Problemski Hotel

Okładka książki Problemski Hotel
Dimitri Verhulst Wydawnictwo: Claroscuro Seria: z innej perspektywy literatura piękna
152 str. 2 godz. 32 min.
Kategoria:
literatura piękna
Seria:
z innej perspektywy
Tytuł oryginału:
Problemski Hotel
Wydawnictwo:
Claroscuro
Data wydania:
2013-07-08
Data 1. wyd. pol.:
2013-07-08
Liczba stron:
152
Czas czytania
2 godz. 32 min.
Język:
polski
ISBN:
9788362498147
Tłumacz:
Sławomir Paszkiet
Tagi:
imigracja imigrant uchodźcy Belgia Beneluks literatura belgijska rasizm ksenofobia tolerancja odmienność
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Poczekaj, szukamy dla Ciebie najlepszych ofert

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
Reklama

Podobne książki

Reklama

Oficjalne recenzje i

Dom inny niż wszystkie


Link do recenzji

4005 258 108

Oceny

Średnia ocen
7,4 / 10
59 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
1542
1541

Na półkach:

Niedobrze!
Tak pomyślałam, gdy zobaczyłam muchę na tylnej okładce. Bardzo niedobrze, gdy ujrzałam drugą na stronie tytułowej. Bo muchy to zwiastuny padliny, rozkładu i śmierci. A ja już czytałam taką książkę pełną much na okładce i w treści. "Oczyszczenie" Sofi Oksanen, bo o nim myślę, poraziło mnie, ale i zachwyciło. Pamiętając tamto doświadczenie, bałam się czekających mnie emocji, ale i oczekiwałam ich, jak bolesnej, ale koniecznej inicjacji świadomości, by poznać śmietnik ludzkich odpadów wyrzuconych przez poprawnie politycznie społeczeństwo i hipokryzję polityki ich krajów. Poznać drugą stronę demokracji (innych form rządów również), na którą nie ma lekarstwa, nie ma sposobu, bo to jedna z jej cech, o której się nie mówi i stosuje wobec niej środki zastępcze, doraźne.
Ośrodki dla uchodźców.
Już pierwsza scena uderzyła mnie intensywnością ambiwalentnych emocji do tego stopnia, że musiałam przerwać na moment czytanie, bo straciłam ostrość widzenia przez wzbierające łzy. Miałam przed sobą swoiste, prawdopodobne, myślowe uzupełnienie chwili towarzyszącej powstaniu znanej fotografii Kevina Cartera, należącej do topu 10 najsłynniejszych i najbardziej szokujących, której autor popełnił potem samobójstwo. Dopisany tekst, ciąg myśli, wewnętrzny monolog profesjonalisty, fotoreportera, który fotografując umierające z głodu dziecko, objaśniał mi fachowym językiem, jak uwiecznić tę chwilę od strony technicznej, by swoją wizją uderzyła w splot słoneczny każdego patrzącego na nią odbiorcy, przemówiła do największej ilości człowieczych sumień, otworzyła najwięcej ludzkich serc i… portfeli właścicieli mediów, torując drogę nie tylko informacji do ludzkości, ale i drogę na szczyty sławy autorowi. Starał się bardzo mnie przekonać, że to, co robi, jest konieczne. Tyle że główny bohater powieści, Bipul Masli, nie miał wyrzutów sumienia, a autora jednego z najsłynniejszych zdjęć dopadły później. Potem dowiedziałam się, dlaczego Bipul Musli był wolny od emocji i skoncentrowany tylko na czasie, bo chciał dziecko "sfotografować umierające. Nie umarłe, bo to może zrobić przecież każdy".
Ten niezwykle skondensowany w przekazie, pierwszy, zaledwie ośmiostronicowy, rozdzialik, będący sam w sobie perełką literacką, która może funkcjonować, jako tekst szkoleniowy dla studentów dziennikarstwa, ilustrujący meandry etyki zawodu fotoreportera, był wstępem otwierającym klamrę, którą z kolei zamykała tuż po nim druga scena. Rozegrana dziesięć lat wcześniej w 1974 roku, w Złutopii, z udziałem wtedy jeszcze Bipula-chłopca, który w dwunaste urodziny otrzymał pierwszy w swoim życiu aparat fotograficzny, pierwszą szansę zrobienia wyjątkowego zdjęcia własnej siostrze, "w tym ułamku sekundy, kiedy kula trafiła ją w środek głowy" i pierwsze za nie pieniądze. Te dwie uzupełniające się sceny to teraźniejszość i początek życia fotografa prasowego Bipula Masliego, narratora opowieści.
