Stado

Okładka książki Stado
William Wharton Wydawnictwo: Rebis Seria: Salamandra literatura piękna
324 str. 5 godz. 24 min.
Kategoria:
literatura piękna
Seria:
Salamandra
Tytuł oryginału:
Pride
Wydawnictwo:
Rebis
Data wydania:
2011-02-08
Data 1. wyd. pol.:
1985-01-01
Liczba stron:
324
Czas czytania
5 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
9788375105575
Tłumacz:
Janusz Ruszkowski
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
6,7 / 10
1475 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
133
89

Na półkach:

Boże jak mi było żal tego lwa :(

Boże jak mi było żal tego lwa :(

Pokaż mimo to

avatar
5
5

Na półkach:

Ciekawe historie dwóch różnych postaci, które w pewnym momencie się łączą sprawiają, że książka jest bardzo interesująca. Zachęcam do lektury.

Ciekawe historie dwóch różnych postaci, które w pewnym momencie się łączą sprawiają, że książka jest bardzo interesująca. Zachęcam do lektury.

Pokaż mimo to

avatar
110
28

Na półkach:

Jaka to jest prosta i piękna opowieść. Czuć zapachy, słychać dźwięki, cudownie łatwo zatracić się w opisach życia codziennego. Ludzie są zwyczajni, a jednocześnie wyjątkowi. Nie ma tam wartkiej akcji, ale ciężko przerwać czytanie. Ciekawa forma zestawienia światów małego chłopca i starszego człowieka po przejściach, których wątki splatają się pod koniec dosłownie na moment. Największym atutem jest narracja oraz hołd dla miłości rodzinnej i uczciwej, sumiennej pracy.

Jaka to jest prosta i piękna opowieść. Czuć zapachy, słychać dźwięki, cudownie łatwo zatracić się w opisach życia codziennego. Ludzie są zwyczajni, a jednocześnie wyjątkowi. Nie ma tam wartkiej akcji, ale ciężko przerwać czytanie. Ciekawa forma zestawienia światów małego chłopca i starszego człowieka po przejściach, których wątki splatają się pod koniec dosłownie na moment....

więcej Pokaż mimo to

Reklama
avatar
103
86

Na półkach:

Po prostu piękna, napisana jak zawsze prostym językiem opowieść, z której jak zwykle u Whartona bije przede wszystkim ciepło. Postacią głównego bohatera i jego perypetiami potwierdził, że jego książki, to nie tylko autobiografia. A lwa czytelnik nie zapomni do końca życia. Nie spotkałem drugiego takiego pisarza, tak żałuję, że tak późno zainteresowałem się jego twórczością i nie miałem okazji go zobaczyć jak przyjeżdżał do Polski. Poznajcie Whartona, a nie spoczniecie dopóki nie przeczytacie wszystkich jego książek, które łączy najczęściej ten sam poczciwy główny bohater w różnych odsłonach.

Po prostu piękna, napisana jak zawsze prostym językiem opowieść, z której jak zwykle u Whartona bije przede wszystkim ciepło. Postacią głównego bohatera i jego perypetiami potwierdził, że jego książki, to nie tylko autobiografia. A lwa czytelnik nie zapomni do końca życia. Nie spotkałem drugiego takiego pisarza, tak żałuję, że tak późno zainteresowałem się jego twórczością...

więcej Pokaż mimo to

avatar
80
34

Na półkach:

Niby szara rzeczywistość - a jednak wciągająca, pełna autentyzmu i ciepła... Uwielbiam czytać książki Whartona.

Niby szara rzeczywistość - a jednak wciągająca, pełna autentyzmu i ciepła... Uwielbiam czytać książki Whartona.

Pokaż mimo to

avatar
803
415

Na półkach:

Wharton, jak zwykle, wspaniały obserwator i psycholog, jak również autor ciekawych wątków fantastyczno-dramatycznych.

Wharton, jak zwykle, wspaniały obserwator i psycholog, jak również autor ciekawych wątków fantastyczno-dramatycznych.

