Godzina policyjna

Okładka książki Godzina policyjna autora Jerzy Waldorff, 8388819097
Okładka książki Godzina policyjna
Jerzy Waldorff Wydawnictwo: Vis-á-Vis/Etiuda literatura piękna
220 str. 3 godz. 40 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2001-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2001-01-01
Liczba stron:
220
Czas czytania
3 godz. 40 min.
Język:
polski
ISBN:
8388819097
Średnia ocen

6,1 6,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Posłuchaj fragmentu
00:00 /00:00
Reklama

Kup Godzina policyjna w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Godzina policyjna

Średnia ocen
6,1 / 10
15 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Godzina policyjna

avatar
207
15

Na półkach:

Rozumiem zamysł, ale jednak opisy i formy budowane nieskładnie, ciężko się w te historie wgryźć i w nich zostać. Nie zauważyłam groteski, a bardziej rzuciły mi się w oczy zdublowane opisy świecznika czy drzewa. Zrozumiałam błędy po przeczytaniu not edytorskich, stąd podwyższenie o jedną gwiazdkę. Szkoda, bo sam zamysł bardzo mi się spodobał, ale wykonanie mu nie dorównało - nawet w samym zakończeniu zabrakło np. co stało się z dziewczynką i jej bratem.

Rozumiem zamysł, ale jednak opisy i formy budowane nieskładnie, ciężko się w te historie wgryźć i w nich zostać. Nie zauważyłam groteski, a bardziej rzuciły mi się w oczy zdublowane opisy świecznika czy drzewa. Zrozumiałam błędy po przeczytaniu not edytorskich, stąd podwyższenie o jedną gwiazdkę. Szkoda, bo sam zamysł bardzo mi się spodobał, ale wykonanie mu nie dorównało -...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
323
59

Na półkach: ,

emocje, emocje ....
opisy otoczenia, ludzi - niesamowite,
nigdy nie spotkałam się z takim opisem płonącej świecy - majstersztyk

emocje, emocje ....
opisy otoczenia, ludzi - niesamowite,
nigdy nie spotkałam się z takim opisem płonącej świecy - majstersztyk

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
2337
2085

Na półkach: , ,

Przyznam, iż Pan Jerzy Waldorff zdołał mnie zaskoczyć. Myślałam, że dzięki oglądanym niegdyś programom telewizyjnym, znam Jego spojrzenie na świat. A jednak...
Zaskoczyły mnie czas akcji i bohaterowie. Jedna noc i tak wiele postaci, których z pozoru nic nie łączy. Czytając kolejne rozdziały zmieniałam zdanie w tej ostatniej kwestii. Niejednoznaczność bohaterów liczę również na plus. Ci, którzy powinni prezentować odpowiednią klasę, rozczarowują. Ci, którzy - zgodnie ze społecznymi stereotypami - powinni jawić się jako źli, zdemoralizowani, okazują się osobami mającymi swoje zasady, przeżywającymi dylematy moralne.
Lektura nie należy do łatwych, w zamian zachęca do refleksji.

Przyznam, iż Pan Jerzy Waldorff zdołał mnie zaskoczyć. Myślałam, że dzięki oglądanym niegdyś programom telewizyjnym, znam Jego spojrzenie na świat. A jednak...
Zaskoczyły mnie czas akcji i bohaterowie. Jedna noc i tak wiele postaci, których z pozoru nic nie łączy. Czytając kolejne rozdziały zmieniałam zdanie w tej ostatniej kwestii. Niejednoznaczność bohaterów liczę również...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

34 użytkowników ma tytuł Godzina policyjna na półkach głównych
  • 21
  • 13
17 użytkowników ma tytuł Godzina policyjna na półkach dodatkowych
  • 8
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Godzina policyjna

