Fidrek

Okładka książki Fidrek
Jerzy Waldorff Wydawnictwo: Wiedza Powszechna Seria: Waldorff, Jerzy (1910-1999). Wybór pism biografia, autobiografia, pamiętnik
325 str. 5 godz. 25 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Seria:
Waldorff, Jerzy (1910-1999). Wybór pism
Wydawnictwo:
Wiedza Powszechna
Data wydania:
1994-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1989-01-01
Liczba stron:
325
Czas czytania
5 godz. 25 min.
Język:
polski
ISBN:
8321409968
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu
Średnia ocen
7,2 7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
7,2 / 10
24 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
176
174

Na półkach:

Muszę uczciwie przyznać, że urzekła mnie ta książka. To świetne pióro Jerzego Waldorffa jest pełne ironii, bolesnej prawdy, przeplatanej eleganckim humorem i historią ludzi, których już nie ma ale przecież byli i dzięki takim książkom nie zaginęli w czeluściach niepamięci.
Szczególnie poruszający jest fragment o wojennych matkach.
Chyba po pozycje pana Jerzego zacznę sięgać częściej.

Muszę uczciwie przyznać, że urzekła mnie ta książka. To świetne pióro Jerzego Waldorffa jest pełne ironii, bolesnej prawdy, przeplatanej eleganckim humorem i historią ludzi, których już nie ma ale przecież byli i dzięki takim książkom nie zaginęli w czeluściach niepamięci.
Szczególnie poruszający jest fragment o wojennych matkach.
Chyba po pozycje pana Jerzego zacznę sięgać...

więcej Pokaż mimo to

avatar
695
579

Na półkach:

Jerzym Waldorffem* nigdy się specjalnie nie interesowałem, lecz nie ma chyba, z wyjątkiem naprawdę młodych, żadnego Polaka prezentującego jaki taki poziom, który niezależnie od swych zainteresowań o Waldorffie by nie słyszał. Kilkakrotnie zdarzyło mi się słuchać jego wypowiedzi w środkach masowego przekazu i muszę przyznać, że zawsze było interesująco oraz mądrze. Mimo tego po książkę wspomnieniową jego autorstwa i zatytułowaną Fidrek nigdy pewnie bym nie sięgnął, gdyby nie czyjeś, nie pamiętam już czyje, przekonujące polecenie oraz ostateczny impuls jakim były wysokie noty na goodreads.com. No i pomoc znajomego, dzięki któremu mogłem poznać wersję audio.

Tytuł pochodzi od przezwiska, jakie nadano Waldorffowi w dzieciństwie, jednak jego pochodzenia ani znaczenia autor nie ujawnił zasłaniając się niepamięcią. Fidrek to nie pamiętnik, ani nawet wspomnienia pisane gdy pamięć jeszcze dokładnie dopisuje, a raczej relacja z kończącego się już żywota nietuzinkowego człowieka przefiltrowana przez ograniczenia podeszłego wieku oraz specyficznie ukształtowanego charakteru. Mimo tego dzieło okazało się nadspodziewanie interesującą lekturą, choć być może nie w tym znaczeniu, o jakim Waldorff marzył.

Oś fabuły, żeby użyć określenia odpowiedniejszego do beletrystyki, czyli same dzieje Jerzego Waldorffa, niezbyt mnie wciągnęła i zainteresowała. Pewnie dlatego, że i sama jego osoba oraz działalność to nie jest moja sfera fascynacji. Być może dla czytelników bardziej zainteresowanych samym autorem oraz jego życiem i ten aspekt będzie bardzo wartościowy. Mimo tego cała reszta okazała się na takim poziomie, iż całą książkę po prostu połknąłem, ale nie tak jak kieliszek podłej wódki, a jak danie, które zarazem pragnie się pochłonąć jak najprędzej, gdyż się jest takich smaków spragnionym, i zarazem smakować jak najdłużej, by się delektować wszelkimi subtelnościami i niepowtarzalnymi nutami.

