Żelazny kostur

Okładka książki Żelazny kostur
Juraj Červenák Wydawnictwo: Erica Cykl: Bohatyr (tom 1) fantasy, science fiction
508 str. 8 godz. 28 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Cykl:
Bohatyr (tom 1)
Tytuł oryginału:
Ocelové žezlo
Wydawnictwo:
Erica
Data wydania:
2012-08-01
Data 1. wyd. pol.:
2012-08-01
Liczba stron:
508
Czas czytania
8 godz. 28 min.
Język:
polski
ISBN:
9788362329533
Tagi:
bohatyr słowiaństwo ilja muromiec
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Poczekaj, szukamy dla Ciebie najlepszych ofert

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama

Oficjalne recenzje i

Narodziny legendy


Link do recenzji

587 33 105

Oceny

Średnia ocen
7,0 / 10
244 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
1357
664

Na półkach:

Po prostu świetna. Akcja toczy się szybko. Krew się leje strumieniami. Bohaterowie wyraziści i konkretni. A końcówka taka, że od razu zabieram się za tom drugi.

Po prostu świetna. Akcja toczy się szybko. Krew się leje strumieniami. Bohaterowie wyraziści i konkretni. A końcówka taka, że od razu zabieram się za tom drugi.

Pokaż mimo to

14
avatar
100
15

Na półkach: ,

Gdy znudzą się Wam "standardowe" książki fantasy sięgnijcie koniecznie po tą pozycję.Uprzedzam, że krew się leje strumieniami a opisy walk są dość brutalne.Wielka szkoda, że do tej pory nie wyszedł 3 tom w polskim tłumaczeniu

Gdy znudzą się Wam "standardowe" książki fantasy sięgnijcie koniecznie po tą pozycję.Uprzedzam, że krew się leje strumieniami a opisy walk są dość brutalne.Wielka szkoda, że do tej pory nie wyszedł 3 tom w polskim tłumaczeniu

Pokaż mimo to

5
avatar
7
6

Na półkach:

Ciekawa historia aczkolwiek szkoda ze autor niezbyt popularny na polskim rynku.

Ciekawa historia aczkolwiek szkoda ze autor niezbyt popularny na polskim rynku.

Pokaż mimo to

4
Reklama
avatar
436
152

Na półkach:

Fantasy w slowianskim klimacie. Wyglada jak stare ruskie basnie, ale napisane ze wspolczesnym tempem akcji.

Fantasy w slowianskim klimacie. Wyglada jak stare ruskie basnie, ale napisane ze wspolczesnym tempem akcji.

Pokaż mimo to

2
avatar
162
160

Na półkach: ,

(recenzja pierwotnie ukazała się na Szortal.com)

Nowy stary nastojaszczij gieroj

Hubert Przybylski

Od zawsze narzekałem na brak porządnego fantasy w klimatach słowiańskich. Z trzech najlepszych w kraju pisarzy fantasy, Kres i Wegner olali kompletnie nasze mity i legendy, a to, co z kultury słowiańskiej zaczerpnął Sapkowski, utonęło w zalewie mitów arturiańskich oraz wątków z mitologii germańskiej i nordyckiej. Te nieliczne próby pełniejszego wykorzystania swojskich zasobów kulturowych, które podejmowali inni nasi pisarze, kończyły się mniejszym lub większym niepowodzeniem, co tylko odstraszało ich potencjalnych naśladowców. Tymczasem za naszymi południowymi i wschodnimi granicami twórcy fantasy nie mają ani takich oporów przed korzystaniem z własnego dziedzictwa kulturowego, jak nasi twórcy, ani nie idzie im tak źle, jak tym naszym „rodzynkom”, którzy się jednak odważyli. Świetnym przykładem tego jest Juraj Červenák, którego drugi wydawany w naszym kraju cykl jest oparty o legendę Ilji Muromca, bohatera staroruskich bylin (poematy ludowe).

