Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta

Okładka książki Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta
David Mitchell Wydawnictwo: Mag powieść historyczna
617 str. 10 godz. 17 min.
Kategoria:
powieść historyczna
Tytuł oryginału:
The Thousand Autumns of Jacob De Zoet
Wydawnictwo:
Mag
Data wydania:
2013-11-06
Data 1. wyd. pol.:
2013-11-06
Data 1. wydania:
2010-01-01
Liczba stron:
617
Czas czytania
10 godz. 17 min.
Język:
polski
ISBN:
9788374803991
Tłumacz:
Justyna Gardzińska
Tagi:
Japonia
Inne
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Poczekaj, szukamy dla Ciebie najlepszych ofert

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama

Oficjalne recenzje i

Śledząc lot mewy


Link do recenzji

1571 52 39

Oceny

Średnia ocen
7,5 / 10
719 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
737
669

Na półkach: , , , , , , ,

Powieść historyczna autora znanego podobno raczej jako twórca fantastyki. Tym niemniej bardzo dobra. David Mitchell spędził kilka lat w kraju kwitnącej wiśni, dzięki czemu znał jego historię, realia i obyczaje, a co najważniejsze – potrafił przenieść to na papier. Nie jest to zatem żaden romans w kostiumie historycznym.
Świetnie napisany blurb zachęca do czytania. Akcja rozpoczyna się w 1799 roku i w zasadniczej fabule trwa niecałe dwa lata, z przeskokami o kilkanaście i więcej lat w ostatnich rozdziałach, będących jakby epilogiem. Rozgrywa się głównie w Japonii, a właściwie u jej wrót (nie licząc retrospekcji).
Narracja jest trzecioosobowa, przeważnie naprzemienna i pokazuje wydarzenia oraz ich bohaterów z różnego punktu widzenia. Fabuła toczy się chronologicznie, z minimalnymi przesunięciami czasowymi, gdy te same wydarzenia są prezentowane z różnych punktów widzenia. Są w niej elementy zaskakujące i zwroty akcji, aczkolwiek nie w tym tkwi główna zaleta powieści.
Jest to bowiem bardzo dobrze napisana książka, prostym językiem, z dbałością o szczegóły historyczne i geograficzne, oddane bardzo wiernie. Także w zakresie czynności dnia codziennego, pomijanych w literaturze jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Postacie są wiarygodne, mówią językiem właściwym ich warstwie i wykształceniu a także z zasobem pojęć właściwym ówczesnym społeczeństwom europejskim, ale i japońskiemu. Wreszcie dobrze zarysowane jest zderzenie dwóch kultur – europejskiej i japońskiej, które bardzo dużo dzieli. A i sama fabuła jest interesująca, obfitujące w wydarzenia o charakterze obyczajowym, podróżniczym, kryminalnym a nawet filozoficznym (sceny z doktorem Marinusem). Czytelnik ma okazję poznać kawałek historii Japonii oraz kolonialnych państw europejskich.
Jednym słowem atrakcyjna lektura, przy której czas się nie dłuży – wręcz przeciwnie, a o to przecież chodzi.
Przeczytane w ramach majowego wyzwania LC – gruba książka (ponad 400 stron).

Powieść historyczna autora znanego podobno raczej jako twórca fantastyki. Tym niemniej bardzo dobra. David Mitchell spędził kilka lat w kraju kwitnącej wiśni, dzięki czemu znał jego historię, realia i obyczaje, a co najważniejsze – potrafił przenieść to na papier. Nie jest to zatem żaden romans w kostiumie historycznym.
Świetnie napisany blurb zachęca do czytania. Akcja...

więcej Pokaż mimo to

101
avatar
210
199

Na półkach:

To nie była książka dla mnie.

Przebrnięcie przez tę ponad sześćsetstronicową powieść okazało się nieomal męczarnią. Dlaczego już teraz tak narzekam? Odpowiedź jest prosta - tę książkę czytałam dwa miesiące, a mogłam to poświęcić na coś innego. W dodatku wcale mi się nie podobało.