Inne książki autora

Jerzy Waldorff
Jerzy Waldorff
Jerzy Waldorff (1910-1999),właśc. Jerzy Preyss herbu Nabram, postać niezwykle barwna i charakterna – dla Warszawy wręcz ikoniczna. Osoba o wielu niezrównanych talentach: pisarz, publicysta, krytyk muzyczny, działacz społeczny, popularyzator muzyki. Laureat nagrody Kisiela za rok 1990. Honorowy obywatel Słupska, Zakopanego oraz Warszawy. Pod koniec lat 90. wybrany przez mieszkańców stolicy „Warszawiakiem Stulecia”. Agnieszka Osiecka w wierszu zatytułowanym Waldorff pisała o nim: Fantastyczny to człowiek, panisko nad pany, figura i fason i ciało! Był recenzentem muzycznym „Kuriera Porannego” (1936-39); po wojnie publikował w „Przekroju”; był także komentatorem muzycznym Polskiego Radia oraz stałym felietonistą tygodnika „Polityka”. Wydał kilkanaście książek, m.in.: "Sekrety Polihymnii", "Dolina szarej rzeki", "Ciach go smykiem!", "Wielka gra. Rzecz o Konkursach Chopinowskich", "Fidrek", "Taniec życia ze śmiercią", "Słowo o Kisielu". Był założycielem Społecznego Komitetu Opieki na rzecz Ochrony Starych Powązek, z jego inicjatywy powstało Muzeum Karola Szymanowskiego w Zakopanem oraz Muzeum Teatralne przy Teatrze Wielkim w Warszawie. Przyjaźnił się z Konstantym Ildefonsem Gałczyńskim oraz Stefanem Kisielewskim. Jego towarzyszem życia był tancerz Mieczysław Jankowski, z którym przeżył blisko 60 lat. Jerzy Waldorff został pochowany na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Między snem a snem Kornel Filipowicz
Między snem a snem
Kornel Filipowicz
Książka wydana w 1980 roku z doskonałą ilustracją autorstwa Jacka Palucha, na białym tle (ząb czasu naznaczył okładkę odcieniami szarawo - żółtawymi)miedziana, posągowa głowa z typem urody androgynicznej, twarz przedzielona klamrą czasu rozdzielająca część twarzy, z mocnym akcentem prawostronnego cieniowania i wyżłobionymi rysami egzystencjalnych doświadczeń. Klasycyzm z surrealizmem mistrza zwięzłej formy nowelkami przenosi nas w XIX wieczną literaturę. Fabuła i oś narracji bardzo statyczna, zatrzymana w czasoprzestrzeni, nieśpiesznie, niemlże leniwie delektujemy się barwnością, bogactwem językowym. Tytuł staje się klamrą scalającą dziewięć opowiadań, które utrzymane w scenerii snu i jawy, odrealnienia, magicznego realizmu z kontrą brutalnej rzeczywistości. Zamknięte w formikarium (miniaturowe insektarium obrazuje przekrój społeczno-polityczno-ekonomiczno-socjologiczny-obyczajowy),które staje się podróżą do meandrów umysłu prozaika. W labiryncie wspomnień spotkamy się z dziecięcym / młodzieńczym czasem, zweryfikujemy obraz wyobrażeń z faktografią, zatrzymamy się i zatęsknimy za imaginacją, fantasmagorią, organoleptyką doznań odległego czasu i miejsca. Kornel Filipowicz im starszy tym lepszy, nie sposób nudzić się, wciąż można odkrywać świat na nowo i wciąż dostrzegać stare - nowe zjawiska zmieniającej się globalnej wioski. Uniwersalność, ponadczasowość i warszatowo - językowo doskonały.
Edyta Zawiła - awatar Edyta Zawiła
oceniła na74 lata temu
Polska nowela współczesna t. I Tadeusz Bujnicki
Polska nowela współczesna t. I
Tadeusz Bujnicki Jarosław Iwaszkiewicz Stanisław Dygat Henryk Worcell Zofia Nałkowska Tadeusz Borowski Wojciech Żukrowski Wojciech Kajtoch Kazimierz Brandys Bogdan Wojdowski Jan Dobraczyński Ksawery Pruszyński Jan Józef Szczepański Leopold Buczkowski Adolf Rudnicki Jerzy Putrament Kornel Filipowicz Bohdan Czeszko Marian Promiński Jerzy Zawieyski