Jednak między nimi istniał czas Bipula-azylanta, opowiedziany w dalszej części książki, który trafił do belgijskiego ośrodka dla imigrantów. Czas, który wykorzystał do wnikliwego przyjrzenia się swoim współmieszkańcom i towarzyszom w niedoli. Takim samym uchodźcom, jak on, z różnych części świata, w których nie dało się normalnie żyć z powodów ekonomicznych, politycznych, społecznych czy wojennych. Ludzi szukających na Starym Kontynencie lepszej lub przynajmniej spokojnej, bezpiecznej egzystencji. Gotowych ryzykować zdrowiem, a nawet życiem, płynąc do niej w kontenerach. Tak jak Asia, której "pochwa została pocięta na strzępy, a ona przypuściła szturm na Fort Europa w nadziei, że podobny los nie spotka jej córeczek, bo wycinanie narządów płciowych to kultura. Niewycinanie narządów płciowych to cywilizacja". A przecież "człowiek jest ssakiem miłującym kulturę". Tak jak małomówny Igor, Ukrainiec, który chciał się zaciągnąć do Legii Cudzoziemskiej, ale ona go odrzuciła. Małoletnia Lidia, która na każdej granicy uiszczała "cło ustami na wysokości rozpiętego rozporka". Maqsood, afgański więzień polityczny o czerwonych oczach, bo w ciemnej celi wielkości windy "rozpyla się tam bez przerwy gaz pieprzowy". I wielu, wielu innych poranionych fizycznie lub psychicznie z Albanii, Kosowa, Czeczenii, Serbii, Korei, Chorwacji czy Somalii, którzy "zdani na łaskę podejrzanych przemytników ludzi. Ukrywali się w szambach, chowali w ciężarówkach przewożących świnie, w zdartych butach przemierzali góry, czołgali się pod drutem kolczastym pod napięciem elektrycznym, aż na końcu tej odysei znaleźli się wreszcie na parkingu przy autostradzie w kraju marzeń", skąd w większości zostają odsyłani z powrotem.
Bipul, uważny obserwator, zrobił każdemu z nich zdjęcie ze słów. A potem jeszcze grupowe ukazujące codzienne życie w Problemskim Hotelu, jak nazwał ośrodek dla uchodźców jeden z jego mieszkańców – Pius, za którego głowę w jego kraju wyznaczono nagrodę. Hotelu, w którym różnorodność kultur, ale i światopoglądów (filozoficznych i religijnych) czy osobowości, stwarzała również problemy jego mieszkańcom. Bipul, uczestnik, ale i stojący z boku obserwator ze zmysłem fotoreportera, wychwytywał migawki niczym sceny z prób w miarę zgodnej koegzystencji lokatorów, używając do tego wszystkiego, co oferuje warsztat literacki. Nie tylko budował fabułę, splatając losy azylantów w hotelu, w teraźniejszości, ale i nawiązywał do ich przeszłości, która przywiodła ich do tu i teraz. Tym samym powodów i przyczyn szukania innego życia. Wprowadził dynamikę wydarzeń poprzez różnorodność dramatyzmu opowieści o ich tragicznych losach, czasami zakończonych informacją prasową o śmierci uchodźców w kontenerach, odczytywanych jak swoiste nekrologii przez pozostałych mieszkańców. Przenosił w różne rejony świata, ukazując nie ich piękno, ale koszmar, którego turyści nie oglądają. I żeby ta opowieść nie przytłoczyła mnie ciężarem negatywnych odczuć, smutkiem budowanych scen, depresyjnością obrazów, niepewnością oczekiwania na azyl, wprowadza absurd, sarkazm, ironię, paradoks, drwinę i groteskę.
To dzięki tym środkom stylistycznym i kategoriom estetycznym, przebrnęłam przez ten śmietnik ludzkich odpadów.
To dlatego śmiałam się głośno, pomimo początkowych łez. Autor wiele zrobił, żeby zabolało, ale też i sporo, żeby dało się ją doczytać do końca. Przełknąć niczym gorzką pigułkę prawdy o współczesnym świecie, w którym demokracja ma również twarz uchodźcy. Jednak nie to było dla mnie w tym najgorsze. Najbardziej przytłaczająca myśl pojawiła się potem. W momencie zamyślenia nad zamkniętą książką tuż po jej przeczytaniu.
NIC mnie nie chroni przed trafieniem na ten śmietnik.
Nie daje tej gwarancji, że nie dołączę do uchodźców w wyniku klęski żywiołowej, zapaści gospodarczej, rebelii politycznej czy rewolucji społecznej. Nikt nie zapewni mnie, że nie zamienię się rolą czytelnika na rolę nikomu niepotrzebnego człowieka. Ludzkiego śmiecia.
Wstrząsnął mną ten zbeletryzowany dokument, powstały na bazie doświadczeń autora, który spędził "kilka dni w ośrodku recepcyjno-pobytowym dla cudzoziemców ubiegających się o status uchodźcy w Arendork", w Belgii. Jednak jego położenie nie ma znaczenia, bo Problemskie Hotele istnieją w całej Europie. Również u nas. I jeśli autor pisze – "Aby uniknąć nieporozumień, winien jestem zaznaczyć, że prawie połowa tych historii jest zmyślona" to tylko po to, by zaraz dodać – "żadna z nich nie zawiera kłamstwa".
Jest problem i to z gatunku tych, których nikt nie potrafi rozwiązać.
Jak to ze śmieciami bywa, z których cieszą się tylko muchy – chciałoby się dodać, naśladując czarny humor autora.
naostrzuksiazki.pl

