Dwór na Martwym Polu

Okładka książki Dwór na Martwym Polu
Joanna Pypłacz Wydawnictwo: Replika Cykl: Dwór na Martwym Polu (tom 1) horror
336 str. 5 godz. 36 min.
Kategoria:
horror
Cykl:
Dwór na Martwym Polu (tom 1)
Wydawnictwo:
Replika
Data wydania:
2021-04-06
Data 1. wyd. pol.:
2021-04-06
Liczba stron:
336
Czas czytania
5 godz. 36 min.
Język:
polski
ISBN:
9788366790230
Tagi:
literatura polska powieść grozy dwór tajemnica lata 40.
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Książki autora

Okładka książki Zabawki Dagmara Adwentowska, Sylwia Błach, Karolina Kaczkowska, Agnieszka Kwiatkowska, Aleksandra Łaniszewska, Carla Mori, Anna Musiałowicz, Agnieszka Pruska, Joanna Pypłacz, Agata Suchocka, Izabela Szolc, Flora Woźnica, Anna Maria Wybraniec
Ocena 6,9
Zabawki Dagmara Adwentowska...
Okładka książki Scary100challenge Dagmara Adwentowska, Lech Baczyński, Jakub Bielawski, Sylwia Błach, Agnieszka Bock, Tomasz Czarny, Magda Czerniak, Piotr Dudek, Bartłomiej Fitas, Adam Froń, Sandra Gatt Osińska, Bartłomiej Grubich, Artur Grzelak, Wojciech Gunia, Karolina Kaczkowska, Dawid Kain, Maciej Klimek, Grzegorz Kopiec, Kacper Kotulak, Agnieszka Kwiatkowska, Kazimierz Kyrcz jr, Małgorzata Lewandowska, Red Luk, Krzysztof Maciejewski, Marcin Majchrzak, Barbara Mikulska, Karol Mitka, Anna Musiałowicz, Franciszek Piątkowski, Agnieszka Pilecka, Marcin Piotrowski, Joanna Pypłacz, Krzysztof Rewiuk, Weronika Rogalska, Marek Ścieszek, Tomasz Siwiec, Anna Szumacher, Maciej Szymczak, Strangely Twisted, Michał J. Walczak, Jacek Wilkos, Flora Woźnica, Anna Maria Wybraniec
Ocena 8,0
Scary100challenge Dagmara Adwentowska...

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
6,0 / 10
67 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
2509
43

Na półkach:

Od razu napiszę- jestem absolutną wielbicielką grozy. Nie mylić z horrorami. Tych nie trawię. Lubię tą staroświecką grozę twarzy w oknie, dreszcz niepokoju przy krokach na schodach i ciarki wywołane przez uchylające się drzwi. I mimo, że mamy tu do czynienia z powieścią grozy, to jednak mam wrażenie, że "coś nie pykło". Niby wszystko na miejscu, a jednak ma się wrażenie, że sporo brakuje. Napięcie? Nie czułam. Zainteresowanie? Było. Dreszczyk? Ani jeden. Wyjasnijcie mi, jak to u licha możliwe napisac scenę na strychu, zakazanym miejscu wywołującym panikę. Scenę ktora zawiera tajemnicze przedmioty. I nie wywołać nawet gęsiej skórki? Jak bardzo trzeba to sknocić? Dodam takze ze opis zawartości pewnej szkatułki to curiosum. Autorka pisze o niesamowitościach jakich bohaterka nigdy nie widziała... Akapit pozniej okazuje sie ze w szkatułce są... Nie. Psuc niespodzianki nie będę. Ale przeczytajcie uwaznie, to brew sama się uniesie. Z zażenowania. I niewiary w taki bzdurny opis.
Dużo się działo... niestety tylko w głowach i prywatnych sprawach życiowych dwojga głównych bohaterów. Ale, ale..
A nawiedzony dwór? Tajemniczy portret? Duch? A... jakoś tak się mimochodem pętają po fabule, chociaż cała książką niby wokół nich się kręci.
Notabene, koszmarnie irytująca główna bohaterka z wiecznymi łzami w oczach, mdlejąca wiecznie na schodkach i schodach, z zapakowaną walizką, której nie daje rady unieść, nie wzbudza żadnych pozytywnych uczuć. W momencie gdy zostaje (mozna powiedzieć) wyłączona na pewien czas z akcji, odczułam dużą ulgę, że już nie muszę czytać o kolejnych zbierających się łezkach i zawrotach głowy
Podsumowując: rozczarowałam się porządnie, chociaż parę momentów zaciekawiło. Może nawet przeczytam drugą część, gdy wyjdzie.

