Leonard Cohen. Życie sekretne

Okładka książki Leonard Cohen. Życie sekretne
Anthony Reynolds Wydawnictwo: InRock biografia, autobiografia, pamiętnik
392 str. 6 godz. 32 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Tytuł oryginału:
Leonard Cohen: A Remarkable Life
Wydawnictwo:
InRock
Data wydania:
2012-04-18
Data 1. wyd. pol.:
2012-04-18
Liczba stron:
392
Czas czytania
6 godz. 32 min.
Język:
polski
ISBN:
978-83-60157-60-2
Tłumacz:
Lesław Haliński
Średnia ocen

                6,4 6,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.

Patronaty LC

Książki autora

Mogą Ciebie zainteresować

Oceny

Średnia ocen
6,4 / 10
38 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
35
7

Na półkach:

Dla miłośników Cohena i nie tylko. Niezwykłe życie, niezwykły poeta, przepiękne piosenki.

Dla miłośników Cohena i nie tylko. Niezwykłe życie, niezwykły poeta, przepiękne piosenki.

Pokaż mimo to

avatar
1
1

Na półkach:

ocena 4 - "może być"

ponieważ miałem styczność z biografią napisaną przez Sylvię Simmons, która jest o stokroć pełniejsza od biografii Raynoldsa. Nie wspomnę o wstępie, które we wszystkich innych opiniach zostało wypunktowane.

ocena 4 - "może być"

ponieważ miałem styczność z biografią napisaną przez Sylvię Simmons, która jest o stokroć pełniejsza od biografii Raynoldsa. Nie wspomnę o wstępie, które we wszystkich innych opiniach zostało wypunktowane.

Pokaż mimo to

avatar
166
45

Na półkach: ,

Biograf-nieszczęśnik?...

Co mnie podkusiło, by akurat tę biografię Cohena przeczytać? Bardzo prozaiczny powód - była jedyną dostępną biografią Cohena w miejscowej bibliotece, a ja chciałam jak najszybciej dowiedzieć się o nim czegokolwiek więcej niż podaje Wikipedia. Moja niecierpliwa ciekawość została wywołana przez spektakl "Pieśni Miłości i Nienawiści wg Leonarda Cohena" w wykonaniu Stanisława Górki i Jerzego Derfla, który miałam okazję obejrzeć w MOK w Józefowie k/Warszawy 30 marca br. Inna sprawa, że temat tworzenia biografii muzycznych w ostatnim czasie szczególnie mnie zainteresował. I chyba w tym ostatnim kontekście, lektura książki Anthony’ ego Reynoldsa była najciekawszym doświadczeniem. Nie potrafię i nie zamierzam oceniać jej strony merytorycznej. Ponoć na forum www.leonardcohenfiles.com mocno ją skrytykowano za liczne błędy – właśnie merytoryczne. Ale w pewnym sensie zadziwiła mnie swoją konstrukcją. A ściślej zadziwił mnie jej autor. Opowieść o wielkim artyście zaczyna od osobistego wątku. Nie byłoby w tym nic kontrowersyjnego, gdyby nie dwa zasadnicze punkty tego wstępu. Pierwszym jest anegdota o byłej przyjaciółce autora, której zlecił zebranie materiałów do książki o Cohenie, a które wiązałyby się z powiązaniami artysty z Hiszpanią. Reynolds pisze wprost: „ zespół Leonarda Cohena w pewnym sensie pozbawił mnie jednej z najbliższych mi osób, jakie miałem w Hiszpanii”. Dziewczyna została zaproszona przez samego Cohena do towarzyszenia mu w jego tournée po Hiszpanii, a następnie w trasie po Ameryce. Zaproszenie przyjęła, co autor skonkludował złośliwie: „ Ja tymczasem ulotniłem się z jej grafiku i czułem się jak jedna z epizodycznych postaci w którejś z powieści Cohena. No, ale przynajmniej zaproszono mnie na koncert”. I dalej opisuje rzeczony koncert w Walencji. Tyle że był to koncert wyjątkowo nieudany. Przez zatrucie pokarmowe Cohen stracił przytomność na scenie i został odwieziony do szpitala. Wtrącenia we wstępie typu „głos, przepojony miodem i konopiami”, odnoszący się oczywiście do głosu Cohena, tylko pogłębiały moją konsternację jako czytelnika. Zastanawiałam się, czy autor – wcześniejszy długoletni fan Cohena - potraktował tę książkę jako swoiste wyrównanie rachunku, wymierzenie vendetty za utratę przyjaciółki? A jeżeli tak, to zaiste, będzie to najdziwniejsza lektura mojego życia! Dlatego również dla poznania odpowiedzi na pytanie, jak daleko autor posunął się w swojej zgryzocie, postanowiłam kontynuować lekturę, mimo pierwszego niesmaku.

