Wykorzenieni

Okładka książki Wykorzenieni Szilárd Borbély Patronat LC
Okładka książki Wykorzenieni
Szilárd Borbély Wydawnictwo: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego Seria: Literatura Piękna literatura piękna
208 str. 3 godz. 28 min.
Kategoria:
literatura piękna
Seria:
Literatura Piękna
Wydawnictwo:
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Data wydania:
2016-10-10
Data 1. wyd. pol.:
2016-10-10
Liczba stron:
208
Czas czytania
3 godz. 28 min.
Język:
polski
ISBN:
9788323340508
Tłumacz:
Karolina Wilamowska
Tagi:
literatura węgierska powieść węgierska Żydzi
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Poczekaj, szukamy dla Ciebie najlepszych ofert

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
Reklama

Podobne książki

Reklama

Oficjalne recenzje i

Samotność liczb pierwszych*


Link do recenzji

4005 258 108

Oceny

Średnia ocen
7,4 / 10
28 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
446
317

Na półkach: ,

To niesamowicie wstrząsający obraz wiejskiej biedy. Pełen brutalności dnia codziennego, brutalności zupełnie normalnej dla zwykłego życia mieszkańców, a przez to jeszcze bardziej szokującej dla współczesnego czytelnika.

Historia tym bardziej zapadająca w pamięć, bo opowiedziana z perspektywy dziecka, które będąc biernym uczestnikiem takiego życia, powiela wzorce.

Przeczytałam ją w dwa dni, ale na pewno prędko nie zapomnę. Choć nie ma tu takiej jednoznacznej historii i akcji, nawet nie ma jednej linii czasowej (tak uważam), to historia wciąga. Czyta się ją niedowierzając, przecierając oczy, odkładając i co nóż do niej wracając. Wstrząsająca.

To niesamowicie wstrząsający obraz wiejskiej biedy. Pełen brutalności dnia codziennego, brutalności zupełnie normalnej dla zwykłego życia mieszkańców, a przez to jeszcze bardziej szokującej dla współczesnego czytelnika.

Historia tym bardziej zapadająca w pamięć, bo opowiedziana z perspektywy dziecka, które będąc biernym uczestnikiem takiego życia, powiela wzorce....

więcej Pokaż mimo to

15
avatar
202
168

Na półkach:

Wyjątkowo subiektywne myślątka.
Od początku wstrząsająca. Nie chciałam czytać dalej, ale nie mogłam przestać. Czytałam i łykałam łzy, czytałam i trudno mi było przełknąć taką dawkę "zwykłego" okrucieństwa (to nie musi być przemoc), smutku, braku nadziei.
Wzbudza ogromne współczucie i sprzeciw .

Wyjątkowo subiektywne myślątka.
Od początku wstrząsająca. Nie chciałam czytać dalej, ale nie mogłam przestać. Czytałam i łykałam łzy, czytałam i trudno mi było przełknąć taką dawkę "zwykłego" okrucieństwa (to nie musi być przemoc), smutku, braku nadziei.
Wzbudza ogromne współczucie i sprzeciw .

Pokaż mimo to

2
avatar
2837
2131

Na półkach:

"Są takie chwile, kiedy człowiek jest mądrzejszy i widzi wyraźniej niż kiedykolwiek wcześniej. Czy później. Mądrością większą niż zazwyczaj. Nagle otwierają mu się uszy i oczy, jakby spadły z nich łuski, i może wejrzeć w tajemnice losu. Co nie oznacza, że je pojmie."

Książka licząca zaledwie dwieście stron, a jak intensywnie prowadzi czytelnika, mocno wdziera się w wyobraźnię, przemawia całą paletą emocji, i to co najcenniejsze, pozostawia po sobie trwały ślad, fascynujący materiał do snucia refleksyjnych nut, poszukiwania zrozumienia prawdy o naturze człowieka, różnicach kulturowych i świadectwach przeszłości. Nie spodziewałam się, że tak ogromny potencjał twórczy drzemał w duszy autora, rewelacyjnie został wykorzystany i zobrazowany słowami w "Wykorzenionych".

