rozwińzwiń

Dziedzictwo. Jak twoje geny wpływają na ciebie i jak ty wpływasz na swoje geny.

Okładka książki Dziedzictwo. Jak twoje geny wpływają na ciebie i jak ty wpływasz na swoje geny. autora Sharon Moalem, 9788375793413
Okładka książki Dziedzictwo. Jak twoje geny wpływają na ciebie i jak ty wpływasz na swoje geny.
Sharon Moalem Wydawnictwo: Galaktyka poradniki
272 str. 4 godz. 32 min.
Kategoria:
poradniki
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Inheritance: how our genes change our lives and our lives change our genes.
Data wydania:
2014-10-30
Data 1. wyd. pol.:
2014-10-30
Liczba stron:
272
Czas czytania
4 godz. 32 min.
Język:
polski
ISBN:
9788375793413
Tłumacz:
Wiesława Czajczyńska
Średnia ocen

6,9 6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Dziedzictwo. Jak twoje geny wpływają na ciebie i jak ty wpływasz na swoje geny. w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Dziedzictwo. Jak twoje geny wpływają na ciebie i jak ty wpływasz na swoje geny.

Średnia ocen
6,9 / 10
58 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Dziedzictwo. Jak twoje geny wpływają na ciebie i jak ty wpływasz na swoje geny.

avatar
347
334

Na półkach:

Bardzo ciekawa książka o genach I jak wpływają na nasze życie. Bardziej to opowieść o tym że genów nie da się zmienić ale by zyc lepiej styl życia pod dane geny. Był rozdział który mnie nie interesował więc jak go ominęłam to nic się nie stało i dalej miło się czytało. Więc fajna bo można czytać rozdziały które nas faktycznie interesują. Polecam

Bardzo ciekawa książka o genach I jak wpływają na nasze życie. Bardziej to opowieść o tym że genów nie da się zmienić ale by zyc lepiej styl życia pod dane geny. Był rozdział który mnie nie interesował więc jak go ominęłam to nic się nie stało i dalej miło się czytało. Więc fajna bo można czytać rozdziały które nas faktycznie interesują. Polecam

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
251
14

Na półkach: ,

Po przeczytaniu recenzji spodziewałam się czegoś bardziej konkretnego, a dostałam garść trochę chaotycznych informacji, głównie na temat różnych chorób genetycznych. Co gorsza, autor lubuje się w długich dygresjach, gdzie z trudem odnajdywałam główną myśl wywodu.

Po przeczytaniu recenzji spodziewałam się czegoś bardziej konkretnego, a dostałam garść trochę chaotycznych informacji, głównie na temat różnych chorób genetycznych. Co gorsza, autor lubuje się w długich dygresjach, gdzie z trudem odnajdywałam główną myśl wywodu.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
77
73

Na półkach:

Po pierwszych dwóch rozdziałach miałem ochotę rzucić ją w kąt ale trzeci rozdział okazał się fascynujący. Później znowu się męczyłem do mniej więcej ósmego rozdziału od którego zaczęła się najlepsza część całej książki... To pokazuje tylko, że książka jest bardzo "nierówno" napisana. Niektóre fragmenty niewiarygodnie wciągające a inne odrzucające, na przykład:

*Eksperymentując z myszami agouti, które są nosicielami genu dającego im puszyste i jasnopomarańczowe futerko, jak u misia Fazi z Muppetów, Jirtle i jego współpracownicy z Uniwersytetu Duke’a dokonali odkrycia, które w tamtym czasie było po prostu zdumiewające. Mianowicie, zmieniwszy jedynie dietę samic tuż przed zapłodnieniem – przez dodanie kilku składników odżywczych takich jak cholina, witamina B12 i kwas foliowy – naukowcy spowodowali, że potomstwo urodziło się mniejsze, z brązowymi cętkami na futrze i ogólnie bardziej przypominające zwyczajne myszy. Później badacze odkryli jeszcze, że osobniki z tego miotu są mniej podatne na nowotwory i cukrzycę.
Przy dokładnie tym samym DNA otrzymano całkowicie inne stworzenie. Różnica ta była po prostu kwestią ekspresji. W skrócie: zmiana w pożywieniu matki oznakowała DNA jej potomstwa sygnałem, aby wyłączyć gen agouti, a ten wygaszony gen z kolei został odziedziczony i przekazany następnym pokoleniom.* (rozdział 3)