Pierwszy tom zbioru, czytany przeze mnie w pierwszym wydaniu, wypada całkiem udanie. Dostajemy teksty szeregu w większości już dzisiaj szybciej bądź wolniej zapominanych, autorów, ułożonych według klucza tematycznego. Ten pierwszy tom zbiera prozę poświęconą okresowi wojny, zatem pojawiają się wątki kampanii wrześniowej (z rewelacyjną "Lotną" Żukrowskiego),losów wojennych, oczywiście zgodnych z linią polityczną, np. ukazujący gorzki, smutny los polskiego emigranta, walczącego wcześniej w wojnie domowej w Hiszpanii, a następnie na zachodzie Europy, ("Różaniec z granatów" Pruszyńskiego),partyzantki ("Wszarz" Szczepańskiego),a następnie sporo tekstów o tematyce obozowej, dotyczącej zagłady, ludobójstwa, na czele z "Proszę państwa do gazu" Borowskiego i "Przy torze kolejowym" Nałkowskiej. Wspomnieć też można "Egzekucję w zoo" Filipowicza czy "Wzlot" Iwaszkiewicza. Ogólne wrażenie bardzo pozytywne, sam bardzo lubię opowiadania, tam język, forma, pomysł jest od razu weryfikowany i taki zbiór pozwala później poszperać po książkach autorów, których w księgarniach już często się nie znajdzie, a widzę że warto z ich prozą się zapoznać. W kolejce czeka też drugi tom, o tematyce powojennej, ale tu obawiam się większego wpływu komunistycznego spojrzenia na realia.
Tomasz_K - awatar Tomasz_K
ocenił na62 lata temu
Kotły Beethovenowskie Michał Choromański
Kotły Beethovenowskie
Michał Choromański
Czytelnik, który sięga po powieść, w tyle głowy niesie okładkowe zapewnienia wydawcy o mieszających się gatunkach literackich i wątkach, kryminalnym, szpiegowskim, obyczajowym. Uliczkami prowincjonalnego miasteczka w dwudziestoleciu międzywojennym podąża więc za głównym bohaterem i zarazem narratorem, świadomie lub podświadomie doszukując się tych wątków, podchwytując rzucane przez autora wskazówki. O ile jednak do pewnego momentu, może nawet do połowy książki, czytelnik może jeszcze żywić nadzieję na ich rozwinięcie, o tyle gaśnie ona wraz z upływem lektury. Kolejne tropy okazują się historiami bez znaczenia – ktoś wyjeżdża, ktoś umiera, ktoś się przeprowadza – lub po prostu urywają się bez możliwości poznania ich ciągu dalszego. Wreszcie, w identyczny sposób kończy się cała powieść, a czytelnik zostaje przez autora pozostawiony sam sobie z masą zbędnych szczegółów w głowie. To samo dotyczy również tła muzycznego, które, owszem, jest obecne w sposób symboliczny, ale nic poza tym. Zarówno tytułowa IX symfonia Beethovena, jak i transformacje fortepianowe Bacha autorstwa Busoniego (moje ulubione) zdają się mieć ten sam cel, co wszystkie pozostałe elementy konstrukcji opowieści. W poszukiwaniu ukrytego sensu „Kotłów” trafiłem w sieci na artykuł Katarzyny Szczerbowskiej-Prusevicius, opublikowany przez Uniwersytet im. Mikołaja Kopernika w Toruniu. Autorka stawia tezę, że osią powieści Choromadzkiego jest brak – osób, rzeczy, znaczenia, słowem, symbolizowany przez dziurę, brak sensu. Być może. W każdym razie „Kotły beethovenowskie” nie należą do lektur łatwych. Przynajmniej nie z dzisiejszej (połowa 3 dekady XXI wieku) perspektywy. Już samo przebrnięcie przez fabułę wymaga nie lada samozaparcia. Warto jednak poświęcić powieści czas.
Kamil - awatar Kamil
ocenił na61 miesiąc temu
Disneyland Stanisław Dygat
Disneyland
Stanisław Dygat
