Fantastyka miejska, czyli 5 niezwykłych książek urban fantasy

Marcin Waincetel
02.03.2020

Pomyślmy o tym, co chowa się po drugiej lustra. I czy za starą szafą naprawdę wybudowano przejście do baśniowej krainy? Podobno na niektórych ulicach spotkać można też czarodziejów. Elfy, wilkołaki i duchy pojawiają się również w Polsce. W dodatku współcześnie – w XXI wieku. Bo w fantastyce spod znaku urban fantasy cuda widoczne są na każdym kroku.

Fantastyka miejska, czyli 5 niezwykłych książek urban fantasy

Kontury świata – pomiędzy gatunkami

Reklama

Często bywa, że to miasto jest jednym z najważniejszych bohaterów opowieści. Społeczny organizm, który zmienia się i transmutuje. Może to być Nowy Jork, może być też Warszawa lub Toruń, innym razem Paryż, a chyba wciąż najczęściej Londyn. W fantastycznych metropoliach żyją jednak nie tylko ludzie, ale również przedstawiciele innych ras. Krasnoludy, wampiry, czarnoksiężnicy, a nawet ogry. Zmiennokształtne istoty, które są pełnoprawnymi obywatelami. W urban fantasy liczy się zatem magia wpływająca na codzienną rzeczywistość. Ważna jest też harmonia między nadnaturalnymi siłami. Różnorodnością. I dlatego też w tym typie literatury znajdziemy elementy związane zarówno z czystą grozą, paranormalnym romansem, czarnym kryminałem, czarną komedią, jak i… obyczajem, dramatem. Współczesną baśnią. Urban fantasy – misterna mozaika motywów i wzorców. Próba jednoznacznego zdefiniowania gatunku łączy się z wyznaczeniem granic. A to, być może, nie jest wcale konieczne. Bo fantastyka miejska to bardzo, ale to bardzo pojemne pojęcie, co doskonale rozumieją zarówno fani, krytycy, jak i twórcy. Światotworzyciele.

„Nigdziebądź” – Neil Gaiman

Neil Gaiman, autor „Amerykańskich bogów” i komiksowego „Sandmana”, jest jednym ze współczesnych patronów, a przy okazji prekursorów całego nurtu urban fantasy. Udowodnił to choćby za sprawą „Nigdziebądź”. Głównym bohaterem opowieści jest niejaki Richard Mayhew. Ot, zwyczajny pracownik biura inwestycyjnego, który przypadkiem – a może za sprawą zrządzenia losu? – dowiaduje się o istnieniu równoległego świata pod Londynem. Proza życia zostaje ubarwiona przez elementy fantastyczne, żeby nie powiedzieć surrealistyczne. Wskazuje już na to dziewczyna o wdzięcznym imieniu Drzwi. Mayhew będzie zmuszony, aby odnaleźć się w świecie potworów i aniołów, gdzie w labiryncie mieszka Bestia, a stary Hrabia urządził sobie dwór w pociągu metra. I, jak można się domyślić, choć wszystkie miejsca z angielskiej metropolii są pozornie znajome, to równocześnie zupełnie obce… oto rzeczywistość „Nigdziebądź”.

Dlaczego warto przeczytać? Neil Gaiman gwarantuje intelektualną rozkosz, której źródłem jest konfrontacja z tym, co inne. Nieznane. Oniryczne piękno.

„Złodziej dusz” – Aneta Jadowska

Prawo i bezprawie. Dobro i zło. Emocjonalne rewolucje, niecodzienna magia… przekraczanie granic, których swoistą strażniczką jest Dora Wilk. Oficjalnie funkcjonująca jako policjantka. Ceniona profesjonalistka obdarzona szóstym zmysłem i wyjątkowo trudnym charakterem, za którym idą jednak fenomenalne statystyki rozwiązanych spraw. Bo Dora to tak naprawdę wiedźma, która swój czas dzieli między toruńskim komisariatem a Thorn – alternatywnym miastem, gdzie mieszkają magiczni. „Złodziej dusz” to literacki debiut Anety Jadowskiej, która dała się poznać jako autorka w pełni świadoma swojego artystycznego głosu. Odwołując się zarówno do oniryzmu Gaimana, jak i symbolizmu Miéville'a, nawiązuje też do kryminalnych wzorców wykorzystywanych przez Ćwieka czy Annę Lange. A w zbrodniczym świecie Teo(Dory) Wilk funkcjonują nie tylko wampiry i wilkołaki, lecz również diabeł Miron i anioł Joshua. Żyjące przeciwieństwa, które wpływają na rozum oraz serce wiedźmy w mundurze. Zabarwiona humorem, romansem i przygodą wizja to pierwsza część tak zwanej Heksalogii o Wiedźmie. Być może jednej z najbardziej kompletnych serii urban fantasy spisanej piórem polskiej autorki. Przy okazji dodajmy, że książka ukazała się pod patronatem serwisu lubimyczytać.pl.