Kiedy po raz pierwszy spotykamy Ilję, jest on samotny, odrzucony przez ludzi z wioski z powodu swojego wyglądu. Bowiem od urodzenia jest on kulawy, garbaty i częściowo sparaliżowany. Przygnębiony odsunięciem poza nawias społeczności zachowuje się jak prawdziwy, współczesny nam żul – żyje od jednego upicia się, do drugiego. I żyłby tak sobie dalej, aż do niechybnej śmierci z powodu marskości wątroby, gdyby nie banda łowców niewolników, którzy napadli na jego wioskę, porywając wszystkich młodych i silnych, a resztę bestialsko mordując i przy okazji upokarzając Ilję na oczach Dinary, dziewczyny, w której nasz pokrzywdzony przez los przyszły bohatyr jest zakochany. Na drugi dzień po napaści, kiedy Ilja zajęty jest wyławianiem trupów swoich ziomków z rzeki i przygotowaniami ich do grzebania, w wiosce pojawia się trójka zamaskowanych iluzją bohatyrów-wywiadowców z otoczenia kijowskiego kniazia Światosława. Ci, ujęci tragedią Ilji, postanawiają mu pomoc i zdejmują z niego klątwę, dzięki czemu nasz Ilja zmienia się w jednej chwili w rosłego, silnego i brodatego chłopa, który natychmiast postanawia ruszać w pogoń za bandytami.

I tak oto zaczyna się fabuła pierwszego tomu sagi, w której dzieje legendarnego Ilji Muromca nałożone są na słowiańsko (i nie tylko) ufantastyczniony czas powstawania i rozwoju Rusi Kijowskiej (lata sześćdziesiąte X w n.e.). Warstwa historyczna jest potraktowana przez Červenáka z dużą dbałością o szczegóły i przy pełnym wykorzystaniu dzisiejszej wiedzy na temat tamtych wydarzeń i realiów. Nieliczne zmiany, których dopuścił się Autor przy pisaniu powieści, są z gatunku tych kosmetycznych i praktycznie nie wpływają na odbiór całości. Dzięki temu, obok treści awanturniczo-przygodowych, Červenák serwuje nam spory zasób wiedzy na temat plemion, które zamieszkiwały tamte tereny. Zasób tym większy, że akcja toczy się w regionie, który zamieszkiwał prawdziwy konglomerat narodowościowo-religijny: potomkowie przybyłych ze Skandynawii Waregów, przeróżne plemiona słowiańskie, Bułgarzy, Pieczyngowie, ludy czerkieskie, zachodniotureckie (Chazarowie i późniejsi Turkmeni) i te spokrewnione z Alanami. Możemy poznać wyznawane przez nie religie (Chanat Chazarski, to było jedno z niewielu państw na przestrzeni dziejów, gdzie panowała niemal idealna tolerancja religijna), plemienne postawy społeczne i codzienne zwyczaje oraz politykę międzyplemienną. Za to, Autorowi należą się słowa uznania.

Jeśli chodzi o korzystnie z kultury słowiańskiej oraz staroruskich legend, to Červenák podszedł do tego równie poważnie, jak do treści historycznych. Przy czym nie poszedł on w ślady Sapkowskiego i nie skupił się wyłącznie na słowiańskim bestiariuszu, co pięć stron rzucając pod topór czy miecz Ilji kolejnego potwora, a wręcz przeciwnie – potworów tych jest jak na lekarstwo, bo Autor wolał skupić się na ludziach, ich wierzeniach i zwyczajach. I bardzo dobrze, że tak zrobił. Nie od dziś wiadomo, że żaden potwór nigdy nie będzie tak potworny, jak potworni potrafią być sami ludzie.

Jeśli do czegoś musiałbym się przyczepić, to na pewno do dwóch rzeczy. Pierwsza, to psychika i inteligencja Ilji Moromca. Zmiany, jakie w nich zachodzą (w tę i we w tę) w trakcie przygód naszego bohatyra, oraz tempo tych zmian sugerują, że jest on delikatnie mówiąc „ździebko niestabilny umysłowo”. Co gorsza, Autor zdaje się tego nie zauważać i nie tłumaczy tych zmian w żaden satysfakcjonujący sposób. W efekcie sprawia to, że ciężko jest Ilię zrozumieć, polubić i utożsamiać się z nim.