Narratorem powieści jest nastolatek, z jego perspektywy patrzymy na świat, relacje z bliskimi, poszukiwanie własnych korzeni. Jednak mamy wrażenie, że niejedna dorosła osoba nie ma w sobie takiej spostrzegawczości, trafności osądów i intuicyjnego wyczuwania rzeczywistości. Chłopiec wciąż pozostaje pod urokiem dziecięcych marzeń, pragnień i wyobrażeń, choć przesłoniętych brutalną teraźniejszością. Zachowuje w sercu promienie ciepła, wyjątkową wrażliwość, które tlą się pomimo niesprzyjających warunków dojrzewania, skrajnej biedy, dojmującego głodu, niepotrzebnego cierpienia, nieobcego okrucieństwa, wszechobecnego pijaństwa i przemocy fizycznej, ale również nieustępliwej walki o przetrwanie każdego dnia. Ponura codzienność, na której cieniem dodatkowo kładą się ludzkie uprzedzenia, awersje, stereotypy, plotki, oskarżenia i odrzucenie.

Przekonuje mnie konkretny i dobitny język, świadoma kondensacja zdarzeń, wyjątkowo autentycznie odmalowany realizm węgierskiej wsi z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku, mentalność mieszkańców, polityczne i gospodarcze uwarunkowania. Mamy wrażenie, że za sprawą wspomnień głównego bohatera przenosimy się do tamtego środowiska, poznajemy każdy jego detal, odbieramy nie tylko powierzchowną otoczkę, ale także kolejne warstwy i unikalne uwarunkowania. Choć smutna muzyka ludzkiego życia, to jednak wciągamy się w jej słuchanie. Zaskakuje szczerością i prawdziwością, wnikliwym obrazem samotności, odmienności i indywidualności. Nie potrzeba dużo słów, rozbudowanych zdań, aby zmysłową surowością wyrazić istotne przesłania, poddać je czytelnikowi do interpretacji, zasiać ziarna konkluzji. I jeszcze postać matki chłopca, trafnie i przenikliwie odmalowana, pełna kontrastów, bezsilności i determinacji, ciepła i chłodu, mocno przykuwająca naszą uwagę.

bookendorfina.pl

"Są takie chwile, kiedy człowiek jest mądrzejszy i widzi wyraźniej niż kiedykolwiek wcześniej. Czy później. Mądrością większą niż zazwyczaj. Nagle otwierają mu się uszy i oczy, jakby spadły z nich łuski, i może wejrzeć w tajemnice losu. Co nie oznacza, że je pojmie."

Książka licząca zaledwie dwieście stron, a jak intensywnie prowadzi czytelnika, mocno wdziera się w...

więcej Pokaż mimo to

69
Reklama
avatar
354
78

Na półkach: ,

Przejmujące.

Przejmujące.

Pokaż mimo to

2
avatar
3326
913

Na półkach: ,

Kilkuletni wrazliwy chlopak z biednej wsi opowiada o swoim nielatwym zyciu. Panuje na niej skrajna bieda i brak perspektyw na lepsza przyszlosc. Mezowie bija zony a matki dzieci. Do tego nieustanne znecanie sie nad zwierzetami. Wszystko to widziane oczami owego chlopaka wprawia w zlosc i daje do myslenia ze i dzis na wielu wsiach nie lepiej sie dzieje.

Kilkuletni wrazliwy chlopak z biednej wsi opowiada o swoim nielatwym zyciu. Panuje na niej skrajna bieda i brak perspektyw na lepsza przyszlosc. Mezowie bija zony a matki dzieci. Do tego nieustanne znecanie sie nad zwierzetami. Wszystko to widziane oczami owego chlopaka wprawia w zlosc i daje do myslenia ze i dzis na wielu wsiach nie lepiej sie dzieje.