A dalej w tym samym rozdziale...
*Spójrzmy na tę zmianę od strony genetyki. Przeciętnie u bliźniaka poddanego zastraszaniu gen kodujący białko pomagające przenosić neuroprzekaźnik serotoninę do neuronów, zwany SERT, ma znacząco więcej zmetylowanego DNA w regionie promotora. Uważa się, że ta zmiana zmniejsza ilość białka wytworzonego z genu SERT; to zaś oznacza, że im gen jest bardziej zmetylowany, tym mocniej jest wygaszony.*

Mam wrażenie, że jak autorowi zaczyna brakować argumentów to zaczyna odwoływać się do hermetycznego naukowego bełkotu przez co książka bardzo traci bo to w końcu literatura popularnonaukowa a nie podręcznik do genetyki. Tego typu przykładów jest znacznie więcej, np. rozdział 5:

*Podczas badań skoncentrowanych na genach pomagających w przyswajaniu witaminy C naukowcy odkryli, że warianty w genie transportera, zwanym SLC23A1, oddziałują na poziom witaminy C całkowicie niezależnie od diety*

Drugi element strasznie denerwujący to "przerywniki" w postaci historyjek zupełnie niezwiązanych z tematem książki. Potrafią mieć po kilka stron a każdy z nich może mieć wiele historii pobocznych, taki trochę strumień świadomości autora. Nie byłoby w tym nic złego gdyby nie dominowały w tak wielu miejscach. Dla odmiany wielokrotnie pojawiają sie w książce drobne ciekawostki, też niezwiązane z tematem, ale na tyle krótkie i fascynujące, że urozmaicają lekturę, np. skąd wzięło się określenie "Angole" w stosunku do Brytyjczyków albo co się dzieje z kośćmi astronautów po półrocznym pobycie na stacji kosmicznej.

Niektóre opowieści były tak nieprawdopodobne, że miałem wrażenie, że oglądam kolejny odcinek "Black Mirror" a nie czytam książkę opartą na prawdziwych przypadkach z życia, na przykład:
*Często moi przyjaciele i rodzina, szukając rady z zakresu tej szybko rozwijającej się dziedziny, zwracają się do mnie z takimi prośbami. David wcześniej wspomniał, że pragnie ożenić się z Lisą i stworzyć z nią rodzinę, przypuszczałem więc, że chciał skorzystać z możliwości poszerzonych, prenatalnych testów genetycznych. Te „genowe panele” można wykorzystać do zbadania, jakie ty i twoja partnerka / twój partner nosicie mutacje w setkach genów. W ten sposób pary otrzymują szybki wgląd w genetyczną kompatybilność. Wszyscy jesteśmy nosicielami garści recesywnych mutacji. Same w sobie są w większości nieszkodliwe, ale jeśli ty i twój partner / twoja partnerka macie ten sam źle działający gen, to z tego powstaje przepis na potencjalną, rodzicielską katastrofę genetyczną. O wiele więcej par korzysta teraz ze skriningu setek genów, zanim wejdą na drogę rodzicielstwa. Nie ma z tym dużo zachodu: po prostu trzeba napluć do fiolki, nadać ją pocztą i czekać na wyniki.* (rozdział 9)

Poza wszystkimi wymienionymi wadami uważam, że nie warto miejscami się przemęczyć z czytaniem i doczytać książkę do samego końca z wielu powodów - ze względu bardzo ciekawą tematykę, ogromną wiedzę, doświadczenie i dorobek naukowy autora - jest posiadaczem 25 patentów z dziedziny biotechnologii oraz wynalazcą pierwszego (?) antybiotyku działającego na lekooporne bakterie infekujące człowieka

Po pierwszych dwóch rozdziałach miałem ochotę rzucić ją w kąt ale trzeci rozdział okazał się fascynujący. Później znowu się męczyłem do mniej więcej ósmego rozdziału od którego zaczęła się najlepsza część całej książki... To pokazuje tylko, że książka jest bardzo "nierówno" napisana. Niektóre fragmenty niewiarygodnie wciągające a inne odrzucające, na...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

193 użytkowników ma tytuł Dziedzictwo. Jak twoje geny wpływają na ciebie i jak ty wpływasz na swoje geny. na półkach głównych
  • 120
  • 70
  • 3
35 użytkowników ma tytuł Dziedzictwo. Jak twoje geny wpływają na ciebie i jak ty wpływasz na swoje geny. na półkach dodatkowych
  • 19
  • 4
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Dziedzictwo. Jak twoje geny wpływają na ciebie i jak ty wpływasz na swoje geny.