Od razu napiszę- jestem absolutną wielbicielką grozy. Nie mylić z horrorami. Tych nie trawię. Lubię tą staroświecką grozę twarzy w oknie, dreszcz niepokoju przy krokach na schodach i ciarki wywołane przez uchylające się drzwi. I mimo, że mamy tu do czynienia z powieścią grozy, to jednak mam wrażenie, że "coś nie pykło". Niby wszystko na miejscu, a jednak ma się wrażenie, że...

więcej Pokaż mimo to

avatar
255
248

Na półkach:

Bardzo subtelna groza, dobra dla wielbicieli książek o nawiedzonych miejscach. Czytało się sprawnie z niecierpliwym oczekiwaniem na rozwiązanie zagadki.

Bardzo subtelna groza, dobra dla wielbicieli książek o nawiedzonych miejscach. Czytało się sprawnie z niecierpliwym oczekiwaniem na rozwiązanie zagadki.

Pokaż mimo to

avatar
521
1

Na półkach: ,

Najbardziej intrygującą postacią w książce jest ciocia Mila. Po przeczytaniu Guwernantki (sequela tej powieści) okazało się, że z fizycznego i biologicznego punktu widzenia nie powinna istnieć. Ale co ja tam wiem. Są rzeczy na niebie i ziemi... Kim jesteś ciociu Milo? Jak weszłaś w posiadanie tego nawiedzonego dworku? Jesteś wynikiem intrygi o jakiej nie śniło się filozofom czy prostego niedbalstwa autorki?

Najbardziej intrygującą postacią w książce jest ciocia Mila. Po przeczytaniu Guwernantki (sequela tej powieści) okazało się, że z fizycznego i biologicznego punktu widzenia nie powinna istnieć. Ale co ja tam wiem. Są rzeczy na niebie i ziemi... Kim jesteś ciociu Milo? Jak weszłaś w posiadanie tego nawiedzonego dworku? Jesteś wynikiem intrygi o jakiej nie śniło się...

więcej Pokaż mimo to

Reklama
avatar
88
87

Na półkach:

Joanna Pypłacz "Dwór na Martwym Polu".

Jako iż większość wie, okładka przyciągnęła mnie bardzo mocno, to obraz z moich snów, koszmarów... No jak zwał, tak zwał. No i oczywiście, nie mogłam się jej oprzeć 😉

Historia dzieje się po wojnie, gdzie władzę sprawują Niemcy. Poznajemy Irenę Kownacką, młodą kobietę, która zajmuje się naprawą lalek. Poznajemy Rafała Szczęsnego, utalentowanego pianistę, gdzie jego dar do tworzenia muzyki jest także przekleństwem. Iwona i Rafał praktycznie w tym samym czasie trafiają do Uroczysk, zwanych Martwym Polem. Iwona od samego początku nie czuje się tu dobrze, bowiem wracają do niej wspomnienia z dzieciństwa. Rafał także odczuwa niepokój. A wszystko to, co ukryte, emanujące smutkiem i grozą, ściśle powiązane jest z pewnym portretem ze strychu willi Domańskich. Kim była kobieta z portretu? Co się wydarzyło przeszło 100 lat temu w Uroczyskach? Co się stało z Ireną? Jaką tajemnicę próbuje ukryć społeczność tego miejsca? Uwierzcie, więcej tu zagadek, niewyjaśnionych chwil, niż możnaby się spodziewać.

Jestem zaskoczona. Pozytywnie. Co prawda jest trochę niedociągnięć... Ale. No właśnie. Ale w gruncie rzeczy, jest to bardzo ciekawa opowieść o duchach, zjawach, opętaniach. Autorka w barwny i szczegółowy sposób przedstawia same Uroczyska. Wyobraźnia pracuje, można czytając poczuć, jakby się tam było. To duży plus, chociaż niektórym opisy mogą się służyć. Osobiście lubię to, także nie miałam żadnego problemu z przyzwyczajeniem się do stylu.