Pokaż mimo to

15
avatar
0
0

Na półkach:

Narratorem książki „Wykorzenieni” jest mały chłopiec, mieszkaniec węgierskiej wioski, o której zapomniał świat, lata 60. i 70. XX wieku. Chłopiec mieszka tu wraz z rodzicami, starszą siostrą i, przez krótki czas, malutkim braciszkiem. Wszyscy oni są bezimienni, imiona mają tylko członkowie dalszej rodziny oraz pozostali mieszkańcy. Wieś w której przyszło im żyć wcale nie jest dobrym miejscem na ziemi, nie ma w niej nic z sielskości i anielskości. Rodzina od początku ma pod górkę, bo jest inna, gorsza, odrzucona przez wiejską społeczność, izolowana i pozbawiona godności. Tu niewiele trzeba, aby być wyśmiewanym, wyszydzanym, aby przykleili człowiekowi łatkę obcego, wystarczy w jakikolwiek sposób się wyróżniać, wystarczy być Cyganem, Żydem, komunistą, abstynentem, kobietą... Zresztą kobiety w tej społeczności mają chyba najtrudniej, choć jednocześnie są najdzielniejsze, to one utrzymują rodziny w ryzach, opiekują się dziećmi, zwierzętami, wiecznie pijanymi mężami, to kobiety starają się wiązać koniec z końcem, a i tak obrywają ciągle od mężów, to one nie mają sił, pieniędzy, perspektyw, ale to tylko one pachną mlekiem, domem i ciepłem, a nie wymiocinami, gównem, moczem, spermą, a przede wszystkim złem, jak mężczyźni.
Żyjąc w takim miejscu, pośród okrutnych, wulgarnych ludzi, w skrajnej, przenikliwej biedzie, wrażliwe dziecko uczy się nie dobra i piękna, tylko tego, jak przetrwać i nie dać się zniszczyć, co zrobić, aby nie być głodnym, a przede wszystkim jak przestać wierzyć w sny i w bajki. Brutalna rzeczywistość nie daje o sobie zapomnieć nawet na sekundę, tu nie ma miejsca na jasne chwile, czytając tę książkę szukałam ich na próżno, nawet wątki, które zapowiadają się optymistycznie i pozytywnie, jak np. te o małych zwierzątkach, których na wsi nie brakuje, kończą się zwykle kolejną tragedią, po której chłopiec pamięta tylko łzy i bolący tyłek, od klapsów mamy.
To nie jest łatwa opowieść, na pewno nie dla każdego, niemal kronikarski styl autora oraz język, którym się posługuje - suchy, beznamiętny, chłodny, jednocześnie na wskroś precyzyjny, niepozbawiony mocnych akcentów - potęguje tylko wrażenie czegoś, co uwiera, boli i niepokoi.
Kocham czytać o rzeczach trudnych, dla mnie książki nigdy nie są ucieczką od rzeczywistości, ani relaksem, szukam w nich czegoś innego, przede wszystkim odpowiedzi na pytania o człowieka, o życie i sens istnienia, o śmierć. Uwielbiam też czasami bawić się w psychologa, wkradać do świadomości innych ludzi - bohaterów, analizować ich postawy i pytać siebie o to, jak ja zachowałabym się na ich miejscu, lubię też przenikać do wyobraźni pisarza, zgadzać sie z nim lub wręcz odwrotnie - w myślach okropnie się z nim kłócić, lubię czuć głębokie emocje i absolutnie od nich nie uciekam. Ta książka dała mi to wszystko chyba z nawiązką, choć jak zwykle nie spowodowała, że spojrzałam łaskawszym okiem na drugiego człowieka, nie dała mi żadnych odpowiedzi na pytania o sens, wręcz przeciwnie, zasiała jeszcze więcej wątpliwości i pesymizmu, jednocześnie sprawiła, że muszę i chcę szukać dalej, choć złudzeń nie mam już żadnych.
„Są takie chwile, kiedy człowiek jest mądrzejszy i widzi wyraźniej niż kiedykolwiek wcześniej. Czy później. Mądrością większą niż zazwyczaj. Nagle otwierają mu się uszy i oczy, jakby spadły z nich łuski, i może wejrzeć w tajemnice losu. Co nie oznacza, że je pojmie. Człowiek zaledwie podejrzewa coś z tego, o czym wie, że jest z całą pewnością. To wszystko”.