Mocną stroną dzieła jest warsztat, a zwłaszcza specyficzna maniera narracji i piękny język, którym się Waldorff posługuje. Najcenniejsze jest jednak w moim odczuciu tło – wyraziście odmalowany kawał historii Polski ukazujący fascynujące detale i koloryt różnych epok od międzywojnia aż po czasy niemal współczesne. Książka pełna jest celnych obserwacji i komentarzy do nich, co jest tym bardziej zadziwiające, że delikatnie mówiąc autor był dość daleko od zwykłych trosk życia przeciętnego Polaka. Inna sprawa iż Waldorff to na pewno była osobowość (nie mylić z osobistością, bo ta nie zawsze idzie w parze z tą pierwszą). Osobowość, którą jak się okazuje osobiste ograniczenia w zdolnościach obserwacji i interpretacji ograniczały dużo mniej, niż większość społeczeństwa.

Reasumując – Fidrek na pewno nie jest dziełem, które mógłbym polecić jako lekturę pierwszego rzutu dla poszukujących wiarygodnych źródeł do wyrobienia sobie własnego, krytycznego spojrzenia na fascynujące nowe i najnowsze dzieje Polski. Absolutnie nie jest pozycją dla kogoś, kto chce zacząć poznawać naszą prawdziwą historię, ale za to jest świetnym dodatkiem do takich choćby pozycji jak Czasy wojny Gotetela, Spowiedź Perechodnika czy Biografie ulic Leociaka. Waldorff jest pierwszym znanym mi autorem, który tak wyraźnie przypomina, że okupacyjne losy poznańskiego były nieporównanie trudniejsze i mroczniejsze niż sytuacja Warszawy i okolic, a mimo to ucisk okupacyjny kojarzy się Polakom przede wszystkim ze Stolicą; niezwykle ciekawy przyczynek do rozmyślań o historii, wyobrażeniach o niej kształtujących świadomość społeczną i sile propagandy, która wszystko zmienia. Lektura przynosi czytelnikowi sporo ciekawostek jak na przykład informacja, iż aby przed wojną zostać aptekarzem, który sam wyrabia leki, wystarczyło ukończyć sześć klas, podczas gdy by zostać listonoszem, trzeba było mieć maturę. Sam życiorys Waldorffa też prowokuje przemyślenia i refleksje nawet ogólnohistoryczne, jak na przykład sprawa powszechności gruźlicy w okresie okołowojennym i jej praktyczne wyrugowanie w PRL oraz jej powracające znów zagrożenie. Cenne też wydają mi się krytyczne rozważania autora na różne tematy, jak na przykład nad instytucją pojedynków, oraz kontry wobec stereotypów – na przykład nazistowskich czy też komunistycznych korzeni przekonania, iż cel uświęca środki, gdy w rzeczywistości pod tym hasłem podpisywali się od niepamiętnych czasów coraz to inni ideolodzy do których grona, jak słusznie zuważa Waldorff, należeli również jezuci.

Rzecz całą czyta się świetnie, mimo specyficznej maniery pisarskiej, do której trzeba się przez chwilę przyzwyczajać, a Henryk Machalica, który użyczył swego głosu wersji czytanej, jak najbardziej stanął na wysokości zadania i wersję audio w jego interpretacji też mogę z przekonaniem polecić, a nawet gorąco polecić.

źródło:
https://klub-aa.blogspot.com/2022/01/fidrek-wspomnienia-jerzego-waldorffa.html

Jerzym Waldorffem* nigdy się specjalnie nie interesowałem, lecz nie ma chyba, z wyjątkiem naprawdę młodych, żadnego Polaka prezentującego jaki taki poziom, który niezależnie od swych zainteresowań o Waldorffie by nie słyszał. Kilkakrotnie zdarzyło mi się słuchać jego wypowiedzi w środkach masowego przekazu i muszę przyznać, że zawsze było interesująco oraz mądrze. Mimo tego...