Książka została podzielona na 12 rozdziałów oznaczonych przedziałami czasowymi, odnoszącymi się do różnych etapów w biografii Cohena. Obejmują one lata 1934-2010. Każdy z nich opatrzony jest nagłówkiem w formie cytatu Cohena. I one właśnie, jak i inne cytowane wypowiedzi Cohena, są w moim odczuciu najciekawszą warstwą tej książki. Niestety, nie są to rozbudowane opowieści, a jedynie kilkuzdaniowe wtrącenia. Do jednych z najbardziej poruszających należą wspomnienia Cohena o matce: „Moja matka pięknie śpiewała. Pochodziła z Litwy. To, co śpiewała, było nie tylko ładne, ale pełne znaczenia. Wychowałem się więc w tradycji piosenek o czymś”. (s. 314)
W innym miejscu wspomina o doświadczeniu śpiewu w synagodze: „Gdy w synagodze stałem obok moich wysokich wujków, a kantor wyliczał wszystkie sposoby, w jakie możemy grzeszyć i umrzeć, czułem się bardzo poruszony”. (s. 17)
I chociaż autor trafnie określił wpływ domu na ukształtowanie się Cohena słowami: ”Ziarna, które zasiewano wówczas w duszy Leonarda, miały potem zakiełkować – jako dojrzałe rośliny – opleść go siecią właściwości, które określiły jego osobowość w dorosłym życiu”, to niestety w książce poświęcił stosunkowo mało miejsca jego dzieciństwu i wczesnym latom szkolnym, zaledwie kilka stron. Odnotował za to zakup gitary akustycznej przez Cohena w lombardzie w 1949r. i początek jego fascynacji poezją (Lorca, Yeats, Eliot) w wieku 14 lat.
„Poczułem w sobie powołanie – mówił [Cohen] wiele dekad później. – Chciałem zostać pisarzem. Wiedziałem to już od bardzo wczesnego wieku. Chciałem zostać pisarzem związanym z nieżyjącymi autorami”. (s. 20)
Brzmi to bardzo szczerze i antycelebrycko. Zresztą nic dziwnego, bo to właśnie szczerość przekazu cenił wysoko i uznał ją za główny powód sukcesu Boba Dylana: „Sedno w tym, by mówić prawdę… I opowiedzieć własną historię”. (s. 82)

Cohen bardziej koncentrował się na samym tworzeniu niż na dążeniu do komercyjnego sukcesu.
„Nie przygnębiały mnie kiepskie wyniki sprzedaży. Moje płyty rozchodziły się na tyle przyzwoicie, bym mógł zarobić na siebie, posłać dzieci do szkoły, zapłacić rachunki… Byłem w stanie realizować moje założenie, które brzmiało następująco: dostawać pieniądze za swoją pracę, a nie pracować dla pieniędzy”. (s. 196)
I co najważniejsze, w tym co robił, był prawdziwym artystą – poszukiwał nowych form wyrazu dla poezji, a nie tylko je odtwarzał. Podstawą dla takiej postawy było silne poczucie wewnętrznej wolności – wyzwolenia.
„Mam poczucie, że jeśli człowiek potrafi się wyzwolić, to wszystko, czego się tknie, błyszczy jak złoto. Profesjonalizm jest wrogiem pomysłowości i inwencji twórczej”. (s. 83)