Zacznijmy może od początku. Otóż przede wszystkim musicie wiedzieć, jak w ogóle przeczytać ten tytuł. Jak dowiedziałam się z przypisu tłumaczki w trakcie lektury, "Jacob de Zoet" to nie żaden "dżejkob". Bohater jest bowiem Holendrem, powinniśmy więc mówić "jakob de zut". Otóż, Jacob de Zoet postanowił ożenić się z niejaką Anną, jednakże jej ojciec postawił mu warunek - najpierw musi zarobić nieco więcej grosza (czy co mieli wtedy - czyli w 1799 r. - Holendrzy) ;) Przyszły teść Jacoba sam nawet znalazł mu odpowiednią pracę - młody mężczyzna będzie więc pracował jako kancelista dla Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej. Zarobki podobno mają być świetne, więc chyba warto przemęczyć się pięć lat na malutkiej wysepce u stóp Nagasaki?

No właśnie - wysepka, sztucznie usypana, o wymiarach około 120 na 75 metrów. Tak zwana Dejima, jedyne okno na świat dla Japonii, izolującej się od reszty świata. Mieszkało na niej (Dejimie) zaledwie około dwudziestu Holendrów; oprócz tego był też nieliczny personel japoński, głównie tłumacze. Jak więc widzicie, zbyt wielu osób do zapamiętania tu nie ma. Uwierzcie mi jednak, autor nie ułatwia czytelnikowi zadania. Jacob de Zoet poznaje tych ludzi niemal na raz, a funkcje większości nie są już powtórzone. Mi zaś zwyczajnie nie chciało się szukać cały czas odpowiedniego wstępnego fragmentu. Po prostu liczyłam na to, że z biegiem czasu sama zacznę tych ludzi rozróżniać. No i cóż, może z dziesięć osób zapamiętałam. Reszta była dla mnie po prostu "ludźmi z Dejimy".

"Atrament, rzeczułki płynące z rozbitego kałamarza i ich delty w kolorze indygo...
Atrament, spijany przez spragnione drewno, skapujący w szpary...
Atrament, myśli Jacob, płyn o największej mocy tworzenia..."

Może to wszystko brzmieć naprawdę dobrze, zwłaszcza jak ktoś lubi japońskie klimaty. Ja nie przepadam, a ta książka nie zmieniła mojego zdania. Pomysł wydaje się jednak interesujący - garstka ludzi, zamknięta na małej wysepce blisko kraju, którego nie znają i do którego nie mają wstępu, a który ich fascynuje. Dla Jacoba Japonia rzeczywiście okazała się fascynująca, a już zwłaszcza pewna japońska kobieta o poparzonej twarzy - panna Orito Aibagawa. I tu dochodzę do tego, co skutecznie zabiło we mnie radość z lektury.

Zwyczajnie nie mogę cieszyć się czytaniem, kiedy nie cierpię głównego bohatera. A Jacob był jednym z największych hipokrytów, o jakich dane mi było czytać. Taki zakochany w Annie, przemierza pół świata, aby zdobyć jej rękę, a zaledwie dopływa do Dejimy, już jej obraz zaczyna zacierać się w jego pamięci, co więcej - w oko wpada mu panna Aibagawa, a mężczyzna od razu przystępuje do dzieła, próbując dowiedzieć się o niej więcej i spotkać się z nią. Nie ma tu żadnego wahania, są tylko maleńkie wyrzuty sumienia związane z Anną - ale wszak Anna sama przed jego odjazdem powiedziała mu, że wie, jak się zachowują mężczyźni tak daleko od domu i żeby obojętnie czego by nie zrobił - i z kim by tego nie zrobił - jego serce należało do niej. Jacob szybko więc chyba uznaje, że problemu wcale nie ma. Smuci mnie także to, że Jacob w powieści zostaje uznany za człowieka bardzo uczciwego, poza tym cały czas czyta psalmy, które przemycił na Dejimę (a nie wolno tam było mieć nic związanego z chrześcijaństwem), a potem zachowuje się w taki, a nie inny sposób. Dla mnie zawiało snobizmem.

Polubiłam za to pannę Aibagawę, która wcale nie była taka uradowana zalotami cudzoziemca. Pewien fragment książki jest nawet poświęcony wyłącznie niej i muszę przyznać, że choć był najbardziej brutalny i przerażający, to jedynie on wywołał we mnie emocje i zaciekawienie. Reszta książki to głównie intrygi polityczne i różne machlojki. Wszystko w ostateczności kręci się tam wokół pieniędzy, a nawet ci pozornie uczciwi okazują się nie być takimi ideałami.

"Kot patrzy na nią i miauczy: "Nakarm mnie, bo jestem piękny"."