Dlaczego warto przeczytać? Aneta Jadowska bawi się literacką formą, nawiązuje do wielkich mistrzów, sama tworząc zupełnie nową jakość. Kompletna, czarowna opowieść rozrywkowa.

„Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu” – Anna Lange

Wiktoriański Londyn, jakiego nie znamy. Zbrodniczy, tajemniczy, niecodzienny. Bo na ulicach metropolii z kart powieści Anny Lange przewijają się bohaterowie o wyjątkowym rodowodzie. W ramach specjalnego Podwydziału Spraw Magicznych Londyńskiej Policji Metropolitarnej działa nadinspektor John Dobson, dawny przyjaciel Clovisa LaFay, mężczyzny, którego ojciec nieboszczyk cieszył się reputacją czarnego maga. Trio dopełnia Alicja Dobson, siostra Johna, kierująca się wiedzą, ale i uczuciami. Rozumem i magią. A jest nią iluzja, piromancja, nekromancja… słowem „Magiczne akta Scotland Yardu”, w których folklor jest czymś niezwykle prawdziwym. Anna Lange skrywa jeszcze jeden sekret. Bo nazwisko to pseudonim doktor habilitowanej w dziedzinie chemii, zatrudnionej na stanowisku profesora nadzwyczajnego na jednej z warszawskich uczelni wyższych, autorki licznych publikacji na temat widm (molekularnych).

Dlaczego warto przeczytać? Anna Lange to synonim stylu i elegancji, która oddała niezwyczajny hołd wiktoriańskim opowieściom.

„Miasto i miasto” – China Miéville

Egzystencjalny thriller – symboliczny, niejednoznaczny – dzieło, które wzbudza zainteresowanie. Opowieść spisana piórem Chiny Miéville’a to obraz Besźel, położonego gdzieś na skraju Europy, miasta grzechu. Przekonany jest o tym inspektor Tyador Borl z Brygady Najpoważniejszych Zbrodni, który zajmuje się sprawą zabójstwa niejakiej Mahalii Geary, zagranicznej studentki ze zdeformowaną twarzą. Śledztwo rozpoczyna się w Besźel, potem przenosi się na ulice Ul Qomy – to dwa miasta, które istnieją w tej samej przestrzeni, choć mieszkańców różnicuje historia, język i kultura. Współistnienie, dysharmonia, legendy i rewolucja stanowią motywy przewodnie prozy brytyjskiego pisarza, który wprost przyznaje się do inspiracji „Sklepami cynamonowymi” Brunona Schulza. A jeśli już o rodakach mowa…

Dlaczego warto przeczytać? China Miéville to mistrz symboli, który prowokuje do poszukiwań i przekraczania gatunkowych granic.

„Grimm City” – Jakub Ćwiek

Mroczna baśń i czarny kryminał. Jakub Ćwiek to popkulturowy erudyta, który ze swadą łączy elementy pozornie nieprzystające. Swego czasu urzeczywistnił już nordyckich bogów, rozprawiał o rodzimych superbohaterach, a na kartach „Grimm City” spowinowacił ze sobą zbrodnię i folklor. Bo baśnie braci Grimm zostały tym razem przekute w niezwyczajnej formie, którą zdumieni mogliby być autorzy pierwowzoru. Metropolia Ćwieka zbudowana została na ciele pokonanego olbrzyma – to fundament, ważne jest też serce z węgla tłoczące czarną, gęstą ciecz, które napędza miasto. Zbrodnicza intryga rodem z prozy Raymonda Chandlera, wielkomiejska rzeczywistość zabarwiona magią. Autor, grając kulturowymi motywami, potrafi kreślić przewrotne historie z morałem. Doprawione humorem, niekiedy czarnym, emocjonujące, bo wielowymiarowe.