więcej Pokaż mimo to

avatar
204
68

Na półkach: ,

Po przeczytaniu biografii Jerzego Waldorffa pióra niezastąpionego Mariusza Urbanka postanowiłem przegrzebać antykwariaty w poszukiwaniu książek niesamowitego człowieka, jakim z pewnością był Jerzy „Aliści” Waldorff.
I o ile jego książka o Kiepurze czy Sekrety Polihymnii okazały się być nie tylko znośne w treści ale i przyjemne w czytaniu, to Fidrek okazał się być dla mnie ciężki do strawienia. Nie jest jednak prawdą, że całość męczy i odstrasza – są rozdziały pełne humoru i swady (z tego właśnie Waldorff słynął), zwłaszcza te, gdy opowiada o przedwojennych i powojennych czasach lub o… współczesnych lekarzach i przebytym zawale serca. Pełno tu ciekawych postaci, z którymi Autor miał styczność i wraca do spotkań z nimi z uwielbieniem. Jednak to co, jak sądziłem, miało być dla mnie najcenniejsze, to jest zapis młodzieńczych lat Fidrka, alter ego pisarza, było miejscami przydługawe i nudne. Dzieje wielkiej miłości Fidrka (Waldorffa?) były może i ciekawe – zwłaszcza, że ich tłem są słoneczne Włochy, a pamiętajmy, że mowa tu o okresie przedwojennym i może kiedyś – gdy pisał o nich Autor, wzbudzały więcej emocji, lecz dziś można uznać je za co najmniej ckliwe, choć opowiedziane przepięknym, kwiecistym językiem.
Podsumowując – mimo, że większość książki mnie nie rzuciła na kolana, doceniam kunszt pisarski Autora. Zdążają się w niej przezabawne fragmenty, lecz nie są one farsą – Jerzy Waldorff zdaje sobie sprawę z nadchodzącego końca, godzi się nań i rozlicza się z latami swej młodości i pierwszej (prawdziwej?) miłości. Chociażby z tego powodu warto Fidrka przeczytać, bo jak stwierdził M. Urbanek, Waldorff nawet pisząc książkę o kimś innym, zawsze pisał książkę przede wszystkim o sobie.
Warto zakończyć tę skromną opinię cytatem z książki: „Mojej drogi już kilka ledwie kroków. Już widzę bramę, do której za chwilę będę pukał. Po tej stronie kusi urodą nocy wokół bardzo spokojnej i migotaniem gwiazd w wielkiej ciszy. Ale co znajduję po tamtej stronie?...”

Po przeczytaniu biografii Jerzego Waldorffa pióra niezastąpionego Mariusza Urbanka postanowiłem przegrzebać antykwariaty w poszukiwaniu książek niesamowitego człowieka, jakim z pewnością był Jerzy „Aliści” Waldorff.
I o ile jego książka o Kiepurze czy Sekrety Polihymnii okazały się być nie tylko znośne w treści ale i przyjemne w czytaniu, to Fidrek okazał się być dla mnie...

więcej Pokaż mimo to

Reklama
avatar
628
231

Na półkach: ,

Niestety po lekturze „Fidrka” mam spory niedosyt. Po przeczytaniu mojej pierwszej książki Waldorffa „Dolina szarej rzeki” nastawiłem się na ciekawszą przygodę z prozą autora.
„Fidrek” jest literacką formą autobiograficznych wspomnień z lat dzieciństwa i wczesnej młodości Jerzego Waldorffa. Mając za sobą lekturę o podobnej tematyce Eliasa Canetii „Ocalony język”, dzieło Waldorffa wypada tak, jak brzmi jego tytuł – mało poważnie. Dłużyzny i powtarzające się banalności w opisach sytuacyjnych utrudnią lekturę książki. Maniera autora w pisaniu o sobie, czyli o Firdku w trzeciej osobie z czasem zaczęła mnie drażnić. Megalomania i hipochondria charakterystyczna dla autora, w tym utworze jest posunięte do irytujących rozmiarów.
Wszystko powyższe tłumacze sobie tym, że „Fidrek” został napisany już w ostatnich latach życia Jerzego Waldorffa, gdy był już człowiekiem mocno schorowanym. A był to czas w którym autor rozpoczął swój „Danse Macabre”, przepowiadając przez lata swój rychły zgon i skupiając na tym cały swój dowcip.
Mocne strony książki to piękna polszczyzna i charakterystyczny styl autora. Wiele celnych zdań traktujących o przemijaniu. Ale przede wszystkim na uwagę zasługuje coming-out Waldorffa, gdzie wyjawia swój homoseksualizm opisując swoje romantyczne wakacje z przyjacielem Isię, a także ich pełne nostalgii, przypadkowe spotkanie po 50 latach w Zakopanem. 1988r. w czasach schyłkowego PRL-u był to odważny wyczyn obyczajowy.

