Necrolotum

Okładka książki Necrolotum
Jan Maszczyszyn Wydawnictwo: Genius Creations Cykl: Podmorskie imperia (tom 1) fantasy, science fiction
590 str. 9 godz. 50 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Cykl:
Podmorskie imperia (tom 1)
Wydawnictwo:
Genius Creations
Data wydania:
2019-11-05
Data 1. wyd. pol.:
2019-11-05
Liczba stron:
590
Czas czytania
9 godz. 50 min.
Język:
polski
ISBN:
9788379953547
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Poczekaj, szukamy dla Ciebie najlepszych ofert

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
6,3 / 10
38 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
49
44

Na półkach:

Nie potrafie obiektywnie ocenic tej ksiazki. Z jednej strony fantastyczna, wrecz epicka. Z drugiej, potrafi obrzydzic czytanie. Swiatu przedstawionemu blizej do sci-fi niz fantastyki, dlatego wplecione watki magiczne nijak nie pasuja do ogolnego obrazu. Jezyk archaiczny, zero jakiejkolwiek emocji, jakby cala akcja toczyla sie linniowo. Historia ciekawa, popsuta przez nudne i wlokace sie monologi. Ciagle powtorzenia i bledy logiczne.
Jednoczesnie podobala mi sie i nie. Bardzo specyficzna, malo komu przypadnie do gustu.

Nie potrafie obiektywnie ocenic tej ksiazki. Z jednej strony fantastyczna, wrecz epicka. Z drugiej, potrafi obrzydzic czytanie. Swiatu przedstawionemu blizej do sci-fi niz fantastyki, dlatego wplecione watki magiczne nijak nie pasuja do ogolnego obrazu. Jezyk archaiczny, zero jakiejkolwiek emocji, jakby cala akcja toczyla sie linniowo. Historia ciekawa, popsuta przez nudne...

więcej Pokaż mimo to

1
avatar
6970
727

Na półkach:

To jest bardziej staroświeckie niż Verne. Męczliwe, rozwlekłe, irytujące. Sporo problemów językowych.
3/10

To jest bardziej staroświeckie niż Verne. Męczliwe, rozwlekłe, irytujące. Sporo problemów językowych.
3/10

Pokaż mimo to

25
avatar
499
83

Na półkach: ,

Necrolotum zaskakuje klimatem steam-punk i wizją ludzkości żyjacej pod wodą. Jednakże na tym moje zachwyty się kończą.

Główny bohater, Jack, to blisko pięćdziesięcioletni rasista i homofob, który marzy o zostaniu uznanym wynalazcą i poślubieniu arystokratki. Nie kocha jednak swojej wybranki wystarczająco, jak gorliwie zapewnia. Gnany pochlebstwami i własnymi pobudkami, bez wahania zdejmował pierścionek zaręczynowy z jej dłoni, aby zapłacić za części do swoich wynalazków. Bardzo łatwo go nagiąć do swojej woli, wystarczy trochę go pochwalić, a merda ogonem jak szczęśliwy pies. Nie polubiłam go ani trochę.

Z pozostałymi postaciami nie było lepiej. Zdumiała mnie postawa Abelii. Została porwana przez morskie olbrzymy, bestialskie i ohydne. W ich leżu została wielokrotnie zgwałcona, aby potem urodzić potworną córeczkę za blisko miesiąc czasu. Nijak się to na niej odbiło. Potem perorowała jak jakiś uczony, choć na początku wzgardzała zainteresowaniami Jacka. Wręcz miałam wrażenie, jakby uznała całe to zajście za ekscytująca przygodę.

Książka miała potencjał. Lubię motyw alternatywnych rzeczywistości i fantastyki naukowej. Tutaj jednak oba przeistoczyły się w bełkot, brak spójności, a i czasami naciąganie faktów nam znanych z biologii i historii. Nie mówiąc już o rozpalaniu ognia pod wodą... Alternatywny świat podzielono na królestwa i cesarstwa, skalane niewolnictwem i pogardą wobec ludzi innego koloru skóry niż ci o jasnym licu. Czasy zbiegają się z wybuchem wojny światowej i być może byłoby to ciekawe, gdyby gdziekolwiek pojawiły się inne odcienie od głębokiej niechęci do tego, co inne.