Niedobrze!
Tak pomyślałam, gdy zobaczyłam muchę na tylnej okładce. Bardzo niedobrze, gdy ujrzałam drugą na stronie tytułowej. Bo muchy to zwiastuny padliny, rozkładu i śmierci. A ja już czytałam taką książkę pełną much na okładce i w treści. "Oczyszczenie" Sofi Oksanen, bo o nim myślę, poraziło mnie, ale i zachwyciło. Pamiętając tamto doświadczenie, bałam się czekających...

więcej Pokaż mimo to

10
avatar
52
3

Na półkach: , ,

Przepięknie smutna opowieść, podczas której wielokrotnie wybucha się śmiechem. To właśnie między innymi cechuje moim zdaniem najlepszą literaturę, gdy opowiadając smutną historię dodaje się do niej szczyptę humoru, (zwłaszcza czarnego i politycznie niepoprawnego), unikając tym samym patosu i pastwienia się nad czytelnikiem.

Przepięknie smutna opowieść, podczas której wielokrotnie wybucha się śmiechem. To właśnie między innymi cechuje moim zdaniem najlepszą literaturę, gdy opowiadając smutną historię dodaje się do niej szczyptę humoru, (zwłaszcza czarnego i politycznie niepoprawnego), unikając tym samym patosu i pastwienia się nad czytelnikiem.