Drugi zarzut, to, podobnie jak przy okazji pierwszego tomu „Władcy wilków”, są baboły w opisach walk. Zwłaszcza, że znowu Autor ma problem z flakami. Nie wiem, jak to mogło przejść przez redakcję książki, ale sytuacja, w której facetowi przez dziurę w brzuchu „wylewają się trzewia” i krew radośnie sobie sika na wszystkie strony świata, a mimo tego ten facet walczy, później rozgląda się po polu bitwy w poszukiwaniu następnych ofiar i nie znajdując ich wchodzi po schodach ogromnej wieży, by na nich stoczyć swoją ostatnia walkę nieomalże ubijając naszego bohatyra, może czytelnika tylko i wyłącznie rozbawić do rozpuku i ew. doprowadzić do zajadów. Naprawdę, pod tym względem przydałby się Červenákowi redaktor, który nie tyle byłby wielbicielem prozy Autora, co miałby głowę na karku, a w niej choć odrobinę zdrowego chłopskiego rozumu. Zwłaszcza, że bitew i walk w książce jest naprawdę dużo.

„Żelazny kostur”, to powieść napisana w innym stylu niż „Władca wilków”. Przede wszystkim jest dużo dojrzalsza od składającego się prawie wyłącznie z „radosnej rozpierduchy” „Władcy…”. Magii jest tutaj troszkę mniej, za to mamy dużo lepsze fundamenty historyczno-społeczno-obyczajowe, przez co powieść staje się bardziej uniwersalna w odbiorze. Za to śmiało się należy książce 9/10. Niestety, wspomniane przeze mnie błędy i nielogiczności obniżają ocenę do 7,5/10. I tyle z czystym sumieniem powieści daję, polecając ją wielbicielom fantasy w naszych swojskich, europejsko środkowo-wschodnich klimatach. Darz bór.

P.S. I o mały włos a byłbym zapomniał wspomnieć, że wreszcie mamy bohatera, który musi sobie golnąć małe „Conieco” przed snem, żeby mu się potem „Cyganie nie śnili”…

(recenzja pierwotnie ukazała się na Szortal.com)

Nowy stary nastojaszczij gieroj

Hubert Przybylski

Od zawsze narzekałem na brak porządnego fantasy w klimatach słowiańskich. Z trzech najlepszych w kraju pisarzy fantasy, Kres i Wegner olali kompletnie nasze mity i legendy, a to, co z kultury słowiańskiej zaczerpnął Sapkowski, utonęło w zalewie mitów arturiańskich oraz...

więcej Pokaż mimo to

1
avatar
537
115

Na półkach:

Dość fajnie się czyta. Przygody kontrowersyjnych, lecz krwistych bohatyrów urozmaicone, fragmentami zabawne. Słowiańskie klimaty. Można nieco się dowiedzieć o historii regionu. Fajny słowniczek na końcu książki.

Dość fajnie się czyta. Przygody kontrowersyjnych, lecz krwistych bohatyrów urozmaicone, fragmentami zabawne. Słowiańskie klimaty. Można nieco się dowiedzieć o historii regionu. Fajny słowniczek na końcu książki.

Pokaż mimo to

3
avatar
15
8

Na półkach:

Dawno nie czytałam takiej literatury a "Żelazny kostur" po prostu połknęłam. Mimo tematyki, która niekoniecznie mnie interesuje, byłam naprawdę zainteresowana losami bohaterów. Z chęcią dorwę kolejną część

Dawno nie czytałam takiej literatury a "Żelazny kostur" po prostu połknęłam. Mimo tematyki, która niekoniecznie mnie interesuje, byłam naprawdę zainteresowana losami bohaterów. Z chęcią dorwę kolejną część

Pokaż mimo to

1
avatar
12663
132

Na półkach: ,

Jedna z tych książek, które wkurzają, ale chwilami tak ujmują swymi opisami, że jednak czytamy je do końca. Słowo, które ją najlepiej opisuje, to... zadatki! Zadatki na prze-ciekawą powieść historyczną – ale zagruzowane naiwnymi dialogami i supermaństwem. Zadatki także na baśń dla dorosłych; dla tych czytelników, którym nie przechodzi już przez gardło dziecięca dawka przymilności, ale którzy pozostają otwarci na urok zdarzeń cudownie intensywnych, baśniowo kolorowych – jednak podpsute przez jakąś pobieżność oraz niekonsekwencję w utrzymaniu klimatu. Zadatki na naiwną, ale ujmującą fantastykę heroiczną w stylu Conana – ale nierozwinięte może po prostu przez brak talentu, historie trywialne mogą być w końcu piękne tylko wtedy, gdy opowiada się je bardzo sugestywnie. Wreszcie zadatki na nieoczywistą fabułę i niejednoznacznych bohaterów – ale nierozwinięte, jakby autor bał się, że zapomnimy, komu mamy kibicować.