Język powieści jest dość... wyjątkowy. Pełen archaizmów, poetyckich zwrotów. Trochę mi zajęło czasu, zanim się doń przyzwyczaiłam. To też dodatkowo zniechęcało do zapoznawania się z dalszymi losami bohaterów oraz dziwnym torem miłości i niemalże heroicznym czynem Jacka.

Necrolotum totalnie nie przypadło mi do gustu. Przeczytałam tylko dlatego, że nie lubię nieskończonych historii... Ale zasłużyło na 2,5/10 punktów.

Necrolotum zaskakuje klimatem steam-punk i wizją ludzkości żyjacej pod wodą. Jednakże na tym moje zachwyty się kończą.

Główny bohater, Jack, to blisko pięćdziesięcioletni rasista i homofob, który marzy o zostaniu uznanym wynalazcą i poślubieniu arystokratki. Nie kocha jednak swojej wybranki wystarczająco, jak gorliwie zapewnia. Gnany pochlebstwami i własnymi pobudkami, bez...

więcej Pokaż mimo to

3
Reklama
avatar
92
63

Na półkach:

Przepraszam.... Nie dałem rady. Myślałem., Miałem nadzieję, zmuszałem się ale przygniotło mnie. naprawdę starałem się, podchodziłem 3 razy, 150 stron ale nie.... Poddaje się. Takich bzdur nie czytałem dawno. Rozumiem, że może byc to jakiś rodzaj literacki, może komuś się podobać takie pitolenie, ale dla mnie to wygląda jakby kilku filozofów nazarlo się jakichś grzybów i zaczęło ze sobą dyskutować na tematy o których mają i nie mają pojęcia. Po czym ktoś wziąl nagrania z takich sesji i spisał najbardziej powalone pomysly i sklecił z nich książkę. Przez 1/4 książki cały czas byłem odpychany od lektury. Odpychany stylem, słownictwem, idiotyzmami, brakiem jakiegoś sensu. To jakby BioShock tylko na poziomie dna na jaki mają zamiar zejść bohaterowie książki. Dalem 4 bo może jestem za stary i nie rozumiem. Ogólnie jeśli przez pierwsze 50 stron nie poczujesz mięty to każda kolejna strona będzie odpychać coraz silniejszym smrodem.

Przepraszam.... Nie dałem rady. Myślałem., Miałem nadzieję, zmuszałem się ale przygniotło mnie. naprawdę starałem się, podchodziłem 3 razy, 150 stron ale nie.... Poddaje się. Takich bzdur nie czytałem dawno. Rozumiem, że może byc to jakiś rodzaj literacki, może komuś się podobać takie pitolenie, ale dla mnie to wygląda jakby kilku filozofów nazarlo się jakichś grzybów i...

więcej Pokaż mimo to

1
avatar
400
161

Na półkach:

Steampunk to dziwny gatunek. Z jednej strony niezwykle ciekawy, fantastyczny stylistycznie i o wręcz nieograniczonych możliwościach. Z drugiej jest go zwyczajnie mało na świecie - żeby coś w tym klimacie znaleźć trzeba aktywnie szukać, samo do rąk nie wpadnie. “Necrolotum” to świetny reprezentant gatunku - jest tu wszystko, co w steampunku powinno być, a nawet więcej.

To nie jest lekka książka. Prawie sześćset stron drobnym drukiem wpisuje się raczej w ten większy woltaż książkowy, a fakt, że Maszczyn operuje bardzo archaiczną stylizacją językową dodatkowo utrudnia brnięcie przez kolejne strony. Jednakże ta stylizacja jest równocześnie największą zaletą książki - nie wyobrażam sobie nakładu pracy, który był potrzebny, żeby całość napisać w ten sposób. Jeśli nie przepadacie za literaturą klasyczną lub po prostu starszą to możecie mieć drobny problem z używanym słownictwem, a jeśli ze staropolskim jesteście za pan brat to Maszczyn podstępnie zaatakuje Was słowotwórstwem. Niemniej jednak - czapki z głów, naprawdę. Językowo to naprawdę niesamowita książka.