Pokaż mimo to

avatar
1062
729

Na półkach: , , ,

W odróżnieniu od wielu zapomnianych pisarzy, których twórczość jest nieadekwatna do współczesnych czasów i tylko najwięksi pasjonaci po nich sięgają, książki Wiliama Whartona nie zginą w mrokach literatury. Nie wiem, jak on to robił, bo przecież pisał tak prosto, tak nieskomplikowanym językiem i o tak prostych ludziach. A jednak wszystko, co przelewał na papier, tak w tej, jak i w innych swoich powieściach (z których do przeczytania zostało mi już bardzo mało), jest ponadczasowe.

I chociaż opowiedziana w "Stadzie" historia obejmuje lata od początku XX wieku do 1938 roku, to jej przesłanie wciąż pozostaje aktualne. A mówi ono, że najważniejszą wartością w życiu tak człowieka, jak i zwierzęcia, jest przynależność do tytułowego stada, do rodziny. Bo tylko tam czujemy się bezpiecznie, nabywamy potrzebne umiejętności i możemy realizować swoje pragnienia.

W tej powieści Wharton porusza także szereg innych interesujących tematów: pochwała godnego życia, miłość do zwierząt, walka o bezpieczny byt rodziny, potępienie wojny. Jak zwykle nietrudno doszukać się w tym wszystkim wątków autobiograficznych, jak w prawie każdej książce autora. I tyle tu cennych spostrzeżeń i myśli, które nigdy ni stracą daty ważności.

Wszystkie pozycje Whartona to ambitna, przykuwająca uwagę, pełna miłości do ludzi proza, a ja z każdą przeczytaną powieścią utwierdzam się w przekonaniu, że autor był i pozostanie długo prawdziwym geniuszem pióra.
Polecam.

W odróżnieniu od wielu zapomnianych pisarzy, których twórczość jest nieadekwatna do współczesnych czasów i tylko najwięksi pasjonaci po nich sięgają, książki Wiliama Whartona nie zginą w mrokach literatury. Nie wiem, jak on to robił, bo przecież pisał tak prosto, tak nieskomplikowanym językiem i o tak prostych ludziach. A jednak wszystko, co przelewał na papier, tak w tej,...

więcej Pokaż mimo to

avatar
958
517

Na półkach: , ,

Wharton jak zwykle po mistrzowsku przeplata wszystkie wątki. Narracja z punktu widzenia małego chłopca nie tylko pozwala nam zobaczyć, co on myśli oraz jak odbiera świat, ale także obrazuje ciężkie czasy kryzysu. Zderzenie ze Sturem jest naprawdę świetnie przemyślane. Człowiek pochłania całość i widzi jakie zmiany zachodzą w bohaterach, jak zmienia się wiele spraw i spojrzeń na nie. Koniec jest gorzki, ciężki, bolesny, ale życiowy i pokazujący jak pewne decyzje mogą wszystko zmienić.

Wharton jak zwykle po mistrzowsku przeplata wszystkie wątki. Narracja z punktu widzenia małego chłopca nie tylko pozwala nam zobaczyć, co on myśli oraz jak odbiera świat, ale także obrazuje ciężkie czasy kryzysu. Zderzenie ze Sturem jest naprawdę świetnie przemyślane. Człowiek pochłania całość i widzi jakie zmiany zachodzą w bohaterach, jak zmienia się wiele spraw i...

więcej Pokaż mimo to

avatar
106
76

Na półkach:

Każda rodzina to „stado”. Każdy w stadzie ma jakieś zadanie, każdy jest ważny. Zachowuje się pewne standardy, hierarchię. Każde stado wychowuje potomków w określony sposób, ma swoje zasady, przyzwyczajenia czy zwyczaje. Dlaczego to piszę? Ponieważ właśnie o tym jest ta książka. O stadzie jakie tworzy rodzina lub grupa osób (i zwierząt), których coś ze sobą wiąże.
„Stado” to kolejna wybitna książka Whartona. Piękna, głęboka, pouczająca, sentymentalna. Takie książki warto czytać.
To właśnie od „Stada” zaczęła się moja przygoda z Williamem Whartonem. Spokojnie możecie wpisać ją do swoich ulubionych powieści.