Inne książki autora

Sharon Moalem
Sharon Moalem
Dr Sharon Moalem to wielokrotnie nagradzany naukowiec i lekarz, a także autor znakomitych książek znajdujących się na liście bestsellerów magazynu New York Times, które przetłumaczone zostały na ponad 20 języków. Tematyka jego prac łączy ze sobą teorie ewolucji, genetyki, biologii oraz medycyny, za pomocą których w fascynujący sposób opisuje działanie ludzkiego ciała.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Chemia między nami. Miłość, seks i naukowe podstawy przyciągania Larry Young
Chemia między nami. Miłość, seks i naukowe podstawy przyciągania
Larry Young Brian Alexander
„Miłość tak naprawdę nie przylatuje i nie odlatuje. Złożonymi zachowaniami otaczającymi te emocje rządzi kilka molekuł w naszych mózgach”. DLA KOGO: „Co sprawia, że dwie zupełnie obce sobie osoby dochodzą do wniosku, że nie tylko byłoby miło dzielić życie, lecz że wręcz muszą to zrobić? Jak mężczyzna może twierdzić, ze kocha swoją żonę, a jednocześnie uprawiać seks z inną kobietą? Co powoduje, że pozostajemy w związku nawet wtedy, gdy opadły już romantyczne uniesienia? Jak to możliwe, że zakochujemy się w „niewłaściwej” osobie? Co sprawia, że ludzie wybierają dany „typ”? Jak rodzi się miłość? Dlaczego matki opiekują się swoimi dziećmi? Co leży u podstaw płci osób, do których kierujemy nasze uczucia? Co to w ogóle oznacza, że ktoś jest kobietą albo mężczyzną?”. Jeśli te pytania Cię zaciekawiły i chcesz poznać odpowiedź na nie z perspektywy neurochemicznej – to książka dla Ciebie. Oraz oczywiście jeśli nie boisz się stwierdzenia, że miłość, to chemia. CO W ŚRODKU: - Wytłumaczenie wymienionych w powyższym cytacie zjawisk na gruncie teorii psychologii ewolucyjnej oraz działania hormonów i neuroprzekaźników w mózgu. Neurochemiczny opis łączenia się w pary, dynamiki związków, tęsknoty i uzależnienia od partnera, różnic płciowych, a także relacji matki z dzieckiem i kształtowania się człowieka także na gruncie płciowości. - Mnóstwo opisów badań, treść opiera się na wynikach naukowych analiz, a na końcu znajduje się prawie 30-stronicowa bibliografia do każdego rozdziału. Mimo to książka napisana jest bardzo przystępnie i nie trzeba mieć wcześniejszej styczności z budową mózgu czy wiedzy na temat biologii, by ją zrozumieć. Wiele zjawisk poprzedzonych jest prostymi historyjkami wprowadzającymi, Autorzy wplatają też luźne żarty (mnie akurat trochę irytowały, ale czynią lekturę bardziej lekką). Czasem gubiłam się też w ilości przytaczanych nazwisk, ale szybko się odnajdowałam :) - Dużo odwołań do badań na zwierzętach, które w kwestii łączenia się w pary, rozmnażania, tworzenia więzi społecznych, a przede wszystkim działania neuroprzekaźników i innych substancji chemicznych są bardzo podobne do ludzi. Z tej książki dowiesz się na przykład, że mężczyzna bardziej niż nam się wydaje podobny jest do…nornika :) - Polecam szczególnie osobom, które dopiero zaczynają interesować się daną tematyką. Dla dobrze zaznajomionych sporo informacji może być powtórką.
Sunny - awatar Sunny
ocenił na85 lat temu
Mózg. Granica życia i śmierci Adrian Owen
Mózg. Granica życia i śmierci
Adrian Owen