Świat przedstawiony idzie w konkury o laury z językiem - nie mogę zdradzić Wam dokładnie o co chodzi, tak żeby nie zepsuć radości z odkrywania tajemnic wraz z bohaterami, ale koncept, na którym opiera się całość fabuły i świata jest genialny w swoim rozmachu. Zgodnie z zasadą, że dobra fantastyka to taka, która przy przyjęciu pewnych założeń wydaje się nie tyle, że prawdopodobna to logiczna i sensowna - “Necrolotum” jest absolutnie przekonujące i koherentne. Nie ma tu odstępstw od początkowych założeń, a chociaż zdarzają się może z dwa automatony, których działanie jest opisane raczej szczątkowo i trochę ciężko zrozumieć, jak to miałoby działać to cała reszta ma swoje wytłumaczenie niemalże co do zębatki. Żeby nieco zawęzić krąg skojarzeń - będziecie mieli okazję poczuć się podobnie, jak podczas przygód z Kapitanem Nemo albo podczas przechadzki (ta… przechadzki) po Rapture z Bioshocka. To oczywiście duże uproszczenie, bo fabuła książki Maszczyna obfituje w dodatkowe elementy.

Te dwie rzeczy - język i świat, są tym, co w “Necrolotum” najlepsze. Idealnie współgrają, wciągają w świat i roztaczają przed czytelnikiem niesamowite wizje. Niestety niektóre zębatki wypadałoby trochę nasmarować. Bohaterowie są nieszczególnie ciekawi. Jack De Waay czyli nasz główny bohater potrafi momentami wręcz irytować swoją osobą i to bardziej z racji nagłych zmian zachowania i charakteru niż z konkretnej cechy osobowości. Antagonista jest sztampą, kilku postaciom drugoplanowym brakuje głębi (hehe, głębi im brakuje w oceanach, łapiecie?). Sytuację nieco ratuja profesor Ocearus Molier, którego wizja i przekonanie o swojej racji połączone z niebanalnymi umiejętnościami i wiedzą robią z niego trochę takiego dżentelmeńskiego batmana z czasów wiktoriańskich. No i Abelia, narzeczona naszego protagonisty - to dopiero silna kobieta. Porażająco wręcz, biorąc pod uwagę makabryczne wydarzenia mające miejsce w książce. Lekki spojler, ale ważny - w książce pojawia się motyw międzygatunkowego gwałtu, z którego nawet powstaje “dziecko”. Mając na uwadze, że to tylko książka, niesamowitego wrażenia to nie robi, ale jednak temat ciężki. Tylko kuźdyk, Maszczyn go wręcz zbywa. Wprowadza, żeby przygotować sobie tło do późniejszych wydarzeń, ale samo piętno, jakie powinno coś takiego odcisnąć na bohaterach swoim klimatem i konsekwencjami przywodzi na myśl bardziej słowo “ambaras” niż “tragedia”. No, ale aferki się zdarzają, nie?

Być może jest to kwestia stylizacji językowej, pełnej patosu i dystyngowania, ale dużo elementów książki trochę na tym traci. Flegmatyczność i rozwlekłość dialogów oraz opisów sprawia, że akcja toczy się powoli i z dostojnością wieloryba. Nie jest to jakiś wielki problem, ale niektóre sceny chciałoby się przeczytać z większym dynamizmem (w końcu trochę akcji tutaj jest).

“Necrolotum” na pewno jest książką nietypową, niezwykłą wręcz w swojej niszy. Na pewno nie przypadnie do gustu wszystkim, a nawet Ci, którzy z lubością zaczytują się tego typu powieściami muszą liczyć się z tym, że przeczytanie jej na pewno będzie wymagać sporej dozy cierpliwości i czasu. Z drobnych uwag - na pewno na plus przypisy znajdujące się na końcu książki, pozwalają dostarczyć nieco dodatkowych informacji o znaczeniu słów, wydarzeń i motywów, które postacie siłą rzeczy traktują jako oczywiste, a tłumaczenie ich pomiędzy wersami zmusiłoby autora do oczywistej ekspozycji. Na minus brak grafik w książce. Nie zrozumcie mnie źle, nie tupię nóżką, że trudna książka i chciałbym obrazki, żeby mi było milej - po prostu opisywane światy, maszyny i inne wydają się na tyle intrygujące, że chciałbym zobaczyć, co by z nimi zrobił wprawny rysownik.