Niestety po lekturze „Fidrka” mam spory niedosyt. Po przeczytaniu mojej pierwszej książki Waldorffa „Dolina szarej rzeki” nastawiłem się na ciekawszą przygodę z prozą autora.
„Fidrek” jest literacką formą autobiograficznych wspomnień z lat dzieciństwa i wczesnej młodości Jerzego Waldorffa. Mając za sobą lekturę o podobnej tematyce Eliasa Canetii „Ocalony język”, dzieło...

więcej Pokaż mimo to

avatar
2446
2372

Na półkach:

Waldorff (1910 – 1994) niewątpliwie był najpopularniejszą postacią Warszawy II połowy ubiegłego wieku. Każdy Warszawiak znał anegdoty o "Mieci" i o "Puzonie". "Miecia" to baletmistrz Mieczysław Jankowski (1917 - 2005), pozostający w związku z Waldorffem około 60 lat, a "Puzon" to jamnik, tyran domowy. Tym ciekawsza jest konfrontacja dotychczasowego wyobrażenia z wizerunkiem z tej autobiografii zatytułowanej przezwiskiem z dzieciństwa,

Filip Łobodziński trafnie o Waldorffie w Newsweek:
http://www.newsweek.pl/jerzy-waldorff--zawod--postac,57641,1,1.html
"...A więc postać niejednorodna. Prorządowy opozycjonista. Polski patriota dwojga niemieckich nazwisk. Krytyk muzyczny, któremu często zdarzały się błędy rzeczowe – ponoć bardziej muzykę kochał, niż się na niej znał. Niewierzący katolik. Człowiek wielkiej kultury o niewyparzonym języku. To o takich ludziach mawia się „barwna postać”. Był barwny jak jego przyjaciel Kisiel czy przedwojenny filozof kawiarniany i facecjonista Franc Fiszer. Dziś już się tacy nie rodzą..."
Uzupełnić to można jedynie krzycząc z zachwytem: co za wychowanie?! co za kultura obyczajów ? To, że mimo homoseksualnego związku zdobył sympatię całej Warszawy (i nie tylko), przyczyniła się niewątpliwie zainicjowana przez niego kwesta na rzecz starych Powązek, w której i dzisiaj w dniach 1 – 2 listopada uczestniczą najpopularniejsze postacie stolicy. No i jeszcze częste zakończenie felietonów, które na stałe weszło do polskiego języka:
„O wciórności, Puzon wyje! Lecę szukać mu żony".
Autorowi udało się zachować swój język z felietonów taki jak np w "Sekretach Polihymni" czy "Ciach go smykiem" tzn wykwintny, lecz barwny i ironiczny. Szybko zapomina się, że to biografia i z uśmiechem chłonie się prawione facecje.
Forma trzeciej osoby ułatwia autorowi odnosić się do swojej młodości z dystansem i drwiną, a czytelnik bawi się doskonale, bo Waldorf drwi ze wszystkich i ze wszystkiego. Aby zachęcić Państwa do lektury przedstawiam styl Waldorffa na podstawie opowieści, którą kończy słowami (s.83):
„Taki był koniec dziadka Apolinarego Rodzińskiego”
Opowieść brzmi:
„...Ogromnie.. ..ukontentowany siadł, z wiklinowego koszyczka wziął bułkę, rozkroił, nasmarował masłem, po czym rozejrzał się wokół:
- Jaki ładny dzionek Bóg zesłał ! = rzekł, ugryzł bułkę i.... umarł”
Przyznaję, że ładny koniec, a Państwa zapewniam, że duża frajda na Was czeka
PS Gwoli ścisłości, i z książki, i z jego życiorysu przebija, niestety z Pana Barona skrajny antysemityzm, a paradoksalnie znaczna część Polaków ma go za Żyda (wskazując na wyjątkowy nos)

Waldorff (1910 – 1994) niewątpliwie był najpopularniejszą postacią Warszawy II połowy ubiegłego wieku. Każdy Warszawiak znał anegdoty o "Mieci" i o "Puzonie". "Miecia" to baletmistrz Mieczysław Jankowski (1917 - 2005), pozostający w związku z Waldorffem około 60 lat, a "Puzon" to jamnik, tyran domowy. Tym ciekawsza jest konfrontacja ...

więcej Pokaż mimo to


Cytaty

Więcej
Jerzy Waldorff Fidrek Zobacz więcej
Reklama
Więcej
Reklama
zgłoś błąd