"Wszystko, co żyje, umiera bez wyjątku, Lecz może i wraca, zacząć od początku. (Bruce Springsteen)" Jak to jest dobra książka! Chociaż tutaj także opis jest moim zdaniem nie do końca zgodny z treścią książki... bo ten "genialnie obmyślony sposób komunikacji" niekiedy jednak też zawodzi, co się okazuje na przykładzie innego pacjenta :) Generalnie można powiedzieć: jeśli uda się uzyskać "odpowiedzi", to znaczy że pacjent jest świadomy, jeśli się nie uda, to nie znaczy że na pewno świadomy nie jest. Poza tym książka wcale nie odpowiada na wypisane w opisie pytania! Ale je stawia, rozwija, są ciekawe rozważania na te tematy i jest to bardzo dobre! Szczerze powiedziawszy to spodziewałem się po książce zupełnie czegoś innego, może nawet jakichś ezoteryczno-duchowych relacji z pogranicza śmierci :P a tu jest czysta nauka i jestem rozczarowany - bardzo pozytywnie! Początek był dla mnie troszkę ciężki do przebrnięcia (no i niektóre momenty potem też),bo autor wszystko dokładnie tłumaczy co jest momentami nużące (ale konieczne) i zdarzało się odpływać myślami, więc na pytanie czy to najbardziej pasjonująca książka jaką przeczytałem odpowiem: nie; czy zawsze lekka do czytania? Nie. Ale i tak WARTO! Jednym z ciekawych zagadnień jest, czy odżywianie pacjenta za pomocą sondy jest częścią terapii czy nie? W końcu to nie respirator... Pewnie każdy pamięta głośną sprawę Terri Schiavo, też wtedy byłem za "zaprzestaniem podtrzymywania przy życiu" ale właśnie no dziś nie jestem już taki pewien czy to można nazwać podtrzymywaniem przy życiu... I nie chodzi o to, że ona mogła wyzdrowieć, bo zapewne nie, ale to jednak tylko odżywianie było - już bardziej humanitarnie byłoby chyba zastosować eutanazję wprost... Książka stawia też inne ciekawe pytania, np.. w kwestii świadomości: "Mogą zwrócić uwagę na nową zabawkę, ale z chwilą gdy zabawka znika im z pola widzenia, przestaje istnieć w ich świecie. Czy zatem jednomiesięczne niemowlęta są świadome? Czy „wiedzą”, że istnieją jako osoby i że istnieje świat zewnętrzny, z którym mogą wchodzić w interakcje, na który mogą wywierać wpływ i który może wpływać na nie? Jeżeli tak, to jaką formę może przybierać ta „wiedza”? Krótko mówiąc, określenie, czy w pierwszym miesiącu życia świadomość występuje czy nie, wcale nie jest proste i, jak łatwo się domyślić, zdania są podzielone: niektórzy uważają, że tak, inni nie są tego pewni. W Brazylii w 2010 roku dyskutowałem na ten temat z Dalaj Lamą i otrzymałem taką samą odpowiedź, jaką słyszę od badaczy mózgu: „To zależy, co rozumiesz przez świadomość”. Otóż to! Które zdolności umysłowe zaświadczają o świadomości? Debbie była w stanie wykryć mowę, nie dowodziło to jednak w przekonujący sposób – przynajmniej według mnie – że była świadoma. Nie każdy zgadza się z takim rozumowaniem. Popytajcie wśród znajomych, a bez wątpienia szybko znajdziecie kogoś absolutnie przekonanego, że jednomiesięczne dziecko jest świadome (być może sam tak uważasz). Proponuję pójść o krok dalej i spytać o płód. Czy on jest świadomy? Nawet najbardziej zatwardziali obrońcy tezy o występowaniu u człowieka świadomości mogą zacząć się łamać. Idźmy jeszcze dalej – a zygota, pojedyncza komórka powstała z połączenia plemnika i jajeczka, z której za dziewięć miesięcy urodzi się dziecko? Czy jest świadoma? Większość ludzi zgodzi się, że nie – częściowo dlatego, że zygota nie przejawia żadnych zdolności charakteryzujących noworodka. Poza tym nie wydaje się prawdopodobne, by organizmy jednokomórkowe były obdarzone świadomością. Powstaje tutaj interesujące pytanie: kiedy w cyklu rozwojowym – od zygoty przez płód, noworodka, kilkulatka do dorosłego - pojawia się świadomość? Nie ma większego znaczenia, czy uważasz, że jednomiesięczne niemowlę (czy nawet płód) jest obdarzone świadomością. Jeżeli zgadzasz się, że zygota prawie na pewno