Powieść posiada dwa główne wątki, które w końcowej fazie powieści łączą się w jeden.
Jest rok 1896 kiedy rodzi się Sture Modig. Modig czyli „dzielny”. Od najmłodszych lat jest dzieckiem wyjątkowym. Bardzo szybko się uczy, jest ciekawy świata, potrafi sam naprawić czy skonstruować wiele urządzeń. Z chęcią pomaga rodzicom, a kolejne przeszkody pokonuje z niebywała łatwością. Kiedy trafia na front I Wojny Światowej, jest jednym z najlepszych żołnierzy i szybko awansuje aż do stopnia Kapitana. Koledzy mówią do niego Kap Modig. Po wojnie, mocno okaleczony, wraca do kraju, do rodziców, jednakże życie na wsi już go nie interesuje. Poznał inne miejsca, był przecież w Europie. Farma rodziców jest dla niego po prostu nudna, ale i przygnębiająca. Kap cierpi na nerwicę weteranów wojennych. W tamtym czasie to pojęcie zgoła obce. Wyjeżdża. Po jakimś czasie zaczyna brać udział w wyścigach samochodowych na torach w czym oczywiście jest najlepszy. Jest najlepszy, a jednocześnie, co jest nietypowe wśród osób z jego profesji, jest outsiderem. Stroni od ludzi, kobiet nie rozumie, więc nie zadaje się z nimi bo skoro coś jest tak nieprzewidywalne to lepiej się z tym nie zadawać. I wtedy nasz samotnik nagle nieświadomie zakłada małe stado. Stado, tak samo jak sam Kap, jest wyjątkowe, całkowicie różnorodne, niebywałe i niespotykane nawet jak na dzisiejsze czasy. Stado tworzy Kap i... lwiątko. I wtedy wszystko się zmienia. Kap bierze pełną odpowiedzialność za lwiątko, dba o nie i po raz pierwszy zaczyna się bać. Nie o siebie. O lwiątko. O to co się z nim stanie, gdyby Kapowi przydarzył się wypadek w trakcie jednego z wyścigów. Wykrakał...
Leżącego w szpitalu i majaczącego o lwie, w którego swoją drogą nikt nie wierzy, że w ogóle istnieje, odwiedza Sally. Szok. Ale jak to, kto to, skąd się wzięła, dlaczego chce pomóc? Efektem tej jakże niespodziewanej znajomości jest cywilny ślub. Kap ściga się już teraz tylko na wiejskich festynach. Lew i Sally są dla niego zbyt ważni. Założył stado. I tak mogło by już zostać gdyby nie dał się namówić na zamianę. Pozornie korzystną, a która w finale powieści doprowadzi do tragedii i po której Kap, jak lew na sawannie, znów zostanie sam.

Jest rok 1934. Bardzo powoli świat zaczyna wychodzić z kryzysu gospodarczego. Kryzysu, który odcisnął piętno w każdej amerykańskiej rodzinie. I tu poznajemy dwunastoletniego Dicka i jego rodzinę. Dick chodzi do szkoły z młodszą siostrą. Ma przyjaciół i wrogów, jak to dzieciaki. Nie raz i nie dwa podpadł już siostrze zakonnej, będącej jednocześnie nauczycielką, do tego stopnia, że wmówiła ona proboszczowi, że Dick potrzebuje egzorcyzmów (sic). Ot, zwykły nastolatek. W dobie kryzysu, rodzina Dicka radzi sobie jak może by związać koniec z końcem. Ojciec, Dick Senior, jak prawdziwy przywódca stada, para się każdego możliwego zajęcia by tylko wyżywić rodzinę, natomiast Mały Dick, stara się pomagać ojcu na tyle, ile to możliwe w jego wieku. Kiedy następuje wreszcie wyczekiwany zwrot w sytuacji gospodarczej kraju, ojciec Dicka otrzymuje z powrotem posadę w fabryce, w której pracował przed wielkim kryzysem. Wstępuje jednak do związku zawodowego i w krótkim czasie zostaje jego przewodniczącym. W tym momencie zaczynają się jego kłopoty. Dick Senior jest zastraszany, a nawet bity przez pachołków Dyrekcji fabryki, która próbuje zmusić go w ten sposób do opuszczenia związku. Dochodzi nawet do tego, że otrzymuje list z pogróżkami, aby uważał na dzieci, bo coś złego może się im przytrafić. Szala goryczy została przelana. Nie wiedząc jaką decyzję ma podjąć, Dick Senior zabiera całą rodzinkę (Mama, Tata, Siostra, Dick i mały śmieszny kot) na spontaniczne wakacje nad Oceanem w środku października.