Zaczynając czytać nie miałem zielonego pojęcia kim był Stanisław Dygat. Po książkę sięgnąłem trochę z braku laku, skuszony korzystną opinią, gdzie pojawiła się fraza ,,relacje z kobietami”. Lektura opisuje właśnie te pierwsze zażyłości, 20-paroletniego krakowianina w latach 60-tych, który jest sportowcem i architektem zarazem. Prześledzenie życiorysu autora wskazuje wyraźnie, że główna postać jest jego alter ego. Chłopak da się lubić i, pisząc szczerze, mocno się z nim zżyłem. Niektóre historie z jego życia mocno przypominały mi moje perypetie (Jowita, Helena). W zasadzie wielu może się w nim przejrzeć. Któż bowiem z nas nie zauroczył się jakimś przelotnym uśmieszkiem, czułą, epizodyczną sytuacją, z której rozkręciliśmy sobie w głowie cały film, którym jeszcze długo żyliśmy? Narrator jest pierwszoosobowy. Język książki jest w pewnym sensie dwojaki. Z jednej strony mamy tu nieskomplikowane wynurzenia prostego chłopaka z dużą ilością powtórzeń (np. słowem łamaga). Z drugiej strony jego sentymentalizm przechodzi czasem w egzaltację, tak charakterystyczną dla naiwności młodego człowieka. Czasem ta dwojakość robi się nieco niespójna i to chyba jedyna wada. Autor serwuje nam losy osiłka, który czyta najwyżej felietony, a nagle okazuje się, że jest nostalgicznym fanem Remarque’a i Hemingway’a. To książka z której bije młodość. Miałem wrażenie, że bohater próbuje zrozumieć świat, antylogikę kobiet, pytając w nieskończoność ,,O co ci chodzi?”. Pewnie za 10, kilkanaście lat zrozumie, że pewne rzeczy trzeba po prostu przyjmować bez zrozumienia. Matko, jakie to prawdziwe, tak samo jak ukazane lęki i wątpliwości towarzyszące pierwszemu, stałemu związkowi. Na uwagę w książce zasługują też relacje rodzinne, retrospekcje, egzystencjalny i wspomnieniowy charakter przemyśleń. Bardzo, bardzo dobra literatura, choć nie porwało mnie melodramatyczne (filmowe?) zakończenie. Książka przeczytana w ramach wyzwana LC na marzec – przeczytać zekranizowaną książkę. Mocne 8.
wiciu - awatar wiciu
ocenił na87 dni temu
Wielka kariera John, Gerard Braine
Wielka kariera
John Gerard Braine
8/10 Po przeczytaniu kilku opisów "Wielkiej kariery" myślałem, że będzie opowiadać historię wyrachowanego, goniącego za karierą i spódniczkami młodzieńca oraz obnaży patologie systemu społecznego (zwłaszcza "kastowości" klasowej) istniejącego w Wielkiej Brytanii. Otóż jest to prawda tylko w mniejszej części! Główny bohater - Joe, okazuje się postacią niejednoznaczną, raz myślącą cynicznie i pragmatycznie, innym razem porywającą się na idealistyczne projekty. Rozum wyraźnie bije się u niego z sercem. Choć niewątpliwie myśli o społecznym awansie, to bodźcem do działania są dla niego raczej zalety konkretnych przedstawicielek płci przeciwnej. Nie jest potworem, wielokrotnie zastanawia się nad moralnymi konsekwencjami swoich czynów. W przypadku Joe'a o wiele bardziej razi jego niekonswekwencja w miłości niż rzekomo mefistofelowe wyrachowanie. Joe jest człowiekiem słabym, nie złym. Powieść ta jest bardziej romansem i typowym Bildungsroman niż dziełem poruszającym tematykę społeczną. Jest to książka przede wszystkim o miłości - tym, czym ona naprawdę jest. Co do tematyki społecznej, wielokrotnie zwrócono w niej uwagę na podziały klasowe, jednak przedstawiciele świata wielkiego kapitału ostatecznie zostają przedstawieni dosyć przychylnie, a wdzięk jednej z bohaterek staje się nawet "usprawiedliwieniem systemu kapitalistycznego". Mimo krytycznych uwag, wymowa książki daleka jest od radykalnego potępienia społecznej rzeczywistości. Podsumowując, powieść okazała się zupełnie czymś innym, niż się spodziewałem. Jest to bardziej książka o życiu i tym, co jest w nim ważne, pisana z męskiej perspektywy. Napisana jest świetnym językiem, a przemyślenia głównego bohatera są bogate w treść. Jeżeli będę mieć syna, to polecę mu tę książkę - jako swoistą przestrogę.