Już kiedyś w artykule „Twórca zaangażowany <twórcą niepoprawnie błądzącym>” wspomniałam o kwestii kurczowego trzymania się „wytycznych” w procesie tworzenia:
https://www.facebook.com/notes/o-literaturze-otwarcie/tw%C3%B3rca-zaanga%C5%BCowany-tw%C3%B3rc%C4%85-niepoprawnie-b%C5%82%C4%85dz%C4%85cym/231653044311132/
Myślę, że podobnie do tworzenia podchodził Cohen – wolał szukać nowych dróg (ponosząc ryzyko błędów i wystawiając się na szyderstwa) niż kurczowo trzymać się tych przetartych, bezpiecznych, ale też nic nowego nie wnoszących do sztuki, a w jego przypadku do poezji i muzyki.
Dlatego podwójnie nie dziwi mnie krytyka Reynoldsa, która dotyczy prawie każdej płyty Cohena, poza ostatnimi. Opisy sesji nagraniowych, dobór muzyków, instrumentów, wspólne aranżacje, tylko potwierdzają, że Cohen był artystą wciąż poszukującym. Poza tworzeniem wierszy, powieści, piosenek, również rysował. Jak słusznie zauważył autor: „Z jego perspektywy poezja, muzyka, teksty piosenek, powieści i rysunki były rzekami płynącymi do tego samego oceanu”. (s. 283)
W jakimś sensie był artystą renesansowym. Albo przynajmniej chciał takim być.
„Kiedy słyszymy albo widzimy coś naprawdę autentycznego, czujemy się przez to wchłonięci – tłumaczył. – Czujemy głód prawdy. I zdumiewamy się, widząc ją na własne oczy, bo objawia się ona na tyle różnych sposobów, w tylu rozmaitych formach… Tak rzadko zdarza się nam ją słyszeć, że natychmiast jej ulegamy. Wolę wiec wyrażać prawdę w wielu formach artystycznej twórczości i nie stawiać sobie ograniczeń”. (s. 283)

Ale wracając do samej konstrukcji biografii i tonu narracji. Autor w dalszej części książki nie okazał się być aż tak złośliwym, jak był we wstępie, ale czasami „zakrapiał” tekst ironią wymierzoną w głównego bohatera. Cytował wielu współpracowników Cohena, którzy w 99% wypowiadali się o nim pochlebnie, najczęściej używając określeń „uprzejmy”, „dżentelmen”. Ale wymienił również wiele grzechów artysty począwszy od brania narkotyków przez niewierności po nadużywanie alkoholu. I jeżeli tylko pokrywają się z faktami, nie ma w tym nic złego, przeciwnie. Jednak swoją wiarygodność autor mocno nadszarpnął zgryzotą po stracie przyjaciółki, a przejawiającą się w ironiczno-szyderczym tonie. Czasami jednak potrafił wykrzesać z siebie jakąś pozytywną ocenę twórczości Cohena. Jedną z nich zamieścił na końcu: „Cohena wyróżniało też to, że w przeciwieństwie do innych uhonorowanych tego wieczoru [17.06.2010 Cohen otrzymał nagrodę w kategorii Grammy Hall of Fame Award] nigdy – ani w piosenkach, ani w poezji, ani w prozie – nie posługiwał się kliszami”. (s. 302)

Książkę wieńczy posłowie autorstwa Daniela Wyszogrodzkiego, które, jeśli chodzi o ton, jest biegunowo różne od całości, tzn. brzmi jak laudacja na cześć bohatera. Wyszogrodzki zresztą nie zamierza kryć się ze swoim uwielbieniem dla Cohena, bo uważa go za jednego z bohaterów swojego życia i w ogóle za ewenement.
„Wydaje nam się, że wiemy o nim wszystko, ale Leonard Cohen – poza wszystkim, co o nim wiemy – ostatnio [polskojęzyczna wersja książki wyszła w 2012r.] ociera się niebezpiecznie o Księgę Guinnessa. Bo na przykład będąc milionerem, na starość dał się całkiem ogołocić, by stać się milionerem ponownie. Mając ponad siedemdziesiąt lat, zorganizował światowe tournée, które trwało ponad dwa lata i wystąpił w tym czasie dwieście pięćdziesiąt razy. Teraz zaś, już jako siedemdziesięciolatek, wydał album z premierowymi utworami, a jego płyta wywołała entuzjastyczne opinie i krytyki, i fanów”. (s. 330)

Bycie biografem jest bez wątpienia jedną z najtrudniejszych sztuk pisarskich. Wymaga profesjonalizmu objawiającego się m.in. poczuciem dystansu do bohatera, o którym się opowiada, a tego – biorąc pod uwagę wstęp i ton narracji – zabrakło Reynoldsowi. Prawdopodobnie, gdyby jego wspólniczka nie porzuciła go dla… trasy z Cohenem, książka wyglądałaby inaczej, lepiej. Oczywiście to żadne usprawiedliwienie. Raczej ostrzeżenie, by nie mieszać spraw prywatnych z zawodowymi. Największym plusem tej książki jest to, że tylko zaostrzyła moją ciekawość poznania biografii Cohena. Poszukam zatem kolejnej, do czego i Was zachęcam

Agnieszka Sroczyńska

Biograf-nieszczęśnik?...