Narratorem książki „Wykorzenieni” jest mały chłopiec, mieszkaniec węgierskiej wioski, o której zapomniał świat, lata 60. i 70. XX wieku. Chłopiec mieszka tu wraz z rodzicami, starszą siostrą i, przez krótki czas, malutkim braciszkiem. Wszyscy oni są bezimienni, imiona mają tylko członkowie dalszej rodziny oraz pozostali mieszkańcy. Wieś w której przyszło im żyć wcale nie...

więcej Pokaż mimo to

13
avatar
42
32

Na półkach: ,

Świetna, hipnotyzująca, a pomimo naturalistycznej brutalności i organicznie przenikającej ją depresyjności, niepozbawiona zmysłowego i językowego uroku książka.
Śmiało można rzec: węgierski realizm krytyczny odpowiedzią uderzeniową na latynoamerykański nurt realizmu magicznego.
Albo: gorzkie „Trzynaście lat poniżenia” przeciwko naiwnym „Stu latom samotności”.
A trzynaście, co najistotniejsze w interpretacji, to liczba pierwsza.
Dzieli się tylko przez siebie i jeden.
Proza zdominowana przez kompulsywną narrację rozpaczy, gniewu i odrazy; wydobyta ze „ściśniętego gardła”.
Powieść, która „przekonanym” zostanie w pamięci na zawsze.
Przemoc, poniżenie, gorycz i łzy.
Oto główne drogowskazy ponurej rzeczywistości obezwładniającej bohaterów jedynej i, nie tylko dla „wrażliwców”, wyjątkowo wstrząsającej powieści Borbely’ego.
Koniec lat sześćdziesiątych na węgierskiej prowincji, którą obserwujemy oczami dorosłego, ponownie zamkniętego w świadomości kilkuletniego wrażliwego chłopca - członka rodziny wegetującej na marginesie wiejskiej społeczności.
Skrajna bieda, głód, wszechobecna przemoc.
Ojcowie piją i biją żony, dzieci, zwierzęta.
Żony biją dzieci i zwierzęta. Dzieci bija dzieci i zwierzęta. Wszyscy razem wzięci mordują te ostatnie, nie tylko by przetrwać. Relacje w gromadzie opierają się na imperatywie dominacji i przemocy kierowanej szczególnie przeciw „odmieńcom”.
Takim swojskim „obcym”.
Jakkolwiek paradoksalnie to brzmi, tak utrwalona patologiczna relacja wyznacza rytm życia „umysłowego” i „duchowego” gromady, której członkowie realizują spetryfikowany, przy tym jedyny znany i zrozumiały, paradygmat plemiennego atawizmu –organizowania wspólnoty przez wykluczenie demagogicznie wskazanych urojonych „wrogów”.
Jak w hymnie Węgier – „Dzieci Arpadów i Bendeguza plemię”. Ojca Atylli. Wodza Hunów.
Poniekąd wszyscy (oczywiście nie w tym samym stopniu - bez fałszywie narzucanej symetrii - podział na katów i ofiary jest w książce dość wyrażnie zarysowany, choć niejednoznaczny) są raczej ofiarami tradycji opartej na dziedziczeniu utrwalonego (nie tylko od czasów wspominanej w powieści dyktatury Horthy’ego) wzorca przemocy niż tej aktualnej, charakterystycznej dla komunistycznego społecznego eksperymentu spod znaku stalinowca -Rakosiego.
Ten niemal metafizyczny kult przemocy wpisuje się raczej w odwieczny ciąg opresji, na której w chwilowej zmienności form gruntuje się każda władza i każdy system .
Do tego dodać można niemoc i bezsilną rezygnację.
Głęboko zakorzenione (sic!) w „Wykorzenionych” poczucie deprywacji. Niższości pod każdym względem.
Zaciśnięte pięści, głos więznący w gardle, niemy krzyk pozbawionych nadziei i szansy na poprawę dojmująco upokarzającego losu.
I chociaż w wywiadzie dla nowojorskiego "Timesa" autor zarzekał się, że jego dzieciństwo było o niebo lepsze od przedstawionego w książce, trudno uciec przed wrażeniem, że narrator to porte-parole Borbely’ego.
Może trochę hiperbolizowany, „zagęszczony”, „zintensyfikowany”, ale wyrażny.