jej nie posiada, natomiast zdrowy dorosły z pewnością tak, wówczas gdzieś między tymi dwoma skrajnymi etapami życia musi nastąpić moment osiągnięcia świadomości. Ale gdzie? Oczywistym i widowiskowym punktem zwrotnym byłby moment narodzin, ale jest wysoce nieprawdopodobne, aby noworodek kilka minut po przyjściu na świat był bardziej świadomy niż dziewięciomiesięczny płód na chwilę przed porodem." I jeszcze jeden, dłuuugi cytat, ale muszę ;) "Wydawałoby się, że jeśli osoba z ciężkim uszkodzeniem mózgu, uznawana za wegetatywną, nagle okazuje się zdolna zakomunikować swoją wolę odejścia z tego świata, to wolę tę należy uszanować, zezwalając jej na odejście. Czy człowiek znajdujący się w podobnej sytuacji nie ma ewidentnego prawa do zakończenia życia? Muszę jednak stwierdzić, że odpowiedź na to pytanie wcale nie jest tak oczywista. Gdyby podeszła do ciebie zdrowa pod innymi względami osoba i oznajmiła, że chce umrzeć, czy twoją pierwszą reakcją nie byłoby zakwestionowanie jej stanu psychicznego? Albo przynajmniej jej trzeźwego osądu w danej chwili? Być może cierpi na depresję i nie jest w stanie podjąć zdroworozsądkowej decyzji. Ale nawet gdybyś potwierdził, że jest w pełni władz umysłowych, czy nie miałbyś odruchu, by sprawdzić, co powie następnego dnia i następnego tygodnia – czy przypadkiem nie zmieni zdania? Może akurat przechodzi trudny okres. Być może po pewnym czasie ten grobowy nastrój minie. (…) Tak czy tak, jakim prawem mielibyśmy oczekiwać większego społecznego przyzwolenia na przerwanie życia tylko dlatego, że ktoś znajduje się w szarej strefie świadomości? Czy komukolwiek należy pozwolić podjąć decyzję o własnej śmierci, bo takie jest jego życzenie? Nasza odpowiedź jako społeczeństwa na tego rodzaju pytania jest na ogół przecząca. Teraz jednak dysponujemy techniką, która pozwala wypowiedzieć się na ten temat samym pacjentom z szarej strefy. Wiedząc, że wielu z nich nie jest tym, na co wyglądają, powinniśmy bardzo głęboko zastanowić się, zanim podejmiemy w ich imieniu podobną decyzję. Z badań przeprowadzonych przez Stevena Laureysa ze współpracownikami wynika, że życzenia, które dziś wydają nam się oczywiste („Nie pozwól, żeby utrzymywano mnie przy życiu w szarej strefie świadomości”),nie pokrywają się z tym, czego rzeczywiście sobie życzymy w razie spełnienia się czarnego scenariusza. Zespół Stevena przebadał 91 osób z zespołem zamknięcia – świadomych, ale zdolnych porozumiewać się jedynie za pomocą mrugania albo pionowych ruchów gałek ocznych. Poproszono je o udzielenie odpowiedzi na pytania dotyczące przebiegu ich choroby, aktualnego samopoczucia oraz postaw dotyczących życia i śmierci. Zmierzono też deklarowaną jakość życia na skali od +5 (odpowiednik najszczęśliwszych chwil sprzed choroby) do –5 (poziom najgorszych zaznanych doświadczeń). Wbrew temu, czego większość z nas mogłaby się spodziewać, pacjenci w większości (72 procent spośród tych, którzy udzielili odpowiedzi) oświadczyli, że są szczęśliwi. Co więcej, poziom szczęścia w tej grupie był wprost proporcjonalny do czasu, jaki upłynął od zapadnięcia na chorobę! Choć większość z nas deklaruje, że nie chciałoby kontynuować życia z zespołem zamknięcia po uszkodzeniu mózgu, tylko 7 procent wszystkich ankietowanych przez Laureysa wyraziło życzenie poddania się eutanazji, co sugeruje, że nasze przewidywania swoich przyszłych życzeń na wypadek najgorszego są błędne. Przeciwnie, większość pacjentów z syndromem zamknięcia jest stosunkowo zadowolona z jakości życia – śmierć bynajmniej nie jest najczęstszym wyborem osób, które faktycznie doświadczyły tych stanów. (…) Wyniki tych badań podważają zdolność kogokolwiek z nas do należytej oceny naszych przyszłych życzeń na wypadek ciężkiego uszkodzenia mózgu. Czy zatem sporządzanie testamentu życia nie jest ryzykowne? Wyobraźmy sobie grozę sytuacji, w której – ponieważ wydaliśmy dyspozycję o niestosowaniu terapii podtrzymującej życie – pozostajemy w pełni świadomi w momencie wykonywania tego polecenia wbrew naszej (aktualnej) woli…" - to jest właśnie powód, dla którego raczej nigdy nie wyrażę żadnej deklaracji co do siebie na taki wypadek :P Reasumując: książka nie zawsze najłatwiejsza w czytaniu ale bardzo dobra! [ https://intothegrayzone.com/mindreader/ - wideo autora z niektórymi przypadkami z książki ] (czytana/słuchana: 1-5.10.2024) 5/5 [9/10]
lex - awatar lex
ocenił na81 rok temu
Płytki umysł. Jak internet wpływa na nasz mózg Nicholas Carr
Płytki umysł. Jak internet wpływa na nasz mózg
Nicholas Carr
Książka "Płytki umysł. Jak Internet wpływa na nasz mózg" to krótka, ale nasycona treścią publikacja autorstwa Nicholasa Carra. W teorii miała być pracą na temat oddziaływania Internetu na nasze myślenie, wypływająca z autorefleksji związanej z coraz trudniejszym utrzymaniem uwagi, jednak w gruncie rzeczy to raczej książka o książkach. Z pewnością nikt nie zdziwiłby się, gdyby zamiast obecnego tytułu na okładce widniało "Oda do literatury" albo "Pochwała życia czytelnika". Z tego powodu na pewno przypadnie do gustu każdemu zapalonemu połykaczowi książek. Oprócz tematu naszej ukochanej literatury, w publikacji obecna jest także pogłębiona refleksja na temat zachowań ludzkiego mózgu w obliczu postępu technologii. Autor bardzo sprawnie żongluje naukowymi danymi, jak również przykładami bliższymi przeciętnemu odbiorcy. Ostatecznie dochodzi do bardzo ciekawej konkluzji, mianowicie okazuje się, że tzw. "czytelnik" to na poziomie komórkowym ktoś zupełnie inny niż "współczesny internetowy surfer". Pozostawia nas więc z pytaniem - którym człowiekiem chcemy być. Jedyne, co miałabym publikacji do zarzucenia, to nieaktualność w pewnych aspektach. Niektóre informacje, zwłaszcza z dziedziny technologii, są zupełnie przestarzałe, a w skutek tego, stawiane hipotezy - zupełnie mylne. Szczególnie rozbawiła mnie opinia autora, gdzie kategorycznie wypowiada się przeciw czytnikom i zapewnia, że dla prawdziwych czytelników nigdy nie będzie to medium równe książce. Oczywiście te słowa przeczytałam właśnie na czytniku. Jednakże takie drobne niedociągnięcia, jak chociażby brak wiary w stworzenie kiedykolwiek sztucznej inteligencji (a wiemy dobrze, że ma się lepiej niż kiedykolwiek) należy mu wybaczyć. W końcu można być mądrym po fakcie i wróżyć z teraźniejszości, jednak te kilka lat wcześniej postawienie jakiekolwiek hipotezy musiało się równać z niemałą odwagą. Mimo kilku drobnych niedociągnięć "Płytki umysł" to wartościowa lektura, która oprócz przedstawienie historii badań na temat mózgu, rozwoju rynku literackiego i szybkiego rozrostu Internetu, z pewnością podniesie każdemu molowi książkowemu samoocenę. Kto wie, może za sprawą tej publikacji choć jeden przeciwnik literatury zostanie nawrócony.
Fanka_Gwieździsta Krystyna - awatar Fanka_Gwieździsta Krystyna
oceniła na71 rok temu
Zasada nieprawdopodobieństwa. Dlaczego codziennie zdarzają się cuda, zbiegi okoliczności i rzadkie zdarzenia David J. Hand
Zasada nieprawdopodobieństwa. Dlaczego codziennie zdarzają się cuda, zbiegi okoliczności i rzadkie zdarzenia