Pokaż mimo to

1
avatar
49799
1933

Na półkach: ,

Czasami po daną książkę sięgam z ciekawości. Zafrapowała mnie klimatyczna okłądka oraz opis. Jest to krwista, dosadna i enigmatyczna proza. Autor zamieszkał w domu dla uchodźców w Belgii. Chciał zdobyć zaufanie jego mieszkańców i wypytać o bolesne przeżycia w rodzinnych krajach, wybadać co pchnęło ich do ucieczki i podrzucenia wszystkiego.
Pierwsza migawka dotyczy Bipula Msli, fotografa, który uwieczniał drastyczne sceny w swoim kraju. Rozgłos zdobył za zdjęcie dziecka umierającego z głodu na hałdzie śmieci. Wyzuty z empatii relacjonuje na chłodno szczegóły ujęcia, jak sęp czekał na ten idealny moment, a intymność agonii dziecka w ogóle go nie ruszała. Na każdej karcie jest chaos, brud, jakaś tragedia.
Sedi z Sierra Leone, ofiary prześladowań etnicznych, poddawane obrzezaniu narządów płciowych okrutnie cierpiące kobiety, ukraiński bokser, uciekinier przed talibami, nawet były tamilski Tygrys, Das. Lidia to SOMSA, małoletnia samotna uciekinierka. Wszyscy próbują polepszyć swój los, dostosować się do nowego otoczenia, zyskać swoje miejsce. Igor uczy się francuskiego.
Modlą się w swoich językach, przestrzegają zasad, muzułmanie praktykują religie. Najmilszym bohaterem jest Stipe, wesoły łobuziak objęty obowiązkiem szkolnym.
Autor wytyka różne luki systemu,jak np brak ubezpieczenia podczas starania się o azyl. Zabija celnością ironicznych prześmiewczych komentarzy. Życie uchodźcy to paradoks- w dużej mierze jest się gościem za kolczastym drutem, odseparowanym od lokalnego społeczeństwa, więc cieszą się problematyczną, ograniczoną wolnością. Problemem są nietolerancja, bezduszność procedur, bezradność imigrantów wobec zastałej rzeczywistości.

Czasami po daną książkę sięgam z ciekawości. Zafrapowała mnie klimatyczna okłądka oraz opis. Jest to krwista, dosadna i enigmatyczna proza. Autor zamieszkał w domu dla uchodźców w Belgii. Chciał zdobyć zaufanie jego mieszkańców i wypytać o bolesne przeżycia w rodzinnych krajach, wybadać co pchnęło ich do ucieczki i podrzucenia wszystkiego.
Pierwsza migawka dotyczy Bipula...

więcej Pokaż mimo to

5
Reklama
avatar
663
599

Na półkach: ,

„Wycinanie narządów płciowych to kultura. Niewycinanie narządów płciowych to cywilizacja. Człowiek jest ssakiem miłującym kulturę”.(str. 28)

Autor, aby opowiedzieć tą historię zamieszkał w belgijskim ośrodku dla uchodźców, mamy więc dokument, ale podany w sposób sfabularyzowany. W swojej opowieści wykorzystuje czarny humor, sarkazm, ironię, śmiech przez łzy, bo tylko tyle zostaje w beznadziei. Losy bohaterów tej książki są wstrząsające, upokarzające, bolesne fizycznie i psychicznie. Ich doświadczenia będą dręczyć ich przez kolejne lata życia, nie pozwolą spokojnie spać, dlatego drżą na myśl, że nie dostaną pozwolenia na pobyt w cudownym kraju, gdzie demokracja i wolność jednostki jest nadrzędna. Każdy w tym kraju może żyć zgodnie z wyznawanymi przekonaniami i wiarą. Niemniej, choć deklaracje są głośne i szumne to niekoniecznie prawdziwe i łatwe to realizacji. Ludzie, których przedstawia narrator i główny bohater Bipul Masli przeżyli wiele potworności w swoich krótszych lub dłuższych życiach, doświadczyli bestialstwa, biedy, zepchnięcia na margines. Wydali ostatnie pieniądze, aby w kontenerach, np. z pomidorami, albo innymi niewyobrażalnymi sposobami dostać się do raju europejskiego, kraju, w którym wolność i poszanowanie człowieka spływa po ulicach. I tu zaczyna się prawda, którą odkrywa Dimitri Verhulst, a mianowicie z jaką niechęcią czy obojętnością Belgia traktuje uchodźców. Ci ludzie, których opisuje Bipul Masali przybyli do Belgii, bo chcieli zobaczyć jak wygląda życie, nie wegetacja, czy ciągły strach, ale normalność, spokój, odrobina radości. Opowiedzieli swoje straszne historie urzędnikom w nadziei, że ci zadrżą ze zgrozy nad niesprawiedliwością i pochylą się nad tym ogromem nieszczęścia, które jest udziałem tych nieszczęśników. Niestety, ci urzędnicy, nie mają w sobie odrobiny empatii, mają za zadanie odrzucić jak najwięcej wniosków, zatem robią to na chłodno z przyczepionym uśmiechem.