W „Wykorzenionych” autor ciekawie zogniskował perspektywę narracyjną. Nie trzeba długo przebijać się przez monologiczny gąszcz zdań, by skonstatować, że narrację stanowią wspomnienia dorosłego (aparatura leksykalno-pojęciowa wyklucza dziecko), który jednakże opowiada z perspektywy sześciolatka.
Ten sposób konstrukcji, owo zbliżenie perspektyw i płaszczyzn wypowiedzi, jasno podkreśla nie tylko biografizm, ale i ponadczasowość zdarzeń, uwydatnia powtórne, a może nawet ciągłe przezywanie dawnych traum; nieuleczalnych urazów; wspomnień, których nie można się wyzbyć; przeszłości, przed która nie można uciec; historii, która już na zawsze ukształtowała i nadal kształtuje swojego "nosiciela", stając się jednocześnie jego aktualnością i już na zawsze przyszłością.
Kotwicą, która przypomina o dawnym, ale wciąż pulsującym w świadomości upokorzeniu. Głodzie, przemocy, obezwładniającej samotności, lęku i wszechogarniającej brzydocie otaczającego świata.
Autor za wszelką cenę unika psychologizowania.
Jego postaci manifestują się w działaniu, ich portretowane nader często reakcje emocjonalne są zawsze reakcją na konkretny, sytuacyjny bodziec życiowy – kłótnię ojca i matki, ich poranną, nagle zdemaskowana kopulację, powrót pijanego z karczmy, przetarcie spodni, rozbicie jajka, stłuczenie talerza, wylanie wody, kopnięcie kota, ukręcenie łba gołębiowi, przebicie patykiem wzdętego psiego truchła, przetarcie spodni czy domowa "kradzież" pajdy ze smalcem stają się przyczynami kompulsywnych, agresywnych emocjonalnie reakcji wrażliwego, ogarniętego lękiem i gniewem chłopca, który nie jest w stanie poradzić sobie z gęstniejącym natłokiem przeżyć, wrażeń, w stworzonym mu uniwersum, w którym takie "drobiazgi" urastają do rangi dopominających się, z góry wiadomo jakich, reakcji – kolejnych krzyków, razów i łez.
Często rozpacz narratora przybiera rozmiary monstrualne, osiągające w pełni ontologiczny wymiar, porównywalne do tych rewelowanych przez antyczne tragedie.
Wtedy samotny i przerażony chłopiec ubrany w "dziewczyńskie łachy" po siostrze, wykpiwany i prześladowany modli się, by równie upokorzony, ale sponiewierany przez gromadę, złamany biedą, bezrobociem i „ludzkim gadaniem”ojciec zapił się wreszcie na śmierć i nigdy już nie wrócił z „korczmy”.
Po cichu prosi też, by histeryczna, wciąż niezadowolona i notorycznie wyolbrzymiająca epizody, które zawsze odreagowywała wybuchami przemocy matka, nareszcie spełniła swe notorycznie powtarzane grożby i nie tylko demonstracyjnie straszyła, ale ostatecznie wskoczyła do studni, odeszła,umarła i zakończyła bezsilną wegetację na tym łez padole.
Wtedy z siostra nie musieliby już w napięciu czuwać co noc i nasłuchiwać, czy to ojciec wraca, czy matka wychodzi. By cała ta cykliczna symfonia bezsilności i udręki życia, cyklicznie zbieranych razów i krzyków, już się skończyła.
Po często przerywanej "na ochłonięcie" lekturze książki Borbely'ego mam wrażenie, że to proza o wyłącznie zero-jedynkowej możliwości recepcji.
Jednych zachwyci i sponiewiera (albo w odwrotnej kolejności) innych sponiewiera i zrazi.
Wszechogarniającym pesymizmem, egzystencjalistycznym dydaktyzmem, naturalistyczną brutalnością i behawioralnym, biologicznym determinizmem losów.
Nie ma w niej też miejsca na czynnik wyższy: Boga, fatum, Fortunę i inne byty retoryczne uznawane za realne.
I to pomimo, że wiara i modlitwa towarzysza bohaterom w codziennej praktyce. Ale nawet ona jest powierzchownym i kompulsywnym odruchem buntu innowierców przeciw dyktatowi gromady.