W dużym skrócie - po “Necrolotum” na pewno warto sięgnąć. Nie mogę zagwarantować, że każdemu się spodoba, ba, wręcz przeciwnie. Ośmielę się założyć, że przeważającej grupie ludzi się nie spodoba. I nie dziwota, bo chociaż w pewnych aspektach jest to powieść wyjątkowa to potrafi momentami się dłużyć i trochę znudzić (co niekoniecznie oznacza, że coś jest złe, przynajmniej dla mnie). Niemniej jednak trzeba by być głupcem, by nie docenić książki Maszczyna - to naprawdę solidne dzieło, a to czy personalnie się komuś podoba czy nie to już kwestia marginalna.

https://www.facebook.com/gniazdoszeptunow

Steampunk to dziwny gatunek. Z jednej strony niezwykle ciekawy, fantastyczny stylistycznie i o wręcz nieograniczonych możliwościach. Z drugiej jest go zwyczajnie mało na świecie - żeby coś w tym klimacie znaleźć trzeba aktywnie szukać, samo do rąk nie wpadnie. “Necrolotum” to świetny reprezentant gatunku - jest tu wszystko, co w steampunku powinno być, a nawet więcej.

To...

więcej Pokaż mimo to

3
avatar
766
234

Na półkach:

Sny majstrów drogocenne

Słowa będące tytułem tego omówienia zaczerpnąłem z wiersza Czesława Miłosza "Piosenka o porcelanie". Utwór to przejmujący, gdyż w na pozór lekkiej zwiewnej formie, w której pobrzękują ładne rymy i kołysze nas wyczuwalny rytm, czytamy o dramacie, jaki stał się udziałem kultury zmiecionej huraganem wojny. Najbardziej zaskakiwać może żal, jaki wyraża bohater tekstu - nie opłakuje ludzi, bliższych lub dalszych znajomych lub nieznajomych, on nie może pogodzić się z potłuczonymi naczyniami, zastawą stołową, porcelanowymi serwisami, po których przejechały gąsienice czołgów. To poczucie krzywdy wynika ze świadomości, że delikatna i subtelna, bezpieczna i swojska rzeczywistość nigdy nie zagwarantują człowiekowi bezpieczeństwa. Nasze prywatne rytuały, nasze z namaszczeniem odtwarzane płyty winylowe, parzone kawy, moszczenie się w wygodnych fotelach, by przejrzeć albumy z rodzinnych uroczystości, nie uchronią nikogo i niczego...

Dlaczego o tym piszę? Dlatego że kolejny raz muszę złożyć pokłon przed stylistyczną maestrią Jana Maszczyszyna. W dobie, gdy najbardziej pożądaną przez czytelnicze masy wartością jest "żeby się szybko i łatwo czytało", Maszczyszyn prezentuje "Necrolotum" - powieść wysmakowaną, czerpiącą z czystszych źródeł nie tylko samej polszczyzny, ale i żywiołu, który nazywamy językiem literackim. Złożoność tak zaprojektowanego języka, jego celowa "sztuczność", ostentacyjne ignorowanie prostej podawczości to ryzyko, jakie podjął pisarz. Wszelkie ryzyko należy szanować, nawet jeżeli nie opłaca się go podejmować lub owoce takich gestów docenią nieliczni.

"Necrolotum" zmusiła mnie do namysłu. Wszelkie "przegięcie" (a mądrzej mówiąc kampowość) przypomina, że życie i sztuka to najczęściej dwie różne przestrzenie. Malarz to nie obraz, kompozytor to nie symfonia, pisarz to nie książka. Na przykładzie powieści Maszczyszyna wyraźnie widać te dwie płaszczyzny. Mogłaby ona doskonale zaistnieć bez najmniejszego wglądu do "tutejszego świata", gdyż tak naprawdę stworzyła ją literatura (a nawet kultura, której paszportem posługuje się pisarz). Nie wychodząc z domu, ignorując "tu i teraz", wracamy do lektur, które nas ukształtowały i składamy im specyficzny rodzaj hołdu. Przejaskrawiamy to, co wyraźne. Wykrzykujemy to, co usłyszeliśmy wypowiedziane normalnym głosem. Dodajemy ornamenty to tego, co samo w sobie już jest zdobieniem.