David J. Hand
Ludzie to bardzo przesądne stworzenia, doszukujące się we wszystkich zdarzeniach, będących zbiegami okoliczności pewnych schematów projekcji mózgu. Jeśli to się im nie udaje, uważają, że mają do czynienia z czymś niewyjaśnionym i tajemniczym. Cuda, zabobony, przesądy, działania sił wyższych, zjawiska paranormalne, proroctwa - wszystko to stanowi dla nas fascynujące niewiadome. David J. Hand w sposób niezwykle przystępny w książce "Zasady nieprawdopodobieństwa" tłumaczy, dlaczego zdarzenia - na pozór nieprawdopodobne - jednak się zdarzają. I to wcale często! Za pomocą dużych liczb, statystyki i uproszczonych reguł prawdopodobieństwa w sposób przystępny uświadamia, że tak naprawdę wszelkie koincydencje i zbiegi okoliczności można wyjaśnić, a cuda obalić. Swoje spostrzeżenia nt. reguł rządzących przypadkowością i prawdopodobieństwem poparł sporą ilością anegdot i historii, rozkładając na czynniki pierwsze "niemożliwe" zdarzenia. A wszystko to napisał przystępnym obrazowym językiem. Dzięki temu zawarta wiedza matematyczna była dla mnie zjadliwa, niemęcząca, ciekawa i absorbująca. Z wielką przyjemnością zgłębiałam tajniki statystyki, praw nieuchronności czy selekcji. Pewnym objawieniem było dla mnie: - Prawo naprawdę wielkich liczb, które w skrócie mówi, że jeśli liczba okazji do wystąpienia zaskakującego zdarzenia jest wystarczająco duża, to możliwe jest wystąpienie tego zdarzenia. Np. Z uwagi na ogromną liczbę ludzi wielokrotnie poszukujących czterolistnej koniczyny fakt jej znalezienia wcale nie jest już taką niespodzianką... - Prawo mniej więcej czyli wieloznaczność zjawiska. Mówi ono, że jeśli zdarzenie nie jest dokładnie tym, co zostało przez ciebie zdefiniowane, to można uznać, że pasuje ono do definicji pod warunkiem, że bardzo od niej nie odbiega. Np. Abraham Lincoln opowiedział swój sen kilku osobom o tym, że został zamordowany. Opis prezydenta zaczynał się słowami: "Mniej więcej 10 dni temu...". Jaki odstęp czasu może dzielić sen od zapowiedzianych wydarzeń - dzień, miesiąc, rok? Jeśli wystarczająco rozszerzymy zakres określony przez "mniej więcej", to zyskamy gwarancję, że przypadek pasuje! I chociaż w większości czytane zasady intuicyjnie były dla mnie oczywiste, to jednak nazwanie ich, sprecyzowanie i poparcie przykładami było dla mnie wspaniałym doświadczeniem. O ile w kwestii zdarzeń losowych, przypadkowych i rzadkich moja intuicja nie szwankuje, to już materia zdarzeń niemal niemożliwych i na pewno niemożliwych była dla mnie nową wspaniałą wiedzą, którą z wielką przyjemnością pochłonęłam! Jeśli podoba Wam się moja recenzja, to zapraszam po więcej: https://www.instagram.com/anemonenemorose/
AnemoneNemorose - awatar AnemoneNemorose
ocenił na62 lata temu
Istota człowieczeństwa. Co sprawia że jesteśmy wyjątkowi Michael Gazzaniga
Istota człowieczeństwa. Co sprawia że jesteśmy wyjątkowi
Michael Gazzaniga
Dobra książka, porównywalna do pisarstwa Sapolsky'ego, może tylko troszkę gorsza ;) Podobny temat, również wciągająco, interesująco napisana. Również ze szczyptą humoru (choć troszeczkę mniejszą). Kolejna książka o mózgu i znowu trochę inna. Powtarzające się w książkach przypadki podjęte z trochę innej strony (i to jest fascynujące). Przyczynia się do rozwiązania zagadki dlaczego jesteśmy ludźmi, dlaczego zaszliśmy trochę dalej niż zwierzęta itp. I właściwie nie wiem co mogę jeszcze o niej powiedzieć - jest to dużo treści ale ciężko ją przywołać z