Odium, które ciąży nad rodziną Bobonków, jest wyłącznie funkcją ludzkiego resentymentu, najprymitywniejszych, plemiennych jeszcze instynktów - głównie niemal zwierzęcej niechęci i nienawiści do „innego”, „obcego”.
Klasowo, rasowo, etnicznie, wyznaniowo, jak również, a może przede wszystkim ekonomicznie (bo przecież bogate jak na tamtejsze warunki i samodzielne w utrzymaniu wujostwo za nic sobie ma szykany, pogardliwe spojrzenia, wulgarne szepty, złośliwe krzyki i niewybredne komentarze okolicznych prymitywnych teeszetowców).
W powieści nieustannie przenikają się dwa wymiary: indywidualny – jednostkowego losu rodziny Bobonków, tytułowych „wykorzenionych” – Rusinów, Hucułów, Rumunów z domieszka krwi żydowskiej, (tu konkretna afiliacja schodzi na dalszy plan, ponieważ w książce wyrażnie stają się oni synekdochą – transfiguracją motywu „obcego”) których poprzednie pokolenia osiadły na Węgrzech, a pamięć o ich przodkach zatarły historia i nietrwałość pamięci oraz nienawistne „ludzkie gadanie”. Opluwani, wyszydzani, prześladowani i sekowani ze wspólnoty, nieustannie doświadczający wrogości i ostracyzmu za „winę” bycia tymi z zewnątrz stanowią egzemplifikację szerszego problemu: diagnozy patologicznego modelu rzeczywistości węgierskiej prowincji końca lat sześćdziesiątych –przaśnych, biednych i siermiężnych, porównywalnych do polskiej, gomułkowskiej „małej stabilizacji” i antysemickiej nagonki z 1968, która w środowisku wiejskim przybrała równie ohydną, wręcz odrażającą, wykrzywioną grymasem nienawiści gębę i depczące wszystko, „cuchnące wiecznym gnojem” buciory prymitywnego ćwoka z TeeSZet-u (węgierski PGR).
Bo książka Borbely’ego (prócz depresyjnego portretu indywidualnej to głównie oskarżenie pseudomoralności wiejskiej komuny zorganizowanej wg nowych wzorców walki klas pod dyktando i w tonie nakazów totalitarnej propagandy, w tamtym uniwersum głeboko wypaczonej, a niegdyś opiewanej „wieści gminnej”, która wbrew romantycznym mrzonkom Mickiewicza nie jest żadna „arką przymierza”, a właśnie narzędziem brutalnego, niestety również rytualnego wykluczenia „wykorzenionych” i „innych” nawet chcących zaakceptować „nowy porządek”, który jest w istocie zalegalizowanym barbarzyństwem.
„Nowe państwo”, „nowy porządek”, „kraj rad”, „dobra zmiana” – prób ukonstytuowania raju na ziemi ludzkość przeżyła już wiele. Ale kończyły się one zawsze tak samo.
Katastrofą.
To uniwersum, ten świat i okolic tworzy ludzi podobnych liczbom pierwszym. Podzielnych wyłącznie przez siebie i jeden (ta matematyczna metafora pojawia się w powieści nieustannie i, wg mnie, tworzy niesamowity, precyzyjny, obezwładniający wręcz efekt interpretacyjny). Skazanych na przymusową sztuczną i kompulsywnie odreagowywaną wybuchami psychozy koegzystencję samotników idealnych. Układ cierpiących atomów, niby obiegających z zewnątrz niewidoczne uporządkowane tradycją i powielane rytuałem orbity, ale tak naprawdę generujące królestwo społecznego przymusu i egzystencjalnego chaosu, entropii i nieprzewidywalnych, nieuchronnych zderzeń.
Borbely zdecydował opuścić tę orbitę 19 lutego 2014 roku ostatecznie przekonany, że kolaps tego świata (który najpierw ukształtował go kakofonią nieuleczalnych urazów i traum nie do przepracowania, a póżniej aktem barbarzyńskiej zbrodni odebrał matkę) jest nieunikniony.
Wiem to na pewno.
Też tam byłem.
Toutes proportions gardées.