Pisarz uzmysławia, że sztuka może karmić się samą sobą, literatura literaturą i ten rodzaj kanibalizmu nie musi być czymś odrywającym od rzeczywistości, gdyż przypomina, że częścią naszego "prawdziwego ja" jest to, co przytrafiło się niejako "w zastępstwie" w chwilach kontaktu ze sztuką. Czy to, co przeżyliśmy, czytając o przygodach pasażerów Naulitusa, stało się nam NAPRAWDĘ? No powiedzcie...

Na kartach "Necrolotum" odbija się wyraźnie tradycja awanturniczych opowieści, którymi zaczytywali się chłopcy na przełomie wieków XIX i XX, znajdziemy odciski palców Juliusza Verne'a i George'a Herberta Wellesa, wieje duch przygody i buzuje romantyczna wiara w możliwość odkrycia nieznanego. Te wszystkie wartości wcześniej zamieszkały na półkach bibliotek, prywatnych, miejskich, a przede wszystkim znalazły trwałe miejsce w duchowym krajobrazie - piszącego i czytającego.

Jak więc widzimy jak naoliwiony mechanizm książki odmierza dwa różne czasy - prywatny wolno płynący czas pisarza, który kolejny raz zanurza swoich odbiorców w odmętach na pierwszy rzut oka steam punkowej historii oraz drugi czas - medytację nad regułami istnienia literatury samej w sobie i zasadach jej wpływu na życie człowieka.

Zdaję sobie doskonale sprawę z tego, że walory "Necrolotum" nie objawią się wszystkim, którzy po tę książkę sięgną. Znajdą tam dużo słów, niektóre wypadły już z obiegu i trzeba będzie sięgać po słownik wyrazów obcych. Znajdą powolny dostojny rytm kołyszącego się żaglowca. Trafią na partie tłumaczące w duchu "starej dobrej fantastyki" quasi-naukowe odkrycia. Czy starczy im cierpliwości?

A czy warto pisać dla takich, którzy cierpliwości nie mają?

Maszczyszyn (kończę już, naprawdę) przypomina mi tego Miłoszowego majstra, który nie spiesząc się nigdzie, spisuje swoje drogocenne sny i musi liczyć się z wszystkimi konsekwencjami tego szlachetnego procederu.

Sny majstrów drogocenne

Słowa będące tytułem tego omówienia zaczerpnąłem z wiersza Czesława Miłosza "Piosenka o porcelanie". Utwór to przejmujący, gdyż w na pozór lekkiej zwiewnej formie, w której pobrzękują ładne rymy i kołysze nas wyczuwalny rytm, czytamy o dramacie, jaki stał się udziałem kultury zmiecionej huraganem wojny. Najbardziej zaskakiwać może żal, jaki wyraża...

więcej Pokaż mimo to

15
avatar
16
14

Na półkach:

Książka wyzwanie. Naukowa fantastyka z niezwykłymi, podwodnymi światami, a właściwie międzyświatami. Piękny archaiczny język i niesamowita przygoda. Bywało trudno, gdy musiałam się zatrzymać nad opisem jakiegoś urządzenia czy budowy biologicznej przedstawionych gatunków, ale tempo akcji i jej niesamowitość rekompensowały te trudności. To nie jest zwykła przygodówka, choć elementów przygody w niej sporo. Najtrudniej zaakceptować bohaterów, którzy dla nauki i przygody są w stanie wiele poświęcić, ale ja ich rozumiałam. Polecam wszystkim, którzy lubią się w powieść zagłębić, a nie przemknąć wzrokiem i zapomnieć.