W tym miejscu krzyżują się losy małego Dicka z Kapem. Po części to Dick będzie odpowiedzialny za tragedię, która rozegra się na jego własnych oczach. Jednakże myślę, że lekcja, którą otrzyma, będzie paradoksalnie najważniejszą w jego życiu. Naocznie i dobitnie będzie świadkiem konsekwencji sytuacji, do jakiej doprowadził. Co nie zmienia faktu, że prawdopodobnie, gdyby nie też inne czynniki, nie doszło by ostatecznie do tak dramatycznych wydarzeń. Stado Kapa nie funkcjonowało już od dawna tak jak powinno. Brakowało w stadzie rozmów, szczerości, szacunku, czasu dla pozostałych jej członków. To stado było sztuczne.

Ta książka to trochę taka psychoanaliza naszych własnych stad. Pokazuje co najczęściej w stadzie szwankuje, czego brakuje, jak naprawić stado. Tylko trzeba chcieć. Chcieć zagłębić się w problemie. Tego chcenia nam na ogół brakuje. Widzimy problem, ale czekamy, bo może sam się rozwiąże. A nie zawsze tak jest. Zdarza się i tak, że samorozwiązanie, którego oczekiwaliśmy jest przykre w skutkach. Czy Wharton celowo tak to ładnie wszystko napisał, czy wyszło mu przypadkiem, nie wiem. Wiem jedynie, że książka jest świetna.

Żałuję, że Autor nie napisał jej trochę więcej. Nie znamy dalszych losów Kapa Modiga, nie wiemy jaki wpływ miało ostatecznie końcowe wydarzenie w książce na życie Dicka Juniora, jak potoczyły się losy jego rodziny po powrocie z wakacji. Tego wszystkiego możemy się jedynie domyślać.
Opisana historia jest bardzo ciekawa. Nie jest to książka z ciągłą akcją, porywająca, trzymająca w napięciu. Nie. Ona jest po prostu ciekawa. Teraz, z perspektywy czasu nie dziwi mnie już fakt, dlaczego jej fragment został umieszczony w podręczniku do języka polskiego czwartoklasisty. Niezależnie od tego, który to by fragment książki, miał on przyciągnąć uwagę czytelnika i go zaintrygować do dalszej lektury a może nawet dyskusji, do zatrzymania się i zastanowienia.

Książka napisana prostym językiem, opisująca prozaiczne czynności, życie codzienne zwykłych ludzi (chodź Kap był trochę niezwykły), a jednak ujmująca, głęboka, z morałem. Taka prosta, niby nic, a zostaje.