Świetna, hipnotyzująca, a pomimo naturalistycznej brutalności i organicznie przenikającej ją depresyjności, niepozbawiona zmysłowego i językowego uroku książka.
Śmiało można rzec: węgierski realizm krytyczny odpowiedzią uderzeniową na latynoamerykański nurt realizmu magicznego.
Albo: gorzkie „Trzynaście lat poniżenia” przeciwko naiwnym „Stu latom samotności”.
A trzynaście,...

więcej Pokaż mimo to

2
avatar
27
13

Na półkach:

Czytam i to dość kompulsywnie. Coraz częściej szkoda mi czasu na niedobre książki. Ta mnie poraziła. To jakby dostać obuchem w łeb. Wszystkie nabyte mądrości i czytelniczy dystans zeszły na boczny plan.

To wspomnienia wiejskiego chłopca, a raczej dorosłego narratora, który przez niego przemawia. Wspomnienia przeraźliwie smutne – o burczącym brzuchu, bo w domu nie było ani kawałka chleba, o wyzwiskach i policzkach ze strony wioskowej dzieciarni, o pani nauczycielce, która tak brzydziła się chłopskich dzieci, że nawet linijką biła je z daleka, o śmierci braciszka, którego nie wyleczył rosół z gołębia, którego własnoręcznie ubił kilkuletni bohater. Ale to także zasłyszane od innych członków wieloetnicznej rodziny historie o deportacji wioskowych Żydów i conocnym szabrowaniu ich majątku, o przymusowym włączeniu prawosławnych Rumunów do Kościoła unickiego, kolektywizacji węgierskiej wsi i tępieniu kułaków, o zamarzających na froncie kończynach i brutalnych odwetach na Ukraińcach w czasie wojny.

W hierarchii wsi rodzina bohatera zajmuje miejsce na samym dole. Za nimi są już tylko Romowie z wyszydzanym i opluwanym przez wszystkich Mesyjaszem, dobrodusznym, naiwnie łagodnym Cyganem, którego wieśniacy najmują do opróżniania wychodków. I od czasu do czasu opluwają w poczuciu wyższości.

Ale trafiają się w tej książce także fragmenty bardzo subtelne i piękne, choć zawsze wstrzemięźliwe i notowane jakby ukradkiem. Na przykład maleńkie hołdy wobec matki: „Mama opowiada nam bajkę. Siostra już przysypia. Braciszek cichutko kwili. W izbie unosi się zapach mleka. Zapach kupy. Zapach biedy. Tylko mamą pachnie za mało. Za mało jest mamy. Nie starcza jej dla nikogo. Nie można jej podzielić na troje. Bo trzy nie dzieli się przez nic, tylko przez siebie.”

Czytam i to dość kompulsywnie. Coraz częściej szkoda mi czasu na niedobre książki. Ta mnie poraziła. To jakby dostać obuchem w łeb. Wszystkie nabyte mądrości i czytelniczy dystans zeszły na boczny plan.

To wspomnienia wiejskiego chłopca, a raczej dorosłego narratora, który przez niego przemawia. Wspomnienia przeraźliwie smutne – o burczącym brzuchu, bo w domu nie było ani...

więcej Pokaż mimo to

6
avatar
1504
240

Na półkach: ,

Zawsze, zanim sięgnę po ksiażkę nieznanego mi dotychczas autora, czytam wpierw jego/jej historię życia.
Gdzie się urodził/a, jaki jest jego/jej wyuczony zawód, jaką wyznaje religię, jakie miał/a dzieciństwo i młodość.
Pomaga mi to często zrozumieć motywy, które kierowały daną osobą w trakcie stwarzania świata opisanego.
Czasami biografia autora bywa kluczem do zrozumiania fabuły, ale nie zawsze. W tym przypadku była, przynajmniej dla mnie, podpowiedzią.