Sama historia trochę pogmatwana, momentami ciężko zrozumieć, kto i co... trzeba się skupić. Wyłapywać wskazówki. Natomiast sama końcówka. No kurczę. Otwarte zakończenie? Niewyjasnienie? Czy mogę wnioskować, iż będzie ciąg dalszy? Jeśli tak, to chętnie przeczytam! Bardzo chciałabym się dowiedzieć, co się tak naprawdę stało. Jaka była główna tajemnica? Co prawda można się po części domyśleć... Ale nie ma gwarancji, że te nasze myśli, są zgodne z prawdą...

Podobało mi się. Może nie bałam się, nie drżałam podczas czytania, jednak klimat i emocje były wręcz namacalne. I chciałoby się więcej.

Polecam 🙂

Joanna Pypłacz "Dwór na Martwym Polu".

Jako iż większość wie, okładka przyciągnęła mnie bardzo mocno, to obraz z moich snów, koszmarów... No jak zwał, tak zwał. No i oczywiście, nie mogłam się jej oprzeć 😉

Historia dzieje się po wojnie, gdzie władzę sprawują Niemcy. Poznajemy Irenę Kownacką, młodą kobietę, która zajmuje się naprawą lalek. Poznajemy Rafała Szczęsnego,...

więcej Pokaż mimo to

avatar
415
167

Na półkach:

Rok 1941. Irena Kornacka dostaje list od ciotki, w którym to starsza pani zaprasza do siebie siostrzenicę. Równolegle do Uroczysk zmierza Rafał Szczęsny- genialny pianista i ulubieniec niemieckich żołnierzy stacjonujących we Wrocławiu. Choć byli towarzyszami zabaw w dzieciństwie, przez lata zapomnieli o sobie, niosąc własne problemy i zmartwienia. Już niebawem znów się spotkają, ale w makabrycznych okolicznościach.

Fabuła czyli danie główne
Twórczość Joanny Pypłacz miałam okazję poznać przy okazji pozycji "Genius Loci". Już wówczas dało się zaobserwować jej bujną fantazję, zamiłowanie do tematyki grozy. Czy jednak samo zamiłowanie wystarczy, jeśli chce się napisać powieść? Niestety nie. Oprócz zupełnie oczywistej miłości do danego gatunku należy również posiadać dar przykucia czytelnika, i przede wszystkim odważnego kopa, którym swoją książkę wprowadzisz do życia. W "Dworze na Martwym Polu" ma się wrażenie, że Autorka poszła w niewłaściwą stronę, bo o ile temat duchów i opętań w który Pypłacz zabrnęła jest znany i owszem, klasycznie straszny, to już fajnym świeżym pomysłem mogły być lalki, które zawodowo naprawiała Irena. I muszę się przyznać, że ja się takiego zabiegu spodziewałam- nawiedzonych, opętanych lalek, które żyją swoim życiem.
Natomiast główna oś fabularna prowadzona jest wokół ducha ,którego nikt nie zna i procesu opętania. Nie umiem myśleć o tym inaczej niż w kategorii klasycznego "Egzorcysty" Williama Petera Blattego, a dokładniej tym, ż Pypłacz mocno inspirowała się tym dziełem. I choć inspiracja jest jak najbardziej w porządku, to już trzeba postarać się by swoją fascynację naprawdę dobrze przelać na papier. Brakuje tu dbałości o detale, opisy są tak krótkie, że oczy płaczą. Głównym błędem w tej powieści jest fakt, że Autorka zbyt dużą wagę przywiązuję do uczuć i pragnień bohaterów, a także do ich problemów, że bagatelizuje techniczne zagadnienia rzeczowe. Do przodu z akcją posuwamy się w tempie dżdżownicy- nie ślimaka czy żółwia, ale tylko ociupinkę szybciej. Jak by to nie zabrzmiało, ale podczas czytania miałam wrażenie, że nic tam nie dzieje się z udziałem woli bohaterów, ale tylko i wyłącznie za zrządzeniem tej tajemniczej siły, która wszystko "stawia" pod siebie. I to byłoby normalne w granicach powieści grozy, natomiast jest to zdublowane tyle razy, i tak nieprecyzyjnie, że pojawia się pytanie po co?