Tytułowy bohatyr to członek książęcej drużyny księcia Światosława, który w czasach, gdy myśmy tworzyli państwo polskie, nielicho hulał na obszarach, które dziś tworzą serce Ukrainy, a wtedy były dzikimi ostępami – acz pełnymi bardzo ciekawych skupisk ludzkich. W opowieści jest potężna dawka magii – główni bohaterowie albo sami czarują, albo mogą korzystać z nadprzyrodzonej pomocy.

Najciekawsza jest dla mnie historyczna część książki. To były czasy naprawdę fascynujące – mieszanka bardzo różnych ludów, religii, sposobów na życie. Rodzenie się państw, przekształcanie społeczeństw. I wszystko to nie w postaci żmudnych i nudnych procesów, ale szokujących zderzeń i przewrotów. To tak, jakby współczesny sklepikarz postanowił nagle wrócić do natury i zamieszkać wśród ostatnich dzikich plemion nad Amazonką, po paru latach stwierdził, że woli jednak życie japońskiego pracoholika, po czym skończył jako bojownik dżihadu... W naszych czasach zresztą takiej różnorodności sposobów na życie już chyba nie ma. A wtedy współistniały one obok siebie, i to nie w losie indywidualnych ludzi, ale całych społeczności. Które to społeczności zmieniały się dynamicznie, nieraz synowie nie potrafili sobie wręcz wyobrazić, jak mogli żyć i myśleć ich ojcowie. - Koczownicy, którzy bez dużej przesady całe życie spędzali w siodle, obok wolnych chłopów, którzy rządzili się na wiecach i żyli według nakazów nieco szalonych kapłanów. Wikingowie, którzy uciskali miejscową ludność, ale choć w boju wpadali w szał, zarazem na co dzień wprowadzali pragmatykę organizacji i rządzenia. Muzułmanie łączący religijny fanatyzm z wyrachowaniem. Cień Bizancjum, imperium dla owych ludzi niemal mitycznego, ale zarazem wszystko oplatającego swymi intrygami... Wszystko to znajdowało odbicie w dylematach, jak się organizować. - Czy włodyka to tylko ucisk, czy jednak ważna ochrona? Czy władca ma ludzi wysłuchiwać, czy też przez to prowokuje nieposłuszeństwo? Czy tradycyjne wierzenia to niezbędne spoiwo, czy też można czcić wszystkich bogów po trochu? Rozpędziłem się, ale jest czym się ciekawić... No i w książkach mało jest o tym, zresztą zwykle mamy albo rozwlekłe rozprawy, dzielące każdy włosek na osiemnaścioro, albo opowieści bałamutne, których bohaterowie wkładają tylko historyczny kostium, ale w zasadzie mogliby nosić dżinsy. Skądinąd oczywiście te wszystkie sprawy są tak ciekawe dlatego, że pozostają aktualne – ale trzeba mieć wyczucie, jak je przedstawiać.

A ile z tej fascynującej historii mamy w książce? Otóż na tyle dużo, że mimo licznych westchnień zniecierpliwienia czytałem ją do końca. Mamy i Wikingów, których ciągnie do radosnego łupienia z łupaniem, ale myślą też, jak się zorganizować na dalszą przyszłość. Mamy bezlitosnych budowniczych państw, postępujących zgodnie z maksymą, którą ponoć wypowiedział Stalin – choćbym połowę ludzi miał wymordować, reszta będzie szczęśliwa. Mamy, oczywiście, drużynników księcia, dla których granica między „cywilizowanymi żołnierzami”, a wesołymi bandziorami, jest często nieoczywista... Autor ładnie ukazuje kłębiące się w bohaterach – niczym stado żmij, jak by to zapewne ujął swym stylem, czasem dziecinnie kwiecistym – rozmaite motywacje i uczucia. Ciekawie są opisane dylematy, przed którymi staje władca. W bitwie pięknie oddane rozterki wodza, który musi iść wąską ścieżką między śmiałą żądzą ataku i zdecydowaniem, a chłodną kalkulacją i nieufnością wobec możliwych podstępów.