Co bardzo osobiście mnie ujęło w tej powieści to opis relacji jakie panowały między poszczególnymi członkami rodziny (stada), obowiązki, hierarchia. Być może wynika to z modelu wychowawczego w mojej własnej rodzinie, być może właśnie tak ukształtowali mnie rodzice, że tęsknię za młodzieżą wychowaną w ten sposób tzn. odnoszącą się z szacunkiem do starszych, znająca swoje obowiązki i nawet jeśli wykonującą coś niezgrabnie ze względu na wiek, zależy im na tej pracy. Do młodzieży biorącej odpowiedzialność za siebie i tego kogo maja pod opieką. Ale też za takimi dorosłymi. Odpowiedzialnie wychowującymi dzieci, dostrzegającymi, ze ich dzieci to nie aniołki, że one też broją. Rodziców, którzy nie są nastawieni wiecznie roszczeniowo w stosunku do innych, którzy potrafią wymagać od siebie przede wszystkim, zanim zaczną wymagać od innych. Którzy w sytuacji kryzysowej, biorą odpowiedzialność za sytuację rodziny na swoje barki nie obwiniając za swoje niepowodzenie całego świata. Myślę, że powyższa sentencja równie dobrze może się odnosić nie tylko do rodziców, ale do każdego z nas, nawet bezdzietnego. Aby być szczęśliwym, nie potrzeba kupy kasy, gadżetów, istastory itp., itd. Potrzebna jest wiedza, że ma się w kimś oparcie. I nasze dzieci właśnie tego potrzebują najbardziej. Miłości i świadomości, że zawsze mogą na nas liczyć; że odłożymy komórki, tablety, wyłączymy telewizory i w ciszy wysłuchamy, bez oceniania, przytulimy, że po prostu będziemy razem. Jeżeli my im nie pokażemy że tak da się żyć, to nie dziwmy się, że młodzież jest zapatrzona w smartfony, a nas dorosłych, ma w głębokim poważaniu. Od dziecka winniśmy im dawać poczucie bezpieczeństwa, a jak inaczej to uzyskać jeśli nie przez poświęcenie czasu (nawet kosztem nie posprzątanej chałupy), pomoc, później przez oczekiwanie pomocy, zachęcanie do podejmowania wyzwań, począwszy od domowych obowiązków do skoku ze spadochronem (takie extreme... ;D).

Po prostu bądźmy razem na dobre i na złe. Przecież tak się robi w stadzie.

Każda rodzina to „stado”. Każdy w stadzie ma jakieś zadanie, każdy jest ważny. Zachowuje się pewne standardy, hierarchię. Każde stado wychowuje potomków w określony sposób, ma swoje zasady, przyzwyczajenia czy zwyczaje. Dlaczego to piszę? Ponieważ właśnie o tym jest ta książka. O stadzie jakie tworzy rodzina lub grupa osób (i zwierząt), których coś ze sobą wiąże.
„Stado” to...

więcej Pokaż mimo to

avatar
99
68

Na półkach: ,

Uwielbiam Whartona. Za czasów nastolęcich ktoś mi podsunął "Ptaśka", ostatnio zaś wpadłam na "W księżycową jasną noc" i tak dotarłam do "Stada".
Autor ma w sobie coś, czego nie rozumiem - opowiada o rzeczach zwyczajnych, o fragmentach życia jednostek, które w tłumie pozostaną niezauważone, zignorowane. Przez większość książki nie dzieje się tak naprawdę nic nadzwyczajnego, nic, czego nie można zaliczyć do tryumfów i tragedii życia codziennego, a właściwie nawet te "większe" rzeczy nie są większe. A jednak - brnęłam strona za stroną, wkraczając ostrożnie do świata głównych bohaterów, oddychając tym samym powietrzem i obserwując tego samego Kanibala bawiącego się z Laurel.

Uwielbiam Whartona. Za czasów nastolęcich ktoś mi podsunął "Ptaśka", ostatnio zaś wpadłam na "W księżycową jasną noc" i tak dotarłam do "Stada".
Autor ma w sobie coś, czego nie rozumiem - opowiada o rzeczach zwyczajnych, o fragmentach życia jednostek, które w tłumie pozostaną niezauważone, zignorowane. Przez większość książki nie dzieje się tak naprawdę nic nadzwyczajnego,...

więcej Pokaż mimo to


Cytaty

Więcej
William Wharton Stado Zobacz więcej
William Wharton Stado Zobacz więcej
William Wharton Stado Zobacz więcej
Więcej
Reklama
zgłoś błąd