Książka wyzwanie. Naukowa fantastyka z niezwykłymi, podwodnymi światami, a właściwie międzyświatami. Piękny archaiczny język i niesamowita przygoda. Bywało trudno, gdy musiałam się zatrzymać nad opisem jakiegoś urządzenia czy budowy biologicznej przedstawionych gatunków, ale tempo akcji i jej niesamowitość rekompensowały te trudności. To nie jest zwykła przygodówka, choć...

więcej Pokaż mimo to

7
avatar
1131
26

Na półkach:

Wycieczka w nieznane światy, na pokładzie steampunkowego okrętu. Dla mnie powrót do młodości, kiedy pochłaniałem książki Verne, Wells'a i Burroughs'a. Trochę już z tego wyrosłem, ale mam sentyment do ich bogatego styl i przegadania. Powiedziałbym pompatyczności nawet, ale w dobry wydaniu, rozpoznawalna jako zabieg literacki, a nie nieudolność autora.
Wady to oczywiście wady większości klasyków widzianych oczami dzisiejszego czytelnika. Słowotok opisów, ślimacząca się akcja, filozoficzne wtręty. Jedni przełknął, inni nie wytrzymają. Jednak może czasem warto zwolnić i pofilozofować z wiktoriańskimi dżentelmenami?

Wycieczka w nieznane światy, na pokładzie steampunkowego okrętu. Dla mnie powrót do młodości, kiedy pochłaniałem książki Verne, Wells'a i Burroughs'a. Trochę już z tego wyrosłem, ale mam sentyment do ich bogatego styl i przegadania. Powiedziałbym pompatyczności nawet, ale w dobry wydaniu, rozpoznawalna jako zabieg literacki, a nie nieudolność autora.
Wady to oczywiście...

więcej Pokaż mimo to

3
avatar
203
99

Na półkach: ,

https://www.sajfaj.pl/necrolotum/necrolotum-recenzja/

Jan Maszczyszyn urodzony w 1960 roku w Bytomiu, w 1989 roku wyemigrował do Australii, gdzie mieszka do dzisiaj. Debiutował na łamach “Nowego Wyrazu” w 1977 roku opowiadaniem “Strażnik”. Swoje teksty publikował w wielu „fanstastycznych” czasopismach (m. in. „Fantsatyka”, „Poilitechnik”, „Fakty”) oraz na różnych internetowych portalach fantastyki i grozy takich jak; Niedobre Literki, Fantastyka Polska PL, Szortal, Ex Fabula, Herbatka u Heleny, Carpenoctem, Nowa Fantastyka. W latach 2015-2017 spod jego pióra wyszła trylogia „Światy Solarne” – galaktyczna historia w steampunkowej oprawie. Najnowsza powieść „Necrolotum” również łączy w sobie inspiracje XIX wiekiem oraz steampunkowy styl. Jak napisał sam autor:

Gdyby ktoś, chciał zapytać, skąd bierze się w moich powieściach ta ubiegło wieczna stylizacja? —to odpowiem, że nie jest ona wyłącznie wynikiem tradycyjnie pisanej fantastyki, powrotem do genezy i źródła słowa, ale również i przede wszystkim moim ukłonem do piękna ojczystego języka, które to w takim oddaleniu ceni się najwyżej – jest przetrwalnikiem naszej polskiej duszy.

Australia, początek XX wieku. Wiktoriański dżentelmen Jack de Waay zrywa ze swoją narzeczoną Abelią, by wraz z szalonym naukowcem wyruszyć na niezwykłą wyprawę do podwodnego świata… a może i poza Ziemię. Poddaje ciało przedziwnej transformacji i wraz z towarzyszami dostaje się w odmęty Necrolotum, transoceanicznej sieci łączącej planety i księżyce Układu Słonecznego. Cudowne dziwności tego świata poprowadzą go przez niezliczone przygody aż do prawdy o ułomności ewolucji i słabości ludzkiej cywilizacji.

„Necrolotum” to steampunkowa podróż po kosmicznych oceanach odkrywanych przez potomków Atlantów. Jan Maszczyszyn zabiera czytelnika w niesamowicie oryginalny świat, w którym eksploracja planet w Układzie Słonecznym prowadzona jest przez tajemnicze wodne kanały łączące globy zamiast przez podróże w przestrzeni kosmicznej. Autor skupia się na tym co nieodkryte. Podczas, gdy wzrok ludzkości skierowany jest ku gwiazdom, a ich badanie staje się jednym z priorytetów, gdzieś powoli w zapomnienie idzie to, co jest nam dużo bliższe. Na dzień dzisiejszy wody na Ziemi są przebadane w mniejszym stopni niż najbliższa okolica naszej planety. Jan Maszczyszyn pochyla się nad tą sytuacją i zadaje pytania, które prowadzą go do stworzenia „Necrolotum”.