Bohaterowie czyli mdląca przystawka
W "Dworze na Martwym Polu" oprócz głównych bohaterów Ireny i Rafała znajduje się cala paleta postaci, które prawdopodobnie miały być barwne i soczyste, natomiast wyszły takie sobie. Przechodząc do sedna trzeba powiedzieć wprost, że Irena swoja delikatnością, eterycznością i egzaltacją powala. Nieco lepiej prezentuje się Rafał, ale dla mnie jest nieco niedopracowany. Gdyby Pypłacz bardziej się postarała, rozbudowała jego charakterystykę, byłby to ewidentnie czarny koń tej powieści. Na uwagę zasługuje także Tola, szczególnie, że jest od początku niesamowicie tajemniczą postacią, o której nic nie wiadomo. To taka trochę Pani Danvers z "Rebeki" Daphne du Maurier, takie początkowo sprawiała wrażenie, przy bliższym poznaniu niestety okazuje się być inaczej. Bohaterowie wypadają blado, są niedopracowani, nie wzbudzają emocji a to bardzo ważne.

Moje podsumowanie czyli malutki deser, gdyż cukier w nadmiarze szkodzi
Jedynym i niepodważalnym atutem powieści jest styl pisarski Joanny Pypłacz. Jest lekko, czyta się szybko, język i słownictwo jest bogate. Całość jako jednolita struktura jest niedopracowana. Nie mam na myśli słabego warsztatu Autorki, a to, że nie ma tu ani powiewu ani nawet delikatnego muśnięcia grozą. Ja widziałam wiele inspiracji, samo Martwe Pole tak podobne do "Nawiedzonego domu na wzgórzu" Shirley Jackson aż wola o porównanie. Może gdyby zmienić koncepcje, byłoby lepiej, ale tego już się nie dowiemy.
Dodaję jedną gwiazdkę, ponieważ zakończenie jest otwarte i co by t nie dywagować, jest pozostawione w takim suspensie, że w tym momencie sięgnę po drugą część, aby dowiedzieć się jak z tego Autorka zmierza wybrnąć.

Książkę otrzymałam z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl

Rok 1941. Irena Kornacka dostaje list od ciotki, w którym to starsza pani zaprasza do siebie siostrzenicę. Równolegle do Uroczysk zmierza Rafał Szczęsny- genialny pianista i ulubieniec niemieckich żołnierzy stacjonujących we Wrocławiu. Choć byli towarzyszami zabaw w dzieciństwie, przez lata zapomnieli o sobie, niosąc własne problemy i zmartwienia. Już niebawem znów się...

więcej Pokaż mimo to

avatar
80
52

Na półkach:

Strzeż się tego dworu. Nie wiadomo, jakie skrywa tajemnice...

Ta książka przenosi nas do czasów wojennych, Kraków, rok 1941 r. Poznajemy Irenę, która jest właścicielką kliniki dla lalek oraz Rafała - utalentowanego pianistę. Po latach ta dwójka znów spotyka się w Uroczyskach. Już od początku pobytu w dworze na Martwym Polu Irena czuje się nieswojo, podobne emocje towarzyszą właścicielowi sąsiedniej willi - Rafałowi.
Zaczynają wracać do nich wspomnienia z dzieciństwa, pojawia się jeszcze większy niepokój i skrywane przez lata tajemnice.
Jaki związek z tym wszystkim ma kobieta, której portret znajduje się na strychu w dworze Domańskich?

Po powieści grozy spodziewałam się czegoś z większym dreszczykiem emocji, jednak pod tym względem autorka jakoś specjalnie mnie nie zaskoczyła. Akcja toczyła się w dosyć powolnym tempie, ale wcale mi to nie przeszkadzało, ponieważ ta historia ma naprawdę wspaniały, tajemniczy, a momentami mroczny klimat.
Mimo że nie przepadałam nigdy za opowieściami o duchach, opetaniach itp. bardzo spodobała mi się ta historia i po otwartym zakończeniu liczę na kolejną część, która z tego co wiem ma się ukazac.

Strzeż się tego dworu. Nie wiadomo, jakie skrywa tajemnice...

Ta książka przenosi nas do czasów wojennych, Kraków, rok 1941 r. Poznajemy Irenę, która jest właścicielką kliniki dla lalek oraz Rafała - utalentowanego pianistę. Po latach ta dwójka znów spotyka się w Uroczyskach. Już od początku pobytu w dworze na Martwym Polu Irena czuje się nieswojo, podobne emocje...

więcej Pokaż mimo to

avatar
3875
3697

Na półkach: , , , , ,

Zaskakująca książka,skrywa tajemnice starego Dworu,poprowadzona bardzo dobrze fabuła,zwroty akcji szybkie,trzymała mnie w napięciu.
Z klimatem powieść obyczajowa,bardzo dobra,wspaniała lubię takie książki czytać,a tą książkę przeczytałam z wielką przyjemnością.