Na koniec wspomnę jeszcze o języku użytym w książce. Jest ciekawy. Momentami to język codzienny, potem nagle przeradza się w nieomal poetycki opis. I owe poetyckie opisy mi się podobały, widzę tu świetny warsztat pisarza, duże doświadczenie, chęć zabawy konwencją, słowem, widzę tu taki pierwiastek, który obserwuję w książkach w jakiś sposób nagradzanych. I nie wiem, czy "Tysiąc jesieni..." jakąś nagrodę zdobył, ale krytykom literackim mógłby się wybitnie spodobać. Co mnie jednak bardzo zniesmaczyło, to te sceny pisane zwykłym, codziennym językiem, jednak nie takim, jakiego przykładowo ja używam na co dzień - chodzi o taki wulgarny, nasycony podtekstami język. Co prawda nie ma w tej książce żadnych opisów scen erotycznych, ale jeszcze chyba w żadnej powieści nie przeczytałam aż tylu przeróżnych określeń na nazwanie wiadomej części męskiego ciała. Momentami miałam wrażenie, że cały humor w książce opiera się wyłącznie na żartach o przyrodzeniu. Dla mnie to było żenujące, nie pasowało mi to i naprawdę, można było się spodziewać jakiegoś wyższego poziomu żartów. W tej chwili nie jestem w stanie przypomnieć sobie z książki żadnego fragmentu o teoretycznie humorystycznym charakterze, który by nie miał podtekstu erotycznego.

"Każdy sędzia, myśli Shiroyama, jest niewolnikiem setek ludzkich pragnień, które zieją nad nim jak wielogłowy smok."

Nie wiem, czy to książka dla Was. Myślę, że każdy musi ocenić to indywidualnie. Słyszałam już na temat tej książki dużo dobrego, nieomal same superlatywy, a jednak dla mnie okazała się chyba największym rozczarowaniem w tym roku - przynajmniej jak do tej pory. Ja panu Mitchellowi już podziękuję - myślę, że nie spotkamy się drugi raz. Zwłaszcza kiedy wspomina, że "Republika Batawska za chwilę dołączy do Polski, na śmietniku, na który historia wyrzuca nieistniejące już kraje". Trochę takie sformułowanie mnie zabolało - a nawet bardzo.

https://arnikaczyta.blogspot.com/2020/09/david-mitchell-tysiac-jesieni-jacoba-de.html

To nie była książka dla mnie.

Przebrnięcie przez tę ponad sześćsetstronicową powieść okazało się nieomal męczarnią. Dlaczego już teraz tak narzekam? Odpowiedź jest prosta - tę książkę czytałam dwa miesiące, a mogłam to poświęcić na coś innego. W dodatku wcale mi się nie podobało.

Zacznijmy może od początku. Otóż przede wszystkim musicie wiedzieć, jak w ogóle przeczytać...

więcej Pokaż mimo to

0
avatar
574
372

Na półkach:

Spodziewałam się innej historii, mimo wszystko powieść wciągnęła mnie a Autor znów pozytywnie zaskoczył. Polecam

Spodziewałam się innej historii, mimo wszystko powieść wciągnęła mnie a Autor znów pozytywnie zaskoczył. Polecam

Pokaż mimo to

3
Reklama
avatar
1719
67

Na półkach: ,

Zawsze mam tak z książkami Davida Mitchell-na początku mi się dłuży i nie potrafię się wciągnąć,by po kilku rozdziałach zupełnie się w niej zatracić. Nie inaczej było i tym razem.

Zawsze mam tak z książkami Davida Mitchell-na początku mi się dłuży i nie potrafię się wciągnąć,by po kilku rozdziałach zupełnie się w niej zatracić. Nie inaczej było i tym razem.

Pokaż mimo to

4
avatar
84
40

Na półkach:

Świetna lektura dla osób, które rozpoczynają swoją przygodę z poznawaniem Japonii. Nie ma tam zbyt wartkiej akcji, ale za to w gąszczu imiona, nazwisk, miejsce i rodów, wplatane są smaczki kulturowe. Polecam!

Świetna lektura dla osób, które rozpoczynają swoją przygodę z poznawaniem Japonii. Nie ma tam zbyt wartkiej akcji, ale za to w gąszczu imiona, nazwisk, miejsce i rodów, wplatane są smaczki kulturowe. Polecam!