Co mnie podkusiło, by akurat tę biografię Cohena przeczytać? Bardzo prozaiczny powód - była jedyną dostępną biografią Cohena w miejscowej bibliotece, a ja chciałam jak najszybciej dowiedzieć się o nim czegokolwiek więcej niż podaje Wikipedia. Moja niecierpliwa ciekawość została wywołana przez spektakl "Pieśni Miłości i Nienawiści wg Leonarda...

więcej Pokaż mimo to

avatar
508
313

Na półkach: , ,

W tym miesiącu minęła pierwsza rocznica śmierci Leonarda Cohena [zm. 07.11.2016].
Książka „Leonard Cohen. Życie sekretne” którą napisał Anthony Reynolds, w tłumaczeniu Lesława Halińskiego, to powieść biograficzna o pisarzu, autorze tekstów piosenek, piosenkarzu, o człowieku którego płyty i koncerty na żywo były dla sporej grupy wielbicieli czasem oczekiwania na prawdziwą ucztą duchową. Tytuł trochę mylący bo to książka o życiu artystycznym a nie prywatnym L. Cohena.

Książka podzielona jest na rozdziały obejmujące zakres dat w których wydarzyło się coś istotnego w życiu Leonarda Cohena. Okresy te dotyczą nie tylko wydania kolejnych płyt czy tras koncertowych, ale również zawirowań w życiu osobistym L. Cohena a mających wpływ na biografię artystyczną muzyka.
Dzięki tej książce mamy możliwość zapoznania się z historią związaną z nagraniem poszczególnych płyt, poznać nazwiska towarzyszących muzyków, dowiedzieć się o warunkach w jakich nagrywane były płyty, oraz o zmianie sposobu śpiewania wraz z powstawaniem utworów do kolejnej nowej płyty.
Autor przeprowadził setki spotkań i rozmów z osobami, którzy mieli kontakt osobisty z L. Cohenem.
Wszyscy rozmówcy podkreślali, że L. Cohen był człowiekiem bardzo wyrozumiałym, uprzejmym, skromnym i bardzo pracowitym. Choć wiele osób namawiało go do zmiany swojego stylu śpiewania, uważając, że utwory są zbyt pesymistyczne, muzyk nie chciał się poddać tym namowom, uważając, że aby śpiewać prawdziwie, z sercem, musi być sobą. Wiadomo było, że depresja niemal stale towarzyszyła L. Cohenowi.

Był Żydem urodzonym w Montrealu który wcześniej stracił ojca. Wujowie sprawujący opiekę nad Leonardem, w zastępstwie zmarłego ojca, pragnęli aby skończył studia prawnicze. Studia rozpoczął ale dość szybko z nich zrezygnował uważając, że pisarstwo jest prawdopodobnie tym czym powinien się zająć i co przyniesie mu materialne zabezpieczenie. O śpiewaniu wcale jeszcze nie myślał. Pisał teksty piosenek ale z myślą o innych a nie o sobie. W ten sposób pozbawił się na długie lata prawa do słynnej piosenki „Suzanne”.

O jego życiu prywatnym napisano tylko tyle ile wiązało się z życiem muzycznym. Gdyby nie kradzież 5 mln. przez partnerkę Kelley Lynch i postawienie Leonarda niemal bez środków do życia, nie byłoby trasy koncertowej w latach 2008-2009 na którą zgodził się aby podreperować swoje finanse. A miał wtedy już 74 lata. Płyta „Songs From The Road” [nagranie z tournée 2008 i 2009].

Przez 5 lat przebywał w buddyjskim klasztorze który również przyczynił się do innego sposobu pracy i sposobu nagrywania płyt wraz z Sharon Robinson. Pobyt w klasztorze wcale nie oznacza, że przeszedł na buddyzm, Cohen do końca życia miał wątpliwości co do swojej wiary. Zawsze miał wątpliwości i dlatego nie raz zadawał sobie pytanie „a jeśli jednak B-G [Bóg] istnieje?”. Mówił również, że tak naprawdę nigdy dokładnie nie poznał wiary swoich przodków.