Zaskakująca książka,skrywa tajemnice starego Dworu,poprowadzona bardzo dobrze fabuła,zwroty akcji szybkie,trzymała mnie w napięciu.
Z klimatem powieść obyczajowa,bardzo dobra,wspaniała lubię takie książki czytać,a tą książkę przeczytałam z wielką przyjemnością.

Pokaż mimo to

avatar
845
87

Na półkach: , ,

Do książki pani Joanny Pypłacz podchodziłam z entuzjazmem. Literacki horror jest bowiem gatunkiem, po który sięgam chętnie, wiedząc, że moja własna wyobraźnia raczej mnie nie zawiedzie, a lektura dostarczy odpowiednich emocji. A ponieważ z polskim horrorem książkowym nie miałam chyba do tej pory za wiele do czynienia (nawet „Inkub” wciąż czeka na stosie hańby), obiecywałam sobie po spotkaniu z „Dworem na martwym polu” wiele.

Za wiele.

Historia opowiada o Irenie Kownackiej, która wyrusza z Krakowa do sędziwej krewnej, mieszkającej w opuszczonej i owianej złą sławą posiadłości. Irenę spotykały już w tym miejscu w dzieciństwie nieprzyjemności, o których jednak pamięta jak przez mgłę. I choć przeczucie mówi jej, że wizyta u ciotki to zły pomysł, ona jednak wsiada do pociągu.

Książka od początku nie przypadła mi do gustu. Autorka stosuje długie zdania. Rozdziela myśli przecinkami i średnikami, wszędzie tam gdzie ja już dawno widziałabym kropkę. Powoduje to nie tylko spowolnienie akcji, ale i zwykłe zmęczenie u czytelnika. Styl autorki ratują wyszukane i ciekawe metafory, choć jednocześnie wszystko wydaje się napisane jakoś zbyt poetycko i nierealnie. Jednak zamysłem pani Joanny było prawdopodobnie stworzenie horroru opartego na klasycznych powieściach gotyckich.

I wszystko by się zgadzało. Mamy posępny, nawiedzony dwór, upiorny strych, kryjący mnóstwo tajemnic i rozmyte wspomnienia z dzieciństwa. Niemniej jednak brakowało mi tam klimatu. Dom był posępny jakby na siłę. Otaczał go las, a wokół posiadłości nic nie rosło, (oczywiście, żeby było strasznie to musi być goła gleba). Sprawiał wrażenie opuszczonego, a jednak skusił kogoś do spędzenia w nim urlopu. Strych roił się od tajemnic i pamiątek z minionego wieku, a tak naprawdę nie dostaliśmy wyjaśnienia czym były te pamiątki, ponieważ autorka skupiła się tylko na kluczowym dla fabuły portrecie. Serwowanie czytelnikowi tajemnic na siłę, tylko po to, żeby przekonać go, że „tak, ten dom jest straszny, nawiedzony, przerażający i nie chciałbyś tam za Chiny być” i nie siląc się na wyjaśnienia to nie jest dobry zabieg, (biorę pod uwagę, że to zaledwie pierwszy tom i w drugim dowiemy się więcej, niemniej jednak uważam to za marny chwyt). Co więcej, z kranu oczywiście leci rdzawa woda, przypominająca krew, a główna bohaterka wszędzie widzi kształt trumny i reaguje na to histerycznie.

Niewiele w tym z horroru. Autorka zostawia nas z kilkoma przemykającymi w tle zjawami, niepokojącym obrazem i niestabilnym stanem psychicznym pani Kownackiej, nie pozwalając nam się ani na chwilę poczuć się nieswojo czy przestraszyć. Próżno tu szukać nawet odwalających całą horrorową robotę dobrych jump-scare’ów. Jeden „antropomorficzny kształt” w korytarzu czy za drzwiami sprawy niestety nie załatwi. Zdaję sobie sprawę, że filmowi twórcy mają łatwiej, serwując nam przerażające obrazy, od których trudno się opędzić po obejrzeniu horroru. Ale przecież są już książki w tej tematyce, po których człowiek czuje się nieswojo. „Dwór…” kartuje się, czekając czy wreszcie coś nas przestraszy i niestety ja się nie doczekałam.