pamięci ;) Tak czy inaczej książkę polecam, to jedna z tych lepszych :) Przy okazji niektórych cytatów jeszcze coś dodam: "Czy możesz sobie wyobrazić świat, w którym nikt nie kłamie? To byłoby straszne. Czy naprawdę chciałbyś znać odpowiedź na pytanie: "Cześć, jak się dzisiaj czujesz?", albo usłyszeć: "Zauważyłam, że te dwa kilogramy, których ci ostatnio przybyło, poszły ci w podbródek"?" (pdf. str.166) - taki mały przykład humoru ;) Ad.str.173 i opisany tam eksperyment moralny: Dobra, przyznaję - też bym sobie przydzielił atrakcyjniejsze zadanie, ale wcześniej też rzuciłbym monetą (i przydzielił je sobie bez względu na wynik) :D Tak myślę przynajmniej ;) "Przyglądając się środowisku, w jakim ewoluowali nasi przodkowie, Haidt zwraca uwagę na fakt, że gdyby nasze mechanizmy formułowania sądów moralnych były skonstruowane w taki sposób, aby zawsze dokonywać trafnych ocen, pociągałoby to za sobą katastrofalne skutki, ponieważ w pewnych sytuacjach bralibyśmy stronę naszych wrogów, występując przeciwko przyjaciołom i rodzinie." (pdf.str.235) - to ciekawe spostrzeżenie, o którym nie myślałem! Ale ma to sens. Ale ludzie też są różni, ja właśnie mam tendencję do sprawiedliwych ocen :P (co też może być wadą w tym kontekście). W mniej-więcej tym samym miejscu książki jest też o roli plotki (jako regulatora),noo mnóstwo ciekawych informacji! "Czystość Przekonanie, że "nieskażone jedzenie jest dobre", doprowadziło do powstania wielu religijnych rytuałów i zakazów dotyczących jedzenia. Intuicyjne przekonanie, że "nieskażone ciało jest dobre", przyczyniło się do tego, iż pewne praktyki seksualne albo sam seks są uważane za nieprzyzwoite i nieczyste." (pdf.str.251) - mamy proste rozwiązanie kwestii "nieczystości", teraz wydaje mi się tak proste, że aż wstyd, że sam na to nie wpadłem :P Jak najbardziej to też ma sens. "Interakcje z osobami, które wyrażają niewiele pozytywnych emocji i nie reagują na sygnały emocjonalne, prowadzą do wzrostu aktywności sercowo-naczyniowej u ich partnerów społecznych. Jeśli więc spędzasz czas w towarzystwie kogoś, kto tłumi swoją ekspresję emocjonalną, to zachowanie tej osoby podnosi ciśnienie nie tylko jej samej, ale także Tobie." (pdf. str. 307) - kolejny powód dla którego nie jestem zbyt lubiany :P (jak i pewnie inni nieneurotypowi...). "Nadaktywny podsystem detektywistyczny w połączeniu z naszą potrzebą wyjaśniania i skłonnością do myślenia teleologicznego stanowi podstawę kreacjonizmu. Próbując wyjaśnić, dlaczego istniejemy, nasz nadaktywny podsystem detektywistyczny zakłada, że musi być w to zamieszany jakiś "Ktoś". Myślenie teleologiczne podpowiada nam, że za naszym istnieniem musi się kryć czyjś celowy zamysł, a poszukiwaną przyczyną są pragnienia, zamiary i zachowania tego Kogoś. Innymi słowy, zostaliśmy celowo zaprojektowani przez jakąś Istotę." (pdf.str.434-435) - oto jak prawdopodobnie człowiek wymyślił Boga ;) Ale fajnie by było gdyby naprawdę to wszystko miało jakiś głębszy cel ;) (czytana/słuchana: 8-20.05.2025) 5/5 [7/10]
lex - awatar lex
ocenił na710 miesięcy temu

Cytaty z książki Dziedzictwo. Jak twoje geny wpływają na ciebie i jak ty wpływasz na swoje geny.

Więcej
Sharon Moalem Dziedzictwo. Jak twoje geny wpływają na ciebie i jak ty wpływasz na swoje geny. Zobacz więcej
Sharon Moalem Dziedzictwo. Jak twoje geny wpływają na ciebie i jak ty wpływasz na swoje geny. Zobacz więcej
Sharon Moalem Dziedzictwo. Jak twoje geny wpływają na ciebie i jak ty wpływasz na swoje geny. Zobacz więcej
Więcej