Pokaż mimo to

5
avatar
314
196

Na półkach:

"Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta" przeczytana. Przeczytana ale nie do końca z przyjemnością. Moje wrażenia? Pierwsze 200 stron to był istny horror. Ogromna ilość nazwisk, miejsce, które trudno zapamiętać. Właściwie zero akcji. Dalej zrobiło się stanowczo ciekawiej. Momentami trudno było oderwać się od lektury. Nie żałuję czasu spędzonego z powieścią ale zastanowię się zanim sięgnę po kolejną książkę Davida Mitchella. Po "Czasomierzach" oczekiwała czegoś niesamowitego, trochę się zawiodłam 📖

"Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta" przeczytana. Przeczytana ale nie do końca z przyjemnością. Moje wrażenia? Pierwsze 200 stron to był istny horror. Ogromna ilość nazwisk, miejsce, które trudno zapamiętać. Właściwie zero akcji. Dalej zrobiło się stanowczo ciekawiej. Momentami trudno było oderwać się od lektury. Nie żałuję czasu spędzonego z powieścią ale zastanowię się zanim...

więcej Pokaż mimo to

5
avatar
633
583

Na półkach:

Przepiękna opowieść o...wierności zasadom, o honorze i wierze oraz o tym, że miłość może nadawać sens życiu nawet wtedy, gdy nie ma happy endu. Japonia i Europa - wszędzie znaleźć można bohaterów i kanalie, zaślepienie i odwagę. Warto przeczytać, bo pewne postawy, które kiedyś wzbudzały szacunek, dziś są zupełnie niesłusznie wyszydzane.

Przepiękna opowieść o...wierności zasadom, o honorze i wierze oraz o tym, że miłość może nadawać sens życiu nawet wtedy, gdy nie ma happy endu. Japonia i Europa - wszędzie znaleźć można bohaterów i kanalie, zaślepienie i odwagę. Warto przeczytać, bo pewne postawy, które kiedyś wzbudzały szacunek, dziś są zupełnie niesłusznie wyszydzane.

Pokaż mimo to

8
avatar
83
23

Na półkach:

Początek wlecze się strasznie, musiałam się zmusić żeby wytrwać przy tej książce. Potem, gdy robi się ciekawiej okazuje się, że książka podzielona jest na części i w każdej z nich dominuje nieco inny wątek. Trochę to było irytujące. I pomimo że nie jestem fanką całkowicie otwartych zakończeń, to zakończenie tej książki, zdradzające losy Jakuba i nie pozostawiające nic wyobraźni, bardzo mnie rozczarowało

Początek wlecze się strasznie, musiałam się zmusić żeby wytrwać przy tej książce. Potem, gdy robi się ciekawiej okazuje się, że książka podzielona jest na części i w każdej z nich dominuje nieco inny wątek. Trochę to było irytujące. I pomimo że nie jestem fanką całkowicie otwartych zakończeń, to zakończenie tej książki, zdradzające losy Jakuba i nie pozostawiające nic...

więcej Pokaż mimo to

2
avatar
74
21

Na półkach:

Fascynująca. W końcu trzeba jednak wrócić do domu.

Fascynująca. W końcu trzeba jednak wrócić do domu.

Pokaż mimo to

2
avatar
80
80

Na półkach:

Nie można odmówić autorowi wiedzy na temat historii i kultury Japonii, to na pewno. Mnie osobiście książka przytłoczyła. Za dużo tu było postaci, a ich egzotycznie brzmiące imiona nie pomagały połapać się w fabule. Wiele dialogów pomiędzy bohaterami było nużących, żeby nie powiedzieć zbędnych. Ostatnie 150 stron było dla mnie totalną katorgą, wypełnioną handlowo-polityczno-historycznymi pertraktacjami. Wydaje mi się, że autor mógł spokojnie stworzyć trzy oddzielne i kompletne książki z materiału, który zebrał.

Nie można odmówić autorowi wiedzy na temat historii i kultury Japonii, to na pewno. Mnie osobiście książka przytłoczyła. Za dużo tu było postaci, a ich egzotycznie brzmiące imiona nie pomagały połapać się w fabule. Wiele dialogów pomiędzy bohaterami było nużących, żeby nie powiedzieć zbędnych. Ostatnie 150 stron było dla mnie totalną katorgą, wypełnioną...

więcej Pokaż mimo to

4

Cytaty

Więcej
David Mitchell Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta Zobacz więcej
David Mitchell Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta Zobacz więcej
David Mitchell Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta Zobacz więcej
Więcej
Reklama
zgłoś błąd