Ale nie to było moją największą bolączką podczas lektury, ponieważ wiem, że każdego przeraża coś innego i być może ta jedna wiktoriańska zjawa znajdzie swoich masochistycznych zwolenników.

Tym, co mnie najbardziej zniechęciło był fakt, że akcja książki rozgrywała się w 1941 roku. I nie, nie chodzi o to, że trwała wtedy wojna, a ja mam przesyt tej tematyki. Wręcz przeciwnie. Wybór takich okoliczności do umieszczenia w nich horroru mógłby naprawdę dobrze zagrać, (wszak czasy II wojny są horrorem samym w sobie bez zjaw, tajemnic i nawiedzonych domów), z zachowaniem oczywiście należnego szacunku i powagi tamtym czasom. Ale tu nie zagrało. Dlaczego? Bo moim zdaniem autorka popełniła błąd, decydując się na ten okres w historii. W „Dworze na martwym polu” mimo trwania wojennej zawieruchy na okupowanych terenach polskich, nazistów możemy policzyć na palcach jednej ręki. Dosłownie, ponieważ jest ich aż dwóch. Głowna bohaterka w Krakowie zajętym przez Niemców prowadzi klinikę dla lalek, (tak, w samym sercu wojny to naprawdę niezbędny fach i zapewne wszyscy mają głowy do tego, żeby oddawać zepsute lalki do naprawy). A że coś jest nie tak wiemy tylko dlatego, że zamiast „Wrocław” używana jest nazwa „Breslau”. I w zasadzie jedynym powiązanym z wojną zdarzeniem jest to, że mąż Ireny został schwytany w łapance i słuch po nim zaginął. Sama Irena zresztą też dość szybko o nim zapomina. Nie słyszy się o nalotach, niepokojach czy walkach. Ludzie we wsi tuż obok Martwego Pola żyją jak gdyby nigdy nic i nie opłakują poległych, bo najwyraźniej nikt od nich nie zgłosił się do obrony kraju. Umieszczenie akcji w czasie II wojny światowej tylko po to, żeby postraszyć czytelnika jednym brutalnym Niemcem w lesie to nie był najszczęśliwszy pomysł. Wszak do tego nawet nie trzeba Niemca, wszędzie znajdzie się jakiś typ spod ciemnej gwiazdy.

Czy książka poza wyszukanymi metaforami, o których już wspomniałam ma jakieś plusy? Tak. Moim zdaniem największym jej plusem jest postać Grety. Wolnego i niezłomnego ducha, którego może nawet można by było podziwiać, gdyby jej potencjał nie został zmarnowany. Na uwagę zasługuje także rozdział trzydziesty szósty, ponieważ dopiero tam poczułam klimat opowieści z dreszczykiem i mogę mu z całą stanowczością przyklasnąć. Szkoda, że to tylko kilka stron.

Podsumowując, ja po drugi tom nie sięgnę, nawet mimo tego, że zakończenie jest tak ordynarnie otwarte i pozostawia tyle niedomówień, że ciężko je w ogóle nazwać zakończeniem książki. Zamykając ostatnią stronę, zostałam po prostu z poczuciem, jakby ktoś wyrwał resztę. Książka zapewne znajdzie jednak swoich zadowolonych czytelników. Ja ze swej strony mogę tylko wyrazić nadzieję, że pani Joanna odważy się wreszcie nas kiedyś porządnie przestraszyć.

Do książki pani Joanny Pypłacz podchodziłam z entuzjazmem. Literacki horror jest bowiem gatunkiem, po który sięgam chętnie, wiedząc, że moja własna wyobraźnia raczej mnie nie zawiedzie, a lektura dostarczy odpowiednich emocji. A ponieważ z polskim horrorem książkowym nie miałam chyba do tej pory za wiele do czynienia (nawet „Inkub” wciąż czeka na stosie hańby), obiecywałam...

więcej Pokaż mimo to

avatar
519
420

Na półkach:

Są takie miejsca, których sama nazwa wzbudza niepokój. Joanna Pypłacz zabierze nas do jednego z nich. W Uroczyskach znajduje się jałowa ziemia, zwana Martwym Polem, a przy niej wznosi się, co prawda zamieszkany, ale zniszczony i ponury dwór. Poznamy jego tajemnice.

