Śledząc lot mewy

Agata Rugor
21.03.2014
Okładka książki Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta David Mitchell
Średnia ocen:
7,5 / 10
653 ocen
Czytelnicy: 2294 Opinie: 120

Napisać książkę niezwykle plastyczną i zachwycającą pod względem językowym bez kunsztownych, złożonych zdań, wielopiętrowych metafor, całkowicie unikając popadania w niepotrzebnie patetyczny ton – to sztuka wystawiająca świadectwo umiejętnościom autora. Takie właśnie jest „Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta” – subtelne w każdym aspekcie. Składowe tej książki – fabuła, tło historyczne i wizualne, charakterystyki bohaterów – pojedynczo mogą wydawać się proste, ale razem tworzą naprawdę zachwycający, pełny obraz.

David Mitchell, autor głośnego „Atlasu chmur”, który to tytuł prawie dwa lata temu przeżywał drugi szczyt swojej popularności za sprawą ekranizacji, zabiera swoich czytelników w podróż po Japonii z przełomu XVIII i XIX wieku. To czasy japońskiego izolacjonizmu, układy handlowe ze światem zachodu są więc szczątkowe i okupione mnóstwem obostrzeń. Najsilniej świadczy o tym samo istnienie Dejimy, na której rozgrywa się większa część fabuły – to sztuczna wyspa w zatoce Nagasaki, swego rodzaju strefa buforowa w kontaktach pomiędzy Holendrami (jedynym narodem, który w tamtym momencie historii miał pozwolenie na prowadzenie handlu z Japonią), a natywnymi mieszkańcami. Jedynie tutaj przyjezdnym wolno było się osiedlać, założyć faktorię, budować magazyny, żyć i zachowywać się na swój zachodni sposób, tak egzotyczny i trudny do rozumienia dla miejscowych (zresztą niezrozumienie jest tu oczywiście obopólne). Tytułowy bohater, Jacob de Zoet, przypływa na Dejimę, by pełnić obowiązki kancelisty. Czytelnik będzie miał okazję obserwować jego relacje z rodakami oraz Japończykami, co jest o tyle ciekawe, że protagonista wyraźnie wyróżnia się spośród tych, z którymi przybił do brzegów wyspy i z którymi przyszło mu tam żyć, nigdy do końca nie wtapia się w społeczność. Co nie znaczy, że nie wchodzi z nią w interakcje – wydarzenia wymuszą na nim ustosunkowanie się do podszytego pogardą i zdradzającego skłonności do nieuczciwości sposobu bycia towarzyszy, do przepisów regulujących relacje holendersko-japońskie w celu zapobiegania mieszaniu się kultur, wreszcie do samych zwyczajów kultywowanych przez mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni i wynikających z nich ograniczeń. Te ostatnie odczuje szczególnie boleśnie, za sprawą pewnej akuszerki, Aibagawy Orito, po spotkaniu z którą serce młodego kancelisty zabije szybciej.

Mimo, że nazwisko Jacoba znalazło się w tytule książki, nie jest on jedyną pierwszoplanową postacią. Są w książce fragmenty, w których to Orito gra pierwsze skrzypce. Co ważne, wraz z tym przeskokiem narracyjnym powieść Mitchella zaskakuje po raz pierwszy, nabierając niespodziewanego ciężaru. Kolejną istotną postacią jest młody tłumacz, Ogawa Uzaemon, w pewien sposób połączony zarówno z Orito, jak i z Jacobem. Zdradzenie, jaką rolę odegra, mogłoby niejednemu przyszłemu czytelnikowi zepsuć część przyjemności z lektury, dodam więc jedynie, że zarówno perspektywa Uzaemona, jak i młodej akuszerki to swego rodzaju oddanie głosu samym Japończykom, umożliwiające ukazanie ich przedziwnej kultury w sposób pełniejszy, niż tylko oczyma niewiele rozumiejących (i często niewiele chcących zrozumieć) Europejczyków. Pełniejszy także pod tym względem, że wykraczający poza to, co zwykło się o mieszkańcach Kraju Kwitnącej Wiśni mówić i pisać, często ograniczając się jedynie do podkreślania zdyscyplinowania, praworządności i umiłowania honoru ponad wszystko. Bohaterowie Mitchella są bardzo ludzcy, z wszystkimi tego zaletami i wadami, więc w każdej grupie zdarzają się zarówno tacy o twardym kodeksie moralnym, jak i zwyczajnie zepsuci, zdegenerowani, źli.