A jak z „mięchem”, czyli akcją? Cóż, rdzeń to przygody „typu wojskowego” - mentalność żołnierzy oddana całkiem ciekawie i wiarygodnie. Bitwy opisane brutalnie, dosadnie... Poza samą jatką może mało innych przygód. Ale przy okazji walki dochodzimy do głównej wady książki...

A jest nią supermaństwo. Nigdy do mnie nie przemawiało. - W porządku, jeśli bohater jest świetny, ale widzimy, ile go to kosztuje wysiłku – wtedy możemy się weń wczuć, kibicować mu w wielkich wysiłkach, albo podziwiać spryt. Dużo gorzej, kiedy bohater jest z natury niezwyciężony, a opis zamienia się w nużącą wyliczankę sytuacji, gdy jednym palcem powala zastępy wrogów. - Ani nie mogę się wczuć, solidaryzować z kimś tak nieludzko doskonałym, ani przejmować, czy mu się uda... Wtedy jedynym ratunkiem bywa niezwykle plastyczny, artystyczny opis, który sprawia, że fascynują nas same „efekty specjalne”, a nie to, czy dobro zatriumfuje. Jeszcze lepiej, jeśli czyny bohatera może i są nadludzkie, ale za to pomysłowe, zabawne, czy coś w podobie. Wtenczas historia nie jest zbyt ciekawa przez rozstrzygnięcia, ale zmienia się jakby w galerię anegdot – tak mamy chociażby w przypadku Asteriksa i Obeliksa. Jednak jeśli czytamy wkoło, jak to bohater przecina na pół opancerzonych wrogów razem z koniem, a od ich z kolei ciosów nawet mu nie zadrży powieka, wnet staje się to nużące... Niestety, supermaństwa zobaczymy tu dużo i jest ono tego gorszego rodzaju.

Pod koniec jakby się poprawiło. Nadludzkie przewagi nagle znalazły godny odpowiednik. Kilka razy udało się autorowi być mniej przewidywalnym. Nie zmienia to faktu, że wcześniej w wirze najgorętszej walki ziewałem, bo była tak przewidywalna, jak filmy gangsterskie klasy B.

Zarazem muszę przyznać, że autor potrafi zaskoczyć pozytywnie – krótkim, ale pogłębionym spojrzeniem na emocje. Na plus jest też to, że możemy zrozumieć i także tych złych bohaterów – zwłaszcza, że uważny czytelnik zauważy, że od dobrych różni ich tak naprawdę niewiele. Kiedy skupia się na plastycznym opisie walki, też wychodzi ciekawie. Ale kiedy autor wpada w zachwyt nad cudownością swoich pupili, opowieść brzmi niczym przemowa akwizytora na cześć garnków...

Jeszcze magia. Momentami ciekawa. Znów, zazwyczaj za nią nie przepadam... Ale niekoniecznie, podoba mi się na przykład u Sapkowskiego. Tam otwiera niezwykłe możliwości, zmusza do zastanowienia, czy moglibyśmy funkcjonować i postrzegać świat inaczej – a zarazem ma swoje ograniczenia. Tutaj autor miał chyba ambicję wskrzesić wszelakie dawne kulty, razem z ich strachami i potworami – i czasem, kiedy wspomina, jak wpływały one na ludzi, jest ciekawie. Ale oczywiście owe potwory muszą wszystkie ożyć... Mimo wszystko bywa ciekawie, ale miewam wrażenie, że opisom magicznych zjawisk często brak głębi, są niczym efekty komputerowe w filmie – nawet jeśli nie widzimy koszmarnych niedoróbek, to często instynktownie wyczuwamy, że jakieś to plastikowe.

Autor potrafi do nas dotrzeć, ma naturalny dar snucia sugestywnych opowieści – ale nierozwinięty, albo może zepsuty nadmiarem prościutkich, nadmiernie efekciarskich historyjek, Kiedy nie przesadza z zachwytem nad swymi bohaterami, nieraz wychodzi mu naprawdę ciekawie.

Jednak kolejny plus – pomimo licznych momentów, gdy się zżymałem, zapamiętam sporo faktów i nazw dotyczących dawnej historii, postaci historycznych, sposobu życia...

Dochodzę do dziwnego wniosku... Ta książka byłaby naprawdę niezła, gdyby usunąć z niej główny wątek! A na razie, mimo wszelkich zastrzeżeń, zamówiłem kolejny tom sagi... Jednak z nadzieją, że się autor rozwinie.