Główną bohaterką powieści jest Irena Kornacka, która otrzymuje zaproszenie od starej ciotki do jej domu. Długo waha się czy pojechać bo oczekuję na wiadomości o mężu schwytanym w łapance[*], oraz odczuwa niepokój przed odwiedzeniem starego dworu. Nie może sobie przypomnieć co, ale jest pewna, że kiedyś wydarzyło się w nim coś strasznego. Niechcący stare wspomnienia przywołuje spotkany na miejscu znajomy – Rafał Szczęsny – co przyspiesza bieg przerażających wypadków.

„Dwór na Martwym Polu” to świetna historia, ale – moim zdaniem – trochę niefortunnie opowiedziana. Bardzo lubię książki o miejscach czy rodzinach, które skrywają jakąś mroczną tajemnicę i chciałam poznać sekret starego dworu. Drogę do jego odkrycia przebyłam dość sprawnie, bo jest to książka niewymagająca, ale zabrakło mi porządnej dawki grozy, którą zabił m.in. przydługi wstęp.

Irena i Rafał to dwie postacie, które muszą dotrzeć do Uroczysk. Kiedyś tam mieszkały, ale ich dorosłe życie toczy się gdzie indziej. Joanna Pypłacz zadbała o to, abyśmy dobrze ich poznali – czym się zajmują, co ich trapi itp. To jest cudowne, kiedy autor widzi swoje postacie w szerszej perspektywie niż wymaga tego fabuła powieści, tylko z punktu widzenia owej fabuły nie zawsze potrzebne. I tak jest tutaj. Na zmienię przyglądamy się dwójce bohaterów zajętych codziennymi sprawami, którzy w pewnym momencie decydują się wyjechać do miejsca swojego dzieciństwa, a kiedy tam docierają, to co o nich wiemy spada na drugi plan, bo porywa ich wir niecodziennych wydarzeń.

Akcja zaczyna coraz bardziej gęstnieć. Irena czuje się w dworze coraz gorzej, jednak coś ją trzyma na miejscu i zachęca do eksploracji domostwa, co powoduje powrót wspomnień i budzi zjawę. Znowu pojawiają się tu zagrywki, które niestety tłumią grozę sytuacji np. zbyt częste budowanie napięcia na fundamencie niepokoju, albo bardzo fragmentaryczne przypominanie sobie przez Irenę wydarzeń z młodości, czyli znowu bazowanie na jednym sposobie wyrazu. W końcu Joanna Pypłacz serwuje nam bardzo widowiskowy finał. Teoretycznie czytelnik powięzienie być zadowolony, aczkolwiek ja, pomimo że czytałam wieczorem, czułam zero strachu. Trzaśniecie podłogi czy wiatr za oknem nie powodowały myśli, że zaraz coś wyskoczy z ciemnej kuchni. A po sięgam po literaturę grozy, żeby mnie wystraszyła.

„Dwór na Martwym Polu” ciężko mi sklasyfikować. Fabuła zawiera cechy horroru, ale emocje, które mi towarzyszyły podczas czytania, są bliższe powieści kobiecej z tajemnicą w tle. Być może jest to powieść dla osób, które maja ochotę na coś strasznego, ale zbyt się boją? Joanna Pypłacz opowiada ciekawą historię i robi to ładnym, nieco poetyckim językiem. W sumie przeczytałam ja z zainteresowaniem, a problem mam tylko taki, że mnie nie przeraża.

[*] Akcja książki ma miejsce w 1941 roku. Autorka stara się oddać tło historyczne i wprowadza postacie Niemców prześladujących Polaków, jednak nie są to elementy istotne dla fabuły, a i wojna nie przebija się na stronach tej powieści.

Są takie miejsca, których sama nazwa wzbudza niepokój. Joanna Pypłacz zabierze nas do jednego z nich. W Uroczyskach znajduje się jałowa ziemia, zwana Martwym Polem, a przy niej wznosi się, co prawda zamieszkany, ale zniszczony i ponury dwór. Poznamy jego tajemnice.

Główną bohaterką powieści jest Irena Kornacka, która otrzymuje zaproszenie od starej ciotki do jej domu....

więcej Pokaż mimo to

avatar
169
107

Na półkach:

Bardzo ciekawa i tajemnicza. Napisana tak,że czekam na kolejną część .

Bardzo ciekawa i tajemnicza. Napisana tak,że czekam na kolejną część .

Pokaż mimo to


Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Dwór na Martwym Polu


Reklama
zgłoś błąd