Oczywiście można głośno krzyknąć, że Europa to nie gumowy balon, ale dobrze byłoby być w tym konsekwentnym i prawdomównym, nie stosować gierek, nie wykorzystywać czarnej Afryki do swoich celów, a potem odmawiać pomocy. Do opowieści autora pasuje przysłowie, że "syty głodnego nie zrozumie", a tym bardziej teraz kiedy różnica między bogatymi i biednymi jest tak duża.

Warto jeszcze wspomnieć co nieco o narratorze, który rozpoczyna swoją opowieść od ruchu migawki swojego aparatu fotograficznego celem zrobienia zdjęcia życia: „Chciałem je (dziecko) sfotografować umierające. Nie umarłe, bo to może przecież zrobić każdy” i uzyskać sławę i pieniądze. Ten początek i przedstawienie narratora pasuje do pozostałych historii, bo człowiek wyzuty z wyższych uczuć, nie będzie rozczulał się nad losem uchodźców, stąd jego ton i ironia w opowieściach pasuje do sytuacji.

Smutna, gorzka, zastanawiająca książka, która choć niewielka zwiera w środku duży ładunek.

„Wycinanie narządów płciowych to kultura. Niewycinanie narządów płciowych to cywilizacja. Człowiek jest ssakiem miłującym kulturę”.(str. 28)

Autor, aby opowiedzieć tą historię zamieszkał w belgijskim ośrodku dla uchodźców, mamy więc dokument, ale podany w sposób sfabularyzowany. W swojej opowieści wykorzystuje czarny humor, sarkazm, ironię, śmiech przez łzy, bo tylko tyle...

więcej Pokaż mimo to

3
avatar
291
186

Na półkach:

Dimitri Verhulst przygotowując się do napisania artykułu o uchodźcach spędził kilkanaście dni w ośrodku dla uchodźców w Arendork. Pobyt tam stał się dla niego inspiracją do napisania tej książki. Nie jest to jednak dokument, ani reportaż, a "zwykła" powieść, oparta na historiach prawdziwych ludzi. Poruszany temat jest trudny i dla wielu zapewne przygnębiający, autor jednak utrzymuje w narracji pewien poziom humoru, dzięki czemu czyta się lekko i przyjemnie. Biorąc jeszcze pod uwagę, że książka ma zaledwie 150 stron, właściwie połyka się ją w całości. A mimo to skłania czytelnika do głębszej refleksji nad problemem, którym raczej nie zaprzątamy sobie specjalnie głowy, chociaż jest ciągle aktualny i ważny.

Dimitri Verhulst przygotowując się do napisania artykułu o uchodźcach spędził kilkanaście dni w ośrodku dla uchodźców w Arendork. Pobyt tam stał się dla niego inspiracją do napisania tej książki. Nie jest to jednak dokument, ani reportaż, a "zwykła" powieść, oparta na historiach prawdziwych ludzi. Poruszany temat jest trudny i dla wielu zapewne przygnębiający, autor jednak...

więcej Pokaż mimo to

3
avatar
1135
186

Na półkach:

Niesłychanie dobra książka na pograniczu mocnego reportażu i prozy.. prozy życia tak aktualnej dzisiaj. Uchodźctwo non fiction pokazane z dużą dawką ironii i sarkazmu. Autor, dziennikarz śledczy, spędził kilka dni w belgijskim ośrodku dla nielegalnych imigrantów poznając dogłębnie ich historie, życie przed i po ucieczce oraz pragnienia, aspiracje i lęki. Efektem tych obserwacji jest niewielka objętościowo „książeczka”, która siłą rażenia powali niejednego twardziela.. Narratorem historii jest fotograf z Etiopii- Bipul Masali, który opisuje życie zamkniętej społeczności multikulturowej próbującej odnaleźć się w nowych warunkach- licytującej się ogromem przeżytych cierpień, prosperującej dzięki sprawnie funkcjonującemu handlowi wymiennemu, pragnącej uzyskać status uchodźcy lub przyjmującej nową rzeczywistość taką, jaką jest. Hermetyczna powierzchnia i cały wachlarz jednostkowych dramatów przedstawionych bez patosu za to tnących jak brzytwa- znienacka i dogłębnie. „Problemski Hotel” dzięki wybrzmiewającej ironii i czarnemu humorowi w tak, wydawać by się mogło, nieodpowiedniej tematyce czyni swoich bohaterów prawdziwymi ludźmi, problem narastającego uchodźctwa odziera z resztek złudzeń o innej rzeczywistości, a czytelnika zmusza do refleksji nad rasizmem, tolerancją, akceptacją innych kultur..

Kolejny raz wydawnictwo Claroscuro pokazuje klasę i jakość na najwyższym poziomie!

Z wielką ciekawością obejrzę film powstały na podstawie książki.

5/6

Małgorzata Sierocińska

Niesłychanie dobra książka na pograniczu mocnego reportażu i prozy.. prozy życia tak aktualnej dzisiaj. Uchodźctwo non fiction pokazane z dużą dawką ironii i sarkazmu. Autor, dziennikarz śledczy, spędził kilka dni w belgijskim ośrodku dla nielegalnych imigrantów poznając dogłębnie ich historie, życie przed i po ucieczce oraz pragnienia, aspiracje i lęki. Efektem tych...

więcej Pokaż mimo to

10
avatar
440
186

Na półkach:

Anegdotyczne historie splatają się w jedną opowieść jakże na czasie: śmieszne i smutne, czarne i nieczarne jak zachodnie społeczeństwo. Pierwsze zdanie powala na kolana, potem jest już tylko lepiej. Jak dla mnie rewelacja, zwłaszcza opowieść z cegłą.

Anegdotyczne historie splatają się w jedną opowieść jakże na czasie: śmieszne i smutne, czarne i nieczarne jak zachodnie społeczeństwo. Pierwsze zdanie powala na kolana, potem jest już tylko lepiej. Jak dla mnie rewelacja, zwłaszcza opowieść z cegłą.

Pokaż mimo to

3
avatar
1636
50

Na półkach: , , , ,

Aż mi ciśnie się na usta – nigdy nie czytałam nic podobnego. Choć nawet nie umiem tego nazwać, czym jest to dzieło, tak lekkie, kiedy trzymane jest w ręku, a tak dużo znaczące. Bo to nie jest reportaż, ale też nie jest to powieść. Więc proza oparta na prawdziwych sytuacjach i inspirowana realnymi postaciami. Realnymi uchodźcami, z kości i krwi.

Zapraszam na Parapet po opowieść o tej wyjątkowej książce : www.parapetliteracki.pl/problemski-hotel

Aż mi ciśnie się na usta – nigdy nie czytałam nic podobnego. Choć nawet nie umiem tego nazwać, czym jest to dzieło, tak lekkie, kiedy trzymane jest w ręku, a tak dużo znaczące. Bo to nie jest reportaż, ale też nie jest to powieść. Więc proza oparta na prawdziwych sytuacjach i inspirowana realnymi postaciami. Realnymi uchodźcami, z kości i krwi.