Dlaczego warto przeczytać? Jakub Ćwiek to niezrównany gawędziarz, który w rozrywkowej formule potrafi ukazać popkulturową wiedzę.

Wielkomiejska magia – ze współczesności i pradawnej historii

Jest w urban fantasy olbrzymie bogactwo toposów i archetypów, z którego korzystają twórcy. Bo tak zwana fantastyka miejska łączy w sobie elementy związane z kryminałem oraz horrorem, komedią, a także dramatem, ba, przypowieścią i fantastyką naukową. A przede wszystkim baśniową formą. Kilka z powyższych propozycji nie może w pełni wyczerpać gatunku. Wspomnimy jeszcze o Marcie Kisiel, która udowodniła, że „Oczy uroczne” mogą przynieść szczęście i zgubę, odwołamy się też do Patricii Briggs, czarującej w cyklu „Alfa i Omega”, przypomnimy Jima Butchera, którego znamy za sprawą „Akt Harry’ego Dresdena”. Bo w fantastyce spod znaku urban fantasy cuda widoczne są na każdym kroku.

Artykuł przygotowany we współpracy z Wydawnictwem SQN

Reklama

komentarze [32]

Sortuj:
Dodaj wypowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

345
3
02.03.2020 10:12

Zapraszam do dyskusji.


429
29
02.03.2020 17:05

Nie ma to, jak zestawić niezwykłe książki wybitnych zagranicznych pisarzy z produkcją rzemieślników wyrobników krajowej trzeciej ligi.


3848
3610
02.03.2020 17:37

Jak trafię na Urban Fantasy,to biorę.Spoko jest


85
2
02.03.2020 17:46

Urban fantasy i brak Łukjanienki?


625
256
02.03.2020 21:55

Anna In w grobowcach świata. To jest miejska fantastyka.


2748
604
02.03.2020 21:55

Ja bym dodała  Zrodzony Zrodzony
 Europa jesienią Europa jesienią
 Odwrócony świat Odwrócony świat
 Klaustropolis. (Zamknięte miasto)

więcej

0
0
02.03.2020 22:20

Autorom tego nieszczęsnego gatunku na imię Milijon. Można zatem ograniczyć się do niezgorszych przedstawicieli. Po co ludzi zniesmaczać promocją grafomanii? Gaiman z Mievillem podani na jednym tchu z Jadowską to jazda po bandzie.


6311
501
03.03.2020 06:44

Imho to dyletanctwo autora tekstu (łamane przez marketing?). Z drugiej strony w tym podgatunku trudno o rzeczy warte polecenia, ogromna większość to bezwartościowa konfekcja.


981
30
04.03.2020 14:01

Jak to po co? Aby pieniążki się zgadzały. Artykulik sponsoruje SQN, więc miejsce dla Jadowskiej i Ćwieka musiało się znaleźć, ba pewnie powstał w ogóle tylko po to, aby ich zareklamować..


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

1266
156
02.03.2020 22:46

 Na tropach jednorożca Na tropach jednorożca
 Nocny obserwator Nocny obserwator


398
86
05.03.2020 09:36

Dokładnie! Jak zobaczyłem 'urban fantasy' to pierwsze co mi przyszło na myśl to właśnie Na tropach jednorożca. Szkoda, że kolejne tomy nawet w połowie nie dorównały pierwszej części :(


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

981
30
04.03.2020 14:00

Przy takich 'artykułach' może pora zmienić nazwę serwisu na LubimyPieniądzeWydawców? xD


3666
294
04.03.2020 22:29

Dlaczego aż tak krytycznie? Sugerujesz, że ten artykuł nie ma konkretnej treści? (Ja odniosłam inne wrażenie, choć zastanawia mnie, czy wszystkie książki są wydane przez jedno wydawnictwo- zabrakło mi tutaj kilku tytułów)...


981
30
05.03.2020 18:26

@Beata-Chiara ma niestety przede wszystkim konkretny cel reklamowy, który usiłuje się ukryć, co uważam za średnio etyczne. Autor przed poprzednim żenującym artykułem podobno o depresji nie poświęcił nawet kilka minut na research o chorobie, nie wiadomo czy opisywane książki w ogóle czytał, więc mam już spory dystans do popełnianych przez niego treści.. I nie chodzi, żeby...

więcej

3666
294
06.03.2020 11:38

Rozumiem ;)


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

82
0
04.03.2020 14:33

A gdzie Cassandra Clare??


zgłoś błąd