To bardzo ważna cecha książki – szerokie spojrzenie na wszystkie zagadnienia, jakie w sobie zawiera. Mitchell kreuje obrazy pełne i prawdziwe, niezwykłe, ale i codzienne, zestawiając ze sobą piękno, brzydotę i zwyczajność. Nie boi się wspominać o rzeczach z pozoru nieistotnych, gdyż w szerszej perspektywie zespalają one wszystkie elementy w spójną, harmonijną całość i dopełniają ją. Przykładem tego, co, wydawać by się mogło, niewiele wnosi do zasadniczej fabuły, są rozsiane tu i ówdzie wtręty – krótkie opowiastki z życia postaci pierwszo-, ale i drugo- czy nawet dalszoplanowych. Choć rzeczywiście nie popychają one głównej opowieści do przodu, pozwalają uwierzyć w bohaterów, spojrzeć na nich jako na ludzi z krwi i kości, z jakąś przeszłością, motywacją, dążeniami. Będą też gratką dla wszystkich czytelników ceniących w pisarzach gawędziarską naturę.

Wyobrażam sobie, że niuanse handlu oraz dyplomacji, którymi najeżone jest początkowe kilkadziesiąt (o ile nie kilkaset) stron, mogą się wydać nużące. Pewnej dozy cierpliwości wymaga też przyzwyczajenie się do rzadko spotykanej w tego typu prozie narracji w czasie teraźniejszym. Na tę drugą kwestię prędko przestaje się jednak zwracać uwagę, pierwsza natomiast mówi dużo o pracy, jaką autor wykonał podczas pisania, do jak wielu źródeł historycznych musiał sięgnąć, jak bardzo dba o detale, by nawet w najdrobniejszej, najbardziej błahej sprawie nie zawieść czytelnika i nie zrujnować wiarygodności snutej opowieści.

„Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta” to złożona, niespieszna opowieść, osadzona w realiach historycznych potencjalnie ciekawych nawet dla osób całkowicie opornych na tak ostatnio powszechną w Europie fascynację Dalekim Wschodem. Taka, której może nie czyta się z zapartym tchem, pospiesznie przerzucając strony, lecz którą chce się poznawać powoli, w skupieniu, rozsmakowując się w niej. Bogata w detale, zawierająca w sobie historię ciekawą pod względem czysto fabularnym, podszytą nawet pewną dozą mrocznej mistyki, w której, jeśli się uprzeć, da się odnaleźć element fantastyczny, a także dostarczająca materiału do licznych refleksji. Tutaj należy zwrócić szczególną uwagę na epilog, nie tylko dlatego, że pod koniec powieść obiera zupełnie inny kierunek, niż można się było tego wcześniej spodziewać, lecz także przez wzgląd na wyraźnie nakreślony motyw przemiany bohatera pod wpływem podróży, którą odbył. To coś, czego w literaturze, szczególnie fantastycznej, często brakuje – lata przebywania poza domem, oderwania od korzeni, od kultury, w której się wyrosło, rzadko odciskają na książkowych postaciach odpowiednio głębokie piętno. Mitchell także w tym aspekcie poradził sobie doskonale.

Sięgając po „Tysiąc jesieni Jacoba do Zoeta” nie należy oczekiwać powtórki z „Atlasu chmur”. To zupełnie inna powieść, także pod względem przynależności gatunkowej, lecz niewątpliwie w równym stopniu godna poznania. Co ciekawe, mimo ewidentnych różnic, uważny czytelnik odnajdzie w „Tysiącu jesieni...” pewną nić splatającą ze sobą obie książki, wyraźne nawiązanie, bardzo pasujące do przewodniej myśli „Atlasu chmur”.

Agata Rugor  

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Poczekaj, szukamy dla Ciebie najlepszych ofert

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
zgłoś błąd