie gangsterki jest dość powszechne (vide „Ojciec chrzestny”),jednak przy okazji mocno nagina obraz akceptowalnej moralności. Kiedyś mi to nie przeszkadzało, z biegiem lat razi jednak coraz bardziej.
Zapewne będę w mniejszości, ale bardzo lubię komiksy drukowane na papierze offsetowym. Jest on bardzo miły w dotyku, nieco chropowaty, zupełnie inny niż standardowa kreda. Taki trochę… retro. Na mnie to działa, dlatego też z prawdziwą przyjemnością przyjąłem wydanie „Queenie” w takiej właśnie formie. W oczy rzuca się też lekko powiększony format albumu i piękna, gustowna okładka, co daje prawdziwy efekt „deluxe”. Same rysunki są z kolei czarno-białe i klimatyczne - realistyczne, ale dość stonowane. Jak dla mnie zdecydowanie na plus.
Czy warto sięgnąć po „Matkę chrzestną Harlemu”? Jak najbardziej. Ten pięknie wydany komiks pozwolił mi przenieść się na kilka chwil w zupełnie inne czasy, ponadto za jego sprawą miałem okazję zagłębić się w mroczne zakamarki Harlemu i poznać historię ludzi mających duży wpływ na życie tej dzielnicy Nowego Jorku. Ten album to rozrywka na dobrym poziomie, która, choć ma pewne wady, to w ostatecznym rozrachunku potrafi zaangażować. Dobrze, że ukazują się podobne, nie tak oczywiste komiksy – stanowią one ciekawą alternatywę dla tytułów o wiele bardziej „pop”.
Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2022/07/queenie-matka-chrzestna-harlemu-recenzja.html
oraz na łamach serwisu Szortal - https://www.facebook.com/Szortal/posts/pfbid02RhpTe19oAFoyQPyxxkWKbeNbfN5QNscTnd1Z7rVtv3UhVcs6hBS7jKFvfmTQXaUtl
W dobie wszechobecnej superbohaterszczyzny bardzo miło jest wziąć w ręce komiks oparty na faktach, opowiadający o jakiejś interesującej karcie historii. W Non Stop Comics od czasu do czasu pojawia się tytuł tego typu – ostatnimi czasy wydawnictwo „upodobało” sobie Stany Zjednoczone, niedawno dostaliśmy „Dni piasku” traktujące o Wielkim Kryzysie, teraz zaś ukazuje się album...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toQueenie, a raczej Stephanie St. Clair to autentyczna postać historyczna, o której dzisiaj mało kto pamięta. Czarnoskóra kobieta, która od dzieciństwa doświadczała wielu różnorakich cierpień. Wszystko to sprawiło, że stała się ona twardą osobą, która potrafiła o siebie zadbać. Dzięki swojej bezpardonowości i inteligencji ze zwykłej pokojówki przeobraziła się ona w królową mafii, która trzęsła całym Harlemem. To właśnie na jej losach skupia się dzieło autorstwa Elizabeth Colomba i Aurelie Levy.
Duet twórców przenosi nas tutaj głównie do lat 30. XX wieku, pokazując trudne czasy, w których mogli przetrwać tylko najsilniejsi. Nieustanna konfrontacja potężnych organizacji mafijnych, skorumpowani politycy, policjanci, sędziowie, wszechobecna bieda i szerząca się przestępczość. W takich właśnie realiach potrafiła odnaleźć się Queenie, która stawiała skuteczny odpór każdemu, kto próbował narzucić jej swoją wolę. Nie bała się ona przeciwstawiać potężnym organizacjom, często pokazując, że sama jest zdolna do wszystkiego. Obok tego wszystkiego nie zapomniała ona jednak o lokalnej społeczności, która była jej za to dozgonnie wdzięczna.
Autorzy kreślą historię w sposób mocno filmowy, wypełniając ją ludzkimi dramatami, emocjami i bezpardonową przemocą, której w otoczeniu bohaterki nie brakowało. W odpowiednich momentach scenariusza wplatają oni również krótkie retrospekcje ukazujące przeszłość, która ukształtowała jej mocny charakter. Komiksowa biografia potrafi więc być dosyć szczegółowa, jednocześnie ekscytująca i fascynująca (szczególnie dla kogoś lubiącego mafijne klimaty lat 30.).
Zawsze musi pojawić się jakieś „ale”. W tym przypadku chodzi o niepotrzebną moim zdaniem próbę „wybielenia” głównej bohaterki. Autorzy w kilku momentach starają się usilnie przekonać nas o tym, że otaczająca ją przemoc i dokonywane przez nią przestępstwa są następstwem trudnego dzieciństwa i jej los nie mógł potoczyć się inaczej. Jest to moim zdaniem zbędny element narracji i niektórych czytelników może on troszkę irytować.
Cała recenzja na:
https://popkulturowykociolek.pl/recenzja-komiksu-queenie/
Queenie, a raczej Stephanie St. Clair to autentyczna postać historyczna, o której dzisiaj mało kto pamięta. Czarnoskóra kobieta, która od dzieciństwa doświadczała wielu różnorakich cierpień. Wszystko to sprawiło, że stała się ona twardą osobą, która potrafiła o siebie zadbać. Dzięki swojej bezpardonowości i inteligencji ze zwykłej pokojówki przeobraziła się ona w królową...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMIĘDZY WALKĄ O WARTOŚCI A BANDYTYZMEM
Ten komiks wygląda po części, jakby narysował go Paul Pope. Może nie widać tego w rozplanowaniu planszy, układzie kadrów czy tłach, ale już w twarzach odbija się to bardzo mocno. Te oczy, te usta… Nie jest to jednak komiks, jaki zrobiłby Pope. Bynajmniej. To biograficzno-sensacyjna opowieść, a nie szalona, dzika i dziwaczna historia, jaką on by zrobił. Co nie znaczy, że mniej warta poznania.
Poznajcie Stephanie Saint-Clair. Była pochodząc z Martyniki pokojówką, stała się królową mafii, przed którą drżał cały Harlem. A jednocześnie także walczyła o prawa Afroamerykanów. Przekonajcie się, co robiła i jak zdobyła swoją władzę. I do czego to doprowadziło.
https://ksiazkarniablog.blogspot.com/2022/06/queenie-matka-chrzestna-harlemu.html
MIĘDZY WALKĄ O WARTOŚCI A BANDYTYZMEM
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTen komiks wygląda po części, jakby narysował go Paul Pope. Może nie widać tego w rozplanowaniu planszy, układzie kadrów czy tłach, ale już w twarzach odbija się to bardzo mocno. Te oczy, te usta… Nie jest to jednak komiks, jaki zrobiłby Pope. Bynajmniej. To biograficzno-sensacyjna opowieść, a nie szalona, dzika i dziwaczna historia,...
Tę dość obszerną powieść graficzną pochłania się w moment. Ciekawa, przewrotna, pełna wartościowej wiedzy. Momentami przeszkadzały mi przeskoki czasowe, oczywiście potrzebne, ale chyba nadmiarowe.
Tę dość obszerną powieść graficzną pochłania się w moment. Ciekawa, przewrotna, pełna wartościowej wiedzy. Momentami przeszkadzały mi przeskoki czasowe, oczywiście potrzebne, ale chyba nadmiarowe.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to