Jest również w książce polski wątek. W 1985 r. Cohen przyjechał do Polski. Kiedy miał wystąpić w Gdańsku, poproszono aby zaprosił na koncert Lecha Wałęsę. L. Cohen początkowo chciał spełnić tę prośbę ale…

„Parę osób wzięło mnie na stronę - opowiada artysta - i usłyszałem: Leonardzie, nie mamy pojęcia, jaką misję chcesz tutaj spędzić, ale my przyjechaliśmy tu na płatne tygodniowe tournée, więc może nie rób niczego, co mogłoby nam utrudnić wyjazd z tego kraju. Zagrajmy koncert i jedźmy dalej.”

„Przy takiej atmosferze politycznej, jaka wtedy panowała w Polsce, kontrowersyjna wizyta Cohena musiała wywołać napięcia. Podczas koncertu we wrocławskiej Hali Ludowej [Hali Stulecia] poeta był najwyraźniej poruszony faktem, że wcześniej odbywały się tam nazistowskie wiece… W połowie występu powiedział słuchaczom, że jest pewnie lepszym wokalistą od Hitlera i w ten sposób rozładował napiętą atmosferę. Dodajmy, że cena biletu na ten koncert wynosiła dla niektórych uczestników równowartość ich miesięcznej pensji”.

Za sprawą Macieja Zembatego polska publiczność mogła lepiej zapoznać się z repertuarem L. Cohena. Przetłumaczył piosenki na polski język i wydał 3 płytowy album „35 x Leonard Cohen, śpiewa Maciej Zembaty”.

Leonard Cohen formalnie nigdy nie był żonaty, co nie oznacza, że stronił od płci pięknej, wręcz przeciwnie. Ze związku z Suzanne Elrod urodziło się dwoje dzieci, syn Adam i córka Lorka. Był bardzo związany z dziećmi.
Ostatni album „You Want In Darker” jest to płyta - pożegnanie Leonarda Cohena. Duży udział w jej nagraniu miał syn Adam.
W książce znalazł się też dokładny wykaz dyskografii, jest również sporo zdjęć z życia L. Cohena.

Ci którzy będą szukać w tej książce pikantnych szczegółów z życia prywatnego spotka rozczarowanie. Zainteresowanych życiem artystycznym, karierą zawodową, historią powstawania poszczególnych płyt czy tras koncertowych, tę książkę polecam.
Wielbicieli L. Cohena jest w Polsce i na świecie sporo. Jest i moim ulubieńcem. Może dlatego przeczytanie tej książki było miłym wspomnieniem o L. Cohenie, człowieku którego nie ma już wśród nas.

W tym miesiącu minęła pierwsza rocznica śmierci Leonarda Cohena [zm. 07.11.2016].
Książka „Leonard Cohen. Życie sekretne” którą napisał Anthony Reynolds, w tłumaczeniu Lesława Halińskiego, to powieść biograficzna o pisarzu, autorze tekstów piosenek, piosenkarzu, o człowieku którego płyty i koncerty na żywo były dla sporej grupy wielbicieli czasem oczekiwania na prawdziwą...

więcej Pokaż mimo to

avatar
55
10

Na półkach: ,

Jako wielbiciel twórczości Cohen'a nie mogłem nie sięgnąć po biografię napisaną przez fana owej twórczości. I bardzo widać, że stworzył ją wielki fan barda ('fan' należałoby napisać przy użyciu caps lock'a) - zbyt wielki by pisać biografię o nim. Ciemniejsze, mniej pozytywne elementy życia Cohen'a są w książce ledwie wspominane i szybko zapominane. Generalnie autor skupia się nad złożeniem swojemu idolowi hołdu i jego mityzacji. W czczeniu artysty posuwa się momentami tak bardzo, że używa ilości epitetów, którą ja rezerwuje do kpienia i szydzenia. Momentami przerywałem lekturę aby sprawdzić czy za oknem nie unosi się różowy jednorożec ujeżdżany przez barda.