Zapraszam na Parapet po...

więcej Pokaż mimo to

5
avatar
663
217

Na półkach:

Pełna pazurka opowieść,polecam dla osób z poczuciem humoru:)

Pełna pazurka opowieść,polecam dla osób z poczuciem humoru:)

Pokaż mimo to

2
avatar
403
204

Na półkach: , , ,

Drobna, niepozorna książeczka. Jedynie sto pięćdziesiąt dwie strony. Przyglądając się badawczo okładce już wiedziałam, że nie będzie łatwo. Szarości, czerń i małe dziecko opierające się o goły mur. No i ten tytuł: Problemski hotel. Wesoło nie będzie – pomyślałam. No i rzeczywiście nie było. Autor już w pierwszym zdaniu wali z grubej rury i podcina nogi.

Zachowuj się tak, jak by mnie tu w ogóle nie było – powiedziałem do umierającego z głodu dziecka, które starałem się sfotografować.

Potem jest jeszcze gorzej. Fotograf Bipul Masli, który jest narratorem całej książki, dwoi się i troi, żeby zrobić dobre zdjęcie. Żałuje, że na żywym trupie nie usiadła mucha. To byłoby coś. Mistrzowskie zdjęcie. Sława i pieniądze. Mimo uciekającego czasu Masli profesjonalnie przygotowuje się do pracy opowiadając przy tym o tajnikach dobrego reporterskiego zdjęcia. No cóż, muchy jak nie było tak nie ma, ale teraz już trzeba się spieszyć.

Z fotograficznego punktu widzenia kąt padania światła i położenie słońca byłyby lepsze, gdyby dziecko pożyło jeszcze pięć godzin, ale nie chciałem podejmować takiego ryzyka. Chciałem je sfotografować umierające. Nie umarłe, bo to może przecież zrobić każdy.

Ty nieczuły głupku, biegnij ratować to dziecko – wrzeszczę w myślach i rzucam książką. O nie, to nie na moje nerwy! Jednak ciekawość jest większa. Biorę głęboki oddech i czytam dalej. Druga opowieść Bipula fotografa jest równie szokująca, ale w pewien sposób może wyjaśniać jego opanowanie i znieczulicę. Są to obrazy z dzieciństwa. Bipul kończy dwanaście lat i zgodnie z tradycją jego rodzina organizuje mu wspaniałą fetę w gospodzie. Chłopiec dostaje swój pierwszy aparat i robi nim niezapomniane zdjęcie. Zdjęcie, na którym kula przeszywa czaszkę jego siostry. Rebelianci. Zginęło wtedy czternaście osób. Zdjęcie od razu kupił od niego jakiś dziennikarz i tak oto Bipul stał się fotografem prasowym.

Zanim jednak doszedł do zimnego profesjonalizmu, musiał przebyć długą drogę uchodźcy, na którą trafił próbując nielegalnie przedostać się do Belgii. Bipul nie miał tutaj ze sobą aparatu, który przezornie roztrzaskali mu przemytnicy. Jednak jego postrzeganie świata przez pryzmat migawki nie zmieniło się wcale. Chłodna obrazowość, oszczędna w słowach, a jednak pokazująca tak wiele. Naturalizm, czarny humor i ironia. To głównie tymi środkami posłużył się Verhulst, aby pokazać czytelnikowi kawałek z życia uchodźców zawieszonych w czasie. Ludzie pochodzący z różnych stron świata, rożnych kultur, z różnych piekieł. Spotykają się tu w belgijskim ośrodku dla nielegalnych imigrantów. I czekają. Na co? Na lepszy los? Na to, że jakiś urzędnik popatrzy na nich łaskawszym okiem i nie wbije pieczątki z odmową udzielenia azylu? Na spokojnie przespaną noc? Na wolność? Każda z tych osób opuściła swoje rodzinne strony i ryzykując życie nielegalnie przekroczyła granicę. Ten, kto znalazł się w ośrodku może na chwilę odetchnąć. Nie każdemu bowiem udaje się przeżyć morderczą podróż w kontenerach.