Żeby nie było nieporozumień, załączam swoją interpretację skali ocen:
1 – beznadzieja, ta książka uszkadza mózg – przypadek rzadki, bo prawie zawsze coś pożytecznego można znaleźć...
2 – bardzo słabo, może i był jakiś pomysł czy potencjał, ale wyszła porażka...
3 – daje się czytać, dostarcza rozrywki – choć czasem z samego autora, a nie jego dzieła
4 – niezła książeczka, jednak niedopracowana, przy cierpliwości można coś wyciągnąć
5 – można tę książkę przeczytać, stratą czasu nie będzie – ale albo nie wnosi nic specjalnie odkrywczego, albo łatwo znaleźć znacznie lepsze, albo trzeba mocno przymknąć oko na brak szlifu
6 – całkiem nieźle, ekstazy nie wywoła, ale miłe wspomnienia pozostawi – i należy już do tych, które wyraźnie wzbogacą lub uprzyjemnią... jednak wady widać wyraźnie.
7 – naprawdę duża przyjemność – jest o czym pomyśleć, można polecić znajomym, choć życie bez niej nie byłoby jednak rozpaczliwie uboższe...
8 – świetna jak niemieckie linie lotnicze – poszerza horyzonty, zapewnia odlot, a nawet daje kopa pasażerom – i jest porządna, czy to się komu podoba, czy nie!
9 – książka, którą bez trudu zapamiętamy do końca życia... czyni je piękniejszym!
10 – skubane arcydzieło. Zawraca samobójcę znad brzegu przepaści. Bóg czytając ją odkłada koniec świata, żeby doczytać do końca.

Jedna z tych książek, które wkurzają, ale chwilami tak ujmują swymi opisami, że jednak czytamy je do końca. Słowo, które ją najlepiej opisuje, to... zadatki! Zadatki na prze-ciekawą powieść historyczną – ale zagruzowane naiwnymi dialogami i supermaństwem. Zadatki także na baśń dla dorosłych; dla tych czytelników, którym nie przechodzi już przez gardło dziecięca dawka...

więcej Pokaż mimo to

4
avatar
1647
465

Na półkach: ,

Długo broniłam się przed książką Cervenaka. Nie wiem sama czemu... Chyba nieufnością napawał mnie twórca historycznego fantasy rodem zza południowej granicy (za blisko?). Przeczytałam. I jestem zachwycona. Moja słowiańsko pogańska dusza znalazła coś dla siebie - bogactwo magii Peruna, okrucieństwo leśnych dziwożon, pląse Dadźboga po nieboskłonie, ... Ścierające się strefy wpływów plemion i tworzących się państwowości i religii... wszystko zakropione magią dawnych dni i grozą smoczego ognia. Zabieram się za drugi tom.

Długo broniłam się przed książką Cervenaka. Nie wiem sama czemu... Chyba nieufnością napawał mnie twórca historycznego fantasy rodem zza południowej granicy (za blisko?). Przeczytałam. I jestem zachwycona. Moja słowiańsko pogańska dusza znalazła coś dla siebie - bogactwo magii Peruna, okrucieństwo leśnych dziwożon, pląse Dadźboga po nieboskłonie, ... Ścierające się strefy...

więcej Pokaż mimo to

6
avatar
1130
154

Na półkach:

Gdy czytałem tą książkę przypomniały mi się czasy młodości kiedy nad moja wyobraźnią niepodzielnie panował Robert E. Howard i jego bohaterowie. Jest to nieźle napisana fantasy spod znaku miecza i magii nawiązująca do historii Rusi Kijowskiej. Pełna magii dostosowanej do mitów słowiańskich. Przeczytałem z przyjemnością. Polecam

Gdy czytałem tą książkę przypomniały mi się czasy młodości kiedy nad moja wyobraźnią niepodzielnie panował Robert E. Howard i jego bohaterowie. Jest to nieźle napisana fantasy spod znaku miecza i magii nawiązująca do historii Rusi Kijowskiej. Pełna magii dostosowanej do mitów słowiańskich. Przeczytałem z przyjemnością. Polecam

Pokaż mimo to

3

Cytaty

Więcej
Juraj Červenák Żelazny kostur Zobacz więcej
Juraj Červenák Żelazny kostur Zobacz więcej
Reklama
Więcej
Reklama
zgłoś błąd