Warto przeczytać, jednak w czasie lektury należy mieć pod ręką mocno wytrawne wino albo bardzo gorzką czekoladę aby zniwelować ilość cukru zawartego w książce.

Jako wielbiciel twórczości Cohen'a nie mogłem nie sięgnąć po biografię napisaną przez fana owej twórczości. I bardzo widać, że stworzył ją wielki fan barda ('fan' należałoby napisać przy użyciu caps lock'a) - zbyt wielki by pisać biografię o nim. Ciemniejsze, mniej pozytywne elementy życia Cohen'a są w książce ledwie wspominane i szybko zapominane. Generalnie autor skupia...

więcej Pokaż mimo to

avatar
239
183

Na półkach: ,

Początek - pierwszy rozdział bardzo słaby - jakby wklejony na siłę fragment jakiegoś bloga. Ale potem jest na szczęście lepiej.

Pierwsze zastrzeżenie - idiotyczny polski tytuł.
Może i brzmi fajnie, ok, no i to nawiązanie do jednej z piosenek Cohena.
Ale w przypadku tej książki - zupełnie nietrafny. W oryginale jest zresztą 'remarkable life' (co widać na błędnie wklejonej tutaj okładce - oryginalnej zamiast polskiej) - też tak sobie, choć jednak nieco lepiej.
W każdym razie wychodzi na to, że Cohen żadnego sekretnego życia nie prowadził, a Anthony Reynolds skupia się na jego karierze muzycznej i o tym jest głównie ta pozycja. Nie jest to na pewno biografia 'dogłębna i szczegółowa' jak głosi oficjalna recenzja.
Odpowiedniejszym tytułem byłby po prostu 'Leonard Cohen - muzyczne życie'.
Nie jest też prawdą, że Cohen od 40 lat (dlaczego właśnie od 40?) unika mówienia o sobie - zresztą, w tej książce zamieszczono przecież i jego wypowiedzi.

Po drugie - język. Nie wiem czy to tylko wina kiepskiego tłumaczenia, ale w kilku miejscach zdarzało mi się, że musiałem czytać zdanie po kilka razy, żeby zrozumieć co autor miał na myśli. Oryginału nie miałem w rękach, ale sprawdziłem, że na forum www.leonardcohenfiles.com też tę książkę mocno skrytykowano.
Za liczne błędy. I merytoryczne i właśnie językowe. Podobno niektórzy doszukali się tych błędów w sumie aż sześciuset. Ciekawe czy w polskim wydaniu coś z tego poprawiono?

Książkę opatrzono obszernym posłowiem autorstwa znanego dziennikarza muzycznego, i też fana Cohena, Daniela Wyszogrodzkiego na temat wizyt Cohena w Polsce.
Fajnie, tylko dlaczego to jest takie egzaltowane? I to ciągłe 'Ja... Ja... Ja...'
Dziwne też, że taki autorytet nie dostrzegł z gruntu błędnej sugestii Reynoldsa (albo może tłumacza) jakoby Cohen był w Polsce w roku 1981 i na lotnisku Okęcie spotkał się z Maciejem Zembatym. Maciej Zembaty już nie żyje, ale w swojej książce 'Mój Cohen' słowem o tym nie wspomniał. Za to wspomniał, że do tego przylotu nie doszło i pierwszy raz spotkał się z Cohenem przy okazji oficjalnej, koncertowej wizyty mistrza w roku 1985. Czyli błąd numer 601.

Reasumując - całkiem ciekawie skompilowany wybór (chyba kilkuset) wywiadów, których bohaterem jest Leonard Cohen. Bonus w postaci posłowia autorstwa Wyszogrodzkiego, zdjęć i obszernej i w miarę aktualnej biblio-, dysko-, i filmografii Cohena (ale brak podanej bibliografii do samej książki). I wydane dość ładnie.

Początek - pierwszy rozdział bardzo słaby - jakby wklejony na siłę fragment jakiegoś bloga. Ale potem jest na szczęście lepiej.

Pierwsze zastrzeżenie - idiotyczny polski tytuł.
Może i brzmi fajnie, ok, no i to nawiązanie do jednej z piosenek Cohena.
Ale w przypadku tej książki - zupełnie nietrafny. W oryginale jest zresztą 'remarkable life' (co widać na błędnie wklejonej...

więcej Pokaż mimo to


Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Leonard Cohen. Życie sekretne


zgłoś błąd