Czy ziemska ewolucja byłaby w stanie zasiedlić te podwodne obszary? Może? A czy człowiek mógłby? Jak musiałby być przygotowany? Czy dałby radę własnym przekształceniom? Może poprowadzić bohaterów jakiejś retrofikcyjnej powieści w taką przygodę? Może napisać książkę? A co, gdyby w alternatywnej przeszłości wystrzelić z pomocą energii wulkanicznej flotę gigantycznych kosmicznych okrętów z trzydziesto milionową załogą na pokładzie? A, co gdyby ich wszystkich wyposażyć w skrzela i broń, przy pomocy której mogliby podbić obce światy? Może coś byśmy dla siebie odkryli? Odpowiedzieli na pytanie; dlaczego w oceanach Ziemi aż roi się od dziwacznych nowych gatunków zwierząt? Czy aktualnie może przeistacza go ponownie jakaś nowa kambryjska eksplozja? Skąd biorą się te legendarne japońskie ningeny? Czyżby łączyła nas z wszechświatem wielka podwodna i dobrze ukryta rzeka? Jakiś magiczny prąd? Jakieś… Necrolotum?

W wizji Jana Maszczyszyna podwodna sieć dróg łączy planety, ludzie poddawani są genetycznym mutacjom, które mają na celu umożliwić i dostosować organizm do przebywania w środowisku wodnym, a takie rewelacje obecne są w XIX wiecznym świecie okraszonym steampunkiem, który nadaje charakterystyczny ton powieści. A ów ton dopełniony zostaje przepiękną starodawną polszczyzną, w której autor czuje się jak ryba w wodzie. Mimo, że nie jest ona łatwa, sposób w jaki nią operuje sprawia, iż powieść czyta się nad wyraz szybko. Większe problemy mogą pojawić się przy opisach konkretnych urządzeń czy zasady ich działania, jednakże autor wychodzi naprzeciw czytelnikowi i w wielu przypadkach odsyła do wyjaśnień umieszczonych w przypisach końcowych.

„Necrolotum” swój największy minus ma w tempie akcji. Możliwość zachwycania się warsztatem autora w trakcie czytania, nie rekompensuje wielu dłużyzn i zbyt mocno tzw. przegadanych akapitów – brakuje w tym wszystkim zwięzłości i szybkości. Mimo tego, „Necrolotum” to bardzo ciekawa pozycja pod względem fabuły, stworzonego świata oraz stylu w jakim opowiedziana jest historia. Nie jest to zdecydowanie powieść, dla każdego, jednak jeśli już się po nią sięgnie to najprawdopodobniej zostanie w pamięci na długo.

https://www.sajfaj.pl/necrolotum/necrolotum-recenzja/

Jan Maszczyszyn urodzony w 1960 roku w Bytomiu, w 1989 roku wyemigrował do Australii, gdzie mieszka do dzisiaj. Debiutował na łamach “Nowego Wyrazu” w 1977 roku opowiadaniem “Strażnik”. Swoje teksty publikował w wielu „fanstastycznych” czasopismach (m. in. „Fantsatyka”, „Poilitechnik”, „Fakty”) oraz na różnych...

więcej Pokaż mimo to

22
avatar
1373
512

Na półkach:

Miks Verne'a ze steampunkiem i co tam jeszcze chcecie. Stylizacja przyjemna i niezbyt natrętna. Akcja rozkręca się leniwie, jak to w klasyce. Postacie ciekawe. I pod koniec mamy lekkie zaskoczenie :) Jedyny minus, lekkie przegadanie - typowe np. dla przedwojennej fantastyki. Ogólnie, bardzo wciągająca książka.

Miks Verne'a ze steampunkiem i co tam jeszcze chcecie. Stylizacja przyjemna i niezbyt natrętna. Akcja rozkręca się leniwie, jak to w klasyce. Postacie ciekawe. I pod koniec mamy lekkie zaskoczenie :) Jedyny minus, lekkie przegadanie - typowe np. dla przedwojennej fantastyki. Ogólnie, bardzo wciągająca książka.

Pokaż mimo to

8

Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Necrolotum


Reklama
zgłoś błąd