Styl tej książki to skrajny realizm/naturalizm. Nie przypadnie każdemu do gustu, ponieważ brak tutaj tabu. Autor pisze otwarcie, nie stroni od wulgaryzmów i opisów krępujących sytuacji, o których się zazwyczaj w towarzystwie nie rozmawia. Tylko w taki sposób moze jednak uchwycić świat węgierskiej wsi, takiej, do któtrej nie dociera żaden postęp, gdzie ludzie żyją w chatach z gliny w brudzie i w ciemnościach, gdzie przesądy stanowią religię, a partia decyduje kto ma pracować i żyć, a kogo skazać na śmierć głodową. Brak tutaj miejsca na litość, liczy się przetrwanie w trudnych warunkach, a przetrwać może tylko najsilniejszy.

Czytając opis ksiażki, wyobrażałam sobie trochę inną lekturę, ale się nie zawiodłam. Ta książka to kolejny dowód na to, jak plotki, pogłoski, półprawdy, stereotypy zakorzenione w społeczeństwie i odpowiednio często powtarzane, potrafią doprowadzić do małych, ale i wielkich tragedii. W końcu kogo obchodzi los tych wszytkich, którzy kiedys byli we wsi, a teraz już ich nie ma? Czy ktokolwiek zapłakał nad ich losem? Czy choć przez chwilę zastanowił sie, co ich spotkało i dlaczego nie wracają do domu? Chociaż w sumie...dlaczego miałoby to kogokolwiek intresować? Trzeba nakarmić kury i kaczki, świnie tez już się niecierpliwią. Potem trzeba porabać drwa, rozpalić plenisko i ugotować cienkiej wodzianki, kopnąć platającą się pod nogami kotkę, a kiedy wyda na świat młode, utopić je w wychodku. No i dzieci, trzeba nakarmić rozwrzeszczane bachory, które nie potrafią wykonać dobrze najprostszej pracy w gospodarstwie. Życie na wsi jest cieżkie, trzeba się przystosować i być takim jak wszyscy, broń Boże nie wolno się wyróżniać, aby nie zostać oskarżonym o bycie kułakiem czy... Żydem. Nie wiadomo, co starszniejsze.

Zawsze, zanim sięgnę po ksiażkę nieznanego mi dotychczas autora, czytam wpierw jego/jej historię życia.
Gdzie się urodził/a, jaki jest jego/jej wyuczony zawód, jaką wyznaje religię, jakie miał/a dzieciństwo i młodość.
Pomaga mi to często zrozumieć motywy, które kierowały daną osobą w trakcie stwarzania świata opisanego.
Czasami biografia autora bywa kluczem do zrozumiania...

więcej Pokaż mimo to

7
avatar
111
93

Na półkach:

Zapomnijcie o wszelkich rankingach. To jest najlepsza książka roku, choć ten się dopiero zaczął. Osadzona w konkretnym czasie (lata 50' i 60') i miejscu (węgierska wieś) opowieść małego chłopca staje się pradawną, archetypiczną opowieścią o prawach rządzących ludzką gromadą. Narrator, choć jest małych chłopcem, mówi do nas z obiektywną surowością, zarówno jeśli chodzi o innych, jak i o siebie. Ogromna dawka przemocy, jakiej dopuszczają się mieszkańcy tej wyklętej wsi sprawia, że nie jest to lektura dla każdego, ale ci, którzy odważą się podjąć wyzwanie, szybko zrozumieją, że w Wykorzenionych kryje się Wielkie Piękno.

Zapomnijcie o wszelkich rankingach. To jest najlepsza książka roku, choć ten się dopiero zaczął. Osadzona w konkretnym czasie (lata 50' i 60') i miejscu (węgierska wieś) opowieść małego chłopca staje się pradawną, archetypiczną opowieścią o prawach rządzących ludzką gromadą. Narrator, choć jest małych chłopcem, mówi do nas z obiektywną surowością, zarówno jeśli chodzi o...

więcej Pokaż mimo to

11

Cytaty

Więcej
Szilárd Borbély Wykorzenieni Zobacz więcej
Szilárd Borbély Wykorzenieni Zobacz więcej
Szilárd Borbély Wykorzenieni Zobacz więcej
Więcej
Reklama
zgłoś błąd