Ktoś, kto wciska swoje ciało między kartony z pomidorami, ukrywa się pod górą gnoju, czołga pod drutem kolczastym, płaci w naturze urzędnikom i nie daje się złapać, trafia właśnie tu do Arendonk. Uchodźca ma w zasadzie wtedy dwa wyjścia: starać się trzy raz o azyl lub uciekać na własną rękę. No jest jeszcze opcja dobrowolnego powrotu do kraju, ale tutaj raczej rzadko zdarzają się ochotnicy.

Bipul nie mając nic lepszego do roboty, obserwuje wszystkich mieszkańców hotelu, kreśli ich portrety, czasem opowiada jakąś anegdotkę pełną czarnego humoru, a czytelnikowi spadają różowe okulary nieświadomości w jakiej żył. Tyle się mówi przecież o pomocy dla uchodźców, o dobrym ich traktowaniu. No cóż, Verhulst, który spędził w tym ośrodku kilka dni specjalnie optymistyczny nie jest. Oczywiste jest, że nie każdego można przyjąć. Istnieją pewne granice, które z bólem trzeba zaakceptować. Uchodźca jest jednak człowiekiem z krwi i kości. To Cherribi, który ucieka przed Talibami, Igor z Ukrainy, którzy ma nadzieję na lepsze życie w Legii Cudzoziemskiej, Lidia, która ucieka przed bombami spadającymi z nieba do jej łóżka, czy wreszcie Maqsood, który uciekł z kraju gdzie na jego oczach zabito mu ojca, dokonano zbiorowego gwałtu żony, której łechtaczkę jeden z oprawców triumfalnie wygryzł zębami, z kraju, w którym powszechną torturą jest trzymanie człowieka w ciemnej dziurze i rozpylanie przez piętnaście dni gazu pieprzowego. To najlepszy sposób, aby gałka oczna nigdy nie przestała być czerwona.

Verhulst niczym prawdziwy dokumentalista oczami Bipula zalewa czytelnika obrazami trudnymi do przełknięcia. Jest szczery aż do bólu. Tutaj nie ma cenzury. Łagodzi jedynie swoim czarnym humorem, który bądź co bądź nieco rozluźnia. To dobrze, gdyż bez niego całość mogłaby być trudna do przełknięcia.

A już po lekturze:
Niesmak pozostaje. Różowe okulary leżą z boku, coś straszliwie drapie w gardle. A więc to tak wygląda rzeczywistość? „Hotele” w całej Europie zapraszają do pokoików niczym domki z kart z ogródkami z drutu kolczastego! Zapraszamy, zapraszamy. Temu damy, temu nie! Ene due rabe, raz, dwa, trzy, dziś wyjedziesz (umrzesz) ty! Kto dał nam prawo decydowania o ludzkim życiu? Nikt. Nikt też chyba nie wie, jak rozwiązać problem nielegalnych imigrantów, których co tu dużo mówić, jest coraz więcej. Miejsca dla nich brak, a odsyłać oznacza skazać na cierpienie i śmierć?

Problemski hotel to lektura, która na długo zapada w pamięć. Drąży dziurę, która uświadamia, uwrażliwia i otwiera oczy. To dobrze.

Drobna, niepozorna książeczka. Jedynie sto pięćdziesiąt dwie strony. Przyglądając się badawczo okładce już wiedziałam, że nie będzie łatwo. Szarości, czerń i małe dziecko opierające się o goły mur. No i ten tytuł: Problemski hotel. Wesoło nie będzie – pomyślałam. No i rzeczywiście nie było. Autor już w pierwszym zdaniu wali z grubej rury i podcina nogi.

Zachowuj się tak,...

więcej Pokaż mimo to

14

Cytaty

Więcej
Dimitri Verhulst Problemski Hotel Zobacz więcej
Dimitri Verhulst Problemski Hotel Zobacz więcej
Dimitri Verhulst Problemski Hotel Zobacz więcej
Więcej
Reklama
zgłoś błąd