Elmer - awatar Elmer
ocenił na85 lat temu
Empire Marek Nowakowski
Empire
Marek Nowakowski
To trzecia opinia z cyklu “W ramach kondolencji”, po śmierci pisarza. Przypominam, że ciekawostki o autorze zawarłem w opinii „Psich głów”, więc nie będę ich powtarzał. Teraz mamy do czynienia z opowiadaniem, którego akcja dzieje się na peryferiach Warszawy, w latach pożogi wojennej, gdy Niemców już nie ma, a w ruinach okazałego hotelu „Empire” stacjonuje dowództwo sowieckie. Tzn., że osiagnąwszy wiek emerytalny /w 2000 r – 65 lat/ Nowakowski czuł potrzebę cofnięcia się do pierwszych lat powojennych, do lat jego dojrzewania, do tamtej rzeczywistości, która stała się inspiracją jego pisarskiej drogi, do wspomnienia jak to się zaczęło. Refleksje na ten temat dołączył do omawianego opowiadania opatrując tytułem „Tak się zaczynało” i od nich NALEŻY ZACZĄĆ lekturę, by zrozumieć decyzję pisarza o napisaniu tego opowiadania, jak i specyfikę tamtej rzeczywistości, która sprzyjała chęci ucieczki w krainę ułudy. W wyimaginowanej, cudownej i sentymentalnej podróży ojca i syna nie chce uczestniczyć matka, która kiedyś uciekła dla ukochanego z domu i została tancerka egzotyczną, a dzisiaj utraciwszy zdolność snucia marzeń, gardzi mężem, a podróże odbywa realne, do swoich miejskich kochanków. Nowakowski w „Tak się zaczynało” pisze: /str.135-6/ „Jedni śpiewali „Katiuszę”, inni „Marsz Mokotowa”. Jeszcze inni pieśń ruskich urków „Murkę”, inni naszą „Czarną Mańkę”. Hymn chłopców od „Bohuna” z Gór Świętokrzyskich zderzał się z „Oką” Kościuszkowców”. A bohaterzy opowiadania przemianowują knajpę „Pod Wiaduktem” na „Pod Akweduktem” i z jednej strony „uciekają” do świata starożytnego Rzymu, a z drugiej tworzą mity na temat niezwykłych swoich przeżyć i osiągnięć. Sens takiego postępowania wyłuszcza ojciec-iluzjonista w mowie dziękczynnej do współuczestnika, profesora historii: /str.92/ „To tylko dzięki panu przecież jesteśmy chwilami w innym, piękniejszym świecie. To pan jest demiurgiem tych uskrzydlających biesiad „Pod Akweduktem”. Pan otwiera przed nami te wspaniałe księgi i czytamy z nich spragnieni, tak bardzo spragnieni. Pijemy z krynicy żródlanej wody i omijamy te wszystkie brudne bajora, pełne zarazy, bakterii i gnijącego ścierwa. ZAPOMINAMY O PRZYKREJ CODZIENNOŚCI. UCIEKAMY OD CODZIENNOŚCI. Pan daje nam siłę. Naprawdę!” /podkr.moje/ I to opowiadanie jest właśnie o tym; o ucieczce choć na chwilę od otaczającej rzeczywistości pierwszych lat powojennych, gdy trwała wojna domowa i szalał terror okresu stalinowskiego. Ze swojej strony dodam, że w okresie tym przybyło nadspodziewanie dużo filatelistów, numizmatyków i szachistów. Każda forma „ucieczki” była jakąś terapią. A jak ta „podróż” się zakończyła muszą Państwo sprawdzić sami. PS Zapomniałem o uwadze autora, że STAROŚĆ ZACZYNA SIĘ OD BUTÓW. A dlaczego? p.str.10
Wojciech Gołębiewski - awatar Wojciech Gołębiewski
ocenił na811 lat temu

Cytaty z książki Godzina policyjna

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Godzina policyjna